Ku pamięci - 1.12.2021
Po raz pierwszy w tym miesiącu dostałam strzała z liścia. Moja szwagierka poroniła, początek 14 tygodnia. 😭 O ciąży wiedzieliśmy tylko my. Nie mogłam w to uwierzyć, zaczęłam płakać razem z mężem. Nie chciałam sobie nawet wyobrażać tego bólu i samopoczucia. To jej 3 ciąża z drugim poronieniem, związanym z konfliktem serologicznym. Do końca pokładała nadzieję, że będzie dobrze, nie dopuszczała myśli, że będzie dziewczynka... Teściowa załamana.

A ja, jeszcze wtedy niczego nieświadoma i z pozytywnymi myślami, nie sądziłam, że dostanę (za przeproszeniem) w ryj, tydzień później. Mimo tragedii szwagierki chciałam... Musiałam myśleć pozytywnie. 😞🥺

Co do porodu to wyglądało to od początku tak...

Stawiliśmy się w szpitalu w pon 14/03 o 21. Zostaliśmy przyjęci na oddział - prywatny pokój z własną łazienką , rozkładana sofa do spania dla męża itd no very nice 😉

Polozna Debby, podpięła mnie pod KTG. Na ktg zapisywały się skurcze BH które towarzyszyły mi już od dawna. Były całkiem nocne (toco 50-60) ale jak przez ostatnie tygodnie, niebolesne.
Następnie pojawiła się gin na dyżurze, zbadała mnie ginekologicznie, rozwarcie miałam tylko 1-1,5cm cm i wsadziła mi w szyjkę globulkę na wywołanie skurczy i rozwarcia. Powinofrnowano nas wtedy że po 6h sprawdza jak ma się sytuacja i jeśli będzie potrzeba to mogą podać w sumie do 3 takich globulek.
Od tamtej pory do KTG byłam podłączona przez 70% nocy. Po podaniu globulki skurcze stały się bolesne, a ich moc się troche zwiększyła (50-100)
Po 6h wróciła dyżurna gin - była zadowolona z zapisów ktg ale rozwarcie średnio ruszyło, chyba wtedy było na 2-2,5cm. W związku z tym gin zafundowała mi cholernie bolesny masaż szyjki 😣 no myślałam że ucieknę z łóżka, dosłownie... Ten masaż o ile dobrze pamiętam miał miejsce koło 3-4 w nocy. Byłam już mocno zmęczona bo skurcze już od kilku godzin trwały, dość regularne i w miarę bolesne, do tego ten masaż szyjki... Poprosiłam i pierwszy lęk przeciwbólowy i dostałam zastrzyk w tylek, który mimo że faktycznie ostatecznie zdziałał cuda to zaczął działać dopiero po jakieś 1-1,5h

Co tu duzo pisać, noc była dla mnie długa, bolesna i kompletnie nieprzespana. Całe szczęście Oskar obok na kanapie spał jak zabity. Jeszcze tego brakowało żebym miała na porodówce umordowanego męża.

Jak nastał ranek, a zastrzyk wreszcie zaczął działać to zaczęło się okienko takiej kilku godzinnej nudy. Wjechało śniadanie, nastąpiła zmiana personelu i zamiast Debby przyszła Sara (zmiana zdecydowanie na lepsze 🙏)
Do 11 właściwie nic się nie działo, skurcze mniej dokuczały bo lek nadal dział, ja skakałam przez jakieś 2h na piłce i czekałam aż zjawi się moja gin.

Ok 11:30 przyszła Dr Iram - baaardzo się ucieszyliśmy na jej widok bo wiedzieliśmy że teraz wreszcie zacznie się coś dziać. W końcu do tej pory poza bolesna, nieprzespana nocą, postępu w porodzie większego nie było.

Dr Iram zbadała mi szyjkę - rozwarcie nadal 2-2,5cm. Skurcze nadal takie jak w nocy. No to nie było na co czekać, szybka akcja i dr przebiła mi pęcherz płodowy. Jejku! Jakie to było śmieszne uczucie jak ta cała ciepła "woda" się ze mnie wylewała 😅 oj i jak tego dużo było! Ogólnie bałam się że przebicie tego pęcherza będzie bolało - w sensie wprowadzanie sprzętu do przebicia w szyjkę będzie bolało ale na szczęście nie miało to miejsca.

Po przebiciu pęcherza przeniesiono mnie na porodówkę. Dostałam pieluchę i z pytano mnie czy chce wózek czy przejdę - przeszłam.

Porodówka znajowala się 2 piętra wyżej, duża sala, ogromna łazienka z prysznicem, łóżko i piłka i tyle. Polozna Sara była z nami, na prawdę dobrze z nią trafiliśmy bo widać że trzymała rękę na pulsie i nie pieprzyła farmazonów takich jak koleżanka Debby.

Na porodówce początkowo bez zmian, przebicie pęcherza spowodowało tylko że skurcze stały się bardziej bolesne ale nadal do wytrzymania. Kontynuowałam skakanie na piłce, zmęczenie już mi się bardzo mocno dawało we znaki a konca tego wszystkiego na horyzoncie nie było widać.

Po jakimś niedługim czasie przyszła Sara i powiedziała że dr Iram zadzwoniła żeby podać mi oxytocyne (dr Iram jak zawsze przyjmowała w tym czasie normalnie pacjentki w klinice a innym pietrze).
Po podaniu oxy stety/niestety musiałam się położyć na łóżku. "Stety" bo byłam tak zmęczona już że marzyłam o tym żeby się położyć, "niestety" bo wiedziałam doskonale że pozycją leżącą poród można co najwyżej spowolnić a nie przyspieszyć.

Od przebicia wód i podania oxy wszystko szło trochę jak krew z nosa bo skurcze były już bardzo bolesne, moje zmęczenie sięgało zenitu a rozwarcie wynosiło ciągle tylko 2-3cm.
Po podaniu oxy skurcze były już częste, regularne i bardzo bolesne. Milam do dyspozycji gaz który miał trochę usmierzyc ból, ale chyba w praktyce miał bardziej odwaracac uwagę niż faktycznie znieczulać.
Przez nast kilka godzin (3-4h? Nie wiem) sytuacja wygladala tak : ja leżałam na łóżku, mąż siedział obok mnie. Skurcze co 3-5min, ja z gazem w ręce i w każdej przerwie między skurczami "przysypiałam" ogólnie leżałam z zamkniętymi oczami, mąż tylko po zapisie ktg mówił mi, że zaczyna się kolejny skurcz i po skurczu mówił mi jaką miał siłę (Tak go poprosiłam)
Jeśli wcześniej byłam bardzo zmęczona to na tym etapie już nie wiedziałam jak się nazywam.

Z ciekawostek siła skurczy na ktg wynosiła na tym etapie tylko 20-40, także to ktg jest o kant... Wszystko zależy od tego gdzie sondę założą na brzuchu i czy jest tam gdzie rozpoczyna się skurcz.

Ostatecznie z braku sił i faktu że rozwarcie wynosiło nadal tylko 3 cm (!!) poprosiłam o znieczulenie zewnątrzoponowe. Wizja kolejnych godzin w bolu bez snu była już niewykonalna.

No więc ok - teraz akcja wreszcie nabiera tempa. Kiedy przyszedł anestezjolog to musiałam usiąść i wtedy zacząły się najgorsze skurcze. Bolesne, mocne, częste i długie. W końcu po jakiś 30 min anestezjolog skończył przygotowania i wbił mi się w plecy (jest to kompletnie bezbolesne jakby co). Przypominam że przed podaniem znieczulenia miałam nadal rozwarcie tylko na 3cm.
Jak położyłam się z powrotem na łóżku a znieczulenie jeszcze nie zaczęło działać to skurcze nadal tak samo nocno bolały i zaczęłam czuc mega parcie. Polozna mnie zbadała i Okazało się że w w niecałe 30 min przeszłam z 3cm rozwarcia do rozwarcia pełnego z widoczną główka 😬
Śmieszne w tym jest jeszcze to że po podaniu epidural, zanim poinformowałam polozna że czuję uczucie parcia, oskar poszedł po kawę dla siebie - jakby czemu nie, w końcu rozwarcie miałam tylko 3 cm 😅 to się chłopak zdziwil jak wrócił 5 min później i dowiedział się że mam pełne rozwarcie i widać główkę 😂

Ale ok, dalej : Zewnątrzoponowe powoli zaczynało działać i ostatecznie urodziłam kompletnie bezboleśnie (w sensie przy partych już nic nie czułam) i wtedy największą trudnością było parcie bo po prostu tego nie czułam a polozna i moja gin ciągle mówiły mocniej mocniej. Ogólnie zewnątrzoponowe było najlepsza decyzja jaka podjęłam i uważam, że też na idealnym etapie (fartem) mi je podano.
Za długo już to wszystko trwało i bezbolesna końcówka porodu to było to co potrzebowałam :) ostatecznie od podania globulki i pierwszych bolesnych skurczy do przyjścia Mai na świat minęło 20h... 20h bez snu i w lub większym bólu 😑

Znieczulenie również mega się przydało do szycia bo niestety dr Iram trochę mnie naciela. (Tak na tym etapie Dr Iram była już z nami do konca)

Do wyciągnięcia Mai ostatecznie oprócz nacięcia dr Iram użyła też Vaccum (Kiwi), dwie skurcze, dwa pociągnięcia i Calineczka była na świecie 💗

Maya ur 15/03 o 18:22 47cm i 2,73kg 💗

Cdn.

CZWARTEK
Ja tylko na chwilę. Między makowcem a sernikiem wpadłam Wam co nieco pożyczyć 😉

Spokojnych, zdrowych Świąt, abyśmy chociaz w ten krótki wyjątkowy czas potrafiły docenić i cieszyć się tym co mamy, a nie skupiać się na tym czego nam brakuje... 🎄🎁⛄ MERRY CHRISTMAS 💖

Rok 2 miesiące 2 tygodnie + 5 dni waga 11,3 kg
Jak ten czas leci. Dopiero co byłam na urlopie a to już końcówka. Święta zleciały i to migiem. Odpocząć nie odpoczęłam choć chciałam. Nocki były ostatnio straszne. Okazało się że młodemu wychodzi 8 zębów na raz. Powtórka z rozrywki. 4 trójki już po mału widać ale to duże żeby więc trochę minie jak wyjdą całe. Jedna czwórka też a 3 spuchnięte. Biedny mały ile on się musi wycierpieć. Ostatnio nie chce wcześniej się kłaść. Wczoraj ledwo na siłę o 23 go uspilam mój już spałzował nie dał rady.
Piotruś przyzwyczail się że byłam z nim 20 dni a w czwartek do pracy ehhh biedulek znów będzie się budził rano. Dobrze że stary na 13 do pracy to troszkę pospi.
Dziś pierwszy raz od dłuższego spał sam do 6 rano. Bo zwykle ląduje w łóżku. I czas pomyśleć o większym luzku bo ciężko się pomieścić tym bardziej że nóżki lądują na twarzy starego a głową na mnie. A przestawić się go nie da bo zaraz pobudka.
Ostatnio przed świętami wybrałam się do gina. Stwierdziłam że może transfer pod koniec stycznia bo potem gin na ferie.
I jak zawsze przeszkody. Gin tym razem poparł metody Pasnika uwierzył w immuno i będziemy postępować jak ostatnio. Co dziwne zgodził się na ten plan co Pasnik. Pierw screatching cykl przerwy i transfer. Ale tym razem screatching bez leków zabezpieczających przed nie będzie. Więc wszystko się przesuwa. Po prostu tak musi być to nie ten czas. Więc kolejny cykl styczniowy screatching cykl przerwy z luteina tak aby okres wypadł podczas jego urlopu i transfer. Bo tak naprawdę nie chciałabym chodzić na monitoringi po różnych lekarzach . Lepiej niech jeden ocenia niż 5.
Więc jak wszystko wypadnie jak trzeba transfer będzie w marcu. Jeśli się nie uda, nie robimy przerwy kolejny od razu będzie. Więc jak dobrze pójdzie do końca kwietnia zakoncze starania. Albo z wynikiem pozytywnym albo negatywnym. I tak wszystko zostawiam w rękach Boga. Jeśli mi dane będzie zostać po raz ostatni matka to będę jeśli nie to wiadomo. Najgorsze z tego wszystkiego że już menopauza blisko FSh już 12. Kurde a tu nawet 40 nie mam. Ehhhh

Ku pamięci - z dnia 7.12.2021
Czuję się okropnie - w pracy, w domu. Jestem osłabiona, pozbawiona jakichkolwiek chęci do życia. O ile w pracy stan nie był na tyle poważny, to po powrocie do domu przy nakładaniu obiadu zgięłam się w pół. Dobrze, że mąż stał obok i ma refleks. Chwycił talerz w momencie, gdy ja opierałam się o kuchenkę. Przeszywajacy ból od żołądka do dołu. Mąż zaprowadził mnie do łóżka i kazał mi leżeć. Kuźwa. Na pewno pomyśleliśmy o tym samym ale nie powiedzieliśmy tego głośno.

"- Jedziemy do lekarza?" - zapytał.
"- Nie kochanie, zaraz mi będzie lepiej... " - odpowiedziałam. 🥺 Po chwili ból minął a ja, bez myślenia położyłam swoją dłoń na brzuchu. Ku*wa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 08:02

Ku pamięci - z dnia 12.11.2021
6:00 - wyleciało ze mnie "coś", spakowałam do pojemnika a położne zalały solą fizjologiczną i wstawiły to do lodówki. Od tej chwili każde wyjście do toalety to strach - strach przed tym, co zobaczę na podpasce.

8:30 - USG. Doktor obejrzała szyjkę, okazało się, że wyleciał czop śluzowy a za nim skrzepy krwi - od tej pory krawienie jest częstsze. Szyjka lekko rozwarta. Dziecko nadal mocno się trzyma mamy. 😌 Kolejna dawka poronnych, leżenie i czekanie. Bez zabiegu się nie obejdzie. Książka, literaki na kurniku, krzyżówki, TV... Nuuudaaa, choć głupio przyznam, że korzystam z tego spokoju i szykuje się psychicznie na powrót do domu. Rodzina nie będzie wiedzieć jak się zachować. Sportowa determinacjo - wracaj do mnie.

15:00 - poprosiłam męża o wrapy z McDonald's 😅. Tak, mam dość szpitalnego jedzenia. Tak, mam dość leżenia i kłucia. Mam dość tego wszystkiego, co się ze mną dzieje FIZYCZNIE. Wbrew pozorom, psychika ostatecznie się pogodziła z obecnym stanem. Kuźwa, jak widzę położną z wózeczkiem mam ochotę zwiać przez okno (leżę na parterze). 🤔

18:00 - mąż wygląda zdecydowanie lepiej, bardzo za nim tęsknię. 😞 Mam wrapy na kolacje 😁😂, dilerka średnio udana, zapach unosi się po całym oddziale. Mam to w 🍑, chcę zjeść w miarę normalne i względnie smaczne jedzonko. Przywiózł mi szydełko, zacznę robić bombki na choinkę. 😊

19:00 - jutro mam zostać na czczo, będzie zabieg. Krwawienie się rozkręca a moje samopoczucie jest ciulowe, bo chcę mieć już wszystko za sobą.

16dc...
2 dni... za 2 dni wieczorem pójdę spać już z kropkiem... proszę Cię, zostań z mamusia... zostań moim świątecznym cudem, którego pragnę jak nic innego na świecie...
Jeżeli tylko zostaniesz z nami, mamusia zrobi wszystko żeby u rodzić żywe i zdrowe dziecko... córeczko, wypros mamusi ta łaskę... ten cud...

Ku pamięci - z dnia 14.12.2021
6:00 - krawawienie jest ponoć okej, brzuch miękki.

8:30 - na USG wszystko ładnie wyczyszczone, jeszcze tylko ostatni antybiotyk, ostatni osłonowy i przeciwzakrzepowy... I wypis - mogę jechać do domu. ❤ W końcu mogę odetchnąć z ulgą.

11:00 - o ile w szpitalu czuję się świetnie, to obawiam się mojego samopoczucia w domu. 😌 Mam ochotę wyściskać wszystkie panie położne i lekarzy, cudowni ludzie! Jestem wdzięczna, zwłaszcza lekarzom, że pomimo zmian nie odczułam zagrywek typu "a nie jest pani moją pacjentką, to w sumie mnie pani nie interesuje". Żadnych niedopowiedzianych sytuacji, wszystko z najwyższą starannością... ❤ Wzięłam pojemniki ze szczątkami, płaczę - ze szczęścia. Mężu, biegnę do Ciebie! 🥺😃❤

Dziś aktywny dzień - prosto z mężem pojechaliśmy zawieźć Maleństwo do badań genetycznych, później turnee po zakładach pogrzebowych z zapytaniem o możliwość przechowania szczątków do dnia pogrzebu. Koniec końców stwierdziliśmy, że przechowamy je w domu, bo mamy ku temu warunki. Teść wypytał o pochówek księdza, zaproponował, by Maleństwo pochować z dziadkami. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. ❤

Z mężem mieliśmy chwilę załamania w trakcie zapytania o trumienkę. Cóż. 😞 Musimy wspólnie uporać się z emocjami. 🥺 To nie tak miało być a zamiast trumienki, mieliśmy wybierać pierwsze zabawki i łóżeczko.

Bardzo ciężko jest się nam razem modlić. 🥺😞


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 11:49

9 miesięcy i 1 tydzień

Jestem bardzo zła na siebie. Ostatnie dwa tygodnie były ogromnie wymagające. Synek złapał trzydniówkę. Mąż wyjechał. Zostałam sama z młodym z babcią z doskoku (dzięki wszechświatowi za babcie !!! 🙏🏼)

Samą chorobę przemilczę bo kosztowało mnie to ogrom stresu, strachu…Ważne, że szybko i powiedzmy, w miarę to przeszedł 🙏🏼🥺

Ale to co się podziało potem to istny hardcore. Zepsuło się jedzenie, które dopiero co się naprawiło. Zepsuły się drzemki z w miarę bezpłaczkowych wróciły do płaczu przez 15 minut. Zepsuły się, o zgrozo!, noce, które z pobudek co 3h na cycucha i odkładaniu śpiącego bobka zmieniły się na histerie i wrzaski. Kulminacja nastąpiło wczoraj gdy przez 3 godziny próbowałam odłożyć małego szatana do łóżeczka. Zasnęłam o 4 nad ranem.

Doszły histerie, ale te z zapowietrzaniem się, zmianą koloru na purpurowy itd, podczas przebierania pampersa, mycia po jedzeniu.

Pękłam. Dzisiaj pękłam. Krzyknęłam na niego. Nie raz. Zszokowany wbił we mnie oczy i zaczął płakać jeszcze mocniej. Przytuliłam, przeprosiłam. Przepraszałam tuląc, aż w końcu sama się popłakałam. Łzy leciały same, oddech stał się nierówny, nie mogłam powstrzymać szkochu. A on sie popatrzył i zaczął śmiać i wspinać do mnie. Zaczął przytulać się i wołać mama. A ja szlochałam jeszcze bardziej. A on? Śmiał się jeszcze głośniej. I patrzył na mnie. Oczkami pełnymi miłości. Tymi wielkimi, pięknymi oczami. Mimo wszystko. 💙

Jak mogłam na niego krzyknąć? Jak mogłam do tego dopuścić? Zmęczenie nie jest wytłumaczeniem. Wiem, że nie jesteśmy robotami.

Czasem potrzebuję być nie-mamą przez chwilę. Chroniczne zmęczenie, nieprzespane noce i przemarudzone dni dały mi się we znaki.

Tylko skąd czerpać nowe pokłady cierpliwości?
W jego oczach, w jego uśmiechu i słowach mama.
Skąd czerpać siłę gdy kolejna nieprzespana noc sprawia, że świat się rozmazuje?
W jego małych rączkach, które otulają mi szyje, w jego śmiechu, gdy dmucham mu w szyjke.

Mama to ja. Ja to mama. Tak będzie już zawsze. 💙


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2022, 09:53

W czwartek mialam moj trzeci transfer. Do tego podejscia mialam juz troszeczke rozrzeszorza diagnostyke i zalecenia od Pasnika.
Dwa dni przed transferem mialam wlew z accofilu i dodatkowo biore encorton, acard, accofil, kwas foliowy metylowany, wit D3, witaminy z grupy B i omega 3. Nie bede ukrywac z kazda godzina moj sceptycyzm rosnie. Dzisiaj obudzilam sie z bolem takim tempym w podbrzuszu. Zawsze tak mam przed @. Do tego teraz to juz kluje mnie caly czas z prawej strony plecow :(
To oczywiscie spowodowalo, ze caly dzien lzy mialam w oczach i ciezko bylo mi sie ogarnac. Do tego maz w UK, bo nie mogl do mnie dolaczyc przez cholerny Covid. Wiem, ze kazdy bol, klucie moze onaczac wszystko, ale to jest zbyt podobne do siebie. Dodatkowo wstrzyknelam sobie accofil i zobaczylam, ze troche juz i tak malej dawki zostaje w strzykawkach!!! Jutro mam kontrolna morfologie dla Pasnika no i zobaczymy co tak wyjdzie. Dodatkowo teraz zazylam nospe, bo te plecy mnie troche mecza, ale stwierdzilam, ze nie zaszkodzi.

Wiem, ze musze byc silna i stawic czolo przeciwnosciom zwlaszcza, ze widze jak moja rodzina przezywa widzac mnie cierpiaca. Tak bardzo chcialabym, zeby sie udalo i moc obdarowac moich rodzicow wnukiem/wnuczka!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2021, 21:42

Ułamał mi się wieczorem prawie cały ząb dolna jedynka.😭😭😭😭😭
Czy może być na to lepszy dzień niż dzień przed wyjazdem na święta, dwa dni przed wigilią...???
W punkt żeby schrzanić człowiekowi samopoczucie 😖☹️

Udało się nam wbić na ostatni dzwonek na szczepienie Marysi, bo zwolnił się termin. Tyle że parę chwil po telefonie z przychodni przyszły wyniki jej posiewu i ma bakterie w moczu. Ciekawe czy lekarz ją zakwalifikuje do szczepienia.

Całą noc Marysia dziś nie spała. Jadła kanapkę z wędlina i żółtym serem popijając ją mlekiem owsianymi o 3 w nocy. Coś jej się pochrzaniły pory dnia przez te choroby.
Odkąd podejmuje delikatne próby odmowy jej piersi, to całe noce śpi z cyckiem w buzi i przez sen gada 'mama cyca'.
A teraz jeszcze ten ząb.
W głowie ciągle chłoniak.
Jestem psychicznie o fizycznie u kresu ☹️

Pinka. Piąty transfer 22 grudnia 2021, 07:52

16 dc środa TRANSFER

Mam urlop i nie moge spać. Transfer mam na godzinę 11.30. Troche dziwnie, ale nie czuje aby bylo to cos niesamowitego. Niegdys in vitro bylo czyms niewyobrazalnym, wrecz nieziemskim..tymczasem spowrzechniało. Ale to chyba dobrze, nie powinno byc to czymś dziwnym.

Odezwe sie po transferze ;)

5.12 miałam swoją druga punkcje - pierwsza w czeskiej klinice. Bardzo dobra opieka, dogadalam sie po angielsku, choc w razie potrzeby byla dostepna polska koordynatorka. Zaloga usmiechnieta i zyczliwa. Po punkcji herbatka, rogalik i ciepla koldra :) Dali mi gonapeptyl zamiast Ovitrelle na wywolanie owulacji, dzieki czemu skutki uboczne po punkcji byly duzo mniejsze pomimo podobnej ilosci komorek. Klinika pracuje również w weekendy, jest mail z lekarzem duzurujacym i infolinia medyczna 24 h. System informowania na portalu co 24 h.
Efekt procedury w Polsce: - 6 blastocyst z 18 zapłodnionych komórek, 3 zarodki prawidłowe genetyczne, 3x beta 0
Efekt procedury w Czechach - 10 blastocyst z 17 zapłodnionych komórek..... czekam na wyniki badań PGT-SR na razie 6 zarodkowe c.d.n Na razie jestem bardzo zadolowona ze zmiany kliniki, maz również tak ocenia ze swojej perpektywy, choc faktura za leczenie byla wysoka, tutaj wiekszosc placi sie zaraz p punkcji, rowniez tak wyszlo z powodu duzej liczby zarodkow.... ale na razie naprawde wierze ze moze teraz sie uda :)

Spuromix A może to już czas? 14 grudnia 2021, 09:42

Ogarnął mnie smutek....

Mąż pojechał do pracy, a ja wzięłam się za czytanie....
Wczoraj dostaliśmy wyniki badań nasienia, nie są najlepsze.....
Mąż się przejął kiepskim wynikiem nie tyle samymi numerkami w pozycji wynik jak samom adnotacją "silnie obniżone parametry koncentracji, ruchliwości, żywotności i morfologi plemników w badanym materiale"
Ja udawałam że mnie to nie rusza i nie dałam po sobie poznać że jednak mnie to ruszyło, że jest kolejny problem do rozwiązania..... jakby moich było mało.
Na pocieszenie chciałam męża ponakręcać, poseksić, powygłupiać się...... ale odniosłam wrażenie, że pozbawiłam męża męskości tym badaniem.
Dobiło mnie to...... nie same wyniki..... wyniki da się poprawić (chyba), wystarczy szukać pomocy lekarza, zastosować leczenie, ograniczyć pewne rzeczy, ale da się je poprawić.... dobiło mnie to co się stało z mężem po tym badaniu.... stał się zamknięty i zminy....
KUŹWA!!!!!!!!!!!!!!!! przecież ostatnio się udało!!!!!!! nie jest na 100% bezpłodny!!!!!!!!!!!!!!!! nasienie po prostu jest słabsze!!!!!

Co mam teraz zrobić?
kocham mojego wariata, kocham nad życie. Nie stracił w moich oczach, mamy po prostu kolejny problem do rozwiązania..... chciałam z nim wczoraj o tym porozmawiać ale nie poszło.... chciałam mu dać 2 opcje do wyboru....

"To co misiu? mamy 3 opcje:
1) możemy powtórzyć badanie za 3 miesiące, ale w tym momencie ograniczymy używki, słodycze, kawę i zaczniesz ładnie łykać witaminki razem ze mną i zobaczymy za 3 miesiące czy jest poprawa Albo:
2) umawiam cię do urologa i niech on kieruje tobą dalej ale powtórka nasienia i tak nas czeka....
3) Żyjemy jak dotychczas i liczymy na to że może dzidzia się pojawi już raz się udało "
Oczywiście przekazałam to delikatniej i czulej i odpowiedzi nie dostałam, od razu była zmiana tematu. Nie wiem jak znowu poruszyć ten temat. Nie wiem od czego zacząć, jak się zachować.

Chce mi się ryczeć.....


a tutaj wyniki:
[url=https://naforum.za.... zdjęcie usunięte


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2021, 00:17

Beta <0.1

Nic nie ruszylo. Leki nie pomogly. Mialam mala nadzieje, ze chociaz nawet jak sie nie uda to chociaz troche beta ruszy.
Snieg zaczyna padac za oknem, czuje sie pusta jakby moja dusza opuscila cialo i obserwuje mnie z boku. Jestem na autopilocie. Nie wiem co jeszcze mozna zrobic. Wyslalam morfologie to Pasnika, bo poprosil o wynik.
Moja nieplodnosc jest jak ta cholerna pandemia nie ma zamiaru sie konczyc. Kolejne Swieta z widmem kolejnego nieudanego transferu.

Udało się zapisać do dr Sydora. Termin był marcowy, ale ktoś odwołał wizytę z 19 stycznia. Jedziemy z mężem na wycieczkę do Krakowa. Nawet dobrze się złożyło bo potem w weekend mam szkolenie z usg w Katowicach... Więc już bliżej będzie. Trochę pozwiedzamy.

Nie robię żadnych badań, i tak już nie zdarzę. Biorę te, które zlecił mi Litmanowicz niecały rok temu. Mam tam wszelkie wirusowki, cytokiny, profil limfocytarny, białko C i S, kiry, hla c męża, pakiet trombo ( akurat wcześniej już go sama zrobiłam) nasz kariotyp. Chyba starczy. W razie czego powie co powtórzyć, co chce i wtedy to zrobię, ale obraz powinien już mieć.

A 29 idę sprawdzić czy te 4 torbiele się wchlonely... Przydałoby się...

Maz był na kilka dni u tego swojego kumpla co jego partnerka jest w ciąży. Dziś wraca. Na serio nie jestem w stanie zrozumieć czemu ludzie mają takie braki w inteligencji emocjonalnej. Mąż mu od paru lat opowiada o naszych problemach a ten.... Kur*a, bo już inaczej nie mogę tego powiedzieć cały weekend truł Mu jak to są szczęśliwi i że teraz kupują mieszkanie, bo wiesz dziecko, że spełnia sie jego marzenie o tacierzynstwie i prosi aby wypic z Nim za ciążę, dziecko i szczęśliwy poród. A ten mój nic..... Nawet się nie zająknął, bo mówi że "wiesz Jemu przykro będzie jak powiem ze mnie to nie interesuje na tą chwilę" No zesz Ty! Tamtemu przykro?!! A On? Jakbym tam była to gówno by mnie to obchodzilo. Kazałabym się Mu zamknąć. Bo powiedzieć można, ale żeby paplać o tym 3 dni i kopać leżącego to jest już jawne znęcanie się. Serio wykształcenie i status społeczny absolutnie nie świadczą o czlowieku.

To się wygadałam, wykrzyczałam i mogę wracać do pracy 😁

36tc+5
Za 2 dni będzie ciąża donoszona 😱🤯 mam nadzieję ze to tez będzie ten dzień kiedy poznam date, na którą czekam jak chyba na nic w życiu... może wtedy, jak miałam urodzić córeczkę, ale wtedy oczekiwanie zostało przerwane zdecydowanie za wcześnie...
Jak ktos może trzymajcie kciuki za nas, zeby tymrazem wszystko poszło zgodnie z planem... wg USG mamy 9 dni więcej, wiec jakby 38+0... za jakiś tydzień powinnam mieć Antka kolo siebie... nie dociera do mnie ze to koniec ciąży, ze za chwilę zaczniemy nowy etap życia... wierzę ze tym razem i my wyjdziemy ze szpitala z żywym dzieckiem, zamiast pękniętym sercem 💔 jak poprzednio... córeczko tak bardzo chciałabym żebym była tu z nami, czekała z nami na swojego małego braciszka... wierzę ze czuwasz nad nim... 🙏
2 dni... Boże, błagam 🙏🙏🙏

Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏

Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2022, 13:31

35tc+0d waga 61,2 kg (+7,2 kg)
(Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

Ostatnio stałam się autorką zdania
"nudna ciąża? Potrzymaj mi drinka i patrz!" 😅

W 34tc+4 byłam o godzinie 11 na ktg w szkole rodzenia, położna patrzy na mnie i pyta czy czuje skurcze.. WAIT, WHAT?! jakie skurcze? No takie co 8-10 minut, chwilę trwało zanim mózg przetworzył informację i mówię, że trudno mi powiedzieć bo w tej ciąży ciągle mnie coś boli, brzuch się wiecznie spina, więc jak mam być szczera to nie widzę różnicy, ale wątpię, że są to skurcze porodowe, bo tych ponoć pomylić z niczym się nie da. Wysłano mnie do szpitala, aby sprawdzić czy wszystko jest ok, no to idę, daleko nie było więc poszłam pieszo.

Do szpitala dotarłam ok 12. Tego dnia był jakiś ciążowy armagedon, 8 kobietek, wszystkie w niedonoszonej ciąży i wszystkie ze skurczami. Cóż trzeba czekać, o kolejności przyjęć decyduje lekarz prowadzący wdg ważności przypadków i tym sposobem spędziłam ponad 4h w poczekalni, ale jak mus to mus. W międzyczasie wśród oczekujących rozpętała się kupoburza, że czas oczekiwania taki a nie inny, że niektóre przyszły później, a weszły szybciej.. Nie wytrzymałam i zupełnie spokojnie rzekłam "drogie panie, też tu czekam i byłam szybciej niż część z was a pewnie wejdę później, bo jeżeli wszystkie mamy skurcze (to wynikało z wcześniejszych rozmów), to logiczne, że najpierw wezmą te osoby, którym się sącza wody, które krwawią lub są w młodszej ciąży, bo skurcze w 28tc są bardziej niebezpieczne niż w 34tc, a skoro siedzimy i mamy siły narzekać to znaczy, że jeszcze nie jest tak źle". Feedback "no w sumie, ma pani rację" cisza. Później zaczęły się normalne rozmowy jak w poczekalni pełnej emerytek, której co dolega itd 🤣 Swoją drogą nie przestaje mnie zadziwiać, że czasem ludziom trudno spojrzeć dalej niż po za koniec własnego tyłka 🤦‍♀️

Po przyjęciu na IP lekarka przebadała mnie wzdłuż i wszerz, skurcze nadal się piszą na KTG (regularnie co 8-10 minut), ale wszystko z dzieckiem ok, szyjka skrócona (2,4), miekka, ale trzyma. W pewnym momencie pyta, wiek ciąży z usg czy om? Odpowiedziałam, że z terminu transferu, więc znany jest dokładnie. Okazało się, że zwątpienie lekarki przyszło w chwili mierzenia dziecka, wykonała czynność ponownie, po czym mówi "ale duże dziecko, no inaczej nie chce być, mierzyłam 2x". Nasz mały chłopiec ważył 3128 gram 😲 niektóre dzieci mają tyle w 40tc 🙈 Do domu wrocilam po godzinie 18, przeorana tym dniem ekstremalnie padłam do łóżka i tyle mnie było widać.

Kolejnego dnia miałam wizytę kontrolną na nfz, lekarz w związku z krwiomoczem zlecił usg brzucha udało się ogarnąć tego samego dnia 💪 i żeby nie było nudno skoro dzień wcześniej na izbie wszystko było ok, to na usg wyszły kamienie na nerkach ok 2mm, na obu i więcej niż po jednym, także ten teges no 😅

Odstawiona Luteina i Nospa, niedługo odstawiamy magnezy. Mam już nie hamować skurczy, tydzień ciąży i waga klopsa pozwalają na poród, ale najlepiej gdyby tak jeszcze z 2 tygodnie posiedział.

Torba na poród prawie spakowana 🍀


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2022, 10:59

26+3

Na wstępie napisze że witam się z Warszawy 💛 udało mi się przylecieć wczoraj w nocy do Polski na święta. Mąż niestety musialam zostać w Abu Dhabi, ale dla mnie to wielka radość że mogłam przylecieć bo 1. Nie spędziłam całych świąt w domu z rodziną od 5 lat, 2. Mąż i tak lata w święta więc nie chciałam tak jak rok temu zostać sama w wigilię.

Ok ale do rzeczy - szybki update po ostatniej wizycie, która miała miejsce 2 dni temu :) Maya waży 800g i dalej rozwija się prawidłowo :)
Oczywiście jak na kobietę w ciąży przystało już się lekko stresuje ze jest mniejsza w porównaniu do dzieciaczków dziewczyn z forum, ale no wg siatki centylowej mieści się w normach, na dolnej granicy ale jednak w normach i właściwie od początku jest na tej dolnej granicy więc w sumie to równomiernie przyrasta także nie będę szukać dziury w całym.

Od teraz na wizyty mam już chodzić co 2 tyg. W sumie myślałam że częstotliwość wizyt zwiększy się później, ale nie narzekam oczywiście :)
Śmieszne jednak jest troche to, że na początku ciąży kobieta chciałaby na wizyty biegać jak najczęściej bo jest wtedy najwięcej stresu, a teraz jak już czuję codziennie mocno ruchy małej, to specjalnie mi na tych wizytach już nie zależy 🙈 ale ok fajnie będzie monitorować jej przyrost wagi.
Jeśli o moją wagę chodzi to zatrzymałam się w miejscu na 68.8kg czyli ok 6,5kg na plusie.

No nic, uciekam. Nie mam jakoś weny na ten wpis. Jest 9 rano, ja od 6 nie śpię a poszłam spać też późno bo o 1:30 polskiego czasu. W Emiratach jest 3h później więc wczoraj teoche przegięłam, a tetaz mimo że jestem zmęczona to spać już dalej nie mogę bo za jasno jest w sypialni a nie ma tu zasłon zaciemniających :/ idę sobie zribic kanapkę 🙈😁

Pinka. Piąty transfer 22 grudnia 2021, 14:05

16 dc środa po TRANSFERZE

Wszystko poszlo bardzo szybko, tylko ja jedna bylam na sali, wiec hop siup i po transferze.
Doktorek zaaplikował blastke 4AA, na ekranie podczas wprowadzania coś jakby zablyslo - powiedzialam ze wygladalo to jak gwiazda betlejemska.

Nie czuje nic, nic mnie nie kluje, nic mnie nie boli. Zjadlam zurek i odpoczywamy.

Czekam na 03.01, chyba ze przed sylwkiem zrobie sikańca ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)