No i jestem z powrotem. Emocje opadły, gdy tylko dostałam okres i mogłam poczynić konkretne kroki, mogłam zacząć działać, a nie tylko bezczynnie czekać.
Dziś przeczytałam też szczęśliwą nowinę u Kapelki i to też podniosło mnie na duchu, takie historie dają mega kopa do działania 
Przez ostatnie dni:
Zapisałam się na monitoring cyklu do mojego ginekologa. Jutro - w Dzień Mamy mam pierwszą wizytę.
Zrobiłam badanie AMH: wynik 3,45
Dziś zrobiłam p/c przeciwplemnikowe z krwi - na wynik będę czekać około 11 dni.
Mam też plan na kolejny miesiąc - po rozmowie z Kimś, kto dał mi naprawdę dużo siły, wiary i pomoc, za radą postanowiłam kolejny monitoring w przyszłym miesiącu zrobić u pani ginekolog z polecenia. U niej postaram się o skierowanie na HSG. W tym czasie powinnam już mieć wyniki p/c przeciwplemnikowych.
Zostało mi tylko zapisać się jeszcze na wizytę do dra Paśnika.
Muszę uciekać do pracy - aura na zewnątrz średnia, ale Wam wszystkim życzę pogodnego dnia i jeszcze raz ogromne gratulacje dla Kapelki! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2022, 21:27
4+4
Wyniki drugiej bety przyszły wczoraj wieczorem - 312,2. Przyrost to 81%, więc teoretycznie w normie. Oczywiście, ja się denerwuję, bo przy Michale i Zosi przyrost bety na początku wynosił ponad 100%. Moja głowa pełna jest więc lęków, a pamięć o poprzednim poronieniu nie daje o sobie zapomnieć. Więc dziś towarzyszy mi trochę strach.
Michał ma też ciężki dzień, od samego rana jest jakiś marudny i skrzekliwy. Ale tylko do wyjścia z domu. Czasami ma tak, że dopóki jesteśmy w domu, to marudzi i płacze o nic, a jak wychodzimy z domu, to jakby jakiś przełącznik przeskoczył. Tak jest też dzisiaj, więc poranek to była mała frajda. Ubawił mnie za to prezent od moich dzieci. Wszyscy wiedzą, że kocham i uwielbiam żelki. Mam jednak sporą nadwagę plus wyniki glukozy i insuliny sugerują powrót insuliooporności, więc słodycze powinnam omijać szerokim łukiem. Moja rodzinka kupiła mi więc..puzzle z żelkami. 1000 elementów, a obrazek to po prostu rozsypane żelki.
)) Mają gest i poczucie humoru
Nawet nie wiem, czy to jest w ogóle do ułożenia, obstawiam, że nie bardzo
))) Wakacje będą to będziemy się męczyć 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2022, 11:25
25tc + 1d czwartek
Waga: 54,9kg
Jak co rano zjadlam sniadanie, dwie kanapeczki, serek, warzywa, jajeczka. Na deser wafelek i do kibelka na dwojeczke. Nie cisnelam, nie parlam, po prostu bez spiecia zalatwilam sie i cieszylam ze bede miec spokoj na caly dzien. Odkad mam hemoroidy kazda wizyta na kupie konczy sie prysznicem.
Bez stresu wyszlam na zakupy, nagle poczulam okropny bol plecow tuz nad tylkiem lewa strona promieniowanie do kolana. Myslalam,ze moze zle stanelam, chwile jeszcze przeszlam i zdecydowalam zakonczyc zakupy. Wrocilam do domu, musialam po raz drugi skorzystac z wc, znow wziac prysznic i sie polozylam.
Zaczelam sie martwic bolem plecow, gdyz podobne mialam z blizniaczkami kiedy trafilam do szpitala (wmawiali mi ze mam kolke nerkowa).
Zaczelam szukac info, najprawdopodobniej rwa kulszowa..ale spokojnie przeczytalam tez ze sa swietne wiadomosci, po narodzinach bol od razu znika! To ci nowina..
Narazie leze, młoda Kropka wierci sie bardzo mocno, brzuch podskakuje to z prawej to lewej strony. Byc moze te ruchy powoduja coraz to inne dolegliwosci. Na szczescie za chwile mam lekarza. Jak przez ostatnie wizyty nic mi nie dolegalo, tak teraz mam mala liste do doktorka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2022, 11:50
11 dpt
Po rozmowie z Panią doktor jestem spokojniejsza. Chociaż idealnie nie jest. Dostałam Prolutex 🙂 zastrzyki 2x dziennie, niestety dostępność tego leku jest na słabym poziomie. Na jednej recepcie mam 2 opakowania i niestety w mojej aptece było tylko jedno. A nie wiedziałam o tym wcześniej że receptę muszę zrealizować w jednym miejscu. Mówi się trudno. Rano będę dzwonić do kliniki o nowa receptę i będę szukać apteki w której dostanę prolutex. Chwała komuś za stronę ktomalek.pl. Mam oczywiście nadzieję że wystawienie recepty nie będzie jakaś mission imposible i dostanę to w miarę szybko i nie będą wymagać ode mnie opłacenia wizyty za 210 zł. Na następny raz będę pamiętać by prosić o te leki na osobnych receptach.
Dostałam również pozwolenie od Pani doktor na wizytę na pogotowiu z uwagi na moją rwe kulszowa. Mogłam wziąć zastrzyk rozkurczający, byłam dzisiaj i po ok 3 h poczułam ulgę. Oczywiście bardzo się bałam bo to upragniona ciąża 🤰🏻 ale Pani doktor podała mi dokładną nazwę leku który mogę przyjąć, o ten poprosiłam i ten dostałam. Wizyta na pogotowiu 20 minut. 👍🏻 W poniedziałek mogę szukać masażu leczniczego i mogę się okleić taśmami. Wizyta z usg w piątek, a i tak na cały następny tydzień biorę. L4 z uwagi na plecy. Zresztą nie zapowiada się na mój powrót do pracy. Zbyt wiele poświęciliśmy by być w tym miejscu a stanie 7 h przy maszynie nie wchodzi w grę. Gdyby nie te plecy i kiepski progesteron pewnie bym przepracowała czerwiec.
Chcialabym jeszcze zapisać historie jak się dowiedzieliśmy o ciąży. 🙂 Wcześniej nie miałam do tego sposobności.
25 maja wstałam ok. 8 z myślą robię test i idę na pobieranie krwi. Poszłam po test który dostaliśmy kiedyś w gratisie do tabletek na poprawę jakości nasienia. Patrzę a tam czułość 25... No świetnie. Byłam pewna że mamy 10. Zrobiłam go totalnie zrezygnowana, schowałam spowrotem do pudełka i poszłam robić kawę.
Ok 8:30 wrócił do domu mój mąż który miał nocna zmianę. Robiąc sobie kawę mówię że zrobiłam test ciążowy. Mąż od razu jaki wynik. To odpowiadam ze nie wiem, bo to słaby test, jesteśmy 7 dni po transferze i i tak nic nie wyjdzie. Wziął pudełko i wyciąga. Pyta co powinno wyjść. Więc pytam co wyszło to ci powiem. A on do mnie nie wiem. Więc idę do niego i patrzę na ten cieki kawałek papieru. Serce mi stanęło, zaczęłam się trząść i nie mogłam wykrztusić ani słowa, do oczu napłynęły łzy, patrzę mu prosto w oczy i z gilem pod nosem mowie: chyba się udało. Później już był tylko nasz płacz, przytulanie i szok że zostaniemy RODZICAMI.
Mam wielką nadzieję pożegnać się z klinika w ciągu następnych dwóch wizyt. Jestem wdzięczna za to co dostaliśmy, wiem że na tym etapie nie mamy gwarancji ale ja nie chce myśleć w tych kategoriach. Będzie dobrze bo to dziecko ma geny dwojga silnych i zdeterminowanych ludzi.
Część rodziny która wiedziała o in vitro wie już że się udało. Najbardziej płakała moja siostra, mama też była wzruszona ale nie aż tak mocno. Prosiliśmy rodzinę o dalsze trzymanie kciuków bo przed nami jeszcze usg. W czwartek będę powtarzać betę, progesteron i estradiol.
Jeszcze się z tym oswajam, ale po 4 latach i 9 miesiącach jestem w ciąży. 🥰🥰🥰
1 tydzien życia córki - wtorek
No i stało sie, to o co walczyliśmy 6lat! Urodziłam piękna, małą kruszynke ❤❤. Przez całą ciąże nazywałam ja Kropką i okazalo sie ze na czole ma male znamie (naczyniak) o kształcie kropki ☺️.
Córka przyszla na świat przez cc, po 5 dniach pobytu w szpitalu wrócilismy do domu. Mała jest drobniutka, spadla z wagi i musimy ja dokarmiac. Pobyt w szpitalu byl traumatyczny, wpadlam w jakis dziwny, schizowany tryb. Bałam sie opiekować dzieckiem, balam sie ze cos jej zrobie i ja strace. Poronienia nigdy nie wyjda z mojej psychiki. Juz na zawsze bede naznaczona.
Fizycznie czuje sie dobrze, nie żaluje podjecia decyzji o cc, brzuch goi mi sie bardzo ladnie, nie czuje jakiegos mocnego bólu, szybko zaczelam funkcjonowac. Jutro jade na sciagniecie szwow do swojego gina.
Córeczka jest śliczna, nie moge sie na nia napatrzec. Wszyscy mowia ze podobna do tatusia - taka to sprawiedliwosc po 9 miesiacach znoszenia trudów ciazy.
Wszyscy jestesmy szczesliwi, nie moge napatrzec sie na swoja Kropke ❤😊
Dzieje się u nas ostatnio bardzo dużo. Jeszcze nie wiem czy dobrego, ale staram się być dobrej myśli, że los się w końcu do nas uśmiechnął zamiast wiecznie podkładać nam kłody pod nogi 🙏
Czekałam na nowy cykl, by zacząć brać Estrofem (miałam mieć transfer na sztucznym cyklu), wykupiłam już leki, a przy okazji tydzień temu w sobotę byliśmy na weselu, wypiłam mega dużo alkoholu 🙈 w niedzielę rano jeszcze czułam, że ten nadmiar procentów ze mnie do końca nie wyszedł. Byłam tak optymistycznie nastawiona do transferu, wyluzowana, miałam mega dobre nastawienie ,że tym razem się uda. Stąd też jak wyżej pisałam, chciałam się wyszaleć zanim mogę 🙈
Sny o ciąży mi nie odpuszczały. Codziennie mi się coś o tym śniło, raz odchodziłam z pracy, mówiąc przełożonym, że jestem w ciąży, innym razem trzymałam w rękach test ciążowy, który był pozytywny. A jeszcze innym razem byłam w 10tyg i patrzyłam na brzuch, czy już rośnie. Myślałam, że moja psychika już zwariowała i śmiałam się, że nie ma opcji - ten transfer musi się udać.
Jak zwykle przed moim okresem, od 23dc zaczęło się plamienie, w 28dc tak bolał mnie kręgosłup, że byłam pewna, że dostanę w końcu @ i będę mogła zacząć brać tabletki. I tak toczył się cykl, i dotoczył do 29dc, gdzie wstałam rano wkurzona, że plamienie się skończyło, okresu nie dostałam, a już miałam wszystko ustalone i umówione wizyty u lekarza na USG. Wściekła stwierdziłam, że zmarnuję ostatnie dwa testy, żeby znów zobaczyć tą cholerną jedną kreskę, ale może dzięki temu wywołam @.
No i zrobiłam. Najpierw jeden, potem drugi. Do dziś w to nie wierzę.
![]()
Pojechałam od razu na betę. Wynik ?
139,80 mlU/ml
To był szok. Ostatnie o czym bym pomyślała to ciąża, byłam tak zajęta myśleniem o transferze, który przede mną, że nie miałam nawet nadziei, że naturalnie coś ruszy w temacie. Zdążyłam umyć okna, powiesic firany, dźwigałam ciężary, i ta wódka na weselu... 🤯 Chciałam ostatni raz zaszaleć, to sobie zaszalałam 😱
Na drugi dzień w 30dc zrobiłam jeszcze raz betę. Wynik 257 mlU/ml.
Chciałabym się umieć cieszyć z tego wszystkiego i myśleć optymistycznie. Ale narazie nie potrafię. Mam milion obaw. Chciałabym wierzyć, że najgorsze za nami. Że teraz już będzie dobrze.. 21.06 mam wizytę u lekarza.
Kropku, walcz! ❤️🍀
33cs, 39dc, 25dpo
Nie czuje nic.. nic a nic - w ogóle nie czuje się ciążowo 
A moja głowa wariuje od rozporacowywania tego dlaczego tak jest... nawet piersi dziś jakoś inaczej - jakby nie bolały..
- czy leki maskuja objawy ?
- czy to po prostu jedna z tych nielicznych bezobjawowych ciąż?
- czy ciaza bezobjawowa jest wogole mozliwa?
- czy macica nie powinna się przypadkiem rozciągać i pobolewac/ciagnac/być w jakis sposob odczuwalna ?
- i najważniejsze.. powinnam czuć wiecie tak po prostu że jestem w ciąży, a to uczucie jakby minelo dzień po poprawnym przyroscie bety..
Z tego wszystkiego zaczelam robic w domu owulaki- robia się wręcz bordowo czarne w kilka sekund po tym jak zaciągną mocz czyli bhcg musi być wysokie... ?! Czy aby na pewno ?
Dodatkowo infekcja doprowadza mnie do szału. Domowe sposoby srednio pomagają A lekarz w piątek..
No wlasnie w piątek lekarz rozsądzi o moim życiu,o którym los zdecydował już dawno tylko ja jeszcze o tym nie wiem..
Ta jedna chwila albo odbierze mi marzenia albo rozbudzi nadzieje ze może się udać..
Choć w głębi duszy chyba już wiem, że się nie udało i od kilku dni oswajam się z tą myślą..
Przynajmniej pojedziemy zgodnie z planem na opłacone juz wczesniej wakacje...
Jeśli teraz sie nie uda to chyba juz nie mam sily
Przepraszam 
Boże.. Ty wiesz.. jeśli wciaz rośnie we mnie nowe życie, proszę nie zabieraj go do siebie, niech zostanie zdrowe ze mna na 9mcy a potem z Nami juz na zawsze..
Jeśli nie - nie rób mi proszę złudnych nadziei..
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2022, 23:13
36+4
Dzień mamy
Tyle dni mamy za mną, które były wypełnione bólem że nigdy nie będą dla nikogo mamą... Dni zwątpienia, rozczarowania, zazdrości. A dziś mam cudownego syna, córeczkę która lada moment będzie z nami i moje aniołki w niebie o których mamusia zawsze pamięta.
Dla dziewczyn które jeszcze nie są mamami. Walczcie i nigdy się nie poddawajcie 😘
Czuje że wielkimi krokami zbliża się dzień porodu. I ciągle o tym myślę. Już nie mogę się doczekać mojej kruszynki. Mam nadzieję że wszystko pójdzie dobrze. Żeby nic złego się nie stało.
Trochę obawiam się naszego nowego życia. Czy sobie poradzę z dwójką dzieci. Mąż mówi że sobie poradzimy, że we wszystkim mi pomoże że od tego jest. To mnie podnosi na duchu. Martwię się o synka jak bardzo będzie zazdrosny i jak to się będzie objawiać. Wiem że nie będę mogła mu poświęcić tyle czasu co teraz ale chcę żeby czuł że jest cały czas tak samo kochany.
Bo nie będzie dzielenia miłości ale jej pomnożenie ♥️🙏
Ciąża rozpoczęta 2 marca 2022
Dziś jest wyjątkowo ciężko, to miał być pierwszy dzień mamy z ziemskim dzieckiem... Ale nie jest.
Dziś to ja przyniosłam róże na grobik mojego synka.
Dziś dostałam aniołkowa laurkę- kilka promyków słońca za zachmurzonego nieba i białe piórko.
Dziś zapłakałam nie ze wzruszenia patrząc na małego człowieka a z żalu i tęsknoty za spełnionym i utraconym marzeniem.
Dziś chciałabym moc znów przytulić moje maleństwo.
Dziś znów uczę się żyć na nowo, z połowa serca.
Dziś poprostu... Świat mogłby nie istnieć.
14 DC. Była u gin w 12 dc. Były dwa pęcherzyki po 18 mam i kilka po 14 mm. Endriometrium 6/7 mm. Niby jak dojdzie do owulacje ma być niedziela/poniedziałek. Wogule nie czuję bólu jajników. Zalewa mnie śluz i mega mega libido ma.
Gin pozwolił współżyć przy braniu globulek. Tak że działamy w tym cyklu. A leczoną grzybicą nie powoduje problemów z płodność. Mąż się przeleczył. Ja dziś ostatnia globulke i koniecznie. Cieszę się bardzo.
Pytałam się o te żele na nasienie na poprawę przy seksie to się śmiała że to pić na wodę. Pytałam o kubeczki po seksie. Gdzieś tu czytałam to się śmiała że to nie prawda. Bo to nie wylatują plemniki bo one idą wyżej tylko śluz itp.
Pytałam się o drożności jajowodów jak będę chciała to zrobimy na NFZ. Ale ona tu nie widzi problemu. Bardzo rzadko zdarzają się nie drożne jajowody. A jak już raz urodziłam dziecko to musi być inny problem.
Nie biorę zastrzyku na pęknie bo mamy Jutro komunię i wiem że bym umiera z bólu. Bo mój organizm mega reagują na ten zastrzyk. I czuję taki ból że idzie oszaleć. Więc nie ma w tym cyklu rządnej nadzii. Cieszę się super seksem póki nie ma luteiny.
Mam wyniki 😳
ESTRADIOL 330
PROGESTERON 17,47
BETA HCG 91,53
Wydaje mi się że progesteron jest za niski. Niektóre z Was potrafią go mieć na poziomie 40. Biorę 6 tabletek dopochwowo i 6 tabletek doustnie. Konsultacja w sobotę. Niech się ten mały człowiek trzyma. W piątek powtórka zestawu.
Muszę zrobić do tego osobny wpis w pamiętniku, tak żebyście widziały, bo wtedy dostaniecie powiadomienie o wpisie, a może nie sprawdzacie czy odpisałam na Wasze komentarze.
Chciałam Wam podziękować i nawet nie wiem jak to wyrazić w słowach.
Każdej z osobna jestem wdzięczna za to, że tu jest.
Wasze słowa wiele dla mnie znaczą. W sumie nie tyle słowa, co to jakimi osobami jesteście i jakie historie nosicie na swoich barkach.
Najbardziej doceniam szczerość i prawdę. Moim zdaniem to najtrudniejsze rzeczy, które przychodzą nam w ludzkich relacjach. Gdy ktoś potrafi ustawić mnie do pionu lub pokazać inne spojrzenie to, chociaż może mi być niewygodnie z tym na początku, bardzo to doceniam. Dla mnie zawsze jest to wyraz największej troski.
Nie sądziłam, że otrzymam tyle zrozumienia od zupełnie "obcych" ludzi, ale łączy nas wszystkie jeden problem i każda z nas musi przeżywać różne emocje podczas starań. Podoba mi się, że potrafimy rozumieć siebie nawzajem, bo niestety to nie jest takie proste w zwyczajnym świecie i rozmowach z ludźmi, którzy nie przeżyli tych problemów.
Ogrom doświadczeń związanych ze staraniami jest bardzo przytłaczający. Potrzebowałam rozmowy z mężem, szczerej i poważnej, bo zaczęło mnie gryźć bardzo brzydkie uczucie. Doprowadziła mnie do tego wiadomość o ciąży zupełnie obcej osoby.
Czekałam żeby tylko wrócić do domu, powiedzieć wszystko mężowi, wyryczeć się pod prysznicem i na spokojnie usiąść do rozmowy.
Nie jestem zazdrosna.
To już nawet nie było poczucie niesprawiedliwości.
To moja niska samoocena zaczęła wiercić mi dziurę w mózgu. Nie potrafiłam tego nawet nazwać, do głowy przychodziło mi tylko jedno słowo "bezużyteczna". Określiłam się w naszej rozmowie jako "pusty dzban". To była chwila mojego zapomnienia, paniki i całkowitego zatracenia. Bo czy naprawdę tak o sobie myślę?
Nie.
Przecież teraz jestem już ogarnięta ze swoim lękiem. Przyglądam się sobie z boku i działam. Czekam na kolejną owulację. Każdy krok zbliża mnie do prawdy, którą może być dziecko lub pozostanie we dwoje.
Rozmowa z mężem była bardzo przydatna.
Na nowo odzyskałam swoje poczucie wartości, bo mąż szczerze potrafił przypomnieć mi dlaczego ze sobą jesteśmy i jaką wartość mam dla niego ja i nasze małżeństwo.
Rozmowy z Wami są oczyszczające.
Nikt nie zrozumie tego przejścia skrajnych emocji tak dobrze jak Wy.
Dziękuję 🤍
37+0 🥳🥳🥳🥳 😍😍😍😍 ciąża donoszona, ja Mama Wcześniaka doceniam to jak nikt inny.. straszona przez większość ciąży porodem przedwczesnym.. ba, nawet w 30 tc.. celebruje każdy dzień tej ciąży, zwłaszcza teraz jak już tak bezpiecznie i mysle blisko do spotkania z nasza Malutka ❤️❤️❤️❤️
Łapie jeszcze te dni kiedy jesteśmy sami z Synkiem, zdaje sobie sprawę, ze potem będzie inaczej. Maluszku Nasz Kochany czekamy na Ciebie, ale na spokojnie 😉
24tc+3
Dzis 26.05, dzień matki....
To dziwny dzień...
2 lata temu w dzień matki zastanawiałam sie, czy kiedykolwiek będę matką... nie wiedzac, ze byłam juz wtedy w ciąży... chwilę potem naiwnie cieszyliśmy sie, ze będziemy mieli dziecko... pol roku później w jednej chwili moje serce pękło na pół 💔 i już nigdy się nie sklei....
Rok temu byl najgorszy 26.05 w moim zyciu...
A dzisiaj? Dzisiaj tak cholernie sie boję czy za 3 miesiące bede matka żywego dziecka?
Mamy 24tc+3, poprzednia ciąża trwała jeszcze tylko 3... Boże blagam, daj mu dotrwać do tego 37tc 🙏
I tak do końca życia bede sie zastanawiać jakby wyglądało nasze życie z Toba, ale czasu nie cofne, na przeszłość nie mam żadnego wpływu, przyszłość tez nijak nie zależy ode mnie... czy bedzie to przyszłość z żywym dzieckiem? Nie wiem ale Boze, błagam daj temu dziecku szanse zostać z nami... może jednak mogłabym byc dobra matka chociaż dla niego?
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Dzień mamy ❤️
Po stracie Zosi, szczerze myślałam, że już nikt nigdy nie nazwie mnie MAMĄ. Dzisiaj mam 2 cudowne córki, nadal nieprzespane noce, ząbkowanie (Tośka ma już 8 zębów w wieku 7,5 mc 🙈), ciągłe dyskusje z rezolutną 4-latką i MASĘ SZCZĘŚCIA, KTOREGO NIE SPOSÓB OPISAĆ SŁOWAMI. I dzisiaj sprzątając pokój dziewczyn, wkurzając i śmiejąc się na przemian, pomyślałam sobie, że nie zamieniłabym swojego życia na żadne inne. Tak, czasami jest cholernie trudno. Czasami mam ochotę krzyczeć z bezsilności, z braku czasu na cokolwiek, z niewyspania i z wkurzenia. Ale zaraz przybiega Emila, z laurką z koślawym sercem i bukietem kradzionego bzu, a Tosia śmieje się w głos śliniąc wszystko w promieniu 2 metrów i wiem, że tak właśnie chciałam. Tak jest najlepiej na swiecie. Tak jest najpiękniej.
Wszystkim Mamom, tym obecnym i tym przyszłym, życzę właśnie takich koślawych serc, bukietów kradzionego bzu, obślinionych całusów i wszystkiego co sprawi, że poczujecie się najlepiej na świecie ❤️ ściskam Was wszystkie, bez wyjątku.
What are days for?
Days are where we live.
They come, they wake us
Time and time over
They are to be happy in:
Where can we live but days?
/Philip Larkin "Days"/
Gdzie możemy żyć, jeśli nie w dniach?
Dzięki Anuśli (😘🥰) poznałam "Jeden dzień". Zmiażdżyło mnie i zgniotło. Charyzma obydwojga, ta chemia między nimi, niedopowiedzenia, ulotne tęsknoty oraz to, że widzą w tej drugiej osobie cechy niezauważalne dla obcych.
Wspólne dorastanie do dojrzałej, pełnej miłości. Mijanie się, bycie obok siebie, pełno iskier we wzajemnym byciu, miłość wyrastająca z przyjaźni i akceptacji. Wzajemny podziw i obawa, że temu drugiemu nie dorasta się do pięt. Pełno chemii, subtelnych gestów, min, gry oczami. Przecież im nawet zmarszczki się spłycały, jak się przytulali. A jednak bali się. Każde z innych powodów. Poszukiwanie szczęścia gdzieś daleko, a ono było tuż obok. Mnóstwo "co by było gdyby?". Oglądam jeszcze raz. I płaczę, i się śmieję i trzymam kciuki najmocniej jak się da aż mnie brzuch od tego boli i krzyczę "NIE!!!". I widzę, że kłótnie są nieistotne, że proza życia zjada radość i uciechę. Że nie doceniamy tego, co mamy. Mówię więc sobie "stop". Przypominam sobie, że Mężuś jest moją awanturą i chaosem, jednocześnie bedąc spokojem i bezpieczeństwem. Najdłuższą podróżą bez mapy w moim życiu.
She philosophically noted dates as they came past in the revolution of the year. Her own birthday, and every other day individualised by incidents in which she had taken some share. She suddenly thougt, one afternoon, that there was another date, if greater importance than all those; that of her own death; a day which lay sly and unseen among all the other days of the year, giving no sign or sound when she annualy passed over it; but not the less surely there. When was it?" /Thomas Hardy "Tess of the D'Urbervilles"/
12+ 1 waga 54,5
1 rok 7 miesięcy waga 12,5 kg
2 rok minął odkąd Piotruś spędza ze mną dzień matki. Jakie to piękne i cudowne uczucie być matką. Choć macierzyństwo do łatwych nie należy. Mam nadzieję że wszystkim uda się być mamą. Oby każda doświadczyła tego uczucia 💗💗💗
Z dobrych wiadomości byłam we wtorek na USG maluszek rośnie, ma 5 cm serduszko bije. Zapowiada się 2 synek choć liczyłam na córeczkę, ale najważniejsze aby było zdrowe.
Już mi kamień po mału spada z serca. Wkrótce ryzyko poronienia się zmniejszy.
Jeszcze tydzień będę brać accofil i będę powoli schodzić z encorton.
Schodzę już z estrofem i progesteronu.
Za to zaparcia mam okropne obym tylko nie nabyła się hemoroidów.
01.06 prenetralne jak to zleciało.
Akurat w dzień dziecka, weźmiemy małego moze jakiej atrakcje dla niego będą.
Brzuch już mi widać, w pierwszej ciąży byłam o tej porze płaska. Kupiłam kilka ubrań aby do pracy pójść. Bo wszystko mam dopasowane. W niedzielę miałam komunie nie miałam w co się ubrać sukienki za szczupłe albo tak wypchaly brzuch że byłoby widać ciąże. Znalazłam jedyne spodnie w które się zmieściłam i luźna bluzkę. Nie było tragicznie
W pracy wkrótce się dowiedzą, zapewne będą plotki.
Miałam ostatnio powiedzieć kierownikowi bo przyjechał do nas. Ale jak usłyszałam że kolega idzie na operację biodra , koleżanka za miesiąc na operację woreczka to już nie chciałam go dołować, najwyżej dowie się za miesiąc. Jak do nas przyjedzie. Wtedy już pewnie sam zobaczy. Już nie chce jego miny widzieć kiedy pracownicy na L4 i sezon wakacyjny. A myślę aby w sierpniu na L4 iść . Choć już się ciężko czuję, ale chce jeszcze popracować z myślą że po macierzyńskim mnie nie wywalą.
Esperanza tu nie ma co dokładać bo biorę 6 tabletek Lutinus dopochwowo i 6 tabletek luteiny pod język. Jutro mam rozmowę z lekarzem więc zobaczymy co wymyśli. Bo ten Lutinus to jak na razie totalnie że mną nie współpracuje i nie przynosi zamierzonego efektu.
Linka2019 dzięki za słowa otuchy.
Cokolwiek nie dostanę to i tak w następnym tygodniu znowu idę do laboratorium tylko tym razem na czczo. Co ma być to będzie.
I stało się - jesteśmy już w toku przygotowań do ostatniego transferu.
Pierwsza wizytę mieliśmy końcem sierpnia. Potem podglad jeszcze przed owulacja początkiem września i decyzja pani doktor o histeroskopii. Termin umówiony dopiero na 15.11 co wg kalendarza odpowiada 21 dc (miała być do 20 dc). Cykl wrześniowy skraciol o 1 dzień wiec już wiem ze kolejny muszę wydłużyć. Nie udalo mi się skontaktować z panią doktor ale byłam na wizycie u pani doktor która prowadziła mi ciąże, bo musiałam zrobić wymazy przed histero i ona przepisuje mi duphaston. Niestety okazuje się nieskuteczny i kolejny cykl ma 26 dni. Tym razem pani doktor odpisała na wiadomość i próbowała przełożyć termin histero. Kilka dni później zadzwonili ze szpitala i ustaliliśmy termin na 8.11.
Zabieg przebiegł w miarę ok, choć wydaje mi się ze podczas 1 histero mniej czułam. Podczas badania pan doktor Z ocenił ze endometrium jest lekko przekrwione i jakby bardziej rozpulchnione ale poza tym wszystko ok. Nawet rozejście blizny po cc które widziała pani doktor na usg nie zaniepokoiło go. W wypisie mam tylko informacje ze badanie wykonano i ze pobrano wycinek do badania. Także teraz czekam na wynik histopatologiczny i badanie pod katem komórek cd138. Jakoś tym razem wydaje mi się ze wynik będzie dobry (takie przeczucie) ale i tak nie zrobi to czasowo różnicy zapewne..
Gdy wracaliśmy do staran miałam nadzieje ze zrobimy transfer do końca roku. Po prostu już mi ciąży ze tyle lat żyje z myślą o ivf, transferach, zarodkach gdzieś z tylu głowy. Chciałabym już po prostu zamknąć ten temat, moc ruszyć z pewnymi tematami które są w zawieszeniu bo nie wiadomo czy nie będę jeszcze w ciąży (jak choćby zmiana pracy). A jak zadzwoniłam umówić się do pani doktor na kontrole to wszystko się załamało…
Bo ma urlop od 22.11 do 3.12. Ja wynik dostanę pewnie ok 23.11. Będę dzwoni i pytać wcześniej ale marne szanse… wiec pierwszy termin gdzie mogłam się umówić na wizytę to 4.12, gdzie wg kalendarzyka to będzie dzień mojej owulacji. I to przy założeniu ze aktualny cykl będzie miał 27 dni - a ja się nastawiam bardziej na 26 dni znowu… transfer ma być na cyklu naturalnym wiec bez monitoringu d**a zbita
a nie mogę się umówić do kogoś innego bo jeszcze nie mam wynikow i nie wiem jaki będzie dalszy plan.. a zeby było całkiem różowo, to kolejny cykl wypada tak ze owu 31.12.. tutaj co prawda jest szansa ze się przesunie na wcześniej ale tez nie wiem jak pani doktor i klinika pracują pomiędzy świetami a nowym rokiem. Najbezpieczniej byłoby jakby owu wypadła ok 4.01 No ale w ta stronę nie spodziewam się niestety zmian 
I po raz kolejny wszystko musi trwać. A mnie to zawieszenie meczy chyba najbardziej. Już się pogodziłam ze pewnie transfer będzie końcem stycznia. Choć wciąż jakaś nikła nadzieje mam ze może jakoś się tak poukłada ze ten grudzień się uda
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.