To było dzisiaj, w końcu się doczekałam 🙆 od listopada, po 2och przekładniach, dziś w końcu odbyła się naszą pierwsza wizyta u nowej Pani doktor 😊
Dostałam pierwszą kroplówkę z intralipidu na wypłukanie przeciwciał. Przede mną jeszcze chyba 3 takie kroplówki co 3 tyg. A do Poznania kawał drogi.. Teraz "rozminowujemy" mój organizm z przeciwciał i komórek NK a potem mają wjechać jakieś leki. Poza tym mam podobno insulinoopornosc i dostałam glucophage. Mam też zmienić dietę, z moich 3,4 posiłków na 6-7 tłustych 😵💫 ja nie wiem jak to ogarnę ale spróbuję 😇 Ostatnia rzecz: jeszcze 20 dni mojej kuracji przeciwwirusowej i następna wizyta 9 maj 😊
Mąż dostał lipanthyl na cholesterol i ma nie jeść słodyczy. + Powtórzyć lipidogram i mocz przed wizytą.
Ogólnie jestem zadowolona i wierzę, że niedługo zajdę w ciążę 
8 dc
Wczoraj skończyłam letrozol. Uff... Ostatecznie nie zadzwoniłam do tego lekarza rodzinnego, bo w poniedziałek się przemęczyłam, a od wczoraj już dużo lepiej się czuję (odpukać!). Pierwszy punkt odhaczony.
Teraz w sobotę monit. Zastanawiam się, czy przy okazji nie zbadać sobie poziomu witaminy D3. 🤔 Nigdy tego nie robiłam, a w sumie to podobno ważna informacja przy staraniach. Krew i tak muszę spuścić na estradiol.
Patrząc w kalendarz, IUI będzie gdzieś wtorek/środa w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że tym razem obędzie się bez komplikacji.
Jestem po wizycie. I jestem zadowolona. Obyło się bez pytania skąd miałam Encorton, dlaczego nie stosowałam wszystkich wcześniejszych zaleceń i komentarza, że przychodzę po kolejnej stracie, zamiast leczyć się przed.
Pół godziny analizowała wszystkie moje badania i całą historię, która od czasów ostatniej wizyty u niej wzbogaciła się o kilka nowych wątków. No i tam nie ma podejścia "wszystko jest dobrze, to był przypadek, proszę próbować dalej". Nie twierdzę, że takie podejście jest złe, po prostu nie jest to podejście, które mi "control freakowi" daje spokój. Dlaczego - o tym dalej.
Transferu teraz nie będzie, co mi dało szczere poczucie ulgi. Oczywiście mogłabym zaryzykować na tych samych zaleceniach, licząć, że tym razem coś zaskoczy i się uda. Czuję jednak, że na takie ryzyko mnie teraz w wieku 38 lat, po dwóch niepowodzeniach ciążących po prostu emocjonalnie nie stać. 10 lat temu, z wyższą rezerwą jajnikową, młodym mężem, pewnie bym próbowała. Teraz mam 37 lat, za kilka miesięcy kończę 38, mamy 3 cenne Zarodki, którymi nie chcę grać w ruletkę. Oczywiście nic nie da mi gwarancji, nawet zmiana dawek czy rodzajów leków, ale chcę wykorzystać maks możliwości, które są mi znane, zamiast podchodzić do sprawy jak do obrony karnych na meczu. Bo tak to trochę z mojej perspektywy wygłada po otrzymaniu wyników, że Dziecko było zdrowe i żadne "stare jajeczko" czy zły podział chromosomów nie zawiniły. Ewidentnie stało się COŚ o czym nie wiem, a co pewnie wynika z mojego organizmu. Te plamienia, krwotok, wiem, że są częste, ale ja miałam wrażenie, jakby mój organizm z tą ciążą walczył.
Co jest możliwą przyczyną wg prof J? "Brak odpowiedniego leczenia", "endometrioza wymaga zmodyfikowanego leczenia". Skrzywiła się na Encorton. Nie wnikałam, nie wypytywałam póki co, bo też żadne mądre pytania nie przychodziły mi do głowy. Moje różne wyniki sprzed i w trakcie ciąży były bardzo dobre. Nie ma co zgadywać.
Badania, które zleciła:
- cytokiny Th1/Th2 10-14 dc - 6 tygodniu po poronieniu (zrobię nawet później bo w maju czyli 9 tygodni po, ok 10-15 maja)
- kortyzol, ferrytyna
- prolaktyna 19-22 dc - 12 tyg (tak najlepiej) po poronieniu ale mogę wcześniej z uwagi na wiek i czas -min. 8 tyg - też więc maj
- E2, FSH, LH - 3-5 dc
- przeciwciała anty-Sars-Cov2- IGG plus Western blotting
- Onkopakiet 6 pierwiastków np. zdrowegeny.pl
Te dwa ostatnie to dla mnie nowość.
Mam zrobić jak najszybciej się da (oczywiście uwzględniając ramy czasowe, które podała), potem konsultacja, zalecenia i przygotowanie do criotransferu. I transfer.
Obstawiam, że cytokiny wyjdą złe i że dawka 10 mg encortonu nie jest dla mnie odpowiednia. No ale lekarzem nie jestem. Postanowiłam jej teraz zaufać. Nie mam innego pomysłu, żaden inny lekarz nie ma innego pomysłu poza próbowaniem do skutku i ryzykowaniem moimi Kropkami. A ja w przypadki czy cuda nie wierzę. Tak mam, że 1+1 to musi być 2.
Poza tym jeszcze jedna sprawa. Wczoraj byłam na pierwszej lekcji pływania. Umiem pływać, ale tylko żabką prezesowską, jak się okazało z poważnymi błędami
i na grzbiecie stylem też do poprawy. Lekcja była super. Trener mnie bardzo chwalił. Pierwszy raz wypuszczałam bąbelki pod wodą i cieszyłam się jak dziecko. To było wspaniałe 30 minut podczas których moja głowa totalnie wyłączyła się od myślenia o tym, co się stało. Bo jak idę biegać to wiadomo, że wtedy o tym też myślę i to nawet intensywniej. Dobrze jest uczyć się nowych rzeczy i przekraczać swoje granice. No więc kurs ten trwa do połowy czerwca i do tego czasu mam umieć: pływać na grzbiecie perfect, pływać kraulem, skakać do wody (boję się panicznie) i pływać żabką.
Nauczę się więc pływać, przygotuję się fizycznie tak dobrze jak tylko się da, wyciszę się i może nabiorę dystansu do tego co się wydarzyło. Wiosna jest dla mnie.
Czekam na wczesne lato i walczę dalej. Szybko zleci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2023, 20:17
2 lata, 8miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni razem
100cm i 16kg szczęścia
Byliśmy z młodym w Madrycie, było... męcząco, nie wzięłam wózka, a do tego walczyliśmy z wypróżnieniem, ale od początku. Jakoś w połowie lutego K był już kilka dni bez stolca, a że przez zaparcia przy rozszerzaniu diety jestem w tym temacie wyczulona na 6 dzień podałam wlewkę. Młody wypróżnił się, ale coś poszło nie tak, stolec był bardzo twardy, był krzyk i płacz.. przez kilka dni znowu nie było kupy, ale po ostatnim razie nie chciałam robić wlewki, tym bardziej, że pilnowałam diety jak świętego Graala, więc wiedziałam, że nie ma zatwardzenia. Mimo luźnej kupy K zaczął się wypróżniać co kilka dni, zawsze z krzykiem (wcześniej raz nawet dwa razy dziennie).
Wszyscy w koło, włącznie z pediatrami mówili, że to zaparcia nawykowe, że wstrzymuje, że wtedy pewnie coś zabolało i się zablokował. Trwało to już prawie miesiąc, był dicopeq była dieta, nie było poprawy, a raczej miałam wrażenie, że jest coraz gorzej. Czułam że coś jest nie w porządku. Byłam u 3 pediatrów każdy patrzył na mnie jak na wariatkę, bo dziecko ma "zaparcia nawykowe", a ja mu szukam chorób. Jednak drążyłam temat, widziałam ze problemem jest nie tylko strach, ale ból i tego bólu się boi. Bo ewidentnie bolało go przed w trakcie i po wypróżnieniu. Trafiliśmy w końcu do proktologa, okazało się, że K ma szczelinę odbytu. Okrutnie bolesne dziadostwo. Samodzielnie goi się nawet do kilku miesięcy, jak się ma pecha i rana się zanieczyści, o co w odbycie nie trudno, może powstać ropień . Nieleczone może prowadzić do trwałych nieprawidłowości w funkcjonowaniu zwieracza odbytu, w skrajnych przypadkach konieczna jest operacja. Także "cudownie".
Proktolog przepisał specjalnie robioną maść, polecił przyjść za miesiąc. Zaliczyliśmy chwilową poprawę, a później było już tylko gorzej, nie było nawet opcji posmarowania.. Lekarz na kontroli powiedział, że to pierwszy przypadek w jego historii gdzie maść nie pomogła. Po przeprowadzeniu wywiadu znaleźliśmy przyczynę.. Niestety za rzadkie wypróżnianie, czyli w domyśle wstrzymywanie, przyczyniło się do pogłębienia nieprawidłowej pracy zwieracza, który był na wiecznym przykurczu (co ponoć boli jak cholera). W ramach nowych zaleceń, mocniejsza dawka maści 3x dziennie, a po aplikacji maści przytrzymanie palca w pupie przez 10 sekund w celu mechanicznego rozluźniania zwieracza, do tego pilnowanie aby 1x dziennie było wypróżnienie.
Byłam przerażona, bo jak miałam to wszystko zrobić skoro młody nie dał się nawet do pupy zbliżyć, jednak wizja operacji, była silnym motywatorem. Niestety na początku trochę na siłę, ze wsparciem babci, ale z pełnym poszanowaniem (na tyle na ile było to możliwe) emocji dziecka, zaczęłam stosować zalecenia. Z każdym dniem widziałam poprawę, młody chyba też to widział, bo poddawał się zaleceniom lekarza z coraz większą akceptacją tematu. Nawet sam przychodził i mówił "będzie maść i będziemy liczyć do 10", po około tygodniu, młody zaczął się samodzielnie wypróżniać, codziennie, nawet dwa razy dziennie.... uf... co za ulga.
Oj powiem, że prawie wyłysiałam ze stresu.. krzyk z bólu własnego dziecka, rozsadza głowę, serce, generalnie rozsadza wszystko i wychodzi po za skalę. Najgorsza była bezsilność.. Na szczęście już po temacie, ale nauczyłam się też, że z 2,5 latkiem naprawdę da się już współpracować i takie dziecko rozumie o wiele więcej, niż nam się wydaje.
A z tekścików młodego:
W Madrycie:
Chłopiec do młodego na lotnisku "ola", K ze zniesmaczoną miną "nie jestem Ola" 
W domu kilka dni temu, na wieczór:
E: Konrad choć umyjemy zęby
K: nieeeee (bieganie po chacie)
E: no to trudno, będziesz miał śmierdzące, proszę do łóżka
K: śmierdząąące?
E: tak, śmierdzące
K: nie chcę mieć śmierdzących zębów (biegnie do łazienki) 🤣
i moje ulubione
kilka dni temu K się obudził, przytulił spojrzał na mnie i powiedział "mam wspaniałą mamusię", a po chwili przytulił moje ręce mocno do siebie i powiedział "moje kochane rączki". Nie wiem skąd to się wzięło, bo mu tak nie robię, ale rozkleiłam się maksymalnie 
Edit. 13.04.2023
Odbieram młodego ze żłobka, a pani mówi: "dzisiaj po zjedzeniu obiadku, K podniósł głowę i oznajmił głośno - mam wspaniałą mamusię" 🥰 ciocie rozklejone, mama rozklejona, no naprawdę nie wiem skąd to się wzięło, ale jest turbo rozczulające ❤️🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2023, 18:37
Cześć kochane!
Mój okres spóźnia się 3 dni a testy negatywne... jak ja tego nie lubię mógłby już przyjść i było by po sprawie. Z dobrych wiadomości nasz domek jest już na wykończeniu i tak się z tego cieszę😊 co prawda zostało jeszcze sporo pracy ale to już bliżej jak dalej!❤️
Dziewczyny... nie wierzę. Zrobiłam dzisiaj rano, tak z głupa test ciążowy i wyszedł taki delikatny cień. Dzisiaj jest 10-11 dzień po owulacji. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, bo spieszyłam się do pracy.
Pierwszy raz mogę być ciąży po ponad 3 latach starań. Nigdy nie miałam nawet cienia cienia, a tu taka niespodzianka
Święta mamy za sobą, więc mogę coś napisać i wykorzystać wolny czas, póki jeszcze mogę. Oczywiście trochę więcej swobody uruchamia we mnie całą machinę przemyśleń.
Zawsze znajdzie się jakaś Idealna data, pod którą dobrze byłoby trafić z wiadomością o ciąży - urodziny męża, dzień matki, święta, rocznica ślubu, bla bla bla.
Mam już do tego zupełnie inne spojrzenie niż na początku starań. Czytam dużo Waszych historii, tych szczęśliwszych i tych boleśniejszych. Niestety żadna z nas nie wie jak będzie to do końca wyglądało w jej przypadku.
Staram się to odsunąć.
Patrzę na zdjęcie ze ślubu, które jest w pokoju teściowej. Jeszcze jakiś czas temu miałam w sobie sporo żalu i myśli pełne goryczy. Dlaczego to mnie spotyka, że musimy męczyć się tak długo? Czemu nie możemy osiągnąć tego szczęścia?
Gdy się im dziś przyglądam to znowu lekko wykręca mnie z zażenowania, a zimny dreszcz przebiega po plecach. Czuję tylko przerażenie, że mogłam tak myśleć.
Co oznacza trudno?
Co oznacza długo?
Jak mam to zdefiniować i czy to w ogóle możliwe?
Jaki mam mieć punkt odniesienia? Moje "chce-mi-się"?
Strasznie się na siebie wkurzyłam.
Nie chcę, aby prześladowała mnie chmura takich myśli, która będzie zatruwać mi życie aż do momentu poczęcia.
A co dalej?
Zawsze jest pięknie na obrazku, a rzeczywistość okazuje się być bardziej przytłaczająca. Ludzie marzą o dzieciach i myślą, że uczynią ich szczęśliwymi (co to w ogóle w dzisiejszym świecie znaczy?!) lecz następnie przychodzi prawdziwe życie, rutyna i ciężkie obowiązki. Jest harówka z gównem po pachy, bo wychowanie to nie jest piękne zdjęcie w świątecznej scenerii na FB.
Większość chce tylko "przeć do przodu", nie stać w miejscu i zaliczać kolejne etapy uzależniając od tego swoją pozycję i poziom zadowolenia z życia.
Wypisuję się z tego przeklętego wyścigu szczurów.
Jeżeli patrzę przez właśnie ten pryzmat osiągania kolejnych poziomów w życiu, bycia takim jak inni to od razu włączają się te okrutne myśli. Dręczą w nocy niczym demony i szeptają same okropne rzeczy do ucha.
Nie.
Dość.
Jeszcze jakiś czas temu mąż bardzo przejmował się moim stanem psychicznym, z którym nie mogłam sobie poradzić. Natrętne, powracające i dręczące myśli, że coś jest nie tak i poza moją kontrolą, nie dawały mi żyć.
Pracowałam nad tym te kilka miesięcy po pierwszych porażkach i teraz już wiem, już umiem sobie z tym radzić.
Praktykuję wdzięczność.
W zasadzie można powiedzieć, że w swojej modlitwie dziękuję za wszystko co mam dobrego, a czasem dziękuję nawet za rzeczy, które mnie doświadczają i nie wydają mi się dobre w moim ludzkim, płaskim rozumieniu.
Nie zaklinam rzeczywistości. Nie wmawiam sobie, że ściągnę dobry los myślami, że jest dobrze tylko jeszcze to się nie objawiło. Nie.
Na ten moment nie mam dzieci i może tak już pozostanie.
Wiem, że zrobię co będzie trzeba oraz to, co jest racjonalne i dobre w dążeniu do posiadania potomstwa.
Nie zrobię jednak wszystkiego...
_______
Słyszałam ostatnio zdanie, które mnie poruszyło.
Matka nieuleczalnie chorego chłopaka mówiła: "Gdy mój syn narodził się całkiem zdrowy nie pytałam Boga 'dlaczego ja? Czym sobie na to zasłużyłam? Co takiego zrobiłam w życiu, że właśnie to mi się to przytrafiło?' nawet przez moment o tym nie pomyślałam. Te pytania przyszły dopiero, gdy mój syn zachorował. "
________
Jedna rzecz niezmiernie mnie ucieszyła, która wydarzyła się niedawno. Pokazywałam mężowi mój super wybarwiony test owulacyjny będąc z siebie bardzo dumna, że jajko się postarało. Zobaczył dwie kreski i po krótszej chwili zapytał czy to test ciążowy. Niestety nie, ale to co usłyszałam później pozwala mi cieszyć się i być spokojną w moim małżeństwie.
"Jestem naprawdę gotowy na dziecko. Widząc dwie kreski w ogóle się nie bałem. Widziałem naszą przyszłość."
Nie smuci mnie to, nie wprawia w smutną zadumę.
Raczej wprawia w dobry nastrój, bo tego zawsze chciałam - miłości, prawdy i szacunku.
17 dc
nadal brak owulacji.. raczej jej nie bedzie.. estrofem chyba jednak mi ją zablokował.. nwm czy jest sens przez kolejne dwa cykle sie faszerowac tylko ttrace miesiace na tym..
dzisiaj też przyszły wyniki kir brak tylko tych..
2DL5 (grupa 2), 2DS3, 2DS4 norm.
podobno wynik jest okej i nie ma co drążyć.. te najważniejsze kiry mam.
teraz zostaje mi jedynie dieta ruch najważniejsze rzeczy mam ogarniete i czekać na ustalenie wizyty do Paśnika 
W środe mam konsultacje dietetyczną. skoro już wszystko inne zawiodło może dieta pomoże. ale nie wiem czy wierze w cud czy po tych 4 latach moge wgl wierzyć..
11 miesięcy największego szczęścia ❤ nie było cudownie, ale najgorzej też nie było
trafił się nam ten lżejszy egzemplarz (póki co :p) 18.04 idziemy na bilans zobaczymy ile B waży i czy fotelil trzeba zmienić (mamy cybexa do 13kg). Mały jest cwaniaczkiem i nerwuskiem
warczy na mnie,gdy coś chce,a ja mu tego nie daję...jest przy tym taaaaaki uroczy, ale twardo trzymam fason żeby mnie chłopak nie pozbadł do końca
rozwija się swoim tempem, nie porównuję go do innych dzieci,ma na wszystko swój czas. Raczkuje, wstaje przy meblach, pięknie sam siada, w złości zjada łóżeczko, lubi prawie wszystko oczywiście owoce są na 1 miejscu zawsze i wszędzie
z bananem zdarza nam się wychodzić na spacer :p tylko ta pogoda mogłaby się już zmienić, bo jest przytłaczająca. Poza tym B jest bardzo wesołym i pogodnym chłopcem, uwielbia się we mnie wtulać z rana, (M wali po głowie żeby wstawał jak już sam się wyśpi
) gdy tylko otwierają się drzwi to biegnie aż się za nim kurzy, bo wie,że wrócił z pracy tata. Na noc zasypia w moim łóżku, ale bez problemu go przekładam do łóżeczka w ciągu dnia już gorzej bo przez ząbkowanie przyzwyczaił się do zasypiania na ręce, ale jak zaśnie to też nie ma problemu z odłożeniem. Ogólnie to już wszędzie go pełno
aaaa no i uwielbia wodę, w wannie mógłby spędzić pół dnia. Na ten moment ulubiona zabawka to grający garnuszek i dopasowywanie kształtów...
Macie jakieś pomysły jaki mógłby dostać prezent na roczek? Podpowiedzcie
4+6
Jutro zacznę 6tc (jeżeli źle liczę to mnie wyprowadźcie z błędu).
Zbyt wiele objawów nie mam. Nic mnie nie boli, nic nie ciągnie, cycki flaki. Jedynie beta i testy pozytywne. Coś zaboli- strach że dzieje się coś złego, nic nie boli - stres czy dalej ta ciąża jest. Nie dogodzi ciężarnej.
Oszaleć można.
Wczoraj na zlecenie lekarza zrobiłam TSH i progesteron bez leków.
TSH 1,25
Progesteron 47ng/ml
Nie wytrzymałam i zrobiłam też betę. 12dpt 530, 13dpt 770.
Czy się uspokoiłam? Może na chwilę...
Poszłam też do lekarza, bo nie mogę w tym momencie wrócić do pracy. Wystawił mi już zwolnienie z kodem B.
Dzisiaj jest pierwszy dzień bez testu. Czuję, że straciłam kontrolę nad tą ciąża. Nie wiem co z tą kreską. Wczoraj była już mocniejsza od testowej. Dzisiaj już nic nie wiem. 😔
Mam nadzieję, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Nie wiem czy to ciśnienie czy ciąża ale dzisiaj czuję się jak dętka. Nie chce wychodzić mi się z łóżka. Zero energii, mega senność. Dzisiaj chyba zamieszkam w łóżeczku.🤭
Trzymajcie kciuki.♥️
🙏 Cudzie, tak długo na Ciebie czekaliśmy. Zostań z Nami. 🙏❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2023, 20:02
Cześć.
Wróciłam od ginekologa . Byłam na monitorowanie owulacji . Owulka będzie, pęcherzyk jest mierzy 18 mm. To pytam się dlaczego nie ma z tego ciąży? Przepisał mi ponownie Clostilbegyt. Mam mieszane uczucie ..myślałam że da mi jakieś wskazówki co mam zbadać itd .
Mam zielone światło jeśli chodzi o branie suplementu fertistim. I tyle , cała wizyta trwała 10 minut .
Mowilam ginekolowi ze chce iść w maju na badanie drożności jajowodów , a on popatrzał i powiedział że jak czuje taka potrzebę to mam iść
ale że niektórzy mają wszystko ok i też się długa staraja .. generalnie dał odczuć że te 4 cykle starań to nie tak dużo
..
Tak mieliśmy przerwę w staraniach , dlatego że nie miałam tych owulacji . Ale staramy się od czerwca zeszłego roku . Nie wiem mam tego lekarza zmienić ?,
Mam ciężki okres w życiu i szczerze mówiąc kwestie diagnozy zeszły trochę na dalszy plan. Co do badań od ostatniego wpisu byłam tylko na takim dużym badaniu krwi (14 probówek!) - genetyczne, hormonalne i milion różnych innych. Naprawdę ta poradnia sporo ich robi, chyba to jest mocno kompleksowe. Miałam mieć jeszcze drożność w tym cyklu, ale przez zawirowania osobiste odłożyłam to na następny. Przez stresy przytuliliśmy się tylko raz w czasie okołoowulacyjnym, a dokładnie w 14 dc. Nie wierzę, że to ten szczęśliwy. Czekam na okres i umawiam się na drożność.
2dc los chce mi podarować znacznie wiecej niż chcę dostać. Dostałam od niego ciążę biochemiczną, nie wiedziałam co to jest do teraz. 2 testy pozytywne, telefon do ginekologa, następny dzień plamienie, krwawienie i 2 dni później biel na teście. Tym razem nawet nie zdążyłam się ucieszyć, a płakałam tak samo. Nie zrobiłam bety... a boli ciągle tak samo. Miała być grudniowa mama, a jest kwietniowa rozpacz.
Wiem, jutro też jest dzień, ale to nie jest pocieszenie dla żadnej z nas 
Ok, ciąża potwierdzona. Widziałam jak alien pulsuje.
Lekarz trochę mnie zjeb**, że nie porobiłam miliona badań, na które miałam skierowania po poronieniach. Kazał prewencyjnie brać luteinę dopochwowo. Dużo kwasu foliowego, zlecił badania typowo ciążowe. Kazał przyjść za 2tyg. Proponował zwolnienie i chętnie bym skorzystała, ale muszę podomykac tematy w pracy..za tydzień powiem szefostwu.
Cześć!
Dziś mam dobry humor.
Jestem taka.. wdzięczna?
Cieszę się, że Was poznałam, Dziewczyny. Jesteście takimi fajnymi kobietkami. Dajecie tu tyle siły, wsparcia - nie tylko mi, ale i innym. To tak ważne i nieocenione.
Mam nadzieję, że mi też udało się kiedyś powiedzieć Wam jakieś dobre słowo.
Czytając wasze pamiętniki i komentarze wiele już się nauczyłam. Tyle spraw przemyślałam. Niektóre Wasze słowa mam w głowie do dziś. Myślę o nich w tych trudniejszych momentach i dają mi one siłę do działania. Może nie tak to sobie wszystko wyobrażałyśmy, może chciałyśmy inaczej.. ale gdyby nie to, nie poznałybyśmy tylu dobrych duszyczek. Gdyby nie ta nasza droga, nie wiedziałybyśmy, jak dużo człowiek będący w podobnej sytuacji może od siebie dać. Choć samemu nie jest mu łatwo, zawsze znajdzie słowo pocieszenia i wsparcia.
Dziękuję.. po prostu!
Nasza córcia najprawdopodobniej była zdrowa genetycznie. Zdecydowaliśmy się na mniej kompleksowe badanie, które nie sprawdza wszystkich chromosomów, a jedynie te, których aberracje liczbowe najczęściej doprowadzają do poronienia. Chromosomy 13, 15, 16, 18, 21 oraz X/Y wyszły prawidłowe, ale 22-ego nie udało się przebadać ze względu na degradację materiału genetycznego.
Czy to badanie mi coś powiedziało? Nie. Ale chciałam je wykonać. Przede wszystkim chciałam poznać płeć naszego Aniołka. A przyczyn mogły być setki, jak i nie tysiące. Ale co ja będę analizować.. poczekam na telefon od pani doktor. Zamierzam ją trochę zagadać 😌
Spokojnego wieczoru dla Was wszystkich. Fajnie, że jesteście 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2023, 19:17
3 dc
Weszła we mnie jakaś nowa (wiosenna?) energia.
W biurze postanowiłam ogarnąć wszystkie dokumenty, bo już mnie prawie nie było widać zza biurka. Więc tak od trzech dni codziennie rano poświęcam 0,5 - 1 h na ogarnianie starych "papierów", żeby to wszystko uporządkować. Myślę, że jeżeli zachowam tempo to może do końca miesiąca ładnie się odgracę.
A co ciekawsze... Tak mnie poniosło, że założyłam się z Mężem, że... Zaczynam biegać. 🤣 Więcej... Że 15.05.2023 przebiegnę 3 km. I proszę się tu nie śmiać... Dla mnie to będzie naprawdę wyczyn! Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do sportu, siłowni etc. Jedyną moją sportową aktywnością zawsze był rower i to też bardziej rekreacyjnie niż wyczynowo. Także... Dzisiaj wieczorem zaczynam biegać. No ciekawe... Zobaczymy... Jak będę biegać - Mąż stawia dwie kolacje. Jak nie - stawiam ja, ale jedną, bo ja w zakład muszę włożyć trochę wysiłku. 🤣 Taki zakładzik na "przyjemne z pożytecznym". No ciekawa jestem, co z tego wyniknie...
Ciekawie się zaczyna ta wiosna, ciekawie...🤣 Ambitnie wręcz bym powiedziała...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2023, 09:17
16 miesięcy i tydzień
Wczoraj po opuszczeniu 3 lekcji na rzecz kataru wróciliśmy na basen. Moje dziecko jeszcze zanim weszliśmy do wody wpadł w ryk i trzymał się mnie jakbym miała go tam co najmniej porzucić. Inne dzieci zadowolone, uśmiechnięte, robią ćwiczenia. Zrobiło mi się smutno, ale postanowiłam nie wychodzić tylko powoli go oswajać z wodą. Wszystko robiliśmy inaczej niż grupa, bo na próbę odsunięcia go ode mnie wpadał w panikę. Zaczął powoli się uspokajać, bawić piłką, konewką, wygłupiać z nami. Zostaliśmy na drugie zajęcia i robił już wszystkie ćwiczenia, chlapał w rytm piosenki i nie myślał wychodzić
Serce mi pękało z dumy. Zostajemy na tych zajęciach, co prawda miał chodzić tylko z tatą, ale trudno dopłacę i będziemy chodzić całą rodziną. Strasznie się cieszę, że się przekonał
Badania zrobione
Wyniki za 3 tygodnie. Dobrze by bylo, by wyszly ok, ale z drugiej strony wtedy wciaz bede w tym samym punkcie z jedna wielka niewiadoma i setkami pytan, dlaczego przebadane zarodki od mlodych, zdrowych dawcow nie chca ze mna zostac.
Bardzo lubie czeska klinike, dobrze sie w niej czuje, ufam ich lekarzom i wierze, ze nie rozloza rak z niemocy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:48
Zaczynam kolejny chyba najgorszy okres cyklu - okres czekania. Temperatura w górę.
Ta owulacja wyglądała inaczej. Ciągłe mdłości i ból podbrzusza. Nie wiem co o tym myśleć. W ogóle już nic nie wiem.
Pod koniec miesiąca mamy pierwszą wizytę w klinice. I najzwyczajniej w życiu chciałabym żeby magicznym cudem do tej wizyty nie doszło. Ostatnia szansa 😅
Miesiąc 18.
Niania- temat rzeka.
Wstawiliśmy ogłoszenie: na szczęście odzew był bardzo duży, umówiłam się z kilkunastoma paniami na spotkania w domu..po większości spotkan byłam przerażona.. dziewczyny z pazurami jak wronie szpony, w koronkowych bluzkach i makeupie jak na disco.. albo starsze Panie, które już na wejściu widać kondycyjnie nie byłyby w stanie podołać opiece nad Sz udzielające dobrych rad od przekroczenia progu pt. jeszcze nie odpieluchowany ten brzdąc?! Była też grupa 20letnich studentek, ktorych doświadczenie z dziecmi to jedynie zabawa z lalkami barbie, kilka pan z tzw. bezrobocia..ale finalnie 1 kandydatka przypadła nam i Szymonowi do gustu. Jedyny minus, że już na wstępie powiedziała, że szuka pracy na stałe w branży IT i jeśli znajdzie to wiadomo.. wzięłam ją jednak, bo była to jedyna słuszna kandydatka..
Minęły 2tyg naszej współpracy.. co powiem.. ciężka jest logistyka z nianią vs żłobek.. muszę przygotować plan wszystkich posiłków, przygotować je wczesniej, dać niani rozpiskę każdego dnia co jak i czemu.. niania kończy pracę, a ja z jęzorem na brodzie kończę pracę.. żłobek jednak daje większą elastyczność (30 min w tą czy tamtą nie ma znaczenia).. no ale jakoś to idzie.. zaczynam lada moment duży projekt w pracy, czyli dodatkowe stresy.. Szymon ma znów okres mega słabego snu nocnego (podejrzewam regres z okazji 18mc).. chodzę jak zombie. Z plusów: Szymon calkiem nieźle zaczął jeść, praktycznie wszystkie zęby od 1 do 4 mamy przebite i liczę ze 5 nie beda sie spieszyc..
Żyjemy aktualnie z dnia na dzień, licząc się z tym, że jutro może wszystko się wywrócić do góry nogami..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.