Dzisiaj nie ma plamienia ani bólów brzucha, wiec ciesze sie ciaza 🍀 Ulga taka, ze pol dnia drzemalam. Nadrobiłam tez jedzonko: grzanki z awokado, mloda kapusta kiszona, ogórki kiszone, kasza gryczana z sosem pieczarkowym, kotleciki drobiowe, pierogi, ziemniaki z sosem pieczarkowym. Przynajmniej nic syfiastego czy fast foodowego. Codziennie pije zakwas buraczany.
Odpalamy zaraz jakiś film i mam nadzieje na kolejna spokojna, dobra noc 🙏

40+5
No i stało się. Koło 15.30 dostałam informację że mam się pakować bo zaraz czeka mnie CC. Szok. Dzwonię do męża że zaraz się zacznie jak chce to może się zwolnić z pracy i przyjechać ale i tak będzie czekać z 3 h.
Na szybko spakowana i w mega stresie poszłam. O matko jak się bałam aż drżałam. Do tego zaczęło mnie boleć ramię po znieczuleniu.

O 15.55 wyciągnęli miska. Troszkę poplakal a mnie zszywaki. Potem pokazali mi dzidziusia przewieźli na inną sale. Tam mi znowu go dali do cyca a ten wściekły nie chciał.
Waga 3550g ładny okaz wzrost 56 cm
Ale to taki maluszek, mega podobny do Piotrka jak był mały.
Potem zawieźli nas na salę. Mąż nie zdążył drogi okropne jechał 20 /h i się wycofał. Dojechałby na 20 . To bez sensu.. o 22 pionizacja . Wtedy ostatni raz dali przeciwbólowa kroplówkę która na mnie nie działała..Położna na sali była super pomogła mi wstać, potem umyć, następnie kiedy płakałam z bólu zapytała się co mi jest dała chyba
Pyrargine kręciło mi się po niej w głowie kazała mi leżeć. A ulga była.
Dobrze że mały były spokojny dopiero o 3 go nakarmioam.bo wcześniej nie byłam w stanie.
Rano powtórka ból okropny.
Wzięłam ketanol. Nawet sił małego przebrać nie miałam a co mówić o karmieniu..
Po południu przyszła laktatorka pyta się czemu nie karmię . Mówię jej że mnie bardzo boli. Nawet sami wzięcie małego i on nie umie albo nie chce.
Więc przyniosła mi paracetamol ból minimalnie mniejszy ale liczy się że dała..Małego podstawiła..a ten ryk, on nie chce cyca on nie będzie pił. Draka. Więc pewnie w domu będę pokarm ściągać i tyle.
Liczę że szybko nas wypuszcza lepiej jest w domu niż tu.
Oby Michałek był spokojniejszy niż Piotrek. Bo inaczej się wykoncze.

Rok temu byłam podczas drugiej stymulacji do ivf, wtedy kiedy badanie aneuploidii nasienia u mojego męża wyszło źle. Pamiętam jak dr proponowała nam dawcę nasienia, pozbawiając nas resztek nadziei. Pamiętam łzy mojego męża, gdy wracaliśmy samochodem do domu z kliniki i mu o tym powiedziałam. Czułam jakbym uderzyła go w twarz. Ten widok jeszcze długo był przed moimi oczami.
Był czas rozmów, był czas na pogodzenie się z tym co przyniosło nam życie. Mieliśmy ogromne wsparcie ze strony rodziców. Decyzja o dawcy zapadła...

Na drugi dzień w pracy czułam, że jakaś uparta myśl nie daje mi spokoju. Jakby coś krążyło nade mną i mówiło mi, że źle robię. Plątałam się w tych myślach, próbując odgadnąć o co chodzi.. Aż w końcu powiedziałam do siebie, że za szybko się poddaliśmy, że za szybko zapadła decyzja o dawcy. I ta uparta myśl jakby zniknęła, poczułam taki nagły spokój... I radość.. totalnie dziwne uczucie. Mąż nie chciał o tym słyszeć, nie chciał już próbować, bo widział ile mnie to kosztuje.

I mimo, że nie było wtedy happy endu, bo transfer okazał się nieudany - dziś czekamy na córeczkę poczętą naturalnie. Niemożliwe stało się możliwe i tak realne jak widok tej istotki na USG, który wzrusza za każdym razem tak samo mocno ❤️

Ta walka, którą stoczyliśmy, te łzy, które wylaliśmy i marzenia, które chwilowo legły w gruzach.. można by powiedzieć, że to wszystko nie było potrzebne. A jednak bardzo nas umocniło, nauczyło pokory, cierpliwości.. Pokazało, że nie wszystko w życiu można mieć na pstryknięcie palcem jak kiedyś nam się wydawało. I chociaż teraz myślę o tym czasie, jako najgorszym w moim życiu to on był po coś.

Zosis Pamiętnik starań Zosi 16 grudnia 2022, 06:39

W tym roku grudzień to zdecydowanie nie jest nasz miesiąc. Wczoraj mieliśmy stłuczkę. 🚗 Moim służbowym autem, po godzinach pracy, Mąż za kierownicą. No combo. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Po prostu, wyjeżdżając z parkingu, przytulił się do samochodu przed nami. Nie wyhamował, bo na drodze sam lód. Już myśleliśmy, że uda się z gościem dogadać, jak usłyszałam słowa szef i leasing. No masz babo placek... 1 000 zł nie nasze. Najdroższe sznurówki w historii. W sumie i tak dobrze wyszło, bo jakby przyjechała Policja to mandat tyle samo + punkty karne + konieczność tłumaczenia u mnie w firmie. Ehh... Jakby problemów było mało... 🤷

Dzisiaj wieczorem mam firmową wigilię. Cały dzień i do późna wieczór będę na obrotach, bo jestem organizatorem. No, ale napiję się grzanego winka. Może w końcu odczaruję jakoś ten grudzień? Kupiłam sobie na tę okazję nowe szpilki. Mam nadzieję, że będą wygodne. 🤣 Ale na "w razie czego" będę miała w aucie "sprawdzone"...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2022, 07:04

30+4 tc

Długo mnie nie było. Jakoś tak wyszło, że częściej odwiedzam wątek listopadowy. Zraziło mnie też do BBF to, że nie można komentować z poziomu OF🤨

No, ale teraz spędzam weekend w szpitalu, więc mam czas uzupełnić, a troszkę się u nas działo.
Do końca lipca ciąża książkowa☺️ od ok. 25 tc sporo rzeczy zaczęło się sypać...
- cukrzyca ciążowa
- transaminazy podwyższone 10krotnie
- podejrzenie hipotrofii
- niewydolność szyjki
- bolące ucho (to mój ostatni "nabytek" jeszcze w trakcie diagnozy. Raczej nie zapalenie ucha, ale cholera wie co to jest, liczę na wizytę u laryngologa w tym tygodniu, bo interniści nie dają rady😑)

Od początku...
TIrafiłam na IP, bo po krzywej cukrowej Maluszek przez dwa dni prawie w ogóle się nie ruszał. Okazało się, że albo się przemieścił do położenia miednicowego i słabo go czułam, albo właśnie za dużo glukozy na raz. Przy okazji wyszło, że wagowo ma tydzień w plecy, więc moja gin. z automatu zaleciła mi USG zastrzegając, że może być hipotrofia i że czeka mnie już hospitalizacja😱 Na szczęście tydzień temu okazało się że nadrobił i jest nawet dzień do przodu💪, ale wiadomo, to się może szybko zmienić, więc średnio co dwa tygodnie mam teraz USG. (aż dziw że wszystko się dzieje na NFZ🙃)
Maluszku rośnij, bo mama chce jak najdłużej Cię "hodować" i jednocześnie być z Twoją siostrzyczką w domu♥️

Po krzywej cukrowej wyszła mi oczywiście cukrzyca, więc glukometr, dieta itp. To już przerabiałam, da się przeżyć, grunt, że cukry na czczo mam dobre.

W międzyczasie dostałam telefon z Centrum Onkologii, gdzie mi zrobili pełen komplet różnych badań, że mam podwyższone próby wątrobowe i by to przekazać ginekologowi. (Moja onko. zna się z moją gin. więc jest jakaś względna współpraca między tymi klinikami)
Okazało się, że faktycznie transaminazy fatalne🥴 Wjechała dieta wątrobowa (bleee), która się w zasadzie wyklucza z dietą cukrzycową, więc zaczęłam spadać na wadze, bo mam wrażenie, że jem powietrze, a z drugiej strony nie mam ochoty nic jeść bo wybór jedzenia marny😤 Zmiana leków, które prawdopodobnie zaorały mi wątrobę i powolne odstawienie sterydów spowodowało, że powoli, powoli te transaminazy spadają.

A na wisienkę wyszło przy okazji że w ciągu tygodnie szyjka mi spadła z 40mm do 27mm, więc moja gin. z marszu pobrała posiew i dała skierowanie na pessara. Sama w sierpniu była na urlopie i w tym czasie dwa razy mnie odesłali do domu, bo jednemu lekarzowi wyszła szyjka 31mm, wiec uznał, że nie ma podstaw do pessara, a drugi tydzień później uznał, że skoro mu wyszło 26, a wcześniej 27 tzn. że się nie skraca i pessara nie potrzebny🙈 Na szczęście moja docent wróciła do szpitala i bez dwóch zdań kazała zakładać pessara...i tak znalazłam się na weekendowym pobycie w szpitalu, bo przecież NFZ zapłaci dopiero za 4 doby😠

Nie jest tak źle bo catering, pomimo mojej diety wątrobowej jest znośny (taki normalny jest całkiem dobry, a dieta cukrzycowa w ogóle jest tu fajna, no ale teraz wątroba jest portretem 🤨). Szpital w b. dobrym stanie technicznym, mam salę jednoosobową z łazienką, balkonem i widokiem na zielony park, także gdyby nie okoliczności i samotność, to warunki niczego sobie.
Gorzej, że parę dni temu mąż mój (który do tej pory szczycił się, że nigdy go to nie spotkało) złamał rękę🙈😑 Niby tylko jakieś mikrozłamanie w łokciu, no ale gips na 2 tyg. (oby) założony od przedramienia po dłoń, więc średnio jest mobilny, a musi ogarniać sam naszą 3,5 latkę, bo nie mamy na kogo innego liczyć, jak tylko na siebie😑
To powoduje, że tym bardziej zaczynam się bać porodu, bo jak ja mam zostać sama w szpitalu z noworodkiem po CC to sobie tego nie wyobrażam😱😬😔. Pocieszam się, że mam na to jeszcze, oby, 6-8 tygodni i że jakoś damy radę.

No to tyle na dziś. Muszę w końcu zamówić wyprawkę z Gemini, bo ciągle brak mi czasu i zamierzam w końcu to ogarnąć.

29+2

Zdycham.
Trzeci trymestr wjechał na pełnej i nie daje żyć.
Od trzech dni czuję się najgorzej w tej ciąży. Chyba nawet w I trymestrze, jak wymiotowałam, nie było tak źle 😩.
Do permanentnej zgagi doszło permanentne odbijanie po wszystkim, co zjem i wypiję. Od trzech dni nie mam już ochoty jeść, a i przez te dolegliwości picie odpowiedniej ilości wody też mocno kuleje...
Do tego młoda leży jakoś strasznie dziko. Uciska dość wysoko, wierci się niesamowicie, momentami aż boli. Mam wrażenie, że brzuch jest dla niej za mały.
Cały dzień dzisiaj leżę, bo brzuch mega ciąży i chodzenie jest torturą. A gdzie tu jeszcze wytrzymać 2 miesiące...
Mówię dwa, bo liczę, że na końcówce młoda się zlituje i wylezie jednak trochę szybciej, niż brat. Może być nawet tym skorpionem 😆.

Intensywny tydzień mi się zapowiada.
We wtorek wieczorem, na dobicie, USG III trymestru (już mi słabo na myśl o leżeniu na plecach i ugniataniu brzucha 🥴), we wtorek fizjo, do której muszę dojechać komunikacją miejską (wracać będę niemalże w godzinach szczytu), w czwartek położna (na szczęście przychodzi do domu). A w międzyczasie umówiłam się jeszcze z kolegą i jego żoną na spotkanie. Na razie luźno, bez konkretnego dnia. Zobaczę jak będę się czuć...

Także tyle jojczenia.
Jedyny plus dzisiejszego dnia, że Czaro jest przekochany. Albo bawi się sam, albo przynosi do łóżka książeczki/samochodziki ❤️. Przez to nie mam tak dużych wyrzutów sumienia, że jestem dzisiaj do dupy i zupełnie niepomocna. Mój mąż wziął na siebie sprzątanie całej chaty. Ale on to lubi. Jakby nie porobił czegoś to miałby poczucie zmarnowanego dnia 😅.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2023, 18:22

Rano temperatura jak zawsze mierzona 07:00 . Wyszła 37,03 i sik od niechcenia. Jestem w szoku. I to bardzo dużym. Test ciazowy Pink pokazal mi 2kreski 🥹 . Co prawda ta 2druga kreska minimalnie jasniejsza ale są... czy Estrofem pomógł.... czy moje nie nastawienie bo wiedziałam, że naturalnie lipa i czas przygotować sie do stymulacji... szok :o
Nie wiem czy się cieszyć, iść na bete do gina .... szok
Po 3 latach mam światelko w tunelu 🍒
Głowa to naprawdę ciężkie narzędzie 🧠❤️🫣


Zadz do dr i powiedział, że mam odstawić Estrofem. W pon bądź wtorek iść na betaHCG i potem umówić się do Niego .


f2148960aa175.jpghttps://zapodaj.net/plik-bNHeChbVxy


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2024, 10:35

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 16 grudnia 2022, 20:37

Patrze i nie wierzę...

10dpo (w teorii):
Prog: 33.10 ng/ml
Bhcg: 32.2 mIu/ml

12dpo:
Prog: 33.70 ng/ml
Bhcg: 156.00 mIU/ml 😯😯😯😯

Szok i niedowierzanie... w życiu nie miałam takiego przyrostu bety..
Przyrost 383%.. boje sie, że to coś złego... zaśniad czy inne dziadostwo.. ☹
Z objawow: pobolewa mnie cały czas podbrzusze raz mocniej raz bardziej.. (tlumaczylam sobie że kropek się wgryza ale może nie tam gdzie trzeba ? ☹), czasem coś zakluje w pochwie, jestem osłabiona, raz mam apetyt A raz go nie mam.
Mialam się choc trochę uspokoić.. a szczerze mowiac chyba boje sie jeszcze bardziej ☹

Gdy czekałam na wynik - zastanawiałam się czy sprawi że będę mieć szczęśliwe czy przeplakane urodziny ?
I teraz sama nie wiem...

Kropku, jeśli wszystko z Tobą ok i jesteś tam gdzie powinieneś- proszę zostań z nami 🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2022, 20:40

Zosis Pamiętnik starań Zosi 28 grudnia 2022, 10:31

18 dc, 2-3 dpo
Bardzo chciałabym, aby wydarzył się ten bożonarodzeniowy cud. Pamiętam wróżbę, jaką dostałam z Tarota. "...karty wskazały, że bieżący rok będzie czasem, w którym uda się Pani zajść w ciążę, ale karty bardziej pokazują rok 2023 jako czas, w którym Pani dziecko przyjdzie na świat niż rok bieżący." Także ten... To jakby ostatnia szansa, żeby wróżba się spełniła. 😉 Nie żebym coś sugerowała (ale wróżba odnośnie finansów się sprawdziła)... My zrobiliśmy, co mogliśmy. Teraz czas na "Los".

Jeśli sobie coś zaplanujesz, bądź pewien, ze droga do celu będzie długa i kręta…

Takie moje dzisiejsze myśli..
rano byliśmy z mężem w klinice na badaniach nasienia.. nie jest zbyt dobrze :(
Morfologia 2% , ruch postępowy szybki 0…
Mam 35 lat i dziś myśle, ze już nie będzie mi dane zostać po raz kolejny mamą.. :( doceniam to, ze mam 2 cudownych dzieciątek z pierwszego małżeństwa, ale jest mi tak bardzo smutno, ze to właśnie z miłością mojego życia mogę tego szczęścia już nie zaznać :(

W poniedziałek jedziemy na konsultacje wyników i będziemy się zapisywać do odpowiedniego lekarza. Chciałabym wierzyć, ze jeszcze nie wszystko stracone… ze jeszcze w swoich ramionach utule upragnione maleństwo 💔❤️

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 3 stycznia 2023, 19:36

19 dpt
🔸5+3 🔸
Przed dzisiejszą wizytą myślałam, ze dostanę zawału. Oczywiście wyniki bety pojawiły się dopiero jak przekroczyłam próg gabinetu wiec nie miałam pojęcia czego się spodziewać…
Ale wszystko okazało się Ok, zobaczyliśmy pęcherzyk ciążowy z małym zarysem zarodka, naszego Kropka 😍
Kolejna wizyta 20.01 - oczywiście mam zalecenie nie stresować się i spokojnie oczekiwać na wizytę. Nie będzie łatwo, ale mam kilka zadań w planach, żeby zająć głowę 😉
I jeszcze potwierdziło się po raz trzeci, w ciąży moja morfologia jest idealna, a wcześniej hematolog latami nie mógł ustabilizować parametrów 😅

19cs 25dc

Dzień 3 zastrzyków z heparyny.
Za pierwszym razem zastrzyk zrobił mąż, bolało okropnie i poleciało sporo krwi. Miałyście rację, lepiej zabrać się za to samemu, przynajmniej ma się jakąś kontrolę.
Siniaki się nie pojawiły, jedynie takie fioletowe kropki w miejscu wkłucia. Wczoraj wieczorem zrobiło mi się słabo i zakręciło w głowie tak, że musiałam się położyć - nie przechodziło przez dobre 30 minut, dopóki nie zasnęłam. Teraz czuję, że chyba zaczyna się to samo.. Nic przyjemnego, ale dam radę. Co mają powiedzieć dziewczyny przed in vitro.
Do okresu 7 dni. Zaczynają mnie boleć piersi. To potęguje wrażenie, że znowu chyba się nie uda.
Czasem mam ochotę rzucić to wszystko w.......

Ciąża rozpoczęta 17 kwietnia 2023

Zosis Pamiętnik starań Zosi 29 września 2023, 08:41

28 dc, 13 dpo
Czekam na 🐒 i czuję się tym strasznie skołowana, rozerwana.
Chciałabym, żeby przyszła jak najszybciej, bo wiem, że z tego cyklu nic nie będzie. I jednocześnie boję się tego nadchodzącego cyklu.
Z jednej strony już wiem, z czym wiąże się to całe przygotowanie do IUI i już mnie to nie stresuje. Z drugiej strony boję się, że znowu coś pójdzie nie tak.
Z jednej strony wiem, że zrobimy wszystko najlepiej jak umiemy z Mężem. Z drugiej strony też wiem, że ta presja nie pomaga - ani mnie ani tym bardziej Jemu.
Nawet nie wiem, jak opisać to, co dzieje się w mojej głowie.

14dpt...
Dzień bez oczekiwania na wynik bety...
Po wczorajszym wyniku wierzę że w piątek coś zobaczymy na usg 🙏

Rośnij mój okruszku 🙏

Boże, błagam, nie zabieraj mi tego dziecka 🙏🙏

37+0 tc
Ciąża donoszona 🎉🎉🎉
Od dzis 21 dni do terminu jak to? Ciężko mi uwierzyć że jeszcze niedawno płakałam w poduszkę, że nie mogę być mamą, że jestem beznadziejna bo nie dam mężowi dziecka... dziś czekam na narodziny mojej królewny 🥰
W piątek byłam na ostatniej oficjalnej wizycie u prowadzącego mimo że na tą chwilę wszystko jest dobrze ilość wód jest powiedzmy w normie, mała ładnie przybiera, przepływy są w porządku to niestety muszę nadal chodzić na kontrolę do szpitala i na 100% zgłosić się przed terminem na oddzial na obserwacje... jeśli na usg nadal będzie w porządku położą mnie zaraz po nowym roku jeśli coś będzie nie tak to nawet święta mogę spędzić w szpitalu... na chwilę obecną jestem dobrej myśli i liczę na to że jednak posiedzę w domku do stycznia 🤞🤞 najważniejsze żeby moja córeczka była bezpieczna i zdrowa.
Tylko trzy tygodnie i aż trzy tygodnie do dnia terminu mam mnóstwo obaw i cały czas boję się że nie dam rady, że nie będę umiała się nią zająć, że nie poradze sobie z takim maleństwem... chyba każda debiutująca mama ma takie obawy dlatego z jednej strony nie mogę się doczekać zeby ją przytulić a z drugiej jak jest w brzuszku to jest dużo łatwiej 😅 mam nadzieję że jednak zadziala instynkt macierzyński i damy radę 💪


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2022, 20:19

2 lata, 4 miesiące, 2 tygodnie i 3 dni razem
96 cm / 14,5 kg

Otworzyłam dzisiaj pamiętnik na pierwszej stronie, zaczyna się..
"Byłam w ciąży dwa razy, żadnego z moich dzieci nigdy nie będę mogła trzymać w ramionach"
Pisząc te słowa 7 maja 2019, 22:48 nie sądziłam, że stracę jeszcze kolejną ciążę, że będę miała in vitro, że ta droga będzie tak trudna, ale niezmiennie będę powtarzać warto było.

Z pokoju obok dociera do moich uszu miarowy dziecięcy oddech, to zabawne.. ale czasem nadal ciężko mi uwierzyć w to, że zostałam mamą. Tymczasem mały człowiek śpi sobie spokojnie, jakby to było coś oczywistego.

Ogólnie za wiele się nie dzieje, w związku dobrze, z eks dobrze, zawodowo na razie stagnacja, ale parę tematów na tapecie jest. Póki co skupiam się mega na rozwoju emocjonalnym, bo okazało się, że tego wymaga bycie rodzicem. Mam wrażenie, że jestem coraz lepsza w RB :) a to przynosi efekty, pamiętam jak Makt podsyłała mi fragmenty książek o wychowaniu bez kar i nagród i tak jak sama idea RB była mi bardzo bliska, tak jakoś w głowie się nie mieściło, że można bez kar i nagród, a gdzie konsekwencje? a gdzie wychowanie? ale że jak to tak? A dzisiaj nie wyobrażam sobie inaczej (dzięki Makciu <3 ), mam na stanie chętnie współpracującego dwulatka, który owszem ma swoje trudniejsze momenty, ale kto ich nie ma? Dużo rozmawiamy o emocjach, o tym co syn czuje, co ja czuje i proszę takie oto mamy efekty:

(wyskoczyłam na chwilkę po mleko, bo się skończyło i po powrocie słyszę)
Młody: Byłem smutny, płakałem
Ja: Byłeś smutny, bo poszłam do sklepu?
Młody: Tak, nunu mama, nunu

<3


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2022, 21:13

To jest ten dzień, który rok temu miał zmienić wszystko... to jest dzień, w którym pojawiła się nadzieja na zywe dziecko... Tak bardzo chciałam uwierzyć, że ten transfer się udał, że dostanę szansę poczuć ze znowu jestem w ciąży... z drugiej strony tak bardzo sie bałam tej ciąży, że skończy się jak poprzednio.. wiedziałam że czeka mnie wiele wyrzeczeń, zastrzykow, może szpital... byłam gotowa na to poświęcenie, wiedziałam ze niczego nie pragnę bardziej niż żywego dziecka, niż tego żeby za kilka godzin byc w ciazy...
Czy po tym wszystkim miałam prawo wierzyć ze damy radę? Jak widać tak, a każdy uśmiech młodego mówi mi że było warto... nie żałuję że było IVF... kocham mojego bąbla nad życie... dziękuję że go mam...


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2022, 00:02

Jest! Zaroduś z 3 doby, 8blastomerowy siłacz już na pokładzie.
Do tego transferu podeszłam z całkowicie pustym pęcherzem. Wyszłam z WC i poprosili na fotel. Zawsze czekałam aż mi oczy moczem zachodziły to tym razem chciałam być mądrzejsza 🤷 i wyszło jak zwykle.
Ale maluch do brzucha trafił, doktor sobie poradził.

Wyniki. Powtórzyłam dziś morfologię, żelazo, ferrytyne, tsh i wątrobowe, kwas foliowy. Wyniki do dupy.

Morfologia to niestety nie pomyłka. Jest anemia i to spora.
Tsh 2,8 szybko poszło w górę od estrogenów, 4 dni temu miałam 1,4 także muszę zwiększyć dawkę.
Kwas foliowy 39 norma do 26 ale lekarz mówił,że to ok skoro ciągle suplementuje..biorę methylofolian i complex B też methyle.
Żelazo 21 norma 33-193
Ferrytyna 16 norma 13-150

Kiepsko kiepsko kiepsko

Mam nadzieję, że zarodek to wytrzyma i wspólnie odbudujemy niedobory. Biorę surbifer durules czyli 200 mg żelaza, to sporo. Mam nadzieję, że zaraz wyniki się podniosą.

Mój crio transger nie jest liczony jako cala procedura także drzwi jak coś stoją otworem. Chic mam nadzieję, naprawdę mam nadzieję,że tym razem się uda.

Frytki z maka właśnie wjeżdżają do brzucha.

C.D
Niestety. Moja radość trwała tydzień. Mamy 3 zapalenie ucha w ciągu 2 mc i do tego wirus jelitowy. Szymon ledwo żyje, a my razem z nim.. Mamy ban na żłobek do końca stycznia minimum, a laryngolog powiedziała wprost, że niezbyt dobrze jej te uszy rokują i prawdopodobnie żłobek będzie musiał pójść w odstawkę.. Siedzę i wyję.. nie dam rady już psychicznie i fizycznie siedzieć z Sz w domu.. On całe dnie jęczy nawet jak jest zdrowy.. nie mam życia kompletnie i ten powrót do pracy był moją jedyną nadzieją. Styczeń jeszcze jakoś posklejamy z mężem z l4 i urlopem, ale jeśli ten płyn z uszu nie zejdzie to kaput.. a szanse na to że zejdzie są naprawdę znikome. Kurwa. Dlaczego zawsze tak pod górkę?!


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2022, 14:23

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)