25.02 - pol roku temu o tej porze już nie byłam w ciąży... Do rozumu powoli docierało że to juz koniec... tymrazem szczęśliwy koniec, ciąża Zakończona żywym dzieckiem, coś co dla wielu jest tak naturalne, dla mnie wydawało się nieosiągalne... a pol roku temu wszystko się zmieniło, pojawił się, on był naprawdę, on naprawdę żyje... poczułam ciepło jego policzka i uwierzylam, że po tym wszystkim urodziłam żywe dziecko...
Czasami jest ciężko, ale to było najlepsze pol roku mojego życia... Boże, dziękuję że go mam, kocham go nad życie 💙 jego siostrę też 💔

Cykl z transferem prawdopodobnie 🫶👶🏻

1dc

Okres po punkcji przyszedł po równo 7 dniach 🤯🤯 tego się totalnie jakoś nie spodziewałam 🤭

Na szczęście Pani Doktor odpisała mi na maila z prośba o wystawienie recepty na estrofem, który mam brać od 3dc w dawce 2x1 co 12 godz

Transfer będzie na cyklu sztucznym, wiec biorąc estrofem nie będę miała owulacji, tylko będziemy monitorować grubość endometrium. I w odpowiednim momencie zostanie wdrożony progesteron, tak żeby insynuować wyrzut hormonu po owulacji.

Wizyta w Invimed w poniedziałek 27.01

Działamy dalej 🥳 🕺🕺🕺

5 tygodni i 6 dni po porodzie

Jutro mija 6 tygodni od kiedy moja córeczka przyszła na świat. Jest cudowna. Poród cc był przyjemny totalnie niestresujący, zespół na czele z moim lekarzem prowadzącym z kliniki spisali się na medal. Trochę gorzej było po, opieka w szpitalu kiepska ale najważniejsze ze mała jest zdrowa. Łatwo nie jest, bo jest nie odkładalna i najchętniej spałaby tylko na rączkach ale kocham ją najmocniej na świecie i dziękuje każdego dnia że jest 🙏

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 10 września 2023, 19:53

Minęło 10 pięknych dni a ja nie wiem jak zabrać się za podsumowanie tego wszystkiego

31 sierpnia na świecie pojawił się nasz syn - 💙H. 💙
Niezaprzeczalnie jest on idealny, wspaniały, kochany... I jest on mój, jest nasz
Od 10 dni żyjemy na jakimś rodzicielskim haju. Ogrom szczęścia i miłości, któremu w końcu możemy pozwolić się pojawić jest dla nas jak narkotyk... Siedzimy wspólnie i patrzymy na nasz Cud, płaczemy z ogromu tej miłości i z ulgi.
Kończymy pewną drogę, po prawie 5 latach osiągnęliśmy cel.
Ile nas to kosztowało wie chociażby ten pamiętnik i każdy z wpisów - większość wypełniona bólem, żalem i wciąż tą niegasnącą nadzieją...
Dziś przeglądam niektóre wpisy i nie wiem skąd miałam tą energię, wiarę i siłę - dziś mogę tylko sobie/ nam podziękować, że ten ostatni raz się nie poddaliśmy, że zaryzykowaliśmy kolejny raz stawiając wszystko na tego jednego małego Kropusia.

Teraz Kropuś leży obok i uśmiecha się z pełnym brzuszkiem 💙 Czy już mówiłam, że jest idealny?

A teraz "akcja poród"
25.08 mieliśmy ostatnią wizytę w klinice i tam padła decyzja, że czas na szpital i indukcję porodu oraz próba dostania się do UCK. Po kilku godzinach oczekiwań na IP zostałam "zapisana" na przyjęcie na oddział na 28.08 (głównym powodem było podejrzenie dużego Bobo - z usg wychodziło 4100g).
Nastawiona pozytywnie i w końcu spakowana 28.08 pojawiłam się na oddziale. Od tego momentu byłam spokojna, wiedząc, że jestem w dobrych rękach, pod opieką najlepszych, z regularnym badaniem ktg i planem indukcji.
Kolejny dzień minął na założeniu balonika i przygotowaniu szyjki. 30.08 na usg waga Bobo została określona na 4300g i od razu podjęto decyzję o podłączeniu oksytocyny. Początkowo nie czułam nic ale z każdą godziną pod kroplówką pisały się jakieś skurcze - odczucie ich miałam słabe - po 8h pod kroplówką miała zapaść decyzja czy akcja jest na tyle rozkręcona, że kontynuujemy na porodówce czy za dwa dni podejmujemy kolejne próby.
I w tym momencie odeszły mi wody - jeden z bardziej zabawnych momentów - nie myślałam, że tych wód może być aż tyle (zalałam połowę sali ;) )
Od razu przewieziono mnie na porodówkę, zadzwoniłam po męża i... nic się nie zaczęło dalej dziać. Po odłączeniu oksy skurcze ucichły całkowicie. Wieczorem podłączono znowu kroplówkę, ale nic spektakularnego się nie wydarzyło. Podjęto decyzję o przerwie nocnej i rozpoczęcie akcji następnego dnia rano.
31.08 ponownie podłączono mi oksy i ponownie za dużo się nie działo, jednak z czasem zaczęłam czuć skurcze i z każdą godziną były one mocniejsze... niestety szyjka nie reagowała i 16h po odejściu wód płodowych podjęto decyzję o cesarskim cięciu.
Poczułam w tym momencie wielką ulgę - bo już wiedziałam, że zaraz się spotkamy z naszym synkiem, że zaraz już skurcze miną...
O 13:22 usłyszałam głośny, wyraźny i lekko zachrypnięty głos mojego synka - i tak to jest moment w którym zapomina się wszystko co złe... a jak położna podeszła do mnie z małym zawiniątkiem wszystkie emocje puściły... Lekarz musiał mnie uspakajać, żeby dokończyć szycie rany.
💙H. ostatecznie miał 3540g. i 53 cm oraz piękne 10 pkt.
Po przewiezieniu mnie na salę poporodową spotkałam się z mężem a on mógł w tym momencie kangurować naszego synka - najpiękniejszy moment... płakaliśmy oboje i w końcu to były łzy szczęścia. Łzy prawdziwej miłości i spełnionych pragnień.
Nasza rodzina jest w komplecie, z naszym ziemskim synkiem i dwojgiem niebiańskich dzieci.

A co będzie dalej?
Tak bardzo zależało mi na porodzie naturalnym, żeby jak najszybciej powalczyć o drugie dziecko. Dziś za bardzo się nad tym nie chcę zastanawiać. Dochodzę do siebie, walczę o laktację i cieszę się każdą minutą spędzoną wspólnie - niezależnie czy jest to środek nieprzespanej nocy czy dzień, w którym czuję się słabiej.

Dziś jestem szczęśliwa
Pierwszy raz w 100% i bez żadnego "ale"






Hello, weekend powoli mija... Wrócilismy z wypadu do domu i powoli przygotowujemy się mentalnie do kolejnego tygodnia pracy😊Cudowny weekend spędzony z ukochanym naładował mi baterie.
Dzisiaj 46 dc i nadal cisza na morzu, brzuch delikatnie pobolewa od czasu do czasu, bywa że zakłuje to z jednej to z drugiej strony. Okresu nadal nie ma...
Miałam w piątek iść na krew, ale niestety nie zdążyłam. We wtorek lekarz więc już nie ma czasu, ale obstawiam że te testy są po prostu negatywne bo po takim czasie by ciemniały, prawda?
Hmmm... Nie można powiedzieć, że jestem zawiedziona bo tak czułam, nie nastawiałam się na happy end. Jest normalnie, jest ok. 😘 Przynajmniej tak sobie powtarzam...


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2023, 13:32

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 października 2023, 11:41

30+6
Nie wierze jak czas leci. Jestem zbyt leniwa by pisac na ovu nawet haha.
Synek w brzuszku rosnie, jest duzy wg wszelakich badan (ok 2kg). Wszystkie wyniki ksiazkowe, wierci sie strasznie, spac nocami nie daje.
Powoli pora kompletowac wyprawke, jakos mi sie nie chce nawet haha. Sporo rzeczy dostane od rodziny wiec czuje sie mniej wiecej zabezpieczona. Wchodze do gabinetu gina, napisze wiecej po

Sowella Los okrutnie ze mnie drwi.. 20 lutego 2023, 19:25

Dziś: 13t3d.

Badania prenatalne 15.02
Jak zawsze z bijącym sercem... a potem na ekranie ukazała się nasza Kropka 🥰

OM: 12t5d
USG: 12t4d
CRL: 6.11cm ❤️
FHR: 166ud/min

Badania prenatalne - wszystkie w porządku. NT: 1,4mm, kosc nosowa obecna (choć Pani doktor mówiła, że jakby miała się przyczepić to moglaby być ciutke wieksza), rączki, nóżki wszystko na miejscu.

Ryzyka podstawowe:
Tirosomia 21: 1:326
Tirosomia 18: 1:785
Tirosomia 13: 1:2466

Ryzyko skorygowane po badaniach krwi i usg:
Tirosomia 21: 1:6516
Tirosomia 18: 1:8209
Tirosomia 13: < 1:20 000

Wg Pani doktor robiącej badanie wszystko jak najbardziej ok.
Podobne wyniki też miałam w pierwszej, zdrowej ciąży.

Jednak z racji mojej translokacji od początku rozważaliśmy dodatkowe test: Nifty Pro lub Sanco. Niestety (dzięki Smoothie za cynk 😘) doczytałam dokładnie i.. Nifty Pro przy translokacji matki nie robią wogole. Sanco odpisali mi, że robią ale jeśli dobrze rozumiem wtedy tylko 74%, że wynik wykryje co trzeba.
W związku z tym, rozważamy amniopunkcje. Pani doktor polecała- bo tylko amniopunkcja z macierzami sprawdzi kariotyp dziecka - czy jest tam niezrównoważona translokacja na "moich" chromosomach, powodujaca jakąś wade/chorobe. Z tego co wyczytałam może to być zespół di Georga lub Zespół Kociego oka. Ale pewnie i też jakieś inne.

Odszukałam wynik konsultacji z panią genetyk i ona również polecała wykonać amniopunkcje.. choć z drugiej strony też mówiła wtedy, że złamania na chromosomach są tak duże, że jeśli komórka jajowa zlapie akuratten uszkodzony chromosom to albo do zapłodnienia nie dojdzie albo dojdzie do wczesnego poronienia bo to zbyt duże wady rozwojowe.
Więc pocieszam się tym, że skoro jesteśmy już na tym etapie to może to znak, że wszystko w porządku?

Mój mąż niestety nie bardzo jest pomocny.. jakby nie rozumiał powagi sytuacji.. anyway
żeby móc wykonać amniopunkcje na NFZ, muszę mieć konsultacje z genetykiem na NFZ. Po tej konsultacji zdecydujemy.
Boję się, jest to badanie inwazyjne choć ryzyko to tylko (lub az) 0.5%. No i pytanie, co jeśli cos wyjdzie nie tak ? Mamy w Polsce prawo jakie mamy.. ew.mozna się przygotować psychicznie.
W sumie.. nawet zarezerwowałam już termin..

Zmieniając temat.. z usg wynika na ten moment, że będzie dziewczynka 🥰

Powiedzieliśmy też w zeszly weekend rodzicom - moja Mama popłakała się z radości. Teściowa (jak to Tesciowa) pierwszy komentarz: wiedziałam! Tylko nie chciałam nic mówić, żeby nikogo nie urazić (wiecie, że niby przytyłam.. ) pf o wzdeciach nie słyszała?! Szwagierka popłakała się za to z radości :P
Teściowa cieszy się bardzo oczywiście no ale reakcja jak na Teściowa przystało 🤣

Ale.. czy przyniosło mi to ulgę i radość w sercu ? Boję się napisać, ale chyba nie do końca. Wszystko pewnie dlatego, że od razu chamowalismy wszystkich emocje, że nic nie wiadomo dopóki nie będzie wynikow badań genetycznych.
I też pewnie widać, że ja sama te emocje bardzo chamuje.. jak kamienna skala porównując do emocji, które targały mną w pierwszej ciąży.
Boję się wybiegać myślami gdzieś krok dalej.. mąż pytał mnie o foteliki, szwagierka, że nie sprzedaje rzeczy po dzieciakach jak byśmy coś potrzebowali, potem mąż o imiona.. a ja sobie myślę wtf?! Ej ludzie - to jeszcze nie ten etap..
Chyba mój mozg stworzył sobie jakąś barierę ochronną..
Może odważę się pomyśleć co dalej już po amnio ?

Dodatkowo w zeszłym tygodniu dwa dni chyba przecholowalam z pracą bo jakby stawiała mi się macica.. może tylko rozciągała, wzięłam nospe magnez i na szczęście przeszło.
Ostatnio mam też jakieś przypływy energii - może to już te uroki prawie 2 trymestru ?

Póki co plan:
Konsultacja genetyczna
Za tydzień wizyta u mojego gina
Za 2 ewentualna amnio..

Kropku, a raczej Kropeczko Czlowieczko 🥰 walcz dalej, rośnij zdrowo i zostań z Nami już na zawsze !!🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2023, 20:44

Ostatnie 2 tygodnie to był istny rollercoaster dla głowy...
Nie wiem czy byłabym w stanie przeżyć takie coś 3 raz.
Druga procedura wcale nie jest łatwiejsza. Podejrzewam, że ani trzecia ani czwarta ani żadna.
Sama porównywałam wyniki z poprzednią procedurą. Zresztą, mój lekarz robił to samo...

6dc, 5ds
Od 2dc przyjmuję rekovelle 7mg, 6dc mam pierwszy podgląd. Mój estradiol nie ruszył, w obrazie USG nic nie urosło. Słowa lekarza "średnio to wygląda". Dokładamy menopur 75 od 7dc.

8dc, 7ds
Podgląd nr 3. USG u mojej pani doktor, bo mojej w sobotę nie było. Estradiol trochę ruszył, na USG dużo pęcherzyków (25 sztuk) ale takich 8-11mm.
Coś ruszyło ale ich wielkość bez szału.

10dc, 9ds
Podgląd nr 4.
Estradiol już ładnie urósł. Wynosi 1816 ale nie jest adekwatny z obrazem USG. Na USG takie ok 10 pęcherzyków 11-14mm z przewagą tych mniejszych. Pytam się pani doktor " ale z 10 ich chyba będzie?" Odpowiedz brzmiała "oby". 😬

12dc. 11ds
Podgląd nr 5.
Estradiol wystrzelił w kosmos. Wynosił już 4800. Ilość pęcherzyków się nie zmieniła. Były wielkości i 14-18mm. Zastanawialiśmy się czemu ten estradiol jest tak wysoki jak na taką ilość pęcherzyków. To dość dziwna sytuacja. Padła decyzja, że pora wyzwalać.
Było we mnie pełno obaw, bo wydawało mi się, że wyzwalanie przy 14mm pęcherzykach to wcześnie i że może komórki jajowe będą tylko w tych 18mm. Że będzie mało tych komórek. Że nie będzie w czym wybierać, że cała ta procedura to jedna wielka klapa. Byłam podłamana ale jednocześnie dziwnie spokojna.
Całą procedurę miałam w głowie "nie na wszystko masz wpływ, zamartwianiem nie sprawisz, że urośnie jeszcze 5 pęcherzyków."
Ogromnie się bałam ale jednocześnie byłam pogodzona z tym, że może nie być dobrze.

14dc
Dzień punkcji.
Wstałam w bardzo smutnym nastroju. Miałam wrażenie jakbym jechała po wyrok. Padał deszcz od rana.
To jest straszne jak wiele myśli kłębi się w głowie.
A co jeśli jajka popękały? A co jeśli pęcherzyki będą puste? A co jeśli będzie tylko kilka komórek i to samej takiej słabizny i nie będzie zarodków?
To co się dzieje wtedy w głowie to jakaś masakra.
Podziwiam się za to, że przetrwałam i każdą staraczkę starająca się z pomocą IVF.

Przyszła na mnie kolej. Chciałam mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Byłam już na bloku zabiegowym, przyszedł anestezjolog, przyszedł lekarz a ja nie mogłam już znieść tego napięcia. Nie mogłam się doczekać narkozy i na chwilę o tym wszystkim nie myśleć. Na te pół godziny wyłączyć się z myślenia. Wiedziałem, że po wybudzeniu nie będzie łatwiej ale to napięcie było we mnie już zbyt mocne. Chciałam już tylko, żeby mnie uśpili.
Gdy się wybudziłam, pierwsze co to spojrzałam na zegarek. Była 10.10. Punkcję miałam zaplanowaną na 9.30 i mniej więcej równo weszłam. Całe przygotowanie raczej nie trwało więcej niż 10 minut więc z moich obliczeń wyszło, że punkcja trwała około pół godziny. To chyba nie jest źle. Może jednak mieli co pobierać.
Ten wysoki estradiol też mnie jakoś uspokajał, w duchu wierzyłam, że tych pęcherzyków jest więcej, że może na USG nie było wszystkich widać. Ale to tylko moje rozmyślanie.
W końcu przyszła do mnie położna i powiedziała, że udało się pobrać 16 komórek.
Poczułam, że wielki kamień z serca mi spadł. W końcu trochę odetchnęłam.
Na wypisie dowiedziałam się, że z tych 16 komórek 13 jest dojrzałych. To świetny wynik. Pani doktor była zachwycona.
Naprawdę potrzebowałam jakiś dobrych informacji po tej 2 tygodniowej ciężkiej drodze.
Po punkcji czułam się słabo. Byłam mega obolała, nie mogłam się śmiać, chodzenie sprawiło ból, po 1,5h podróży do domu nie mogłam się wyprostować, chodziłam zgięta w pół, siadanie na tyłku też było katorgą.

15dc. Dzień po punkcji.
Czekałam na telefon od embriologa. Znowu załączył się ten stres, który towarzyszył mi ostatnie 2 tygodnie.
Na szczęście obudziłam się w dużo lepszym stanie. Już mogę usiąść i generalnie nic mnie nie boli ale wiadomo uważam na siebie, bo jajniki muszą się zagoić. Jeszcze się przydadzą. 😉
Embriolog zadzwoniła i przekazała mi informacje, że wszystkie 6 komórek prawidłowo się zapłodniło.🎉 Kolejny kamień z serca.
Następna informacja w poniedziałek. 🙂

Dawno się tak źle nie czułam jak wczoraj.
Cały dzień ból mięśni, łamanie w kościach, zimno, mdłości ☹️. Myślałam, że to może ze stresu, bo miałam rozmowę o pracę z rekruterem, a już w trakcie rozmowy zrobiło mi się cieplej 😅.

Ale po rozmowie i powrocie do domu wcale nie było lepiej.

Nie było też lepiej jak przebudzalam się w nocy, bo Czarek płakał.

I nie jest wcale lepiej dzisiaj. Odeszły co prawda bóle mięśni i kości, ale nadal jestem okropnie słaba inie mdli 🥴.

O co kaman ☹️. Martwię się, że dopadło mnie jakieś paskudne wirusisko 🙄.

Ania_1003 Powrót na OF po 5 latach 20 lutego 2023, 22:47

5+2

Na wizycie wszystko w najlepszym porządku.
Nie ma oznak krwawienia ani infekcji.

Mamy dwa ❤️❤️
Każde osobno. Będą bliźniaki 😨
Na następnej wizycie potwierdzimy czy nie ma nr 3.

Ja nie wierzę w to co się dzieje...
Dzisiaj nie jestem w stanie nic więcej wydukać. Zawał, szok, niedowierzanie...

Może jutro coś więcej napiszę i wrzucę zdjęcia.

Ostatnio dostaję piękne sygnały od natury ❤️ Od tęczy na niebie, po klucze ptaków, chmury układające się w jednoznaczne kształty, motylka, który ostatnio na mnie przysiadł, po najróżniejsze, kolorowe sny. Z mężem jest bardzo dobrze, spędzamy ostatnio każdą wolną chwilę razem i najbardziej mnie rozczula, jak np. na środku marketu, kiedy czytam etykietę proszku do prania, przytula mnie do siebie i całuje w głowę 😀 Tak bardzo go kocham. Ostatnio byliśmy w ralphie i sam wybrał malutką koszulkę dla naszego dziecka. Tak średnio mi się podobała, ale nic nie powiedziałam oczywiście. Do tej pory tylko ja kupowałam takie rzeczy, mam już nawet malusieńką wyprawkę. Snujemy poważne plany o przeprowadzce, budowie domu. Mąż jest tym pochłonięty, to go nakręca, ja za to aktualnie ogarniam sprawy związane z badaniami. Mamy jakiś plan działania i mnóstwo marzeń, do spełnienia których dążymy. Do pracy na razie się nie wybieram i super mi z tym. 5 lat dla nich przepracowalam i może z raz byłam chora, robiłam za dwóch, a o podwyżkę musiałam się zawsze prosić. Także teraz odbijam sobie prawie 3 miesięcznym zwolnieniem. Hehe, jestem okropna 🤫

Dzwoniłam wczoraj w sprawie wyników badania Dzidziusia, ale niestety jeszcze ich nie ma. Minęły już 3 tygodnie, także na dniach powinny być dostępne. Jutro wybieramy się do naszej kliniki leczenia niepłodności, zobaczymy co oni zaproponują, choć nie nastawiamy się na nic spektakularnego. Ale póki mamy możliwość konsultacji w kilku miejscach, to chcemy to wykorzystać. A każde dodatkowe badanie może się przydać. Badania męża zrobimy w Polsce w Diagnostyce, bo tu to chyba sama musiałabym tłumaczyć lekarzom o co chodzi. Mam nadzieję, że szybko udostępnią wyniki w tej Diagnostyce. Ostatnio wszystkie rachunki za konsultacje u naszej pani doktor czy prywatne badania oddajemy do rozliczenia w kasie chorych i zwracają nam koszty.

Kompletnie nie wiem, w którym dniu cyklu jestem. Wydawało mi się, że czułam owulację, bo przez kilka dni bolały mnie jajniki jak np. siadałam. Duphaston biorę trochę "na oko", dziś wydedukowałam, że może być 29 dzień cyklu, więc okres powinien się niedługo pojawić. Wczoraj wzięłam więc ostatnią tabletkę. Ale póki co okresowo się nie czuję, piersi nie bolą, żadnego pmsu. Zobaczymy. W sumie nie wiem po co ten duphaston, skoro się nie staramy? Ale biorę grzecznie. Jak dla mnie okres mógłby się trochę spóźnić, bo jak uda nam się szybko otrzymać wyniki badań i wszystko byłoby ok, moglibyśmy zacząć starania od najbliższej owulacji. Przynajmniej ja tak myślę, zobaczymy co pani doktor na to. Mega ekscytujący będzie ten "powrót do gry", bo teraz dni dłużą się niemiłosiernie.

Trądzik mnie ostatnio męczy, fakt, w ostatnich tygodniach pozwoliłam sobie na niezdrowe jedzenie, piwko, ale potrzebowałam takiego resetu. Choć teraz wiem, że ten trądzik jest typowo hormonalny. Od dwóch lat z nim walczyłam, zdrowa dieta, kosmetyki, buzię wycierałam ręcznikiem jednorazowym, żeby nie roznosić bakterii, a na myśl o dotknięciu brudną ręką twarzy aż mnie ciarki przechodziły. I co? Codziennie wysyp, bolące krostki na szyi, brodzie, policzkach. Żadnych leków czy maści z retinolem oczywiście brać nie mogłam, jedynie skinoren. Dermatolog powiedziała "zajdzie pani w ciążę to wszystko przejdzie - 200 zł poproszę". I faktycznie, w ciąży przez ten miesiąc miałam cerę jak pupcia niemowlaczka, nieważne co zjadłam i że czasem nie umyłam rano twarzy podczas mojego miesięcznego pobytu w domu. Dheas, które zawsze miałam podwyższone, spadło mi w ciąży sporo poniżej normy. A teraz pewnie znowu szaleje. Macie jakieś sposoby na obniżenie androgenów? Dieta z niskim ig niewiele pomaga.. Glucophage też nie za bardzo.

Konsultacja u Pani doktor 20 marca. Mam nadzieję, że do tego czasu będziemy wiedzieć, na czym stoimy i podejmiemy jakieś konkretne kroki. Póki co działam i jestem dobrej myśli 🍀

Aniaw89 Tak bardzo chcę 20 lutego 2023, 18:32

Godzina 5:13 20.02.2023r.
skończony 38 tydz. Równo dwa tygodnie przez terminem.
2790 g, 51 cm, 10/10 w skali Appgar
Nasza Oliwka postanowiła wcześniej przyjść na świat.
Wczoraj w niedzielę rano przed 9 miałam silniejszy skurcz, a potem jak wstawałam z kanapy poczułam jak coś mi pocieklo. Myślałam że może to tylko jednorazowa akcja ale później to już konkretnie zaczęły mi odpływać wody. Poszłam się wykąpać bo już wiedzieliśmy że trzeba jechać do szpitala. Na izbie byliśmy po 12.
Jak mnie przyjęli na oddział o 13, to miewałam skurcze ale dosyć nieregularne i nieuciążliwe. Tak o 18-19 poczułam mocnej dopiero, ale rozwarcia prawie nie było. Lekarz chciał czekać aż mi się wszystko samo rozkręci więc nie podawali oksytocyny, planował ja dać o 6 rano następnego dnia czyli dzisiaj. Ale na szczęście o 23 już zaczęły mi się takie skurcze, które ciężko było znieść, aż mnie skręcało po prostu. Położna po 1 w nocy przyszla zmierzyła i było 3 cm. Powiedziała, że mogą mnie przenosić na porodowa i mogę dzwonić do męża.Ja w tym czasie poprosiłam o lewatywę i o znieczulenie. Mąż przyjechał, mnie nic nie bolało, sobie siedzieliśmy i czekaliśmy, a nawet się trochę zdrzemneliśmy. Po 4 już chyba znieczulenie zaczęło puszczać, bo mnie skurcze mocne zaczęły łapać, przyszła inna położna co mnie dobrze ułożyla, żeby był postęp porodu i mówiła, że muszę do 6 urodzić bo ona kończy dyżur :D Przyspieszyła się ta akcja na samym końcu, może gdyby nie ona to bym się męczyła kilka godzin. Oliwka urodziła się w tym ostatnin etapie w godzinę i od razu zapłakała jak wychodziła. Mąż był cały czas przy mnie i docisnal mi głowe do klatki w decydującym momencie😀, też przeciął pępowinę. Ta położna żeby nas nie straszyć w trakcie to dopiero po wszystkim nam powiedziała, że mała urodziła się buzią do góry, w sensie, że patrzyła w sufit i dlatego było ciężej przeć, a dodatkowo szyja była owinięta pępowina... Więc dobrze że wszystko się tak dobrze skończyło.
Nie nacieli mnie na szczęście, położna starała się ochraniać krocze, ale w związku z tym że malutka tak się odwrotnie ułożyła do wyjścia to mi coś tam pękło samo, ale to tam w środku a nie na zewnątrz. Więc mnie musiała delikatnie zszyć.
Teraz się dobrze czuje, oprócz niewyspania i zmęczenia nie czuje żadnego bólu. Nawet sikać mogę normalnie i nie ma tragedii.
Dobrze że już mam poród za sobą bo było trochę ciężko i napewno długo.
A Oliwka jest przecudowna, mąż się zakochał.
Teraz odsypia i odpoczywamy razem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2023, 18:38

JK Co przyniesie los 21 lutego 2023, 07:59

34.dc więc zrobiłam test mimo że nie spodziewałam się pozytywy. Raczej potrzebowałam podjąć decyzję w pewnej sprawie i stwierdziłam, że wynik testu mi pomoże. Nie jestem zadowolona że nagle tak się wydłuża ,tak ładnie było i regularnie z Dupkiem i Norprolac. Zastanawiam się tylko, czy ten Dupek to powinno się brać na pałę nie sprawdzając kiedy jest owulacja? Coś mi świta że dziewczyny tu pisały, że on zatrzymuje owulacje. Miałam iść w czwartek do nowego lekarza, ale plany się skomplikowały i nie wiem, czy zdążę. Kolejna wizyta dopiero za 2 tyg by mogła być. Nie zmartwiłam sie. Może nie mam siły na zmartwienia aktualnie.

zmija Myślałam, że to łatwiejsze 8 lutego 2023, 20:38

17dc
Progesteron (s) 61,40 nmol/l
I te fleszbeki z lekcji chemii, jak przeliczyć nanomole na l na nanogramy na ml, dzieki Bogu jest internet i fora dla kulturystów korzystających z dopingu!


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2023, 22:40

Kolejny weekend za nami po zastosowanej terapii szczepionkowej mamy od jakiegos czasu spokoj i sobie nagle przypomnialam, że przecież mamy zaległe szczepienia i nie dlugo bilnas :/
Udalo mi sie córke wyprowadzic z naszej sypialni ale zdecydowanie za dużo mam rzeczy- ciuchów dla córki z drugiej strony lepiej wiecej niż za mało ciagle sie zastanawiam czy te rzeczy sprzedawać czy zostawić nikt nie przekreslił moich sznas na na 2 ciaże ale po takim dlugim czasie wiem, że jednak nie ma cudu i co tu zrobic sprzedać za grosze albo zostawic dla kogos z rodziny narazie zostawim wszystko iii jestem przerażona ile rzeczy przybywa przede wszystkim ciuchów.... moze dam sobie taki czas że bede trzymać 5 lat potem jednak musze cos z tym zrobić niektóre rzeczy to malo nosila napewno musze jeszcze raz poogladać i zostawic tylko ładne pomimo tego ze dużo rzeczy dostalismy nie zmieniło to mojego podejscia ze mam potrzebę zakupu czegoś dla córki nie wiem skąd się to bierze mam fazę na kupowanie tych droższych rzeczy i tańszych ale suszarki nie kupiłam i chyba nie kupie totalnie nie przekonuja mnie informacje ze nie trzeba tyle ubrań ja mysle ze taka suszarka potrafi tez niszczyc ubrania i nikt mi nie powie ze tak nie jest :/
Poza tym uwielbiam rzeczy dziecięce ;)
W soboty sprzątam w domu bo niestety w tygidniu nie mam na nic siły w niedziele powinnam odpoczywac ale nie pptrafie sie wyrobić :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2023, 14:08

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 11 września 2023, 10:52

W sumie to nie wiem co tu napisać.
Chyba domyślacie się, że znowu mój organizm znowu nie dał rady wyprodukować jajka i doprowadzić do owulacji.
Na wizycie u gina widziałam że nie rośnie kompletnie nic, więc od tego czasu zaczęłam aplikować luteinę.
Dzisiaj mam ostatni dzień jej brania. W środę ma być 🦍. Muszę wygotować kubeczek menstruacyjny do tego czasu.

Nie mam owulacji dokładnie od marca i właśnie chyba dobija mnie ta myśl. Wiem że to chwilowy smutek spowodowany hormonami w drugiej fazie "cyklu" (nieistotne, że aplikowanymi), no ale on jest teraz ze mną. A to jedyne miejsce gdzie mogę się uzewnętrznić w tej sprawie.

26dc (już nie pamiętam którego cyku, nazwijmy go 36)
Moje cykle trwają równo 28 dni.
"Kurcze nie chce dostać @ w ten piątek" powtarzam sobie cały czas w myślach.
Seks był w dzień cyklu więc jest nadzieja. Nadzieja bardzo niska, bo trzy tygodnie temu mój mąż był chory, więc plemniki też raczej były "gorszej jakości".
Najbardziej nie lubię tego czekania.

Hej Dziewczyny!

16 tydz + 2 dni

Odzywam się po dłuższej przerwie 🤗 Dziś bylismy na wizycie u ginekologa. Tak jak na wszystkich poprzednich, wszystkie wyniki super 👋 Maluszek ma już 150 g! 💪 Płeć mamy wypisaną na karteczce 🤞 05.03 robiny gender reveal 💙💗

https://files.fm/u/cju3sjwmz

Nasze piękne Bobo 🤍

Ja do tej pory czułam sie świetnie! Zero negatywnych objawów. Dziś boli mnie żołądek pod żebrami, ale Pani Ginekolog powiedziała, że jelita podnoszą się do góry i niestety może boleć. Oby nie za mocno 😅
Wszystko inne układa się super 🙉 Od marca kompletujemy wyprawkę 👶

Pozdrawiam Was cieplutko 😎🥳

zmija Myślałam, że to łatwiejsze 23 stycznia 2023, 18:58

24dc
I właśnie dostałam okres (?), chociaż zakładam, że to raczej krwawienie z odstawienia Duphastone. Czy to się liczy jako pierwszy dzień cyklu?
Jutr powtarzam AMH, w środę do dr K.
Do tego płodny śluz, pomieszany z plamieniem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2023, 10:45

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)