Ostatnia punkcja... była inna niż wcześniejsza. Dłużej trwało usypianie - około kilkadziesiąt sekund, potem w porównaniu do innych osób długo nie mogłam się wybudzić, bolała mnie miednica, w moczu pojawiała się krew przez następne kilka dni. I tak ten ból "siedzenia" utrzymywał się ponad tydzień. Byłam zszokowana, bo poprzednia punkcja była jak marzenie - założyli mi maseczkę, odpłynęłam i w zasadzie dość szybko doszłam do siebie, traumatyczne było tylko zakładanie wenflonu.
W sali ze mną była babka, na oko sporo starsza. Okazało się, że ma 43 lat i to jej 3 punkcja. Było to dla mnie ciężkie doświadczenie, bo babka była mocno przygnębiona, wręcz zrezygnowana, nie wierzyła, że jej się uda... I oczywiście pytała, czemu tak młoda jak ja osoba w ogóle tu jest, na tej sali (nie wiem, czemu to budzi, aż takie zdziwienie - jestem w wieku, kiedy rodzi się statystycznie pierwsze dziecko). I narzekała, że za późno "wzięła się za macierzyństwo"... Strasznie było mi jej szkoda. Na to pielęgniarka wtrąciła się, że teraz do kliniki przychodzą coraz młodsze dziewczyny - często poniżej 30 lat z bardzo niskim AMH... Cieszyłam się, gdy zostałam wypisana do domu - na ten moment wiedziałam, że udało się pobrać 19 kumulusów.
Nasza hodowla potrwała 6 dni. Z 19 kumulusów 12 było prawidłowych. Tym razem zapładniane były wszystkie, 2 się nie zapłodniły. Z 10 zarodków w 5 dobie zostały zamrożonych 5. Nasze maleństwa: 5.1.2., 5.2.2., 5.2.2., 5.2.2., 5.2.3. Następnie przekazaliśmy je do badań genetycznych podstawowych, żeby upewnić się, że to nie jest przyczyna naszych niepowodzeń.
Wczoraj dostaliśmy najpiękniejszą na świecie Walentynkę (dzień był dla nas bardzo trudny, więc tym bardziej jego zakończenie było piękne) - wszystkie pięć przeszło badania genetyczne. Mamy 5 szans na szczęście, jestem niesamowicie szczęśliwa i chcę wierzyć, że tym razem wszystko zakończy się dobrze.
Nigdy nie badałam immunologii, a jednak musiała być jakaś przyczyna, z powodu której 3 transfery z pierwszej procedury zakończyły się niepowodzeniem, więc tym razem chcę zbadać choćby kiry - zobaczyć, czy może tu jest przyczyna naszych niepowodzeń. Oczywiście można by przyczepić się do klasy zarodków, nigdy nie mieliśmy zarodka klasy AA, a tych AB też za dużo nie mamy (2 w pierwszej procedurze, w tej - 1), ale podobno te gorszej jakości zarodki też mogą dać ciążę. Tym razem chcę zrobić, co w mojej mocy, żeby się udało.
W międzyczasie czeka mnie operacja usunięcia woreczka żółciowego, więc transfer planujemy na okolice kwietnia. Wczorajsza nowina tak mnie ucieszyła, że chwilowo przestałam się bać tej operacji, która mnie czeka za niespełna 2 tygodnie. Mam teraz po co to wszystko robić, odzyskałam nadzieję. Na koniec dnia zostaję z tym, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwa z powodu naszych mrozaczków i z uśmiechem patrzę w przyszłość. Mam nadzieję, że takie podejście zostanie ze mną na dłużej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2024, 21:44
12 miesięcy
Roczek. Ten czas minął tak szybko, zdecydowanie za szybko... Dopiero co wracałyśmy ze szpitala w walentynki do domu, walczyliśmy z kolkami i ogromnym płaczem, całkiem niedawno obserwowałam jak uczy się przewracać na boczek, siadać, raczkować, stać... Ogromnie brakuje mi jej popołudniowych drzemek przy mnie, bo prawie rok czasu siedziałam z nią, by mogła dłużej pospać. Cieszy mnie, że mogę i daję radę karmić piersią, bo zawsze myślałam, że moje piersi tego nie ogarną.. Młoda ma jeden problem - nie lubi spać 🫣 Noce ostatnio są straszne, wybudza się i nie śpi przez 2h, po czym zasypia padnięta, a ja razem z nią. Tyle, że rano mogę odespać, bo inaczej chodziłabym jak zombie. Drzemkę w ciągu dnia już ma jedną i to jej totalnie wystarcza, mam wrażenie, że jakby nie miała wcale to nie byłoby dla niej żadnej różnicy..
Często siedzę i przeglądam zdjęcia, cofam się wstecz i pamiętam tylko te szczęśliwe momenty. Jednak to prawda, że zapomina się z czasem o trudnościach, z jakimi się mierzyliśmy mając noworodka w domu. Jedynie czego nie zapomniałam i mam traumę po dzień dzisiejszy to poród... Ale znów to jak ten golutki, cieplutki noworodek znalazł się na moim brzuchu tuż po - zrekompensowało cały trud i ból.
Co dalej ? Nie myślimy jeszcze o rodzeństwie dla małej, dla mnie to za szybko. W klinice czeka na nas zarodek, po który napewno będziemy wracać, chociaż mój mąż sugerował mi nieraz, byśmy oddali go do adopcji, jednak ja bym tak nie potrafiła, zwłaszcza, że tyle poświęciliśmy i wycierpieliśmy by był, jeden ale przebadany i zdrowy...
Zobaczymy co czas pokaże, narazie żyję chwilą i nie myślę totalnie o przyszłości. Chciałabym zostać w domu z małą dopóki nie pójdzie do przedszkola jako 3latka, tu też przyszłość pokaże czy cały czas będziemy mieć na to możliwości.
5cs. Miałam cichą nadzieję, że pojedziemy we trójkę nad morze... Ale jednak nie. Na szczęście dziś 5 dc i czuje się lepiej, mniej krwawienia i nie mam okropnych bóli...
Zamówiłam badania na anemię, zobaczymy czy coś wyjdzie. Umówiłam się do ginekologa, wizyta dopiero w lipcu, ale myślę że zleci. I dostałam darmową wizytę w poradni leczenia niepłodności, ważne że mój chce iść. Będę dzwonić i pytać się o szczegóły. Coś się dzieje, mam nadzieję że nie na marne.
Śnił mi się dzisiaj jeleń z porożami, czytałam że to dobrze świadczy 🙂 Jest zwiastunem dużych zmian w życiu, a także potomstwa 🙂W 1 dc okresu leciały nad nami 2 boćki, pomyślałam że to jakiś znak bo zazwyczaj albo leciał pojedynczo albo leciały grupowo...
120 dni razem i taka niespodzianka...idzie sobie człowiek rekreacyjnie ze zdrowym bobasem na wizytę u okulisty. Lek. z CDZ przyjmuje prywatnie w salonie optycznym na naszym osiedlu, więc grzech nie skorzystać...nawet jak nie ma zaleceń od pediatry itp.
I bum.... +7 na jednym oczku i +7,25 na drugim 😭😭😭😭😭
To było wczoraj. Dziś piątek, już mamy skierowanie do okulisty od pediatry, a w poniedziałek mamy się stawić w CZD.
Jestem przerażona😔🥺
A miało być tak pięknie....
Wizyta u profesor 🤓
Poszerzone miedniczki nerkowe - nie przejmować się na razie, to nieznaczne poszerzenie, do 5 mm jest ok.
Nisko położone łożysko - utrzymany zakaz współżycia (już zapomniałam co to seks hehe), zakaz dźwigania do 6kg, ćwiczyć i spacerować mogę normalnie. Mam zrobić USG za 3 tygodnie i pojawić się na wizycie (za 4 tygodnie nie mogę, więc kolejna za 3 tygodnie a potem następna za 5 tygodni). Nie powinnam też być badana teraz ginekologicznie, chyba że w nagłej i niezbędnej sytuacji w szpitalu. Oby taka nie nastąpiła.
Z konsultacji kardiologa, morfologii, moczu była bardzo zadowolona - wszystkie wyniki są dobre.
Mam już 7 kg na plusie i to duży skok ostatnio, więc też mam tego pilnować - dorzucić sobie jeden spacer 30 min dziennie. No z tymi spacerami to dramat, przyznaję. Przez tą pogodę czasem robiłam 2-3 tys kroków, gdzie przed ciążą ZAWSZE minimum 10 tys. Zegarek często mi pokazuje wydatek energetyczny na poziomie 1500 kcal a jem duuuuzo więcej, nic dziwnego więc, że przytyłam. A jak powiedział mój Mąż, jak marudziłam że jestem już gruba, „gruba to Ty dopiero będziesz”. 😂
I wogole znowu było bardzo miło i rozmownie 🙃
Zjadłam właśnie tosta z awokado, jajkiem i łososiem i uciekam na ten krótki spacer, bo o 10:00 mam spotkanie on-line.
Dobrego Tłustego Czwartku Wszystkim 🍩🍩🍩
I pamiętajcie - najpierw sałatka, potem pączek i potem spacer 🥗🍩🚶♀️
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2024, 08:48
Forum to skarbnica wiedzy. Dowiedziałam się tu więcej niż od lekarzy. Taka prawda. Fora internetowe zawsze były dla mnie takie głupie. Te jest inne. Uwielbiam grupę dinusiów. Naprawdę zżyłam się z tymi kobietami, są to takie moje wirtualne przyjaciółki. Wsparcie, ich rady, trzymanie kciuków. One mnie rozumieją jak nikt inny. Rozumieją bo przechodzą przez to samo.
Ten kto nie wszedł w moje buty, nie idzie tą drogą, nigdy nie był na moim miejscu, nie może sobie nawet wyobrazić tego przez co przechodze, tych emocji, strachu, paniki.
Nie byłabym sobą, gdybym tak po prostu czekała na zielone światło by zacząć kolejną procedurę. Nie do końca wierzyłam, że słaba jakość komórek jajowych nie ma jakiegoś podłoża.
Tak więc w przerwie zbadałam hormony tarczycy. Wszystko wyszło okej, endokrynolog nie miał się do czego przyczepić.
Zbadałam też krzywą cukrową i insulinową. Zawsze w badaniu na czczo glukoza wychodziła w tej górnej granicy, a tata był cukrzykiem, więc sprawdziłam.
W badaniu wyszedł duży wyrzut insuliny godzinę po jedzeniu. Dostałam metforminę.
Nie wiem jaki to ma wpływ na płodność, na jakość komórek, ale wydaje mi się, że może mieć.
Glukoza
na czczo 94mg/dl
po 1h 138 mg/dl
Po 2h 77mg/dl
Insulina
przed obciążeniem 10.7μIU/ml
po obciążeniu (pkt1) 98.1μIU/ml
po obciążeniu (pkt 2) 53.3μIU/ml
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2024, 14:57
Beta <0,2 😭
Transfer był 05.02. blastka piękna 4.1.1. pokładałam w niej ogromne nadzieje, objawy oczywiście były. Zrobiłam test 6dpt, z Jankiem miałam już tego dnia piękną kreseczkę, a tym razem poraziła mnie biel... Wczoraj poszłam na betę, ale wynik spłynął dopiero dzisiaj, w sumie to nie spodziewałam się innego, bo dzisiaj też zrobiłam kolejnego sikańca i znowu ta okropna biel. Bardzo zabolało, moje serce pękło, dobrze, że mamy jeszcze mrożaki, więc będziemy próbować dalej, nie wyobrażam sobie teraz nie mieć już drugiego dziecka 😔
Jedyny plus jest taki, że planowaliśmy wyjazd ze znajomymi na wakacje we wrześniu i gdyby teraz się udało to już byśmy nie pojechali, bo byłabym już wtedy na końcówce ciąży, a tak może chociaż wyjazd wypali.
Te wieloletnie starania nauczyły mnie jednego, że nie można planować całego swojego życia pod to, że się będzie w ciąży, tylko trzeba żyć, bo inaczej życie przeleci nam przez palce....
120 dni razem i taka niespodzianka...idzie sobie człowiek rekreacyjnie ze zdrowym bobasem na wizytę u okulisty. Lek. z CDZ przyjmuje prywatnie w salonie optycznym na naszym osiedlu, więc grzech nie skorzystać...nawet jak nie ma zaleceń od pediatry itp.
I bum.... +7 na jednym oczku i +7,25 na drugim 😭😭😭😭😭
To było wczoraj. Dziś piątek, już mamy skierowanie do okulisty od pediatry, a w poniedziałek mamy się stawić w CZD.
Jestem przerażona😔🥺
A miało być tak pięknie....
3dc
Powoli wracam do normalności po urlopie. Ale na jednym narożniku mam wieeelka kopę ciuchów, które czekają na pranie albo poskładanie. Muszę się za to zabrać i w końcu posprzątać w szafie, wymienić zimowe ciuchy na letnie i posprzątać górę ciuchów.
Z dobrych wieści umówiłam się do ginekologa. Będzie to 23dc mam nadzieję że w końcu dostanę jakieś tabletki na wywołanie tej owulacji.
Cieszę się że mam w mieście lekarza na medicover u którego wizyty są prawie od ręki. Kiedyś jak dzwoniłam do szpitala, do poradni ginekologicznej, to termin za 2 miesiące, masakra. Nie rozumiem jeśli np coś nas boli albo złapiemy jakąś infekcję, to jak iść do ginekologa na NFZ..
mam nadzieję że to będzie szczęśliwy cykl, jeśli w końcu wystąpi owulacja to może właśnie z prawego jajnika, tak by teraz przypadało. Poprzednią ciążę miałam właśnie z prawego. Może ten lewy u mnie kuleje, dlatego w poprzednim cyklu owulacji nie miałam 🤔
24 DPO my wciąż razem.. Jest, trzyma się, dokazuje. Mdłości, nie wyspanie, bóle głowy, brak apetytu.. mimo to 2 kg więcej, skąd ? Nie wiem, może przez cycki ? Tak napewno są obrzmiałe, swędzą i już jeden wychodzi z miseczki, ale to dobry znak prawda? Bóle brzucha jakby mniejsze, od czasu do czasu zakuje ale mniej boleśnie niż wcześniej, to jednak nie zmienia faktu że sprawdzam papier, wymieniam co 20 minut wkładkę, Boże oszaleje, boję się, boję się kruszynko Ciebie stracić, bądź ze mną, bądź z nami, twój brat czeka.. Mój syn się domyśla, chodzi i dogaduje jakby to on marzył mieć siostrę o imieniu “Nela”, “bo wiesz mamuś Ty Natalia ja Nikodem to siostra będzie Nela” trio, mąż wykluczony, teorią mojego syna jest to że tata daje nazwisko 🫣 ten mój syn jest naprawdę mój i całkiem dobrze go “wyrzeźbiłam ” , mamy bardzo bliską relacje.. ehh
Z dobrych wieści 20/02 mam pierwsze usg będzie to 6 tydzień i 4 dzień, marzę zobaczyć serduszko ❤️ i zdrową fasolkę! Pierwsze spotkanie z położną miałam mieć 6 czy 8 marca a mam 28 lutego 🤩 także bardzo się cieszę porozmawiaj z nią o swoich obawach.. Pierwsze usg w szpitalu 02/04, kwiecień to miesiąc moich 32 urodzin, aby były najszczęśliwsze na świecie !
Dziękuję za komentarze dodałyście mi otuchy ..
Co do poronienia, niestety w Szkocji nie badają takich rzeczy, więc do dziś nie wiem dlaczego tego doświadczyłam.. Po dwóch tygodniach od feralnego czasu kazał doktor zrobić test ciążowy i po wszystkim.. choć ja próbowała, byłam u lekarza gdy zobaczyłam tylko negatywny test aby zbadał moje hormony.. niestety nie badaja a do kliniki nie płodności się nie nadaj bo jedno dziecko urodziłam, poza tym usłyszałam że skoro zaszłam w ciążę to hormony są ok.. eh dramat 🎭
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2024, 18:40
Dzisiaj mija 40 tydzień czyli termin porodu.. a synowi jak się nie spieszyło tak się nie spieszy 
Byłam dzisiaj u ginekologa. Wszystko wporzadku .
Wody nie sacza się.. bo myślałam że tak się dzieje ... ale upewnił mnie po badaniu że nie sacza się to dobrze . Może za dużo czytam o tych rzeczach?
Taak tak wiec jak sam nie wyjdzie do 7 dni .. to będziemy wywoływać poród .. masakra .. pytalam się czy mogę wcześniej wywołać.. powiedział że jak nie mam podstaw do tego czyli cukrzyca ciążowa albo wysokie ciśnienie to mam czekać.. eh
Synuś wyłaź na dniach bo mamusia nie da rady jeszcze tydzień posiedzieć z brzuszkiem .. już tak jej ciężko 🥲🥲🥲
Beta <0,2 😭
Transfer był 05.02. blastka piękna 4.1.1. pokładałam w niej ogromne nadzieje, objawy oczywiście były. Zrobiłam test 6dpt, z Jankiem miałam już tego dnia piękną kreseczkę, a tym razem poraziła mnie biel... Wczoraj poszłam na betę, ale wynik spłynął dopiero dzisiaj, w sumie to nie spodziewałam się innego, bo dzisiaj też zrobiłam kolejnego sikańca i znowu ta okropna biel. Bardzo zabolało, moje serce pękło, dobrze, że mamy jeszcze mrożaki, więc będziemy próbować dalej, nie wyobrażam sobie teraz nie mieć już drugiego dziecka 😔
Jedyny plus jest taki, że planowaliśmy wyjazd ze znajomymi na wakacje we wrześniu i gdyby teraz się udało to już byśmy nie pojechali, bo byłabym już wtedy na końcówce ciąży, a tak może chociaż wyjazd wypali.
Te wieloletnie starania nauczyły mnie jednego, że nie można planować całego swojego życia pod to, że się będzie w ciąży, tylko trzeba żyć, bo inaczej życie przeleci nam przez palce....
17cs 12dc
3 cykl z letrozolem.
Dziś był monit.
Dziś będzie krótko i rzeczowo.
Nie chcę, żeby ta sucz znów przejęła nade mną kontrolę, chociaż wiadomo, że niektóre myśli same wpadają do głowy. Ale nie mogę się im poddać.
Stan mamy następujący:
3 pęcherzyki.
Na prawym jajniku pojedyncza sztuka wielkości 20mm.
Na lewym jajniku pokazała się parka wielkości 24mm i 17mm.
Czy mam się bać ciąży mnogiej?
Doktor odpowiedział jasno, że gdyby było duże zagrożenie takiej ciąży w moim przypadku to z pierwszej stymulacji mielibyśmy bliźniaki. Teraz liczymy, że cokolwiek zaskoczy.
Zalecenia są równie proste co dotychczas:
Jutro (13dc) zastrzyk zivafert.
Od dziś przez trzy dni mamy działać.
28dc to dzień robienia testu ciążowego i zakończenia etapu stymulacji. Jeżeli zobaczę dwie kreski mam zrobić badanie z krwi. Jeżeli zobaczę negatywny wynik to czeka mnie kolejna stymulacja już w mniejszej dawce i podejście do inseminacji.
Pozostaje mi nic innego jak cierpliwie czekać.
W tym czasie robię swoje - wróciłam do życia sprzed starań. Czyli trzymam regularność treningów i nie zastanawiam się czy moje sobotnie głodówki (posty) źle wpłyną na potencjalną ciążę.
Żyję nadzieją.
Żyję normalnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 16:50
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:58
Rok temu wyparłam Dzień 15.10 trochę ze świadomości, bo byłam zaaferowana betą. I słusznie.
W tym roku pamiętałam, w sumie to codziennie o Tobie pamiętam 🩵 Szczególnie patrząc na Lenkę i widząc jak wspaniałym jest dzieckiem pojawia się żal, że mogliście być tu z nami oboje.
Nawet mój nieczuły mąż dziś lekko łamiącym się głosem zapytał, czy wiem jaki dziś jest dzień, bo to smutny dzień. No wiem, wiem. Oczy do góry, ale nie pomogło, kilka łez mi popłynęło.
Ale życie … żyje się dalej i to całkiem szczęśliwie. Staram się lepiej komunikować z mężem i dogadywać w kwestii zmęczenia, potrzeb i oczekiwań. On też się stara, więc jakoś funkcjonujemy. Podziwiam jednak pary, których po narodzinach dziecka kryzys ominął.
Minęło już 5 miesięcy
Po 5 miesiącach doszłam do wniosku, że w tym pamiętniku nie może zabraknąć wpisu o wielopieluchach... Im też należy się kawałek mojego pamiętnika, mocno wpłynęły na moje macierzyństwo i odbiły swoje piętno...
Pieluszkujemy od wyjścia ze szpitala, od tego czasu pupcia małej nie czuła jednorazowych pampersów, byłam mocno nakręcona że tak będzie i koniec i mąż również mnie w to pchnął i w sumie to on mnie przy tym dalej trzymał kiedy dopadł mnie kryzys... Tak miałam już kilka razy spakować wszystko i oddać bo jak to możliwe że cały czas mała jest cała mokra, wiecznie przesikana.
Trudny dla mnie temat, bo jak opisać swoją fascynację do której przygotowywałam się prawie całą ciążę, szukałam kupowałam i wydałam niemałe pieniądze na pieluszki, fascynację która okazała się nie być taka prosta... Trafiła się maleńka pupcia waga 2750g i 56cm i jak te maleństwa ubrać w pieluszkę???
Po 5 miesiącach nie jestem jeszcze ekspertem ale jestem już na tyle wprawiona że kupka zostaje na pieluszce a nie na otulaczu... Doszłam do tego co było nie tak.... Co się stało że za każdym razem jak przebierałam małą to się zastanawiałam co jest nie tak.... Dziś już wiem, że zabrakło mi wiedzy i rozmiaru... Miałam mieć kupione otulacze na noworodka NB a praktycznie niewiele miałam bo może 2 i dlatego było źle bo wszystko było za luźne za duże, nie przylegało jak powinno, dziś już wiem jak zawinąć samolot, wiem jaki rozmiar i co najlepiej się sprawdza na naszej dupci 
Od 5 miesięcy żadnego odparzenia, pupcia ładna bez wad i skaz i gdybym miała się zastanowić jeszcze raz czy iść w wielo czy jednorazowe zdecydowanie wybieram wielo!
Może i piorę codziennie w pokoju cały czas stoi suszarka z praniem ale oko się cieszy jak mój mały szkrab ma na pupci piękny wełniany otulacz i jest wszystko 100% naturalne tak jak chciałam czyli jak najlepiej dla swojego maluszka
Dlaczego ma to ogromny wpływ na moje macierzyństwo? Bo nauczyło mnie to cierpliwości i determinacji... Nauczyłam się korzystać z dobra jakie mnie otacza, ograniczyłam zużycie śmieci i dałam skórze mojego dziecka to co najlepsze
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2024, 18:22
8dc
Coś się zmieniło, coś kliknęło w głowie i wracam do siebie. Może to ten powiew wiosny i napływ nadziei?
Z własnej nieprzymuszonej woli bawiłam się z dziećmi, z noworodkiem. Nie wyszłam ledwo powstrzymując łzy, że mnie to ominie i nie spotka. Wyszłam zmotywowana, z poczuciem że jestem w dobrym miejscu i mam luz w głowie. Dam radę. Ten albo przyszły rok jest nasz, nie ma inaczej, nie odpuszczę żadnej szansy. I tak się wzruszyłam, bo ten stan był tak odległy, że już zapomniałam jakie to fajne bawić się z dziećmi i nie myśleć, że one bez problemu mogłyby być moje, gdyby nie to że jest jak jest.
I jedyną piosenką, która brzmi mi w głowie jest Justyna Steczkowska - Wracam do domu
„ Wszystko co mam, co dał mi świat Noszę w sobie by kiedyś Ci dać
Choć mówią że, nie mamy szans Ciągle wierzę że jeszcze jest czas
I chcę razem z Tobą zakończyć ten bieg
Ten jeden raz
Oddam Ci więcej niż będziesz chciał
Jeszcze razem będziemy się śmiać
Z tego co było, z grzechów i kłamstw
Wciąż pamiętam Twój uśmiech sprzed lat
Warto próbować, pomimo ran
Nie pozwolę Ci wiecej się bać
Zacząć od nowa chcesz Ty i ja
Tylko proszę, nie zostawiaj mnie tak…”
Tak trudne decyzje do podjęcia...
Podejść do AD? A może odwiedzić jeszcze innego specjalistę? A może po prostu adopcja dziecka już gdzieś czekającego? A czas leci. I chyba nie ma najlepszych odpowiedzi. Ale może nie ma też złych?
Czy adenomioza jest jedynym problemem? No bo jeśli nie to, to co? Może ktoś zaproponuje inną metodą leczenia? Podobno niektórzy operują? A jeśli próbując dostać się do specjalisty stracę bezcenny czas? Już sama AZ przy tym tak niepewna.. z wiekiem lepiej nie będzie..I może dalej szukając stracę szansę na adopcję już urodzonego maleństwa .. bo właśnie wiek.
Nic nie wiadomo.
Jak to w życiu.
Loteria. Wybierz opcję i tak nigdy nie dowiesz się co by było gdyby wybrać co innego.
Wybieraj i bądź szczęśliwy.
Żeby to takie proste.
Może właśnie jest.
Krótka przerwa.
Od dłuższego czasu czekam na wyniki badań z kliniki. Nie spodziewałam się,ze to będzie tak długo trwać.
Rezygnuje z procedury inseminacji w niemczech.
Jestem totalnie zniechęcona i bardzo mi przykro,ze trafiłam na takie miejsce. Sugerowałam się pozytywnymi opiniami....
Na ostatnim spotkaniu omawialismy inseminację, dopiero po moim pytaniu o HSG doktor powiedziała,że mozemy zrobić takie badanie przed procedurą... ale to nie wszystko. Miałam się zapisać jak tylko dostanę okres,żeby zdązyć przed 10 dniem cyklu. Nikt nie wspomniał, nie zapytał mnie o cytologię, a na dodatek nikt nie zapytał o wymaz z pochwy. Chcieli mi zrobić badanie 'w ciemno' narażając mnie na ewentualne komplikacje... Tego dnia mąż miał mieć zrobione badanie krwi,ale uwaga! Nie było igieł, wiec miał umówić się na inny dzień. Rozumiecie,nie było igieł w klinice...
Kolejny Red flag.
Kwestie ekonomoczne i brak profesjonalizmu zaważył nad decyzją. Jedziemy do Polski.
Czekam na badania, znalazłam klinikę w Gdańsku,gdzie lekarz mówi po niemiecku, wiec przyjmie nasze badania bez problemu.
Mam w sobie żal,że wybrałam w styczniu takie miejsce, może zupełnie nie potrzebnie. Ale ja już się mentalnie nastawiłam na procedurę,a teraz ten temat zostanie trochę przesunięty w czasie.
Tata wrócił dzisiaj z delegacji i na powitanie otrzymał od Małej kopniaka 🥹🩷. Pierwszy raz kopnęła tak mocno, że i on był w stanie to poczuć przez brzuch.
A wczoraj taka spokojna była, że aż zaczęłam się martwić.
Poza tym u nas dobrze i spokojnie. Byłam na szkoleniu z pierwszej pomocy i bezpiecznego przewożenia niemowląt. Dla mnie nieogara w temacie - rewelacja.
W pracy kończę tematy i zaraz uciekam na urlop/ L4, ale w międzyczasie zgarnęłam jeszcze podwyżkę, pochwale i bonus 🙌 W marcu ruszam więc do Ikei na zakupy do domu - wymieniam szafę, montujemy nową szafkę w łazience, pralkę wymieniamy na pralko - suszarkę i jakoś po mału zaczynamy się urządzać.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.