18+3
Próbowałam się dziś zapisać do szkoły rodzenia, niestety nikt nie odbierał telefonu 😔 jutro może naskrobię maila o ile będę mieć jakąkolwiek siłę do życia.
Aktualnie jestem przeziębiona i zmierza to w zdecydowanie złym kierunku. Czuję się coraz gorzej, zatoki, ból gardła i kaszel. 🤧😵💫
W dalszym ciągu nie czuje bobasa 🤰🏻🤷🏻♀️ odnoszę wrażenie że ta ciąża to tylko jakiś sen i w końcu się obudzę. 😢
Pierwszy cykl na Lamecie. Zmieniłam dietę o 180 stopni. Wczoraj monitoring cyklu. Jest owulacja ! Doktor się tylko uśmiechnął i kazał działać. Cykl też kontrolowałam paskami owulacyjnymi. Na wizytę szłam pełna obaw ale lekarz dał mi dużo nadziei. Z ciekawości zrobiłam test owulacyjny zaraz po wizycie i ujrzałam grubą soczystą krechę. Dawno nie byłam taka szczęśliwa.
1 dpt.
Drugi transfer za nami. Tym razem na pokładzie 5-cio dniowa blastka AB❤️. Czy tym razem pójdzie lepiej? Jestem spokojna, niewiele ode mnie zależy.
12.07 Okres spóźnia mi się 4 dzień a zawsze miałam w terminie dlatego zrobiłam testy i dwa wyszły negatywne nie wiem co o tym sądzić
15.07 przyszedł niechciany okres, jedyne co pozostało to starać się dalej
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2022, 22:02
33+6
Byłam na wizycie u ginekologa w 33+5 i Lila wazy 2335 g 💜
2 tygodnie temu na wizycie ważyła 1913 g także ponad 400 g przybrała 💜
Szyjka 2,9 cm - spadła z 3,4 cm. Główką jest już mocno przyparta do szyjki, ale szyjka ładnie trzyma 💜 Mam w dalszym ciągu głównie leżeć 🫣 Lekarz powiedział, że na USG dziecko jest o tydzień starsze i spokojnie mogę rodzić już za tydzień 👀 Oby tylko nic nie wydarzyło się w jutrzejszą pełnie księżyca 😆
Jak widać na forum dzieją się cuda ❤️ mam nadzieję, że i mnie kiedyś spotka taki cud ☺️ cudownie czytać takie informacje, dają nadzieję i wiarę, że nie zawsze życie jest niesprawiedliwe. Że nagradza te cierpliwe i które już straciły nadzieję osoby ❤️ dziękuję Ci życie za taką odsłonę Twojego oblicza - znacznie lepszego oblicza niż zazwyczaj pokazujesz 🙂
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2022, 21:18
31+0
Gdyby nie ruchy małej i coraz większy brzuch, to mój stan mogłabym nazywać abstrakcją.
Jeszcze rok temu wierzyłam, że na tamtym urlopie się uda. Jeszcze rok temu ,po kolejnym plaskaczu po twarzy od @, po powrocie z wakacji wierzyłam, że kolejny cykl to będzie TEN cykl. Stymulacja, zastrzyk...i potem kolejny policzek...
A dziś, a teraz... moje wymarzone, wywalczone dziecko każdym kopniakiem daje mi o sobie znać...
Dziś miałam 3 prenatalne. Mała waży 1660g. Rośnie prawidłowo, narządy już ma ukształtowane.
Dziś chyba pierwszy raz na usg 3d mogłam zobaczyć dokładnie buzię. Aż niesamowite, że jest tak podobna do taty ❤️.
Chcę wierzyć, że dotrzemy do szczęśliwego finału tej wyboistej drogi.
Profesor, który dziś robił prenatalne, na sam koniec wizyty, wręczając nam opis i zdjęcia małej,powiedział: Spokojnie, ona już jest wasza.
Jesteś nasza...na zawsze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2022, 23:34
13dc
Na początku lutego dostałam @.
Tym razem też sądziłam, że może się udało. W końcu wszystkie objawy na to wskazywały.
Z jednej strony nie chciałam się nakręcać bo w grudniu i w styczniu też byłam pewna, że to ciąża. Wszystkie objawy ciążowe! No zwariować można. Objawy identyczne jak przy poprzedniej ciąży (którą straciłam), więc każdy by pomyślał, że to to... senność, zmęczenie, mdłości, ochota na jedzenie dziwnych rzeczy, wstawanie w nocy na siku i podjadanie bo w brzuchu burczało jak nie wiem, piersi jak balony nabrzmiałe. Dodam, że nie należę do osób, które wstają w nocy do toalety albo podjadaja.
Ale postaram się usystematyzować informacje.
Przez trzy miesiące po poronieniu (28.08.19) mój organizm się chyba regenerował i regulował bo nie miałam już typowych oznak zbliżającej się miesiączki. Zawsze miałam bardzo nabrzmiałe piersi, tak że aż z bólu budziłam się w nocy, byłam też rozdrazniona. A od poronienia jakby nasilone objawy się "wyczerpały" i zupełnie nic. To pewnie kwestia rozregulowanej gospodarki hormonalnej.
Jednak badania po poronieniu (w pazdzierniku) wykazały, że mam bardzo niski poziom progesteronu. No i od połowy listopadowego cyklu zaczęłam brać Duphaston.
Pierwszy cykl nic... nadal brak objawów zbliżającej się @. Więc był to znak, że jeszcze się nie unormowało wszystko.
No i grudzień...
Owulacja przypadała mi jakoś przed samą Wigilią. Mimo, że był weekend nie pojechaliśmy do rodziców żeby przedłużyć sobie święta tylko postanowiliśmy, że zostaniemy i będziemy próbować. No przecież to te dni... nie można było inaczej. W wigilię dopiero wyjechaliśmy na długie święta aż do 3 stycznia. Niestety na wyjeździe nie mamy odrębnego pokoju zeby ewentualnie gdzieś się kochać, byłoby to niekomfortowe więc od czasu ovu i dni płodnych nie kochaliśmy się już az do stycznia.
Ale tydzień po ovu miałam przeczucie takie samo jak przy poprzedniej ciąży. Nie potrafię tego określić ale takie rzeczy się czuję więc czułam, że w moim ciele sie cos dzieje coś innego od czasu straty. Tak samo jak przy ostatniej ciąży miałam sen, sen o tym, że będziemy mieli dziecko. Tak więc obserwowałam swoje ciało, które dawało mi wiele sygnałów, o których pisałam wyżej. Pierwszy raz od sierpnia bardzo nabrzmialy mi piersi i miałam zachcianki i poranne mdłości. Będąc u przyjaciółki, która niedawno urodziła i wiedziała przez co przechodzę powiedziałam nieśmiało, że chyba się udało, znowu byłam taka szczęśliwa, okres się spóźniał. Ale potem zaczęły się bóle brzucha i niestety przyszła @ Byłam zrozpaczona i na początku myślałam, że to lekkie plamienie przed to była implementacja. Kiedy plamienie się nasilalo płakałam coraz bardziej ale nadal wmawialam sobie, że tak czasem jest na początku ciąży i ze nie mogłam się tak pomylić. Po powrocie do Warszawy 3 stycznia miałam już praktycznie @ ale taką rozrzedzona, bez skrzepów, więc nadal się łudziłam. Ze łzami w oczach poszłam zrobić Betę i czekałam na wyniki do wieczora. Niestety beta 0,5... nie miałam już złudzeń i nie mogłam w to uwierzyć, że moje ciało tak mnie oszukalo.
Oczywiście załamka... wpisałam wiec oficjalnie @ na 8 stycznia.
Dodam tylko, że moja gino kazała brać duphaston przez 10 dni od 15 dnia kazdego cyklu po tych 10 dniach brania leku odstawić w 24dc i po kilku dniach przychodzi @ ale w przypadku ciąży nie przestawać brać. Więc skoro ja byłam pewna ze to objawy ciąży brałam ten lek nie 10 dni a chyba 20 dni, dlatego ten okres był taki rzadki i się opóźnił itp.. Bałam się bardzo, że sobie zaszkodziłam tym, ale w tamtym momencie wybrałam mniejsze zło. Wolałam brać i uratować ewentualną ciążę niż nie brać i się zastanawiać czy gdybym brała to by się udało uratować. Szukałam info na blogach czy to źle czy to dobrze ale nie znalazłam podobnego przypadku. Miała któraś z Was podobnie? Co o tym sądzicie?
A luty to samo...
Pod koniec stycznia ovu potem znowu wszystkie objawy ciąży. Mega rozdrażnienie. Moj mąż codziennie za coś obrywał po uszach, oberwał mój szef. Myślałam, że mnie rozsadzi od środka ta nerwowka. Przepraszałam męża i przyjaciół i informowałam z góry, że przepraszam za swoje zachowanie ale mam problem z hormonami (leczę niedoczynność tarczycy i niski progesteron) i muszę to unormować bo sama ze sobą nie mogę wytrzymać.
I mimo tego, że już przez to przeszłam i wiedziałam, ze te objawy były mylne to same wiecie... nadzieja umiera ostatnia. Zeby aby nie zaszkodzić ewentualnej ciąży niewiedzac o niej 7 lutego zrobiłam test bo @ spóźniał się już 3 dni zawsze mam cykl 29-30 a wtedy był już 32 i nic!!! No co byście pomyslaly?? I test oczywiście nic... patrzyłam na niego cały dzień, pod każdym światłem i pod każdym kątem i doszukiwalam się tej kreseczki chociaż cienia. Niestety biel vizira... Myślicie, że to wystarczyło??? Ha... a skądże! Weekend minął więc na oczekiwaniu na @ bo co innego pozostało... W niedziele pojawiło się drobne blade plamienie jak miesiąc wcześniej ale @ nie było. W poniedziałek 10 lutego poszłam na bete. Emocje od rana były tak ogromne, że przy pobieraniu krwi się rozplakałam. Panie patrzyły na mnie z takim współczuciem, że płakałam coraz bardziej. Powiedziały do mnie "spokojnie, wszystko będzie dobrze" miałam taką gulę w gardle od płaczu, że nie potrafiłam wydusić z siebie słowa a chciałam powiedzieć "taaa, będzie dobrze... jak co miesiąc". I w sumie nie wiem co one sobie myślały i czemu mi współczuły. Wyglądam młodo wiec może myślały, że ja się obawiam tej ciąży, a nie że jej pragnę i wiem, ze tym razem znowu się nie udało.
Późno w nocy przyszły wyniki.. beta <0,2
Następnego dnia bo becie @ był już widoczny i normalny.
I tak oto kolejne 2 dni w łóżku, zapłakana, że znowu się nie udało.
Kilka ostatnich dni płakałam bo jeszcze to do mnie wraca, ze muszę się z tym pogodzić, że taki stan może jeszcze trwać. Żeby się nie nastawiać bo to staranie potrwa jeszcze co najmniej kilka miesięcy a ja nie chcę co miesiąc się załamywać.
Ale wiecie jak to jest.. skoro w lipcu udało się za 1 razem, pyk i byłam w ciąży to myślałam że po poronieniu i przerwie 4 miesiące uda się znowu od razu. Lubię wszystko planować, ale życie po raz kolejny dało mi pstryczka w nos mówiąc "laska, nie planuj i się nie nakrecaj bo ktoś wyżej inaczej to ustawił".
A więc staramy się dalej. Gdzieś w tej aplikacji przeczytałam, że najlepiej kochać się co 2-3 dni regularnie w całym cyklu, żeby z jednej strony plemniki zdążyły się rozwinąć a z drugiej, żeby nie były zbyt stare. Wiec staramy się kochać regularnie i nie skupiać się na dziecku tylko na przyjemności (heh łatwo powiedzieć, chociaż już jestem na dobrej drodze, żeby faktycznie nie skupiać się na staraniu).
Dzisiaj 13dc za jakiś czas powinnam mieć płodne ale nie wiem jak je wyliczyć. Aplikacja OF pokazuje, że ovu około 28 lutego w 20 dc, a aplikacja mój kalendarzyk z której korzystam mówi, że ovu 24 lutego w 16dc i że dzisiaj zaczęły się płodne. Kto ma rację... nie wiem. Zaczęłam od dzisiaj mierzyć temperaturę a śluz wprowadzam od początku tego cyklu. Cykl udostepnilam.
Jak myślicie czy OF wiarygodnie określa ovu czy trzeba spełnić jakieś warunki np. Kilka cykli zakończonych do porównania? Jeśli możecie coś podpowiedzieć będę wdzięczna.
Dziękuję za Wasze wsparcie! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2020, 02:14
11.07.2022
Miesiąc 9.
Weszliśmy w zupełnie nowy etap: Szymon usiadł, zaczął stawać, wspinać się..
Z plusów: refluks w końcu w odwrocie, prowokacja BMK wypadła pozytywnie- pozostaje nam sprawdzić jeszcze laktozę, ale cieszy mnie to ogromnie.
A poza tym? Niestety, ale osoby które mi mówiły, że będzie lżej jak usiądzie niestety racji nie miały.. Szymon popadł w jakieś kompletne wariactwo - wspina się po mnie caaaaly dzień, doszło do tego że nie mogę stanąć nawet na sekundę przy blacie w kuchni bo dostaje amoku, więc przykładowo żeby zjeść śniadanie muszę uszykować sobie kanapkę wieczorem, zawinąć w folię alu i schować do lodówki na drugi dzień 🙉 szczerze- nie znam drugiej matki która musi to robić..
Sen - a raczej jego brak, dalej z nami.. drzemki niezmiennie 20-30 min.. pobudki rano między 5-6, a do tego w nocy jeszcze kilka interwencji wszelakiej maści.. 🤮 ten brak snu jest dla mnie najbardziej wykańczający - jestem chronicznie zmęczona i to wpływa na wszystkie aspekty mojego życia.
Rozszerzenie diety - o matulku.. nigdy nie sądziłam, że coś tak prostego jak jedzenie przysporzy nam tyle nerwów.. Szymon niczego nie chce jeść - jestem przerażona, bo jego rówieśnicy to już normlanie obiady ogarniają, a ja walczę o kilka łyżeczek dziennie 😔 problemem są tu zęby: nieustająco coś się wyrzyna, a Szymon znosi ząbkowanie najgorzej na świecie.. ma już prawie 6 zęboli..
O czym aktualnie marzę? Chciałabym, żeby choć jedna drzemka mojego dziecka trwała godzinę, żebym miała szansę ugotować obiad, zjeść go w ciszy i chiwle odpocząć.. chciałabym móc wsadzić Szymona w spacerówkę w czasie jego aktywności i pójść na normalny spacer bez awantur i wrzasku.. Chciałabym, żeby liczba marudzących dni zamieniła się z 9/10 na 1/10.. Chciałabym kupić słoiczek Gerbera i zobaczyć jak mój synek zjada go z apetytem..
Żeby już nie smęcić.. Szymon jest przecudowny- jego uśmiech i oczy potrafią rozpromienic nawet najbardziej pochmurny dzień. Kocham go, mimo wszystko!
Ciąża zakończona 17 maja 2022
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2022, 14:24
1 rok, 10 miesięcy, 1 dzień razem
Dzień Mamy
Nasz drugi Dzień Mamy razem 🥰 to niesamowite jak bardzo zmieniło się moje życie od czasu kiedy urodziłam syna, uczę się jak być lepszą mamą każdego dnia. Uczę się, jak rozumieć potrzeby małego dziecka i jak zbudować zdrową relację. Uczę się, jednocześnie poznając siebie.
To też pierwszy Dzień Mamy z obecnym partnerem i pierwszy, w którym dostałam od syna prezent ❤️. Z niesamowicie dobrym człowiekiem przyszło mi żyć, czuję się otoczona czułością, troską i opieką jak nigdy wcześniej w życiu. Czuję się spełniona. Każdego dnia budzę się rano wdzięczna za dobro, którego doświadczam. Jestem tak po ludzku zwyczajnie szczęśliwa. ❤️ I tego szczęścia życzę każdej z Was! 😊
Nie wiem jak to jest u Was, ale u mnie w pracy gdy rodzi sie komus dziecko to w pewnym momencie przychodzi sie z bobaskiem w odwiedziny. Dzisiaj mojego kolegi zona podskoczyla z ich malenstwem. Cudne malenstwo, ale nie dalam rady wziac go na rece. Dotknelam tylko te malutkie raczki i nozki. Mam nadzieje, ze bedzie mi dane miec takie moje male, wielke szczescie w rekach.
3dpo
Czuje się dziwnie sama się nakręcam , dziś znów to samo dziwne uczucie w pochwie ( jak by mnie coś od środka ropychalo ) ból sutków , starsznie mi marzną na dworzu myślę że to nie są żadne objawy ciąży ( za wcześnie ) ale głową nie może przestać myśleć
ciężko się pogodzić z miesiąca na miesiąc że się nie udaje
pierwsza ciąża nie czułam żadnych obiawow ciąży nawet nie pomyślałam że może jestem że się udało . Po prostu dwa dni po spodziewanej m@ zrobiłam test wieczorem
wyszły dwie piękne kreski całą ciążę też czułam się dobrze bez wymiotów bez zachcianek wszystko było bardzo dobrze .
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2022, 22:14
30 dc. Ale mnie dzisiaj wkurzyła koleżanka i to taka dobra koleżanka, której zawsze o wszystkim mówiłam ale ostatnio mamy mniejszy kontakt ale mniejsza z tym. Mąż spacerował z moim bratankiem a ona do niego z tekstem: Swoje bys SB zrobił. Wie, że się staramy i chcieliśmy po ślubie mieć dziecko a ona z takim tekstem. Tak mnie wkurzyła. Tak mnie wkurzają tacy ludzie nie wiedzą nie znają sytuacji ale najlepiej taki tekst wypalić. Jeszcze polubiła filmik Lili antoniak na Instagramie, która się starała kilka miesięcy o dziecko a ona takie teksty mówi co za hipokrytka. Niech tylko zajde w ciążę i się dowie przez co przechodzi kobieta, która czeka na te wymarzone dwie kreski i której się udało ale poronila. Ale mnie zirytowała 😡😡😡😡
A co do zbliżającego się okresu to dziś już takie delikatne brązowe plamki na papierze więc okres jest bliziutko.
Dzień 5
Jeszcze poprzedniego dnia byl anestezjolog, rozmowa o moim znieczuleniu, kolejny raz usłyszałam, ze da sie, ze warto spróbować, ze to lepiej dla niego i dla mnie, bo będzie mi łatwiej sie nim zajac... boję sie, ze cos pójdzie nie tak, wiec ustalamy ze ostateczną decyzję podejmiemy jutro...
37+3 - Dz.1
Plan jest taki ze sa 3 planowane cesarki, moja jest druga, przeciąga się, mąż jest od rana ze mna... mnie łapie jakis kryzys, tak bardzo sie boję, czy on na pewno zyje, czy to możliwe zebym urodziła zywe dziecko? Przeryczalam pol poranka, z emocji, ze strachu, ale nadszedl ten moment...
W końcu jest hasło, ze zakładają wklucie (wcześniej miałam nie w tej ręce) i idziemy, mąż zabral naszw rzeczy, a mnie zaprowadziła na sale do cc... lekarz mocno przekonywał na miejscowe znieczulenie, w końcu ustaliliśmy ze jedną próbę tylko, udało sie... leżę i zagaduja o glupotach, po chwili zaczynaja szarpać wszystko co mam w środku i o 10:45 usłyszałam jego placz... zanim zaszyli do końca, pokazali mi go, przystswili jego policzek do mojego... niesamowite uczucie poczuć cieplo własnego z żywego dziecka...
Antek urodził sie o 10:45, miał 54cm i 3220g mojego największego szczęścia 😍.
Chwilę potem zabrali go do sali na kangurowanie do tatusia, ja moglam tylko popatrzeć z lozka. Stamtąd mezowi kazali jechac do domu, a nas zawiezli na sale pooperacyjna. Tam sobie polezelismy, ja z kroplowkami, dozylnymi przeciwbólowymi i zywym, ciepłym dzieckiem na sobie...pare godzin później zawiezli na salę gdzie spędziliśmy resztę szpitalnego czasu, juz razem, karmiac sie, przytulajac lub po prostu patrząc na siebie...
Dz.2 - piątek
Pierwszy kryzys byl rano, jak z bólu nie mogłam sie podnieść, a on płakał... po środkach przeciwbólowych sie dalo jakoś... wiedziałam ze musze, ze w koncu potrzebuje mnie moje własne dziecko...
Dz.3 - sobota
W dzien informacja, ze jest szansana dom jutro, bo mały jest okazem zdrowia, jedyny problem to trochę za dużo tracil na wadze, wiec wieczorem kolejne ważenie i zobaczymy... na początku nie chciał jeść, na spiocha tez średnio, bo przysypial, a położne mówią od wczoraj zeby co 2h zmuszać do chociaż 15minut jedzenia... jadl w dzien ładnie... wieczorne ważenie +10g, wiec nie tracimy... w nocy ladnie sam krzyczał kiedy chce i ciągnął po te 15-20... ale koło 2 po jedzeniu była taka afera, ze uspokajal mi sie tylko na ręce i odłożony wlaczal syrene od nowa... jeść juz nie chce, pielucha zmieniona...i tak sobie chodziliśmy po pokoju, az o 3 znowu sie przyssal i jakby nie wiadomo jak długo...
Dz.4 - niedziela
Jak po tej 3 zasnęłam, to przed 5 badania krwi...
Rano waga - od wczoraj nie spadła, wiec jedziemy dzisiaj do domu... wypis dostaliśmy koło 19 i tak od wczoraj uczymy się siebie juz we własnym domku... cudowne uczucie, warte każdego poświęcenia...
Dzięki każdej z Was za słowa wsparcia przez te półtora roku, było ciężko, żałuję ze nie mam ze sobą dwójki, ale jestem cholernie wdzięczna Bogu, ze w koncu mam chociaż jego...
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2022, 09:00
17+3
Z mężem juz się na nowo dogaduje. Chyba pogodził się z myślą że córka 🤭 o dziwo przystał na moją propozycję i jeśli będzie dziewczynka to nazwiemy ją Bianka. 😊
Reszta rodziny raczej sceptycznie podchodzi do tego imienia ale to mi nie przeszkadza. Od kilku dni coraz częściej łapie mnie ból brzucha. Taki okresowy, trwa kilka do kilkunastu minut i puszcza. Nic więcej się nie dzieje więc jestem raczej spokojna. Dużo ostatnio spaceruje plus wróciłam do ćwiczeń z YT. Oby weszło mi to w krew.
Ostatnio totalnie rozczulają mnie zdjęcia małych bobasów. Patrzę i nie wierzę że już niedługo będziemy mieć takiego malucha 🥹
Dzis podczas spaceru z psem ptak narobił mi na głowę... Szczęścia brak bo pół godziny później poszłam do sklepu po zakupy na obiad, stając w kolejce do kasy odkryłam że nie wzięłam portfela z domu... 😡 Byłam turbo zła. To już 4 raz od kiedy jestem w ciąży. 🤷🏻♀️ Na obiad zjadłam tosty a mąż dostał pierogi bo to akurat było w domu.
Kilka dni temu znajomy rodziny (dobry człowiek, ale wychowywany tzw. "twardą ręką"), zażartował do młodego, "jak mama będzie niegrzeczna to dostanie na pupę". Zupełny brak zrozumienia usłyszanych słów na twarzy K, był dla mnie największą nagrodą w życiu. Słów, których nigdy nie usłyszał "jak nie będziesz grzeczny dostaniesz na d*pę".
Często słyszałam te słowa w dzieciństwie, myślę że nie tylko ja. Nie oceniam rodziców z tamtych lat, to były inne czasy, inne warunki życia, sami nie mieli lekko - wychowywani przez straumatyzowane pokolenie powojenne. Natomiast pamiętam swoje dzieciństwo dobrze, może aż za dobrze. Nie tyle zdarzenia, co emocje, które wybrzmiewają wciąż z tyłu głowy. Nigdy nie wątpiłam w miłość rodziców, ale też mieli "twardą rękę". Oczywiście dla "mojego dobra", żebym wyszła na ludzi i wyszłam. Jednak model wychowawczy przyjęłam inny, zupełnie inny. Przez co doświadczam zabawnych sprzeczności:
-z jednej strony słyszę, że wychowuję dziecko bezstresowo i pozwalam na wszystko
-z drugiej, że K jest takim super grzecznym dzieckiem.
Obydwa te zdania są mi bardzo dalekie, staram się wspierać K w trudnych emocjach, pozwalam mu je przeżywać, pozwalam być dzieckiem, ale nie pozwalam na wszystko, stawiam granice, ale nie dla zasady, bo jestem większa, silniejsza, bo mogę. Stawiam je stosownie do dwóch rzeczy: wieku syna i moich granic. Nie uważam też, że K jest grzeczny. Ta sama sytuacja w zależności od nastroju/poziomu wyspania/najedzenia/przebodźcowania może wyglądać zupełnie inaczej dzisiaj, a inaczej jutro. Każdy z nas niezależnie czy duży, czy mały może zareagować na trudną sytuacje w zależności od ilości zasobów jakimi dysponuje, tyle że o dorosłych mówi się, że miał gorszy dzień, a o dziecku że jest niegrzeczne.
Ot takie wieczorne refleksje 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2023, 01:42
Najgorszy cykl ever ☹️☹️☹️
Humor dno i bąble ☹️☹️☹️
Śluz sucho jak na pustyni
I jeszcze ten trądzik ja w zyciu nie miałam problemu z cerą nawet w okresie dojrzewania miałam nieskazitelną cerę a zwłaszcza nie miałam przez całe życie problemu z trądzikiem przed okresem a tu masz a jeszcze do walę ci twarz w pryszczach a co tam żebyś miała pewność że to ja okres stoję juzza rogiem 😣😣😣
Ryczę 3 dzień rano w południem wieczór zależy kiedy mnie chwyci stan depresji i poczucia że wyczerpałam już limit posiadania potomstwa 😣😣😣
Wczoraj płakałam z godzinę na wieczór i drugie 2 w nocy czuję i wiem że czy teraz czy za 2 3 5 miesięcy będzie to samo wielka nadzieja bo ktoś coś palnie a ja wiem chodź bym tańczyła na uszach w ciąży i tak nie będę mój limit jest wyczerpany to wszystko przez tego glupiego lekarza...IDŹ JESTEŚ PŁODNA BZYKAJ SIĘ SPONTANICZNIE A NAJLEPIEJ CO DWA TRZY DNI I DO MARCA NAPEWNO ZACIĄŻYSZ a jak nie przyjdź w marcu po okresie będziemy sprawdzać ale pewnie przyjdziesz w marcu w ciąży 😭😭😭
I CO I GÓWNO I CHU.....prawda mamy marzec i jak nie było ciąży tak nie ma ale za to PMS trzy razy mocne combo i to zajebiste combo PMS jak nie 5 razy gorsze o tego jakie kiedy kolwiek miałam w życiu miała takie ryki już w pierwszym cyklu stosowania duphastonu więc pewnie na odchodne a masz dopier...ci jeszcze rycz sobie kogo to obchodzi teraz będziesz ryczeć cały tydzień i to nie ułatwia życia ☹️☹️☹️
Świadomość że przez 15 miesięcy nie wydarzył się cud i ciągłe przerzucanie nadzieji a możew tym cyklu a możew tym a możew tym ...NIE NO W TYM NAPEWNO SIĘ UDA O LEKARZ MÓWIO MARCU TO NAPEWNO MUSI BYĆ MARZEC 😭😭😭😭....I DUPA I CHUJ nie wydarzył się cud teraz w marcu jak wróżył doktorek i gdzieś z tyłu głowy była taka tyci malutka nadzieja i myśl człowiek chociaż mógł się uśmiechnąć...do czasu aż nie przyszło to głupie PMS 4 dni temu i to jeszcze takie aż przy którym czujesz się jak nic nie warty śmieć nie pomaga melisa magnez krople uspakajające 😭😭😭😭 jeszcze tylko 4 dni maksymalnie 5 i ten cyrk się skończy ale do tego czasu wyleję chyba morze łez albo rozchoruję się na depresję....o ile do końca tygodnia nie wyląduje na psychiatryku ☹️😣😭
Nie na widzę siebie jestem kobietą na pół gwizdka która nie może zajść w ciążę...chyba czas się z tym pogodzić sprzedać rzeczy oo małej mnie już nie soodka to szczęście jaki jest naturalne poczęcie
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2024, 10:16
No cóż... po tym jak dostałam złe wyniki badań od razu zadzwoniłam do Salve i umówiłam wizytę u dra Malinowskiego, od razu na drugi dzień. Pomimo tego, że jeszcze nie zrobiliśmy KIR-ów i HLA-C dr Malinowski skierował nas do dra Paśnika. Działamy szybko, jak najszybciej się tylko da. W tym momencie czekam na telefon w sprawie wizyty u dra P., ale niestety telefon na razie milczy 
W najbliższy czwartek robimy: KIR + HLA-C oraz ANA3
Ponadto, w głowie mam już listę kolejnych badań, które chcę zrobić, muszę to wszystko sobie zanotować i po kolei jechać z tą listą. Coraz więcej nerwów, coraz więcej kasy, coraz więcej czasu to pożera. Jestem około 2 dni przed okresem i to też nie sprzyja, psychicznie czuję się słabo.
Mam oficjalną diagnozę: N97
Mój plan: zrobić listę badań, z którymi chcę się pojawić u dra Paśnika, w najbliższy czwartek zrobić badania w Salve i po tym odstawić czytanie, myślenie i gadanie o tym wszystkim. Moja głowa musi odpocząć i będę robić to, co do mnie należy, ale nie będę tym żyć i takie jest moje postanowienie. Życie się nie kończy, ono trwa dalej i jest pełne pięknych rzeczy pomimo tego wszystkiego.
10.07
6 dc .
Poprzedni znowu raczej bez owulacji 😐 pewnie jakbym wrociła do metforminy to pewnie owulacja by wrocila wczesniej tak było 😊 ale skoro jakos bardzo się nie staramy to nwm czy jest sens faszerować się lekami ..
Nie zabezpieczamy się po prostu bo ja akurat nie wierze ze nagle się uda... No i gumek nie lubimy 😆
Musiałabym tez odnowić wszystkie badania może w tygodniu na jakieś pójdę 🙃 na początek chyba te tarczycowy. Od poprzedniego cyklu zaczęłam tez robic testy owulacyjne ale jsk zawsze nie wychodzą.... typowe.
Wrocilam tez do supli na początek wit b12 folian ,witamina b6,wit c i d koenzym No i Inozytol. W tym cyklu tez zamierzam wrócić do mierzenia tempki. Myślę że tez cos mi powie co z ta owulacja. Co do śluzu to w poprzednim cyklu byl piekny nigdy podczas starań takiego nie miałam aż się zdziwiłam. W tym cyklu liczę na tski sam 😊
Co do mojej wagi w tym stresującym czasie to ide już ku lepszemu przytylam i teraz na liczniku 49 kilo 😁 liczę na takie 50-55 😊 wiec cieszy mnie to. Więcej moge przytyć jak okaze się że mały lokator sie wkradł 😄
Pozdrawiam 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2022, 09:57
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.