Emka06 Nasza historia 19 czerwca 2024, 11:16

Chciałabym tu wrócić i napisać: "Hej! Udało się! W końcu się udało!". Ale nie, nie tym razem. Znowu nie tym razem.

W maju podeszliśmy do pierwszej inseminacji. Od 2 do 8dc brałam Fostimon 75j., a w 9dc miałam zjawić się na monitoringu. To było szaleństwo. Dzień wcześniej bawiłam się do rana na weselu, a na 13:00 miałam podgląd. Na USG pokazały się dwa solidne pęcherzyki i kilka mniejszych. Pani doktor powiedziała, że albo podajemy zastrzyk na pęknięcie już teraz, zanim te mniejsze podrosną, albo odpuszczamy w tym cyklu, bo będzie za duże ryzyko ciąży mnogiej. Wybór był prosty. Wykupiłam Zivafert, a pani pielęgniarka w klinice od razu mi go podała. Nie spodziewałam się, że wszystko potoczy się tak szybko, przecież ledwo co skończył mi się okres. Kolejnego dnia po południu podeszliśmy do pierwszej IUI. Wspominam to bardzo dobrze, bo inseminację przeprowadzała moja pani doktor, która zawsze wprowadza przemiłą atmosferę i cały stres gdzieś ulatuje. Po IUI czułam się normalnie, jednak dwa dni po domniemanej owulacji zaczęłam czuć kłucie w jajnikach. To trochę zaburzyło mój spokój. Nie miałam USG potwierdzającego pęknięcie pęcherzyków i zaczęłam powątpiewać, że do owulacji w ogóle doszło. Około 8dpo zbadałam proga. Wynik mnie zmiótł - 8,87 ng/mL. Nigdy nie miałam tak słabego wyniku. Na taki scenariusz nie byłam przygotowana. Spodziewałam się dwóch opcji - albo progesteron szorujący po dnie, który potwierdzi, że owulacji nie było, albo wynik wystrzelony w kosmos, bo przecież były dwa pęcherzyki podkręcone stymulacją. Przeżyłam swego rodzaju żałobę. Straciłam nadzieję na szczęśliwy finał tej historii. Ujemna beta 14dpo nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia. Zbierałam siły na drugie podejście.

Przed kolejnym podejściem miałam pojawić się na USG w 1-3dc, ale plany swoje, a życie swoje. Okres, mimo nieodstawienia Duphastonu, przyszedł akurat podczas naszego wyjazdu. Mogłabym pojawić się w 3dc, ale przypadało to na sobotę, a pani doktor wtedy nie pracowała. Wizytę ustaliłam na 5dc. Poszłam bez żadnej nadziei, pogodzona z tym, że cykl jest zmarnowany. Na wizycie okazało się jednak, że możemy rozpocząć stymulację. Pani doktor przepisała Puregon w dawce 50j. Miałam przyjmować go od 5 do 12dc, a 13dc miałam przyjść na USG. Ustaliłyśmy też, że po IUI potwierdzimy owulację na USG i zbadamy proga. Czułam się szczęśliwa i zaopiekowana. Cieszyłam się, że ten cykl jest spokojniejszy niż poprzedni, że mieliśmy szansę podziałać przed IUI. Pod koniec stymulacji mocno czułam prawy jajnik i trochę się obawiałam, że na monitoringu okaże się, że już po owulacji - w końcu 13dc to późno jak na moje cykle, tym bardziej te stymulowane. Na wizytę wzięłam ze sobą męża, w razie gdyby okazało się, że do IUI najlepiej byłoby podejść już teraz. Pani doktor jeszcze przed USG powiedziała, że liczy, że 13-tka (13dc) będzie szczęśliwa. Nie była. Aż sześć pęcherzyków miało powyżej 19mm. Za duże ryzyko ciąży mnogiej. Dostaliśmy bana na starania. Widziałam, że pani doktor jest przykro, ale powtarzała, że moje zdrowie jest najważniejsze i nie możemy tak ryzykować. I że wie, że mogę sobie pomyśleć, że skoro tyle razy się nie udało, to teraz też na pewno nie ustrzelimy szóstki, ale los bywa przekorny.

Jestem zła, zawiedziona, bezradna. Po raz kolejny los zakpił sobie z naszych planów. Wiem, że odpuszczony cykl to nie koniec świata, ale ja jestem już zmęczona ciągłym czekaniem. Myślałam, że mam to poukładane w głowie, że przywykłam do tych dłużących się starań i życia bez dziecka. Teraz wiem, że w ryzach trzymał mnie plan. Plan, który znowu trzeba zmodyfikować. Znowu musimy czekać, żyć w zawieszeniu. Gdybyśmy mogli starać się naturalnie byłoby zdecydowanie łatwiej. Żylibyśmy nadzieją, jak co miesiąc. A teraz jest pustka i czekanie, które już tak bardzo mi się znudziło.

Wczoraj pewna bliska memu sercu staraczka podesłała mi taką grafikę. Muszę to tu mieć.

Screenshot-20240618-205407-Instagram.jpg

Życzę sobie siły, bo ja naprawdę wierzę, że w końcu nadejdzie nasz czas.

Spokojnych i wesołych Świąt!

Korzystając z okazji, że mam chwilę, zrzucę mały kamyczek z serca. Nie mały. Święta dla Nas, Staraczek to jest jednak wyzwanie. Bardzo się starałam, aby było miło i spokojnie, rodzinnie i w ogóle. Bez ciśnienia. A wiadomo, im większe ciśnienie na brak ciśnienie tym więcej rzeczy może pójść nie tak. Ale po kolei.
W czwartek byliśmy u przyjaciół i to był super wieczór. Jedna rysa - mój Mąż powiedział, że może za rok spędzimy Święta we trójkę. A ja? Wyszłam do łazienki i się popłakałam. Bo ja nie wiem ... momentami tego nie widzę. Piątek po tym czwartkowym wyluzowaniu upłynął domowo, przedświątecznie, bez myślenia, rozkminiania, świrowania na forach, w aplikacji itd. Wieczorem upojny seks, taki bez ciśnienia, jak powinno być ;)
No i wczoraj. Wigilia. Wstaję z listą rzeczy do zrobienia: zakupy, gotowanie na 6.5 h, ogarnięcie mieszkania, wszystko wyliczone co do minuty. Przypominam, że jesteśmy zdecydowani na styczniowe ivf. ale myślę, a co tam, zrobię sobie test owulacyjny.
Bordowa kreska. I się włączyło .. "o Jezu, ostatnia szansa, DZIŚ, KONIECZNIE, musimy jakoś znaleźć czas, teraz albo NIGDY" (a wiecie: gotowanie, rodzice, rodzina, nerówka, no klasyczne Święta). Ale myślę, nie powiem mu, bo znowu zrobię presję, która ewidentnie Nam nie służy. Kilka godzin przemilczałam, nakręciłam w głowie korbę.
Finalnie nie wytrzymałam i zrobiłam presję praktycznie tuż przed wyjazdem na Wigilie, nic z tego nie wyszło, więc umówiliśmy, się, że po kolacji. Mhm. Na kolacji siedziałam spięta, jak na szpilkach. Wróciliśmy do domu ok 23:00 i jak można się domyśleć znowu nic z tego nie wyszło, doszło tylko do kłótni, że presja, że to, że tamto. Ja nie wiem, to nie dla nas. Kochanie się na zawołanie, w nerwach (bo u mnie wyzwala się wówczas kaskada myśli), no nie potrafię. A kiedyś byłam temperamentną dziewczyną :/ Powiedziałam mase przykrych rzeczy. Pomyślałam jeszcze więcej przykrych rzeczy, że jakie to wszystko jest smutne i żałosne i jak ja nie dźwigam obecnie faktu, że mam owulację (prawdopodobnie) i powinnam wówczas zadbać o dobrą atmosferę z Mężem, to ja mam dźwignąć in vitro?! Tam to dopiero będzie presja i stres.
Wiem, że wczoraj był 13 dc (wieczorem miałam ból owu), 12 dc wieczorem podziałaliśmy i teoretycznie są szanse, ale jak na kogoś kto żyje tylko tym chyba można się było bardziej postarać? Powinniśmy nie wychodzić z łóżka, a tu taka porażka... Nie wiem, dla mnie to jest takie jakieś wręcz upokarzające.
Intymny to wpis, ale w końcu na tym forum jest tylko samo życie. Nawet seks nam już nie wychodzi :(

Dziś płaczę, prawie nie gadamy. Wróciło nakręcanie się wysokim estradiolem, że jak ja mam mieć stymulację jak on przecież w kosmos wystrzeli.
Zaraz jedziemy na obiad i jakoś chcę żeby już się te Święta skończyły.

A w głowie taki głosik cichutko prosi... Wiadomo o co.

Kiespsko się zaczął Nowy Rok mamy obie grypę typu B córka dodatkowo zapalenie ucha, nosa, gardła , brak apetytu. 3 stycznia strasznie mi wymiotywała nie chciała pić jeść była senna szybka decyzja szpital, spedziłysmy na SORze 8 h. Cieżko było o wkłucie wiec próbowali w każde miejsce wbijać w końcu udało sie w nogę dostała od razu lek i kroplówkę. Było mi cholernie cieżko ale nie pod względem psychicznym ale cieżkp mi było ogarnąc córkę bagaże i wiele innych rzeczy. Córka leżala mi na kolanach nie było mowy o jakimś łóżku kroplówka leciała bolało mnie wszystko a sama nie czułam się jeszcze zdrowa ale zaciskałam zęby. Niestety tylko 1 osoba mogła wejśc i mąż czekał na korytarzu przez ok 4 h a potem juz musiał iśc do pracy. Nie wiedziałam na czhm stoje czy my wyjdziemy jak dobrze, że wzielam ciuchy na przebranie , wode pałki kukurydziane bo ok 21 zrobiła się głodna. Ja przez te 8 h nie piłam ani nic nie jadłam :/ W końcu okazało się , że wychodzimy dzwonie do taty a tu zonk klucze od mojego samochodu są w mojej torebce czy może być jeszcze gorzej naszczęscie mąż to zauważył i przygotował klucze zapasowe tacie. Wypis mamy recepty mamy możemy jechać . Córka zasnęła w aucie, idę do apteki a gościu mówi że tylko 1 pozycje mi wyda (godz 23) bo nie ma leków , że musiałabym iść do lekarki aby zmieniła recepte a na SORZE multum ludzi wszyscy z workami albo gorączką nie ma mowy nie wróce tam tak sobie pomyślałam musze znaleźć inny sposób. Przyjeżdzamy do domu kładę córkę i szukam numeru telefonu do Nocnej opieki rozmawiałam z pielęgniarką która podala mi inną końcówkę telefonu aby rozmawiać bezpośrednio z lekarzem dzwonie więc na ten numer okazuje się , że dodzwoniłam się do prywatnej osoby masakra więc znowu telefon do pielęgniarki mają 2 numery. Jadę do apteki proszę gościa aby podał leki króre ma na stanie. Potem jade do lekarza godz 23.30 udało się kupić mpgę wracać do domu godz 24 od razu dałam lek mogę też w kpńcu zjeść i sie napić.
Gorączkę w końcu udało się zwalczyć u mnie i i córki. U mnie został kaszel największy w nocy a córka jeszcze ma katar spory ale też dużo śpi widać że pptrzebuje się zregenerować.
Pragnę już powrotu do zdrowia bo dom nie ogarnięty cele mpje wiszą narazie w głowie. Nie ma to jak być zdrowym wtedy wszystko można. Zostaniemy jeszcze w domu napewno przez tydzień potem znowu złobek i pytanie na jak długo ...


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 15:05

Zosis Pamiętnik starań Zosi 23 grudnia 2022, 08:02

13 dc, gdzieś około owulacji
Moja temperatura jakaś dziwna w tym cyklu, bo bardzo niska, niższa niż do tej pory. Chyba żadnego dnia nie dobiła do książkowych 36,6 st. 🤣 Aczkolwiek mierzę ją też o godzinę wcześniej niż do tej pory, więc może dlatego. Nie wnikam. Przyjmuję. Jest, jak jest. Czuję się dobrze. No, może jestem bardziej zmęczona, bo w te ostatnie mrozy budowa dała nam w kość, a i w pracy przed końcem roku, jak zwykle, nawał roboty. Dzisiaj też pracuję, bo Asystentce dałam urlop.

Aplikacji przestaję wierzyć totalnie. Wczoraj owu miałam wyznaczoną na 25.12, kiedy rano ją włączyłam - owu była ustawiona na dzisiaj, wpisałam temperaturę i jest na 27.12. 🤣 Piszę o tym, bo może któraś z Was też jest na etapie "wierzenia aplikacji". To jednak tylko aplikacja, jakiś algorytm. Obserwuję siebie i ufam sobie.

***
Świąt w tym roku nie czuję w ogóle. W mieszkaniu nie mam nawet postawionej choinki, ba, nawet jakiejś miniaturki choinki nie mam. Nie zdążyłam też posprzątać. Nic. Totalny bałagan przedświąteczny. Zamierzam to tylko trochę ogarnąć, jak wrócę dzisiaj z pracy. I tak dzisiaj wyjeżdżamy do moich Rodziców i wracamy dopiero w drugi dzień Świąt popołudniu. Dzisiaj muszę też jechać jeszcze po ostatnie prezenty. Zawsze miałam to ogarnięte już na początku grudnia. Ten rok jest jakiś dziwny, taki nieświąteczny.

Ja chcę tylko jeden prezent na te Święta. Jeden jedyny. Skoro owu jest w tym świątecznym czasie, to niech się stanie bożonarodzeniowy cud poczęcia.😇


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2022, 08:06

Hej Dziewczyny!

7tydz + 3dni
Bobo rośnie! Wczoraj tj. 22.12.2022, mieliśmy drugą wizytę u ginekologa. Widzielismy Cię Maluszku! Słyszeliśmy bicie Twojego serduszka! Aż się ciepło w środku robi gdy wiemy, że z Tobą wszystko dobrze! Kolejny raz zobaczymy Cię 17.01.2023! 🤍
Test pappa mamy wyznaczony na 27 i 31 stycznia, wiec w styczniu zobaczymy się dwa razy 🤗
Niestety od wczoraj jestem przeziebiona... We wtorek i środę byłam na inwentaryzacji, z której nie mogłam się wymigać i tam się zaraziłam. Na szczęście byłam w zespole kontrolującym i nie musiałam dźwigać, a gdy coś wymagało podniesienia, to prosiłam o pomoc. Wczoraj miałam być ostatni dzień , aczkolwiek ze względu na wizytę trochę ściemniłam i poszłam na urlop bezpłatny (bo cały urlop wykorzystałam). Najważniejsze zdrowie i Bobo!
Nie wiedziałam, że w ciąży odporność jest aż tak osłabiona. I jeszcze ten zakaz brania jakichkolwiek leków. Jedyne co mogę przyjmować to jakieś specjalne syropy i pasytlki dla kobiet w ciąży... Czuję się mega osłabiona i ciągle śpię... I to przed świętami...
Jeśli chodzi o update ciążowych dolegliwości to nic za bardzo się nie zmieniło. Mdli mnie delikatnie, jestem senna i jest mi zimno. Nie jest źle. Oby tak dalej 😅
Waga waha się przy około 52.3 kg, czyli moze z 0.7 - 0.8 kg przybrałam. Ja na brzuchu coś już widzę. Dobrze, że mam teraz wolne najprawdopodobniej do 9 stycznia to w pracy się tak szybko nie domyślą 😅 Najciężej jest ukrywać przed rodzicami, ponieważ z nimi mieszkamy... Wiadomo, oni mogą zauważyć różnice w wyglądzie, chociaż najbardziej martwiłam się, że zauważą objawy. Dobrze, że ich za bardzo nie mam, a jak coś się dzieje to sie ukrywam 😂
Termin porodu przez USG to 🤍 08.08.2023 🤍

Świątecznego cudu nie będzie.
To nieprawda, że grudzień to miesiąc cudów. Miesiąc jak każdy inny. Można zajść w ciążę ale też wcale nie trzeba. Tak samo jak w styczniu, maju czy w listopadzie inazdym innym miesiącu.
Niektórzy teraz dodają zdjęcia na Instagrama cudownych świątecznych bobasów a ja wrzucam kolejny negatywny test do pudełka... Bez zmian.
I tak właśnie rozpoczynam 5 rok starań.
Jak to brzmi.... Odwieczna walka z wiatrakami....
Jeszcze aby tylko wytrzymać jutrzejsze coroczne Skawa teściowej " i oby za rok było nas więcej". Zawsze walczę ze sobą, żeby się nie wybuchnąć płaczem. Chociaż mój powiedział, że pogada z nią żeby w tym roku sobie darowała ale czy to coś zmieni?

Niemniej jednak Wam życzę wesołych, pogodnych świąt.
Bądźcie szczęśliwi. ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2022, 20:01

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 22 maja 2023, 07:37

11+6

Zero objawów. WTF? Odgrzebalam pamiętnik z pierwszej ciąży i próbowałam wyczytać, czy miałam na tym etapie jakieś objawy... Wygląda na to, że nie miałam (?). Ani mdłości, ani wzdęcia, cycki też spokojne...

22dc
Za 2h muszę być w klinice na badaniu hormonów, transfer o 13, wcześniej dostaje telefon jak przebiegło rozmrożenie zarodka.
Cała jestem w nerwach, na dodatek źle spałam, mąż chrapał .....grrr.
Ale spokojnie, oddycham głęboko :) to już dziś!!!

W końcu w domu...jestem wywalona jak koń po westernie.. w sumie to sama nie wiem po co tu piszę, ale może potrzebuję po prostu gdzieś się pożalić? W świecie realnym większość chce, abym zapomniała,abym zapaliła znicz i szła dalej..oczywiście, że to najrozsądniejsze, bo nic mi już dziewczynek nie wróci, ale ja tak nie potrafię. Nie potrafię cieszyć się świętami. Nie dostrzegam już tej radości ze świecących lampek, ze śpiewania kolęd, udawania dla dzieci że był Mikołaj i zostawił prezenty, po prostu nie potrafię. Święta dla mnie to dzień jak codzień...jak urodziny, gdy się spotykam z rodziną..to już nie jest beztroski czas, na który wyczekiwałam cały rok. Narodziny małego nic nie zmieniły oprócz tego, że nie było życzeń o dziecku i było mniej łez. Teraz ten nasz mały cud śpi obok mnie, bo nie potrafiłam mu się dzisiaj oprzeć jaj patrzył na mnie tymi małymi ślepkami wyczekując, abym go wzięła na swoje łóżko..są swięta, to niech ma chłopak dodatkowy prezent :p uwielbiam patrzeć jak śpi i uśmiecha się zupełnie nieświadomie.. życie z nim jest zupełnie inne, ale nie wypełnił pustki w mym sercu...nie był w stanie wypełnić pustego miejsca przy stole.. plus dnia dzisiejszego taki, że po wieczerzy wigilijnej całą rodziną poszliśmy spacerkiem zapalić światełko dziewczynkom.
Ciężko mi na sercu, bardzo.. wiem, że to nie zmieni się nigdy, ale czy kiedykolwiek nauczę się z tą pustką normalnie żyć?

Coś się w poprzednim cyklu zadziało do końca nie wiem co bhcg 4 czyli coś w dobrym kierunku zaczeło się dziać, ale nie utrzymało się, nie przekreślam borowiny bo owulacja na pewno była i do bardziej wyraźna niż zwykle.

30dpt

Jest zarodek, bije ❤️. Z jednej strony myślę, że mamy dużo szczęścia, ale z drugiej fakt, że musimy działać z pomocą kliniki przypina mi, że wcale nie jest tak dobrze. I oczywiście nie wiemy też jaki będzie finał historii.
Na ten moment czuję się bardzo dobrze. Żadnych nudności, zgagi. Za to piersi urosły, ciągnie podbrzusze i czuje wilczy głód od razu po przebudzeniu. No i ze skupieniem ciężko a spać to mogłabym bez przerwy. Następna wizyta z USG za 2 tyg. Zobaczymy co dalej...


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia 2023, 19:07

Zosis Pamiętnik starań Zosi 4 stycznia 2023, 08:24

25 dc, 10-11 dpo
Od wczoraj mam jakiś dziwny, permanentny, ciągły skurcz lewej łydki. Złapał i nie puszcza. Myślę sobie: pewnie niedobór magnezu. Poszłam do apteki dzisiaj kupiłam MAGNE B6 czytam ulotkę i... "Jeśli pacjentka jest w ciąży lub karmi piersią, przypuszcza że może być w ciąży lub gdy planuje mieć dziecko, powinna poradzić się lekarza przed zastosowaniem tego leku." No i teraz głupia jestem... Czyli że magnez może zaszkodzić? No i nie wiem, czy wziąć ten magnez czy się wstrzymać, może samo przejdzie, tak jak samo przyszło...

Poza tym jestem spokojna. Jestem oazą spokoju w tym cyklu. Wiem, że będzie dobrze!

Sheelie Moje życie 3 stycznia 2023, 22:02

Na dobranoc napisze ☺️
Iż dzisiaj jest ostatni dzień w którym brałam luteine .. teraz czekać na miesiączkę a w 5 dc wkraczają do akcji tabeltako clostilbegyt.. wierzę i mam dużą nadzieję co do tych tabletek . Trzymam kciuki za was, bo bardzo się staracie , robicie co w swojej mocy 💪 by mieć fasolkę w brzuchu..I Trzymam kciuki🤞🤞 za mnie i męża abyśmy w tym roku szczęśliwie rodzicami zostali 🤞🤞🤞💪

19cs 10dc

To była piękna wigilia. Po co jednak weszłam później na media społecznościowe?
Tablica jest zapełniona zdjęciami z sesji rodzinnych. Moja koleżanka, która brała ślub 3 miesiące po nas i którą regularnie obserwuję, chyba jest w ciąży.
To złamało mi serce.

My kolejne święta spędzamy bez dziecka.
Łatwiej byłoby moim rodzicom kupić prezenty wnukom niż nam. Moja kuzynka ma córeczkę, wpadły na chwilę i od razu dom ożył. Fajnie podarować coś takiemu maluchowi i widzieć, jak się z tego cieszy. Dzieci nadają magii świętom. Zawsze, kiedy myślałam o nas w przyszłości, wyobrażałam sobie dom pełen dzieci, wspólne ubieranie choinki, pieczenie pierniczków. Chciałabym, aby nasze dzieci miały miłe wspomnienia związane ze świętami, żeby pamiętały z domu zapach ciasta i zastanawiały się, skąd wzięły się prezenty pod choinką. To byłoby piękne. Szkoda, że nie jest nam dane.

Święta to rodzinny czas, a przez to jeszcze bardziej odczuwa się, że kogoś brakuje w naszym gronie.

Chciałabym, żeby moi dziadkowie mieli szansę poznać nasze dzieci. Gdyby wszystko poszło łatwiej, już dziś mogliby cieszyć się z prawnuków. A oni myślą pewnie, że my jeszcze nie chcemy, że dzieci nam jeszcze nie w głowie...

Jak tylko zostałam sama z mężem, wszystkie emocje ze mnie zeszły. Zaciągałam się płaczem. On powtarza, że musimy być silni, że to już niedługo... A dla mnie to jest tak bardzo nierealne.

Zosis Pamiętnik starań Zosi 27 grudnia 2022, 08:41

17 dc, 1-2 dpo
Jakoś nie jestem usatysfakcjonowana naszymi staraniami w tym cyklu. Coś tam podziałaliśmy ❤️, ale jakoś tak wydaje mi się mało. Wiem, wiem... Wystarczy jeden wytrwały żołnierz. Święta u Rodziców jednak nie sprzyjały amorom, a jak wróciliśmy wczoraj to Mąż nie chciał. Zabolało, ale cóż... Przecież nic na siłę... Będzie, co ma być. Gdyby się udało to naprawdę byłby bożonarodzeniowy cud.

***
Po raz kolejny stwierdzam, że mam cudownych Rodziców! Wiem, że czekają na wnuki tak, jak my czekamy na Maleństwo. Jednak przy życzeniach nie zająknęli się o tym nawet słowem. Z kolei dalsza rodzina/znajomi - a i owszem. Czy zabolało? Tym razem nie. To jest po prostu fakt - nie mamy dzieci. A czy i kiedy będziemy mieli to już nie tak do końca od nas zależy...

***
W drugi dzień Świąt byliśmy u znajomych. Mają trójkę dzieciaków, z czego najstarszy jest "mój". Nie jest moim chrześniakiem, ale zawsze był ulubieńcem cioci, odkąd się pojawił na świecie. Kocham tego dzieciaka (tfu, jakiego dzieciaka? nastolatka już! toż On mnie wczoraj normalnie podnosił... 😯) jak swojego. Kiedyś usłyszałam (już nie pamiętam od kogo), że jak się kocha cudze dzieci, to będzie problem ze swoimi. No i masz...

celina550 Celinowy notes 🤰 1 listopada 2022, 20:01

Przygotowanie do procedury 👰 🤵

badania do zrobienia 👰:
☑️ APTT
☑️ poziom glukozy
☑️ przeciwciała anty-HBc
☑️ wymaz z kanału szyjki macicy w kierunku infekcji urogenitalnych metodą PCR
☑️ przeciwciała anty-HCV
☑️ sód
☑️ potas
☑️ VDRL (WR)
☑️ przeciwciała przeciwko cytomegalii w klasie IgG i IgM
☑️ morfologia krwi
☑️grupa krwi
☑️ przeciwciała anty-HIV 1,2
☑️ przeciwciała przeciwko różyczce w klasie IgG i IgM
☑️ antygen HBs
☑️ przeciwciała przeciwko toxoplazmozie w klasie IgG i IgM
☑️ ocena stopnia czystości pochwy

badania do zrobienia 🤵:
☑️ grupa krwi
☑️ przeciwciała anty-HBc
☑️ przeciwciała przeciwko cytomegalii w klasie IgG i IgM
☑️ przeciwciała anty-HIV 1,2
☑️ przeciwciała anty-HCV
☑️ antygen HBs
☑️ VDRL (WR)
☑️ wymaz z cewki moczowej w kierunku chlamydii metodą PCR
☑️ MSOME
☑️ badanie rozszerzone nasienia
☑️ SCD


leki i suplementy:
M 👰
⏺️ inozytol – mio + d-chiro
⏺️ DHA (w tym DHA 500 + EPA – 250)
⏺️ witamina E - 400IU
⏺️ B-complex (w tym 400 kwasu foliowego)
⏺️ lecytyna słonecznikowa (w tym cholina 360)
⏺️ astaksantyna – 2 x 4
⏺️ TMG – 2 x 500
⏺️ cynk – 1 x 15
⏺️ probiotyk – Sanprobi IBS
⏺️ NAC – 2 x 600
⏺️ melatonina – 1
⏺️ witamina C – 2 x 500
⏺️ resweratrol – 0,85
⏺️ żurawina

⏺️ żelazo – Feroplex
⏺️ metformina – Gluckophage XR500
⏺️ witamina D – 1000IU
⏺️ białko – 80-100g dziennie

M 🤵
⏺️ selen - 200
⏺️ B Complex ((w tym 400 kwasu foliowego)
⏺️ cynk - 3 x 15
⏺️ L-karnityna - 2 x 500
⏺️ astaksantyna - 2 x 4mg
⏺️ witamina E - 400IU
⏺️ DHA (w tym DHA 500 + EPA – 250)
⏺️ NAC - 1 x 600
⏺️Q10 - 1 x 100

⏺️ witamina D - 1000IU
⏺️ metformina – Gluckophage XR1000
⏺️ lipiforma – monokalina K 10


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2022, 21:35

2022/2023
Podsumowanie roku.
Ja pierdziu.. co to był za rok.. nie do opisania.. Szymonowi w święta do zapalenia ucha i jelitowki doszło zapalenie oskrzeli. Mam wrażenie że to wszystko to jakiś żart..dziś na kontroli u lary żadnych pomyślnych wieści: zabieg drenażu uszu będzie chyba nas czekał.. żłobek oddala się jeszcze mocniej..
Co najlepsze w poniedziałek po prawie 2 latach wracam do pracy. To dopiero będzie hardcore. Mąż, pełen obaw ląduje na tacierzynskim.. współczuję mu serdecznie..
Ten rok zleciał najszybciej w moim życiu. Był równocześnie najbardziej łzawy..najbardziej ekstremalny.. pokazał mi, że granice wytrzymałości fizycznej i psychicznej leżą znacznie dalej niż myślałam. Moja najważniejsza lekcja: nie planuj i nie oczekuj od życia niczego. Nie masz na nic wpływu. Zaakceptuj to co jest dookoła Ciebie. Musisz być silniejsza każdego dnia.
Czego życzę sobie w 2023: żeby ten rok był choć trochę lepszy niż ubiegły.. i zdrowia.. zdrowia przede wszystkim.

Emka06 Nasza historia 5 stycznia 2023, 19:32

Już jakiś czas temu chciałam zacząć pisać pamiętnik, aby dać upust tym wszystkim trudnym emocjom. Doszłam do takiego etapu, że naprawdę tego potrzebuję. Nie chcę smęcić dziewczynom na wątkach, więc zaczynam przelewać moje emocje tutaj.

A więc od początku...
W tym roku skończę 26 lat. O założeniu rodziny marzyłam od zawsze. Zawsze też obawiałam się przedłużających się starań. Bałam się, że jak nie wyjdzie od razu to strasznie się zafiksuję, a często słyszałam opinię, że im mocniej chcesz, tym bardziej nie wychodzi.

W 2021 roku wyszłam za mąż za wspaniałego mężczyznę. Mój mąż jeszcze przed ślubem wspominał, że chciałby od razu po ślubie zacząć starania o dziecko. Ja jednak nie czułam się na to gotowa i po rozmowach na ten temat wspólnie stwierdziliśmy, że to jeszcze nie czas, że chcemy nacieszyć się sobą. Minęło trochę czasu, a ja coraz silniej zaczęłam odczuwać coś w rodzaju instynktu macierzyńskiego. W kwietniu wybrałam się na wizytę do ginekologa, wspomniałam o planach powiększenia rodziny, wszystko było super. Pani doktor przepisała mi Euthyrox25, bo moje TSH było lekko do zbicia. Starania planowaliśmy rozpocząć w wakacje, ale skoro nic nie stało na przeszkodzie to zdecydowaliśmy się wówczas podjąć pierwszą próbę spłodzenia potomka. Jak teraz sobie przypomnę tamte emocje, pewność, że się udało i wszystkie książkowe objawy ciąży.. o ja naiwna 😅 Pierwszy nieudany cykl zabolał, ale przecież tylko szczęściarzom udaje się w pierwszym cyklu. W kolejnym cyklu się zabezpieczaliśmy, bo bałam się lecieć na wakacje będąc we wczesnej ciąży. No cóż, zajście w ciąże wydawało mi się wtedy nieco prostsze. Potem wakacje, sprzyjająca staraniom luźna głowa, a potem znowu zderzenie z rzeczywistością. Trzy pierwsze cykle przeżyłam najgorzej, w każdym z nich doszukiwałam się objawów ciąży i wmawiałam sobie, że coś musi z nami być nie tak skoro nie wychodzi. Teraz mam w sobie większy luz, ale chyba też mniej nadziei. Pół roku temu myśląc o staraniach, które mogłyby potrwać 8-9 miesięcy czułam przerażenie, wydawało mi się, że tego nie wytrzymam psychicznie. A teraz mam wrażenie, że przywykłam do tej sytuacji. Powoli zbliżamy się do tej magicznej granicy 1 roku i coraz częściej brakuje mi wiary. Wiem, że wiele dziewczyn stara się o wiele dłużej i jestem pełna podziwu dla ich determinacji, ale ciężkie są dla mnie te wszystkie emocje i musiałam się trochę wyżalić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2023, 19:35

19cs 23dc

Nareszcie piątek! 😍 Jak długo na niego czekałam. Ten tydzień był wyjątkowo ciężki - zarówno w pracy dużo się działo, jak i trzeba było ogarnąć dom po wyjazdach. Pranie, sprzątanie, gotowanie. Jeszcze prasowanie mi zostało, ale do tego nigdy nie mogę się zabrać.

Czasem wezmę na siebie naprawdę dużo, po pracy mam jeszcze dodatkowe zlecenia, a koło 20 zaczynam gotować na następny dzień i padam do łóżka o 23. To trochę taka moja metoda, aby wypełnić ten czas i za dużo nie myśleć o staraniach. Nie umiem siąść na tyłku, skoro mogę zarobić jeszcze jakiś grosz, a mąż nadal jest w pracy.

Ale wiecie, to nie tak miało wyglądać..

Może jestem teraz więźniem swoich marzeń, niezrealizowanych planów? Nie chcę się dalej rozwijać, bo nie takie były moje wyobrażenia? Chciałam dbać o rodzinę, męża. On tak ciężko pracuje, robi to wszystko po to, abyśmy mieli kiedyś naprawdę fajne życie. Moim celem nigdy nie było robienie kariery, późne macierzyństwo, szybki powrót do formy i pracy. Awanse, spotkania, pięcie się po szczeblach kariery.. Widzenie się z mężem tylko wieczorami, gadanie o pracy.. To nie moja bajka. Chciałabym, aby z naszej miłości pojawiło się nowe życie. Może dwa, może trzy.. Żeby były podobne do taty, miały tak samo silny charakter i dobre serduszko. Żeby pokazywać im świat, być dla nich. I kiedyś znowu zacząć pracować, raczej na swoim, dla nas, nie dla kogoś.

Ale to wszystko nadal się nie spełniło i czuję, że żyję w zawieszeniu. Praca nie sprawia mi przyjemności, bo już dawno miało mnie w niej nie być. Planuję co prawda przejście do innej firmy (od roku mam to już w zamiarze), ale tylko z powodu lepszej pensji. I to nie jest tak, że ja się ograniczam "bo może będę w ciąży" i nie przedłużą mi umowy. Nie o to chodzi. Ja po prostu tego nie chcę.

W ostatnim filmie Akademii Płodności dziewczyny mówiły o tym, że wiele kobiet odkłada na później swoje hobby i plany, bo "jak będę w ciąży to wtedy na pewno to zrobię". Podobno tak nie jest, z dzieckiem tym bardziej brakuje czasu na wszystko inne.

Wierzę, że tak jest. Tylko mam wrażenie, że wszystko realizuję, wróciłam do dawnych hobby, jeżdżę na fajne wakacje, odwiedzam przyjaciółki, gotuję, staram się uprawiać sport.. Mam to wszystko. Ale nic nie zastąpi tej pustki, jaką jest brak dziecka.

I tak pozytywnie zazdroszczę tym, które są w ciąży, że mają możliwość nosić w sobie cud, że kładą się spać i wstają nie same, ale z małym kropkiem pod sercem.
Przypominam sobie, kiedy w listopadzie wróciłam do domu wieczorem i zrobiłam test. I choć pełna obaw, że znowu może się nie udać, bo kreska była blada, zasypiałam z takim ciepłem w sercu, takim spokojem, którego nie jestem w stanie opisać słowami. Byłam tak wdzięczna, lekka, ehh, spełnienie marzeń. Niestety nie było mi dane długo się pocieszyć.

Jak wyciszyć ten instynkt macierzyński? Faceci nie piszą pamiętników. Na forach chyba się też mniej udzielają. Oni potrafią jakoś sobie z tym poradzić. A ja czuję, jakby ta potrzeba była tak silna, że przysłania mi wszystko. I z każdą kolejną miesiączką wydaje mi się, że to nigdy się nie skończy.

230a7eb237a4.jpg

To porcja leków na dziś. I pierwszy zastrzyk. Będę angażować męża. Przeraża mnie trochę ten pęcherzyk powietrza (gdzie to ma się zmieścić w moim brzuchu?), ale chyba trzeba wstrzykiwać z. Jutro dojdzie jeszcze tabletka progesteronu. Oczywiście pojawia się mnóstwo pytań, czy na pewno była owulacja, czy się wstrzeliliśmy, czy nie będę brała tego na darmo. Tego nie wiem.. Okres za około 9 dni.

26 dc

Jeszcze się nie zaczęło, a ja już się stresuję. Plus PMS. Ciężko mi znaleźć sobie miejsce. W głowie mam natłok myśli i możliwych "scenariuszy". Plan A, plan B, plan C, jakbym wogóle COKOLWIEK mogła teraz zaplanować. Jasne, trzeba działać, ale to moje "co ja zrobię jeśli" i wyobrażanie się różnych opcji bardzo mnie męczy.
Mój Mąż jest na szczęście moim przeciwieństwem pod tym względem, co ma oczywiście dobre i złe strony. Ja jestem naszym codziennym managerem i ogarniaczem życia, on mnie czasem przyhamowuje i studzi. Czasem sprowadza na ziemię. Jak ogień i woda trochę.
No i teraz ten ogień zaczyna baaardzo płonąć. Rano wstaję i czuję rozdygotanie. Zmusiłam się do jogi, najpierw ciężko, ale po 15 minut jogowego flow i oddychania jakoś udało się wyciszyć. Na jakąś godzinę.
Odstawiam od jutra całkowiecie kawę, niepotrzebne mi kofeinowe pobudzenie. Teraz to melisa.

Mam za sobą wiele trudnych i ważnych egzanimów. Kiedyś też biegałam bardziej na poważnie (amatorsko ale już tak z planem i chęcią na określony rezultat). W pracy też zdarzyło mi się kilka długich, ciężkich projektów. I tak sobie myślę, że do procedury trzeba podejść trochę tak jak do tych powyższych rzeczy. Etapowo. Dobrze się przygotować, ale nie myśleć na raz o wszystkim i o końcu, bo wtedy to jest maksymalnie stresujące i przytłaczające. Z bieganiem jest tak: najpierw jest plan treningów, trzeba sumiennie wykonywać określoną ilość tygodni, robić nudne wybiegania i męczące interwały, potem trzeba przed startem zaplanować żywienie kilka dni przed - nic tłustego, ładowanie węglowodanami itd. I samo przebiegnięcie dystansu: dzieliłam sobie w głowie taki bieg zawsze na etatpy - pierwszy 1 km rozgrzewka i teścik jakie mam samopoczucie, do 5k jest luzik, potem byle dotrwać do 10km - sprawdzam czas i jestem już w połowie. Potem do 15 km i ewentualna modyfikacja tempa, bo od 15 km na ostatnich odcinków zaczyna się rzeźnia. Ostatni 1km zdarzyło mi się przejść. Ale nigdy nie zeszłam z trasy. Nawet jak złapała mnie raz biegunka i 20 min przesiedziałam w toi toi to skończyłam bieg.
Podobnie muszę podejść do procedury:
1) Dostać okres i przyjąć pierwszy zastrzyk i niczego nie zwalić;
2) Pierwszy monitoring 6dc;
3) Dotrwać do punkcji;
4) Punkcja;
5) Czekanie na info;
6) ....?

Tyle na razie. Za wszelką cenę chcę powstrzymać natrętne myśli "a co jeśli".

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)