I dzisiaj jest ten piękny dzień, kiedy mimo pobudki o 2:00 dalej pospałam tak do 6:00. Od razu inny człowiek bez tego bólu głowy 
Mam też wyniki z wczoraj:
glukoza 76,8 mg/dl
TSH 1,970 mU/l (skoczyło)
ft4 19,10 pmol/l
progesteron 302,000 nmol/l / 94,828 ng/ml
witaminaD 55,4 ng/ml
morfologia - wszystko idealnie
mocz - wszystko idealnie
Czyli jest ok. Koleżanka mnie straszyła (wtajemniczona i w temacie starań), że morfologie będę mieć rozjechaną a taka niska glukoza to na konsultacje z diabetologiem. Poirytowałam się. Glukoza jest dobra i ja zawsze taką miałam. IO nie mam. Nadwagi nie mam. Może ja jestem jakaś dziwna, że po moich przejściach nadal mam dość racjonalne podejście, no ale nie, nie będę siedzieć i świrować z lataniem po diabetologach. Nie będę też latać co chwila na USG (o tym też była rozmowa) i czekam do 24 lutego na pierwsze USG. To czy tam będziemy często "zaglądać" niczego nie zmieni. Z tym poirytowaniem to ogólnie mam nastrój taki powiedzmy mocny PMS. Także czekam na weekend, Mąż wyjeżdza piątek - niedziela, Pies idzie na "ferie" do mojej siostry, a ja zamierzam spać, spacerować, czytać książke i mieć święty spokój. Ciszę i porządek w mieszkaniu
.
9 II 2023
14 cs. 7 dc.
1 dzień do zaplanowanego zabiegu.
A więc nie nastąpił cud, nie zaszłam magicznie w ciążę, jestem na oddziale.
Dzisiaj jestem lajtową, wolną duszą w sali, bo nawet wenflonu mi nie zaaplikowali.
Zrobili EKG, podpisałam mnóstwo zgód i dostałam czopek na wieczorną rozrywkę. W sumie lepsze to niż lewatywa 😉
Na oddziale jest pełno studentów. Akurat to lubię - świeża krew, angażują się i dbają, a zawsze jest z kim pożartować 😉 więc póki co pierwszy dzień pobytu na plus. Za mną też rozmowa z profesorem, który będzie jutro mnie operował - przedstawił plan jutrzejszego zabiegu (jednak laparoskopia z histeroskopią) i w sumie na razie tyle - dalsze działania będą uzależnione od wyniku zabiegu.
***
Nie boję się jutra. Mam duszę wojownika, więc ból fizyczny nie jest mi straszny. To chwilowe. Jedynie stresuję się wynikami, boję się, że zadadzą ból psychiczny. Ale jestem dobrej myśli. Dzisiaj piękny, słoneczny dzień (traktuje go jak dobrą wróżbę ☺️), idzie wiosna, niedługo przyroda będzie budziła się do życia i wierzę, że niedługo i we mnie będzie rosło nowe życie 🍀.
***
Ostatnie dni dominowała obawa o wyniki zabiegu. Chwilami paraliżowała. Nie pozwalała zasnąć. Próbowała wycisnąć łzy z oczu. Mąż odegnał ją prostymi słowami - "Jeśli wyniki wyjdą złe to szybciej podejdziemy do in vitro.". Nawet nie byłam świadoma, że to właśnie tego bałam się najbardziej. Jego reakcji w sytuacji, gdy nie będę w stanie dać mu naturalnie dziecka. Chociaż jesteśmy zgranym zespołem to jednak gdzieś podświadomie te obawy były. Ale będzie dobrze 🌺. Musi być 🌺.
Po wizycie:
Na razie widać tylko pęcherzyk ciążowy ale na bardzo wczesnym etapie. Ciąża jest zagrożona przez plamienia i bóle. Prawdopodobnie niewydolność ciałka żółtego. Mam luteinę dopochwowo 2x1 i duphaston 3 x 1.
Za 3 tygodnie wizyta i musi być akcja serca. Dostałam skierowanie na badania do karty ciąży. Od jutra L4 i leżeć ewentualnie moge rozwiązywać krzyżówki, czytać książki i oglądać netfilxa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2025, 09:23
Boziu uruchomiła mi się laktacja...
Już tydzień temu czułam smyranie sutków ale było i przeszło a wczoraj podczas kąpieli białe krople na sutkach, myślałam, że mam zwidy, a dziś to samo...
Piersi nabrzmiałe i obolałe...
Noc przespałam i nawet miałam dobre sny. Rano znowu plamienie - kawa z mlekiem. Dziewczyny mi piszą, że to po Clexane i Acard się zdarza. Lekarz mi odpisał, że to bardzo częste i na razie spokojnie. Ale ja popłakuję i jestem zrezygnowana. Dodatkowo boli mnie brzuch, jak na okres. Akurat często mnie pobolewał ale teraz jestem tak zdenerwowana, że już sama nie wiem co czuję.
Oddałam krew na bete, w środę powtórzę. Jak dzisiaj będzie skrajnie niska lub w środe spadnie to wiadomo. Na USG ciut za wcześnie. Boże oby dotrwać do tego USG serduszkowego.
10 II 2023.
14 cs 8 dc.
Ok. 1,5 godziny do zabiegu.
"Czemu Ty się zła godzino z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś, a więc musisz minąć, miniesz, a więc to jest piękne".
Obudziłam się chwilę po 5 rano. Próbowałam zasnąć ale przewracałam się z boku na bok. Po paru minutach usłyszałam płacz Maluszka z piętra wyżej (chyba ogłaszał światu swoje przyjście 🥺). Potraktowałam to jako dobry znak. Zaczęłam wizualizować sobie swoją Lili, Nele albo Kubusia. Musi być dobrze 🍀.
Czekam na swoją sexi piżamkę zabiegową, odezwę się później ☺️
Aktualizacja - 10 godzin PO zabiegu.
Ogólnie czuję się dobrze chociaż dopiero teraz mogę w miare normalnie funkcjonować. Wcześniej wymioty po narkozie zmiotły mnie z planszy 🥺. Ale po kolei..
Rano po przebraniu się w sexi koszulkę, dostałam głupiego jasia i mialam grzecznie czekać w łóżku na swoją kolej. Po ok. 20 min podjechała położna taxi (wózek) i zawiozła mnie do miejsca przeznaczenia. Szczerze to byłam tak otumaniona tym lekiem, że było mi wszystko jedno. Na sali operacyjnej pomogli mi usiąść na specjalny fotel (trochę jak łóżko ginekologiczne), poprzypinali i dostałam maskę na twarz. Kilka głębokich wdechów i.. obudziłam się już na swojej wcześniejszej sali. Skalę bólu mogłam ocenić 5/10. Więc bez tragedii. A później przyszły wymioty i zmiotło mnie z planszy aż do teraz. Ale ból jest 3/10 także coś za coś 😉 i plamię. Ale coraz mniej ☺️ mojego profesora nie udało mi się złapać, nie widziałam się z nim ale od jutrzejszego ranka zaginam parol na niego i niech szybko mówi mi co tam odkrył 🧐☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2023, 19:09
Jednak te powyższe owulaki "prawdę mówiły". Do owulki jeszcze trochę czasu. Wczoraj na monitoringu wyszło, że pęcherzyk ma dopiero 15 mm. Myślałam, że owulka tuż tuż, bo naprawdę bardzo czuję lewy jajnik i myślałam, że to właśnie tam coś się tworzy, a tu taka niespodzianka. Zresztą ciekawe jest to, że nie pamiętam monitoringu w którym pęcherzyk byłby w lewym. Muszę się o to w klinice podpytać. Dodatkowo dr wspomniała, że ten lewy jest schowany za macicą. Dziwności jakieś...
Stawiam, że owulacja będzie między niedzielą a środą, więc kontynuuję sprawdzanie przez testy owulacyjne. Dodatkowo dzisiaj z ciekawości sprawdziłam na mikroskopie i też żadnych paprotek, więc wszystko się zgadza.
Ciekawi mnie tylko ten ból w lewym jajniku 🤨
20 tc
Byliśmy dzisiaj z mężem u mojego ginekologa.
Z dzieckiem wszystko wporzadku , 322 g dzieciaczka w moim brzuchu i dalej rośnie.
Mam zdjęcie z usg jak otworzył buźkę i puszczą bąbelki ..
I co jest ciekawe moja córka ma siusiaczka tak wiec chłopak 😁.
322 g chłopaczka jest w moim brzuszku .
Pokazał jajuszka . Widziałam na własne oczy tak wiec heh dziecko zrobiło mi suprise dzień przed moimi urodzinami 😁. Trochę jestem w szoku bo już zdążyłam się przyzwyczaić że to dziewczyna i nawet mieliśmy imię dla dziewczynki .
No ale cieszę się że wszystko jest wporzadku .
Lekarz zbadał mi szyjkę bo powiedziałam mu ze czasami mnie kłuje w środku . Szyjkę mam dłuższą niż powinnam mieć i zamknięta naszczeście. Z łożyskiem , macica , wodami płodowymi i dzieckiem jak najbardziej wszystko jest wporzadku . Tak więc cieszę się bardzo. 😁
Teraz tylko muszę usunąć wszystkie polubione ubrana dla dziewczynki ... I patrzeć na chłopięce. Hihi 😅
02.02.2023
No i stał się cud. Płyn z uszu zniknął- szanse na to były mega znikome. Nawet lekarka doznała dzis szoku. Co pomogło? Prawdopodobnie balon politzera (nasza laryngolog nauczyła nas jak stosować taki sprzęt laryngologiczny do przedmuchiwania trąbek sluchowych). Mam dziś urodziny, ta wiadomość była dla mnie najlepszym prezentem. Szymon wróci do żłobka na adaptacje nr 284838 w marcu. Pozostaje tylko wierzyć, że kolejny raz zapalenia uszu się nie pojawią .
Ostatnio dużo myślę o sobie, o samorozwoju, o swoim życiu.. zawsze byłam osobą nerwową, która dużo się stresowała. W końcu, w swoje 34 urodziny zdałam sobie sprawę, że muszę to zmienić.. chcę to zmienić. Ostatnie miesiące postawiły mi wiele wyzwań, ale dzięki temu zrozumiałam, że nie mogę walczyć sama ze sobą, zjadać się wewnętrznie. Ten rok zostawiam pod hasłem odpuszczenia i wdzięczności za to co mam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2023, 21:58
24 XII 2022
Układałam w głowie scenariusz tej sytuacji miliony razy. Miałam przygotowaną przemowę, długi monolog - w wyobraźni różniły się tylko okoliczności, słowa pozostawały bez zmian.
Gdy tylko dowiedziałam się, że Mąż ma niespodziewaną służbę w Wigilię zdecydowałam, że to właśnie będzie ten dzień.
Mimo upływających minut, galopującego serca i guli w gardle przekładałam rozmowę z godziny na godzinę..
Nagle gdzieś między przyprawianiem jednej, a drugiej sałatki wzięłam głęboki oddech i zaczęłam "Mamo muszę Ci coś powiedzieć..", później słowa wylały się z prędkością karabinu maszynowego, z przygotowanej przemowy nie pamiętałam ani zdania. Niemal na bezdechu opowiedziałam jak długo się staramy, o zaplanowanym zabiegu na luty, prawodopodobnym in vitro, strachu i niezrozumieniu. Mówiłam szybko jakbym bała się, że mi przerwie, a ja już nigdy nie zbiorę się na odwagę. Później nastała cisza, która dłużyła mi się w nieskończoność, a w rzeczywistości trwała kilka sekund. Czekałam na reakcje, byłam przygotowana niemal na każdą wersję. Mama podeszła do mnie i powiedziała "Kochanie, podejrzewałam to od dawna ale czekałam aż sama będziesz chciała mi o tym powiedzieć. Dziękuję. Będzie dobrze, zobaczysz, ułoży się.", a później mnie przytuliła. Wyobrażałam sobie każdą reakcje ale ta przeszła moje wyobrażenia. Tama pękła. Łzy zaczęły płynąć same, a szloch wydobywał się gdzieś z wnętrza. Płakałam głośno wtulając się w mamę, szukając w niej pocieszenia jak wtedy, gdy miałam kilka lat i biegłam do niej z krwawiącym kolanem. Tyle, że tym razem krwawiło serce, a łzy oczyszczenia rozmazywały mój makijaż..
Teraz jakoś lżej się oddycha.
Jeszcze 2 dni do wizyty serduszkowej 🙏💛
Błagam niech wszystko będzie dobrze i niech serduszko mocno bije...
Objawy ciążowe mam ale wiadomo... to nic nie oznacza. 🤷♀️ Najbardziej boję się pustego jaja, bo to przy nim wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią że ciąża jest a tak na prawdę nici z tego.
Na pamiątkę obecne objawy:
- niezmiennie ból piersi
- ciężki nabrzmiały biust, już takie 1,5 rozmiaru w górę poszło
- ogromne zmęczenie... Każdego dnia w ciągu dnia czuje się tak zmęczona jak po całonocnej imprezie... W ciąży z Mayą nie doświadczyłam czegoś takiego - fatigue level hard
- nawracające problemy ze spaniem - od 2 dni znowu jest gorzej 
No nic... Odezwę się za 2 dni po wizycie. Mam nadzieję że z dobrymi wieściami 🙏🤞
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2024, 06:24
9 lutego nasze Dzieciątko odeszło do Aniołków.
8 lutego wieczorem dostałam krwotoku, a rano nie było już widać akcji serca.
Mój mąż, wielki chłop, prawie zemdlał dwa razy.
Ja tylko się na niego patrzyłam i nie byłam w stanie nic powiedzieć.
Po wyjściu z gabinetu wyłam na korytarzu. Tego uczucia nie da się opisać, kiedy serce pęka ci na pół.
Jak jest dzisiaj?
Ciężko. Ale staram się żyć normalnie. Staram się nie siedzieć w domu, być ciągle z kimś. Nie załamać się. A w poniedziałek jadę do mamy i taty. Czekają na mnie i będą ze mną w tym.
Nasze Dzieciątko jeszcze jest z nami, w moim brzuszku. Ciągle mu powtarzam, że jestem przy nim, że nie jest samo. A kiedyś się jeszcze spotkamy.
Krwawienie prawie ustało, nic mnie nie boli. Jeśli jutro nic się nie zadzieje, w poniedziałek rodzice zawiozą mnie do szpitala.
Będziemy robić badania i szukać odpowiedzi, dlaczego się tak stało. Mamy pewne przypuszczenia.
Ale teraz potrzebuję spokoju i odnalezienia siebie na nowo. Wiem, że jeszcze będzie dobrze. Wiem, że Bóg ma na nas swój plan że dane nam będzie jeszcze przytulić nasze Dziecko.
A tymczasem znikam na trochę. Dziękuję Wam za wsparcie. To był piękny, choć niełatwy czas. Teraz już nic nie mogę zrobić źle. Nikomu nie mogę zaszkodzić. Jest mi trochę łatwiej z tą myślą. Chcę skupić się na naszym małżeństwie, które potrzebuje znowu dawnych nas. Chcę wykorzystać jak najlepiej ten czas, który jest nam teraz dany.
Nasze Dzieciątko pozostawiło po sobie mnóstwo szczęścia, dobrych wspomnień i nauczyło mnie cieszyć się tym, co jest tu i teraz. Było takie malutkie, a tyle wniosło do mojego życia. Wiem, że nie było tu z nami przypadkowo. I zawsze pozostanie w naszych sercach.
Miałam nadzieję że wyleczę się z infekcji do czasu owulacji. Nie wiem, może jeszcze zdążę. Przyczepiło się i nie chce puścić.
W pracy gorący okres, x projektów się kończyło testować, nie chciałam zostawiać koleżanek z tym wszystkim samych i... Finalnie ja została z tym wszystkim sama, robiąc za trzech i przeplatając w to szukanie dokumentów do audytu.
A mówił sobie człowiek, że nie będzie patrzył na innych jak będzie potrzebował L4.
W przyszły piątek miałam jechać do przyjaciółki, intensywnie grać do niedzieli w planszówki a potem pomoc z organizacją baby shower, bo na kwiecień dziewczyna ma termin.
To teraz stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo w domu zarazili mnie jakimś dziadostwem i już wczoraj wieczorem czułam że coś się kroi, a dzisiaj obudziłam się z gorączką i bez sił do życia.
Nie chcę jechać do niej żeby zarazić.
A tak się cieszyłam na ten weekend...
Jak przez kilka lat chora nie byłam konkretnie, tak teraz co dwa miesiące mnie łapie.
Najgorzej, że męża też... I całe starania o poprawę wyników nasienia pójdą jak krew w piach, bo to znowu jakaś infekcja górnych dróg oddechowych czy inne zapaleniowo płucne. 😞
Dodatkowo w domu nastroje mocno napięte, przeszkadza im wszystko i wszyscy. Ja już nie komentuje, ustępuje, nie chce mi się bić z wiatrakami.
Nawet to że ktoś stłukł szklankę to moja wina, bo zostawiłam ją na blacie pod ścianą, żeby nie zapomnieć dzisiaj tego wynieść do siebie. 😳🤷
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2023, 10:19
12 dc stymulacji do in vitro
Oj wyhodowałam za dużo jajeczek 🤦🏼♀️🤦🏼♀️🤦🏼♀️
Stymulacja
2-5 dc Gonal 150j
6-8 dc Gonal 100j + Orgalutran 0,5ml
9-12 dc Gonal 75j + Orgalutran 0,5ml
13 dc Gonapeptyl Daily 2ampulki jednorazowo
14 dc antybiotyk Summamed 2tbl
15 dc PUNKCJA bez transferu
Wizyty monitoring Invimed
5dc, 7dc, 10dc
W piątek punkcja na 8:00
Na dojrzewanie jajeczek na koniec iniekcja 2x Gonapeptyl
Moja Pani Doktor mówi ze będzie u mnie hiperka, wiec kriotransfer możliwy najszybciej w marcu.
Poproszę order złoty za cierpliwość na koniec jak już się kiedyś uda 🏅🏅🏅🏅
34dc, 23dpo, 4t+5d
beta: 5958,20 (przyrost ponad 125%)
prg: 47,45
Strasznie mnie stresują te plamienia. Myślałam że to od luteiny. Podrażnia, nie chciała wchodzić. A że jestem na Acardzie i Heparynie to wystarczy lekkie zadrapanie.
Zaczęłam używać żelu. Przestało. Było czysto, miło, nie drażniło. Niestety dwa dni... Dzisiaj znowu rano brązowo.
W poniedziałek mam wizytę wieczorem. Umrę z nerwów do tego czasu. Nie chciałam panikować, bo jestem obstawiona lekami, beta rośnie prawidłowo. To będzie strasznie dlugi weekend...
Większość Staraczek z problemem śluzu płodnego stosuje kurację olejem z wiesiołka. Przy tym jednak trzeba pamiętać o suplach z kwasami omega 3. Olejek z wiesiołka zawiera omega 6. Zbyt duża ilość omega 6 przy niedoborze omega 3 może powodować (lub zwiększać) zróżnicowane reakcje zapalne organizmu (nietolerancje pokarmowe, alergie, zapalenia stawów, a nawet sprzyjać rozwojowi raka piersi po menopauzie). Dlatego przy suplementacji olejem z wiesiołka należy dbać o odpowiednią podać kwasów omega 3. Proporcja wynosi 5:1 (omega 6 : omega 3).
11+5
Od wczoraj czuje się podejrzanie normalnie i nie-ciążowo. Wstałam dziś i brzuch płaski. Halo, dzidzia, czy nadal tam jesteś? Powiedziałam o ciąży mojej mamie, bardzo się ucieszyła i nie przyjmuje do wiadomości, że coś mogłoby się nie udać. USG dopiero 30.05...
Od 1 lipca jestem na wychowawczym. W pracy pierwszy kwartał był przesrany, bo mobbing. Drugi kwartał był przesrany, bo już wiedziałam, że od 1 września mnie przenoszą do innej jednostki, więc chciałam ładnie wszystko dokończyć i nie zostawiać trupów w szafie. Było bardzo ciężko. Stąd pomysł na 2 miesiace wolnego zamiast 2 tygodni.
Na poczatku byłyśmy nad morz w składzie 2 mamy, 2 dzieci z zespołem aspergera. Nie miałam siły organizować czegoś, a wiedziałam, że mój organizm nie da rady ogarnąć Malinki sam. Bo Mąż zaczął nową pracę od 1 lipca i wiadomo było, że urlopu nie dostanie. W zasadzie odpoczęłam, a dziewczynki nawzajem uczyły się różnych rzeczy. Mamy też się uczyły innych metod. Nawet takie świadome mamy.
Potem była lekka szkoła życia. Tzn.z koleżanką wybrałam się na Triglav (najwyższy szczyt Słowenii, 2864 m). Razem z dojazdem i powrotem nie było mnie 6 dni. Do tej pory zostawiałam Męża i Małą na 2 doby maks, z przygotowanym podwieczorkiem i podszykowanym obiadem. A teraz nic nie przygotowałam, w końcu dziecko większe, no i musiałam się spakować. Cóż to była za pouczająca wyprawa. Mnie przekonałao ty., ile mój organizm może. Mimo, źe najwolniej wchodziłam i schodziłam, to jako jedyna nie miałam zakwasów!!! Może to kwestia tego, że nie robiłam specjalnych orzygotowań pod kątem Triglavu, tylko po prostu tu rowerek po mieście, tu bieganko (takie po 3 km, bo nie mam czasu), tu spacerek. Piękna pogoda, piękna przygoda. Wracając byłam jedną wielką tęsknotą. Ale moja Raspie nie chciała się przytulać. Kolejny dzień zrobiłyśmy tylko dla siebie. Bez przedszkola, wszystko razem. Wieczorkiem mówię "dobra, idę pobiegać". Otworzyły się wrota piekieł. "Nigdzie nie możesz wyjść, byłaś sama na wakacjach, beze mnie, a możesz wyjeżdżać sama dopiero po moim umarnięciu". Ten i inne teksty na pełnej petardzie głośności. "Potrzebujesz przytulasa?" - "tak i mnie nie puszczaj!". Ależ się spłakałam. Zmyliło mnie "z tatą było świetnie", a przecież może być świetnie i można tęsknić. Sama tego doświadczam!!!
Potem wzięłyśmy udział w biegu z przeszkodami. Ja 10 km (pobiłam swój czas o 6 minut), a Bąbolady pierwsze zawody na 1 km. Było świetnie! Była frajda, zabawa, wola walki, nie poddawanie się, śmuech, medal i siczek na końcu 🥰
Uwielbiam ją.
W sobotę dowiedziałam się, że koleżance, która ma już 6-letnie dziecko udał się - ot tak - kolejny transfer. Rozwaliło mnie to. Dlaczego nie mogę być w tej grupie, albo w grupie "naturals po ivf". Przepłakałam z pół dnia. Sama.
Do końca sierpnia chcę porobić jak najwięcej badań i odhaczyć wizyty. Żeby potem mieć z górki. Ale kiedy transfer, tego nie wiem. Chciałabym móc cieszyć się w 100% moją Maliną, czasem wolnym (tu dentysta, tu urząd, tu serwis rowerowy), czekającym nas (dwie, bo Mąż w pracy) wyjazdem w Góry Stołowe, ale brakuje mi tego elementu układanki, jakim jest kolejne dziecko. Baaaardzoooo!
9.02.23
Wczoraj doznałam namiastkę szczęścia. Tak bardzo brakowało mi pozytywnych informacji.
W końcu mamy zielone światło na start.
Zaczynamy wkrótce. Oby tym razem szczęśliwie. 🙏
Mam poczucie, że w końcu wracam do gry.
W naturalne poczęcie niestety już nie wierze i to zawieszenie było dla mnie strasznie obciążające psychicznie.
Alu już w końcu po 2 miesiącach prób startu możemy zaczynać. Uff... Chociaż nie wiem na jak długo starczy mi tego "uff". Wczoraj byłam szczęśliwa a dzisiaj już emocje opadają i szczęście miesza się z lękiem.
Wyniki nasienia mamy lepsze niż kiedykolwiek.
Torbiel zniknęła.
Zastrzyki czekają.
3
2
1
I ruszamy. 🍀
Trzymajcie kciuki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2023, 18:41
36 dc 12 dpo
Dzisiaj temperatura koncertowo w dół. ↘️ W dodatku boli mnie głowa, a test w niedzielę bielusieńki.
Także czekam już tylko na 🐒.
Nie zranisz mnie 🐒 tym razem... Czekam na Ciebie. Byłabym ci tylko wdzięczna, gdybyś wstrzymała się jeszcze tak do jutra... Wtedy HSG miałabym idealnie w 9 dc i może ten cykl nie byłby na straty...
W ogóle to podziwiam wszystkie dziewczyny z długimi cyklami. Mi obecny przesunął się (na chwilę obecną) o tydzień i już mam wrażenie, że trwa całą wieczność. Co dopiero gdyby trwał tak standardowo albo, co gorsza, takie 40-50-60 dni...
***
Odkąd mam termin HSG... Zaczęłam czuć strach. Nie boję się samego badania (chociaż nie jedno już o nim czytałam). Boję się wyniku. Boję się, że okaże się, że jajowody są niedrożne. Wiem, że nawet jeśli - to będziemy wiedzieli, na czym stoimy, to będziemy z tym walczyć, nie poddamy się tak łatwo, ale jednak... Stres jest.
Czy miałyście HSG? Jak Wasze wrażenia/odczucia po tym badaniu?
I kiedy robiłyście czystość pochwy pod nie?
Ja mam taką sprzed miesiąca i kazali mi powtórzyć. Nie wiem tylko - przed 🐒 czy po. Nie dopytałam i teraz biję się z myślami, czy teraz szybko jechać czy poczekać aż 🐒 się skończy...
***
Wczoraj na budowie mieliśmy Gości. Na kawę wpadli nasi przyszli Sąsiedzi "zza miedzy", którzy budowę chcą rozpocząć dopiero za rok, ale już wpadają od czasu do czasu na działeczkę. Było całkiem miło. Wpadli z 9-miesięcznym bąbelkiem, który... Od razu chciał do mnie na ręce... No i zostałam "ciocią". Nie. Nie zabolało. Utwierdziło w przekonaniu, że zrobię wszystko, aby mieć takiego Maluszka.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.