No i mamy wrzesień!
Odliczamy dni do twojego przyjścia na świat ☺️
Myszko straszyli nas, że nie damy rady urodzić w terminie, że się śpieszysz na świat i będziemy przeciągać każdy dzień żebyś jak najdłużej została w brzuszku... a dzisiaj masz wywalone na wszystko 🙈 w niedzielę termin a ty nie masz zamiaru wychodzić 😜 wszyscy już czekają babcia cały czas pyta czy już znajomi czekają na informację tatuś to by już cię wyściskał a ty zadomowiłaś się w brzuszku ja wiem, że cię namawialiśmy żebyś się nie spieszyła ale kochanie już czas wyjść! Czekamy kruszynko! 😍
https://fb.watch/mXMxuF3T5k/
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2023, 08:00
Cześć!
Właśnie przyjechałam od ginekologa 😊 pękł mi pecherzyk nie ma ani śladu po nim.. Kazał brać luteine no i czekać do dnia aż zrobię test ciążowy 😊😊☺️☺️ cieszę się bardzo i to bardzo ☺️ wiadomo że ciaza może być może jej nie być ale cieszę się że tak dobrze reaguje mój organizm na te tabletki i że bez zastrzyku miałam owulacje 😁
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2023, 21:08
Dziś jest u mnie 6dcpo. Nauczona poprzednim miesiącem, żeby nie szukać u siebie czegoś, czego nie ma, czyli różnych objawów (nudności, dziwne kręcenie w jelitach/brzuchu, pobolewanie brzucha), to oczywiście mój głupi umysł jest głupi! Dwa dni temu zaczęło mnie boleć podbrzusze, choć nie tak mocno, jak przy okresie i trwało ze dwa dni, ale nie non stop. Oczywiście w głębi siebie czuję, że ten cykl również jest stracony, ponieważ miałam trochę stresu w okolicach przypadającej mi owulacji (ze względu na zdrowie babci), a mąż miał zmianę popołudniową u siebie w pracy, więc nie było też jakoś dużo sprzyjających okazji.
Dziś mnie coś chyba rozkłada, choć nie wie, gdzie mogłam się zaziębić. Pobolewa mnie gardło, czuję się troszkę zmęczona, boli głowa, trochę mięśnie. A niedawno w grudniu po świętach byłam chora...
Echh, może uda się w marcu! Choć myślałam, że w lutym na urodziny męża zrobię mu niespodziankę. Wiecie jak to jest...
Nadal się nie poddaję! Choć dopada mnie już trochę powątpiewanie, ponieważ zewnętrzne czynniki też wkradają się w życie i to akurat w okolicach owulacji... Szlag by to.
A i to co zauważyłam - seks smakuje lepiej 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2023, 11:58
06.2022
rozpoczęcie starań, wakacje!
07.2022
działamy
08.2022
działamy!
[badanie 31-08-2022]
TSH 2,166 μIU/ml
Tyroksyna wolna FT4 11,19 pmol/l
Trijodotyronina wolna FT3 4,30 pmol/l
09.2022
pierwszy monitoring owulacji - cykl bezowulacyjny (dr G)
10.2022
jest owulacja, ale nie ma bobasa (dr P)
[2022-10-01]
badania w 3cim dniu cyklu (zlecone przez dr G):
FSH 8,79 IU/l
LH 4,60 mIU/ml
Prolaktyna 279,9 mU/l
11.2022
brak owulacji, dr G przypisuje Duphastone i mówi, że jeśli kolejne dwa cykle bez bobasa, robimy drożność (i tutaj kończę kontakt z dr G)
[2022-11-18]
Hormon anty-Mullerian 1,63 ng/ml
12.2022
brak owulacji (dr P), przystaje przy Duphastone (16-25 dc)
01.2023
[2023-01-20]
Dr K! arogancki, bezczelny, skuteczny w chuj. każde odstawić Duphastone.
USG w 21 dc, "nic tu do siebie nie pasuje"
przypisuje Euthyrox 25mg
[2023-01-23]
TSH 2,375 μIU/ml
Tyroksyna wolna FT4 11,95 pmol/l
Trijodotyronina wolna FT3 4,23 pmol/l
P-ciała p/peroksydazie tarczycowej TPO ↑ 148,04 IU/ml
P-ciała p/tyreoglobulinie TG ↑ 542,85 IU/ml
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2023, 18:35
No to teraz na spokojnie 😊 To jest wszystko takie surrealistyczne! Odpoczywam w domu, skończyłam książkę, zaczęłam kolejną, na dalszą część wieczoru planuję jakiś film.
Mam L4 do piątku, chociaż czuję się super.
Noc/wieczór przed transferem nie obyła się bez przygód. No więc najpierw dwa fakty istotne dla tej historyjki:
1) Mam w domu zakwas buraczany 3 l, który regularnie popijam po 100 ml dziennie (a raczej MIAŁAM)
2) Zarodki nie lubią zapachów. Generalnie zapachy to chemia i takie tam, więc ja już od dawna perfum używam sporadycznie, balsamy to bezzapachowe i ogólnie tak bardziej eco w pielęgniacji czy sprzątaniu domu.
Wracam wieczorem, łazienka zajęta. Pies schowany pod komodą. No i Mąż mówi „Kasiek .. napiłem się tego twojego zakwasu buraczanego bo chciałem spróbować, a że był dobry to wypiłem ze 3 szklanki i mnie strasznie pogoniło...” Wychodzi po jakiś 20 minutach w końcu i na całe mieszkanie bucha zapach moich najbardziej siekierowatych, ciężkich, wieczorowych perfum Joe Malone. Ale to normalnie mgła. Ja od razu panika, że co tu sie dzieje ?! A ten, że nie ma odświeżacza to naperfumował po tym zakwasie, a nie wiedział, że one są takie intensywne. Wietrzyliśmy mieszkanie przez pół nocy. Mi ręce opadły.. Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać.
Potem rozmowa z Mężem, tłumaczę mu co z Zarodkami. Że jeden jest Mizernotka, ale walczy, bo wszystkie jeszcze walczą. A Mąż z jakimś przebłyskiem zrozumienia: „Mocny Zawodnik”. 
Wszystkie są mocne, chociaż jak pisałam dzisiaj, nie wiem jeszcze czy będą jakieś blastki. Ale w Karcie Informacyjnej jest: Zarodki pozostajęce w obserwacji: 4; Zarodki niezdolne do prawidłowego rozwoju: 0. Więc czekamy.
Sam transfer to chwila moment. Co prawda ze stresu zapomniałam zdjąć majtki, ale potem jakoś poszło 😊Patrzyłam w ten ekran i widziałam ten Punkcik. Coś tam sobie pomyślałam, ale na razie nie wypowiem na głos tych myśli. Po transferze pytam lekarza "i co teraz Panie Doktorze? Mam w domu leżeć plackiem czy jak?" Doktor: "Żyć normalnie, tylko nie walić w gaz i nie palić papierosów" :DDDDDDD
Porównałam wyniki nasienia z listopada z tymi skróconymi z teraz. Co prawda fragmentacji nie badali, która była u nas kiepska, ale:
Ruch progresywny – teraz: 51% było: 39%
Ruch niepostępowy- teraz: 20% było: 13%
Plemniki nieruchome – teraz 29% było: 47%
Czyli spora poprawa w ruchliwości. Koncentracja spadła z 82 mln na 25 mln ale tym się nie przejmuje, bo i tak jest dobra i w normie.
Po preparatyce Zymot: ruch progresywny 96% (!), ruch w miejscu 2%, nieruchome 2%. Koncentracja po preparatyce 8 mln.
Tak to tu zostawiam, jakby ktoś kiedyś czytał i miał może problem z ruchliwością plemników.
Pobolewają mnie jajniki, ale sprawdziliśmy i zrobiły się torbielki krwotoczne. Lekarz mówi, aby sie nie przejmować, to nie hiperka. Macicę też odczuwam, nawet w udzie mnie ciągnęło. Wzięłam relanium (2mg) ale już jak byliśmy w domu i dzięki Krąsi za ostrzeżenie, bo mnie rzeczywiście odcięło na jakieś 40 min. Nie wyorbażam sobie, co by było przy 5mg. Wieczorem wezmę drugą dawkę. Poza tym Magnez i Nospa.
No i złapał mnie wilczy głód. Rano to delikatnie kanapeczka z tuńczykiem i jajkiem, potem obiad: zupa grzybowa i puplety z indyka z makaronem, potem znowu kanapka z sałata i szynką, potem pistacje, śledzie i kolejna kanapka (z jajkiem i łososiem). I jeszcze bym coś zjadła. Chyba napięcie puściło, bo wczoraj ledwo zjadłam zupę na obiad.
I czuję spokój. Mniej tej paniki póki co i wybiegania myślami w przyszłość. Na pewno bliżej bety zacznie się budzić strach. A może nie. W każdym razie jestem z Nas dumna, z Mojego Męża, z siebie, z wysiłku jaki oboje włożyliśmy w tą procedurę aby wycisnąć maxa, z tego, że mimo naprawdę przykrych kłótni w ostatnich miesiącach jakoś to przetrwaliśmy i przede wszystkim ze wszystkich Kropków. I z Kropeczki, która jest teraz ze mną!
Dobranoc 😊
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2023, 20:13
Dawno tutaj nie pisałam..
Teodor urodził się 30.12.2021 😍 jest zdrowym, baaaardzo energicznym dzieckiem a w sierpniu tego roku zostanie starszym bratem 💕
Ciaza z Teosiem przebiegała bezobjawowo, teraz mecza mnie mdlosci, mam ciągły odruch wymiotny i jejku jak ja jestem senna 🙈
11.02 mamy badania prenatalne 🥰
Środa. Jem śniadanie. Po kilku minutach zaczyna mi się robić niedobrze. Przez 4 godziny mam mdłości, po czym zasypiam wykończona. Budzę się i po paru chwilach idę do toalety. Chce mi się wymiotować, ale się powstrzymuję. Bolą mnie piersi, czuję się bardzo ciążowo. Cały dzień leżę w łóżku.
Pod wieczór z pracy wraca mąż. Jest przeziębiony i wykończony. Bierze gripex, żeby wyzdrowieć na jutrzejszy wyjazd. W piątek mamy wizytę u lekarza, więc zarezerwowaliśmy na dwa dni pobyt w okolicznym spa. Nigdzie już w tym roku nie pojedziemy, więc chcieliśmy pozwolić sobie chociaż na taką przyjemność. Mąż wspomina, że dał naszemu koledze do zrozumienia, że jestem w ciąży, bo mieliśmy już ogarnięte wizy na lutową wycieczkę i tamten pytał, dlaczego nie mogę polecieć. Mówię mu, że to bardzo wcześnie, ale rozumiem sytuację. Nie powiedział mu wprost, ale nie chciał też kłamać. Poza tym musi być dobrze, czuję się ciążowo, nie krwawię.. 2 minuty później idę do toalety i widzę na bieliźnie gęstą plamę ciemnoczerwonej krwi. Co za paradoks. Wołam męża i mówię, że nie wiem co mam robić. Mówi, żebym się położyła. Piszę do pani doktor i czekam. Mąż każe mi coś zjeść, bo cały dzień nic nie przełknęłam, więc jem przez łzy. Dla dziecka. Po 2 godzinach wstaję siku i zaczyna się ze mnie lać krew. Czuję ciepło, które płynie mi po nogach. Mówię mężowi, że to koniec. Poroniłam. Ale nie mam żadnych bóli. Czuję się tak samo, jak chwilę wcześniej, tylko ta krew.. Dzwonimy do okolicznego ginekologa. Nic się nie da zrobić, proszę przyjechać jutro rano. Tak się czasem zdarza. Mąż mówi, że nie mogę się teraz denerwować, bo tylko pogorszę sprawę. Zaczynam się więc robić zimna i mój smutek zamienia się w złość.
Po pewnym czasie dzwoni pani doktor. Każe nam jechać na izbę przyjęć i dać znać po wizycie.
Jedziemy na sor. Czekam godzinę - półtorej na swoją kolej. Leżę na kolanach męża. Czuję się jak małpa w zoo i mówię sama do siebie "błagam, błagam, niech się pospieszą".
Wreszcie wchodzę. Tysiąc pytań o leki, które biorę. Czy miałam kiedyś przeszczep, bo takie leki mam przepisane. Nie miałam, ale biorę to, aby mój organizm nie odrzucał dziecka. Lekarka tego nie rozumie.
Siadam na fotel i zaczyna się szukanie pęcherzyka. Oglądamy centymetr po centymetrze, nie ma go nigdzie. Badanie strasznie boli i pani doktor podejrzewa ciążę pozamaciczną (powiedziała mi to po badaniu). Wreszcie jest. Jest maleńki, 6 mm pęcherzyk z ciałkiem żółtym.. Wszystkie emocje we mnie pękają i zaczynam płakać. Pierwszy raz widzę ślad po moim dziecku..
Pani doktor wyjmuje narzędzia i pokazuje mi, że krew jest brązowa, czyli stara. Nie krwawię już. Mam jechać do domu i odpocząć. Jest pół na pół. Albo pęcherzyk urośnie i Dziecko przeżyje, albo ta druga opcja. Nie wiadomo, skąd krwawienie. Czytam w internecie - rozmiar pęcherzyka się chyba zgadza jak na połowę 5 tygodnia.. Jutro mam pojechać na zastrzyk z immunoglobuliny, aby nie doszło do konfliktu serologicznego. A w piątek na kontrolę do swojej pani doktor. Jakbym dostała okresu albo bóli, mam znowu przyjechać na izbę przyjęć.
Wracamy do domu koło północy. Pani doktor mi odpisuje, że jest nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Mam przestać brać acard i neoparin, bo to rozrzedza krew. A ja wzięłam je przed samym wyjazdem do szpitala. Jestem wykończona i zasypiam w parę minut.
3:30 - przebudzam się. Dociera do mnie, co się stało. Wstaję po cichu, nie chcę budzić męża, tyle dla mnie zrobił i taki ciężki dzień ma przed sobą. Zwijam się w kłębek na sofie i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Patrzę się na zegarek, 4:41, godzina w ogóle się nie zmienia. Piersi bolą jakby mniej. Na papierze brązowa, ciemna krew.
Leżę i pytam, dlaczego. Dlaczego mnie to spotyka? Co złego zrobiłam?
Od dwutygodniowego leżenia bolą mnie plecy. Ból jest przeszywający. Żyję w zawieszeniu. Chciałabym pogadać chociaż z mamą.. Ale zaraz przychodzi myśl, że przecież wymarzyłam sobie, aby zrobić jej prezent.. Na żywo, a nie płacząc w telefon że chyba tracę moje dziecko.. Nie chcę jej tym obciążać. Ona to będzie przeżywać jeszcze bardziej wiedząc, że nie może mi pomóc.
Bo zdaje sobie sprawę, że krwawienie nie zwiastuje nic dobrego i muszę być przygotowana na najgorsze.
Co mogę więcej powiedzieć? Proszę o modlitwę. Nie wiem jak przeżyję następne dni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2023, 05:51
Wysiada mi kręgosłup.. ten styczeń to jakiś kiepski.. zaczelo mi się od drętwiejącej i spuchniętej ręki, przez nogę.. wylądowałam nawet w szpitalu.. niby to od kręgosłupa, ale draże dalej bo chce porządnie sie wyleczyć poki w domu jestem.. starania - cóż.. czekamy na wizytę u dr Anioła jeszcze 2 tygodnie.. mam już tez ogarnięty Smoflipid od Docenta, wiec nic tylko działać, poki nie stwierdzę, ze rzucam to wszystko.. wiem ze nie powinnam pisać ze jestem tym zmęczona, bo niby nie staramy się jakoś długo, ale szybko przyszło to staranie i checi na maxa, nie ma tego luzu i spokoju…
beta-HCG 49,3 mIU/ml
7dpt
Mam zawał
💗💗💗
24dc, 13dpo
Beta: 95,10
PRG: 33,57
Dzisiaj byłam na wizycie. Dostałam l4 i recepty. Wszystko wyglądało super. Niestety po przyjeździe do domu okazało się że krwawię. I to mocno. Mówię sobie że to po wizycie, bo jestem na heparynie i Acardzie...
Staram się nie panikować, ale to będą najgorsze dni teraz. Zostaje mi czekać.
Przyrost bety prawie 400%, progesteron też wysoki. Na razie nie mogę porównywać wyników, bo są z dwóch różnych laboratoriów. W środę powtórka.
Mam deja vu... 😣 Kolejna ciąża i od początku problemy...
Tak bardzo chcę żeby było dobrze ❤️
34+3 tc
Ostatnio nie mogę spać, jak się obudzę między 3
a 4 w nocy to później do 6 nie mogę zasnąć.
Od początku grudnia jestem na zwolnieniu, chciałam właśnie 3trymestr spędzić w domu, przygotować się, zrobić wyprawkę. Wszystko powoli idzie do przodu, jednak dużo rzeczy jeszcze nie mamy.. wszystko kupujemy sami,od zera. Nikt nam nie pomaga i nie daje niczego z używanych rzeczy. Planuje to zrobić maksymalnie w ciągu 2tyg tak żeby na ten ostatni miesiąc mieć już wszystko, spakowaną torbę i tylko czekać...
Brzuch mam niewielki, niektórzy nawet mogą nie widzieć, że jestem w ciąży. Mimo że przytyłam jakieś 13kg do tej pory. Nie tak sobie to wszystko wyobrażałam:) tzn myślałam że będę się inaczej- gorzej- czuć i będę miała pełno dolegliwości ciążowych. Wszystko jest ok, nasza malutka ostatnio (12 stycznia) ważyła ponad 1800 g więc teraz pewnie ma około 2kg.
Mi nawet czasami ciężko w to uwierzyć, mimo że jestem na ostatniej prostej, że po 3 latach tak po prostu zaszłam w ciążę i się udało...
Oliwka się wierci w brzuchu i gdyby nie to, to jakiś innych objawów nie mam teraz. Czuje się właściwie normalnie , jestem zmęczona wtedy kiedy coś więcej porobie w domu ( przygotowania świąteczne mocno mi dały w kość), po za tym czasami mam zgage- ale na szczęście nie męczy mnie to jakoś długo i szybko mija.
Byliśmy na szkołę rodzenia pod koniec listopada, więc trochę się dowiedziałam, ćwiczę od kiedy jestem w domu na zwolnieniu, ostatnio nawet prawie codziennie robie jakieś ćwiczenia przygotowujące do porodu, czytam książki, ale boje się oczywiście porodu i wszystkiego, czy sobie poradzę. To dla mnie nowość i trochę to do mnie nie dociera że już niedługo będę zajmować się takim malutkim dzieckiem..
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2023, 05:27
Juro o 11:00 transfer. Potwierdzili. To, że nie zeszłam na zawał to cud, bo że osiwiałam to już widzę. Zwykle farbuję włosy co 3 m-ce a teraz już widzę kilka srebrnych nitek, mimo że ostatnio farbowałam na początku grudnia. NIC nie wiem o Zarodkach (!) Zadzwoniła babka z recepcji, więc jej powiedziałam: "Proszę Pani ja od 2 nocy nie śpię więc proszę o telefon od embriologów co i jak, bo do jutra znowu czekać to ja się wykończę". Czekam.
Ale i tak w środku rozbudza się nadzieja i niedowierzanie, że to się dzieje.
Pełnej radości nie ma, bo przeczytałam dzisiaj rano wpis w pamiętniku Ewa89_89, który śledzę z zaciśniętymi kciukami i zrobiło mi się bardzo przykro. Tak, że już nie wiem co myśleć 
Jestem za to w biurze i pracuję na jakiś turbo obrotach, żeby zająć głowę - z niezłym efektem.
W czasie gdy zadzwonił telefonz kliniki miałam akurat bardzo owocne spotkanie. "Przepraszam, to bardzo ważny telefon !!!" I wybiegłam. Jak kontynuowałyśmy to moja rozmówczyni (poziom dyrektorki) "Słuchaj, a może byś poleciała ze mną na Filipiny to byśmy (....)" a ja, że no zobaczymy. Mam nadzieję, że przez najbliższe kilkanaście miesięcy NIGDZIE nie polecę.
Niech już dzwonią z info co z Zarodeczkami bo nie dość, że osiwiałam to wyłysieję.
EDIT: UPDATE!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Żaden Zarodeczek nie obumarł. 1 jest 1 klasy, 2 są 2 klasy, 1 jest 3 klasy (cokolwiek to oznacza). 2 przekształciły się w już morule, więc jutro powinny być blastkami. 3 pozostałe zaczynają się zlewać w morule. Wiem, że wszystko się może do jutra wydarzyć, ale ja naprawdę miałam w tyle głowy: transfer niestety odwołany, żaden Zarodek nie przetrwał. Embriolog powiedział, że to bardzo dobry wynik.
Teraz to już czuję czystą nadzieję i wdzięczność.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2023, 15:25
Ciąża zakończona 26 lipca 2021
Nasz ukochany drugi cud przyszedł na świat i miesiąc za wcześnie. Ciąża była trudna ale było warto 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2023, 11:23
Druga doba w szpitalu. Podano mi już dwuktornie leki na poronienie, trochę pokrwawiłam ale nie jakoś znacząco i cisza. Od paru godzin nic. Coś tam wypadnie, jakieś skrzepiki ale to napewno jeszcze nie to...
Czekam... A to czekanie jest straszne.
Boję się ronic i boję się zabiegu.
Chciałabym pobrać próbkę do badania płci ale nie wiem co łapać do kubka. To wszystko jest straszne, a wiem, że jeszcze najgorsze przede mną ☹️
Nie umiem się pogodzić z tym co się stało. Wciąż się łapie że trzymam się i głaskam po brzuszku, wchodzę na fb a tam same ciąże mi się pojawiają, wyprawki i łóżeczka. Takie plany już miałam, takie marzenia i tak bardzo się cieszyłam...
Boże daj mi siły
Przed zapisaniem się na wizytę do nowego lekarza zastanawiałam się, czy to dobra decyzja. Czy to ma sens, czy zaufam nowemu lekarzowi, czy nie stracę kasy i czasu, a okaże się, że nic nie wyjdzie.
Jeszcze nie byłam na wizycie z badaniami, ale już w trakcie badań cieszę się, że się zdecydowaliśmy, bo mamy już pierwsze wyniki i niektóre z nich są złe. Może właśnie to w nich tkwi problem? Mam tylko nadzieję, że coś się z tym da zrobić, że są na to leki, rozwiązania.. Może uda nam się zajść w ciążę jeszcze w tym roku? Jestem pełna nadzieii, robimy kolejne badania i czekamy na wizytę
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2023, 20:02
Straciliśmy synka 💔💙 Igorka
Tabletki znowu niestety nie podziałały. Zero efektu. Plamie ale to czysta krew, nic nie wylatuje na czym mi teraz zależy.
Za 2 dni wizyta u ginekologa i zobaczymy.
Boję się kolejnego zabiegu łyżeczkowania ale boję się też stanu zapalnego endometrium i innych jeszcze gorszych konsekwencji ☹️
Zdaje się nie lekarza.
Z Mężem już OK. No dobra, nie ma "żygania tęczą" miłości, ale jest w porządku. Prawda jest taka, że kłótnie w związku to jednak normalna część życia – one się po prostu zdarzają. W naszym przypadku to chyba po prostu emocje i stres w ogóle z tematem kłótni niezwiązane były powodem. Trochę ciszy było potrzebnej. Po prostu. Co pomogło w zakończeniu ciszy? Informacja, że wyjeżdżam w delegację. 🤣 Celowo w pierwszym komunikacie nie zawarłam informacji o tym, że to tylko jedna noc, dopiero później dopowiedziałam. Nieważne. Pomogło? Pomogło.
Swoją drogą... Sprawdza się porzekadło "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o Twoich planach". Miałam jechać w tę delegację w tym tygodniu, ale powiedziałam w firmie, że nie ma w ogóle takiej opcji. No bo miałam akurat w tym terminie mieć owulkę. No i nie pojechałam, wyjazd przełożyłam. Owulacja nie przyszła. Owulacja wg przewidywań będzie... Tak! W okolicach wyjazdu. 🤣 No nic. Podziałamy, ile damy radę i tyle. Zresztą... Męża coś próbuje rozebrać jakieś przeziębienie, więc ciekawe, jak tam plemniczki się będą miały...🤔 Gorączki nie ma, ale wiadomo, że choróbsko jednak potrafi wiele namieszać...
18 dc
Od wczoraj lewy jajnik boli mnie jak cholera. Wczoraj wieczorem ból był naprawdę intensywny. Ale do owulacji chyba jeszcze kawałek. Przynajmniej śluz nie wskazuje, żeby była "za rogiem". Jest lepki i prawie biały. Czekamy na rozciągliwe kurze jajeczko... Zobaczymy. Może przyjdzie jeszcze. Chociaż Pani Dr. wspominała, że równie dobrze cykl może być bezowulacyjny.
Dałam Mężowi skierowanie na badanie krwi od Pani Dr., od razu podliczyliśmy - 200 zł. Moje AMH to kolejne 180 zł w Diagnostyce. Chciałam być sprytna i myślę sobie "a zadzwonię do mojego ginekologa na NFZ, mamy wyniki nasienia już, a z nimi chciał, żebym się zgłosiła". No i zadzwoniłam. I mówię, że mam wyniki badania nasienia, że są takie a takie i czy mogę Mu wysłać e-mailowo, żeby zobaczył i może jakieś badania z krwi do tego byśmy Męża i moje zrobili i dopiero wtedy umówimy wizytę kontrolną. I wiecie co usłyszałam? Że żadne badania z krwi nie są potrzebne, że z tymi wynikami niech Mąż idzie PRYWATNIE do androloga (nawet ich nie widział!) i dopiero jak androlog da zielone światło to on mnie skieruje na HSG...🤯 Także... U kogo ja się tyle lat kontrolowałam?!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2023, 13:33
Cześć,
Wracam po 9 latach....niesamowite ile już minęło...
Próbujemy kolejny raz, ten miesiąc jest pierwszym po histerolaparoskopii. Były zrosty, początki endometriozy, jajowody drożne. Stymulujemy się bo czasu już nie wiele i nie chce czekać aż wybiją mi okrągłe urodziny.
Pęcherzyki były w 14dc, czułam że pękły bo przestało boleć ale czy w dobrym czasie były przytulanki? Zobaczymy.....
Zdecydowanie jestem osobą niecierpliwą...
25 DC. Bardo długo nic nie pisałam. Miałam doła i załamanie...
Mąż już nie ma infekcji od tego sierpnia. Bierze witaminki. I narazie jest okej.
A co u mni we Wrześniu w grudniu miała zastrzyk oviterrla i lipa nic nie zaskoczyło. To moja gin zdecydował że robi HGS z RTG. I miałam robioną na oddziale szpitalnym. Powiem wam bolą w ciul i jeszcze wiecej. Dostałam Tylko zastrzyk przeciwbólowo fentynalo czy jakoś tak byłam jak bym naćpana/ napita. Dała mi kontrast i zdjęcie RTG robili parę zdjęcie. Wynik Bardzo drożne aż płyn wypływał do jamy brzusznej. Te badanie było w tym cyklu w 10 dni. Udało mi się wywalczy w tym cyklu owulacja.. teraz w poniedziałek dopiero mogła wziąsc zastrzyk. Komórka 18/19mm endriometrium 8/7 mm. Musiałam aż brać po 3 tabletki aromka i tak się złe czułam. Dziś jest 3 dzień po zastrzyku ból raz jest raz nie. Zawsze tak mnie boli jak nie wiem aż odbyt mnie boli. Moja gin się dziwi że mnie tak boli bo raczej aż tak nie boli.
O tyle z nowości. Nie ma już siły się starać niby wszystko zawszę idealnie i nie ma ciąży.
Seks mnie nie cieszy a jak się zastrzyk weźmie to trzeba bo zastrzyk i szkodą zmarnować kasy. Zwiększyłam ruch.
Jak sobię radzicie z tym czekaniem czy będzie okres czy nie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2023, 17:12
26 I 2023.
2 tygodnie do zaplanowanego zabiegu.
***
A więc jeszcze 14 dni aby mieć to za sobą i z jakimś zarysem sytuacji planować kolejne ruchy. Fizycznie czuje się średnio - podbrzusza po stronie wodniaka pobolewa mnie już drugi dzień, ale tłumaczę sobie to tym, że dziad czuje, że jego dni są już policzone i dlatego tak reaguje. Oprócz tego innych dolegliwości brak - @ ma przyjść na początku lutego, idealnie w czasie aby zakończyć się przed zabiegiem.
Jestem zapisana na dodatkowe badania i konsultacje tydzień przed samym zabiegiem - to dodatkowo mnie uspokaja.
Podświadomie wiem, że ten zabieg będzie zamknięciem pewnego etapu, przekroczeniem granicy kreowanych w głowie starań. Z jednej strony jestem świadoma ryzyka utraty jajowodu (i tym samym zmniejszenie szans na naturalne poczęcie) i nie wiem czy zgodzę się aby w sytuacji wykrycia wodniaka w drugim jajowodzie mogli go usunąć - na usg nigdy nie było nic niepokojącego przy drugim.
Wiecie co? Sama śmieje się z siebie i głupio mi się do tego przyznać ale ja ciągle, tak minimalnie wierzę, że ten cykl będzie cudem o jakim czytałam na forum. Przecież były przypadki, w których klinika już umówiona i nagle dwie kreski. I wiem, że to jak wygrana w lotka, ale gdzieś tam ukryte w sferze moich najskrytszych marzeń jest ❤️
Dziewczyny dopiero styczeń - pierwsza szansa w roku przed Nami, ten rok będzie Nasz zobaczycie ❤️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.