ROK
8.10.2022
Gdy to piszę, sama nie dowierzam że to prawda.. że to już.. że to za nami..
Jaki to był rok? Chyba najtrudniejszy w moim życiu.. Szymon zburzył wszystkie moje oczekiwania i plany macierzyńskie, które snułam w głowie latami.
Gdy myślę o tym jak wyglądała większość dni z ubiegłych miesięcy mam dreszcze na plecach.. ze spaniem dalej niestety mamy katastrofę: w tym tygodniu pobudki co 40-60min przez całą noc.
Dziś zamykam ten trudny rozdział za sobą. Wiem, że przed nami kolejne, możliwe że równie trudne, ale dziś cieszę się z tego gdzie jestem .
Szymon przechodzi aktualnie przemianę z niemowlaka a chłopczyka i weszliśmy w zupełnie inny etap. Zrobiło się lżej pod wieloma względami- ruszyło coś z RD, można chwilę pospacerować w wózku, zaczął się do mnie przytulać świadomie i mówi mama, trenuje chodzenie, obdarza mnie morzem uśmiechów..Dni wyglądają o niebo lepiej. Szymon zyskał wyczekiwaną niezależność i szaleje w domu ile wlezie, nie musząc jęczeć na macie żebym go nosiła w lewo i prawo.. cudowne uczucie gdy można po prostu towarzyszyć swojemu dziecku w beztroskiej zabawie bez płaczu i stękania. Do tej pory nie miałam jak tego posmakować..
Dopiero dziś, po roku mogę świadomie powiedzieć, że bez względu na to jak trudno było, jedno jest pewne: było warto.
![]()
Tęsknię. Kocham najmocniej...
Gdy musisz czekac na kogoś 6 miesięcy masz wrażenie że czas się zatrzymał. Że dni nie ubywają...
Gdy kogoś nie ma w Twoim życiu od 6 miesięcy masz wrażenie że ledwo się odwróciłeś i czas upłynął...
A może poprostu zostałam na zbyt długo w jednej chwili i gdy się ocknelam nagle jestem
6 MIESIĘCY PÓŹNIEJ...
TAK CZY SIAK, W TYM SAMYM KOSZMARZE.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2022, 15:22
16dc
I znowu się zaczyna . .. stres.
Czy nie zapomnę któregoś leku.
Czy zabrałam wszystkie leki do pracy.
Bo po dopochwowych wszystko leci.
Bo zamiast po pracy jechać do domu musze lecieć do łazienki wziąć wszystkie leki.
Bo człowiek się nie wyspał bo leki od 6:00 biorę, a praca np. na 13:00.
Bo muszę się ukrywać.
Bo się boję.
Bo żyje z zegarkiem w ręce.
Bo mam 12 budzików ustawionych na leki.
Bo muszę tak wyjścia ogarnąć zeby zdążyć z lekiem.
Bo od wstania do zaśnięcia myślę o tym.
Bo mam ogromną nadzieję, żeby się udało.
Bo mam ogromny stres, że się nie uda.
Bo nie wiem jak myśli ogarnąć.
A w dniu transferu będę chwilowo szczęśliwa, że się udało, że doszło do transferu. A potem przyjdzie strach... czy sie udało...
Jedyny plus, że na razie nie mam zastrzyków... dopiero w piątek o 12.30 neoparin. .
26 dc 11 dpo (aplikacja w końcu przestała się ze mną kłócić i przyznała mi rację 🤣)
Temperatura odbiła. Cały czas czuję takie ciągnięcie jajnika/podbrzusza... Ciężko to opisać. Miałam dzisiaj zatestować, ale miałam ciężką noc - co chwilę się budziłam, biegałam do łazienki przez to i stwierdziłam, że to bez sensu. Jutro rano mam spotkanie z pracownikami, więc pewnie nie będę chciała się rozkojarzać. Czyli wychodzi na to, że jeżeli nic się nie zmieni to siknę na test 13 dpo - w środę. Powinien być już wtedy raczej pewny. 🐒 planowała się na piątek. Może jednak nie przyjdzie... Nadzieje są.
23+3
Dziś wizyta u lekarza prowadzącego, poszłam z mężem a ty klops bo znowu badanie dopochwowe 😕 miałam nadzieję zobaczyć coś więcej, usłyszeliśmy tylko serduszko plus lekarz wspomniał że dziecko ułożone miednicowo. 🫣
Za 3 tygodnie kolejna wizyta, w międzyczasie mam wykonać krzywa 🙈 będziemy też ustalać plan działania jeśli chodzi o szczepienia w ciąży, mąż zdecydowanie na nie jeśli chodzi o covid a ja bym jednak wolała się zaszczepić. 😕
Oboje mamy niedosyt z tej wizyty, najszybciej razem wybierzemy się dopiero w grudniu 😕 smuteczek 😢
Pd ostatniego wpisu minął ponad rok i niewiele się zmieniło, nie jestem w ciąży, nie mamy dziecka, mieszkamy w innym mieście, nie mam tutaj nawet swojego lekarza od niepłodności. Skupiłam się głównie na sobie, nowym miejscu i nowym mieszkaniu. Dużo sobie ułożyłam - były momenty gdy wgl mi nie zależało i po prostu żyłam, byłam szczęśliwa - dużo się działo i chyba to pomogło mi zapomnieć o dziecku.
Ostatnio znów wróciło to bolesne pragnienia posiadania dzieci, chyba tk ten wiek gdy wszyscy dookoła Ci pokazują specjalnie lub nie, że Tobie czegoś brakuje - chyba nauczyłam się z tym radzić.
Miałam i mieliśmy bardzo dużo czasu do zastanowienia się. Przez ten rok po prostu byliśmy ze sobą, zero seksu bo owulacja, po prostu miłość, chyba nawet jest między nami lepiej niż kiedykolwiek było. Oboje byśmy chcieli dzieci … wciąż 
Zdałam sobie sprawę i uderzyło mnie to, ze badanie drożności było dla mnie traumatyczne, nie chce w ogóle o tym pamiętać, bo gdy sobie to przypominam to zbiera mi się na płacz - znajoma zapytała mnie o to badanie w te wakacje, opowiadając jej co i jak po prostu beczałam jak dziecko, gdy przypomniałam sobie jak to wszystko wyglądało. Dlatego nie chce w to dalej brnąć, nie chce znów robic tych wszystkich badań, konsultacji, nie mam na to siły… jeśli się uda to będziemy mega szczęśliwi, ale.. nic na sile.
Dramat. Cezary zaraz ma rok, a ja nadal nie skończyłam historii... Nie mogłam się zmobilizować. Nadal jest mi trudno, bo już bardzo mało pamiętam! 😱 No, ale spróbuję coś jeszcze wydłubać z pamięci.
24.11.2021
41+0
Jakoś dotrwaliśmy do porannej zmiany. Po 8:00 przyszła chyba trójka albo czwórka lekarzy. No i każdy musiał mnie zbadać. I każdy po kolei podczas badania potwierdzał: no tak, tu czuję nos, a tu usta 😱. Pomyślałam sobie wtedy: moje biedne dziecko 😂.
Jednym z lekarzy była słynna Gizela. To ona przedstawiła nam całą sytuację i jaki mają na nas plan. Mówiła naprawdę bardzo rzeczowo i konkretnie, a przy tym zrozumiale. Jak wyszła to wiedzieliśmy wszystko i byliśmy naprawdę pod wrażeniem.
A opcje jakie nam przedstawiono to albo cesarka od razu albo próba z oksytocyną i liczymy na to, że skurczą od góry brzucha ruszą i spowodują, że Czaruś się obróci.
Zdecydowaliśmy z mężem, że spróbujemy jeszcze podziałać tą oksytocyną skoro jest jakaś, nawet minimalna, szansa, że się obróci i będzie można rodzić naturalnie. Oksytocynę więc podano, ale nie wprowadziła ona żadnej spektakularnej zmiany. Co jakiś czas ktoś do nas zaglądał sprawdzić jak się mamy i czy coś się zmieniło, ale niestety.
W końcu przed 15:00 znowu do sali wpadli lekarze z rana. Lekarz (chyba) dyżurny, zdecydował, że on przebije pęcherz płodowy, bo mają dziewczynę na planową cesarkę, a chcieliby uniknąć sytuacji, że wody same by całkiem odeszły, a nie będzie ani personelu, ani miejsca, żeby mnie ciąć.
Po tej decyzji wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wiele bym dała, żeby się teraz dowiedzieć ile minut upłynęło od przebicia wód do wyjęcia Czarka 😁. No to był ekspres.
Wody przebite, leje się że mnie i leje. Przychodzi położna z koszulą, daje mi leki. Ręce mi się trzęsą z emocji i jedna z tabletek mi upada w wody, nie wiem jaka, ale nie ma już czasu, żeby iść po nową. Jeden z lekarzy widział moją historię i zagaduje czy jesteśmy po invitro, bardzo się zaciekawia szczepieniami, ale na e ma czasu na pogaduchy. Sadzają mnie na wózek, ktoś podtyka dokumenty do podpisu. I już mnie wiozą na salę operacyjną. Mąż został w tyle, musi pozbierać wszystkie rzeczy. Po powrocie do domu dowiaduję się, że stłukł przy tym kominek. Tak ten, którego brać nie chciałam, bo wiedziałam, że tak to się skończy. Od razu zamówił nowy i nawet zdążył dojść zanim ją wróciłam do domu, ale zapomniał go wypakować, więc pierwsze moje pytanie po wejściu do salonu brzmiało: a gdzie kominek 🤣. No , ale do brzegu, do brzegu.
Na sali operacyjnej wózek zatrzymał się przy stole. Udało mi się na niego wejść. Mówią, że teraz będzie znieczulenie. Poczułam prąd w lewej nodze dwa razy, brr. Okropne uczucie. Chyba przy kolejnej cesarce najbardziej bym się bała właśnie tego 😂. Kładę się. Podpinają mnie pod różne rzeczy. Robi mi się słabo, kręci mi się w głowie i o tym mówię. Dostaję coś dożylnie i robi mi się zdecydowanie lepiej. Nagle czuję szarpnięcia. Lewo, prawo, góra, dół. No, co tam się dzieje? 🤔 Anastezjolog cały czas mnie zagaduje. Jeszcze jakiś czas temu pamiętałam co gadał. Teraz już nie pamiętam. Ale jakieś pierdoły 😉. Ale było to dobre, bo skutecznie odwracało to moją uwagę od tego, co działo się w okolicy mojego brzucha. Jeszcze kilka szarpnięć i słychać "łaaa" ❤️. Słyszę, że 10/10 i dostaje młodego do policzka na chwilę. Nie ma we mnie jakiegoś wielkiego wzruszenia. I długo nie było. Nie wiem dlaczego 🤷.
Czarka zabierają na ważenie, mierzenie i kangurowanie u taty, a mnie zaczynają zszywać. Anastezjolog nadal żartuje. Tym razem, że będę ładnie zszyta overlockiem, bo pani doktor, która mnie szyła pochodzi z okolic Radomia (jak maszyna Łucznik) 😂.
Po jakimś czasie Czarek wrócił do mnie jeszcze na chwilę. Tak mi się przynajmniej wydaje. Pamięć taka ulotna... Położna zrobiła kilka zdjęć na pamiątkę 🙂.
Lekarze skończyli mnie szyć i zostaję zabrana na oddział poporodowy, a Czarek na neonatologię. Niebardzo pamiętam drogę na oddział. Nie pamiętam, o której tam byłam i po jakim czasie przynieśli mi Czarusia. Jednak od razu jak przynieśli, został przystawiony do piersi. Pięknie ciągnął. Szkoda, że nie umieliśmy później tego powtórzyć.
Mąż mógł zostać z nami 2h po porodzie, ale został nawet dłużej, bo położna była jedną na cały oddział i poprosiła go, żeby przypilnował recepcję i w razie, gdyby ktoś przyszedł to powiedział, że ma zaczekać 😂.
Spionizowana zostałam przed 23:00. Od razu pod prysznic i do docelowej sali. Czaruś tę noc spędził na noworodkach, a ja mogłam chociaż trochę odpocząć. Przynieśli mi go o 5:00 i od tamtego czasu byliśmy już razem.
Do domu mieliśmy wyjść po dwóch dobach, ale z racji, że przypałętała się infekcja oka i Czarek dostawał antybiotyk, przedłużyli nam pobyt o jeden dzień i ostatecznie zamiast w piątek, wyszliśmy w sobotę.
Czaruś był bardzo grzeczny po porodzie. Dużo spał, nie płakał zbyt wiele. Próbowałam przystawiać, ale średnio nam to wychodziło. W końcu poszłam po mm, żeby nie powiększać spadku wagi i nie ryzykować, że przetrzymają nas również z tego powodu.
W sobotę już od rana byłam spakowana i nie mogłam się doczekać kiedy w końcu wyjdziemy 😁. Mąż przyszedł z kwiatami 🙂. Było mi mega miło i byłam z niego dumna, że o tym pomyślał 😂. Też był bardzo przejęty k nie mógł się doczekać kiedy nas zobaczy.
Przez cały oddział musiałam sama targać wszystkie swoje rzeczy, bo w nocy szpital stał się znów covidowy i ludzie z zewnątrz nie mogli przychodzić 🙄. Jak skończyłam to miałam ochotę wrócić na łóżko, żeby trochę odpocząć 🙈.
To tyle z naszej historii. Dużo szczegółów pozapominałam. Żałuję, że nie wzięłam się za spisywanie wcześniej.
Zostawiam jeszcze kilka zdjęć 😁. Pewnie znikną za jakiś czas tak jak wcześniejsze 😔.
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2022, 00:37
1_2_1
I walczymy kpi...
Jest cholernie ciężko... czuje się jakby nic innego się nie liczyło, jakby każdy w rodzinie patrzył na mnie jak na fabrykę mleka... nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to ze czuje ze fabryka nie daje rady mimo ze się staram zw wszystkich moich sił... A i tak czuje się jakbym robiła za malo...
Mały chce jesc co 2.5-3h... W połowie tego czasu odciągamy... średnio co 1.5h albo młody na mnie wisi (do tego drapie i coraz bardziej zaciska dziąsła...), albo laktator... nawet na byle zakupy nie potrafię wyjść, bo przecież się nie wyrobie...nie mam siły...niby widać minimalną poprawę, wiec chce walczyć, ale ile można? Z drugiej strony czy mam prawo narzekać, skoro tak bardzo to chciałam ?
Czy to juz początki depresji? 😔
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2022, 00:20
Hej Dziewczyny!
15dc
Według aplikacji wczoraj był dzień owulacji. W poprzednim cyklu nie miałam najmniejszych wątpliwości, że wystąpiła owulacja. W tym wątpliwości już się pojawiają. Sama nie umiem rozgryźć w tym miesiącu swojego organizmu. Fajnie gdyby rzeczywiście była ona w tym momencie 🤞
Napisze dziś może o suplementacji, którą przyjmuję, a jest to mała apteka 😅
Rano: sanprobi ibs, żelazo, Wit. D3, lukrecja
II porcja: Omega 3, kurkuma, kompleks Wit. B
Obiad: Omega 3, olej z wiesiołka, korzeń piwonii białej, cynk, jod
Te podstawowe biorę już od połowy czerwca. Druga połowę zarywam może 2 tygodnie.
Przed snem: magnez
Wierzę! 🤍
Jestem bardzo zadowolona z dzisiejszej wizyty. Prosefor chyba też
Była nawet miła i rozmowna.
Zwiększone ryzyko preeklampsji: "Tak, normalne, dlatego u Pani to leczenie jest, zaraz wyjaśnię skąd to ryzyko. Zwiększamy dawkę Acardu do 150, kontrolujemy ciśnienie". Wyjaśnienie: muatcja PAI, szczególnie homo zwiększa ryzyko do tego typu zaburzeń w ciąży. Dodała mi jeszcze jakiś suplement z wapniem na receptę, który z kolei zmniejsza ryzyko osteoporozy i hipotrofii płodu (mam 1:400 coś, wg niej 1:600 to taka bezpieczniejsza granica). Z badań prenatalnych była bardzo zadowolona. Komentarz "wszystko dobrze, oby tak dalej. Kończy Pani pierszy trymestr, szanse na to, że się uda są bardzo duże". Usłyszeć od niej coś takiego, to jak wygrać w totka 
Leki i suplementy, które obecnie biorę:
Clexane 0,4 o 15:00
Acard 75 -> zwiększone do 150
Miositogyn po śniadaniu - do 16 tc
Prenatal UNO -> zamienione od dziś na Prenatal DUO
Nac - 2 x 1
Cyclo3 Fort - 2 x 1
Folian forte (nie biorę syntetyku w tej giga dawce, nie przyznaję się)
Siofor 500 z obiadem
Prograf 0,5 mg
Cyclogest 400 na noc
Duphaston 2 x 1
DHA Mama
Cholina z Solgara
Pozostałe zalecenia standardowe: dieta niski IG i aktywność fizyczna. Dieta jeszcze jak Cię mogę, poza tym że za dużo jem i w ciąży podjadam słodkości, mam dobre nawyki od lat (warzywa do każdego posiłku, jajka, oliwy, kasze, owoce z orzechami itd.). Słodycze muszę mocno ograniczyć, skoro wyszło to ryzyko no i jednak już mi waga skoczyła. Aktywność kiepsko. To mnie zaskoczyło, bo ćwiczę regularnie od 16 r.ż., a teraz ciężko mi się zczłapać na spacer. Ale nie ma zmiłuj. Teraz to nie dla przyjemności jak kiedyś, a dla zdrowia.
Progesteronu nie odstawiamy i raczej Duphaston zosjate ze mną do końca ciąży, z uwagi na mięśniaki. Pytałam o tego największego: "obserwujemy, groźne są takie po kilkanaście cm, na razie jest dobrze, nie ma wskazań na ten moment do CC, proszę mi koniecznie na każdej wizycie o tych mięśniakach przypominać".
Zleciła morfologię, mocz z posiewem, badania wirusowe (akurat dziś zrobiłam)i życzyła wszystkiego dobrego na Święta, tylko kazała uważać na Covid. Kolejna wizyta za 4 tygodnie (11 stycznia).
W aptece i u niej zostawiłam majątek, ponad 1000 pln dzisiaj. Ciężki ten grudzień finansowo. Jak mi ktoś (Mąż) mówi, że Dziecko dużo kosztuje, czytaj: ubranka, jedzenie itd. to tylko odpowiadam "Chłopie, Ty wejdź na konto i sobie podlicz ile nas zajście i utrzymanie tej ciąży kosztuje. Ubranka, wózek, łóżeczko, akcesoria, pieluchy, czy nawet MM w razie czego, to pestka przy tym, dodatkowo wydawana z przyjemnością. A na resztę się zarobi, bo jak ja mam motywację to wiesz, ze potrafię".
Okruszku... mamusia Cię kocha, mimo że byłeś ze mną tak krótko... zdążyłam pokochać... niestety nie byłeś mi dany na zawsze...
Okruszku, Ty wiesz, że zrobiłam wszystko co wiedziałam że mogę... Teraz błagam Ciebie i siostrę, pomóżcie mi mieć jeszcze jedno dziecko tutaj... żadne nie zastąpi Was, ale miałabym chociaż namiastkę "normalnosci".
Boże, powiesz mi kiedyś dlaczego ... dlaczego nie mogłam zatrzymać tych dzieci, mimo że yak bardzo je chciałam i kochałam...
Błagam, daj mi nadzieje, ze mogę mieć jeszcze jedno dziecko...
Hej Dziewczyny 🤩
Dziś jestem pełna motywacji 🤍 14 dc a ja już zauważyłam u siebie śluz, który zawsze mam w okolicy owulacji 🤗 więc jest bardzo duży progres. Podczas poprzedniego cyklu, owulacja miała miejsce 42 dc... Dziś zrobię test owulacyjny 😎 wydaje mi się, że będzie pozytywny! Więc działamy 😈
Martwi mnie jedynie, że czuję delikatne pieczenie w gardle. Mam nadzieję, że to nie przeziębienie i przez to nie będzie jakiś problemów dodatkowych.
😇
8. dpt.
Z objawów to mam tylko stałe pobolewanie w dole brzucha, podobnie jak na @ ale trochę inaczej... piersi nadal obrzmiale ale już tak nie bolą. No i spać mi się dziś chcę okrutnie, ale może to przez pogodę 😛. Chyba kupię sobie sikacza, nigdy nie widziałam dwóch kresek na teście - ciekawe, czy coś wyjdzie? Myślę o tym wyniku bety i może on oznaczać wszystko - późniejszą implantację, albo że beta wolno przyrasta, albo że zarodek się przyjął ale przestał się rozwijać... Czas pokaże. Za dużo tego myślenia, za dużo... 😣😣 Próbuje się skupić na pracy, ale dzisiaj jakbym nie nadawała się do niczego 🙈 Nie chciałam się nastawiać na nic, ale wyobraźnia już pracuje... to silniejsze ode mnie 😂 Chciałabym przewinąć tak 2 tygodnie do przodu, bo ta niepewność wykańcza mózg.
Dziś 15 października każda aniołkowa mama zna dobrze tę datę... dzień dziecka utraconego. W momencie kiedy dowiadujesz się że Twojego dziecka już nie ma Twoje serce pęka na milion kawałków i już zawsze będzie pęknięte 💔 czas nie leczy ran uczy nas z nimi żyć. Dziś ten dzień przeżywam inaczej, bo pod moim sercem rośnie moja tęczowa córeczka ❤️🌈 moje dwa aniołki czuwają nad siostrzyczką. Czekam na Ciebie kochana córeczko, ale nigdy nie zapomnę, że mam też dwoje innych dzieci 👼👼
7cs 27dc 10dpo (chyba)
Dziś nie wytrzymałam i zrobiłam test z porannego moczu. Był to test quixx, czułość 25. Nic czulszego nie miałam. Podczas czekania na wynik coś mnie oderwało i sprawdziłam test po dłuższym czasie niż zalecany na ulotce. Niewiele dłuższym, ale jednak. Na teście cień cienia cienia drugiej kreski. Wiem, że po czasie się nie powinno odczytywać, ale wygrzebałam stare, zrobione już quixxy i na żadnym takiej kreski nie było. Potem jeszcze wieczorem nie wiem po co zrobiłam 2 testy i jeden bielutki, na drugim coś tam może prześwituje. Albo to moja głowa. Chciałam jutro jechać na betę, ale w mojej wiosce badania są tylko w niektóre dni, jutro akurat nie. A w pobliskim miasteczku jedno laboratorium jest w szpitalu i tam są zawsze niewiarygodne kolejki, a w drugim chyba nie robią takiego badań. Przynajmniej tak mają na stronie, że w tym punkcie to badanie jest niedostępne. Nawet nie wiedziałam, że gdzieś nie robią. Teraz już sama nie wiem.
7cs
Testy owulacyjne znowu negatywne, żadnych objawów owulacji.
Już rok przed staraniami dołączyłam do paru grup staraniowych, lubię wiedzieć, poczytać na jakiś temat, wiedzieć czego się spodziewać.
W tym czasie zaczęłam dołączać do większej ilości grup. Test ciążowe robiłam od 9 dpo po 2 dziennie, a okres i tak przyszedł...
HCG: 147 mIU/mL
Progesteron: >40 ng/mL
Estradiol: 390 pg/mL
Przyrost bety 163% ❤️❤️❤️
Nasz długo wyczekiwany, wybłagany, ukochany Dzidziuś rośnie ❤️❤️❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2023, 14:36
3. dpt.
Wydaje mi się, że tym razem jest inaczej... Ale może to tylko mój mozg się zafiksował na tą ciążę 😅 Cycki bolą jak chyba nigdy wcześniej, w brzuchu czuję takie napięcie jak przed okresem ale trochę inne... i co jakiś czas mnie zakłuje. Tak jakby organizm chciał mi przypomnieć - hej tu się dzieją rzeczy, proszę się oszczędzać i nie przeszkadzać 😛
Kurczę, tak bardzo bym chciała zobaczyć ten pozytywny wynik... Myślałam sobie o tym jakby to było i tęsknię za tym dzieciakiem cholernie chociaż w ogóle go nie znam.
Mam info z kliniki, ostatecznie zamrożono 3 blastocysty. Jeśli dobrze zapamiętałam z rozmowy, są to: 2AA, 2AB, 2BC. Cieszę się.😍 Jeśli chociaż jedna z nich da nam upragnione szczęście, będę czuła, jakbyśmy wygrali w totka. ❤️
Dni do testowania wloką sie niemiłosiernie😫
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2022, 22:29
37+5
Na ostatniej prostej znowu dopadł mnie jakiś wirus 😩 od wczoraj leżę i próbuję dojść do siebie. W ruch poszły inhalacje, płukanki z soli, syrop i tabletki na kaszel. Byłam dziś u lekarza, myślałam, że dadzą mi jakiś cudowny lek, który postawi mnie na nogi, a zamiast tego wysłali mnie na test na covid 🙄 na szczęście negatywny. Mam jeszcze 11 dni, żeby się wyleczyć. Cc zaplanowane na 24.10. Z tym terminem też były jaja. Okazało się, że znalazłam się w centrum konfliktu między moim lekarzem prowadzącym, a ordynatorem 🤷🏼♀️ najpierw zaniosłam skierowane do ordynatora i cisza,a z tego co się dowiadywałam zazwyczaj dzwonią w ciągu 2 dni. Po tygodniu się przypomniałam i dostałam termin na 26, 5 dni przed terminem porodu 😱 o ten porze naturalny poród córki się zaczął. Wydawało mi się, że to późno, mój lekarz zdecydowanie to potwierdził i skwitował, że to złośliwość ordynatora... Jeszcze raz wystawił skierowanie i napisał w nim że mają wyznaczyć wcześniejszy termin (o tydzień). No i wyznaczył.... 2 dni wcześniej. Mój lekarz powiedział, że już nic nie da się zrobić, a w razie jak zacznę szybciej rodzic to będą mnie ciąć lekarze dyżurni. Trochę lipa, a z drugiej strony w obliczu mojej choroby mam więcej czasu żeby się wykurować.
Od wczoraj Bartek jest na samym mm a ja...czuję się "wolna". W końcu nie muszę uważać na to co jem, mogę bez wyrzutów sumienia napić się kakao i zjeść jogurt jakie to cudowne uczucie!
tym bardziej że ja uwielbiam jeść :p przerzucenie małego na mm to była moja decyzja bo pokarm mam i bez problemu bym go wykarmiła choć podczas miesiączki smak się zmienia i jadł topornie, ale jadł.
Powoli szykuję się do 01.11.. 💔💔💔 oczywiście już wysłuchuję że mam nie iść na mszę bo jest Bartek żeby nie był chory itp... i znowu wychodzę na najgorszą gdy mówię że nikt nie będzie układał mi życia i nie ma możliwości aby nas nie było w tym dniu u dziewczynek. Owszem gdyby mały był chory to zostanie w domu z M ale jak będzie zdrowy to do wózka cieplutko ubrany i nie widzę w ttm problemu 
Dzisiaj zapowiada się piękny dzień, piękna pogoda. Uciekamy korzystać z ostatnich ciepłych dnia! Ściskamy wszystkie e-ciocie❤
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.