Odpowiadając na komentarz Maya111, to właściwie nie stosujemy żadnej konkretnej diety w takim sensie, że nie kupowaliśmy żadnych diet. Zaczęliśmy stosować dietę roślinną - nie mylić z dietami wegański czy wegetariańskimi. Dieta roślinna zakłada, że można jeść mięso ale niezbyt często. I tak też zaczęliśmy się odżywiać. Pilnujemu się, żeby raz w tygodniu była ryba morska (u nas akurat dorsz), pieczona, z kaszą albo ziemniakami i jakąś surówką (ale nie z kapusty, bo podobno kapusta utrudnia przyswajanie jodu z ryby, a my jemy tego dorsza dla jego smaku i właśnie dla jodu, więc robimy jakąś surówkę np z marchewki jabłka i ogórka kiszonego z olejem lnianym i szczypiorkiem). Czasem w niedzielę jest jakieś mięso, głównie pierś z kurczaka (pieczona albo smażona) ale to jak uda nam się kupić jakąś dobrą. Staramy się jeść więcej błonnika, więc ziemniaki i białe makarony staramy się zamieniać na kasze (pęczak, kaszę jęczmienne perłowe i wiejskie) i jemy to z jakimiś sosami warzywnymi (np z warzyw korzeniowych). Albo z surówką i z jakimiś klopsikami roślinnymi (robimy albo sami np z kaszy gryczanej, fasoli i jakichś warzyw pieczone albo smażone) albo czasem zdarza nam się kupić takie już gotowe, ale to też sporadycznie kupujemy. W necie szukamy na bieżąco przepisów. Generalnie staramy się żeby do obiadu była zawsze jakaś surówka, do ryby to już pisałam jaka, a poza tym to jemu dużo surówek z kapusty bo ona ma jakiś wpływ na estrogeny, jakoś normuje ich poziom, podobnie jak marchewka. Żeby nie było, jemy też normalne jedzenie typu placki ziemniaczane, albo łazanki, jajecznicę na śniadanie, gofry z owocami (tu dodaje mąki kokosowej trochę, żeby byl błonnik i żeby były bardziej sycące) czasem robimy domową pizze (ale na mące z orkiszu bo typową pszenicę odstawiliśmy), lasagne, pierogi itp. ale zawsze robimy to sami, nie kupujemy już gotowców w sklepie. Raz na jakiś czas robimy sobie jakieś slodkości (np ostatnio drożdżówki z makiem, albo piernik z pomidorów - wcale nie czuć żeby był z pomidorów a jest szybki w przygotowaniu i dobry😉) , ale zamiast cukru stosujemy erytrol no i używamy tej mąki z orkiszu właśnie. Białko zwierzęce zamieniliśmy na roślinne w znacznej mierze (podobno wpływa to pozytywnie na owulację) więc jemy więcej fasoli np w formie fasolki po bretońsku, soczewicy (w zupach głównie). Nie jemy jednak grochu, bo czytałam że kiedys był to naturalny środek antykoncepcyjny więc jedzenie go mogłoby odnieść przeciwny skutek do zamierzonego. Na śniadania jemy albo kanapki z chleba orkiszowego z jakimiś pastami kanapkowymi (takie warzywne pasty kanapkowe w słoiczkach, te już kupujemy w sklepach akurat) albo z pasztetem roślinnym z selera który sami robimy (przepis z thermomixa) i dodajemy do tego kiełki głównie brokuła (te kupujemy albo sami robimy w słoiku) jakieś warzywa kanapkowe, ogórka kiszonego. Poza tym na śniadania jemy też owsianki z orzechami (migdały, włoskie, brazylijskie, laskowe), prażonym słonecznikiem i prażonym czarnym sezamem (to już akurat z med. Chińskiej wyczytałam że czarny sezam prażony wzmacnia nerki, które wg med chinskiej odpowiadają za płodność). Do tego dodajemy owoce typu borówki, maliny, kiwi, banana. Czasem zamiast owsianki jemy jaglanke albo komosiankę gotowaną na mleku owsianymi (na roślinnym dlatego, że ja mam alergię na nabiał, a poza tym jest taki medialny ginekolog który udziela się na YouTube i napisał jakieś książki i mówi że nabiał ma kazeinę która nam bardzo nie służy zwłaszcza w okresie starań). Do jaglanki i komosiankę dodajemy też orzechu, prażone ziarna i owoce. Robimy też koktajle owocowo- warzywne do pracy z bananami jabłkami, kiwi, jarmużem albo szpinakiem, czasem dodajemy różyczki brokuła. Czasem dodajemy też inne owoce typu ananas, mango, albo maliny borówki itp to już wiadomo co kto lubi. Sałatki robimy do pracy czasem sam mix sałat z jakimiś warzywami dodatkowo i orzechami, ale po tym chce się jeść. Więc najczęściej jakieś sałatki z kaszą z suszonymi pomidorami, z oliwkami, z natką pietruszki, fasola czerwona, albo z burakiem i rukolą, albo co tak akurat jest. Czasem kaszę zamieniamy makaronem i wtedy też dodajemy inne warzywa. zupy gotujemy na warzywnym bulionie, który robimy sami z thermomixa. staramy się jeść je często, zarówno zupy krem, jak i takie zwykłe jak się zawsze jadło w domu typu krupnik, pomidorówka itp. wodę pijemy mineralna z dużą zawartością wapnia i magnezu i staramy się raczej szukać szklanych butelek, choć drogie to trochę jest. Warzywa staramy się kupować w warzywniaku od babeczki która sprowadza od takich swoich sprawdzonych dostawców. Nie wiem co jeszcze mogłabym dopisać. Już mi chyba nic nie przychodzi więcej do głowy. Generalnie stawiamy na to żeby było dużo błonnika, żeby odżywić ten mikrobiom. I żeby nie było zdarza nam się zjeść jakieś słodycze że sklepu, ale najczęściej później boleśnie to odczuwamy, jednak organizm się odzwyczaił od takiego jedzenia. Jak idziemy na miasto to jemy normalnie bez wymysłów, żeby nie żyć pod dyktando diety. Nie pijemy alkoholu. Pijemy za to zieloną herbatę, albo jakaś czarna z dodatkami- ale taka na wagę w sklepie z herbatami, poza tym rumianek, pokrzywę, zakwas z buraków, i kawę. Aaa no i stosujemy olej lniany w kuchni do sałatek, oliwę z oliwek do gotowania ogólnie. I to by było chyba na tyle. Aaa i jeszcze na samym początku to dla odbudowy mikrobiomu stosowaliśmy probiotyki przed jakiś czas, takie dla odbudowy bariery jelitowej. Teraz zastępujemy je zakwasem. Buraków, kapustą kiszoną i kiszonymi ogórkami. Ale przez jakiś czas je stosowaliśmy
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2024, 20:56
Drogi pamiętniku!
Wracam do staraczek, co mnie czeka w tym czasie starań tego nie wie nikt tutaj, a ja sama będę to odkrywać przez najbliższe tygodnie, miesiące, Boże dopomóż byle nie lata! Jak jest na dziś? Mam synka 20 miesiąc bycia matką za mną. Jest czasami strasznie ciężko, bo trafił się agent o niesamowitej energii i wszędzie go pełno (zupełne moje przeciwieństwo, jeśli ktoś by się zastanawiał), ale kocham go nad życie i nie zamieniłabym tego, że go mam za nic w świecie. Dlatego ostatnio pojawiło się pragnienie powiększenia rodzinki. Myślę, że po cesarskim cięciu minęło już dość sporo czasu, co prawda nie byłam u żadnego urofizjoterapeuty, ale ginekolog przy badaniu nie wspomniała, żeby coś było nie tak. Moje cykle generalnie są żadne. Początkiem marca zakończyłam przygodę z karmieniem piersią i po długim czekaniu aż miesiączka przyjdzie sama wkurzyłam się i poprosiłam ginekolog by przepisała mi coś na wywołanie, więc znów zaczęło się branie tego paskuctwa. 26 kwietnia dostałam okres i od tamtego czasu cisza...
Znalazłam zioła ojca Sroki w szafce co prawda trochę leżały xD ale 14 czerwca zaczęłam je pic, a od 27.06 zaczęłam znów brać Utrogestan na wywołanie bo wg mnie nic się nie działo po tych ziołach. Zacznę je znów pic od nowego cyklu. Dziś mój drogi pamiętniku 70 DZIEŃ CYKLU!!! Nienawidzę tego PCOS ! Biorę progesteron do czwartku, ciekawe czy dostanę okres...
Generalnie następna wizyta u ginekolog 09.08 więc do tego czasu muszę coś zdziałać naturalnie, potem mam nadzieje stylumacja i oby coś pomogło tak jak za pierwszym razem, wtedy obstawiona lekami metformax, acard, encorton, estrofem, zastrzyk Ovitrelle i Progesteron Besins i tak o to mamy Szymonka, jestem ciekawa jeśli się uda, to co pomoże.
Pozdrowienia i dużo siły!
10cs 9dc
Urodziny..
Dziś radośnie, chociaż zawsze myślałam że do tego czasu dawno będę w ciąży/ będę mieć dziecko, jak to życie weryfikuje... Chyba chciałam zostawić ten dzień tu na pamiątkę ☺️ mimo wszystko radosny
Ten cykl zaczął się łagodnie, jakoś wiedziałam że nic z tego, czy się poddałam? Może? Nie wiem, trochę mam ostatnio myśli że na pewno nie wyjdzie, nie wiem czemu, walczę ze sobą i swoją psychiką, psycholog mówi że musimy pracować, redukować stres i napięcie bo jest tego za dużo, będzie ciężko żeby wyszło, może to dało mi do myślenia że nie ma się co łudzić 🤔 ciężko stwierdzić, wiem że głowa robi swoje, że lepiej odpuścić, nie myśleć albo myśleć pozytywnie, ale rozczarowania bolą, wolę się chyba nastawić na "gorsze"🙈 staram sie cieszyć się z każdego dnia i chwili i dostrzegać pozytywy w obecnej sytuacji
Martwi mnie dość krótka faza lutealna 9-11 dni to malutko, zazwyczaj ok 10, myślę czy konsultować, czy poczekać, do końca roku raczej czekamy, rok minie w marcu, zobaczymy czy wtedy dopiero wizyta czy jednak wcześniej..
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2023, 22:26
22 cs, 12 dc, czyżby jutro owu?
Eh...tyle napisałam, a mi się skasowało...Co poradzić...
Ogólnie w tym cyklu porobiłam różne badania. Część zlecona przez endokrynolog, część przez diabetolog, a o resztę poprosiłam położną z czatu luxmedu.
Za mną konsultacja z diabetolog, do tej pory brałam glucophage xr 1000 mg, po skończeniu obecnego opakowania przestawię się na glucophage bez xr i dawka 2 tabletki 850 mg
Zleciła mi także trochę badań:
Kreatynina 0,77 (0,5-0,9)
Alt 26 (0-33)
Od położnej dostała skierowanie na:
Estradiol 31,6 (30,9-90,4)
LH 5,96 (2,4-12,6)
FSH 7,63 (w fazie folikularnej 3,5-12,5)
I od endokrynolog:
TSH 3,36
Prolaktyna 731 (102-496)
W środę idę na wizytę do uczkin, zależało mi, aby dobrze przygotować się do wizyty. Hormony badane 5 dc.
Endokrynolog zaleciła zwiększenie dawek leków, w związku z powyższymi wynikami. Teraz biorę letrox 50 zamiast 25, a także codziennie pół tabletki bromocornu zamiast co drugi dzień.
Dodatkowo w zeszłą niedzielę dopadło mnie zapalenie ucha..poniedziałek i wtorek miałam urlop, więc miałam czas aby się wykurować...
Musiałam brać ibuprofen...gdzieś kiedyś przeczytałam, że może on blokować owulację..
Czy któraś z Was coś wie więcej na ten temat?
Zastanawia mnie, że nadal testy owu są negatywne, a w poprzednim cyklu w tym dniu już ciemniały...W sumie każdy cykl jest inny, a to też drugi cykl gdy korzystam z testów owulacyjnych...
Jest to trochę upierdliwe, ale pomyślałam, że jednak warto poobserwować...
Jestem pełna nadziei, że owu przyjdzie jednak i "wyrobimy " się w czasie...cóż...piłka w grze...wszystko nadal może się zdarzyć....
Dobrej nocy
Dziś 7 dni po transferze.
A więc jesteś 💚 Mam nadzieję że urządzasz się wygodnie na kolejne 8 miesięcy.
W 3dpt, przez cały dzień, bolały mnie plecy w dole. Nieśmiało wzięłam to za dobry znak. Pierwszy test zrobiłam już w 4dpt wieczorem. Dzień wcześniej przeglądałam w internecie jak takie testy mogą wyglądać. I pojawiła się bladziutka kreseczka, wtedy właśnie pomyślałam że jesteś tam Kropeczku. Ciężko w to uwierzyć, ale mam wielką nadzieję, że wszystko będzie dobrze, że się nam ułoży.
We wtorek, w 6dpt, mamy pierwszą pozytywną betę. Wygląda obiecująco, ale czekam na czwartek żeby sprawdzić przyrost.
Tymczasem test dzisiaj wprawia mnie w lepszy nastrój, mimo słabego fizycznego samopoczucia.

✨So you're with me. Stay with me. ✨
Cześć!
Jak już mały zaczął fikać w brzuchu to znów mnie martwi jedna rzecz a mianowicie.
Jak byliście w ciąży to wasze dzieci miały może tak jakby drgawki albo porusza się tak jakby trzepotanie skrzdełkami ? To zdecydowanie nie jest czkawka bo rozpoznaje już czkawki .
Mój synuś ma tak od wczoraj i to dość często.
Trochę myślę że to niedobór magnezu bo przestałam go brać i ja też miewam takie pulsacje mięśniowe.l , a także zaczął mi się znów napinać brzuch .
A przeczytałam na internecie że znaczna ilość mam tak miała w ciąży i ginekolodzy mówili że to niedojrzały układ nerwowy , że się rozwija itd.
Ale chciałam usłyszeć waszą opinię.. oczywiście przy najbliższej wizycie wspomnę o tych ruchach mojemu lekarzowi .
I jeszcze mam jedno pytanie z jakiej firmy polecacie kosmetyki dla dzieci ?
I chusteczki nawilżane?
Dziekuje bardzo za odpowiedzi . 😄
A wgl od wczoraj nasz pokój zapełnia łóżeczko i komoda dla synka . Powolutku kupujemy co trzeba bo termin na luty a, a lepiej mieć wcześniej zrobione wszystko niż później.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2023, 09:18
Zbliżam się wielkimi krokami do 35+0 tc co za radość ze się udało tyle dotrwać! Malutka wazy około 2,5 kg także na spokojnie, lekarz mówi, ze nie ma żadnych sygnałów zbliżającego się porodu, także spokój. Mysle ze szanse na donoszenie tej ciąży rosną 😍
7 XI 2023
Są wyniki badań PGT-A . Oba zarodki mają wszystkie chromosomy prawidłowe!!!
Jest chłopiec i dziewczynka. Mamy prawo wyboru który zarodek transferujemy. Chyba nie chcemy decydować.
Byłam u lekarza, odstawiamy NARAYE, czekamy na rozpoczęcie nowego cyklu.
Kolejna wizyta kontrolna 23 XI .
Zaczynam się stresować jutrzejszą wizytą.
Bo do tej pory same nudy - okropne samopoczucie, przysypianie połowy dnia, mdłości na zmianę z jakimś wilczym apetytem z przeróżnymi zachciankami (kanapki z twarożkiem, twarożek z powidłami, kwaśne żelki, zupa zalewajka itd.). Od dnia następującego po wizycie u prof. jestem okropnie zmęczona. Cieszyłam się na aktywność fizyczną ale cóż.. 2 razy byłam na jodze, czasem poczłapię na jakiś spacer i to by było na tyle.
Nie ma plamień, krwawienia, skurczy, więc nie panikuję.
Wiem, że wszystkie objawy są prawidłowe, ale nic mnie już nie zdziwi.
Plan na dzisiejsze popołudnie: wysłać dwa maile i zrobić jeden krótki dokument, zapakować zmywarkę (spore wyzwanie), 30 min spaceru zahaczając o pocztę.
Wieczorem jakiś głupi, odmóżdżający film typu Bridget Jones.
Mam w ogóle od jutra ciężki i intensywny tydzień. Spotkanie, pogrzeb, szkolenie które prowadzę, wyjazd do Rodziców w weekend bo Mama miała operację. Mam więc nadzieję Kropku, że tam jesteś, masz się dobrze i się jutro zobaczymy, a potem dalej będziemy sobie spokojnie brać tabletki, jeść kanapeczki, leżeć z pieskami i zdrowo rosnąć 🙏
27 cs, 21 dc, 7 dpo
I po wizycie...W sumie trwała max 15 minut. Dostaliśmy dokumenty do zapoznania się oraz skierowania na badania.
Mąż musi iść do androloga i jak on pójdzie to wtedy będziemy dalej się zapisywać na kolejną wizytę.
W uczkin termin na...29.05. Zapisał się, ale spróbujemy prywatnie znaleźć wcześniejszy termin...zobaczymy.
Przeraża mnie kwestia tego, że z racji tego, że to placówka na nfz to są kolejki, opóźnienia itp...ale co poradzić. Gdyby nie to, że mamy mieszkanie do wykończenia to pewnie te 250/300 zł za prywatną wizytę byłoby do przyjęcia, a w tej sytuacji trzeba się z tym pogodzić.
7 dzień po owu...nie mam żadnych przemyśleń i przeczuć, czy się udało...na razie na szczęście nie mam czasu o tym myśleć, więc łatwiej znieść oczekiwanie...
To już koniec naszych starań z pomocą medyczną. Koniec leków, adrenaliny, życia w niepewności. Czas zaplanować wakacje, może postarać się o zmianę stanowiska w pracy, a przede wszystkim spokojnie żyć.
Dziś 6dpt, test negatywny. Przed transferem byłam przekonana że się uda. Wieczorem po transferze już wiedziałam, że nie. Że mój organizm jednak nie da się oszukać, że jednak nie da się łatwo obejść mojej immunologii. Chyba za bardzo zlekceważyłam to, że nie mam kirow, że mój organizm nie widzi ciąży i jej nie chce.
Do transferu przygotowywałam się długo. Zaczęłam od września ubiegłego roku, wyszła zamotka z USG piersi, potem niekończąca się infekcja. I wreszcie czysto, możemy robić histero. Do histero bylam przygotowywana jak do normalnego transferu. Brałam te same leki, bo dr chciał ocenić stan macicy w takim stanie w jakim jest w warunkach sztucznego cyklu. Histero się nie udała (powtorka z rozrywki z 2020). Mam zbyt wąska szyjkę macicy żeby zrobić histero diagnostyczna. Poza tym macica cała w zrostach. Doktor je powycinał tylko z blizny po CC, ale i tak całą jest zryta. Dr pobral wycinek z endometrium. Kolejny cykl znów był na lekach- przygotowanie do transferu. Wyniki histero rzutem na taśmę, przyszły dwa dni przed datą transferu, więc do końca nie wiedziałam czy się odbędzie. Wyniki ok, NK w normie, bakterii nie ma. Miałam proga 10, więc musiałam dorzucić prolutex. Transfer tak jak przy tym udanym, z atosibanem i embryoglue. Tygodniowe zwolnienie.
I tutaj zrobiłam blad, ale czy aby na pewno? Po kroplówce 2h z atosibanem mąż z córką przyjechali po mnie, poszliśmy na karuzele. Mocno grzało słońce, nie miałam czapki. Potem spacerem na kawę. Potem powrót do auta i pojechaliśmy do parku, tam już był cień. Czułam się dobrze. Wieczorem zaczęłam czuć fale mdłości. Położyłam się spać ale w nocy zaczęłam wymiotować, w sumie były trzy serie takich mega wymiotów. Myśleliśmy, że to od stołowania się na mieście. Ale rano doszły dreszcze i temperatura 37,9. Byłam słaba cały dzień, tętno mega szybkie. Ledwo wloklam się do toalety. Pomyśleliśmy, że to udar słonecznym już kiedyś miałam, było podobnie, tyle że bez mdłości. Mdłości miałam jeszcze trzy dni po transferze, czulam się tak okropnie jak przy pierwszej ciąży. Myślałam że to od proga, ale od 4 dnia jakby ręką odjal. I wtedy do mnie doszło: to mogło nie był ani zatrucie, ani udar. To mój organizm walczył z zarodkiem - dla niego intruzem. Dlaczego nie poprosiłam o encorton? W sumie wiem dlaczego, przy transferze z córką był covid i nie dostałam encortonu, udało się więc chciałam iść tym samym tropem. Choć mój doktor zazwyczaj do przepisuje, tutaj chyba zapomniał, a ja się celowo nie upomniałam.
Ogólnie zaraz po transferze miałam rollercoaster emocji. Byliśmy na kawie i pytałam męża czy dobrze zrobiliśmy. Że to będzie rewolucja, że mieszkanie jednak za ciasne. Chciało mi się płakać. Potem kiedy wymiotowałam i leżałam z mdłościami miał deja vu pierwszej ciąży. Ten dół emocjonalny, mdłości i wysokie tętno są w stanie człowieka doprowadzić na skraj. Modliłam się w duchu żeby transfer się nie udał, bo nie dam rady przeżyć znów takich 9 miesięcy, tym bardziej z 3 latka na pokładzie. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia z powodu mojej córeczki. Jest jeszcze mała, potrzebuje uwagi, czemu chce jej ją zabrać na poczet kolejnego dziecka.
Teraz kiedy już wiem na pewno, że się nie udało, czuje nostalgię i smutek. Przyzwyczaiłam się już do myśli, że ten zarodek czeka na nas, zawsze mu machaliśmy jak koło kliniki przejeżdżaliśmy. Kiedy embriolog do mnie przyszła przed transferem powiedzieć, że rozmrozil się pięknie,.pokazała mi zdjęcie to łzy mi stanęły w oczach. Jaki to cud życia i nauki. Blastocysta drugiej klasy, ale bardzo ładna, dobrze rokująca. Mój organizm ja zmarnowal. I wiem, że zmarnuje tak każdy kolejny zarodek. Nasza córka była siłaczka, jak ona to przetrwała?
Będziemy się starać teraz naturalnie, choć tak chyba za duże słowo. Po prostu nie będziemy się jak do tej pory zabezpieczac.
Koniec jakiegoś etapu w życiu, czas otworzyć nowe drzwi. Wolne od klinik i zastrzyków.
Edit: 7 dpt beta negatywna.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2024, 16:29
8+5
Wczoraj byłam na USG - i pokazało nam malucha troszkę ponad 2 cm, idealnie 8+4 z OM. Pozwoliłam sobie dopuścić do siebie trochę radości.
Pojechalaliśmy na zakupy, wróciliśmy do domu i 2h po badaniu poszłam do toalety. I tam już poczułam żywą krew, coś wyleciało, kapało jak z kranu...
Pojechaliśmy na IP - z ciążą było wszystko ok, serducho biło mocno. Pani dr dopatrzyła się jakiegoś krwiaka - który najprawdopodobniej zaczął się opróżniać. Dodatkowo lewy jajnik nadal 3 razy większy z torbielkami - więc nie ułatwia... Zostawili mnie na oddziale, zobaczymy.
Maluchu, jeśli nadal tam jesteś to bądź dzielny 🙏🙏🙏
Edit.
Serduszko pięknie bije ok 180 razy na minutę.
Świeżej krwi nigdzie nie widać - jeśli będzie ok to jutro do domku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2024, 12:27
04.2020 - Rozpoczęcie starań, odstawienie antykoncepcji, długie i nieregularne cykle
03.2021 - Dysfunkcja na linii podwzgórze-przysadka
01.2022 - II kreski
02.2022 - Serce przestało bić (9tydzień)
06-12.2022 - Stymulacja owulacji lametta
12.2022 - Ureaplasma (wyleczona antybiotykiem)
12.2022 - Drożność jajowodów (wszystko ok)
Pai hetero
Badania hormonalne - ok
Krzywa cukrowa i insulinowa - ok
Zespół antyfosfolipidowy - ok
Witaminy - ok
Białko C i S - ok
Tarczyca - ok
Wymazy z pochwy - ok
Przeciwciała przeciwplemnikowe - ok
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2024, 18:06
9dc
W jednym komentarzu dostałam radę aby na PCOS zażywać inozytol. Popatrzyłam na stronie apteki co tam mają i okazało się że w tym roku brałam suplement który właśnie zawierał inozytol. Zawierał również cholinę, głównie dla niej brałam ten suplement (lekarz polecał, aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia zespołu downa) i tak sobie pomyślałam że jak w tym roku miałam jedną owulację to może właśnie dzięki temu. Od razu mąż dostał nakaz zajechania jutro do apteki. Choć nie wiem czy w tym cyklu cokolwiek to pomoże, czy nie jest już za późno.
Ze względu na moją pracę zdalną zdecydowaliśmy o sprzedaniu auta i zostawieniu tylko jednego. Fajnie, mniejsze koszta, ale ciągle jestem uzależniona od męża. U mnie w mieście komunikacja miejska to tragedia, taksówkami nie będę jeździć, szkoda kasy. W wyjątkowych sytuacjach jeździłam rowerem, ale tylko latem. Wszystko staram się planować na popołudnie, gdy już będę mieć samochód.
Staram się badać regularnie od stycznia. Badam śluz i szyjkę. Naczytałam się na forach i stronach jak to robić, w jakich pozycjach i kiedy. I mimo tego za cholerę nie odpowiem czy owulacja się zbliża czy nie. Niby do owulacji śluz metny, kleisty, potem coraz bardziej wodnisty, rozciągliwy, przezroczysty, śliski i po owulacji biały gesty. Jednak to tylko teoria.
Po miesiaczce faktycznie przez 2-3 dni sucho. Wczoraj w ogóle nie potrafiłam określić co to za śluz. Niby jest ale w sumie to nie, ani klejący ani wodnisty. Dzisiaj nawet trochę rozciągliwy, ale na pewno nie przezroczysty. Ale do teoretycznej owulacji jeszcze dużo czasu. Nie jestem też pewna jak to jest, większość dnia śluz jakby niepłodny a raz podcierając się zobaczę rozciągliwy śluz. I nie wiem czy uwzględniać że rozciągliwy śluz. czy śluz płodny jest cały czas? Gubię się w tym. A czy szyjka otwarta czy zamknięta to w ogóle czarna magia. Z ciekawości podczas tego okresu chciałam sprawdzić jakie odczucia przy otwartej szyjce. Nic nie czułam. A bywały dni że myślałam że jest otwarta. Nawet jak miałam pęcherzyk 20mm to wydawało mi się że szyjka jest raczej średnio wysoko i raczej twarda. Na pewno nie jak usta, jak to wiele razy piszą na stronach. Miewałam śluz płodny, wiem jak wygląda, nawet w poprzednim cyklu jak owulki nie było. Ale widzę go wyraźnie tylko po wyproznieniu, nie wiem czy to też dobrze czy źle. Czy mogę założyć że to śluz płodny czy nie. Mamy tak zaawansowane technologie, latamy w kosmos, mamy autonomiczne pojazdy itp a nikt nie wymyślił metody na dokładne wykrywanie owulacji do domowego użytku a jeszcze bardziej mnie dziwi że nikt nie wynalazł urządzenia żeby od razu zobaczyć czy doszło do zaplodnienia i czy zarodek się zagnieździł.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2024, 22:06
Dzien dobry nieplodność.
Zawitałaś u nas w życiu bardzo niespodziewanie.
Dałaś nam lekcje życia, pokazałaś że potrzebujemy popracować nad sobą.
Okres starań w mojej wyobraźni jest jak róża, piękna czerwona, przyglądasz się jak kwitnie.
W pewnym momencie, zapragniesz mieć ją w domu, przez chwilę nieuwagi podczas zrywania ranisz sobie dłoń, róża ma kolce.
Ten kolec to niepłodność.
Rani Ciebie, pojawia się krew, ale Ty zabierasz rożę do domu.
Masz ją w wazonie na stole, jest teraz bliżej. W pewnym momencie usycha.
Zerwiesz nastepną? Bedziesz bardziej ostrożna? A może odpuscisz i będziesz ogladać róże w ogrodzie?
Nie martw się, rana się zagoi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2023, 10:10
Wydaje mi się że w końcu trafiłam w dobre ręce
Pani doktor (ginekolog -endokrynolog ) odrazu przystąpiła do działania …
Przyspieszona procedura poronień nawracających
Poradnia genetyczna i immunologiczna - oczywiście na NFZ terminy tragiczne ale w tym czasie nie będziemy się nudzić . I jeżeli będzie trzeba oczywiście udamy się prywatnie , z tym że na początku próba podejrzenie zespołu antyfosfolipidowego
Spróbujemy za jakiś czas ponownie zajść w ciążę z lekami i zastrzykami
ale w między czasie ; badania badania 🔬…
1. Posiewy z szyjki macicy - i tu już coś znaleźliśmy bo wyszła Ureaplasma - tak mogła być przyczyna niepowodzeń więc jest jakiś punkt zaczepienia antybiotyki przyjęte czekamy na kontrolne badanie czy się pozbyliśmy dziadostwa
17 kwietnia wizyta u Pani doktor z wynikami badań;
Panel tarczycowy - co słychać u mojej koleżanki po takich zawirowaniach (aż się boję …)
Ureaplasma - czy się pozbyliśmy
Standardowo postawy ; Wit.d3,b12,żelazo ,ferrytyna ,kwas foliowy
No i dalsze instrukcje ….
9 miesięcy
Uważam, że cały ten czas starań, wszystkie wylane łzy, chwile niepewności, strachu, zwątpienia... Wszystko to staje się tak cholernie nieważne i zamazane w pamięci w obliczu jednego słowa... 25 października po raz pierwszy usłyszałam "MAMA!". Nigdy nie sądziłam, że jedno krótkie słowo może dać tyle radości i wzruszeń 💞
Mamy już 6 ząbków, RD nadal wygląda różnie, jesteśmy po pierwszej chorobie, końcem października przeszliśmy covid. W zasadzie zaczęło się od męża, mała zaraziła się po kilku dniach. Koszmarnie gorączkowała, niczym nie dało się tej temperatury zbić. Na szczęście już jest wszystko ok, znów mamy pogodne dziecko, którego wszędzie jest pełno ❤️ Za niedługo czeka nas kolejna wspólna sesja zdjęciowa - świąteczna 🌲
Wychowywanie dziecka, które od małego ma styczność z psem to coś wspaniałego. Bardzo bałam się jak nasza suczka (nie nauczona z dziećmi) przyjmie nowego członka rodziny. Teraz są najlepszymi kumpelami i o ile pies trzyma dystans, bo już nieraz mała pociągła ją za uszy czy ogon, to mimo wszystko widać, że bardzo się przywiązała. Jak tylko wracamy do domu zawsze biegnie sprawdzić czy mała jest w foteliku, nieraz się pięknie razem bawią i spędzają wspólnie czas. No i dzięki małej pies zaczął jeść różne nowości przy okazji RD 😂
1 dc.
4 dzień leczenia nystatyną. Pierwsze 3 dni "zażywałam" 2 tabletki. A teraz w trakcie okresu po 1.
Jednocześnie 1 dc. Poumawiałam się na wizyty na przyszły cykl, żeby już sobie zagwarantować miejsce u lekarza na pierwszą wizytę. Bo już potem na monitoringi to umawiają priorytetowo. Co prawda może być tak, że termin transferu wypadałby w Święta Bożego Narodzenia, więc się przesunie o kolejny cykl. Trochę szkoda, ale po pierwsze nic nie wiadomo, jak cykle wypadną, po drugie widocznie tak ma być. Ten cykl wykorzystuję na maksymalną suplementację (wit. D3, wit. E, kwasy omega 3, koenzym q10, wit. B kompleks metylowany, kwas foliowy, berberyna, wit. C, laktoferytyna, cholina). W przyszły piątek jadę do polecanego przez prof. Jerzak osteopaty w Warszawie. Poprzednim razem ostro robiłam akupunkturę, a teraz chciałam spróbować tego. Choć akupunktury nie wykluczam.
Aha, polecam bardzo serdecznie książkę "It's starts from an egg". Powinna być wyłożona w każdej klinice i zalecana na pierwszej, darmowej wizycie - przeczytajcie w weekend, trzymajcie się zaleceń, widzimy się za 4-5 miesięcy, jeśli nie będzie ciąży. Bo nawet jeśli po tych zaleceniach ciąży by nie było, to obstawiam 85% szans powodzenia w pierwszej inseminacji czy procedurze ivf.
Chłopki opowieść o naszych babkach.
Jakie to wielkie szczęście, żyć w czasach gdzie wiedza jest ogólnodostępna.
Jakie to szczęście,że możemy ubrać buty i pomaszerować gdzie chcemy.
Mieszkam na wsi,uwielbiam kontakt z naturą.
Na wsi gdzie nie cały kilometr od domu mam piękne jeziora,a spacer o każdej porze roku, niezależnie od pogody jest wspaniały.
Nasze prababki inaczej kojarzą wieś, wieś to bylo miejsce ubóstwa i wykańczającej pracy za pajdę chleba.
" Chłopki opowieść o naszych babkach" zmusza do wielu reflaleksji, sprawi że docenisz to co na pierwszy rzut oka jest oczywiste, niewidoczne w życiu codziennym.
Bardzo poruszyły mnie opowieści o tym jak dzieci w okresie zimowym nie mogly uczęszczać do szkoły, z powodu braku obuwia. Albo jak musiały rezygnować z nauki,aby pomóc w gospodarstwie...
Wczoraj wieczorem pochłonełam z połowę książki. Ciesze się ,że żyje w obecnych czasach, że potrafię czytać.
Dziękuję za to,że leżę w ciepłym łóżku, że mogę biegać boso po ogrzewanej podłodzę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2023, 09:39
Miałam nie pisać ale napisze.
To jedyne miejsce w którym mogę opowiedzieć o moim życiu i moich przeżyciach.
Zaczne od tego że mój maluszek ma już 4100 kg .
Rośnie jak na drożdżach, codziennie obserwuje go i codziennie dostrzegam inna aktywność, zachowanie u niego . Ale rośnie mały uparciuch 
Niestety nadal ma kolki .
Chciałam kupić te słynne kropelki niemieckie na kolki ale mój mąż powiedział stanowczo że nie będziemy kropelek dawać małemu.
Dajcie troszeczkę wody waszym Maluszka?
Mój mąż jest przeciwny temu .. bo wyczytał w internecie że nie daje się niemowlakom wody ze to może im zaszkodzić..
Tak więc wiem .. Internet wie lepiej niż lekarze itd wzięci.
Do tego dzisiaj usłyszałam kolejny komplement od mojego męża.. jestem syfiara . Wiecie dlaczego ? Bo spieszyłam się aby małego nakarmić bo mocno płakał , a mi lekko mleczko się rozlało na płytki w kuchni .. no i jestem syfiara a i hipokrytką
Bo tutaj mówię że on krzyczy na dziecko a sama to robię.. otóż tego nie robie. W życiu nie krzyknę na moje dziecko. Doczepił się do tego Bo w nocy powiedziałam do maluszka aby poszedł spać bo mamusia też chcę.. tak jak wam pisze tak było.
W jednej chwili czasami na prawdę mam ochotę spakować moje rzeczy , maluszka rzeczy i wyjść z mieszkania i nie wrócić.
Wgl oburzył się dzisiaj bo pojechałam na zakupy. I zostawiłam go na aż 1h z małym.
Jakbyście widzieli jego mine.
Przykro mi bardzo. Owszem pomaga mi ale to jest na zasadzie bo musi .
A jak jest nad ranem ? Maluszek wstaje tak 7-8 ma .
Mleczko dajemy , on odbije i idzie spać dalej . Nie ma tak że siedzi że mną z dzieckiem.
Idzie spać po czym po 10 tej lub 11 wstaje i jeszcze mówi że się nie wyspał.. hah no .
Kojarzycie program kanapowcynie na TTV ?
Jeśli nie to wam opowiem .
Jest 5 uczestniczek które zmagają się z otyłością.
I chcą ja pokonać , dieta , ćwiczenia itd .
Jadłam coś słodkiego.. a on do mnie widzisz te grube dziewczyny ? A ja mówię tak.. a on mówi to jedz taak dalej a będziesz dzieliła losy z nimi. I dzisiaj to samo mi powiedział.. że utucze się.. bo jadłam chipsy.
To ja już nie wytrzymałam i mu powiedziałam żeby sam się utuczył bo marnie wygląda.. mąż na to : no to gotuj mi to będę gruby. A ja do niego a nie masz rąk abyś sam sobie ugotował? I się zaśmiał.
Bo według nie go czasami myślę że " grube " osoby nie mają prawa na normalne życie i wgl szczęśliwe.
Ostatnio powiedziałam że jest patologiczny i ma zachowanie patologiczne . To się uciszył.
Ale dzisiaj ponownie usłyszałam że mam " zamknąć ryja "
Nic nie dało to że powiedziałam mu.. o tym że gdy dziecko jest juz na świecie to to jest sprawdzian dla rodziców i czasami pary biora rozwód.. to wiecie co powiedział?
Nam to nie grozi .. hah no nie wcale .. bo jak on się tak będzie zachowywać to ja z tego pociągu wysiadam z maluszkiem.
Pracuje , zarabiam a wiecie co on mi powiedział?
Że mam oszczędzać a nie wydawać kasę.
( bo kupiłam potrzebne ubranka dla małego)
I że jak maly będzie chciał tusz do rzęs, kredkę do oczu to też mu kupie ?
A ja odpowiedziałam mu tak . Tak ! Nawet jak jedzie chciał kosmetyki mu kupie . Nie będę się pytała ciebie o pozwolenie na kupno coś maluszkowi albo sobie .
A dzisiaj powiedział pół żartem, pół serio. Żebym przelewała moje pieniądze na jego konto jak mamy wspólną kasę .. to ja już widzę jakby było .. brak jakichkolwiek przyjemności.. nic nie kupiłabym sobie i dziecku.
Odpowiedziałam mu no ty chyba żartujesz? W życiu.
Czasami myślę że ma rozdwojenie jaźni ten mój mąż.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.