Odrzucenie.

Wpis życiowy, niekoniecznie malinowo-rodzinny. Pamiętnik wielokrotnie mi pomógł, jako jedna z form terapii. Muszę z niego skorzystać teraz.

Odkąd zaszłam w ciążę, wspinam się mniej. Wspinam się mniej, z mniejszą intensywnością, z większą rezerwą, odpowiedzialniej dobieram drogi, żeby sobie nic nie uszkodzić. Wszak jestem mamą. Nie jestem w stanie trenować 3x w tygodniu, a jednego z tych treningów rozłożyć na cały dzień. W związku z tym zaczęłam fizycznie odstawać od grupy moich koleżanek, z którymi się wspinałam. Nie jestem w stanie być co tydzień w skałach. Moje życie rodzinne jest ważne i taki wyjazd jest ok, ale raz na miesiąc, może raz na 2 miesiące. Po prostu teraz wybieram córkę. Jeśli ją wybieram - nie wspinam się, więc jeszcze bardziej moja forma odstaje od koleżanek.

Po tym wstępie czas na sedno - koleżanki nie proponują mi już wspólnego wspinania, wspólnych wypraw (czy to krótkich czy długich). Muszę pogodzić się z tym, że po prostu nasze drogi się rozchodzą lub też nawet rozeszły. Szkoda mi bardzo. Tym bardziej, że to ja je uczyłam podstaw. Muszę się wypłakać. Pytałam na kilku grupach "mamusiowo-rodzicielskich": nikt nie spotkał się z tego rodzaju odrzuceniem.

Głowa mi pęka. Wiem, że to czas na nowe znajomości, nowe ścieżki. Że ja kiedyś wrócę do intensywnego wspinania, tylko byłoby mi fajniej mieć wokół ludzi wspierających i rozumiejących, że teraz mam gorszy etap i każdemu, z różnych powodów taki etap może się zdarzyć.

Jednocześnie jetem przedumna z tego, że trenuję 2x w tygodniu po 2 godziny, że codziennie mam 15 minut na jogę i nawet ze 2-3 razy w tygodniu zdarzy mi się pobiegać po 205 minut (to w towarzystwie ochroniarza na różowym rowerku).

Amira Gdzie mój bocian... 3 kwietnia 2024, 18:49

19dc

Dzisiaj rano nie czułam się najlepiej, nie wiem w sumie dlaczego, wiosenne przesilenie ? Nie mam pojęcia. Przeleżałam w łóżku do re 3 godziny, nie mając nawet energii żeby głowa ruszać 😂 ale musiałam się zwlec, bo trzeba było wziąć prysznic, coś ugotować, no i naszykować się do pracy na nocną zmianę.

Obecnie piszę z pracy, mam wolną chwilę. Dzisiaj już tego jajnika nie czuję. Rano jeszcze lekko ciągnął, ale teraz już nie. Tak bardzo bym chciała w końcu zobaczyć te dwie kreski... 😌

Jedna ze znajomych w ciąży... Jak sama stwierdziła wpadka. Nie planowała. Ona narzeka, a ja tak bardzo pragnę swojego okruszka😔👶🏻. Gdzie się nie obejrzę tam ktoś w ciąży i wieczne pytania : KIEDY TWOJA KOLEJ?... Sama bym chciała wiedzieć.




Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2024, 23:17

Marteczka92 To kiedy to dziecko? 5 czerwca 2024, 13:46

Starania o dziecko trwają od ok 5 lat.
Na początku bez stresu, po roku pierwsze badanie nasienia. Morfologia 0%. Start walki o zdrowych żołnierzy. Ale ja po co, są owulacje, są duże szanse, tylko to nasienie.
Kolejne badanie daje nadzieję, już 2%, lecimy dalej, przecież jest już ok.
Po trzech latach dopiero wizyta w klinice, dlaczego tak późno? Banalnie prosty argument - pieniądze.
Na początku tylko lekko podwyższone tsh, drożność ok, parę cykli z letrozolem. W końcu podchodzimy do inseminacji, pierwsza bez efektu a przy drugiej dwie kreski!! Emocje przy becie.. to się dzieje… i nagle beta spada. Dlaczego? Tak się zdarza…
Kolejne badania… 3 z 5 kirów, ale przecież większość jest więc po co coś z tym robić.
Kolejna i ostatnia inseminacja nieudana.
Dochodzimy do laparohisteroskopii - no masz endometrioza 1 stopnia, lekarz dumny bo w końcu coś znalazł, mimo że to przecież podobno nie powód że tak długo nie wychodzi.
Lekarz pyta czego oczekujemy bo on już nie ma pomysłu? Może zaproponować in vitro.
Jak to czego oczekujemy? No ciąży…
Stwierdziliśmy że wrócimy jak rzeczywiście skończy się cierpliwość i podejdziemy do in vitro.
Dwa miesiące po ostatniej wizycie znowu dwie kreski! Znowu Biochem… przypadek?

W tym roku wracamy do boju, już nie chcemy czekać na cud.
Nowa lekarka - nowe rozdanie.
Zrobiłam badania na własną ręką, żeby przyjść z czymś.
No i wyszło:
MTHFR (a1298) układ homozygotyczny
Pai 1 układ heterozygotyczny

Czy bardzo źle?
Na pewno wiele wyjaśnia…
Przede wszystkim niedobory Wit b…
Wyszła lekko podwyższona homa, ale czy to już moment na leki? Może wystarczy sama dieta?

Tyle lat i coraz więcej pytań…

Jadę na wlew z acofilu. Dziś wizyta o takiej porze, że mam słabo skoordynowane pociągi. Podróż w dwie strony zajmie mi około 8h.

Lek wiozę w termicznej torbie. No musi wytrzymać.
Dziś popłynie do kliniki jakieś 5 stówek, dojazdy jakiś obiad i bankrut na nowo.

Ogólnie ciężko mi finansowo to wszystko zgrać ostatnimi czasy. Pieniądze rozpływają się w powietrzu, a gdy dochodzi leczenie to naprawdę jest ciężko.

Ciągle się zastanawiałam czy ruszy ten program z państwa i czy dam radę podkręć do kolejnej procedury. Tak naprawdę byłoby ile taniej... Ale z drugiej strony moje zarodki są z czasów gdy mieliśmy z mężem 32 i 31 lat, a jak widać i tak szału nie ma ani w ilości ani w jakości. A co dopiero teraz gdy już 35 wiosen mi się się zbliża...
Boje się o genetykę. Także z jednej st Iny mogłabym skorzystać z dofinansowania a z drugiej chyba musiałabym wydać na badanie zarodków.
Koszmar niepłodności.
Sama nie wiem ile dam radę znieść.
Większość staraczek przechodzi ciężka drogę p 1 dziecko, a to drugie trafia sie dużo łatwiej, bezproblemowo luz w ogóle bez wspomagania, a u nas już 2 lata starań, kliniki, operację, poronienie i wciąż walczę...
Ale walczę... Dopóki starczy sił ❤️

Jutro wizyta. Za 12 godzin.
Im bliżej tej wizyty, tym bradziej się stresuje. Czy horomony trzymają się w ryzach? Czy tym razem endometrium nie zrobiło sobie wolnego?Mam w sobie bardzo skrajne emocje. Podekscytowanie,że już niedługo poznam datę transferu, miesza się z lękiem, z tym co będzie po nim. Po prostu się boje.
Boje się tego czekania, rozczarowania, pustki, bezsilności, tych znajomych mi już uczuć. Boje się, że zawiode, siebie, męża, lekarza i wszystkich dookoła, którzy tak wierzą, wspierają. Boje się, że zmarnuje zarodek, o który tak walczyłam.
I niby wiem,że nie mam wpływu na nic, że zrobiłam co mogłam i jestem z siebie dumna,ze doszłam do tego momentu,a jednak czuje presję, którą sobie narzuciłam.
Boje się, że znowu wszystko na nic, że leki krążące w krwioobiegu bez sensu, że niepłodność znowu się ze mnie zaśmieje, z mojej naiwości, pokaże środkowy palec...

Podczas wielkanocnego spaceru, kiedy szliśmy z koszyczkiem, mąż powiedział, że brakuje nam jednej rzeczy. Spytałam jakiej, ale sama znałam już odpowiedź. Wózka, a nim naszego dziecka.
Widzę jak bardzo mu zależy, jak bardzo by chciał,żeby się udało. Czy potrafię go uszczęśliwić?
Przeczytałam dziś takie słowa:
Jestem mamą,która dziecko ma w głowie, sercu, myślach, ale nigdy go nie przytulała.
Tak jest,myślę o Tobie non stop, codziennie, w każdej minucie, martwię się, wyobrażam sobie siebie z brzuszkiem, wózkiem, jak karmie piersią, przytulam,tule do snu,zaplatam warokocze, kopie piłke.
W pamięci i sercu mam nasz zarodek, który z nami nie został.
Moje dziecko nie ma jeszcze ciała, jest małym zarodkiem i mocno wierzę,mimo tych smętów,które tu napisałam,że wśród tych pięciu śnieżynek jest moja córka lub syn, że przytule i już nie puszcze. Pytanie kiedy na siebie trafimy 🍀

Wdech, wydech, mózgu nie myśl za dużo.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2024, 23:30

15.04.2024 godzina 14:00 transfer 🍀

Hormony w porządku, endometrium ładne, jednorodne 12mm, wszystko jak należy.
Dostałam accofil, mam włączyć po transferze i rozpiske planu działania. Jestem obstawiona lekami z każdej strony.

Pozostało mieć nadzieję i czekać 😊
Jeszcze chwilka ❄️❤️

Test oksytocynowy obył się bez oksytocyny, na własnych skurczach. Mały tydzień temu ważył ok. 2700g. Darowano nam tydzień.
Z powodu cholestazy, jutro planowe CC. Stres mam większy niż przy córce, ale nie mogę się doczekać spotkania z synkiem🤩

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 4 kwietnia 2024, 15:57

Witam się w 13dc.

Dzisiaj podałam sobie pierwsze w życiu ovitrelle. Nie było tak źle. Straszna była tylko igła i świadomość tego, że trzeba sobie ją wbić w brzuch.

Ten cykl był stymulowany lamettą 2x1 3-7dc. Na lewym jajniku urosły mi łącznie 3 pęcherzyki: pierwszy najładniejszy, okrąglutki 24mm wczoraj wieczorem, drugi spłaszczony pod nim (może ten pierwszy się rozpychał :) ) 22mm, trzeci schowany za nimi 15mm. Endometrium 7mm.

Kolejny monitoring odbędzie się w Poradni w poniedziałek, nie u mojego ginekologa, bo mam jeszcze kilka ważnych pytań i kilka badań do zrobienia (glukoza, TSH, anty-tpo, anty-tg). Do mojego ginekologa mogę się wybrać w dowolnym momencie. :) Być może zrobię to faktycznie w środę. Wcześniej niestety się nie dało umówić monitoringu - jutro może być za szybko i jeszcze nic nie pęknie, idealnie byłoby podejrzeć sobota-niedziela, ale no... Nie ma jak. Cykl idealnie wstrzelił się zarówno w święta, jak i weekend.

Dodatkowo zrobiłam sobie w testdna pakiet na trombofilie.
Czynniki V Leiden, V R2, II Protrombina, MTHFRA1298 prawidłowe.
MTHFR C677 nieprawidłowy - MTHFR c.655C>T Układ heterozygotyczny.
PAI-1/SERPINE 1 nieprawidłowy - SERPINE1 c.820_-817G(4_5) Układ heterozygotyczny
Miałam nosa, że coś może być nie tak. :) Acard 75 już zakupiony, reszta do decyzji lekarza.

Zapewne wrócę do Fertistimu, bo zarówno Ogestan jak i Miositogyn mają zwykły kwas foliowy, a ja muszę brać metylowaną formę. Dodatkowo glicynian magnezu z B6 jaki biorę też musi zniknąć, bo ma zwykłą formę witaminy B6. No trudno.

Co teraz? Oczekiwanie. 10dpo (na oko 16.04) pierwszy test na obecność ovitrelle we krwi. Potem 12dpo test weryfikacyjny - czy i jak ciemnieje, czy coś jest. Plus pewnie zatestuję sobie jakoś 7dpo aby podziwiać jak wybarwia mi się test ciążowy.

Co poza staraniami?
Od kilku dni mam jakieś kołatania serca. Czuję, że chodzi nierówno. Być może to efekt lametty, ale czy po takim czasie to jest możliwe? Będę kombinować wizytę u kardiologa. U męża wyszła jakaś alergia skórna, myślał, że na orzechy i morele, ale jadł je wczoraj a czerwone plamy pojawiły się dzisiaj.
Święta spędziliśmy w gronie rodzinnym, leniuchując całkowicie. Pogoda była przepiękna, bardzo dopisała. Pograliśmy sporo w planszówki, pośpiewaliśmy na singstarze. Jedyny zarzut jaki mam do tych świąt to to, że były za krótkie.
Marzę o wyjeździe w góry z moim chłopem, ale jedyny wyjazd jaki się teraz szykuje to na ślub mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Oczywiście, że pojedziemy. I pojemy, wybawimy się, w końcu się z nią zobaczę, chociaż czasu pewnie będzie miała dla nas malutko.

W pracy powiększam swoje kompetencje zawodowe, czekam na awans - nie ukrywam. Chociaż dalej w tej pracy po prostu trwam, zamiast się realizować zawodowo. To jeszcze nie czas na zmianę. Nie ukrywam, że pod kątem zaplanowania ciąży umowa na czas nieokreślony jest wygodna, ale bardziej tu chodzi o fakt spłaty ZFŚŚ. Za dwa lata ten problem zniknie i niezależnie od etapu w życiu, jeśli praca dalej nie będzie mnie satysfakcjonować, będę szukać innej. Jestem za młoda, żeby obrać tryb "byle ciągnąć do emerytury".

Mąż w lany poniedziałek dobił 33 lat. Starość nie radość. Dom zbudowany, drzewo zasadzone (i to nie jedno a teraz wejdą kolejne), wciąż nie ma spłodzonego dziedzica, już nawet nie syna. Ale pracujemy nad tym.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2024, 16:14

Trzecia histeroskopia za nami. Wszystko poszło dobrze 🍀

Warto było ją powtórzyć - tak jak myślałam, wejście do szyjki było kompletnie zamknięte. Udało się je jednak udrożnić i wygładzić, dostałam też żel przeciwzrostowy. Dalsza część szyjki i macica oraz ujścia jajowodów wyglądały prawidłowo, nie znaleziono żadnych zrostów czy polipów. Za około dwa tygodnie przyjdzie miesiączka - zobaczymy, czy krew wypływa swobodnie. W ostatnim czasie moje okresy były bardzo skąpe i potrafiły trwać 2 dni. Czasem trwały dłużej, ale 3 dnia krwawienie ustępowało i wracało np. po 24 godzinach. Ewidentnie coś było nie tak.

W drodze powrotnej zobaczyliśmy ogromną tęczę w całej okazałości - pokazały się jej oba końce. Jadąc autostradą mieliśmy wrażenie, że wyjeżdżamy w jej środek. A za chwilę obok niej pojawiła się druga 🤍🌈

IMG-8464.jpg

Po zabiegu zmieniłam już z 5 podpasek pełnych krwi, ale nic mnie nie boli i czuję się zupełnie normalnie. Wykorzystam jednak ten przywilej i poleniuchuję dziś i jutro.

Ogólnie zarówno poczekalnia jak i sala pooperacyjna pełna była młodych kobiet, pewnie w podobnej sytuacji co my. Ostatnio otwierać zaczął się też mój mąż i takim sposobem dowiedzieliśmy się, że dzieci wielu z jego najbliższych znajomych również urodziły się dzięki in vitro, po wielu stratach i dziesiątkach latach starań. Zdumiewa mnie fakt, ile człowiek jest w stanie znieść, a mimo to nadal się uśmiechać. Ale.. Te słowa opisują chyba każdą z nas.

Coraz częściej rozmyślam do czego dąży ten świat. Przeraża mnie fakt, że za kilkadziesiąt lat naturalna ciąża może być prawdziwym cudem, a kliniki leczenia niepłodności mogą być tak popularne jak przychodnie internistyczne. Pocieszająca jest jednak świadomość, że prawie każdemu prędzej czy później się udaje. Niemniej jednak to, czego doświadczymy podczas tej niełatwej drogi, zmieni wiele z nas już na zawsze. Bo cierpienie nie ma sensu.

Wczoraj otrzymałam również wyniki krzywej cukrowej:

Glukoza naczczo/po godzinie/po dwóch: 96->72->68 mg/dl
Insulina naczczo/po godzinie/po dwóch: 8.1->19.4->20 mU/l
Homa-IR: 1,9
Homa-IR sprzed 1,5 roku bez metforminy: 1,8

Od ponad roku przyjmuję glucophage 500 XR i nie odstawiłam go na czas badania. Niby wyniki mieszczą się w widełkach, ale glukoza po obciążeniu spada, natomiast insulina cały czas rośnie. Nie umiem tego interpretować, ale wydaje mi się, że doktor Jerzak tego nie zignoruje. Może to jest w jakimś stopniu część naszego problemu?


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2024, 10:25

Meggy88 Moja codzienność 🌿 11 maja 2024, 14:07

Dzisiaj odbył się transfer ❤️🍀
Nasza blastocysta jest już z nami od 10:36 ❤️

Niech teraz dzieje się magia ❤️❤️❤️
🙏

Ovu od jakiegoś czasu służy mi głównie do liczenia ile dni życia ma Synek i do kibicowania staraczkom. Nie mam weny by opisywać codzienność. Codzienność o której jeszcze parę lat temu nawet nie śmiałam marzyć.

Synek ogólnie zdrowy. Okularki chyba nam zostaną, bo jak na razie wada wzroku tylko minimalnie się poprawiła. Za to badanie ABR wykazało, że słyszy dobrze i my też nie mamy co do tego wątpliwości. Gdyby nie to, że badała go nasza pediatra, rehabilitantka i neurologopeda, plus doktor z fundacji Otwartych Ramion, to bym pomyślałam, że miałam schiza z tym słuchem, ale nawet mąż przyznaje, że coś było nie tak, że nie reagował.....na szczęście jest teraz ok i to najważniejsze. Rączka też jedna i druga sprawne. Zdrowy facet.
Piękny blondyn z błękitnymi oczami, wiecznie uśmiechnięty.

Moje dzieciaczki się kochają i uśmiechają na swój widok wzajemnie. Pewnie będą wzloty i upadki, ale cieszę się że mają wobec siebie tylko pozytywne emocje.

Zaliczyliśmy tydzień w szpitalu z maluchem bo złapał jakaś infekcję i wysoko gorączkował. Miałam taki mały odpoczynek od rzeczywistości, zamknięta w szpitalu kilkaset km od domu, ale daliśmy radę.

Nie wiem czy będę tu jeszcze pisać, planuję ściągnąć treści z pamiętnika do jakiegoś pliku, ale zobaczymy kiedy się za to zabiorę.

Temat dalszego rodzeństwa definitywnie zamknięty. Nie, że nie chcę, bo zawsze chciałam 3, ale psychicznie bym nie ujechala w obawie o swoje zdrowie i dziecka. Cała ciąża pod kontrolą, wieczne wizyty w szpitalu i onkologia wisząca nade mną jak katowski miecz. Chyba powoli przepracowałam to, że moje dzieci potrzebują zdrowej mamy i cudem jest to, że mają siebie na wzajem, że są zdrowe i postanowiliśmy z mężem że nie będziemy grać z Panem Bogiem w ruletkę czy trzecie będzie zdrowe ...
I tu zonk, bo mąż nie jest hipokrytą i twierdzi że skoro jest wierzącym katolikiem to nic poza npr nie możemy stosować ....nasze młodsze npr właśnie sobie drzemkije, więc ja dziękuję za takie zabezpieczenie....no więc my od ciąży jeszcze nie ten tego .....on wazektomii nie chce, a ja nawet hormonalnych tabsow nie mogę z uwagi na choleostaze w ciąży. Patowa sytuacja. Zobaczymy jak to uciągniemy.

Dziewczyny, wspieram Was wirtualnie, walczcie o sobie i swoje szczęście i nie poddawajcie się.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2024, 14:25

20240404-073829.jpg

24dc jakieś 8/9dpo Nie wiem co myśleć. Powinnam się cieszyć wiem... ale nie umiem. Mam bardzo dużo dystansu... i to teraz kiedy wracam do pracy i planowanie jakich kolwiek wizyt bedzie znowu trudne... Nie wiem czy juz sie umawiać, czy iść prywatnie czy od razu dzwonić do polic. Nie wiem...

Amira Gdzie mój bocian... 4 kwietnia 2024, 19:03

20dc
Wstałam dzisiaj dosyć późno po nocnej zmianie, bo jakoś po 15:00. Czuję się strasznie zmęczona ostatnio i kompletnie nic mi się nie chce. Muszę ponownie zrobić badania, bo jestem senna, zmęczona i brak mi energii na cokolwiek. Nie wiem czy przyczyną jest to, że już mnie męczą te starania , czy po prostu coś się dzieje w moim organizmie. Co by to jednak nie było, badania zrobię. Jest 19:00 a ja mam jak zwykle samopoczucie takie, że bez kija nie podchodź. Ciągle mam myśli w głowie, dlaczego jest tak trudno, a innym wychodzi od razu ? Co ze mną jest nie tak ??🤦🏻‍♀️


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2024, 23:37

Dzis na wizycie - szyjka już miękka i krotka, rozwarcie na 2 cm… 😁 Mój Lekarz mówi, ze do tygodnia urodzę. Czułam już przed wizyta, ze przyszły weekend to może być ten termin.. jestem 37+5, także bezpiecznie. Waga Malutkiej szacowana 3300-3600 g wiec tym razem szykuje mi się duży bobasek 😍 coś mnie tknęło i dzis zaczęłam prac ubranka 62, bo do tej pory same 50-56 w komodzie 😍
Teraz czas żeby jeszcze łapać jakoś oddech i na spokojnie (obym zachowała ten spokój) czekać. Ostatnie dni z brzuszkiem ❤️😍Trzymajcie kciuki żeby poród (ponoć ma znowu być szybki) byl bezpieczny a Malutka zdrowa 😍❤️

2 dc
Wczoraj dostałam miesiaczke po 4 dniach od odstawienia luteiny...
Cykl zrobil mi duża nadzieje przez luteine serio wierzyłam że się udało nordy kolejny raz mnie zawiodły wyrzucam je i nie polecam!
Czy jestem rozczarowana? Jednym słowem w chuj!
I ten progesteron tak wiem ze był spowodowany braniem.luteiny ale ku**** miałam ja jebana nadzieje a dawno już znikła....
Mam dość życia staraniami człowiek się stara robi co może a i tak chuj z tego jest człowiek ma wtjebane i dostaje z dupy po kilku miesiącach owulacje? O chuj tu chodzi.... zaczynam uważać ze u mnie największy problem tkwi z głowie ze jestem zablokowana po prostu... możecie mowic ze to tak nie jest ale ja tak czuje żeby po 5 latach nawet nie doświadczyć cb? Kabaret.... przepraszam że to napisze ze połowa z was mnie nie zrozumie ale ja bym chciała chociaz zaliczyć taka cb chociaz bym.miala nadzieje ze moge zajsc a tak ? Nic nue mogę.

Ten cykl jednym słowem pierdole mam.inne sprawy do załatwienia nie bede żyła tylko staraniami zostały mi jeszcze 2 cykle stymulowane dla mnie teraz nie mają sensu bo pomimo owulacji ja i tak nie zachodzę to po chuj brac te leki i jezdzic do Poznania i marnować dzień mam tego wszystkiego dość sory na dzień dzisiejszy się poddaje!
Niepłodność PIERDOL SIE !!!!!!

O tej która wygrała.

Chwalisz się dwa miesiace po ślubie,bo zobaczyłaś dwie kreski, na jarmarku światecznym nie pijesz wina.

Miesiac później, juz nie odmówisz alkoholu. Nie wiedziałaś,że życie może być takie kruche.

Pół roku później piszesz do mnie w nocy, zaczęło się.
Obudziłaś się w szpitalu cała zakrwawiona.
Zwijasz się z bólu w ręku masz telefon, obok leży kobieta w ciaży. Ty wlaśnie straciłaś drugie dziecko.

O trzeciej ciąży nie powiesz nikomu, tym razem imię wybierzesz w ostatnich tygodniach.

O stratach nie mówisz, za każdym razem kiedy wracałaś do pracy, milczałaś. My też milczeliśmy.

Na instagramie rozgrywał się teatr.
Teatr pod tytułem moje piękne życie.

Ale walczyłaś, nie poddałaś się chociaż ból w środku rozrywał Ciebie. Byłaś już mamą w momencie, kiedy postanowiłaś mieć dziecko.

To jest wielka moc, moc kobiet które mają różną historię i różną przyszłość.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2023, 09:46

Zosis Pamiętnik starań Zosi 5 kwietnia 2024, 10:40

26+2 tc

Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z Położną. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Przede wszystkim nie widzi problemu z naszymi zmianami adresów, ale też z wprowadzeniem się z Maluszkiem do jeszcze niezakończonego domu. Taka, wydaje się, bardzo życiowa babeczka. Dostałam wczoraj całą masę różnych giftów - próbek pampersów, witaminy D3, Sudocremu i innych. No i umówiłyśmy się na rozpoczęcie edukacji przedporodowej po majówce. Taka szkoła rodzenia, tylko indywidualna i na NFZ. :) Mamy zacząć od zaplanowania torby do szpitala i wyprawki aptecznej, więc póki co wstrzymałam się z zakupami tego typu.

W ogóle kwiecień pozostawiam bez planu większych zakupów. Poszaleję może jedynie z ubrankami trochę. Z całą resztą czekam na maj. Z rzeczami aptecznymi, jak wyżej, bo Położna pewnie podpowie, co potrzebne, a co jest zupełnie zbędne. Gabaryty to wiadomo, póki co nie mamy gdzie trzymać, ale w maju już chciał, nie chciał będziemy musieli zorganizować jakieś miejsce.

Stary wziął urlop na majówkę, będzie miał łącznie 9 dni wolnego, które planuje spędzić na budowie, więc pewnie podgoni trochę z tą naszą rezydencją. Na to liczę bardzo, bo ten nieco ponad tydzień pokaże, na ile jesteśmy w stanie przyspieszyć i faktycznie wprowadzić się przed porodem.

Czeka nas intensywny wykończeniowo czas. Trzeba wybrać płytki i gresy - do łazienki i na cały dół. Trzeba zamówić kuchnię, bo tu też się czeka trochę na realizację, a później jeszcze trzeba to zamontować. Oby wszystko szło z górki, wtedy będę spokojniejsza. Chociaż, wracając jeszcze do początku wpisu, już i tak Położna mnie uspokoiła, mówiąc, że Maleństwo nie będzie na początek potrzebowało wiele jeśli chodzi o mieszkanie, natomiast przeogromnie będzie potrzebowało kochających Rodziców i bliskości. To jesteśmy w stanie Mu dać.

Czekamy na Ciebie, Grzdylku. I zrobimy z Tatą wszystko, żeby Ci było z nami jak najlepiej.

2 lata i miesiąc 👦🏻
Prawie 3 miesiące 👶🏻

14 sierpnia przyszedł na świat mój drugi syn. Przyszedł na świat każąc na siebie długo czekać w 40+5 tc. Przyszedł na świat jako największe zaskoczenie i cud mojego życia. Przyszedł na świat o 5:44 upalnego sierpniowego poniedziałku. Przyszedł na świat (nie)zaskakująco szybko w ciszy i spokoju jaki ogarniał blok porodowy.

Zaraz minie nam 3 miesiące razem. Długo zbierałam się, żeby coś tu wyskrobać, ale gdy myślałam, że z dzieckiem jest „zawsze coś” to z dwójką jest „zawsze coś” razy dwa.

Bardzo chciałabym mieć tu opis tych naszych ostatnich dni w dwupaku, porodu. Więc niebawem tu wrócę.

A teraz w obliczu wszystkiego co dzieje się wokół chciałam sobie tylko przypomnieć jak bardzo ich kocham, jak ogromne mam szczęście, że są ze mną: cali, zdrowi, radośni, piękni.

Moje dwa chłopaki. Spełnienie moich marzeń i snów. Moje serca poza ciałem. Moje wszystko.

🩵🩵


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2023, 01:22

Dramat z każdej strony. Po zakończeniu antybiotyku przez 12 dni od razu na nast dzień zaczęłam się gorzej czuć. Na początku osłabienie, ból mięśni, drapanko w gardle jakby mnie przewiało.
Po 2 dniach od nowa czopy ropne w gardle. Dziś umieram. Dostałam kolejny antybiotyk z infolinii od lekarza ale to wystarczy? Ani wymazu teraz ani nic. A wszystko boli, mięśnie, zimno mi, gardło strasznie... Boję się o Izę, ona też na antybiotyku bo ma ropne zapalenie ucha ale ma też mokry kaszel i furczy jej w klatce.
Nie wiem co mam robić.
W pon muszę iść do pracy, a ona do żłobka.
Po prostu jestem załamana.

Wizja transferu mocno się oddala. Dopóki tego nie wyleczę nie podchodzę bo na immunisupresji znowu mogę coś złapać.
Musze pilnie ogarnąć wizytę u laryngologa i niech wdraża konkretne działania.

No i bebech boli. Dalej boli mnie ten pępek i doszedł żołądek. Tamten antybiotyk ledwo zniosłam a teraz zaraz kolejny.
Tylko patrzeć aż dojdzie mi zapalenie grzybicze pochwy po takim kombo.
Rozkładam ręce i nie wiem co robić.

Zosis Pamiętnik starań Zosi 17 listopada 2023, 15:10

Pierwszy ciążowy stres mamy za sobą. Wczoraj zaczęłam plamić.
Jasnoróżowe plamienie przy podcieraniu sprawiło, że zaczęłam panikować.
Dzisiaj pobiegłam do labu spuścić krew na betę i progesteron, bo jakoś tak przyszło mi do głowy, że może to plamienie, bo ten drugi niski.
Progesteron - 34,90 ng/mL.
Beta - 49 731,11 mIU/mL.
Biłam się z myślami, czy biec dzisiaj do jakiegoś randamowego ginekologa sprawdzić, co się dzieje, ale... Ostatecznie stwierdziłam, że "pierwszy lepszy" lekarz może zrobić mojej głowie więcej szkody niż pożytku.
Zaraz kończę pracę i idę leżeć. Wyleżę się, odpocznę, będzie dobrze.
Do wizyty już tylko 5 dni. Do środy już niedaleko.
Może jak zobaczę moje Maleństwo to będę spokojniejsza...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)