9cs 11dc
Ciężki był początek tego cyklu.. do @ trzymałam się super, choć spodziewałam się że może nic z tego nie być to nadzieja dalej była, bo przecież tyle mniej stresu, wyjazd, relaks...
A jak przyszła to tak mnie zdołowała że nie mam słów, przez większość czasu (w sumie prawie do teraz) miałam okropny humor, trochę się polepszyło w weekend bo była rodzinka i trochę się rezewalismy i pobawilismy ale jednak.. napilam się trochę wina ~ co jak to zrujnowało nasze szanse w tym cyklu, mąż się napił ~ co jak to będzie miało wpływ 🙃
Muszę nauczyć się odpuszczać .. chwilami miałam ochotę rzucić w kat temperature i książkowe starania, ale jednak lubię wiedzieć co się dzieje
Jednak nie naciskam na aż tak wyliczone seksy, niech się dzieje magia wtedy kiedy przyjdzie ochota❤️
Jeszcze uczę się odcinac od rodziców, bo mama się na nas obraziła, w sumie ciężko wiedzieć o co a ja już nie mam na to sił, podjęłam też ważną decyzję po rewolucjach zdrowotnych moich i męża - czas na terapię .. trzymajcie kciuki za moją pierwszą wizytę, M. ma za sobą i widać że mu lepiej, bardzo mnie to cieszy bo tragicznie fizycznie się czuł a to w większości zaczyna się od głowy, teraz czas na mnie, może to też pomoże, a może to moje wyobrażenie, próbuje się nie nastawiać, chyba z każdą kolejną porażka jest łatwiej, oby ..
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2023, 09:45
Po wczorajszej wizycie we Wrocławiu mam trochę newsów. Aby było bez zbędnego lania wody to sobie to wypunktuję.
1. USG jąder na plus - wszystko drożne, zero problemów.
2. Nasienie oddane na badania, poza podstawą mamy tam HBA, przeciwciała i chyba coś jeszcze? Czekamy na wyniki 3 tygodnie, podeślą je wszystkie naraz.
3. Z pracy dostałam voucher na Pakiet Onkologiczny Damski do realizacji w Diagnostyce. Znajdują się w nim badania CEA, CA 125, CA 15-3, CA 19-9, OB i morfo. W morfo dość mało krwinek czerwonych, eozynofili i bazofili ale wciąż w normie, MCV i MCH lekko za wysokie, RDW-CV za niskie i PDW niskie. Marker CA 15-3 podchodzi pod górną granicę normy. Może to powodować sytuacja z szyjką macicy.
4. Przyszły wyniki moich wymazów. Wyszła mi Ureaplasma. Lubi się z HPV. W czwartek dostanę receptę.
5. Estradiol 54 pg/ml w 16dc. Owulacja się nie zbliża ani trochę, więc biorę od dzisiaj podjęzykowo luteinę. Najwidoczniej poprzedni cykl to była sprawa całkowicie jednorazowa.
6. Stary odkrył, że jego nasienie powoduje plamkową wysypkę na jego członku. Po przeleczeniu ureaplasmy, jak będziemy robić oboje kontrolne wymazy, zrobimy też posiewy nasienia.
W efekcie co się teraz dzieje?
- czekamy miesiąc na wyniki biopsji szyjki macicy,
-czekamy 3 tygodnie na wyniki nasienia,
-będziemy się leczyć na ureaplasmę ~3 tygodnie zgodnie z tym co mówiła koordynatorka programu,
-wciąż nie wróciły owulacje mimo 2g metforminy, 4g mioinozytolu + 0,1g d-chiroinozytolu i 1,8g NAC 3-7dc.
EDIT:
Dostaliśmy doxycyclinum 100mg na 10 dni, ja jeszcze gynalgin 250mg+100mg dopochwowo. Do tego dokupię nam Sanprobi SF oraz ja będę brała sobie Lacibios Femina. Potem po 2-3 tygodniach od kuracji kontrolne wymazy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2023, 15:21
Podczas naszej pierwszej i póki co jedynej wizyty na akupunkturze, nasza wspaniała Pani dr powiedziała nam żeby traktować okres starań jako proces, w którym coś się zmienia, my się zmieniamy, rezygnujemy że złych nawyków na poczet tych dobrych, pracujemy nad sobą, że to taka trochę jakby podróż. Myślę, że coś w tym jest. Jak przypomnę sobie jaki styl życia prowadziliśmy na początku naszych starań to łapię się za głowę. Raz w tygodniu ociekająca tłuszczem pizza znanej sieci fast food, codziennie kanapka z szynką albo z żółtym serem. Na obiad, jak nie chciało nam się gotować to jedliśmy albo jakiś kupny badziew typu rzekomo ręcznie lepione pierogi, albo jedliśmy coś z chińskiej knajpki. Wyjazd w góry, nad morze czy nad jezioro równał się zawsze torbą wypchaną kolorowymi słodyczami. A dłuższe wakacyjne pobyty, czy w ogóle wakacyjne weekendy nie mogły obyć się bez piwkowania. Przecież to był nasz czas wolny, nasz relaks więc jak zrelaksować się bez piwa? Te nawyki baaardzo szybko zaowocowały przybraniem na wadze, ale my wtedy tego nie dostrzegaliśmy. Do tego nieustanne zmęczenie i co chwilę ból głowy, żołądka, brzucha... Masakra... Ale my nie dostrzegaliśmy tego, że organizm wysyła nam sygnały, że coś jest nie halo... patrzyliśmy na siebie przez różowe okulary i odbieraliśmy siebie jako ludzi w pełni zdrowych i pelnych energii...Z perspektywy czasu zastanawiam się jak ja chciałam zaprosić Dzidziusia do takiego śmietnika? Opamiętanie przyszło wraz z chorobą bliskiej osoby. Zaczęłam szukać przyczyn i pomocy w leczeniu. Odkryłam dietę, odkryłam ile tak naprawdę znaczy w naszym życiu jedzenie. Dzięki niemu żyjemy, a często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie tylko ilość ma znaczenie ale przede wszystkim jakość. Im bardziej szłam w stronę diety tym bardziej uświadamiałam sobie, że jesteśmy jedną wielką chodząca bakterią. Tak właśnie tak! Nawet nie myślimy o tym ile mieszka w nas bakterii i innych stworzeń określanych mianem mikrobiomu. To nie tylko jelita, bakterie mamy na skórze, w jamie ustnej. Mam wrażenie że wszedzie. I to od nas zależy czy w nas będą mieszkały te dobre bakterie, które będą nam pomagać, czy damy jeść tym złym, które są przeżarte do swojej ściany komórkowej;) i które w podzięce za warunki wyślą nam mnóstwo LPS, które nas zatrują. Są badania które mocno łączą mikrobiom z wieloma chorobami, w tym z tymi najgorszymi na R., a także z niepowodzeniem zajścia w ciążę... Tak zatem trzeba karmić dobre bakterie, usunąć wszelkie nieszczelności w obrębie jelit (nie mam na myśli perforacji) i nie tworzyć warunków do tego, żeby te zle bakterie zrobiły sobie imprezkę w naszym ciele. Kiedyś ludzie odżywiali się w prosty sposób. Zjadali dużo błonnika, owoców i warzyw. Mięso było raz na jakiś czas, od święta. Nie było kupnych kolorowych słodyczy i nie było całej tej trucizny. Nie było plastikowych butelek które zawierają ksenoestrogeny... Dieta pomagała ludziom żyć w zdrowiu. My jako społeczeństwo wybraliśmy wygodę.
Pod koniec 2022r. zaczęliśmy zmieniać dietę. Po otrzymaniu wyników nasienia mojego męża ruszyliśmy z dietą na maxa. Nie było że boli (głównie nogi od stania w kuchni). Wiecie co... Ja w ciągu roku schudłam 16 kilo. Mąż 10. Lepiej się czujemy, nie jesteśmy ospali, nie towarzyszą nam problemy żołądkowe, nie wiemy co to ból (poza oczywiście bólem głowy przed @). Jeśli pilnuję żeby po owulce jeść codziennie marchewkę to nawet nie mam PMS. Na serio! Nawet tego mojego osławionego bólu głowy.
Zmiany nawyków kosztowały nas sporo czasu i wyrzeczeń. Ale teraz wiem że jemy zdrowo, wiemy że nie mamy śmietników w swoim wnętrzu. Wysprzatalam dom dla naszego Dzidziusia i czekam na Niego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2024, 09:51
Jadę na pogrzeb babci. Jakkolwiek serce boli, to...wyczekiwany. Dopiero w ostatnich tygodniach zdałam sobie sprawę jak bardzo ta starość zPanu Bogu nie wyszła.....a może właśnie wyszła i jest po to, byśmy my młodzi doceniali i cieszyli się życiem puki czas, puki można.
Nie spałam całą noc, bo kończyłam pisać teksty do pracy, a byłam tak zmęczona że bałam się że jak zasnę to żadne budziki mnie nie obudzą. I pewnie tak by było, a pobudka ok 4, pociąg o 5.40. Jadę na kawie i adrenalinie. Jeszcze dziś wracam do domu, a pojutrze znów wracam w rodzinnie strony, ok 300 km, tylko z moją rodzinką. Zapowiadają się smutne święta, dobrze że dziesi wniosą trochę spontanicznej radości. Chyba.
Ach, jakoś nie odnotowałam, że ostatni tydzień spędziłam z młodszym dzieckiem w szpitalu. Metapneumowirus. Człowiek uczy się całe życie 🫣😑
Jestem po histero. Dziś wyjście do domu. Przyjęcie miałam w czwartek, w piątek zabieg o 13 i dziś w 3 dobie wychodzę.
Na szczęście tym razem dobrze trafiłam. Szpital ma wypożyczony sprzęt jakiś z górnej półki, był tu profesor i ich szkolił.
No i załapałam się na ten super sprzęt. Trzeba przyznać, że robił wrażenie. Sala operacyjna wielka i nowa, taka amerykańska 🙂
Po zabiegu lekarz sam przyznał, że miałam szczęście że mają teraz ten sprzet bo bez tego musiałby mnie odesłać do innego szpitala. Polip był tak umiejscowiony ze normalnie by go nie Usunęli.
Udało się. Wycięty. Do tego było masę zrostów, mówił, że cała siatka i też udało się to uwolnić. Podali mi mój żel, dobrze że go kupiłam.
Mówił też, że widać gdzie miałam usuwaną tą przegrodę macicy bo ślad został. No i jedynie tych wycinków nie mam ale trudno.
Jeszcze się zastanowię czy to robić czy nie wybrać antybiotyku w ciemno.
No to chyba tyle. Reszty dowiem się z wypisu i mam nadzieję, że na wizycie kontrolnej będzie już pięknie w środku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2023, 12:02
12dc...
Znowu zaczekam liczyć... a im dalej w las tymbardziej wątpię w sukces...
Zastanawiam się, czy przy poprzednich ciążach byłam zdrowa, czy nie zdiagnozowana... 🫣
Teraz gdzie się nie rusze to coś... niby nic wielkiego, ale obawiam się że tych drobnych rzeczy robi sir za dużo...
Chociaż powoli łącze kropki... niby wysokie NK może być przy stanach zapalnych... a coś wyszło w cytologii...
Zastanawiam się, czy to nie znak, że powinnam przestać chcieć za dużo i cieszyć się, że po tym wszystkim mam Chociaż jego... 🫣
Z drugiej strony, obiecałam sobie i Tobie że nie zostawię ich tam gdzie są... zrobię co mogę, reszta w Twoich rękach 🙏 jakby co, ja chce ... Jak będzie, nie wiem, ale jakoś się dostosuje...
Moja perełka, mój pocałunek lata, moja wiosna. Moja kwietna łąka.
Jesteś.
🤍
Alicja z Krainy Marzeń.
2900 g, 54 cm.
Niebawem kolejne czeskie podejscie
Czy mam dobre przeczucia? Pewnie gdybym ich nie miala, nie probowalabym. Czy towarzyszy mi strach? Na razie nie. Wszystkie wyniki badan sa ok. Mam nie brac nawet Encortonu zgodnie ze stanowiskiem czeskiej kliniki:
"Potrzebne jest by Pani organizm/środowisko było w równowadze, więc jeżeli wyniki są w normie a Pani pomimo tego będzie przyjmować leki immunologiczne, to leki mogą zaniżyć dobre poziomy, które dotychczas były w normie"
Dzis rano pomyslalam, ze bede miec 3 dzieci i nawet zmartwilam sie, ze zabraknie mi dla nich pokoi, ale cos na to poradzimy
Teraz jest dobrze, a wkrotce bedzie pieknie
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:48
Adopcja przebadanego zarodka najwyzszej klasy wydawala sie byc ostatnia deska ratunku, planem B, planem C, a moze juz i Y. Nie mialam watpliwosci, ze pokocham to dziecko, a moment transferu byl wyjatkowy, magiczny, niezwykle wzruszajacy. To wspaniale, ze maz mogl mi towarzyszyc, trzymac za reke i obserwowac na monitorze, jak powstaje we mnie nowe zycie, maly, wielki cud. Od samego poczatku prosilismy malutkiego Lentilka, by zostal z nami, zapewnialismy, ze bedzie miec piekne dziecinstwo, ale niestety nie bylo mu to dane
Odszedl szybko, ciaza biochemiczna. Do nastepnego transferu podeszlismy w kolejnym cyklu. Nie mielismy zadnych przeczuc, ale ogromne nadzieje. Beta <0.2 i caly wor pytan dlaczego. Przeciez wiekszosc transferow sie nie udaje ze wzgledu na wady genetyczne maluchow. Nasze byly przebadane, dodatkowo najlepszej klasy. Nie mam juz kolejnych planow "B". AZ to staraczkowa ostatecznosc (pomijajac oczywiscie klasyczna adopcje), choc dla mnie po prostu przepiekna, olbrzymia szansa. Co dalej? Nie poddam sie, bede probowac, ale czy to ma sens? Maluszku nr 3, kimkolwiek jestes, pamietaj, ze choc serce mi peka, w sekunde odbuduje sie ono dla Ciebie
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:49
Punkt 6. Inseminacja trzy razy. Artemida.
W październiku udało się zrobić drożność, jajowody drożne, wszystko w porządku.
Zrobiliśmy tylko jedno podejście do inseminacji w grudniu - nieudane. Nasienie słabe, bez zmian a nawet gorzej. Podano zaledwie 10 mln plemników. Runęły nasze marzenia, mimo pędzącego nieublaganie mojego czasu biologicznego zwyczajnie się poddalismy. Zostawiliśmy cale starania w tyle mieliśmy dość. Skupiliśmy się na realizacji naszych planów "przyszlomałzenskich". Ruszylismy z budową domu wiosną 2024, zamieszkaliśmy ze sobą w końcu, przygotowywalismy się do ślubu... od 5.10.2024 jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.
Podejmujemy ostateczny krok - in vitro. 18 grudnia mieliśmy wizyte kwalifikacyjną, oczywiście jestem na tyle już stara że ostatni dzwonek...
Powtórka badań jak do inseminacji plus nigdy nie badane Amh - 1,51 - chyba to juz marny wynik, nie wiem.
Wczoraj dostałam miesiączkę, od 16 do 25 dc mam przyjmowac Primolut, od następnego cyklu stymulacja. Wizyta w Artemidzie 30 stycznia.
Czy mam jeszcze jakaś nadzieję? Nadzieja nigdy nie umiera.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2025, 22:56
6dpt...
Zrobiłam zrobiłam drugi test... kreska nadal tam jest....🥹 zaraz idę na betę 🙏
Byłam o 7... czekam na wyniki 🙏🙏🙏
Błagam, niech to będzie prawda... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2024, 08:32
Czas start!
Wróciłam do kliniki - jak do dobrych znajomych.
Dzisiejsza wizyta była taka spokojna, normalna.
Powstał na szybko plan, wizyty są umówione, badania zlecone.
Robimy kolejny krok, ale już nie idziemy na wojnę, ale wybieramy się w podróż.
Znamy już tą drogę, niebezpieczeństwa i ograniczenia z nią związane. Ale znamy też smak przekroczenia mety - co jest bardzo fascynujące i uzależniające.
Chcemy spróbować jeszcze raz, jednak dziś mamy głowy wolne od presji czasu, budżetu, powodzenia. Dzis idziemy dalej i sami jesteśmy bardzo ciekawi dokąd poprowadzi nas ta droga.
Zmieniłam tytuł dziennika. Nie chcę już szukać szczęścia jak igły w stogu siana, tylko chce z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Ostatnie dwa tygodnie były lekko mówiąc ciężkie. Sen z moim dzieckiem wybił mnie kompletnie z rytmu, płakałam na samą myśl o nim i o tym, że nie poczuje tego ciepełka na jawie. Potem miałam teleporadę immunologiczną. Pani doktor spoko, wypisała mi listę badań do zrobienia. Gdy podliczyłam koszt wszystkich badań, zadzwoniłam do męża i powiedziałam że nigdy nie będziemy mieli dzieci, bo skoro nas na badania nie stać to co dopiero je utrzymać. I to był mój gwóźdź do trumny... Miotałam się w sobie przez cały weekend jaką podjąć decyzję, ale po kilku rozmowach doszło do mnie, że mną to tak wstrząsnęło, bo to zaburza mój założony spokój, którego potrzebuje. Że ja miotam się jak ranne zwierzę już tyle czasu i tylko tracę siłę i nadzieję, że uda się z tego wyjść. I nie zrobię tych badań, bo wiem, że i bez nich można podejść do IV, że leczenie w razie powodzenia aż tak się nie zmieni i przede wszystkim dlatego, że nie mam w sobie przestrzeni na oczekiwanie na wyniki.
Będzie dobrze, już było źle 🤞
27 dc, 13 dpo, 14 dni po IUI
Dzisiaj zobaczyłam swoje pierwsze w życiu dwie kreski na teście ciążowym. 😭 Nie mogę w to uwierzyć. 🥺

Ale dwa testy, dwóch różnych firm, z dwóch sików nie mogą się przecież mylić. Prawda?
Były już momenty, że nie byłam sobie w stanie wyobrazić, że stanie się to kiedykolwiek... 🥺
A to się dzieje... Dzieje się?
Maleństwo, kochane, trzymaj się i zostań ze mną. 🥺
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2023, 07:57
W 12 sobie życia wróciliśmy w komplecie do domu☺️ Tym razem nie musiałam zostawiać dziecka samego w szpitalu, a ostatnie doby spędziliśmy nawet razem na sali na położniczym. Mam wrażenie, że przez te wspólne godziny tylko we dwoje, mam z synkiem większą więź niż z córeczką na tym etapie jej życia. A może tylko tak mi się wydaje...
Pamiętam, jak podczas cesarki pomyślałam - nigdy więcej🙈 Pamiętam jak dzień później pomyślałam - chciałabym to jeszcze raz przeżyć🙈 Jakoś smutno mi się zrobiło, że ten czas się nie wróci. Nawet ten na patologii ciąży, bo kurczę, ja zwierzę szpitalne, dobrze się tam czułam i nawet odpoczywałam psychicznie🫢🫣 Brakuje mi tego doznania pierwszych chwili z maluszkiem, kangurowania przez tatę, pierwszych wspólnych godzin...Rozsądek, mąż, lekarze i położna środowiskowa mówią - finito z uwagi na moje zdrowie. Ja sobie myślę....będzie co ma być. Synek sam się zaplanował w najmnie, zdawałoby się, odpowiednim momencie, a jednak jest perfekcyjnie, on jest perfekcyjny☺️
Wiem, że dostałam więcej od życia niż się spodziewałam. Dziś proszę tylko Boga i wszelkie siły wyższe, by moje dzieci były zdrowe i szczęśliwe. To tyle i aż tyle.
Dzisiaj jedziemy na sesję noworodkową. Mąż kręci nosem, że niepotrzebna, pewnie nie, ale ja chcę🙃
Henryczek niedługo kończy 10 miesięcy, trudno uwierzyć jak ten czas szybko leci. 9 miesięcy potrzebowałam, żeby nabrać spokoju jako mama. Najtrudniejszy w macierzyństwie jest nieustanny lęk o dziecko. Teraz już śpię spokojniej. Za 3 tygodnie jesteśmy umówieni w klinice, chcemy sprawdzić mój status immunologiczny i poprosić o wniosek na dofinansowanie do kolejnej procedury, żeby z początkiem przyszłego roku zawalczyć o rodzeństwo.O synka walczyliśmy 4 lata, nim się urodził minęło 5 lat a ja mam już 35 lat. Tym razem nie boję się tego czy się uda tylko tego, że znowu mogłabym urodzić za wcześnie albo co gorsza stracić ciąże. Czasem zastanawiam się nad tym czy nie jestem zbyt "zachłanna", przecież zostałam mamą, czy mam prawo marzyć o drugim dziecku? Czy los ze mnie nie zadrwi? Droga do synka była bardzo kamienista, chyba nie dałabym rady przejść nią ponownie, a gdyby się nie udało myślę, że łatwiej byłoby mi to zaakceptować, bo przecież moje największe marzenie już się spełniło, jestem mamą <wdzięczność>
Jestem w 26 tygodniu ciąży.
I w życiu nie myślałam że będę aż tak się martwiła.
Mały zaczął dokazywać w brzuchu . Kopał ile miał sił w swoich nóżkach i zapewne rączkach.
Do czasu , gdy się przeziębiłam i co gorsze mocniej zachorowałam to moje dziecko w kilka dni z ruchliwego dziecka zmienił się w dziecko które dłużej spi i mało kopie .
Tak wiem miało to juz wcześniej miejsce takie jego zachowanie ..ale nie trwało tak długo jak teraz .
Mały głównie kopie z lewej strony albo tak jakby w pochwe , odbyt . Jest cały czas odwrócony plecami do mnie ... dlaczego? Nie mam pojęcia.. sporadycznie kopnie mnie w brzuch raz , dwa razy i tyle .
Nie byłam u lekarza bo stwierdziłam że jak sue wcześniej tak działo to musi mieć taki temperament .. teraz to żałuję że nie poszłam.. chciałam iść to terminy są już zajęte.
I mam czarne scenariusze czy rzeczywiście wszystko jest wporzadku ?
Czy dziecko nie owineło się pepowiną ?
Dlaczego tylko z lewej strony kopie ?
Dlaczego stało się ciche ? Mniej aktywne?
Czy rozwija się prawidłowo ?
Na odpowiedzi do pytań , będę musiała zaczekać do 16 listopada , wtedy mam wizytę.. chyba że nie wytrzymam i pójdę albo do szpitala na kontrolę albo do innego lekarza gdzie ma bliżej termin .
Za 2 dni mój Cud skończy 18 miesięcy ❤ 18 miesięcy temu nie mogłam zasnąć z podekscytowania i nerwów czy wszystko będzie dobrze. Odmienił mój świat ❤ z dniem kiedy przyszedł na świat nie narodziło się jedno życie a trzy..moje i mojego M także. Dzięki niemu żyję, śmieję się i raduję. On sprawił że świat nabrał barw i przepełnił nasze życie przeogromną miłością, miłością bezwarunkową, nieocenioną, bezcenną.
Mój maleńki syneczek ❤
Co jakiś czas sprawdzamy jego wyniki czy leki które brałam w ciąży nie mają na niego złego wpływu. Z podwyższonych enzymów wątrobowych prawie wyszliśmy więc powinno być ok. Lekarze uważają że mały rozwija się prawidłowo i to jest najważniejsze. Nie musi być najlepszy,najmądrzejszy i niewiadomo co..bo dla mnie i tak taki jest,jest idealny ❤
Kłóci się po swojemu, włazi wszędzie, biega, czaruje uśmiechem i oczami, mówi póki co kilka słów+ po swojemu, jak ma dobry humor to sam zjada posiłek a tak to muszę go karmić :p walczymy z piciem z kubeczka bo jak ja mu podaję picie to ładnie pije ale jak ma pić sam to awantura jakich mało
przesypia już całe noce (chyba że idą zęby albo ma jakieś lęki), zębów mamy 12,obecnie w natarciu idą 3. Na nocnik go jeszcze nie siadam choć teściowa napiera :p (w planach mam po 2 urodzinach akurat będzie wiosna/lato). W dzień ma 1 drzemkę. Nie patrzę na tabelki ani żadne schematy rozwoju dzieci (chyba że naprawdę coś by mnie nie pokoiło ale póki co nie ma takiej rzeczy), wolę aby rozwijał się swpim tempem.
Kocham go przeogromnie i tak bardzo bym chciała aby czas z nim płyną wolniej i abym mogła dłuzej nacieszyc się tym maleńkim chłopcem.. a tymczasem czas zapiernicza jak szalony :p
3.11.2023: Jak to mówią, kiedyś trzeba zacząć. No ja zaczęłam tak, że nic tylko łeb do gara.
Trochę nie umiem w tę aplikację i miałam ochotę utopić telefon (w rosole, naturalnie). A pracuję w IT - szewc w podartych butach chodzi.
Wiem, kiedy miałam owulację w zeszłym miesiącu, bo akurat zrobiliśmy sobie USG z ginekologiem - 1 października. Trochę inaczej niż mi w aplikacjach wychodzi. No, ale organizm to nie komputer, pamięci mu nie wymienisz.
Teraz w aplikacji był jakiś tam czas, w każdym razie szczyt 23-24 października i wtedy pies czekał pod drzwiami sypialni 
No i mija te 9-10 dni, zrobiłam miliard testów nie wiem po co, przecież jeszcze nie pokażą, ale robię i się stresuję. Prawdopodobnie sama siebie zjem ze stresu. To byłby jakiś plan.
Jeszcze mam urlop, powinnam coś posprzątać, dom wygląda już nie jak chlew, ale miejsce spotkań obywateli spożywających preparat. Brakuje tylko, żeby tu na środku... wiecie co, zresztą, zrobić.
Aha.
Czasami mam mieszane uczucia, chcialabym zostać mamą,ale inaczej to sobie wyobrażałam.
Myślałam, że to bedzie od tak,naturalne.
Parę miesięcy i po prostu nią zostanę.
Ale tak nie jest, pokój dziecka jest moim biurem.
A ja patrzę na to biuro i myslę sobie,ze mi dobrze. Czy to źle?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.