Okres.. 1dc.. poki go nie ma zawsze jakaś nadzieja się tli.. głowa Staraczki.. znowu weszłam w to za daleko.. za drugim razem miał być luz ba! Wpadka! Bo przecież duzo dziewczyn zachodzi niespodziewanie za drugim razem.. nie ma ani wpadki ani luzu.. jest mi od tygodnia niedobrze- głupia głowa objawy już widziała.. i po co? Trzeba plan na kolejny cykl wymyślić.. albo dać sobie oddech przed lutowa wizyta w klinice.. z drugiej strony mam lamette wiec jeszcze jeden cykl moznaby było zrobić.. czekam jeSzczs na zalecenia Docenta P. Moze tutaj jest znowu pies pogrzebany… dzis wieczorem wino na smutki i trzeba iść dalej.. dobrze ze mam swój Skarb i jak tylko się obudzi to wytule Go najmocniej..
Postam się tu wrzucić wyniki moich badań , które zrobili mi w szpitalu .
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2022, 09:13
7.01.2023
Kontaktowałam się wczoraj z dr P, w związku z morfologia po accofilu.
Odpisal, żeby wziąć jeszcze jedna ampulke ale zmienić dawkę na 1/3 amp ale co 4dni i potem koniec. Będzie to mniejwiecej 7+6.
Trochę się boję, bo wszędzie czytam, że dziewczynt biorą do 10-12 tyg. I też podobnie miałam oryginalnie w zaleceniach (że do 10/11tyg).
Ale doktor odpisał, że skoro znów udało się naturalne to nie ma potrzeby brania dłużej accofilu (mam kir Bx ibrakuje mi tylko 3 KIRow).
Zobaczymy.
Tymczasem muszę zrobić posiew moczu i dziś mnie luxmed oszukał bo dziś nie przyjmowali materiału na to badanie ze względu na długi weekend, dopiero w poniedziałek. Ech, będę musiała jechać jeszcze raz.
Na dodatek moje dziecię ostatnio dokazuje i nie może dogadać się z Tata w związku z czym w domu jeden wielki szał
I wszystkich trzeba godzić. A ja miałam przypominam, nie stresować się, tak ? 😉
Z objawow wciąż podobnie: senność, zawroty głowy, zmęczenie, zatykanie uszu, wzdęcia, lekkie mdłości od czasu do czasu + ostatnio jeśli nie zjem o odpowiedniej porze to głód wilczy prawie do omdlenia, albo moje ulubione zjadłabym jestem lekko głodna ale jak zjem to mnie mdli 😆
Kropku walcz 💪 i zostań proszę z Nami na zawsze 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2023, 20:31
Minął tydzień jak zachorowałam na gryoę . Czuje sie bardzo słabo co troche coś leci mi z rąk 
Córka lepiej dostała antybiotyk ale brak apetytu
Pragnę marzę byc tylko a może aż zdrowym człowiekiem dla córki tego samego pragnę.
Zaczęłam tez dzisiaj tęsknić za ciepłem na zewnątrz.
To niesamowitę kobiety mają po 2 / 3 dzieci a ja nie pitrafie 1 ogarnąć totalnie przytłacza mnie ostatnio macierzyństwo kwestia chorób kwestia odżywiania.
Juz sama nie mam pomysłow co dac dziecku do jedzenia strasznie monotonne to jedzenie i drogie. Ceny jedzenia mnie przytlaczają zreeztą wszystkiego bo ceny są jakieś z kosmosu wydalam na leki chyba z 300 zl ostatnio 
"Pamiętnik z brzucha"
Ale jestem padnięty! Gdybym wiedział, że ten wyścig tak mnie wykończy, to pewnie w ogóle bym nie startował. Jednak rozpędziłem się, no i proszę – wygrałem! Podobno w tej konkurencji zwycięzca bierze wszystko. Taka plotka poszła wśród kolegów plemników. Szczerze mówiąc, na razie jestem trochę rozczarowany: nic się nie dzieje! Rozsiadłem się więc wygodnie i czekam.
1. miesiąc
Spotkanie z komórką
Było tak: tata przez całe popołudnie stał przy kuchni i pichcił. Chińszczyzna to jego danie popisowe. Mama zapaliła świece, żeby zrobić nastrój. Wypili trochę wina. Potem puścili sobie fajną muzyczkę. A później to już niestety nie wiem, co było, bo musiałem walczyć o „swój kawałek podłogi”. Zrobiło się strasznie ciasno. Co sekundę dokwaterowywali nam trzy tysiące nowych plemników. Normalnie nie było czym oddychać! Na dodatek każdy się wiercił. To się musiało źle skończyć. W pewnym momencie atmosfera stała się tak gorąca, że nie mogliśmy już tego wytrzymać. Nie pamiętam, kto krzyknął „naprzód!”. Nagle wszyscy wystrzeliliśmy jak z procy z zawrotną prędkością. Pierwsze chwile to była dosłownie walka na śmierć i życie. Musiałem pokonać prawie półmetrowe, zwinięte nasieniowody. Potem jeszcze cewka moczowa, a dalej... Kochani, dalej to był już inny świat. Pochwa, macica i w końcu jajowody. Lecieliśmy wszyscy na złamanie karku. Choć może to złe określenie, bo właściwie trzeba było piąć się w górę.
Peleton przyśpieszył. Najsłabsi nie wytrzymywali tempa. Na ostatniej prostej z 400 milionów zostało nas już tylko kilka tysięcy, a i tak większość była wyczerpana. I właśnie wtedy ją ujrzałem: gigantyczną kulę o średnicy 0,2 milimetra. Komórka jajowa. Piękna. Nie miałem wątpliwości – przede mną meta. Nie było łatwo się do niej dostać. Resztką sił odpaliłem swoją enzymatyczną piłę łańcuchową, rozciąłem otoczkę i wcisnąłem się do środka. Ha! Wszyscy próbowali, a udało się tylko mnie. Drugiego miejsca nie przyznano. Po drodze zgubiłem gdzieś ogonek, ale co tam. Coś mi mówi, że warto...
2. miesiąc
Jak samotna rybka
Narzekałem, że nic się nie dzieje? Przeciwnie, dzieje się aż za dużo. Przede wszystkim nie jestem już przystojnym plemniczkiem. Przypominam galaretkę. Chociaż nie, chyba raczej kijankę. Albo rybkę. Tak. Wyglądam jak mała rybka. Dzisiaj, bo jutro mogę przypominać coś całkiem innego. Wszystko zmienia się z sekundy na sekundę. Rosnę jak na drożdżach. Wyrosły mi ramionka i nóżki z takimi śmiesznymi paluszkami. Po bokach głowy mam dwie ciemne plamki i dwie niewielkie dziurki. Myślę, że to będą po prostu oczy i uszy.
Nie chwaląc się, mam też kilka osiągnięć. Otóż, udało mi się odczepić od ściany macicy i znowu mogę się poruszać. Wprawdzie nie tak szybko jak we wczesnej młodości, ale i tak jest nieźle. Próbuję też otwierać buzię (choć na razie nie mogę powiedzieć, że jestem w tym mistrzem).
Za to wczoraj dokonałem wiekopomnego odkrycia: mam już serduszko! Malutkie jak ziarenko maku, ale pulsuje jak oszalałe. Prawdziwa rewolucja dzieje się w środku mojego ciała. Skórka jest cienka jak pergamin, więc wszystko widać jak na dłoni. Mam już kręgosłup i żebra grubości włosa. Rosną płuca, wątroba, nerki, mózg. Wszystko naraz. Przyznam się wam, że to strasznie męczące. Najgorsze jest to, że odwalam tu taką robotę i nie mogę liczyć na niczyją pomoc. Zresztą, wcale nie jestem pewien, czy ktoś w ogóle wie o moim istnieniu. Halo! Jestem tu!
3. miesiąc
Ujawniam się
Mama już wie. Postarałem się o to. Jakich metod użyłem? Wykorzystałem cały wachlarz możliwości: mdłości, huśtawkę nastrojów, senność, wrażliwość na zapachy, obrzmienie piersi, zachcianki, trądzik... W końcu cel uświęca środki, prawda? OK, może rzeczywiście trochę przesadziłem, ale trzeba było dziewczynę przywołać do porządku. W końcu będzie moją matką. Musi o siebie zadbać.
Moja strategia, choć kontrowersyjna, już przyniosła pierwsze efekty. Mama rzuciła palenie i zaczęła więcej odpoczywać. Przestała też wysiadywać po nocach przed komputerem. Ulżyło mi. Godzinami byłem ściśnięty jak sardynka. Na dodatek te okropne dżinsy. Nie znoszę ich!
Co z tego, że mama rozepnie jeden guzik? Kobieto! Ja mam już prawie sześć centymetrów i potrzebuję przestrzeni. W końcu zaczynam przypominać człowieka. Mam wszystko, co trzeba. Nawet powieki i paznokcie. Tylko głowa ciągle jest jakaś nieproporcjonalnie duża. Za to twarz – poezja. Wyraźna szczęka, podbródek i całkiem fajna górna warga. Nosa jeszcze nie ma, ale są już dziurki. Podsumowując: niezły ze mnie przystojniak.
Mama jeszcze o tym nie wie, ale wam już mogę zdradzić tę tajemnicę: jestem chłopcem. Właśnie wyrosły mi jądra i malutki penis (co jak co, ale ten to na pewno jeszcze urośnie). Spodziewałem się tego. Z moją wybujałą ambicją i wielkimi wymaganiami chyba nie nadawałbym się na dziewczynkę.
4. miesiąc
Ćwiczę i robię się mądrzejszy
Powoli oswajam się z sytuacją. Nie mogę narzekać. Mam tu ciepło i cicho. Miejsca sporo, więc spaceruję, ile mogę. Jedyny minus to niewiele atrakcji. Z nudów zacząłem ssać palec. Drobiazg, a cieszy. Od czasu do czasu łyknę sobie też trochę tego płynu, w którym pływam. Słodki. Nie jest to może pitna czekolada, ale i tak smaczny. A więc piję, siusiam... i tak to się kręci.
Cały pokryłem się śmiesznym meszkiem. Mam już brwi i pierwsze cienkie włoski na głowie. A jak za długo kopię, to zaczynam się pocić. Dziwna sprawa, co nie? Przerzucam się wtedy na spokojne ćwiczenia oddechowe. Człowiek nigdy nie wie, co może mu się kiedyś w życiu przydać. A propos ćwiczeń. Nauczyłem się już wydymać policzki i marszczyć czoło. Szkoda, że nie mogę spojrzeć w lustro. Czuję, że w robieniu min jestem absolutnie bezkonkurencyjny – mam taki śmieszny zadarty nosek.
Martwi mnie tylko, że staję się coraz bardziej wrażliwy. Wystarczy najlżejsze muśnięcie pępowiny, a już cały staję na baczność. Takie przygody zakłócają mi drzemkę, a dopiero co odkryłem jej uroki. Domyślam się, skąd ta nadwrażliwość. Co minutę w mózgu tworzy mi się aż 250 tysięcy nowych komórek nerwowych. Coraz wyraźniej dociera do mnie, jak bardzo jestem unikalny. Jedyny na świecie. Mam już nawet linie papilarne. Tylko czy komuś w ogóle potrzebne są moje odciski palców?
5. miesiąc
Potrzebuję czułościW końcu udało mi się nawiązać kontakt z mamą! Hurra! Już powoli zaczynałem wątpić, że to w ogóle możliwe. Kopałem, kopałem i nic. A któregoś dnia źle wyliczyłem zakręt i z całym impetem moich 30 dekagramów uderzyłem w ścianę macicy. Mama aż podskoczyła. Poklepała delikatnie w to miejsce. Odpuknąłem jej. A wtedy ona się rozpłakała. Kompletnie mnie zamurowało. Ach, te kobiety... Od tego momentu coś się jednak między nami zmieniło. Nareszcie zaczęła do mnie mówić. Nazywa mnie Robaczkiem albo Groszkiem. I często mnie głaszcze. A ja to po prostu uwielbiam!
Coraz lepiej się z mamą poznajemy. Najbardziej lubię, jak idzie na spacer. Tak mnie fajnie kołysze, że natychmiast zapadam w drzemkę. Fakt, nie zgrywamy się jeszcze zbyt dobrze. Kiedy ona czuwa, ja śpię. A kiedy się kładzie, ja się budzę i zaczynam dokazywać. Fikam koziołki i nasłuchuję.
Do tej pory słyszałem tylko same bulgotania z brzucha mamy. Teraz stopniowo zaczyna do mnie docierać coraz więcej dźwięków. Najmilszy jest głos mamy. Taki śpiewny i dźwięczny. Słów wprawdzie jeszcze nie rozumiem, ale potrafię już wyczuć, kiedy mówi do mnie, a kiedy do taty. Nie znoszę, jak się z nim kłóci. Oboje wtedy strasznie krzyczą, a hałas to dla mnie męka. Najchętniej gdzieś bym się schował, ale gdzie? Kulę się tylko w sobie i czekam, aż im przejdzie. Na szczęście zawsze się potem godzą. A jak się przytulają, to robi mi się tak błogo, jak w niebie. Wczoraj byliśmy wszyscy u bardzo miłego pana doktora. Coś mi się zdaje, że próbowali mnie podejrzeć.
6. miesiąc
Mieliśmy wypadek
Nie spodziewałem się takich przeżyć. Jakiś czas temu zacząłem obrastać w tłuszczyk. Ważyłem już prawie kilogram. Nauczyłem się robić nóżkami rowerek i pociągać za pępowinę. Czułem się pewnie i to chyba uśpiło moją czujność...
Mama wymyśliła malowanie pokoju „dla dzidziusia”. To się chyba nazywa syndrom wicia gniazda, czy jakoś tak. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pozwoliła się wykazać tacie. Ale ona osobiście musiała sprawdzić, czy wszystkie rogi są dobrze pomalowane. Weszła na drabinę, poślizgnęła się i spadła. A ja z nią. Nieźle mną huknęło. Na moment mnie zamroczyło. Potem zacząłem czuć się dziwnie. Było mi zimno i nie mogłem się poruszać.
Tata natychmiast zawiózł nas do szpitala. Po drodze złamał chyba wszystkie przepisy. Szkoda mi ich było. Mało nie oszaleli z rozpaczy. Na szczęście w porę trafiliśmy w fachowe ręce. Uff... Wszystko dobrze się skończyło. Teraz mama musi się oszczędzać. Chyba się nieźle przestraszyła, bo ciągle leżymy sobie na sofie i gadamy przez telefon. To znaczy ona gada, ja słucham. Tylko dzisiaj zrelacjonowała naszą przygodę dwanaście razy. Ostatecznie wolę jednak to niż sporty ekstremalne. I tak mam dużo roboty. Aha! Z nowości: już dwa razy dostałem czkawki.
7. miesiąc
Widziałem... światło
W końcu udało mi się otworzyć oczy. Wprawdzie widoki wokół mizerne (a na dodatek półmrok), ale mruganie bardzo mi się podoba. Przy okazji okazało się, że mam całkiem fajne rzęsy. Od czasu do czasu razi mnie silne światło.
Pewnie jest już lato, a mama zadowolona paraduje z brzuchem na wierzchu. Biedactwo, musi dźwigać niezłą „piłkę”. Obliczyłem, że ważę około 1300 gramów. Od czubka głowy do stóp mierzę mniej więcej 40 centymetrów. Trudno wyliczyć dokładnie, bo niestety nie mogę się wyprostować. O fikaniu koziołków muszę zapomnieć. Jedyny sport, jaki uprawiam w tej chwili, to przeciąganie się. Też przyjemne.
A propos przyjemności. Uwielbiamy sobie z mamą dogadzać. Na szczęście przeszła jej już ochota na zdrową żywność. Te pestycydy z nowalijek były obrzydliwe! Teraz jemy w miarę normalnie, choć ciągle nie możemy się zgodzić w sprawie przypraw. Ja lubię łagodnie, a mama pikantnie. Dobrze przynajmniej, że porzuciła fast foody i alkohol. Po lampce wina kręciło mi się w głowie, czułem się jak na karuzeli.
Lubię ciepłą kąpiel i fajną muzykę. Nie, nie poważną. Mama też próbowała mnie namówić na Bacha i Mozarta. Nie wiedziałem, co jest grane: przecież zawsze słuchała rocka! Na szczęście długo nie wytrzymała. Teraz słuchamy dużo spokojnych, optymistycznych kawałków. Bywa, że nawet sobie tańczymy. Co to musi być za kobieta! Oddałbym kawałek pępowiny za to, żeby choć przez chwilę ją zobaczyć. Czasami mi się śni, że się do niej przytulam. I jest mi wtedy tak dobrze, tak cudownie...
8. miesiąc
Duży i śliczny
Co za ciasnota. Chyba się trochę zablokowałem. Przekręciłem się głową w dół, a teraz nie mogę się ruszyć ani w tę, ani w tę. Muszę wyglądać dość dziwnie. Ręce i nogi skrzyżowane, kolana pod brodą, a broda przyciśnięta do klatki piersiowej. Coraz mniej mi się to podoba.
Na dodatek ktoś cały czas do mnie puka. Proszę państwa! Ja wszystko rozumiem. Każdy chce dotknąć brzucha na szczęście. Ale co byście powiedzieli, gdyby ktoś wam cały czas tak walił w drzwi? Postanowiłem ignorować te zaczepki. Jak ktoś się dobija, udaję, że mnie nie ma. No, chyba że to mama albo tata. Ich puknięcia rozpoznaję od razu. Śmieszy mnie, jak tata łapie mnie za kolano i podekscytowany wykrzykuje: „Łokieć! Łokieć!”. Szczerze wam powiem, że jest już za co złapać. Zrobiłem się pulchny (codziennie dochodzi mi dodatkowe 10 gramów), a tu i tam pojawiły się nawet małe dołeczki. Skóra też coraz ładniejsza. Cud, nie dziecko.
Odzywa się we mnie taka dziwna tęsknota. Mam wrażenie, że coś mnie omija. Z czego mama się śmieje? Czego babcia nie może się doczekać? Dlaczego pan doktor próbował niedawno dotknąć mojej głowy?
9. miesiąc
Zaatakuję z główki!
Wkrótce wydarzy się coś wielkiego. Skąd to wiem? Nie mam pojęcia. Po prostu czuję i już. Wykorzystuję ostatnie centymetry wolnego miejsca. Jestem coraz większy (ważę jakieś trzy kilogramy, mierzę około 50 centymetrów) i myślę, że warunki, w jakich się muszę męczyć, to prawdziwy skandal.
Mama też chyba w nie najlepszej formie. Ostatnio głównie stęka. Też bym sobie postękał, ale nie umiem. Od kilku dni mam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Nic nowego mi nie wyrasta. Nic się nie powiększa. Łykam, siusiam, śpię. Chociaż... Zaraz, zaraz. Właśnie coś się ruszyło. Rany boskie! Woda mi ucieka! W czym teraz będę pływał?
Mama chyba doceniła powagę sytuacji. Dzwoni po tatę: „Kochanie, rodzimy!”. Nie ma sprawy, ze mną jak z dzieckiem Możemy rodzić.
Wszystko wokół zaczyna falować. Coraz częściej i coraz mocniej. Domek mnie wypycha, a ja nawet nie mam się czego przytrzymać. Ej, tylko bez takich numerów proszę! Napiąłem się: walczyć czy uciekać? Oczywiście, że walczyć! Tylko jak?! Czym?! Zaatakuję z główki. Wezmę rozpęd i... aaaaaa!!!
Jejku... Ale numer. Zdaje się, że właśnie przyszedłem na świat!
49dc. Prawdopodobnie 1 dpo. 😶
Chłop umówiony na nasienie 13 w piątek. Ciekawe czy będzie to szczęśliwa data. Jadę z nim, potem odstawia mnie do biura do pracy (niestety) i wraca do swojej pracy.
Ja 18.01 mam wizytę w Invimedzie u dra Żurawskiego. Powinno idealnie się zgrać i 🐒 powinna przyjść dzień później. Prawdopodobnie zatestuję 17 stycznia rano, żeby w razie czego w rozsądnym terminie odwołać (mhm jasne).
Byłam dzisiaj na monitoringu. W sumie ogromnie żałuję, że nie byłam przed Nowym Rokiem albo w poniedziałek kuknąć co tam w kurniku... Miałabym jaśniejszy obraz.
Endo 7-8mm, więc już nieźle, w okresle owulacyjnym właśnie takie być powinno. Na pewno jeszcze urośnie, wino kupione, ananasa mi dzisiaj dokupią jak będzie, zaraz zjem garść migdałów. Ostatnio było cieniutkie jak papier, więc coś się zadziało.
Nie ma żadnej torbieli na USG, nie ma też niestety płynu w zatoce Douglasa ani ciałka żółtego, więc mając te dane stwierdzam, że owu wystąpiła faktycznie wczoraj i jestem ok dobę po niej. Płynu ma prawa już nie być, a ciałko żółte wytwarza się 28-32 po owulacji. To by się zgadzało też z książkowym pękaniem pęcherzyka po piku LH.

Skok temperatury wysąpił, zastanawia mnie tylko to, że cykl po wykresie temperatury wygląda na dwucyklowy... Na pewno przeniose go na kartkę i przedstawię w invimedzie.
Rozważam czy zbadać dla pewności progesteron 7dpo, ale chyba nie ma sensu już 3 raz tego robić, po objawach, piku LH i grubości Endo jestem niemal pewna że owulacja wystąpiła. Na pewno wykluczyłam LUF.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2023, 03:34
Rok i 2 miesiące 👶🏻
8+5 🤰🏻
Dziś znów zobaczyłam fasolkę nr 2. Ma już prawie rączki, prawie nóżki i balonik na sznureczku 🙈 Serduszko pika, krawiaków brak. Wszystko pięknie 🥹
Wg usg 8+5, wg OM 8+6. TP 9.08.2023.
Shit just got real.
Młody wciąż nie może dojść do siebie po chorobie. Wczesne pobudki, wrzaski o wszystko, bunt… Przerasta mnie to będąc permanentnie zmęczoną z wiecznymi mdłościami.
Jestem coraz bardziej przerażona wizją jak to będzie z dwójką z tak małą różnicą wieku. 🥺
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2023, 19:38
Wracam tu znowu, bo mam strasznie podły nastrój. Czuję dzisiaj starszną pustkę i tęsknotę za czymś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Choć nie wiem czy to w ogóle możliwe..
Nie robię testów owulacyjnych, więc nie wiem dokładnie ile jestem dni po owulacji, ale po śluzie i mocnym bólu jajnika obstawiam, że dziś 10dpo. Nie testuję na razie, bo biel sprawia, że rozpadam się na kawałki. Jakoś lepiej znoszę okres niż jedną kreskę. Nigdy nie byłam w ciąży, więc zastanawiam się jak się będę czuła w tym szczęśliwym cyklu, czy będę przeczuwała, że się udało? Na ten moment nie czuję tego, czuję się zupełnie normalnie, nawet piersi nie bolą, jak to zawsze bywa u mnie po owulacji. Przez te miesiące starań przerobiłam już większość objawów "ciążowych", więc nie wiem co musiałabym poczuć, żeby uwierzyć, że zaskoczyło.
Mąż bardzo mnie wspiera i wierzy, że nam się uda. Dzielnie stosuje wszystkie suplementy. Jeszcze do niedawna sok pomidorowy stawał mu w gardle, więc zaproponował, że postara się go pić co drugi dzień. Dziś stwierdził, że nawet mu zasmakował i dla dobra sprawy będzie go pić codziennie. Badanie nasienia jeszcze przed nami, ale mam nadzieje, że jego starania się opłacą. Swoją drogą, strasznie boję się tego badania. Boję się, że wyjdzie źle i że ciężko będzie nam się po tym podnieść. Jeśli w tym cyklu się nie uda, mam napisać do mojej pani ginekolog, a ona wyśle mi sms-em jakie badania mamy wykonać. Sporo już ich wykonałam i wszystkie są prawidłowe. Mąż ma za sobą badanie hormonów i USG jąder, które też wyszły prawidłowo. Brakuje więc nam badania nasienia, które planujemy zrobić w lutym. A później pewnie drożność, choć tak bardzo chciałabym, żeby to nie było konieczne..
Minął tydzień jak zachorowałam na gryoę . Czuje sie bardzo słabo co troche coś leci mi z rąk 
Córka lepiej dostała antybiotyk ale brak apetytu
Pragnę marzę byc tylko a może aż zdrowym człowiekiem dla córki tego samego pragnę.
Zaczęłam tez dzisiaj tęsknić za ciepłem na zewnątrz.
To niesamowitę kobiety mają po 2 / 3 dzieci a ja nie potrafie 1 ogarnąć totalnie przytłacza mnie ostatnio macierzyństwo kwestia chorób kwestia odżywiania.
Juz sama nie mam pomysłow co dac dziecku do jedzenia strasznie monotonne to jedzenie i drogie. Ceny jedzenia mnie przytlaczają zreeztą wszystkiego bo ceny są jakieś z kosmosu wydalam na leki chyba z 300 zl ostatnio
kasa leci zarobki stoją w miejscu
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2023, 22:50
Powtórek ciąg dalszy - będzie drugi syn. W końcu ustawił się na USG tak, że płeć zobaczyliśmy.
Ta ciąża jest znacznie gorsza. Wiadomo, każda inna. No i teraz dochodzi też opieka nad starszakiem - noszenie, zabawa, bieganie itp. Ale nawet jak starszak w żłobku a ja w domu (tym razem poszłam na L4 - przy pierworodnym pracowałam niemal do rozwiązania), to próbuje coś porobić i od razu padam ze zmęczenia. Kręgosłup mi siada, brzuch non stop boli (starszaka od piersi nawet odstawiłam, ale jedyne na co to pomogło to sen - zaczął przesypiać ładnie noce), ogólne samopoczucie - niech się to wreszcie skończy.
No i jestem cała pełna obaw. Synek jest wesołym i uśmiechniętym dzieckiem. Boje się, że po urodzeniu młodszego to się zmieni. Przestanie mieć mamę i tatę tylko dla siebie. Cały jego mały świat się wywróci do góry nogami. Nasz z resztą też. Teraz zaczyna być już na prawdę super - synek potrafi się chwile sobą zająć, coraz więcej mówi, no po prostu podoba mi się to nasze rodzinne życie. A tu już za 3 miesiące kolejna rewolucja. Jak to mówią, nie my pierwsi i nie ostatni. Może i tak, ale obaw mam całą masę... A najgorsze jest to, że nie bardzo jest się na to jak przygotować. No nic, pozostaje czekać i mieć nadzieję, że jakoś to będzie.
Kiedy mija czas?
Wczoraj było pierwsze podejście do RD... raczej nie udane, naczytalam się że by zacząć od zielonych, to padło na brokuła... "nie pykło". Mam nadzieję że z dynią pójdzie nam lepiej...
Oczywiście były mądre rady teściowej, że powinnam zacząć od czegoś "smaczniejszego", czytaj "słodszego". Ona nie czytała, robiła po swojemu i dzieci chętnie jadly, a ja wymyślam... 😂
Dwa lata temu wracałam do pracy po "macierzyńskim" - nie lubię tego określenia dla tamtych 8 tygodni...
Rok temu w pracy szef kazał mi się pakować
a tu zaraz będzie czas wracać... 😂
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2023, 21:29
Styczeń był dla mnie najgorszym miesiącem tego roku, zmuszanie przez pracodawce do szczepienia na corona wirusa, 7 transfer mimo obstawienia nowymi lekami, w które tak wierzyłam zakończył się porażką. Mąż oznajmił mi, że nie ma już siły na dalsze leczenie. W maju dostałam umowę na stałe, w czerwcu po 8 transferze po raz pierwszy zobaczyłam 2 kreski na teście ciążowym. Wigilię spędziliśmy ciesząc się naszą wymarzoną "kuleczką", wiele lat o tym marzyłam. Rok kończymy będąc w 32 tygodniu naszej wywalczonej ciąży, przygotowując się na przyjście naszego synka. Czuje ogromną wdzięczność, ogromne szczęście za nasze maleństwo, już prawie straciłam wiarę, że nam się uda. Cuda się zdarzają, oby wszystkie dziewczyny na tym forum doświadczyły tego cudu. Szczęśliwego nowego roku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2022, 14:44
29 dc, 14 dpo
Dzisiaj temperatura mocno spadła. Nie mniej mamy prawie 19-stą, a 🐒 dalej brak. Śluz kremowy, choć delikatnie momentami podbarwiony na brązowo. 🐒 więc pewnie gdzieś za rogiem. Oby się nie spieszyła za bardzo. Jeśli przyjdzie za wcześnie pokrzyżuje mi plany. Skoro więc chce jednak przyjść, proszę, niech przyjdzie jutro, a najlepiej we wtorek... 🙏
***
Weekend nie minął zbyt dobrze.
Okazało się, że jedno z naszych aut nie przeszło przeglądu technicznego. No cóż... Tak to jest, jak chce się jeździć staruszkami... Trzeba naprawić. To znaczy Mąż musi naprawić... Bo przecież na warsztat nie postawi... Sam musi... 🤷
Na budowie... Eh... Plan minimum zrobiliśmy, ale... Dzisiaj okazało się, że przecieka nam w jednym miejscu dach. Mamy co prawda w jednym miejscu zdjętą dachówkę, bo komin wyciągaliśmy na ostatnią chwilę przed zimą, ale i tak wkurzyło. Mam nadzieję, że jak położymy te kilka dachówek to problem zniknie. Dzisiaj było jednak za mokro na wchodzenie na dach... Ale to pikuś... Zaczęliśmy kłaść dzisiaj drugą warstwę wełny i okazało się, że... O 2 cm za nisko zamontowaliśmy grzybki do stelaży... Sit! Teraz musimy kombinować, jak tu zamontować
tę drugą warstwę, żeby przylegała do pierwszej... Bezpośrednio na stelaże nie położymy, bo te 2 cm, sznurek się zupełnie nie sprawdza, a przekręcać teraz wszystkie sufitowe grzybki nie bardzo nam się chce... Ehh... 🤬
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2023, 18:47
I tak trafiłam tutaj. Nie ma na co czekać. Mija kolejny miesiąc... Nie,nie, nie... Mija kolejny rok, jak by nie patrzeć 6 lat bez zabezpieczeń i nic? Ewidentnie jest coś nie tak... Co? Nie mam pojęcia zaraziłam się do lekarzy, boję się poddać diagnozie i leczeniu, a chęć posiadania maluszka wzrasta z dnia na dzień. Jeżeli ktoś to czyta to wybaczcie ale nie potrafię wylewać swoich myśli na papier czy też ekran. Proszę nie linczujcie mnie za to jakie mam obawy i podejście. Nigdy nie byłam mamą, nie nauczyli mnie tego w szkole w sumie w domu też nie i wiadomo że myśli jakie mnie nachodzą mogą być różne....
Dziecko mi się zepsuło 😱
Tak ładnie spal w nocy, cokolwiek by nie było w dzień, jak zasnął koło północy spał do 7 bez przerwy... A dzisiaj była tragedia... zasnął dopiero w naszym łóżku, więc młody odsypial w dzień, a my oczy na zapałki... 😱 i patrząc po tym jak jest twraz, chyba czeka nas powtórka...
Wydaje mi się, że znam winnego... chyba widzę zaczatek zęba... 😑
Po pierwszym podgladzie. Szalu nie ma, tragedii chyba tez nie, chociaz ciezko ma tym etapie cos powiedziec.
Prawy jajnik: 2x 13 mm, 2x 18 mm (te to juz za duze, na straty)
Lewy jajnik: 6 x 13-15 mm, 3 jakiej mini (moze wystartuja).
Widac jak zle ten prawy jajnik pracuje po usunieciu torbieli. Powiedziala, ze ma mniejsza rezerwe.
Pobrali krew na eatradiol.
Nie mam dzis humoru. Ide na spacer i moze na jakies dobre sniadanie. Nastepny podglad poniedzialek 9:30.
Ciąża rozpoczęta 31 stycznia 2023
2dpt
Prog 35.94 przed lekami 😍
1 dc, 19-sty cykl starań
...no i przyszła 🐒. W sumie już wczoraj się jej spodziewałam, po spadku temperatury... Dzisiaj jednak już jest. Także mój spokój jednak nie pomógł. Szkoda, bo to był dobry czas - taki, gdzie faktycznie mogłam sobie odpuścić na budowie. No nic... Jest, jak jest.
Plan na ten cykl? Jest! Tylko skąd brać na to wszystko pieniądze?
- 11.01 (3 dc) chciałam powtórzyć insulinę + TSH + FT3 + FT4 - 140 zł
- 19.01 Mąż ma badanie nasienia - 250 zł
- 24.01 umówiłam się na monitoring (chociaż teraz patrzę, że przestrzeliłam się z datą i to bardziej powinien być 20.01 - może jeszcze wpadnie taki termin u mojej gin to zmienię) - 200 zł
- muszę dokupić Nucleox dla Męża - 150 zł
Starania o dziecko nie są jednak tanie... Muszę przepatrzeć budżet, bo styczeń zawsze jest u nas ciężki finansowo... A to póki co to "nic wielkiego"... I oby "nic wielkiego ", żadna procedura medyczna nie była potrzebna. Oby lada moment pojawiły się te piękne, wyczekane ⏸️.
***
W sobotę rozmawiałam z Mężem:
Z: Kotek, a co jeśli jedynym wyjściem będzie in-vitro?
M: To zrobimy.
Z: Tak po prostu? 🥺
M: No tak. (po chwili) Ale Ty już, Zośka, nie planuj na zapas. Może nie będzie trzeba.
Kocham Go! ❤️
***
Jestem gotowa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2023, 09:52
Jestem na oddziale, jutro drożność. Tak się nastawiłam (mimo strachu przed zabiegiem), że jakby poranna biocenoza pochwy wyszła źle, to chyba bym się popłakała 🙈 jutro między 10 a 12 zabieg. Na razie wszyscy mili i empatyczni, pozostaje leżeć i czekać na jutro...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.