Miałam mieć dzis wizytę w klinice- ale w piątek dzwoniły Panie z rejestracji, ze niestety ze względu na pacjentki, które maja stymulacje, wizyta zostaje przesunięta na piątek.. No nic czekamy dalej.. trochę mi szkoda, bo dzis mam 6 dc i liczyłam ze ruszymy z kopyta z jakaś stymulacja.. a tutaj w piątek w 10 dc to już dupa… ciekawe co tam na wizycie będzie.. ja to bym odrazu poszła w taki zestaw jaki był ostatnio szczęśliwy… czy się uda? Czas pokaże.. może jeszcze coś z tego cyklu wyciśniemy z panią Doktor..
Zdrowotnie - dalej mam problemy.. mam jeszcze wizytę u neurologa.. obstawiam, albo stres - praca, żłobek, brak ciąży, ta niepewność i ciagle zastanawianie się co zrobić.. albo po prostu za duzo na siebie biorę i mam za mało pomocy..
związek - tutaj tez dostałam po dupie.. wyszło, ze mój Mąż mnie okłamał.. bez szczegółów - zrobił coś czego ja nie akceptuje, wyszło przypadkiem, zaprzeczył… szkoda, bo z pierdoly powiedzmy, zranił mnie i znowu zabolało..
Moje dziecko ma ospę..
A ja- ja jestem zmęczona.. zmęczona takim zawieszeniem.. nieplodnosc po raz drugi daje mi to samo.. wiadomo, ze jest inaczej bo jest Synuś i On mnie stawia do pionu.. szkoda ze za drugim razem albo nie może się po prostu udać bez tej całej otoczki albo ze nie umiem odpuścić i dać biec losowi..
Trochę to trwało ale w końcu znalazłam chwilę na opisanie dalszej części naszego porodu. 😜
Do szpitala na szczęście mamy blisko bo lekko ponad 2 km więc trasa zajęła nam raptem 5 minut. Trafiliśmy na izbę przyjęć, tam podłączenie pod KTG na 30 minut Plus wywiad z położną. Później przyszedł lekarz by mnie zbadać i potwierdził że wody odchodzą, szyjka jest zgładzona, a rozwarcie jest na opuszek. 🙈
Trafiłam na salę przedporodową gdzie po raz kolejny zostałam podpięta pod KTG a mąż w tym czasie wrócił do domu, bo nie wiadomo ile będzie się rozkręcać akcja porodowa. Dostałam jeszcze kroplówkę nawadniającą. Około 8:30 byłam badana i rozwarcie było już na 3 cm Zgodziłam się na oksytocynę by rozkręcić akcje porodową i trafiłam na salę gdzie już miałam zostać do końca. O 9:00 kolejne badanie, rozwarcie na 4 cm i pozwolili mi zadzwonić po męża. Dostałam też zzo bo już zaczęło konkretnie boleć. Myślałam że samo wkłucie trwa szybciej 🙈 jakoś koło 9:30 był już mój mąż, i kolejne 40 minut było najcudowniejsze podczas tego całego porodu ponieważ przestało mnie boleć. Po 10:00 już miałam 6 cm, koło 11:00 zaczęłam wymiotować i było osiem, a przed 12:00 pojawiło się 10 cm rozwarcia. I od tego momentu wszystko co się działo wspominam źle, ponieważ Ból był okropny. Miałam ochotę chodzić po ścianach, młoda się dopiero wstawiała w kanał głową więc o parciu też nie było mowy. Kolejne dwie godziny Pamiętam jak przez mgłę, było ciężko bolało, płakałam ponieważ chciałam żeby to się już skończyło kropka wielkim oparciem był w tym wszystkim mój mąż bez którego chyba bym sobie nie poradziła. Poród skończył się nacięciem, młoda od razu wyskoczyła jak się okazało bez nacięcia to raczej nie było opcji ponieważ źle się wstawiła głową w kanał.
Nie od razu poczułam ulgę, urodzenie łożyska, później zaczęłam chlapać krwią, byłam łyżeczkowana i szyta prawie 50 minut. Fala miłości też mnie nie zalała, ponieważ bardziej skupiłam się na poczuciu ulgi. Mąż za to był na maksa wzruszony. Podczas parcia też nie oglądał ścian, bo jak położna powiedziała że widać włoski i że są takie czarne to już zaczął się patrzeć w dół. Ale z tego co wiem to raczej nie ma traumy, a nawet cieszy się że tego wszystkiego doświadczył. Mała urodziła się 30 stycznia o 13:50, z wagą 3 kg i wzrostem 54 cm. Jest najcudowniejsza, najwspanialsza i w życiu nie Marzyłam o takim szczęściu. Dziś kończymy dwa tygodnie i chociaż nie zawsze jest łatwo to nie wiem jak do tej pory mogłam bez niej żyć. ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2023, 19:00
Ostatnie kilka słów o porodzie.
W szpitalu spędziliśmy 6 dni. Mała miałam żółtaczkę i musiała być naświetlana a w tym czasie ja walczyłam z laktacja. Bardzo mi zależało na karmieniu piersią. Od środy walczyłam z laktatorem, bo mój dzidziuś się po prostu nie najadał. Przez żółtaczkę była bardzo senna i apatyczna więc miałam problem by ją dostawić do piersi. To też średnio mi szło bo co rusz wypadał jej sutek, położne mi pokazywały jak to zrobić ale jak miałam zrobić to sama to nie wychodziło 😵💫
W czwartek bilirubina skoczyła do 16 więc mała rozpoczęła naświetlania. Co 2,5/3,5 h wracała do mnie na karmienie, gdy jej nie było robiłam sesje z laktatorem by mała miała mleczko na wynos gdy byłyśmy osobno. W nocy odciągałam i nosiłam na patologię noworodka by mała jak najdłużej była naświetlana i nie kursowała tyle. Było ciężko, bo mało ja widziałam, ale to wszystko było dla jej dobra. W czwartek miałam pobierana krew i się okazało że hemoglobina spadła mi do 8. Dostałam zastrzyk i 6 tabletek (po 2 do posiłku). Lekarz zalecał transfuzje ale się nie zgodziłam bo czułam się całkiem dobrze. Sobota i niedziela również z zastrzykiem plus leki a teraz najbliższe 3 miesiące będę brać tardyferon. W niedzielę dostaliśmy zielone światło do wyjścia 🙂 byłam na maksa szczęśliwa, bardzo chciałam już wrócić do domu, pomimo cudownej opieki chciałam już się wyspać w swoim łóżku. No i się udało, popołudnie było czasem wizyt dziadków a o 20 gdy zostałam już sama (mąż poszedł na nockę do pracy) rozpłakałam się bo to ja byłam przebodźcowana a nie mała. Ona była aniołkiem.
Zdarza mi się spać 3h w nocy ale są też momenty gdy śpię 6 h. Aktualnie walczę o laktacje bo mam wrażenie że biednie się zrobiło 😢 laktatorem w 30 minut ściągam max 60 ml i tak już od półtorej tygodnia. Nic nie rusza do przodu, piersi raczej miękkie, pije femaltiker, zamówiłam syrop że słodu jęczmiennego. Zeszłej nocy mała dostała butelkę z moim odciągniętym mlekiem i zjadła 40 ml. Przy cycku strasznie płakała. Walczyłam z nią 3 h, a jak zjadła to poszła spać na 3h. Działam też z kolektorem ale z nim to ruletka. Raz się fajnie przyssa a raz odpada po kilku sekundach (potrafię złapać do niego 30 ml). Ciężka walka o pokarm przede mną. Kupiłam też modyfikowane by ewentualnie dokarmiać mała w nocy gdy mam mniej cierpliwości. W ciągu dnia jakoś nie ma takiej potrzeby.
Cześć Dziewczyny.
Ach, postanowiłam, że coś skrobnę. W sumie dobrze mi tu i brakuje mi Was. Z jednej strony mam potrzebę się wygadać, a z drugiej bardzo boję się o tym komukolwiek mówić. To taki delikatny, osobisty temat, że trzymam go w sobie i staram się ochronić przed światem zewnętrznym. Potrzebuję przelać gdzieś te emocje, ale jak zaczynam cokolwiek mówić, to zaraz łzy płyną mi do oczu i zaciska się gardło. Może pisanie będzie najlepszym rozwiązaniem.
Trudne były te ostatnie dni. To tak, jakby ktoś zabrał dziecku długo wyczekiwany prezent. Wyrwał mu go z rąk i uciekł. I to dziecko zostaje samo, wyciąga rękę, nie wie co się stało.. Dlaczego?
Czuję taką pustkę. Nie za bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Miałam tyle planów, poukładałam sobie ten rok w głowie. Czuję się chwilami, że byłam tak naiwna, tak głupia.. Za bardzo się w to wkręciłam. Ale z drugiej strony.. Czy słysząc bicie serca swojego Dziecka nie miałam do tego prawa? Nie mogłam pomyśleć, jak będzie wyglądała nasza przyszłość?
Ta ciąża była cudownym przeżyciem. Ale był to też rollercoaster najbardziej skrajnych emocji. Bo w pewnym momencie nie boisz się już tylko o siebie, o swoje zdrowie. Zaczynasz się bać o kruche życie tej małej Istotki, na której tak bardzo Ci zależy i gdzieś z tyłu głowy krąży myśl, że możesz ją stracić, a wtedy runie cały Twój świat.
Był to też ogromny kontrast do moich wcześniejszych oczekiwań. Zawsze myślałam, że jak już zajdę w ciążę, to będę latać w chmurach. Że będę skakać z radości, żyć pełnią życia. W praktyce wyglądało to tak, że leżałam w łóżku i płakałam, dziękując Bogu za to Dziecko, płakałam, bo krew leciała mi po nogach, płakałam, bo odczuwałam przeraźliwy strach czy ono jeszcze żyje, płakałam, bo od 20 kilku dni nie robiłam nic innego oprócz leżenia w łóżku w dresie. Płakałam z bólu, bo moje plecy już odmawiały posłuszeństwa, patrzyłam się na ten brzuch i wiedziałam, że to Maleństwo tam jest, ale nadal nie mogłam w to uwierzyć..
Nie wiem. Czuję się, jakby ktoś mnie przejechał. Jak się czymś zajmę to nawet umiem się śmiać, normalnie rozmawiać, a jak zostanę chwilę sama to nawet nie wiem kiedy i łzy lecą mi po policzkach. Chyba potrzebuję jeszcze czasu.
W piątek zdecydowałam się na rozmowę z psycholog, która przyjmuje w gabinecie u mojej pani doktor. I nawet nie ze względu na tę sytuację, bo czuję, że sobie z nią poradzę. Ale chciałabym poznać swoje wnętrze, odpowiedzieć na niektóre pytania w mojej głowie, stać się lepszą wersją siebie. Zawsze się wzbraniałam przed taką wizytą (nie czułam takiej potrzeby), a teraz mam ogromną ochotę z kimś o tym porozmawiać i wyrzucić z siebie to, co mnie trapi. Poszłabym na taką wizytę nawet teraz, w tym momencie, mam ogromną ochotę pracować nad sobą.
Z pozytywnych kwestii (jeśli można cokolwiek w tej sytuacji tak nazwać), to ta ciąża otworzyła mi oczy na wiele spraw. Dostrzegłam, jak bardzo kocha mnie mój mąż. Taką szczerą, prawdziwą, dojrzałą miłością. Był ze mną od początku do końca. W tych łzach, we krwi. Nie było wstydu. Nie musiałam nic mówić, on po prostu wiedział o co chodzi. Nasz związek przeszedł na kolejny duchowy etap. Poczułam, że mój mąż jest częścią mnie.
Drugą kwestią jest to, że odkryłam, że wielkimi, powolnymi, ciężkimi krokami zbliżam się do mojego celu. Nie trafiłam do tej doktor przypadkowo. Wiem, że Bóg postawił ją na mojej drodze i da mi to, o czym tak bardzo marzę, ale muszę być jeszcze cierpliwa. Choć teraz nie wszystko potoczyło się do końca tak, jakbym tego chciała, muszę być wdzięczna za to, co dostałam. Jeszcze parę miesięcy temu nawet nie byłam blisko, a teraz zrobiłam ogromny krok na przód.
Nasz Maluszek jest z nami i będzie do końca naszego życia patrzył na nas z nieba. Doceniam to, że się pojawił. I choć nigdy nie dane mi będzie go trzymać w ramionach, żył będzie wiecznie w naszych sercach i pamięci. Ciało jest tymczasowe, a dusza nigdy nie umiera.
Wierzę, że będzie dobrze. Wczoraj znowu dostrzegłam na niebie ogromny klucz lecących ptaków. Ostatnio widziałam je krótko przed tym, jak zaszłam w ciążę.
Życie jest piękne, choć ciężko to czasami dostrzec, bo mamy ubrudzone okulary.
Dzisiaj rano udało mi się wyłapać piękny pik 🤩
Tak wygląda porównanie horienów do facelle:


Dodatkowo podglądałam jak to wygląda pod mikroskopem i pełno tych paprotek, a więc wszystko się zgadza.
Z racji tego, że pik był dzisiaj rano, to owulka pewnie będzie dzisiaj wieczorem lub jutro.
Jestem zadowolona z tego miesiąca, mam poczucie, że zrobilismy wszystko co mogliśmy, żeby się udało. Więc od jutra pozostaje odpocząć do testowania ☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2023, 21:11
42 dzień cyklu, a tu nadal małpowa cisza🤣
Dzisiaj był piękny dzień, słońce świeciło i było czuć w powietrzu odwilż. Ahhh.. Tak bardzo tęskniłam za promieniami słońca i wiosennym ciepłym powietrzem. Aż chce się żyć...
Co dzień to bliżej do naszej wizyty a ja mam coraz więcej myśli kłębiących się w głowie na ten temat dotyczących tego jak długa czeka nas droga do uzyskania odpowiedzi w czym problem. Przed wiztą chciałabym się upewnić, że na tysiąc procent nie jestem w ciąży, dlatego mam w planie jutro rano zrobić test, a jeżeli nadal będzie cień to w piątek betę. Wtedy ze spokojem pojadę na wizytę.
Nie wiem jak Ty, ale ja się cieszę na nadchodzący weekend. Planujemy z mężem spóźnione walentynki w hotelu z sauną i jucuzzi.... Oj będzie się działo 🤗🥰
No chyba, że na weekend obudzi się 🙈🙉🙊
Całuski 😘
Cześć!
Stresuje się bardzo brakiem monitoringu w tym cyklu , a także tym że zamieniłam ptegne start na fertistim. Dlaczego ? Nie mam pojęcia..
Ale jeszcze mam 2 dni zażywać clostilbegyt. Później testy owulacyjne pójdą w ruch .. wiem że najlepsze są te z clearblue ale trochę drogie i jak na początkująca " zabawę " testami .. kupiłam całe opakowanie facellek dzisiaj , myślałam że mi to wystarczy ale wyczytałam że lepiej robić testy rano i wieczorem to dokupiłam na allegro testy one step 25 szt . Z dodatkowymi 5 szt testów ciążowych za 54 zł. Myślę że za taką cenę jest ok .
Widziałam testy owulacyjne horieny ale jakoś nie jestem do nich przekonana .. zresztą w opiniach tak samo dziewczyny piszą że są daremne .. a w opiniach testów One step to wszystkie były pozytywne ..tak więc myślę że od środy zaczynam testować i szukać owulki ..trzymajcie kciuki proszę was !!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2023, 23:23
1 dc, 20-sty cykl starań
Uprzejmie informuję, że w dniu dzisiejszym, około godziny 5-tej nad ranem uciekła z ZOO i przybłąkała się do mnie 🐒. Przygarnęłam na kilka dni, ale z uwagi na posiadanie 🐕 nie może zostać u mnie dłużej niż do piątku.
🤣 Tak. Nie zepsuła mi 🐒 nastroju tym razem. Jest to jest. I tak nie poradzę nic na to, to po co płakać?
***
Plany na ten cykl:
➡️ jak 🐒 sobie pójdzie zrobić czystość pochwy (jednak nie zdążyłam zanim przyszła);
➡️ 23.02. godz. 7:00 stawić się w szpitalu na HSG (do tego czasu nie zwariować i nie sprawić, żeby Mąż się wyprowadził - tak, stresuję się i przez to wariuję i robię się strasznie drażliwa);
➡️ ja - spuścić krew na AMH;
➡️ Mąż - zrobić badania z krwi - morfologia, FSH, LH, estradiol, prolaktyna, TSH, testosteron.
***
Cały wszechświat działa na moją korzyść.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2023, 14:23
Hej, w 43 dzień cyklu 😊 Powtórzyłam rano test, nadal blada kreska. To był mój ostatni w zapasie, nie będzie mnie już więcej korcić. Jutro w planie beta o ile uda mi się urwać z pracy. Ciekawe o co może biegać 🤔 Objawy prawie żadne. Brak bolacych piersi, brzuch boli od czasu do czasu. Wczoraj badałam szyjkę twarda zamknięta i wysoko, czyli póki co się nie zapowiada na okres 😑 Tak się zastanawiam może już całkiem jajniki pokazały mi faka i poszły na emeryturę😆
Dzisiaj kolejny piękny dzień na zewnątrz, a ja cały najlepszy słoneczny czas przekisiłam się w pracy🥺 Za to jutro wyjazd i odpoczynek❤️ Będzie super😍🥰
Mój dostał informacje, że materiał jest niediagostyczny. Ponowne pobranie materiału jest darmowe.
Dostał 3 wyniki prędzej (jeden wymaz, test HBA i posiew beztlenowy). Brakuje mu jeszcze 3 wyników (wymazu, posiewu tlenowego i SCD).
Nie wiem czym to spowodowane czy to mało materiału czy coś innego.
13 cs, 1dc
_____
Dziś zaczynam kolejny, więc pora na podsumowanie poprzedniego cyklu.
W 12 cyklu wróciłam po lipcowej przerwie do testowania z monitorem płodności.
Udało mi się znowu przyoszczędzić na testach, bo zaczęłam odrobinę później i przestałam po pierwszym wykryciu szczytu. Niestety ale sama zabawa w monitoring jest ciut droga. Daje mi tylko komfort, że nie muszę się zastanawiać nad odczytem wyniku. Zostało mi jeszcze kilka testów na ten cykl i być może rozważę sprzedaż monitora, bo w moim przypadku widać, że sam odczyt kiedy jest owulacja nie bardzo pomaga.
______
Kolejny cykl za mną z wiadomym wynikiem. To był 3 cykl po wykonanym sonoHSG. Statystycznie powinno się udać. Trochę czuję się ogłuszona jak przy uderzeniu młotem - nie zdążyłam zatestować i zobaczyć bieli. Miałam naprawdę miły i czuły poranek z mężem, a reszta przyszła sama. Być może dlatego, że w poprzednim cyklu naoglądałam się wystarczająco dużo białych pasków to w tym cyklu zostało mi to oszczędzone.
Jestem zadowolona, że tym razem nie musiałam za długo czekać i męczyć się z myślami, że skoro widzę biel to niech już nadejdzie ten dzień i uwolni mnie z tych kajdan oczekiwania.
O dziwo obyło się bez łez i zawodzenia do świata. Być może to chwilowe, a żal przyjdzie później. Na pewno rozkleję się przy pierwszym smutniejszym utworze na mojej playliście. Jestem przecież tylko człowiekiem i jakoś muszę odreagować to co się dzieje. Na ten moment cieszę się dobrym nastrojem i spokojem.
_____
Z samym początkiem października będziemy obchodzili 2 rocznicę ślubu, a będziemy już ze sobą chyba z 10 lat (chyba, bo nie jestem typem dziewczyny, która jest aż tak związana z datami). Ciągle czuję to cudne ciepełko na duszy, gdy mogę spędzać z nim czas. Przypominam sobie piosenkę, którą mąż włączył mi w przeddzień ślubu. I po prostu cieszę się tym miłym uczuciem.
It might be hard to hear
But let me tell you, dear
If you could see what I can see, I know you would believe
That isn't who you are
There's more to who you are
So when it's late
You're wide awake
Too much to take
Don't you dare forget that in the pain
You can be brave
Hear me say
I see you dressed in white
Every wrong made right
I see a rose in bloom
At the sight of you
Oh, so priceless
Irreplaceable, unmistakable, incomparable
Darling, it's beautiful
I see it all in you
Oh, so priceless
For King & Country - Priceless
[https://www.youtube.com/watch?v=DL7WLyCzql8]
_____
12 cykl był wyjątkowy. Lekki i bezstresowy.
Mąż przejął na siebie obowiązki związane z pilnowaniem naszych zbliżeń, ja nie czułam się zagubiona, sama i odrzucona. Niby nic się nie zmieniło, bo z każdym poprzednim razem też wiedział, w które dni trzeba, ale tym razem udało mi się powstrzymać od mojego komentowania i podkreślania konieczności lądowania w łóżku.
Wywiązał się ze swoich obowiązków wzorowo, no ale cóż...
Wiadomo jak to bywa. Nie zawsze kończy się to po naszej myśli.
Jest mu wyraźnie szkoda i w końcu to zobaczyłam.
Odczuł tą stratę. Rozczulił mnie swoim przekonaniem, że mogło się udać, choć jak zawsze jego racjonalna strona bierze górę.
Ja: to już będzie nasz 13 cykl.
Mąż: No dobrze, rozumiem. Jestem gotowy. (chwila dłuższej ciszy) Ale to tak naprawdę będzie 2 cykl odkąd zaczęliśmy tak na poważnie.
To się nazywa umiejętność radzenia sobie ze stratą.
Czy mam jakiś plan na szczęśliwą trzynastkę?
Niekoniecznie. Postaramy się żeby ten cykl był tak luźny jak poprzedni.
Trzymajcie się Dziewczyny!
Wysyłam każdej z Was osobno cały ogrom ciepła. Robicie wszystko co możliwe i to jest wystarczające. Ściskam Was najmocniej jak potrafię.
______
Od 12 cyklu rozszerzyłam swoją suplementację.
~Babystart FertilWoman Plus 1x dziennie po 2 tabletki (od tego cyklu zacznę łykać zalecaną dawkę 4 tabletek),
~Niepokalanek 500mg od Aliness 1x dziennie,
~NAC 490mg od Aliness 1x dziennie po 2 tabletki (jest obecny jeszcze w kompleksie Babystart jak i inozytol, więc ładnie podbija wynik),
~Witamina B complex od Aliness 1x dziennie,
~Inozytol myo/D-chiro 40/1 650mg od Aliness 1x dziennie po 2 tabletki,
~Folian 800mcg od Aliness 1x dziennie,
~Mollers Forte z tranem 1x dziennie,
~Vigantoletten 1000 j.m. 1x dziennie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2023, 16:18
Dzisiaj 41 dzień cyklu. Nadal brak miesiączki. Blade kreski na bobo teście zmotywowały mnie do wykonania bety, gdzie 02.02 wynik to 3miu, a 06.02 to 4.3 miu. W niedzielę powtórzyłam test i nadal blada kreska, ale ciąża wykluczona pomimo dość, jak mi się wydaje, wysokiego wyniki bety w krwi. Jeżeli byłoby coś na rzeczy to kreska by ciemniała, a beta odpowiednio rosła. Jedyne objawy zapowiadające @ to ból brzucha i rozdrażnienie. Testów już nie ma sensu robić skoro nie dają mi żadnej jasnej odpowiedzi poza tym, że nie warto ich kupować. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Zapisałam Nas do lekarza, we wtorek mamy pierwsza wizytę. Po tak długim czasie nie ma wyjścia, musimy zakasac rękawy i zdiagnozować przyczynę niepowodzeń. Jestem nastawiona bojowo😊
Miłego wieczoru🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2023, 20:11
O to właśnie dziś... Ciąża donoszona🥹🥹🎉🎉
Czy wierzyłam, że będę na takim etapie widząc pierwsze dwie kreski na teście? Nie, ale cieszę, że jestem w tym miejscu z moim Skarbem pod sercem💞💞
Czekamy na Ciebie Córeczko🥰🥰
Przygotowania do cyklu listopadowego:
(Moje)
💊 Suplementy i leki: Viridian Fertility For Woman, Letrox, Neurovit (2 razy w tygodniu), Fertistim, B12 (1000mcg), Omega 3
🌡️Pomiar temperatury od 2dc do końca, pomiar w ustach, codziennie w tym samym miejscu. Procedura: włożenie termometru pod język, odczekanie 2 minut, włączenie termometru i zapis wskazanej temperatury.
🤸♀️Sport: Joga dla początkujących przynajmniej 2 razy w tygodniu (YT - Małgorzata Mostowska)
--> Do owulacji:
🌡️ Testy owulacyjne: mikroskop owulacyjny Afrodyta (od 2dc), facelle strumieniowe (od 7dc)
🥗 Dieta: nasiona słonecznika, orzechy brazylijskie, 2.5l wody dziennie
💊 Suplementy: olej z wiesiołka (od 1dc do owulacji), dexamethason (8-12 dc) - na wyregulowanie hormonów
🩺 Badania: 3dc - Lista badań we wpisie poniżej
➕ Dodatki: Żel conceive plus
--> Owulacja:
💊 Suplementy: ACC Optima
➕ Dodatki: Żel conceive plus
--> Po owulacji:
🧾 Testy ciążowe: testeo i facelle strumieniowe
🥗 Dieta: plasterek ananasa dziennie, ciepłe posiłki (szczególnie zupy)
💊 Suplementy: magnez
🩺 Badania: 7dpo- progesteron, insulina
(Męża)
💊 Suplementy i leki:
- Fertilman plus (2tab) + supramen (2tab), agapurin, cyklo3forte, tamoxifen, witamina C 500, omega 3, maca (na poprawę nasienia), ACC Optima (w czasie owulacji)
- sulfasalazyna, doloxib, mesopral, probiotyk (na ZZSK)
🥗 Dieta: 2l wody dziennie, ograniczenie fast foodów
(Badania na później: Cynk, Jod, Selen, Magnez, CRP, homocysteina, antykoagulant tocznia, antytrombina III, przeciwciała anty-kardiolipina, przeciwciała anty B2 glikoproteinie)
(suplement na później: NAC - aktualnie nie mogę tego wdrożyć w cykl, ponieważ 5dc musiałam wykonać niektóre badania krwi, a te suplementy mogłyby wpłynąć na wynik)
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2022, 15:42
2 lata, 6 miesięcy, 2 tygodnie i 5 dni razem
Z dziennika bycia mamą:
Zdrabnianie wchodzi na level ekspert: "Psi patrolek"
, ale w sumie chciałam dzisiaj o czymś innym. Nasze noce to totolotek, młody mimo wieku nie śpi dobrze. Oczywiście jest o wiele łatwiej kiedy nie trzeba w nocy wstawać i karmić, a wystarczy przytulenie (Tak, gałganek śpi ze mną, czasem z babcią, czasem sam - może sobie wybrać, zazwyczaj jednak jest to moje łóżko). Także może kiedyś się wyśpię, tymczasem zdarzają się noce bardzo słabe, gdzie się wierci maksymalnie, pojękuje, czasem budzi z płaczem kilka razy. Taką noc mieliśmy wczoraj, zawsze kiedy K się budzi z płaczem pytam czy coś go boli (zdarzały się bóle wzrostowe), kiedy nic nie boli, zakładam że coś się śniło, mocno przytulam i mówię "to był tylko sen, jestem przy Tobie/to był tylko sen, jesteś bezpieczny". Pierwszy raz jednak rano usłyszałam co się śniło, to niesamowite, mój dwu i pół latek opowiedział mi swój sen! Cytuję 
"śniło się mi, słoń przyszedł do góry i przyszedł do dzwonek i zepsuł dzwonka, dlatego musimy go poprawić"
-wystraszyłeś się?
"tak, ale mama przytulała i dała buziaka"

Zaczęłam długi urlop. 2,5 mc odpoczynku od pracy, w tym 2mc na naukę. Szanse na osiągnięcie celu średnie, bo mało miejsc, dużo chętnych, a wszystko zależy od wkucia na pamięć tony materiału. Mam całą walizkę kserówek - 4 strony na jednej kartce🙈 Jeśli Młoda będzie zdrowa, to jest jakaś szansa....Dziś jeszcze kończę wczorajszą robotę zdalnie i ogarniam nową rzeczywistość. Zobaczymy...
Wyniki z TC to już chyba są, ale boję na razie kontaktować z lekarką, bo jak mi zaordynuje radioterapię to szlag trafi proces nauki. A z drugiej strony jak znowu odłożę próbę wyrwania się z obecnej sytuacji zawodowej, to rok w plecy. Z chłoniakiem mogę żyć długo, albo wcale, ale jakoś wewnętrznie czuję że nie mogę ciągle stać w miejscu z życiem tylko przez to cholerstwo.
Marynia po 3l i 1mc skoczyła przygodę z cycem💪💪 długo się już meczylysmy obie ale ona nie potrafiła inaczej zasypiać i przy każdej odmowie wpadała w taką histerię, że aż wymiotowała i zaczynała się hiperwentylowac. Serce mnie bolało i oczywiście po paru minutach odpuszczałam, a ona zasypiała szybko z jednym cycem w buzi, a drugim w rączce, a ja....miałam ochotę czasami nią rzucać po ścianach, krzyczeć i uciekać...
Dwa tygodnie temu obie zachorowałyśmy. Młoda zapalenie ucha środkowego, a ja zapalenie zatok. Myślałam że się wykończę, ale przy okazji wyjaśniłam Marysi że mleko mamy ma zarazki i że będzie chora jak mama🙈 (chwilowo prawdę o przeciwciałach odłożyłam ad acta). O dziwo Marysia zaakceptowała ten fakt i tak z dnia na dzień skończyła się nasza przygoda z kp. 3 lata i 1 mc ❤️🙈😅
Za to pojawił się problem z zasypianiem. W żłobku i przedszkolu Młoda zasypia bez problemu. Za to w domu od czasy rozstania z cycem zasypianie wieczorne jest dramatem. Do 22 albo i do 23 bujamy się z zasypianiem. Mała gada, wierci się, cytuje całe teksty z bajek, opowiada różne historie, daje mi masę buziaków, no robi wszystko by nie zasnąć chociaż ledwie patrzy na oczy. Książeczki, opowiadanki nic nie dają😑 Poranne pobudki do przedszkola to drugi akt tego dramatu🙈😬
Ostatnio Marysia zauważa że inni mają rodzeństwo. Wczoraj w tej swojej wieczornej gadaninie powiedziała coś takiego, że nie ma siostrzyczki i braciszka😥 wiem że masa ludzi ma po jednym dziecku, ale ja tak bardzo bym nie chciała by była jedynaczką. Myślę że byłaby /będzie? super starszą siostrą. Tak bym chciała, a tu już mój mąż 40 lat a ja 37😱 boje się że braknie już czasu na nowe działania o kolejne dziecko.
No to sobie popisałam i idę popracować, by w końcu zacząć urlop😅
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2023, 00:22
Ponad miesiąc mnie tu nie było...
W sumie to dobrze, bo zwykle pisałam przeważnie jak mi było źle... jakiś czas temu nie pomyślałabym że może być inaczej niż źle...
Mimo że trafił mi się łagodny egzemplarz, bo od kilku miesięcy śpi w nocy te 7-8 bez przerwy, czasami czuje się zmęczona ... ale w końcu czuje się dobrze z własnym życiem... brakuje mi małej, czasami myślę jakby było gdyby była z nami... ale wtedy wraca to co kiedyś powiedziała mi Evli (jeśli jakimś cudem to przeczytasz - dziękuję), że nie mogłabym mieć ich obu... jakby mała żyła, nie byłoby jego i to doslownie w moim przypadku. Jakby mala zyla i ktoś mi powiedział ze bez ivf nie będzie kolejnego zostalaby jedynaczka. A tak czułam, ze musze zawalczyć o to dziecko...
Ten cud ma prawie pół roku i kocham go nad życie...
A miałam napisać tylko ze wszystko u nas dobrze i właśnie wyszedł pierwszy zabek...
9 miesięcy i 9 dni wspólnej, najpiękniejszej przygody ❤ dzisiaj mieliśmy bilans. Bartulek waży 9020;) i ma 74cm waga idealnie w 50 centylu a wzrost w 75
wg.siatki dla wcześniaków. Jest dobrze ❤ jest naprawdę cudownym chłopcem...non stop się uśmiecha, kokietuje wzrokiem i....wymusza :p od kilku dni bardzo okazuje swoje emocje...jak nie chcę mu czegoś dać to na mnie "warczy"mimikę twarzy ćwiczy niesamowicie:) potrafi siedzieć samodzielnie przez chwilę, gdy się go posadzi (sam jeszcze nie siada), ale za to jak sie czegoś podtrzyma to staje na równe nogi...pełza po całym mieszkaniu, na 4 zęby i gdy czegoś nie lubi to macha główką na boki pokazując "nie" potrafi mówić "ma ma", "ba ba" , "dzia dzia" i sporadycznie mówi "ta ta".. gdy nie jest leniwy pokaże też "pa pa"
bawimy się w akuku i "Bartuś jest i Bartusia nie ma" z pieluszką lub kocem. No i Bartuś to przylepa mamusi
od kilku dni sam przychodzi i się przytula ❤ z rozszerzaniem diety wychodzi nam różnie bo nie wszystko młody chce jeść,kaszek nie tknie.. najlepiej mu wchodzą słoiczki i ziemniaki z koperkiem :p z owoców uwielbia banany i gruszki.
Dzisiaj byliśmy z balonikiem w kształcie ❤ u dziewczynek, mam nadzieje że nikt go nie ukradnie i chociaż dzisiaj będą go miały:) już myślę nad wiosennym wystrojem dla nich, uwielbiam jak mają świeże, kolorowe kwiatki fajną maskotkę i wiatraczki. Może uda się już kwiatki postawić na urodzinki Polci ale wszystko zależy od pogody...
Czas mija zdecydowanie za szybko...
Miesiąc 16.
W sumie to nic szczególnego się nie dzieje, ale chciałam, żeby tradycyjnie w każdym miesiącu pojawił się tutaj wpis. Własciwie to cieszę się, że nic szczególnego się nie dzieje bo to znaczy, że jest po prostu ok.. 🙃 odliczam dni do powrotu do żłobka, wiem że czeka tam jeszcze poważny kryzys adaptacyjny, ale musimy dać radę.. po prawie 2 mc pracy muszę przyznać, że nie jest źle.. zmiana szefa na ten moment wydaje się być na plus. Nie chcę jednak wyciągać jeszcze wniosków, poczekam trochę, poobserwuję.. Szymon wkroczył rozwojowo w bunt.. odkrywa swoją niezalenosc ostro sprzeciwiając się, gdy coś chcę zrobić nie po jego myśli.. ciekawy czas.. trudny, ale i tak łatwiejszy niż to co mieliśmy przed roczkiem🤪
Nie chwaliłam się jeszcze nikomu, ale od stycznia zaczęłam uczyć Szymona zasypiania w łóżeczku.. dziś, po prawie 2 mc mogę się pochwalić- dokonałam tego.. jestem w stanie go odłożyć i siedzieć obok nucąc, szuszajac.. zasypia w przedziale 20-40min. Dla mnie to największa magia... Ze łzami przypominam sobie godziny spędzone na bujaniu, skakaniu na piłce fitness gdzie kręgosłup aż trzeszczał z bólu.. o drzemkach tylko w wózku lub na hamaku.. potem nocach spędzanych na fotelu bujnym.. sama nie wierzę, że udało mi się to zmienić. Wniosek jednak mam jeden: to dziecko musi być gotowe na zmiany, a nasza wola to drugorzędna historia..
9w+1d
Wczoraj widziałam mojego malutkiego szkraba
Już nie takiego malutkiego
ma całe 2,1 cm tętno 140. Jest maleńki a już łobuzuje i wariuje, macha rączkami jak szalony i skacze jak na trampolinie 
zapisujemy się na prenatalne to już ten czas! Kiedy to zleciało? dopiero co robiłam sikańca, dopiero co zobaczyłam ten pęcherzyk bez zarodka i później kolejna wizyta już z zarodkiem i serduszkiem a dzisiaj już maleństwo skacze jak szalone i już umawiamy się na prenatalne.... Czas ucieka jak przez palce.
Ja zaczynam nabierać siły do życia, mniej śpię, mniej mnie mdli, ogólnie mniej wszystkiego ale za to więcej na wadze
od początku ciąży +3kg 
Misiu malutki rośnij 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.