Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 4 lutego 2024, 12:25

30dc

Po ostatniej wizycie u napro mój bunt przeciwko niemu wszedł na wysoki poziom i po rozmowie z koleżanką umówiłam się do całkiem innego lekarza. Podejście niebo a ziemia. Siedziałam u niego prawie godzinę, sprawdzał wyniki, tłumaczył, zbadał, zrobił dokładne USG. Na USG brak był torbieli, ktora tam była, było ciałko żółte (widziałam ognisty pierścień), stwierdził początek IO przez krzywą insulinową.
poczułam się zaopiekowana, a nie jak następny przypadek do odhaczenia z tym samym postępowaniem. Mamy z mężem badania do wykonania, ale to za miesiąc bo na posiewie wyszły dziwne rzeczy i mamy oboje antybiotyk.

Zaczęłam znowu robić jogę, jestem spięta bardziej niż sądziłam. Przy pierwszej praktyce nawet do porządku oddychać nie umiałam, a przy drugiej jak trochę się rozluźniłam to się spłakałam, bo coś w środku puściło. Jest mi samej siebie żal w tym wszystkim, bo robię ile mogę, staram się tym nie przejmować, a jednak powrót do lekarskich starań rozjechał mi cykl, spiął dodatkowo i dał podmuch nadziei, że może tym razem się uda…dziś śniła mi się beta 6 i panikowałam jakie mam leki brać i do którego lekarza się udać o poradę 🙈

U mnie to nie może być bezproblemowo 🫣
Dostałam wyniki wymazów i już zaczynam analizować...

Pojedyncze leukocyty;
Liczne lactobacillus,
Flora bakteryjną brak;
Dość liczne nabłonki

Zastanawiaja mnie te leukocyty i lactobacillus 😑 niby wyniki są dobre (względnie, ale hematolog twierdzi że witaminy dadzą radę, resztę zrobi heparyna w ewentualnej ciazy), na USG jest dobrze, a potem coś takiego...
Oczywiście nie powiedziała co robić gdyby coś wyszło nie tak... 🫣 I teraz nie wiem, czy jest nie tak, czy znowu coś sobie wymyślam... 😑


Nigdy nie podejrzewałam, że coś jest nie tak. Długie lata się przecież zabezpieczaliśmy, bo przecież wszyscy mówili, że wpaść można tak łatwo. A niepłodność z nas drwiła, po co to robicie wcale nie musicie. Czekaliśmy na ten właściwy moment. Czy jest właściwy moment na dziecko? Chyba nie ma. Ale chcieliśmy mieć stabilizacje finansową, nacieszyć się trochę małżeństwem.

Zawsze miałam regularne miesiączki, jak w zegarku. Jakoś nie bardzo bolesne, nie obfite, bez skrzepów. Takie normalne. Nie wzbudzające podejrzeń. Odwiedzałam ginekologa raz w roku, od pierwszego razu. W badaniu, w cytologi zawsze wszystko było w porządku.

W styczniu 2023 roku zaczęliśmy się starać o dziecko. Nie tak, że wtedy dopiero odstawiłam antykoncepcję, bo to było dużo wcześniej, wiedziałam,że wszystko musi się unormować, ale nawet w tym czasie nie było żadnego problemu z miesiączką. Wtedy zaczęliśmy się starać świadomie. Z radością, podekscytowaniem, mówiliśmy,że maks pół roku i na pewno będę w ciąży, bo jesteśmy zdrowi.

Zaczęłam się przyglądać, obserwować własne ciało w poszczególnych fazach cyklu. I jak każda staraczka na początku swojej drogi, wyłapywałam drobne zmiany po owulacji, w nadziei,że to To.

Nie udało się w styczniu, nie udało się w lutym, w marcu. Ale to dopiero trzy miesiące, to nic. Jednak poczułam,że coś nie gra, że coś jest nie tak. Nie wiem, czy to intuicja, czy co. Moje obserwacje zwróciły uwagę na jeden szczegół. Mianowicie, na cztery, trzy dni przed wystąpieniem krwawienia, miałam plamienia. Dopiero po tych kliku dniach z wkładką, rozpoczynał się pierwszy dzień cyklu.
Wyczytałam,że takie plamienia mogą nie być normalne jak sobie myślałam. Podejrzewałam niedomoge lutealną. Pomyślałam, że wystarczą tabletki, problem zniknie a ja zaraz będe w ciąży.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2024, 17:44

Sheelie Moje życie 6 lutego 2024, 07:09

Pp wizycie wyszło że ciało się przygotowuje do porodu .. zostało do terminu 2 dni tak wiec albo mój synek będzie punktualny albo urodzę po terminie i będę miała wywoływany poród.
No cóż zobaczymy heh .
Ale cieszę się bardzo że wszystko dobrze jest z dzieckiem . Przepływy jak i tętno są prawidłowe no i łożysko też w pełni funkcjonuje :)
Tak więc jestem spokojniejsza .
Wróciły mi skurcze ..wczoraj można powiedzieć że dzisiaj w sumie bo to było gdzie około 00:00 i no są przytłumione ale nie uporczywe .. to teraz je mam tak wiec super.. niech narastają na sile .
Maly ważny już 3700 kg .. wiadomo zawsze są jakieś odstępstwa.. +/- wagi.. ale jestem bardzo ciekawa ile mały bedzie miał wagi i wzrostu .

Przy in vitro można zastosować protokół długi lub krótki. Ten pierwszy rozpoczyna się już w cyklu poprzedzającym od antykoncepcji. Dziwnie, staraliśmy się o dziecko, a brałam tabletki antykoncepcyjne. Ich zadaniem było wyłączenie, wyciszenie moich jajników,żeby wszystkie jajka rosły w tym samym tempie. Protokół krótki rozpoczyna się i kończy w tym samym cyklu.

Do ivf podchodziliśmy z nastawieniem raczej pozytywnym. Był lęk i obawa,że się nie uda. In vitro za pierwszym razem wychodzi dość rzadko. Jest to pewnego rodzaju próba, przecież lekarz nie wie jak mój organizm zareaguje na leki. Liczyliśmy na dobrą jakość komórek jajowych, bo że będzie ich mało przez amh to wiedzieliśmy. Jestem młoda, mąż też. Plemniki dla ivf są niewielką przeszkodą, embriolodzy wybierają najlepsze spośród milionów. Z tyłu głowy mieliśmy drugą procedurę, z resztą tak zalecił nam lekarz,żeby mieć środki na kolejne podejście i nie czekać. Jednak jesteśmy młodzi, rokowania były dobre.

Kiedy rozpoczynałam procedurę pojawiły się głupie myśli, jakbym szła po dziecko na zamówienie, na skróty. Teraz wiem jak bardzo się myliłam. Wtedy miałam ogromną nadzieję,że się uda i pójdzie już górki.
Planowany był świeży transfer blastocysty.

Przed rozpoczęciem procedury, dowiedziałam się,że rodzina się powiekszy. Moja kuzynka, lat 18, wpadka. Wkurw, złość, zazdrość. Dlaczego oni, a nie my? Oni nie chcieli, to my chcemy. Oni mają, a my nie. My musimy przejść na drogę in vitro. Oni nie wiedzą jeszcze jakie mają szczęście, bo na razie martwią się jak sobie poradzą bez mieszkania, wykształcenia i pracy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lutego 2024, 18:01

paula654 Ostatnia umiera nadzieja 13 maja 2024, 07:21

2dc
Jak ciężko wrócić do pracy po urlopie. Mimo że urlop trwał prawie dwa tygodnie to i tak czuję że mało, że jeszcze tak 2-3 tygodnie wolnego by się przydało. Wydaje mi się że większość tak ma 😜
Ciężko też mi się z mężem rozstać, przez ostatni czas byliśmy 24/h a teraz go nie ma. Siedzę sama w domu i tylko cisza i praca.
Z pozytywów to tylko tyle że ładna pogoda, choć na dzisiaj i jutro mamy zaplanowane po pracy zlecenia (dodatkowa praca). Więc zbytnio nie skorzystamy z pogody, a jeszcze musimy jechać do teściowej, bo przecież trzeba pokazać zdjęcia z urlopu.
Dzisiaj rano zorientowałam się że gdyby nie mąż to bym całkiem zafiksowała się tylko na ciąży. Myślę tylko o tym, o cyklu, kiedy okres, kiedy dni płodne, jaka temperatura będzie rano, kiedy owulacja, kiedy umówić się do lekarza itp. Gdyby nie on, to nigdzie bym nie wychodziła, nic nie planowała, z nikim się nie spotykała. Próbuje mnie wspierać w tym wszystkim, ale wiem że go trochę odtrącam. Jak mówię że nie udało się, że test negatywny, on stara się przytulić, a ja go odpycham, nie chce współczucia czy litości, chce o tym zapomnieć.

Dzisiejsza beta w końcu spada... błagam niech w piątek będzie dobra... błagam, jeżeli nie dla mnie, to dla niego ... nie chce go znowu zostawiać... 🙏🙏

Pięścią w brzuch.


Dzisiaj obudziłam wcześniej niż zwykle, moj sen był koszmarem. Raczej nie przykładam dużej wagi do tego co mi się śni,ale ten był dla mnie wyjątkowo bolesny.

Śniło mi się,że przechodzę przez przejscie dla pieszych po drugiej stronie w przeciwnym kierunku do mojego przechodziły dziewczyny, jedną z nich kojarzę z lat gimnazjum. Jak byłam nastolatką to ta dziewczyna chciała mnie pobić, za 'wygląd '. Teraz w śnie przechodząc,chiałam je minąć,ale niestety ta znajoma uderzyła mnie w brzuch, ponizej pępka.

Nagle obudziłam się z mocnym bólem, do teraz mam niepokój w tym obszarze ...

Ku pamięci:

1 dpt
Przerabianie wiadomości o marnych szansach na powodzenie. Totalny dół, brak sił na wstanie z łóżka. Płacz przeplatany ze snem. Okropny ból głowy i wszystkich mięśni (skutek accofilu). Wzdęty brzuch od progesteronu. Brak bólu piersi. Wzięłam wolne na dwa dni, bo nie byłam w stanie pracować. Ślad ovitrelle na teście ciążowym.

2 dpt
Kolejny przespany dzień, brak motywacji do czegokolwiek. Jedynie kilka spacerów. Wertowanie forum w poszukiwaniu informacji o szczęśliwych ciążach ze słabo rokujących zarodków. Okropny ból głowy i wszystkich mięśni, głównie łydek. Senność, huśtawka nastrojów. Wzdęty brzuch od progesteronu. Brak bólu piersi. Lekkie ciągnięcie w obu jajnikach. Ślad ovitrelle na teście ciążowym.

3 dpt
Pobudka o 1:30. Strach co będzie dalej. Napady płaczu co parę minut. Możliwe, że to też skutek accofilu, bo on mi bardzo siada na psychę. Senność. Wzdęty brzuch od progesteronu. Brak bólu piersi. Ból żołądka. Pierwszy trochę produktywny dzień. Test biały.

4 dpt
Przeszywający ból w dole brzucha. Mocne ciągnięcie prawego jajnika. Senność. Ból mięśni zniknął, nastrój znacznie lepszy. Pogodziłam się z porażką. Test biały.

5 dpt
Bardzo intensywne sny. Okresowy ból brzucha. Szybko się wzruszam – popłakałam się słuchając podcastu o gryzakach dla psów. Nastrój ok. Kłucie jajników. Robię test - negatywny. Po chwili dość wyraźny szary cień, jak kreska fabryczna albo znowu ślad po ovi. Do dupy te testy. Zamówiłam 20 innych.

6 dpt
Delikatne, rytmiczne skurcze macicy. Doktor pozwolił wziąć magnez w dużej dawce. Cały czas chce mi się siku, jak nie pójdę to skurcze się nasilają. Piersi totalnie puste, nie bolą. Robię test – biel aż razi w oczy. 6 dpt powinno już coś wyjść, chociaż cienka kreseczka.

7 dpt
Informacja o ciąży koleżanki z biura. To była ostatnia osoba, po której bym się spodziewała. Zaraz zostanę sama w tej firmie. Ukrywam łzy. Ciężko mi, chcę już wiedzieć. Skurcze się nasilają, jadę do domu. Brak jakichkolwiek objawów. Test negatywny.

Czuję, że się nie udało.. Cuda nie są dla mnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 15:23

1dc
Zaczynamy cykl ze stymulacją do icsi. Jakoś tak szybko to wszystko się dzieje. Pech chciał, że akurat okres dostałam w piątek i do południa musze być w klinice.

Pieniądze.


Mamy zielone światło do inseminacji.
Ale dopadły nas realia.
250€ hsg
700 € inseminacja jezeli AOK pokryje 50%.

Lekarz chce zrobic inseminacje po hsg w nastepnym cyklu a inseminacje w kolejnym. Zdziwiłam się,bo oczekiwałam inseminacji jeszcze w tym samym cyklu.

Rozwazamy wizytę w Polsce, bedzie taniej...
Mam mętlik w głowie. Czy jakaś klinika nas przyjmie z niemieckimi badaniami? ...

Kończymy akapit naszego życia, do którego tak długo się przygotowywaliśmy.

Beta jest ujemna.

Podsumowując matematycznie: 22 pęcherzyki, 16 dojrzałych komórek, 13 zapłodnień, 3 zarodki zatrzymane w drugiej dobie, 2 w trzeciej, 6 w piątej, 1 w siódmej.

Podana blastka średnio-słabej klasy 4BC. Jedna jedyna szansa. Brak ciąży. Brak zamrożonych zarodków.

Statystyka była dla nas bezlitosna. Musimy zaczynać wszystko od początku.

Znałam wynik od dawna, ale dopiero teraz mogę ostatecznie zamknąć ten rozdział. Zamierzam upić się dziś rumem z colą. A mój mąż robi taki najlepszy, z limonką i lodem.

Jestem wdzięczna, że poznałam tu tyle cudownych osób, bez których bym sobie nie poradziła. Godzinami wałkowałyśmy ten temat, aż się z nim oswoiłam i zobaczyłam, że za tą przepaścią jest coś jeszcze. Jest piękne życie, są dalsze szanse.

Nauczyłam się, że niepłodności nie da się zrozumieć. Zadawanie sobie pytania o co chodzi jest bez sensu. Po prostu tak jest. Jedni nie mają problemu, a my mamy. Nie da się tego ogarnąć naszym umysłem i możemy zrobić sobie jedynie krzywdę, próbując szukać winnych.

Każdy ma swoją drogę, swój krzyż. To tak jakby próbować zrozumieć, dlaczego ktoś jest chory na białaczkę. No jest i już. Może walczyć albo się poddać i umrzeć.

Ludzie chcą mieć dzieci i je mają. Myślą o tym, starają się i zaskakuje. To naturalna potrzeba prawie każdego człowieka. Nie stoi za tym chęć posiadania, a czysta biologia. Instynkt. Dlatego tyle o tym myślimy i wszystko inne zdaje się nie mieć większego znaczenia. Dlatego rady „odpuść” są z dupy. Radzącemu można odwzajemnić tę złotą wskazówkę i powiedzieć, żeby nie jadł.

Plan mamy następujący:

1) Wyrównanie poziomu homocysteiny - jeśli trzeba, to damy sobie miesiąc przerwy.
2) Podejście nr 2 w tej samej klinice, mam nadzieję, że z innymi lekami.
3) Gdy procedura nr 2 nie wypali lub lekarz nie wyciągnie żadnych wniosków, zmieniamy klinikę na Czechy. Próbujemy do wyczerpania sił / pieniędzy.
4) Adoptujemy dziecko i cieszymy się z życia.

Wniosek: Zostaniemy rodzicami.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2024, 17:07

Evesia 2 bobo 9 lutego 2024, 23:13

Ostatnio skończyło się ciążą na bardzo wczesnym etapie, czułam że tak może być, bo badanie progesteronu 7dpo wyszło zaledwie 8.9 - wiedziałam że owulacja była ale progesteron niski. Tym razem staram się nie nastawiać, ostatnio ciągle mam infekcje, chyba jestem przemęczona. Sama.za siebie trzymam kciuki, może będzie dobrze ❤️

Po wizycie... najgorsze jest to, że nadal nie wiem na czym stoję...

Zaczęło się od tego, że bałam się, że mój złośliwy cykl nie wpasuje się w majówkę... wyszło jeszcze gorzej, bo potem przez tydzien mają jakieś urlopy i najwcześniej transfer mógłby być we wtorek 14.05...
Pogodziłam się, że czekamy do czerwca... a następnego dnia zaczęłam liczyć, kalkulować... 🤯
Poprzedni transfer był w 18dc... czyli nowy cykl musiałby zacząć się nie wcześniej niż w sobote... 🤯 po 27 dniach, jest to mało realne, ale nie niemożliwe... 🤯
Myślę że na cyklu sztucznym można to jakoś przeciągnąć...

Dzisiejsza wizytę dała tyle, że NK spadły na tyle, że jest plan... jeżeli będzie to maj, to robimy na kroplówkach z intralipidu, jeżeli czerwiec to robię w maju jeszcze raz nk i może wtedy już bez intralipidu... 🤯

Moral: nadal wiem że nic nie wiem 😔

Co poszło nie tak? Dlaczego się nie udało? Co było powodem, co sprawdzić, co zbadać, co robić dalej?
Nie lubię nie mieć planu, nie lubię po prostu czekać i nie robić nic. Plan mnie motywuje, daje nadzieję.
Umówiłam wizytę w klinice, konsultacja po niepowodzeniu.
Umówiłam też wizytę w innej klinice. Miałam doła, chciałam posłuchać jaki pomysł ma ktoś inny. Szukałam rozwiązania.
Wizyta miała miejsce w haloween. I tak, była straszna.
Dowiedziałam się na niej,że nie da się zrobić nic, że trzeba próbować i za którymś razem może wyjdzie, że nie są cudotwórcami, a wszystkie metody, o których czytałam,że mogą pomóc, są eksperymentem i wcale nie muszą przynosić rezultatów. Zaproponowano mi zastanowienie się nad komórką dawczyni.
Wyszłam z kliniki i wybuchłam płaczem. Jak można w taki sposób odbierać nadzieję i wiarę? Jedyne co mamy? Co nas trzyma w przekonaniu,że to co robimy ma sens. Ten lekarz podciął mi skrzydła, sprawił,że czułam się fatalnie. Nie tego oczekiwałam od tej wizyty. Nie oczekiwałam też, że będzie mówił że jest wspaniale i wszystko będzie dobrze, bo tego nie wie nikt, ale chciałam jakiegoś planu, a nie sztampowej, kolejne procedury na zasadzie uda się to się uda, a jak nie to się nie udało.

Poszliśmy,więc na wizytę w naszej klinice. Wcześniej mój zamysł był taki,że posłuchamy propozycji tam i tu,wtedy postanowimy co dalej, nawet byliśmy gotowi zmienić klinikę,gdyby ich plan miał sens.
Na wizycie w klinice już wiedzieliśmy,że zostajemy tutaj i,że nasza klinika wcale nie jest zła, pomimo opóźnień i odczucia,że jeśli nie my to przyjdą następni. Wiedzieliśmy, że trzeba się trzymać Profesora i kliniki, że są naszą szansą. Nie ma co się oszukiwać, in vitro to biznes.
Na konsultacji i po wcześniejszej rozmowie z embriologiem, dowiedzieliśmy się,że przeszkodą są komórki jajowe słabej jakości. Jest ich mało,że względu na amh, ale ich jakość też pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony większa liczba komórek, to większe prawdopodobieństwo,że będą takie dobrej jakości, złote jaja.
Nie bardzo wiedziałam co mogłabym zrobić jeszcze,żeby podnieść ich jakość. Jadłam suplementy na poprawę jakości od miesięcy. Resveratol, dhea, ubichinol, wit D, E, omega 3, kwas foliowy.
Ustaliliśmy,że zrobimy prp jajników, czyli ostrzykiwanie jajników moim osoczem w celu ich pobudzenia, odmłodzenia. W nadziei,że komórek pojawi się więcej a ich jakość będzie lepsza.
Po zabiegu 6-8 tygodni przerwy i wtedy procedura za procedurą, zbieranie zarodków i ich mrożenie. Żeby mieć więcej niż jedną szansę. Podejście do transferu kiedy będę gotowa.
To brzmiało jak plan. Weszliśmy w to. Nie mieliśmy innego wyjścia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2025, 08:39

Kolejne badanie NK... mamy to... 10%, mogę podchodzić do transferu bez intralipidu... 🥰
Reszta w rękach kliniki i Twoich 🙏 błagam niech któryś z czerwcowych transferów będzie tym szczęśliwym...

27+2 (28tc)
Miałam dziś kolejną wizytę u ginekologa prowadzącego ciążę. Wszystko jest w najlepszym porządku :)
Ostatnio na wizycie zobaczyłam buźkę małego i dziś miałam nadzieję na to samo, ale już się nie udało i raczej się nie uda do końca ciąży stwierdził lekarz. Malutki jest ułożony już główką w dół i ma buźkę wciśniętą w łożysko, za mało ma miejsca i wód płodowych w tym miejscu aby uzyskać dobry obraz.
No trudno, w przypadku córeczki było dokładnie tak samo :)
Ale zobaczyłam obraz 2d, piękny profil, pracujący języczek i otwieranie buźki, połykanie wód płodowych. Lekarz pokazał mi nawet włosy (?) - przyznam, że nie zobaczyłam tego jakoś wyraźnie :D
Szyjka ładna 4 cm więc lekarz nie martwi się niczym. Dzieciaczek waży już 1113g !
Czuję ten ciężar coraz wyraźniej, nacisk na podbrzusze jest już bardzo silny i coraz ciężej mi się chodzi. Już powoli zaczynam spacerować słynnym chodem ciężarnych, nieco kołysząc się na boki :) Jeśli mam narzekać to tylko na okropną, największą w życiu zgagę.


Uwielbiam to wszystko, ciąża to dla mnie wyjątkowy, fajny stan. Znoszę dobrze, wyglądam dobrze, czuję się dobrze :)

Nie mogę się już doczekać spotkania z synkiem. Zostało 87 dni. Zaledwie!
PTP to 05.05.2024 a z wczorajszego USG zaś wychodzi 02.05.2024.

20+5
Mała została oszacowana na 444 gr ! Ma podobno bardzo długie nogi 😀 Wiadomo po kim ;-) ja co prawda średnia (170), ale nóg na pewno nie mam krótkich, za tą Mąż 192 i wybitnie długonogi. Pęka teraz z dumy, chociaż wiadomo, wszystko może się jeszcze zmienić (chociaż z tymi proporcjami to bym celowała raczej w wysoką dziewczynkę). Ułożona jest główką do dołu, nogi ma po prawej stronie u góry mojego brzucha, czyli tam gdzie czasem czuję to pukanie.
Serduszko zdrowe, profil chowała więc nie do oceny, mózg ok, kręgosłup ok. Są dwie rzeczy, które mnie oczywiście troszkę zmartwiły - Mała ma lekkie poszerzenie miedniczek nerkowych, po 4 mm w każdej nerce. Lekarz kazał się nie przejmować, bo może się to do końca ciąży zmienić, a jak nie to po porodzie do ukończenia pierwszego roku życia u 90% dzieci to samoistnie zanika. Ale wiadomo, chciałabym aby wszystko było idealnie. Druga rzecz to moje łożysko. Z przodu i nisko jest. Też kazał się nie przejmować, że się raczej podniesie, ale martwię się co jeśli nie. Leżenie plackiem do końca ciąży 😣 A planowałam wiosnę, urlop, remont. No nic. Nic się tu nie da przewidzieć. Ograniczam dźwiganie, bo nadal zdarza się mi się „wyskoczyć” samej do Lidla i spontanicznie „a wezmę zgrzewkę wody”.
Dziś zbadałam jeszcze krew, mocz i tokso, bo w czwartek wizyta u profesor. Zobaczymy co ona powie na te wszystkie wyniki.

Z innych rzeczy dobrych - mięśniaki nie rosną, ten największy nawet zmalał :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 10:45

Kolejny raz się poddaje nie wiem który to już raz.
Ale mam dość już nie mam siły 😭😢

Anuśla Musisz dać życiu szansę 7 lutego 2024, 10:58

I znów plany planami, a życie płynie sobie swoją rzeką. I ja płynę z nią! Niech i tak będzie!
Byłam dziś w klinice. Miałam przyjść w 10 dc na podglad przed histero. Endometrium trochę za wąskie jak na 10 dc przy moich krótkich cyklach, bo 7 mm. A zatem histero robimy, ale dopiero w następnym cyklu. Dlaczego? I tutaj nowość, nowość która moim zdaniem może wiele wnieść. Mianowicie w przyszłym cyklu będę przygotowywana jakby do transferu. Będę miała włączane te same leki co do transferu żeby zobaczyć na histero wybadac obraz mojej macicy tak jak będzie w warunkach transferu. Sprawdzimy też blizne po CC i komórki NK. Dr pobrał mi jeszcze biocenozę, bo z końcem stycznia zakończyłam metronidazol. I teraz jeśli biocenoza wyjdzie źle to leczenie i dopiero potem histero. Jak dobrze - to z kolei na histero może coś wyjść nie tak. Dużo niewiadomych.

Ale... Lubię ten klimat kliniki. Mimo wszystko. Ja tam teraz wchodzę z uśmiechem na ustach i pewna siebie. I widze te zagubione pary, te smutne oczy, które my też mieliśmy. Mam nadzieję, że wszystkim się uda i dla każdego ta droga przyniesie oprócz dzieciątka też mądrość życiowa. Rozmawiałam z jedną parą na początku drogi, u nich problem męski, szepnęłam im żeby pyłek pszczeli pili. Dzięki mojej niepłodności już dwie osoby mają dzieci, czyli ta długa droga, jak się okazuje, nie była bez sensu.
No więc czekam póki co, cieszę się życiem, Córeczka i planujemy wyjazd nad morze nałapać lutowego jodu🙂


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2024, 10:59

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)