Rok i 2 miesiące 👦🏻
8+0 🤰🏻
Czas przecieka mi przez palce. Rzeczywistość dalej mnie nie dogoniła, wciąż wszystko dopiero do mnie dociera choć odkąd powiedzieliśmy najbliższej rodzinie jakoś łatwiej mi się przyzwyczaić do tej myśli.
Dzidziutek jak to dzidziutek. Troche kochany aniołeczek, troche kraken z czeluści. W święta się rozchorował, wysoka gorączka i nagle rano bez temperatury zaczął się trząść, zsiniały mu rączki, stópki i usta. Byliśmy przerażeni, dzwoniłam na pogotowie, przyjechała karetka i karetką zabrali nas do szpitala. Epizod zasinienia najprawdopodobniej spowodowany centralizacją krążenia gdy nagle wywaliło mu wysoką gorączke. Po podaniu p.gorączkowego dzidziutek „zdrów jak ryba”. 6 h na sorze, badania fizykalne i krwi. Ostatecznie wyszedł adenowirus. Zagoraczkował jeszcze w nocy, a nastepnego dnia nic. I kolejnego też nic. I kolejnego. I tak od wtorku na sorze dzidziutek nagle ozdrowiał. Cieszę się, że jednak rozeszło się po kościach. Nic tak mnie nie stresuje jak choroba dziecka. 🥺 Ale to jak czułam się w ten wtorkowy poranek … Strach nie do opisania. Do tej pory jak sobie przypomnę mam łzy w oczach, a ze stresu robi mi się niedobrze. Staram sie skupić na tym, że już jest dobrze.
Dobrze do tego stopnia, że zaczął dziś już tak dokazywać w swoim krakeńskim nastroju, że po poludniu uciekłam do mamy bo potrzebowałam chwili ciszy i spokoju.
Dzidziutek 2 wysysa ze mnie jakiekolwiek resztki pokładów energii, które zostawia dzidziutek 1. Od tygodnia chodze jak zombie … zmęczona, słaba, śpiąca.
Poranki są tragiczne. Mdłości męczą mnie okropnie od paru dni i już zaliczone zostało pierwsze ciążowe 🤮 i to męczą mnie przez cały dzień, ale poranki są w tym najgorsze.
Dziś wg usg powinno być 8+0. Dopiero. A już wyskoczył mi brzuszek. 😳 chyba taki jak w 15 tc z Ignasiem 😅 jak tak dalej pójdzie to będę OGROMNA.
Tydzień temu zaczęłam plamić. I nagle cała ta surrealistyczna kwestia bycia w ciąży do mnie dotarła. Ogromnie się przestraszyłam. Zrozumiałam, że jakkolwiek niespodziewana ta ciąża nie jest, już kocham maluszka. I co, że nie ekscytuje się tak bardzo jak pierwszą ciążą? Co, że nie myślę o tym 24/7? Czy to umniejsza mojej miłości do fasolki? Nie wiem, nie wydaje mi się. Sytuacja jest inna o 180 stopni w porównaniu z pierwszą ciążą więc ciężko wymagać od siebie takich samych reakcji.
Po epizodzie plamienia na cito pojechałam na usg. I zobaczyłam. Fasolka równo tydzień starsza niż usg w poprzednim tygodniu. I serduszko. 126 ud/min. Rytmicznie pulsujący punkcik. Zero krwiaka, zero odklejania kosmówki, zero nieprawidłości. 🥹 Później już nie plamiłam. Luteina zwiększona do 2x100. I tyle.
Staram się oszczędzać, ale średnio mi to wychodzi. Przy Ignasiu się nie da, bo gdy tylko jestem w zasięgu wzroku to chce żebym była w 101% zajęta nim. A jest ruchliwy, nerowowy, zaborczy. Wymaga na prawdę ogromu uwagi. Odpoczynek? W ciągu dnia bardzo rzadko. Brakuje mi go najbardziej. Żeby usiąść na sofie, okryć się kocykiem i obejrzeć serial.
Trochę obawiam się jak to będzie dalej w las. Będę coraz większa, coraz bardziej zmęczona. A Ignaś będzie dalej potrzebował takiej samej mamy. 😞
Jutro ostatni dzień roku. Ten rok był niesamowity, nieprzewidywalny, niezapomniany. Ignaś z amebuśki zmienił się w małego chłopca. Nasze wspaniałe wakacje w Toskanii, kolejne święta we trójkę. I druga ciąża, zupełnie niespodziewana, która w nadchodzącym roku na nowo wywróci nasz świat do góry nogami.
2023 czy jestem gotowa? Nie wiem, chyba nie. Ale nie mam wyjścia. 2023 nadchodzisz i bezpowrotnie znów zmienisz nasze życie. I choć teraz mogę się bać, mogę się zastanawiać i martwić jak to będzie to wiem, że będzie dobrze. Tak miało być więc nie widzę innej opcji.
A Wam życzę spokoju ducha i siły. Bo ta szalona podróż musi mieć swój szczęśliwy koniec, co nie raz i nie dwa udowodniło to forum. A ja będę za Was mocno wierzyć, że ten szczęśliwy koniec będzie (lub zapoczątkuje się) właśnie w nadchodzącym roku. 🍀
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2022, 20:17
25 dc
Kolejna porażka. Znów ocieram łzy i zastanawiam się, co robię nie tak. Test w 13 dpo nie pozostawia złudzeń - znowu się nie udało.
Teoretycznie było wszystko - histeroskopia z usunięciem zrostów, przytulanki na czas, piękny pik, potwierdzona na usg owulacja, pełen zestaw leków, wakacje, totalne odciągnięcie myśli od starań. Przez dwa tygodnie prawie nie miałam czasu wyciągnąć telefonu. Imprezowałam, uprawiałam sporty wodne i starałam się nie rozmyślać o tym, czy mogę zaszkodzić ewentualnej implantacji. Tydzień po owulacji zaczęłam czuć spięcie w dole brzucha i kłucie jajników, urosły mi piersi i pierwszy raz od poronienia zaczęły boleć, zbadałam też progesteron (jak zalecone przez doktor) i w 9 dpo był wyższy niż w 7 dpo. Ogólnie wyglądał znacznie lepiej niż w zeszłym cyklu. To dało mi nadzieję, która upadła dziś, gdy odebrałam wyniki wczorajszego proga - spadł na łeb na szyję, co, tak samo jak negatywny test, potwierdza brak ciąży.
Kolejny raz.
3 miesiące z accofilem nie przyniosły zamierzonych skutków, więc teraz muszę pogodzić się z porażką i zrobić przerwę od tego leku. Na jak długo dowiem się w piątek - mam rozmawiać z moją panią doktor G.
Poza tym miałam dziś konsultację w klinice. Przyszły wyniki biopsji. Wykluczono przewlekłe zapalenie endometrium, endometriozę oraz zbyt dużą ilość macicznych komórek NK. Doktor rozłożyła ręce - nie pierwsza i nie ostatnia. Według niej in vitro może pomóc mi jedynie szybciej zajść w ciążę (bo zachodzę bardzo wolno - to jej słowa 😔 - bolesne, choć prawdziwe), ale nie da żadnej gwarancji, że znowu nie poronię. Nie próbowała nastrajać mnie pozytywnie. Powiedziała, że pierwszym etapem procedury jest badanie nasienia - jeśli wyjdzie źle, wtedy mąż dostanie skierowanie do androloga, który zdecyduje, czy lepsze będzie w naszym przypadku ivf czy icsi.
Pojawiła się myśl o czwartej IUI, bo skoro mąż i tak musi oddać nasienie, możemy je wykorzystać w najbliższym cyklu. Może da nam to poczucie, że "coś robimy"? Że wykorzystujemy ostatnie szanse przed ivf? Koszt to ok. 100€, w tym badanie nasienia, inseminacja, kilkukrotny monitoring. Kwestia do przemyślenia, choć po 3 nieudanych IUI moje nadzieje na powodzenie są bliskie zeru. Sama doktor przyznała, że nie jest to już raczej rozwiązanie dla nas, ale zrobimy jak chcemy.
Czuję bezradność dochodząc do tego etapu. Ciężko mi się z nim pogodzić. Może inaczej myślałabym, gdybym wiedziała, że moje jajowody nie są drożne, mam endometriozę lub że nasienie mojego męża jest bardzo słabej jakości. Ale tak nie jest. Jesteśmy niepłodni z nieznanych przyczyn. Od pewnego czasu dręczą mnie myśli, że może Bóg nie chce, bym została biologiczną mamą. Że stawia na naszej drodze niewidzialne przeszkody, by pokazać, że rola rodziców nie jest dla nas. A my za wszelką cenę chcemy te przeszkody ominąć i udowodnić, że jesteśmy mądrzejsi. Czy znacie jakieś podcasty, książki, czy po prostu możecie wspomóc mnie dobrym słowem i pokazać, że idę w dobrym kierunku? W głowie mam tysiące sprzecznych myśli..
Przed przystąpieniem do procedury chciałabym skonsultować się jeszcze z dobrym immunologiem, by upewnić się, że leki, które przyjmuję, są dla mnie odpowiednie. Czy w ogóle są potrzebne? Czy możecie polecić jakiegoś specjalistę z zachodniej części Polski lub prowadzącego konsultacje telefoniczne?
Znów czuję się zagubiona..
25+5 - 100dniówka.
Wczoraj byłam na powtórce badań połówkowych skontrolować ognisko hiperechogeniczne. Idąc na badanie myślałam sobie "przecież w większości przypadków to ognisko znika, idę tam pro forma". Tak jednak nie było.. Ognisko hiperechogeniczne jest nadal. Dodatkowo ujawnił sie ubytek w przegrodzie międzykomorowej. Lekarz zalecił wizytę u kardiologa płodowego.. Podejrzenie VSD.
Tak - wiem, ze wada moze zaniknac, ubytek sie zrosnac. Tak - wiem, ze wielu ludzi z tym po prostu zyje. Tak - wiem, ze to tylko 25% na poważniejsza wade genetyczna. Ale dla mnie te 25% to duzo..
W piątek mam wizytę w poradni patologii ciazy. To oni będą podejmowac dalsze decyzję, co do opieki nade mna i ciaza. Pozostaje czekać.. Obciążeń mam tyle, że pewnie tam zostanę. Moze to i lepiej? Metlik w głowie..
W pierwszej ciąży jezdzilam do poradni patologii ciazy w Krakowie. Tam byla to bardziej "dodatkowa kontrola". Tym razem kieruję sie do Katowic, tutaj jest inaczej. Jeśli lekarz z poradni uzna to za konieczne, poradnia przejmuje pacjentkę w całości, czyli.. zmieni mi sie prowadzący.
Z jednej strony sie o to nie martwię, bo znam chyba wszystkich lekarzy z tego szpitala przez moje poprzednie wizyty w tym szpitalu.
Z drugiej strony.. Jakos tak dziwnie, zmienic lekarza, miejsce. Tu, gdzie chodziłam teraz mialam blisko. Tam muszę dojechać samochodem. I choć odległość nie jest ogromna to ilość korków moze spowodować, ze bedzie to wyjazd na cały dzien.
Wracając jednak do pozytywnych aspektów.. Zostało maksymalnie 100 dni do poznania małej. Małej, która na ten moment waży 744g, jest w 21 percentylu. Malej, która kopie mame po pęcherzu i gdzie badz, dając o sobie ciągle znać.
Czy jestem gotowa? Zdecydowanie nie.. Organizacyjnie leze i nie mam ogarnięte nic. Nie czuje flow z przygotowaniami pokoju, czy innych rzeczy, które beda nam potrzebne. Ale.. Cokolwiek by sie nie dzialo, zdążę, bo przecież nie mam innego wyjscia.
Maya 2 latka, 3 miesiące i 7 dni
Dzień dobry 
Kolejny dobry dzień na dobry wpis.
Obecnie jest 9 rano a Maya i mąż jeszcze śpią. Dzisiaj podzielę wpis na 2 części.
1. Update o Mai 💛
Z dnia na dzień kocham tą małą dziewczynkę coraz bardziej. Jestem nią oczarowana i na prawdę ciężko mi uwierzyć jak idealnie spełnia ona moje stare wyobrażenia o tym jakie chciałabym miec dziecko a zarówno pod względem charakteru jak i wyglądu jest dokładnie taka jak przez wiele lat wyobrażałam będzie wyglądać moja córka.
Maya ma już ok kilku miesięcy komplet ząbków, od 3 miesięcy chodzi do żłobka gdzie cudownie się rozwija i spędza czas. Maya nawiązuje piękne nowe przyjaźnie, jest bardzo troskliwa, pamięta doskonale swoje koleżanki i kolegów, tęskni za nimi jak jesteśmy na wakacjach i dzieli się chętnie swoim jedzeniem ze swoimi małymi przyjaciółkami.
Mowa Mai również niezmiennie pięknie się rozwija. Maya mówi bardzo dużo zarówno po polsku jak i po angielsku. Potrafi też wybrać język w zależności od rozmówcy (jak mówi do mnie i męża to miesza oba języki bo wie że na oba zareagujemy, ale do niani mówi głównie po angielsku, a jak jest w odwiedzinach moja mama to sprawnie przestawia się na polski).
Pięknie również rosną jej włoski. Maya zawsze należała do tych bardziej łysych bobasow ale wreszcie mamy taką długość że pleciemy od miesiąca pierwsze kucyki 
Myślę że to tyle z takich największych aktualności o malutkiej 
2. No a co u nas? Co w życiu?
Od 4 miesięcy mieszkamy w nowym, własnym domku - jest wspaniałe! Nie spodziewałam się że ta przeprowadzka aż tak bardzo poprawi nasza jakość życia. Jeszcze kilka rzeczy zostało do zrobienia w domu ale nie jest to nic pilnego więc zanim to zrobimy to spróbujemy trochę się odbić finansowo od ostatnich wydatków.
Chyba najważniejszą rzeczą o jakiej chciałam tu sobie napisać jest... Myśl o drugim dziecku. Jest to coś o tym mówię/pisze pierwszy raz na głos. Od wielu miesięcy nie ma dnia żebym nie myślała o kolejnym kroku w macierzyństwie. Temat nie jest jednak prostu. 1. Te myśli to miks jakiegoś wrodzonego instynktu i tendencji kobiet do samodestrukcji haha na myśl o noworodku, KP i nieprzespanych nocach od razu mi się odechciewa... Lol ale myślę też o przyszłości, o tym jaką rodziną będziemy, co będzie lepsze dla Mai i że jednak rodzeństwo fajnie mieć. I nie, nie zrozumcie mnie źle - nie trzeba mieć rodzeństwa, ludzie bez rodzeństwa nie mają gorzej itd ale dla nas, osób mieszkających tak daleko od rodziny i nie planujących powrotu do polski... Myślę że jednak to rodzeństwo Mai się należy żeby nie była sama któregoś dnia jak nas zabraknie.
W moich planach i myślach o drugim dziecku jest jedena WIELKA przeszkodą i jest nią mój mąż... On absolutnie nie chce słyszeć o drugim dziecku. W przeszłości padły wręcz hasła że mimo że mnie bardzo kocha to wolałby się rozstać niż zdecydować się na drugie... Temat jest skomplikowany i nie będę tu wchodziła w szczegóły tak że proszę nie oceniać mojego męża. Jak na razie najgorsze w tym jest to że niestety nawet nie jesteśmy w stanie o tym porozmawiać. Nic a nic. Moja ostatnia próba podjęcia tematu 3 miesiące temu skończyła się kłótnią i konkluzją że pójdziemy z tym tematem na terapię ale od tamtej pory temat ucichł a ja boję poruszać się go na nowo bo reakcje mojego męża są bardzo emocjonalne i są to bardzo ale to bardzo trudne rozmowy...
No nic. Mimo wszystko wierzę że drugie dziecko jest w naszej przyszłości ale też nie chce czekać wiecznie. Maya ma już ponad 2 latka a nie chciałabym żeby różnica wieku była za duża. Sama mam dużo starsze rodzeństwo i chciałabym czegoś innego dla Mai.
Czas pokaże. Za miesiąc lecimy na 2 tyg do Polski tak że może uda mi się umówić jakąś wizytę u terapeuty podczas tego wyjazdu.
Do następnego
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2024, 07:09
Mam skierowanie na prolaktynę i TSH
Umówiłam telewizytę w Medicover, "upolowałam" lekarkę, która nie ma na znanym lekarzu średniej oceny 2,5 i powiedziałam: jestem senna, wypadają mi włosy, mam niedoczynność tarczycy i w przeszłości 2 epizody z mocno podwyższoną prolaktyną. I jakoś nie było problemu ze skierowaniem, przytomnie stwierdziła, że to ważne mieć to pod kontrolą.
Sukces tego tygodnia nr 2: Mąż idzie jutro na badanie nasienia (pierwszy raz w życiu). I to idzie bez gadania, chociaż widzę, że jest zestresowany.
Rozmawiałam też z koleżanką na temat Paśnika. Miała podobnie jak ja mieszane uczucia, dlaczego zleca te a nie inne badania, ale finalnie to chyba on dobrał jej taką dawkę Encortonu, że efektem jest Synek, który zaraz kończy rok.
Zauważyłam, że nie działa na mnie dobrze czytanie nadmiaru informacji na forach i grupach. Mam tu na Ovu jeden wątek, w którym jestem od lat i któremu ufam, ale grupy Fejsbukowe to już różnie bywa. Ktoś dziś napisał, że był idealnie obstawiony lekami ale poronił w 7 TC bo okazało się, że jest wada letalna. No i analiza. W komentarzach i w mojej głowie. Nie chcę się chyba bombardować takimi informacjami bo po pierwsze jest ich za dużo, po drugie - nie znam jednak tych osób nawet "wirtualnie" i z wiarygodnością różnie bywa i po trzecie oraz najważniejsze - nastawienie ma znaczenie. Wydaje mi się, że w kwestiach zajście i utrzymanie ciąży psychika jest bardzo ważna, więc moje zamartwianie się na przyszłość i analizuje 10000 negatywnych scenariuszy mi po prostu szkodzi.
No i praca. To jest wyzwanie - skupić się i nie zawalać.
42 cykl zapamiętam na długo…
Czy nie dostałam za mało po głowie?
Dlaczego od razu uwierzyłam?
Uwierzyłam w pierwszej sekundzie, gdy pojawiła się ta druga kreska…
uwierzyłam w naturalsa…
🤯
Beta od razu sprowadziła mnie na ziemię i dobrze! Mimo wszystko uważam, ze przez te 10h od testu do bety były jednymi z przyjemniejszych w ostatnich dniach…
Teraz 43 cykl, to odpoczynek i czas na pracę.
Grudzień - rok po punkcji wracamy po naszego Kropusia 🥰
Przeżyliśmy to! Już po operacji! Dziś narzeczony wyjdzie ze szpitala.
Ale ile to go kosztowało... traumy po zmarłym ojcu (przesiadywanie w szpitalu przez kilka lat choroby). I teraz on z własnej woli...
Zapach, dźwięki, perspektywa operacji - wprawiło go to w taki stres, że myślałam, że ucieknie ze szpitala. Pierwszej nocy nie spałam dobrze, bałam się, że rano jak się obudzę to dostanę info, że narzeczony uciekł. Nie zdziwilabym się, po tym jak zobaczyłam jak to wszystko przeżywa.
Na szczescie po operacji już uśmiechnięty, kamień z serca.
Momentami żałowałam, że się na to zgodziliśmy, już wolałam od razu do in vitro przystąpić.
Na szczęście to już za nami.
Oby teraz wszystko już szko w dobrym kierunku.
Uffff... stres schodzi.
Ja wiem, że kobiety mają gorzej, muszą rodzic. Podczas pierwszego porodu nie wiedzą jak to będzie wyglądać, stres, różne myśli nie pomagają.
Faceci są generalnie słabsi, a mój to już kompletnie boi się szpitali, ale potrafię go zrozumieć dlaczego.
Nie umniejszam jego poświęceniu. Bardzo, ale to bardzo doceniam.
Tak bardzo go kocham.
Dopiero około 17stej ból prawie całkowicie przeszedł. W nocy obudziłam się koło 1, było lepiej niż 2h wcześniej, ale wciąż bolało. Mam raczej wysoki próg bólu, więc naprawdę byłam przerażona. Nie wiem czy czuje jeszcze tą ciążę. Chyba tak, ale inaczej. Boje sie. Nie panikowałam wcześniej, ale teraz zaczynam. Dlaczego tak jest.. Dlaczego nie ma pewności, że wszystko będzie dobrze.. Jeśli będzie to zeświruje przez te miesiące. Jeśli nie będzie to chyba stwierdzę, że to wszystko nie dla mnie.. Nie nadaje się albo nie zasługuje.
29 VIII 2023
6t6d
Powoli zaczynam wierzyć, że spełnia się moje największe marzenie i jestem w ciąży. Na piątkowej wizycie u ginekologa razem z Mężem widzieliśmy bijące serduszko. Niecałe 3 mm prywatnego Cudu. Lekarz strzałką na ekranie pokazywał zarodek i pulsujące serce, a mi rozmywał się obraz. Po raz pierwszy z życiu ukradkiem wycierałam łzę.. łzę szczęścia. Natomiast Mąż siedział jak zamurowany i nie odzywał się ani słowem. Przez chwilę bałam się czy nie zemdleje 😉 w drodze powrotnej przyznał się, że gdy zobaczył Kropka na usg to zrobiło Mu się gorąco, wręcz zamurowało go, bo miał "prawie namacalny dowód". Wiecie jak to jest z facetami - nie uwierzą dopóki nie zobaczą 😉 A mi jeszcze ciążowy brzuszek nie rośnie - wręcz przeciwnie schudłam ponad kilogram. Brak apetytu daje się we znaki. Kolejna wizyta za 2 tygodnie. Z uśmiechem patrzę w przyszłość i jestem wdzięczna za każdy dzień ciążowej historii. ❤️
***
W moim życiu magiczny czas. Daty będą wypalały się w pamięci by za kilka lat jak za pomocą czarodziejskiej różdżki przenieść mnie do tych chwil.
Bałam się 12 sierpnia. Był to dzień, w którym powinnam dostać okres. Moje myśli krążyły wokół wizji, że na wkładce pojawią się ślady krwi i mój sen skończy się. Głupie myśli - już więcej nie dam tak się podejść.
***
16 sierpnia moja mama wyprawiała swoje urodziny. Wręczyliśmy jej prezent, a po wyjściu gości pomagałam jej sprzątać. Wtedy dostała od Nas swoje ulubione czekoladki z karteczką - "Wszystkiego Najlepszego Babciu. Do zobaczenia w kwietniu 2024 ❤️". Później były łzy wzruszenia, masa uścisków i cichy szept mojej Mamy, że "nigdy nie można przestać wierzyć". Kolejna wspaniała chwila zapisała się w moim sercu.
***
Mąż jest szczęśliwy. Oczy Mu błyszczą, w trakcie treningów nuci ciągle coś pod nosem, stał się bardziej opiekuńczy. Codziennie dużo rozmawiamy przed snem, znajdujemy czas na drobne czułości w ciągu dnia, dojrzewamy do roli odpowiedzialnych rodziców. 🥰
***
Zerknijcie tylko na poniższe różnice.
Jak Naszą historię widzą obcy ludzie:

Jaka jest Nasza historia:

Dlatego cytując Choco przypominam - "Każdy, kogo spotykasz, toczy walkę, o której nic nie wiesz. Bądź życzliwy. Zawsze".
I jednocześnie coś bardziej w lipcowym stylu podążając za Churchill'em - "Jeśli idziesz przez piekło - nie zatrzymuj się".
Droga na szczyt każdej z Nas jest inna, każda jest warta trudu. Widoki rekompensują każdą łzę, ból i wyrzeczenie. Nie zawracaj.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2023, 18:26
28.09.2023r.
Moje 28 urodziny. Znowu w jednopaku.

Nigdy nie sądziłam, że starania o dziecko mogą być dla mnie problemem.
(Tzn kiedyś się śmiałam, jak usłyszałam od ginekologa że mam policystyczne jajniki, że będę miała problem, ale zaraz wszyscy mnie dookoła pocieszali że ta i ta ma policystyczne, a ma już 2 dzieci.)
Tyle się w naszym świecie mówi o tym jak się zabezpieczać żeby ciąży nie było, wręcz kobiety są straszone konsekwencjami w postaci wpadki. Aktualnie zastanawiam się jak cos takiego jak wpadka w ogóle może być możliwe?
Czemu nikt nie mówi jak zadbać o swoją płodność bo może się okazać że będą problemy?
Sprawa jest o tyle ciekawa i zabawna, że ja jestem z takiej wpadki i moje siostry też. Nikt z nas nie był planowany. Ot, taki chichot losu.
Ponad rok temu kiedy zaczęliśmy się starać na poważnie (to już było w sumie kilka lat po tym jak odstawiłam antykoncepcje, bo uznaliśmy że spróbujemy postarać się o dziecko na luźno), myślałam że wystarczy wbić się w dni płodne perfekcyjnie i pyknie w 1-2-3 cyklu, zwłaszcza z tymi wspomagaczami jakie stosowaliśmy (słynny kubeczek Fertilily). Oh jaka ja naiwna byłam.
Jak mnie to frustrowało, że się nie udaje a moje cykle nie są po mojej myśli. To znaczy moje cykle dalej mnie frustrują, ale już nie z powodu tego, że nie zachodzę w ciążę, a z powodu tego, że coś się w nich rozjechało i nie mam owulacji.
Przypominam sobie siebie sprzed roku i trochę mi głupio, jak sobie uświadomię, że to ja.
Dojrzałam w tej trudnej i krętej drodze niepłodności. Wiem, że jestem chora. Że jesteśmy chorzy. Niepłodność to choroba bez gwarancji wyleczenia.
W pracy otrzymałam podwyżkę. Nie z powodu urodzin, ale miły prezent i tak jest.
Z okazji urodzin byliśmy w Kudowie, zwiedziliśmy Skalne Miasto, Twierdzę Kłodzko. Było cudownie, pysznie (bo zwiedzaliśmy cudowne knajpki). Z grupy Merkury, Cech, Cafe Domek i Korona najpyszniej było w Cafe Domek a najlepsze drinki w Cechu i Merkurym. Hotel Willa San Remo również mogę ogromnie polecic. Złotych klamek co prawda nie było, ale było czysto, schludnie mimo wykładziny wszędzie na podłogach, standard był naprawdę w porządku oraz wygląd pokoi. Dobrze się czuliśmy. A właściciele oraz kuchnia byli cudowni. Śniadania codziennie były urozmaicone i naprawdę smaczne!



Jestem dzisiaj w 15dc. Nie wiem na czym stoję. Miałam od dzisiaj brać luteinę przez 12 dni żeby wyrobić się na styk z wizytą w październiku u ginekologa. Prawdopodobnie jutro/w sobotę zbadam progesteron i będę brać 11/10 dni luteinę. Bo temperatura na razie wskazuje na to że mogło cos się zadziać i to w weekend na Kudowie. Byłoby to bardzo zabawne, nie powiem.

Jutro o 10:00 czeka nas pierwsza wizyta z Programu Prokreacyjnego. Na pewno wrócę z informacją zwrotną.
https://youtu.be/WqGOaOHu5uY?si=9R-rs34uh53y5Jn1
"Cultivate your hunger
Before you idealize
Motivate your anger
To make them all realize
Climbing the mountain
never coming down
Break into the contents
Never falling down
My knee is still shaking
Like I was 12
Sneaking out the classroom
By the back door
A man rallied at me twice though
But I didn't care
Waiting is waisting for people like me
Don't try
To live so wise
Don't cry
'Cause your so right
Don't dry
With fakes or fears
'Cause you will hate yourself in the end"
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2023, 12:52
No i kolejny cykl na straty.
A czemu ? Bo jak nas złość owu była wczoraj lub jest dziś, a serduszko było tylko raz ale 2 dni temu
miało być wczoraj ale mąż miał nieplanowany wyjazd. Może uda się dziś, ale raczej już nic z tego..
Po ostatnim poronieniu jakieś dziwne te cykle, owulacja przychodzi coraz szybciej, a cykl się skraca. Dziwne to.
Chyba czas znow wybrać się do gina..
Psychicznie ostatnio tez bylo ciężko, zwlaszcza ze spędziliśmy weekend z rodziną 2+2 a dodatkowo duzo rozmów o innych rodzinach 2+2 w naszym otoczeniu..
Nie mówiąc o wyskakujacych wszedzie samplach sesji zdjęciowych z kolejnymi rodzinkami 2+2, 2+3 z małą różnicą wieku.
Na domiar złego trafiłam jeszcze na dwie dyskusje ma zaprzyjaźnionym forum - jedna o dużej różnicy wieku między rodzeństwem A druga o tym w jakim wieku najpóźniej kobieta zdecydowalaby się na dziecko/rodzeństwo..
Żadna z tych dyskusji nie zrobiła mi dobrze na psychikę
A wręcz uruchomiła wyobraźnię w negatywnej formie..
Dodatkowo - bardzo się różnimy z mężem w różnych kwestiach wychowawczych, czuje ze nie mam w nim wsparcia i wszystko na mojej głowie 
Coraz częściej mysle, że potrzebuje psychologa najlepiej takiwgo do spraw niepłodności, żeby poradzić sobie z tym ciężarem.
To już trzeci rok walki... A zaraz będzie czwarty, mnostwo strat i wiele rozpalonych nadziei ;(
05.11-pół roku ❤
Pół roku temu pojawiłeś się na świecie i odmieniłeś nasze życie zupełnie. Pół roku temu nie mogłam w nocy spać z podekscytowania, zdenerwowania i...niemocy, bo wiedziałam,że już nic nie zależy ode mnie. Dzisiaj zastanawiam się kiedy i jak ten czas minął. Dzisiaj uśmiechasz się najpiękniejszym uśmiechem, z którym widać szczęście w Twoich błękitnych oczkach. Jesteś dla nas całym światem, cudem za który codziennie dziękujemy Bogu. Synku wiedz, że jesteś naszym Promykiem, który codziennie rozświetla nam drogę, jesteś bodźcem, dzięki któremu znowu chce nam się żyć, wstawać rano, uśmiechać się i dawać radę pomimo wielu przeciwności losu. Kocham Cię Synku i zrobię wszystko, abyś zawsze był szczęśliwym dzieckiem, a później mądrym, odpowiedzialnym mężczyzną. ❤
Dziękuję za wszystkie wspierające komentarze pod ostatnim wpisem. To miłe! Na prośbę opisuję więcej z naszej historii tu, bo w komentarzach wyglądało by głupio.
Mąż przestał basenować od tego roku ("bo upierdliwe"), ale na szczęście biega. Suple włączyłam mu trochę na własną rękę. Nie wiem, czy to dobry wybór ale padło na suplement polecony przez moją ginekolog, "Acertin" (lokalnie znany pod nazwą "Foliandrol"). Nie mam pojęcia czy to dobry wybór, bo na Forum mało popularny, ale ma inozytol jako jeden z nielicznych? Dodatkowo ma garść innych tabletek, bo nie ma ich w składzie: wit. D, C, Magnez z B6 i Omega 3.
Pamiętam, że diagnostykę zaczęłam od swojej ginekolog. Od razu wysłała chłopa na badanie nasienia, a mi przypisała tylko suple z inozytolem i dwa badania z krwi: TSH i PRL (wyszły w normie oba). Generalnie zawsze miałam dobre cykle, dobre wyniki USG/cyto, więc nie podejrzewam siebie jako sprawcę zamieszania. Na razie nie kupuję więcej ziół dla siebie, bo to chyba nie jest najważniejsze. Generalnie mnóstwo kasy idzie i na badania i na suple, więc gdzie można to zaoszczędzę takie czasy.
Niestety spermiogram wyszedł blado. Byłam rozczarowana postawą mojej ginekolog, która zleciła tylko suplement. Mąż wymyślił, że odwiedzi urologa. Doktor zlecił badania krwi i kolejny spermiogram, odesłał z tym do androloga.
Aby zaoszczędzić, robimy wszystko w kraju. Także -> to be continued. Mąż nie wierzy, że się uda cokolwiek z tym zrobić, ale bierze to co mu dam. Naprawdę nie chce tego hormonalnego bullshitu z IVF tylko dlatego, że siedział godzinami na komputerze i miał połowę życia nadwagę
(( Bez sensu, dlaczego edukacja z zakresu skutków złego stylu życia u mężczyzn jest (albo była) tak nikła w naszym kraju? Dodam, że od sierpnia włączyliśmy dietę od Akadmii Płodności, może te antyoksydanty coś dadzą.
To chyba tyle... Dziś 1. dzionek kolejnego cyklu. Nie oczekuję niczego tak naprawdę.
PS Chyba też jestem dalej anty-dzieciowa. Ale teraz już bardziej z bezsilności niż z własnej wygody.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2022, 23:46
22 dc 6 dpo
Normalnie wyszukiwałabym już u siebie pierwszych objawów ciąży, ale nie tym razem... Tym razem czekam na 🐒, niech się rozpocznie już kolejny cykl, szansa, możliwość... Seksy u nas były w 12 dc przy owulacji w 16 dc, więc na ciążę są naprawdę nikłe szanse.
Aczkolwiek... Podobno jest opisany przypadek, że kobieta zaszła w ciążę po 16 dniach od stosunku...
Biologia lubi płatać figle.
Taaak, rozmawiałam z Kumpelą, która pracuje u gina, zajmującego się niepłodnością. Trochę mnie podniosła na duchu... I... Chyba mnie wyciągnęła na imprezę w sobotę... Wciąż się biję z myślami, ale chyba jest mi potrzebne takie wyjście, oderwanie się od codzienności. Jak to Ona napisała wczoraj - dzieci robi się ze śmiechu, a nie z presji.
Z Mężem już wszystko dobrze. Wczoraj nawet serduszkowaliśmy. ❤️ I tak jak przypuszczałam - był ogień. 🔥 Choć Mąż podchodził na początku strasznie ostrożnie. Jednak siedzą Mu w głowie te dwa ostatnie niepowodzenia... Na koniec przytulił mnie mocno i mówi: "Zosis, mam prośbę, Ty mi już więcej nie mów o żadnych zastrzykach, zwiększających szanse"... Dzieci robi się ze śmiechu, a nie z presji.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2022, 10:36
Zostało równo 2 tygodnie do wizyty.
Za 14 dni o tej porze pewnie będę już powoli dojeżdżała do kliniki.
Nie czuję strachu, raczej potężną motywację do podjęcia nowych działań, ruszenia z miejsca.
Chciałabym mieć to już za sobą i wiedzieć na czym stoję, mieć ułożony dokładny plan działania. 
Gorszy czas minął, poleżałam trochę "na glebie" ale wstałam, otrzepałam się i czas ruszyć dalej 
Funkcjonuje na zasadzie akcja - reakcja, więc dłuższe użalanie się nad obecną sytuacją raczej nie jest w moim stylu.
Poza tym bardzo mocno pomaga mi Mąż - żartuje sobie, że w październiku nie udało się, bo był na poligonie i miał mało okazji do działania ale nadrobi w listopadzie 
Powoli skupiamy się również na planach na przyszły rok (zawsze przy końcówce roku robię się bardziej sentymentalna
).
I Nasze cele nie dotyczą wyłącznie spraw prokreacyjnych
zastanawialiśmy się nawet czy jeśli nie uda się do końca roku z ciążą czy aby nie zrobić przerwy w staraniach na rok (bo planujemy naprawdę tzw. życiowe rewolucje
). Jednak zgodnie stwierdziliśmy, że skoro przez 10 miesięcy się nie udaje to nie jest powiedziane, że nagle wyjdzie gdy tylko zajmiemy się czymś innym
dlatego będziemy starać się wytrwale, a co będzie to będzie
To się dzieje. Moja owulacja przychodzi w 40-którymś dniu cyklu. Dobrze że nie zaczęłam brać tej luteiny na wywołanie okresu, że miałam czuja że coś się dzieje...
Estradiol 148 w poniedziałek. 🥰 Dzisiaj test jeszcze nie pikowy, ale pozytywny. Nie wiem czy złapię pik i czy w tych testach w ogóle mogę złapać pik. Niemniej, do wczoraj na pewno estradiol urósł do minimum 200. Wierzę w to. 🤞
Zakładając, że w 27-28dc miałabym miesiączkę (plamienie w 27dc), byłabym dzisiaj w 15-16 dc. Ciekawe czy teoria dwucyklowa będzie prawdziwa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2022, 10:56
Hej Dziewczyny!
21dc, owu sie zbliża ❤️
Trochę się u mnie podziało 🤗
Powtórzone wyniki krwi raczej odstawiły na bok diagnozę PCOSu 🤗 może to tylko PCO? Konsultacja z ginekologię i endokrynologiem prowadzą bardziej na hashimoto. To chyba lepsze wyjście 😅 Musze powtórzyć badania i zgłosić się ponownie do endo.
3.11 miałam wizytę u ginekologa. Powiedziała, że nie widzi pęcherzyka dominującego, ale jest to taki dzień cyklu, że niedługo powinien się pojawić, więc umówiła mnie na kolejną wizytę, tydzień później - czyli dziś. Poszłam, wykonałyśmy USG i proszę! Piękny pęcherzyk 🤍
Dostaliśmy zalecenie, że od dziś do wtorku mamy się codziennie starać 😅 (nie chce, żeby nasze starania wymuszały na nas kochanie się "na siłę" bo owulacja się zbliża. Postaram się, żeby każdy ten raz wynikał ze szczerej chęci a nie z przymusu). We wtorek na wizytę. Ciekawe co z tego wyjdzie i dlaczego wizyta od razu po owulacji? Wątpię, żeby ginekolog był w stanie stwierdzić ewentualną ciąże kilka dni po zapłodnieniu (przez USG). Powiedzcie mi, jeśli się mylę 😅 Jedynie badania z krwi lub test mogłyby coś dać?
Poza staraniowymi sprawami, wydarzyło się coś bardzo ostatniego w moim życiu. W poprzednią środę na spacerze z mężem, znaleźliśmy malutką kotkę 🤍 kruszynkę najprawdopodobniej ktoś porzucił. Była wychudzona, zarobaczona, z pasożytami i wirusowym zapaleniem oczu, ślepa i ze świerzbowcem w uszach... Nie miałam serca jej zostawić. Weterynarz się nią zajął. Jest już lepiej 🤍 Malutka bardzo mało widzi, ale już dokazuje ❤️ Daje mi tyle radości! Wzruszam się widząc, jak na mnie reaguje! W rozmowie z mężem stwierdziłam, że Bóg chciał żebyśmy się spotkały, bo ona potrzebowała mnie, a ja jej 🤍
Uspokajam się przy niej, nie rozmyślam za dużo. Dziękuję, że mogłam ją poznać 😇
Weekend dał mi trochę wytchnienia. Poszłam jednak na tę imprezę. Wypiłam drineczka, a nawet trzy. Potańczyłam. Zresetowałam się. Takie babskie wypady zawsze mi dobrze robiły. W sumie sama nie wiem, czemu ich ostatnio unikałam... Taaak - starania o dziecko i klub, alkohol do siebie nie pasowały. Całe życie ustawione pod starania. Tylko... Czy warto? Uświadomiła mi to Koleżanka.
Jeżeli będziemy całe swoje życie ustawiały pod starania, to to życie nam ucieknie.
Jeżeli będziemy całe swoje życie ustawiały pod starania, to seks nie będzie przyjemnością i czystą miłością, a narzędziem do "robienia dzieci".
Jeżeli będziemy całe swoje życie ustawiały pod starania, to zabijemy relację ze swoim Mężem/Partnerem.
Niby takie oczywiste... Jeżeli tak się zafiksujesz na staraniach, że nie będziesz dostrzegać w życiu nic ponad to - za chwilę, za kilka miesięcy, za rok będziemy zapijać Twój rozwód. Chcesz tego? No nie.
Fajnie mieć przerwę w staraniach. Skupiam się na pracy. Kończy mi się Ovarin, a nie dostanę go jeszcze przez miesiąc. Jako zamiennik użyje Omegamed Optima start, niestety bez inozytolu. Jutro wracam do domu i rzeczywistości oraz spania 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2022, 19:15
Nawet nie będę robić podsumowania roku, bo wyszłaby z tego żenada.
W pionie trzymała nas nadzieja, że zmiana kliniki i nowa procedura przyniosą sukces. Już 2 stycznia miałam zacząć stymulację. Nie spodziewałam się, że wszystko szlag trafi. Nie dostaliśmy zgody ze względu na zły jeden z moich wyników! Mamy wrócić za kilka miesięcy. Dr była zaskoczona, że poprzednia klinika tego nie badała, bo nie powinna dopuścić do procedury.
Od razu uderzyłam w histeryczny płacz. Mieliśmy wszystko zaplanowane pod kątem wypowiedzenia z pracy. Teraz jesteśmy w najczarniejszej dupie. Po punkcji miałam już nie wracać do pracy. Jestem przerażona koniecznością spędzenia w tym piekle jeszcze dwóch miesięcy.
Weekend sylwestrowy przepłakany 😢 Czy kiedyś w końcu wydarzy się coś dobrego? Trudno już w to wierzyć ☹️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.