Rok od kiedy Twoje serduszko przestało bić, a moje życie stało się koszmarem.
Dziś łza po mym policzku leci i tęsknię do Ciebie syneczku, do radości jaką dawałeś mi gdy byłeś ze mną.
Światełko dziś Ci zapale, w niebo spojrzę z myślą o Tobie. W kropli deszczu będę szukać Twej obecności i w zimnym podmuchu wiatru, w promyku słońca i w śpiewie ptaka.

Kocham Cie ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2024, 14:24

⚜️16.12.2023 ⚜️
5dpi
***
Od rana odczuwałam dziwne pobolewania brzucha. Nie były to takie jak na @, ani takie jak na dolegliwości żołądkowe.
Coś jakby od środka ciągło, kuło. Jakbym miała szwy założone na jajniku. Dodatkowo ból dolnej części kręgosłupa.
Wszystko się skumulowało i rozkazało się położyć, mimo sobotniej ilości pracy do wykonania.

Wiecie co staraczkowy mózg myśli w takich momentach ? 🥹

ZAGNIEŻDZENIE ? 5 dzień po inseminacji...MOŻLIWE, ŻE TO TO 😶‍🌫️😶‍🌫️

Wieczorem siknełam na patyk, sprawdzić czy zastrzyk jeszcze się utrzymuje.
Dla mojego M. "biało"
Dla mnie bardzo delikatna, słaba kreska...pozostałość po zastrzyku, czy początek "nowego" etapu w Naszym życiu ?🍀🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2023, 08:31

⚜️20.12.2023 - 9DPO ⚜️
***

Nastawiłam się jak durna nastolatka, na to, że jak siknę to zobaczę kreski wręcz rażące... Patrząc pod kątem staraczki długodystansowej to tak trochę nawet wstyd być taką "nastolatką".
Było coś, ale tak słabego, że zaliczyć to można do fabrycznej krechy a nie ciążowej.

Powiedziałam, że nie będę już testować do weekendu. Nie. Nie. Nie. I kropka.
Nie nastawiam się
Nie doszukuje się
Nie. Nie. Nie. Nie!

Cieszę się, ze to grudzień. Jest tyle pracy, że nie mam czasu myśleć o tym-to chyba będzie mój klucz do czystej głowy 🗝️
Symptomów nie odnotowuję żadnych.
Nic mnie nie boli. Ani piersi, Ani brzuch, Ani krzyż, Ani jajniki.
Wszystko się wyłączyło.

Pozostało czekać. Wiec Czekam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2023, 08:31

20+4 (21tc)
na wadze 66,9 kg, czyli +5kg.
czas leci tak szybko! zupełnie inaczej niż w pierwszej ciąży.
Pracuję, jest nasza dziewczynka, człowiek ma mniej czasu..
Zaczynam czuć ruchy małego <3 bardzo delikatne ale czuję je. Dziś mi się śniło, że złapałam go przez brzuch za nóżkę :)
Czuję się wspaniale, choć już coraz mi ciężej, zwłaszcza bawić się z córeczką. Zabawy z nią się aktywne, wymagają wstawania/kładzenia się (na topie wszelkie 'bazy', namioty i 'domki na drzewie' pod biurkiem :) a to mnie już nieco męczy, nie mogę już tak łatwo wstać 'z brzucha', muszę jakoś bokiem. Łapię zadyszkę wchodząc po schodach, a mamy ich w domu pokaźną ilość.
Brzuch już wyraźny więc powoli staję się brzuchatkiem i nie jestem już tak sprawna jak byłam.
Cieszę się na święta, bo mam nadzieję, że odpocznę. Małą wezmą dziadki, ciotki itd.

Nasza córeczka jest taka kochana i bardzo się cieszy na rodzeństwo, mówi do brzucha: "kocham Cię Franio", całuje go, śpiewa kołysanki. Zupełnie sama z siebie, rozczula nas to totalnie. Będzie wspaniałą siostrzyczką.
Co poza tym? Mam sporo obaw jak to będzie z Franiem na świecie, jak ja podzielę swoją uwagę i czas na dwójkę dzieci? jak fizycznie podołam?

Mimo tych obaw, uśmiecham się na myśl o przyszłości.

Doktorek odpisał, że wynik ok i leki bez zmian.

Także biorę swój standard.

Utrogestan dopochwowo 2x200 (rano i wieczorem)
Duphaston 3x1
Besins 100 3x1

W południe zamiast besins 100 będę brała 200. To nie duża zmiana ale głowa spokojniejsza.

A tabletek w domu mam do wyboru do koloru. W zapasach znalazłam luteinę, lutinus, luteinę pod język i jeszcze prolutex.

Krwotoki w poprzednich ciążach nie pomagają ale narazie nic się nie dzieje. Jeśli beta będzie pozytywna w ten progesteron nie odbije do góry to wdroze ten prolutex.

Ogólnie zaczynam mieć stresa. Dopiero 3 dpt a ja już chciałabym znać rozwiązanie tej zagadki.
Z drugiej strony tak cudownie być w tym ciążowym stanie, że nie wiem co poczne gdy to marzenie się skończy.

Zostań ze mną mój maluszku 💚

Święta minęły szybko, jak i cały czas ostatnio... zastanawiam siw kiedy to mija...
2 lata temu w sylwestra czekałam na wyniki drugiej bety... Od 2 dni wiedziałam że się udało , że jestem w ciąży... Nie wiedziałam jak to się skończy, że będzie tak trudno psychicznie, ale to ju niw ma znaczenia... patrze n lat mojego 16 miesięcznego bąbla i się zastanawiam gdzie to minęło? Patrzę i wiem że w 2024 chce podejść do kolejnego transferu... chciałabym żeby ten rok dal mi jeszcze jedno szczęście.... 🙏

Madzigaw88 Może tak ma być 22 grudnia 2023, 10:45

Ehh no i nic z tego zaczynamy od Nowa
Nowy cykl
Nowy rok
Nowe możliwości 💪😜🤞🍀
No cóż powiedzmy że trzyma mnie i daje powera teraz myśl że jeśli w tym cyklu się uda to termin porodu mniej więcej +/- 2 dni o ile owu w konia mnie znów nie zrobi 😒 to pokryje się z 40 urodzinami męża i tego się trzymam 😜
Witaminki dla nas zakupione ale teraz bez testów owu chyba bo one wskazują inny termin owu jak wychodzi że jest w rzeczywistości najwidoczniej u mnie się nie sprawdzają 🤭
Dobrze jest cykle 28 dniowe więc wychodzi że wszystko jest jak w zegarku 😀
Tak więc od sylwestra startujemy 😜🤭🤞💪🍀💚💚

6 tygodni za nami 😍😍😍😍

Mąż był z nami cały grudzień, od stycznia jestem sama z dwójką w domu. Nasza mała Alicja jest zupełnie inna niż starszy Brat - wszystkie moje obawy sie nie sprawdziły.. po pierwsze udało się donosić ciążę 😍😍😍😍 po drugie nie zmagaliśmy się ani z żółtaczka ani ze spadkiem wagi, 2 dni w szpitalu i do domu. Odrazu Malutka załapała karmienie piersią - co za ulga przy Synu było jakiś czas kpi.. także pod każdym kątem jest jakoś łatwiej. Po początkowych przerwach nocnych na 2-3 godziny zaczęły się u nas noce że moje dziecko śpi- 2-5 godzin ciągiem, je, odkładam do łóżeczka i śpi dalej.. jestem w pozytywnym szoku, wstaje wyspana - a Starszak dalej się budzi mimo to śpię lepiej z tą dwójką niż z jednym bobasem.. jestem wdzięczna za każdą taką noc bo może się to zmienić, ale czemu mam nie chwalić 😁😁😁😁 doceniam każdy dzień z tą Dwójką Cudów 😁😁😁😁a trzeci cud to przemiana mojego Męża, jest dużo bardziej zaangażowany niż przy pierwszym dziecku.. nie wiem dlaczego tak ale oby Mu wystarczyło tego zapału na długo.
Jestem po połogu, ten był łaskawy, jakby go nie było.. także też odmiana miła.. wzięłam receptę na antykoncepcję, zdecyduję kiedy zacząć brać ale wolę mieć.. nie wiem na ten moment czy chce jeszcze jedno dziecko- z jednej strony tak, z drugiej wydaje mi się że dwójka zdrowych dzieci to już takie skarby że nie ma co prosić/liczyc na więcej… plus to że póki co chciałbym się skupić na Nich ale też wrócić do pracy, zadbać o relacje z Mężem., także może za jakiś czas do tematu wrócimy, kto wie, skończyłam 36 lat, pół żartem pół serio mówię że trzecie na 40tke.. czas pokaże… jak wczoraj na wizycie lekarz mnie zobaczył i pierwsze co „nie ma Pani już brzuszka” to poczułam takie ukłucie że być może już nie wrócę do tego etapu i że te pierwsze chwile z Alicja muszę łapać i celebrować.

Starszak dzielnie mi pomaga a jak Malutka śpi to mamy czas dla siebie, staram się mimo buntów na ubieranie, pakować Ich do samochodu i zabierać na sale zabaw albo żeby się z Kolegą pobawił. Spacery też ogarniamy. Jakoś myślę jako mama dwójki sobie radzę, chociaż czas dla siebie to wieczorem chwilka to jestem przeszczęśliwa bo wiem że mamy Ich na świecie całych i zdrowych, że to jest nasz rodzinny czas a cała reszta będzie czekać i nie ucieknie 😁😁😁😁 jedynie co to czekam na wiosnę żeby na długie spacery ruszyć.

Dzwonili z labo.
Wszystkie zarodusie żyją.
Te 3 w dalszym ciągu kiepsko rokują, ale na 100% nie da się powiedzieć jak się będą rozwijały. Dwa najlepsze nadal się dzielą.
Transfer jutro bez zmian. 🤍
Jeszcze tylko jeden długi dzień. Wiem, że czuwasz nad nami, Córeczko.

Dzień dobry nowy dniu, tak sobie powiedziałam z rana.
Przywitaliśmy się z mężem całuskami. Mąż dzisiaj obchodzi 37urodziny. :) Dzień zaplanowany... wyjazd na 11:50 do Gamety na konsultacje, obiadek urodzinowy z mężem. Zakupy. Cóż może być nie tak... a tymczasem - zderzenie z rzeczywistością uderzyło ze zdwojoną siłą.

11:50 dochodzi do spotkania z dr Sochą w gabinecie. Na początku rozmowa , jak zawsze. Badanie USG. Pytania jak się czuje, jak po antybiotykoterapii? kiedy miesiączka była, który cykl itd. Czyli norma.
i pytanie ... " Jaki mamy dalszy plan?" . Przez moment , na ułamek s zamurowało Nas... hmmm plan, jaki plan? W ostateczności IN VITRO odpowiedziałam ( w ogóle bez przekonania) . I w tym momencie umarłam po pierwszym zdaniu jakie wypowiedział, już nic do mnie nie dochodziło. Tylko czułam jak mnie uderzają w poleczek słowa , które wypowiada . I ta myśl w głowie "przestań proszę , zaraz ucieknę , zapadnę się pod ziemię " . Dr przyznał, że tutaj wchodzi projekt ,który ruszył IN VITRO z dofinansowaniem. Opowiedział jak to wyglądać może , jakie badania musimy oboje zrobić ... Konkretnie powiedział, że tutaj szans na ciąże przy naturalnym staraniu się , inseminacji mogą być znikome, wydawanie pieniędzy itd. Powiedział głośno i wyraźnie o IN VITRO, tak ... tak... trzeba to głośno powiedzieć , bo "skoro miałabym być w ciąży to byłabym już dawno , a nie 2,5 r starań a tu nadal nic. Tym bardziej, że z całego wywiadu, zabiegów itd nic się nie polepszyło . A nawet mogę mieć rąbek % endomitozy, która mi uniemożliwia zajście w ciążę. " . Tak bardzo wolno wszystko do mnie dochodziło. Uświadomiłam sobie ,że te nadzieję , którą miałam , bo do samego końca ma się . Wszystko i tak na nic.
Potrzebuje czasu , chwilki na przetrawienie wszystkiego i trzeba ruszyć z leczeniem.
Bardzo się boję, ale w końcu dostałam odpowiedz KONKRETNA , NA TEMAT .
Ten ROK musi być NASZ .


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2024, 17:48

Zaczęliśmy diagnostykę, mąż był na badaniu nasienia ja usg i na badaniu krwi. Na jednym z jajników nadal dość spora cysta, którą miałam już przed ciążą. Czekamy na wyniki.

Karo_27 Moja walka - wygrana? 30 stycznia 2024, 19:38

Chciałabym jeszcze poruszyć temat ostatniej stymulacji. Wiem, że są babki-siłaczki, które mają za sobą kilka procedur in vitro, kilkanaście transferów, walczą, nie poddają się. Podziwiam ich wytrwałość, trzymam za nie mocno kciuki, ale ja... Ja jestem inna. Moja walka jest inna. To jest walka nie tylko z ciałem, które jest ułomne, nie tylko z głową, która czasem już wysiada, ale też walka z codziennością, z finansami. Walka o małżeństwo? Nie wyobrażałam sobie i dalej nie wyobrażam sobie, swojego świata bez dzieci. Ale może trzeba czasem zastanowić się, co jeśli jednak się nie uda. Można zwyciężyć wojnę, można bitwę. To też trochę walka o siebie samą. Czy w ogóle mam wizję życia, mojego małżeństwa, cele, marzenia inne niż ten świat, w którym razem będziemy rodzicami? Czas płynie, a z upływającym czasem ból tylko jest większy, lęk też... Życie w ciągłym napięciu, ciągłym oczekiwaniu, w ciągłej żałobie może być koszmarem. A przecież nigdy już nie będę młodsza. W zasadzie najpiękniejsze nasze lata poświęcamy temu tematowi, żyjemy (przede wszystkim ja) głównie nim. Ale ok - ja żyję nim całą sobą, B za to też się poświęca, bo wszystkie środki czasowe i materialne temu oddaje. Wiem, że nie potrafiłabym tak żyć przez kolejne lata - zbzikowałabym do reszty, albo może byśmy się rozeszli... Albowiem w chwilach słabości - jest po prostu źle, pusto, samotno, ponuro i cicho, ta cisza - krzyczy. Decyzję o tym, żeby drugie in vitro było moim ostatnim podjęłam też z uwagi na moje ciało i nie ma co się oszukiwać - finanse. Ale chciałabym po prostu móc pojechać na jakieś wakacje z mężem, kupić sobie coś fajnego, "żyć", nie odliczać tylko dni do kolejnej stymulacji, kolejnego transferu, kolejnej wizyty? To jest dylemat odwieczny. Coś kosztem czegoś. Więc nie byłabym sobą, gdybym nie miała gotowego planu. Teraz skupiam się tylko i wyłącznie na mrożaczkach, które, mam nadzieję, z nami zostaną. Jeśli to się nie uda, to w kolejnych krokach planuję rozważenie skorzystania z dawstwa gamet i jeśli to by się nie powiodło - rodzicielstwo adopcyjne/zastępcze. Na razie, aż tak daleko w przyszłość nie wybiegam, ale jestem taką osobą, która zawsze musi mieć jakiś plan awaryjny, bo inaczej... inaczej byłoby bardzo ciężko. Ciężko byłoby zaakceptować całkowitą bezdzietność. Wierzę, że nasze dzieci na nas czekają i spotkamy się w odpowiednim momencie. Mam nadzieję, że wiara potrafi czynić cuda i będzie dobrze.

Ku pamięci:

04.2022 IUI 🤞🍀
28.04 ⏸️🙏🍀
29.04 beta 83,9 mlU🙏🍀
02.05 beta 488 mlU 🙏🍀
04.05 beta 955,8 mlU🙏🍀
02.07 I prenatalne 7,5 cm cudu dziewczynka ❤️
22.08. II prenatalne 400g księżniczki 🥰
04.11 Szpital -> małowodzie 🥺 1618 gram królewny 👑
18.12 Ciąża donoszona 🎉 czekamy na Ciebie córeczko 🩷
01.01. Jestem mamą! 🌈

Dawno mnie nie było. Ale zostawię tu coś ku pamięci.

Nowy rok, dużo pracy. Nowe postanowienia.

Wiadomość o braku blastek dała mi porządnego kopniaka w tyłek. Zaczęłam pracować nad jakością komórek, uzupełniłam zapasy suplementów i przyjrzałam się swojej diecie. Nie była najgorsza, ale zdecydowanie za mało różnorodna. Zadbałam o codzienną porcję orzechów, nasion i strączków. Przestałam jeść słodycze. Od 26 dni zjadłam tylko kawałek tiramisu zrobiony przez moją teściową. Gorzka czekolada, suszone owoce czy masło orzechowe w zupełności mi wystarczają. Na początku sięgałam właśnie po to, gdy po obiedzie musiałam zjeść coś słodkiego. Pomagało mi też kilka łyków kawy, dzięki czemu mój organizm miał poczucie, że dostał jakąś nagrodę. Dziś czuję, że cukier w moim organizmie się wyregulował i nie muszę nic podjadać między posiłkami.

Jako wegetarianka zadbałam także o odpowiednią proporcję białka na moim talerzu. Do makaronu z warzywami dodaję soczewicę czy tofu, a do tortilli wrzucam czerwoną fasolę. Suplementuję też żelazo, dzięki czemu przestały wypadać mi włosy. To jest naprawdę game changer - przez ostatni czas straciłam połowę ich objętości, a dziś po myciu na szczotce nie zostaje prawie nic.

Do ruchu zachęca mnie nowy, malutki jeszcze członek rodziny. Pod koniec dnia na liczniku mam 6-7 tysięcy kroków, co kiedyś było dla mnie nie lada wyczynem. Śpi z nami w łóżku, a ostatnio stracił pierwszy ząbek.

Bardziej dbam też o nasz quality time z mężem. Gdy wraca do domu staram się odłożyć telefon i po prostu z nim być, porozmawiać, przytulić się. Staram się więcej słuchać i angażować w jego sprawy.

Próbuję też bardziej doceniać ludzi wokół mnie, mówić im dobre słowa. Częściej się odzywać, bardziej uczestniczyć w ich życiu. Częściej mówić „kocham Cię”.

Chciałam też zacząć czytać książki i nawet w pierwszym tygodniu stycznia zakupiłam ,,Das Haus der Schwestern” mojej ulubionej pisarki Charlotte Link, ale niestety nie znalazłam jeszcze czasu, by do niej usiąść. To taki mój odwieczny problem, że ciężko mi znaleźć wolną chwilę, by czytać. Telefon niestety wygrywa tę bitwę. W każdym razie zaczęłam zauważać, że coraz częściej brakuje mi słów w obu językach. Kiedyś, gdy jeszcze się uczyłam, wiele czytałam w języku niemieckim. Teraz posługuję się bardziej potoczną, uproszczoną mową. Z kolei w języku polskim rozmawiam jedynie z mężem, co znacznie ogranicza mój zasób słów. Mimo, że nie wdrożyłam jeszcze moich planów w życie cieszę się, że zauważyłam problem i chcę go zmienić.

A jeśli chodzi o starania.. Właśnie stuknęło nam 2,5 roku. Wszyscy naokoło zachodzą w ciążę, a ja patrzę się na to wszystko nadal stojąc na linii startu. Mam wtedy takie poczucie zmarnowanego czasu i beznadziejności mojego życia. Ale w tym momencie mój mąż i psiapsi wchodzą do akcji mówiąc „Ich sytuacja nie ma nic do naszej. My idziemy po swoje we własnym tempie”. Z taką myślą jest mi lepiej. I gdyby zapytać mnie jeszcze raz o ten najgorszy czas w staraniach, to odpowiedziałabym to samo, co jeszcze kilka miesięcy temu – najgorszy był pierwszy rok. Teraz stało się to codziennością, z którą trzeba nauczyć się żyć. Czasem mam gorszy dzień, czasem sobie popłaczę, ale za chwilę podnoszę głowę i zastanawiam się, co zrobić dzisiaj na obiad.

W poniedziałek byłam na kontrolnej wizycie w klinice. Był to 12 dc. Mimo, że przez ostatnie wieeele miesięcy był to dla mnie czas okołoowulacyjny, tym razem dowiedziałam się, że moje endometrium ma jedynie 6,4 mm, a pęcherzyk 14mm. Ten ostatni sztuczny cykl z estrofemem musiał mi tak namieszać w organizmie. Od koleżanki dowiedziałam się, że właśnie niektóre kobiety tak reagują na estrofem i jest jedna wielka klapa. Tą klapą jestem m. in. ja.

Doktorek dał mi zastrzyk Rekovelle na pogrubienie endometrium i Ganiran (ten, którym się stymulowałam) na wstrzymanie owulacji. A, i przyznał się, że słaba jakość komórek może leżeć w przestymulowaniu (było ich 22). A jeszcze niedawno mi mówił, że stymulacja tak super poszła.

W środę (24.01.24) byłam na kolejnym usg. Hormony w porządku, endo 8 mm – ok, poza tym jeszcze urośnie. Jest zgoda na transfer. O 20:00 tego samego dnia miałam podać sobie ovitrelle, którego skutki właśnie czuję w podbrzuszu – prawdopodobnie dziś (piątek) wystąpi owulacja. Wieczorem wchodzi już progesteron, Cyclogest. Od jutra dołącza do niego zastrzyk z progesteronem, Prolutex. W sobotę rozmrażają nasze 8 zarodków. Tego samego dnia przychodzi do nas kolega-sanitariusz, by podać mi pierwszą kroplówkę z intralipidu. Mam ją powtarzać co 3 tygodnie. W sobotę wstrzykuję też pierwszą dawkę accofilu i zaczynam brać encorton. Dr Sydor pisał też o heparynie, ale jedynie przy tym punkcie nie podał, kiedy mam zacząć z zastrzykami. Przypuszczam, że od dnia transferu – tak piszą inne dziewczyny na forum. W poniedziałek rano mogę dzwonić do laboratorium i pytać o rozwój zarodków. Gdyby cokolwiek się działo i zostałby np. jeden, zaproszą mnie na transfer już wcześniej. Jak wszystko pójdzie po naszej myśli, to transfer blastocysty zaplanowany jest na środę, 31 stycznia.

Żyję metodą małych kroczków i nie wybiegam myślami nawet o jeden dzień w przód. Będzie co ma być. Codziennie się modlę, a już Bóg zdecyduje, co stanie się dalej. Jestem realistką i wiem, że moje pragnienie nic nie zmieni w tej sytuacji.

Sheelie Moje życie 25 stycznia 2024, 19:32

Ostatnia wizyta u mojego gina .
Mały waży 3500 kg .
Termin porodu 8.02
Szyjka lekarz powiedział że na 70% się skróciła.
Rozwarcia jeszcze nie mam jako tako ale powiedział także jedno zdanie że gdy poród się zacznie to szyjka się dostosuje .
Zobaczymy.
Po wizycie lekarskiej gdy poszłam do ubikacji u mnie w domu.
Zaskoczyła mnie taki galaretkowaty sluz seledynowy . Czy to może oznaczać że czop się już odrywa ?

Aurore Wyboje mojego życia. 24 stycznia 2024, 09:24

16cs 26dc
2 cykl starań z letrozolem.

Dzień testowania.
______

Budzik nie musiał wyć jak co dzień żebym się obudziła. Oczywiście, że go wyprzedziłam i zmierzyłam temperaturę. Widząc ten jakże zacny spadek już wiedziałam co pokaże mi „patyk prawdy”.

Czy się myliłam? Oczywiście, że nie.
Zanurzając go w kubeczku i widząc jak się wybarwia już widziałam walącą po oczach jedną krechę.

Postanowiłam mieć to w dupie.
Ubrałam więc uśmiech szaleńca i z uporem maniaka stwierdziłam, że się nie dam.
Zostawiłam test i zrobiłam w tym czasie swoje rzeczy, którymi zajmuję się zwykle przed porannym prysznicem.
Ten zasrany patyk wręcz się ze mnie śmiał, ale cóż… Przecież mam to w dupie. Wywaliłam od razu dziada, żeby dłużej na niego nie patrzeć i… zaczęłam się śmiać. W głos.

Zrobiło mi się szkoda ale nie siebie, tylko tych wszystkich osób, które wierzyły w mój książkowy wykres i wynik idealnego progesteronu w 7dpo. Wszyscy dali się nabrać, a tu „surprise motherfucker!” (ten kto „Dextera” oglądał ten wie).
Dobry żart co nie?

Oddycham z ulgą, bo nie dałam się ponieść tej fali ślepej i złudnej pewności wyniku.
Jestem z siebie zadowolona, bo nie uroniłam ani jednej łzy.
Skończyło się.
Przy ostatnim nieudanym cyklu powiedziałam tej suce (niepłodności) dosyć. Nie dam się szmacić i poniżać. Płakać na jej zawołanie i tańczyć tak jak mi zagra. Nie zrani mnie już więcej.

Mogę sobie teraz patrzeć na nią jak stoi obok mnie i próbuje dźgać mnie tym nieudanym testem, powtarzając w kółko – haha! Nie udało się! Ale jesteś zjebana! Na pewno jest z Tobą coś nie tak! Wszystkim się udaje, a Ty co? Gdzie Ty jesteś? Co Ty masz?

Dość!
Gapię się na nią i pomalutku zaczynam się śmiać coraz głośniej.
Boże czy to już szaleństwo?
Czy już do końca postradałam zmysły?
Wyprała mnie z wszelkich uczuć. Stałam się obojętna, bo chyba tego właśnie chciała.

Nie dam się. Widzę, że ten mój „demon” jest w szoku gdy nie daję się złamać.
Nie zaszczycę jej ani słowem.
Jebać to.
______

Ten poranek to już historia. Chwila, która minęła.
Cieszę się życiem.
Jestem wdzięczna, że mój mąż budzi się obok mnie. Wiem, że dopóki mamy siebie - mamy wszystko.

Czy chcę więcej? Czy chcę pełnej rodziny?
Pewnie.
Czy za wszelką cenę?
Niekoniecznie.
Nie dam sobie zabrać spokoju ducha i szczęścia które mam. Nie oddam jej ani grama mojego życia. Nie dam w zastaw żadnych pieniędzy, zdrowia czy duszy. I nie zrobię wszystkiego, bo mam swoje granice i nie dam się upokarzać w nieskończoność.
Dość.
Tego już za wiele.

Będę uparta.
Czoło mam już twarde, żeby przebijać dalsze mury.
Dupę chyba też, bo tym razem nie poczułam nawet szczypania po laniu.
______

Plan działania:
Czekam na okres.
3-7dc znowu biorę letrozol.
13/14dc monit w klinice.

I śmieję się tej suce w twarz.
______
Edit:
27.01 zaczynam 17 cykl starań.
To 3 cykl z letrozolem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2024, 08:06

3 zarodki już się zatrzymały.
3 jeszcze się rozwijają, ale nie rokują dobrze.
2 rozwijają się na ten moment poprawnie.

Wszystko się może wydarzyć. Znowu to czekanie. Góra, dół. W jednym momencie myślę, że mi to obojętne, że jestem nastawiona na porażkę.
A za chwilę łzy strachu same lecą mi po policzku i nie wiem, jak dotrwam do środy.
Co za chory rollercoaster.

Sheelie Moje życie 30 stycznia 2024, 11:51

Jednak to zielonakwe coś co mi wyszło przy podcieraniu to nie czop .
Kilka godzin później czułam swędzenie w okolicach intymnych . Tak więc to musi być jakaś bakteria.
Mam nadzieję że zdarzę z niej unicestwieniem do porodu. Bardzo się cieszę że to nie jest czop ponieważ to by wskazywało że wody płodowe się Sącza .
A tak jestem spokojna i czekam aż przyjdą wkoncu moje prawidłowe skurcze porodowe. Bo przepowiadające mam i to dość mocne 🥰

Polska.

Decyzja zapadła jestem już umowiona do lekarza w Polsce. Tak sobie wyliczyłam,ze jezeli teraz zrobię biocenozę i inne badania,a w nastepnym cyklu HSG bez rtg to i tak przepadnie mi cykl i nie zrobię inseminacji,bo owulacja wypada akurat w święta. Ehh... Czy to musi tak wszystko iść opornie?

Zbuntowana Marzenie o kolejnym cudzie 23 grudnia 2023, 09:01

Wczoraj moja nie narodzona dziecinka miała by miesiąc... ehh... minęło trochę czasu a to nadal boli... ehhh staraczki jak wy sobie radzicie.... ja mam jeden cud a drugi straciłam... pierwszy cud ma 2.5 roku puekby wychuchany jedyny najdroższy syneczek... a drugi utracony w bólach i rzecze krwi i lez.. mialam przeczucie ze teraz była cudeńkiem... nie przeszłam łyżeczkowania... ani farmakologicznego usunięcia kazano czekać aż się oczyści samo straszne... kazano odstąpić leki na podtrzymanie... beta mocno spadła po 48h... a krwawienie nie ustępowało... jestem z wami matkami które przeszły takie tragedię i gorsze ... ile to trzeba znieść i się nie poddać więc tule Was niech nadejdzie cud i spełnia się marzenia a serce będzie przepełnione radoscia

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)