26 dpt
6+1
CRL 0.4 cm i jest serduszko ❤️🥹
Jestem po poznej, wyblaganej wizycie u mojej Dr sprzed ivf. Jechalam na nia z mysla, ze juz jest po wszystkim. W czwartek wieczorem po ostanim wpisie dostalam krwotoku.. Moj Maz prawie zemdlal. Znowu IP i byl pecherzyk, ale wg nich nie urosl, nie ma jeszcze Zarodka i ciaza “do obserwacji”. Piatek przeplakalam w glos … plamienie nie ustawalo, dodatkowo znalazlam jakas gluto - tkanko - nitke, szaro - czarna. Google, czarna otchlan, slowem sie do nikogo nie odezwalam praktycznie do dzisiaj. Moje uczucia: rozpacz /brak uczuc/przeblyski racjonalnosci, ze moze bedzie dobrze/ rezygnacja/ bol. Nikomu tego nie zycze. Ale objawy ciazowe caly czas mialam i mam - piersi, kolorowe i erotyczne sny, zmiany w apetycie.
No i jest moj maly Cud. Walczy 💪
Pytam Pani Dr jak zaczela robic USG “jest pecherzyk? Ile ma?
“Pecherzyka nie mierze, bo widze tu Malego Czlowieka. A tu migocze serduszko” 💗💗💗
I poplynely lezki.
Jest tez krwiak, ale przynajmniej wiadomo skad ta krew.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2023, 22:25
16cs 11dc
Mój lewy jajniczek obudził się ze snu letniego i po 2 miesiącach wyprodukował pęcherzyk i to taki, że zajął pół monitora 😅 nie no żarcik, ale faktycznie tak było, że oglądałyśmy prawy jajnik, cisza, nic nie widać, przechodzimy do lewego, trochę coś tam pływa (chwila mojego zawahania, że nic nie urosło) i nagle bach, na ekranie wyskoczyło wielkie jajko niespodzianka 😂
Pęcherzyk ładnie przybierał po 2 mm na dzień i dziś ma 18 mm. Stąd decyzja, że inseminację robimy nie w poniedziałek, a już jutro.
Takim sposobem będzie to moja druga inseminacja we wrześniu, użycie ovitrelle trochę skraca mi cykle. Ale dobrze - jak się nic nie zadzieje, to będziemy mogli szybciej przystępować do następnych kroków.
Dziś miałam też pobranie krwi w celu wykluczenia insulinooporności, trochę mnie pokłuli. Robię sobie zdjęcia, chciałabym dokumentować drogę, którą przechodzimy. Jak nam się kiedyś uda, to pokażę naszemu dziecku jak bardzo się staraliśmy, żeby przyszło na świat i jak bardzo je kochaliśmy, zanim się pojawiło.
Dlaczego wszyscy mówią, że ta glukoza jest taka obrzydliwa? Toć to pyszne było, słodziutkie, mogłabym ją pić codziennie 😂 choć może faktycznie coś nie tak z moim cukrem, skoro mam takie odczucia 🥴 Wyniki dopiero w przyszłym tygodniu, jak będą dzwonić to znaczy że coś jest nie tak, a jak nie zadzwonią to mogę spać spokojnie. Ale chciałabym, żeby coś znaleźli - to brutalne.
Od dłuższego czasu podczytuję akademię płodności i staram się przemycać do naszej diety czarnuszkę, kurkumę, orzechy, dużo więcej warzyw i owoców. Uważam, że nie odżywiamy się źle, bo codziennie gotuję, od kiedy pamiętam jemy tylko pełnoziarniste pieczywo (orkiszowe jest super), nie smażę na głębokim tłuszczu. Ale często wyjeżdżamy i wtedy jesteśmy skazani na to, co wpadnie nam w łapki.
Mąż codziennie pije sok pomidorowy z olejem z czarnuszki i bierze witaminki. Nie muszę mu nic przypominać, codziennie widzę szklankę po soku pomidorowym w zlewie (tak, nie w zmywarce, to facet 🤣). Wiem, że mu też bardzo zależy, mimo, że niechętnie o tym mówi. Dzisiaj pani doktor potwierdziła, że wyniki nasienia były ostatnio bardzo dobre. Czyli chyba nasza niepłodność nazywa się teraz idiopatyczna..
Podpytałam doktor, co robimy jak 3 inseminacje nie wyjdą - powiedziała, że następnym krokiem jest in vitro. Zapytałam, czy mogłybyśmy zrobić po inseminacjach jakieś badania np. immunologiczne, bo może się okazać, że jest jakiś problem z zagnieżdżeniem/odrzucaniem zarodka itd. (ovufriend uczy i bawi ❤️). Pani doktor powiedziała, że to są bardzo rzadkie przypadki, i często jak nie znamy przyczyny niepłodności, to invitro już samo w sobie jest rozwiązaniem wielu problemów. I że przeszłam już ciążę biochemiczną, więc to w pewnym sensie pokazuje, że zajść w ciążę mogę. Co o tym sądzicie? Szczerze to myślałam, że mnie jeszcze jakoś przebadają, gdyby IUI nie wyszło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2022, 11:56
11.07.2021 - dzień, który ja i mój mąż zapamiętamy na zawsze. Dzień, w którym pierwszy raz na głos powiedziałam, że "jestem w ciąży". Dzień, w którym on dowiedział się, że będzie tatą.
To był dziwny cykl - zaczął się 13.06.2021, przewidywana wstępnie owulacja 25.06.2021 (dzień wesela). Zaczęłam robić testy owulacyjne trochę wcześniej, nic nie pokazywały - w dniu wesela, nie zrobiłam (miałam zwyczaj robić je późnym wieczorem). Potem kolejne dni i kolejne. Testy owulacyjne rano coraz bliższe pozytywnego, wieczorem blade jak śnieg. Uznałam, że chyba będzie to cykl bezowulacyjny, ale na szczęście miałam wizytę u ginekologa 01.07.2021 - wtedy tak myślałam. Niestety w dniu wizyty, odwołano ją - wróciłam do testów. 19dc - test w końcu pozytywny! Czyli owulacja jutro (02.07.2021) - można działać. Pojechaliśmy do Zakopanego. Będąc tam i spacerując po Krupówkach powiedziałam: "wiesz Misiu, nie będzie prezentu na urodziny, ale może uda się na rocznicę? A jak nie to na moje urodziny? A jak nie to na jakąś inną okazję." Wróciliśmy do domu i 05.07.2021 kręciło mi się w głowie. Kolejny dzień - to samo. Pomyślałam sobie wtedy, w trakcie dnia: "zrobię z siebie wariatkę, ale ch*j tam - zrobię test. I tak nie wyjdzie, w końcu jestem 4dpo". Jakie było moje zdziwienie, kiedy pojawiła się druga kreska. Druga kreska, której nie musiałam się doszukiwać! Siadłam i stwierdziłam, że to przecież niemożliwe. Test musiał się pomylić. Powtórzyłam kolejnego dnia - delikatnie ciemniejsza. I właśnie wtedy - 06.07.2021 poszłam zrobić beta-HCG. Kiedy dostałam wynik, łzy napłynęły mi do oczu, a ja zaczęłam się cała trząść - 43,9! Kolejny dzień - zawroty głowy nie ustępują, wieczorem w toalecie zauważyłam śluz - myśl: "czyli po wszystkim..". Jednak kolejnego dnia, gdy przez całą noc więcej plamienie się nie pojawiło, poszłam powtórzyć badanie. Na wyniki czekałam ok. 2h, przyszły - 144,8!
Jeszcze w piątek, poszłam na zakupy - kupiłam, co trzeba i czekałam do niedzieli.
11.07.2021
Mąż pojechał do pracy, a ja zabrałam się za sprzątanie. Umyłam włosy, ubrałam sukienkę i czekałam aż wróci. Na stole leżała torebka z prezentem (dla zmyłki kupiłam mu pasek do spodni). Odpakował, podziękował, dał buzi. Kiedy posprzątałam po kolacji, w drodze powrotnej wstąpiłam do swojego gabinetu po właściwy prezent. Weszłam do salonu, położyłam go przed nim na stole i powiedziałam: "żartowałam z tym prezentem. Tutaj masz właściwy prezent na urodziny".
![]()
Nie byłby sobą, gdyby nie zaczął trząść pudełkiem
, więc powiedziałam by tego nie robił, tylko delikatnie rozpakował. Tak zrobił. Otworzył pudełko, przybliżył je do siebie i się zaczęło:
K - no co ty gadasz? Nie gadaj, że jesteś w ciąży!
P - tak Misiu, jestem w ciąży. *ze łzami w oczach i łamiącym się głosem*
Wstał z kanapy, podbiegł do mnie, mocno przytulił i powiedział:
K - naprawdę jesteś w ciąży? Nie żartujesz?
P - nie Misiu, naprawdę jestem w ciąży. Pokazać Ci wyniki badań?
K - tak, pokaż. *chwila namysłu* Tyle mówiłaś, że chciałaś mi dać taki prezent na urodziny. Udało Ci się, wymarzyłaś go sobie. To najpiękniejszy prezent, jaki mogłem dostać! Dziękuję. Kocham Cię.
I tak staliśmy w tym uścisku, ze łzami w oczach, uśmiechami na twarzy jakąś chwilę. Gdy już pierwsze emocje opadły powiedział, że więcej na brzuszku mi leżał nie będzie. Dopytywał o każdy szczegół, kiedy zrobiłam badanie, jak wyglądały testy, po co dzwoniłam do lekarza - układał w puzzle to, co ja przez 6 dni przed nim ukrywałam - jak widać - udało się.
Jak zapytałam, czy się domyślał to odpowiedział: "jestem tylko facetem". Śmiałam się, że sam wiózł mnie na badania i nie był tego świadom.
Jako ciekawostkę dodam, że gdy przyszedł do nas kot, wziął go na kolana i powiedział: "Kot, będziesz spał z młodym?"
Przypadek, czy nie?
Gdy położyliśmy się spać, przytulał się. Czułam, jak mocno mnie łapie, tylko po to, żeby za sekundę dotykać mnie delikatniej. Boi się. Powiedziałam, że nie musi się martwić, może mnie mocno przytulić. Tak zrobił. A to był uścisk, który pamiętam z dnia, kiedy pierwszy raz zasnęliśmy w swoich ramionach. Cały czas się uśmiechał, ja zasnęłam. Z uśmiechem na twarzy i dobrą myślą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2021, 15:24
Czekanie…
Znowu u nas ten etap.. tym razem czekamy na wyleczenie boleriozy.. także taki „gratis” dostałam od losu.. poki co mam antybiotyk na miesiąc i zobaczymy co dalej.. jak się uda, ze wystarczy, to możemy potem ruszać ze stymulacja.
37tc+3
Antek już spi na mnie 😍😍😍
Bardzo dziękuję za gratulacje. Nie ogarniam rzeczywistości jeszcze. Nie spałam w nocy nic z tych emocji.
Od kilku dni ciągle płakałam. Na wizytę jechałam z nastawieniem że pozamaciczna i trzeba będzie do szpitala się udać. Bolał mnie jajnik z którego była owulacja, krwawienie, plamienia... Nie wyglądało to dobrze. Stąd nie chciałam się tutaj zbytnio udzielać.
Na USG się okazało że jest już zarodek i na szczęście w jamie macicy. Zeszło ze mnie powietrze. Co lepsze, było już serduszko. Przy wsuwaniu sprzętu widziałam sporo czarnych miejsc. Akurat widok z USG nie jest dla mnie czarną magią. Miałam chwilowy paraliż, że to więcej niż 2, bo wyglądało na 4/5 sztuk w środku. Po czym ginka mówi że jest jeden pęcherzyk z zarodkiem. Wymierzyła, wszystko się zgadzało. I nagle zobaczyłyśmy drugi. Trochę się chował. Ale również z serduchem... Miałam zawał. Nie spodziewałam się, chociaż od kilku dni miałam przeczucie... Mimo całej sytuacji z plamieniami. Na USG widać było jeszcze dwa czarne punkty. Ponoć są to jakieś żyłki ale na 100% powinniśmy się dowiedzieć na następnej wizycie 3.03.
Ja mam nadzieję że na dwóch się skończy. Mamy już starszaka w domu i na trójce chcieliśmy skończyć. Nie sądziliśmy tylko że od razu 😂
Przez bardzo powikłaną pierwszą ciążę mam potworne obawy. Ale chcę być dobrej myśli.
Odpowiadając też na pytania, nie ma w rodzinie żadnego bliźniaka. Przynajmniej z tego co wiem. Więc tym bardziej jeszcze większy szok.
Na razie czuję się o wiele lepiej niż w pierwszej ciąży. Jednak mam wrażenie że od samego początku brzuch jest jak balon. Już w 4 tygodniu musiałam wymienić spodnie.
Tyle na razie z mojej strony. Uspokoiłam się że w środku wszystko ok. Nie było plamienia od soboty. Bardzo dużo leżę i odpoczywam. Boję się co będzie jak M poleci za miesiąc na statek i zostanę z 4- latkiem...
![]()
Bejbik nr 1
![]()
Bejbik nr 2
![]()
[2023-01-25]
Zlecone badania w 3dc:
FSH 17,1 mIU/ml
Estradiol 350 pg/ml
Prolaktyna 12,6 ng/ml
[2023-02-06]
Komentarz do powyższych wyników - to nie mogą być Pani wyniki, wyglada jak galopująca menopauza, co nijak ma się do AMH. Na usg owulacji brak, dodatkowo jakaś cysta (albo ciałko żółte). Bardzo słabe endometrium. Progesteron do powtórzenia, kolejna wizyta w piątek. Zagadka rozwija się dalej.
—————
No i chyba się wyjaśniło - wyniki z 3dc wskazują na owulację i to właśnie wtedy prawdopodobnie do niej doszło (był stosunek). Wyglada na to, ze duphaston ją przyblokował i po odstawieniu (przy krwiawieniu z odstawienia) zdecydowała się pojawić. To nie była cysta, tylko ciałko żółte (bo było już po).
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2023, 16:02
29 marzec, naszą pierwsza wizyta u nowego lekarza. Mamy już większą część badań. U mnie i u Męża wyszły np. grzyby i bakterie, więc postanowiliśmy dopytać, czy nie możnaby było zacząć tego leczyć już. I się udało. Dziś odbyła się konsultacja. Dostaliśmy leki. Ja dodatkowo mam jeszcze zrobić przeciwciała na mononukleozę i boreliozę.
Pani powiedziała, że jest dobre myśli. Powiedziała też, że mamy dużo do zrobienia, co mnie nie zdolowalo ale w jakiś sposób się cieszę. W końcu wychodzimy z narracji, że wszystko u nas w porządku.
Może faktycznie jak to wyprostujemy to pojawi sie ciaza?
Z jednej strony chciałabym być w ciąży a z drugiej mam wrażenie że już sie przyzwyczailam do naszego życia i wizja ciąży wydaje się tak bardzo odległa..
A życie płynie i niesie nowe rzeczy, gdzie nigdy bym nie przypuszczała, że przydażą się właśnie mnie.. ciężko mi 😔 ale i to minie, tylko potrzeba czasu..
1 dc (37 cykl starań)
Dostałam @ dwa dni wcześniej.
Od razu zadzwoniłam do męża. Oboje czujemy rozczarowanie.
Po zakończonym @ będziemy próbować dalej.
Czekam na 22 maja (wtedy mamy pierwszą wizytę w klinice). Mam cichą nadzieję, że nie będzie potrzebna, bo do tego czasu będę już w ciąży.
Mamy 6 zarodkow 🥳
- 27 oocytow pobranych
- 18 oocytow dojrzałych
- 6 oocytow zamrożonych
- 12 oocytow zapłodnionych
Zarodki 👶🏻:
- 6 zarodkow zdegenerowanych
- 6 zarodkow zamrożonych
5 doba:
❄️4AA
❄️4AB
❄️3AB
❄️3AB
6 doba:
❄️4BB
❄️4BB
Teraz czekam na nowy cykl i startujemy z transferem na cyklu sztucznym 🥳❤️❤️
6+5
Odpukać - brak plamień, krwawienia i mocnego bólu. Wszystko w normie, chociaż ewidentnie sterowanie moim życiem przejął ten Mały Kropek. Wczoraj było ładne słońce więc i plan na spacer, na bazarek, na zrobienie przeglądu w ksiażkach i w szafie. Ale nie, Kropek zdecydował, że leżymy, mamy mdłości i migrenę od 11:00 do 17:00
Dzisiaj za to dzień mocy. Aż mam wyrzuty sumienia czy nie przecholowałam - wysprzątałam łazienkę, umyłam okno, przesgregowałam książki i odłożyłam, te któcyh trzeba się pozbyć bo jestem maniaczką a dzień się jeszcze nie skończył. Dziś też naprawdę ładnie jem: jajko sadzone z grzanką z 1/2 awokado, kapusta kiszona (tak, teraz śniadania zaczynam od kapusty kiszonej), teraz owsianka bezglutenowa z kakao, malinami, orzechami włoskimi, borówkami, kiwi, kanapeczka z sałatą i polędwicą i kilka plasterków kiełbasy. Wieczorem chyba jakaś zupka wjedzie. Obstawiam, że znowu barszcz 
Staram się wyłączyć myślenie i nadmierne analizowanie. Co jest do mnie tak bardzo niepodobne. Robiłam przecież tabelki ze staystykami i wyliczałam szanse na liczbę komórek, Zarodków czy powodzenie transferu w procentach. Teraz aż mnie to wewnętrznie jakoś drażni... Nie chcę już czytać o słowie na "p", zamartwiać się co może pójść nie tak, jakie to wielkie ryzyko, że mamy 37 i 38 lat (to piszę w kontekście jednej dyskusji z forum). No jest ryzyko, ale u dalekich znajomych właśnie 17 latka urodziła dziecko z ZD. Jak to mówi mój lekarz, teraz dzieje się samo i nie mamy już wpływu na większość rzeczy. Ja ogrom swojej pracy wykonałam przez te wszystkie lata naprawdę focusując się na zdrowiu i przygotowaniu do tej ciąży. Wyniki krwi mam idealne, wagę (tuż przed ciążą bo teraz jeszcze nie sprawdzałam
miałam idealną, w głowie w miarę poukładane. To straszenie wiekiem nie jest bezpodstawne, ale jest też statysyką. Jako 37 l osoba sprawna, zawsze szczupła, nigdy nie paląca, wysportowana mam mniejsze szanse na zdrową ciąże niż 34 latka z nadwagą i nałogami? Bo to magiczna granica 35 l przekroczona? No nie sądzę.
Badania prenatalne zarówno Pappa jak i genetyczne nieinwazyjne oczywiście będziemy robić.
A teraz wracam sprzątać, bo jutro wpadają Teściowie i muszę zatrzeć ślady ciąży z mieszkania
Chociaż Teściowa i tak obstawiam coś wywęszy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2023, 14:08
Cieszę się że na nowo poznaje moje ciało,po poronieniu całkowicie objawów owulacyjnych nie miałam . Ustały i wiedziałam że coś jest na rzeczy .
Teraz czuję pracę jajników bardzo mocno ☺️☺️
Może nie pozytyw ale już wkrótce owulka 😊😊
https://zapodaj.net/ae6b4e0abc2b2.jpg.html
https://zapodaj.net/a8735039027cf.jpg.html
https://zapodaj.net/1cdd00222ce8c.jpg.html
Owulka już mnie dopadła 😊😊
https://zapodaj.net/037320ffa579a.jpg.html
https://zapodaj.net/0f5347ddb4570.jpg.html
Trzymam kciuki aby pykło , z moim Mężem przytulanki są od niedzieli tak wiec intensywnie do tego kubek menstruacyjny 😄
Ale wiecie że olej z wiesiołka robi swoje ?
Masakra! Mam tak mokro w majtach jak nigdy , a do przedwczoraj go brałam 😇😇 tak więc polecam ☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2023, 23:13
Mamy infekcje znowu a ostatnio smierdzialo mi, że córka ma taki apetyt już ostatnio zauważyłam zwiekszony apetyt = w najbliższych dniach choroba. Zadzwoniłam z cudowna wiadomoscią, że musze iśc na l4 bo dziecko mam chore oczywiście entuzjam u oracodawcy jak nie wiem i pytanie co robie ostatnio wybiralam mój zalegly urlop ale jesli mysli że bede jechała z nowego to chyba sie myli urlop to urlop a nie chprobowe poza tym pracowaca z tego co sie prientuje nie placi za moja nie obecność tylko Zeus. Plan jest taki że wol3 ja terqz zostawic niż jakby mi miała znowu zachorowac na 2 tyg zresztą wczoraj dostałam upomnienie w żłobku, że ma kaszel. Mam taka nadzije że tych infekcji bedzie coraz mniej
9 dc, 1 dzień do HSG
Dzisiaj zadzwoniła Pani ze szpitala potwierdzić jutrzejsze HSG. Jak usłyszałam, że mam ze sobą zabrać kapcie i koszulkę to aż mnie dreszcz przeszedł...😬 Niby wiedziałam, że będą przyjmować mnie na oddział, ale jednak jak usłyszałam to głośno... Ehh... Stres jest.
Dzisiaj już żałuję, że nie kazałam Mężowi wziąć wolnego i jechać ze mną. Proponował, to powiedziałam, żeby nie przesadzał, że wystarczy jak mnie zawiezie i odbierze. Teraz sobie myślę, że fajnie byłoby, jakby był jednak obok, ale za późno... Wyrwać się na chwilę jako taksówka, to się wyrwie z pracy, ale wolnego już nie dostanie...
Trzymajcie, proszę , kciuki. 🤞🤞
No i szlag trafił plany...właśnie się dowiedziałam że od 6 marca zaczynam cykl radioterapii...to tyle z planów urlopu wychowawczego celem nauki😒 codziennie ponad godzinne dojazdy w jedną stronę do COI na pewno nie ułatwiają mi sprawy. Jedyny plus to to, że jeżeli jeszcze uda mi się wycofać urlop wychowawczy, to będę miała na marzec zwolnienie, więc chociaż 💰 wpadną 😏
No, ale co za bezczelna ironia losu 😠😡🤬 człowiek sobie pięknie wszystko poukładał, życie robi wielki BUUM 😭
Dzisiaj przejechałam przystanek, zgubiłam wejściówkę do metra, nie zauważyłam że autobus wjechał na pętlę i wszyscy wysiedli a ja zostałam zamknięta w autobusie😱 dobrze że kierowca był, ale najpierw się ze mnie sporo nazbijał zanim mi te cholerne drzwi otworzył 🤦🙈 no i przez całe ogólne zamieszanie nie mam szans dotrzeć dzisiaj na żadną mszę popielcową, bo mi się nie zgrywają terminy z odbiorem Małej z przedszkola, a mąż jak na złość dzisiaj dłużej w pracy. Beznadziejna ta środa 🙄
Dzień po terminie planowej 🐒
Jajniki mnie bolą, ta prawy, raz lewy. Już ponad tydzień czuje się jakbym miała mieć okres.
I co przyniosą kolejne dni?
Czy to jest gdzieś zapisane, jest jakaś zasada, że po trzydziestce tygodnie mijają jak szalone? Serio czuje się jakby był poniedziałek, potem ☄️🌌☄️ czwartek, piątek i... ☄️☄️☄️☄️ Szybka sobota i jeszcze szybsza niedziela.
A do osiemnastki to dni się tak dłużyły... 🤣
Czy są jakieś sposoby na opóźnienie mijania czasu? Czy za chwilę obudzę się i będę mieć 40 na karku?
Cześć!
Pytanie mam ale inne niż zazwyczaj niezwiązane z płodnością czy też lekarzem, ktoś pracował zdalnie przez internet ? Chce sobie dorobić do mojej pensji.. bo to jałmużna w postaci nawet nie najniższej krajowej , a na olx było ogłoszenie odpisywanie wiadomości i napisałam do chłopaka który się tym zajmuje, odpisał mi dość szczegółowo ale chciałabym od kogoś innego też się dowiedzieć czy się opłaca?
Diagnozuje się, bo bol kręgosłupa nie daje mi spokoju. Nie wspomnę, ze w pracy uznali, ze wymyślam, ale najlepiej właśnie odrazu podejrzewać, ze ktoś udaje… Wyszła mi bolerioza… jutro mam wizytę i będę wiedzieć co dalej… pozytywne mam igM… także kłody pod nogi a jak… patrząc tak inaczej na to, to lepiej teraz poki nie jestem jescze w ciązy.. oby przeleczyc i potem już żebyśmy mogli działać.. niezależnie od tego mam ćwiczenia od fizjoterapeuty. Musze działać i zadbać o siebie żeby coś tez dalej moc robić.
Edit- mam antybiotyk na 4 tygodnie…
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2023, 14:21
Kiedys myślałam, że nie będę mieć nigdy dzieci. Nie chciałam. Gdyby ktoś 10 lat temu mi powiedział, że za 10 lat będę chcieć dziecko tak bardzo - nie uwierzyłabym.
Wystarczy mi tylko jedno, ale chyba dla mnie najwyraźniej to aż jedno. Teraz los się śmieje że mnie.
Byłam dziś u ginekologa. Wróciłam po 4 miesiącach z wynikami nasienia partnera. Przez te 4 miesiące łudzilam się, że się uda.
Ginekolog był niewzruszony, mówił, że wysłuchiwał tysiące historii gdy kobieta po 30 zaczęła się starać o dziecko, że to pozno.
Powiedział, że jeśli się nie uda do roku czasu z jego pomocą to już tylko in vitro.
I jak to ona powiedział 'nie takiego złego ma pani tego meza, wyniki nasienia są dobre, ale dla pani każdy miesiąc działa na niekorzyść '.
Milusio.
Ale czego ja się spodziewałam.
Zlecił badania hormonów, mam wrócić z wynikami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2023, 14:40
Dobra. Niby jestem dużą dziewczynką, mam za sobą jeden poród i powinnam wiedzieć, że zajść w ciążę, to nie jest tak hop siup. A jednak czuję lekkie ukłucie zawodu, kiedy czwarty cykl zaczyna się okresem.
Myślałam, że jak zacznę łykać ten kwas foliowy to pyknie jakoś łatwiej i o - załatwione, ale nie. Co prawda od czasu łykania kwasu mam jakieś takie boleśniejsze te miesiączki i bardziej odczuwalne, ale fajnie by było, jakby ich nie było, wiadomo.
Zamówiłam mleczko pszczele, bo się naczytałam o jego cudownych właściwościach i dziś zadzwonię do mojego ginekologa na „przegląd”. Niech sprawdzi czy wszystko okej, czy nie mam żadnej endometriozy, nadżerki i innych takich, a z czym borykają się kobiety.
Moje Serce też zaczęło suplementować jod, kwas i robi odbloka na testosteron. W przyszłym miesiącu pójdzie zbadać sobie spermę.
Jak z początku było to takie „będzie, co będzie” to teraz projekt Dziecko rusza już całkiem na serio.
Update:
Dzwoniłam do ginekologa. Ma pełny kalendarz, jedzie na urlop, więc zapisał mnie na 6.03.
Teoretycznie, wg OvuFriends 5.03 mam mieć owulację, więc wygląda na to, że ten cykl na bank nie pyknie, bo nie będziemy mogli się kochać przynajmniej dwa dni przed wizytą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2023, 18:32
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.