1dc
Naturalny cykl trwał 45 dni, jeszcze tydzień dłużej niż na Clo. Ale była owulacja i to najważniejsze. W tym roku się nie uda. Nawet negatywny test nie wzbudził we mnie emocji rozczarowania jak zawsze.
W piątek 21 dc zbadałam estradiol progesteron I niestety z wyników wynika że torbiel.. pecherzyk nie pękł..
Estradiol ponad 500
Progesteron 1.23 🙄
Od piątku już wleciała luteina.
Dominika96 dziękuję za komentarz, napiszę szybko co u nas. W lipcu podeszliśmy do 3 transferu ostatniej blastocysty, nie była to już blastocysta wykluwająca się z otoczki tylko pełna. Transfer się nie udał. Byliśmy wyczerpani tymi ciągłymi jazdami do kliniki, mój lekarz przepadł i nie wiadomo czy wróci. Przejął nas szef kliniki, który już nie chce podać mi immuglobulin tylko zaproponował metodę PRP, o której za dużo nie wiadomo- to nowa metoda, a ja ma być króliczkiem doświadczalnym. Chcemy podejść do jeszcze jednej stymulacji w październiku. Byłam 2 tygodnie w Polsce, synek zaczął adaptację w żłobku a ja w poniedziałek wracam do pracy na pół etatu. Oboje czujemy, że się nie uda, nie wiem dlaczego myślałam, że teraz już będzie łatwiej, skoro już wiemy po 4 latach badań i eksperymentów którędy droga, a jedna idziemy inną drogą, gdzie tu logika... Przy kolejnej stymulacji chcę znowu pójść na akupunkturę i pić chińskie zioła.
Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu....
Macierzyństwo mnie wciągnęło, nie na zasadzie że nie wiem w co ręce włożyć... Akurat tutaj radzę sobie nawet nieźle
Tomira rośnie jak na drożdżach zmienia się z dnia na dzień, coraz więcej potrafi i coraz więcej się uczy i chyba za szybko się uczy 🙈 staje się już małą dziewczynką która wszystko chce sama 🥺 czas ucieka mi przez palce ....
Dziś wracam tutaj jako mama i jako staraczka... Zaczynamy podróż po drugie szczęście.... Czy tym razem będzie łatwiej? Szybciej? Czy wg będzie?
Przeraża mnie myśl, że może to zająć kolejne kilka lat...
24.10 byłam u gin... akurat trwała owulacja z możliwością że uda się zmajsterkować bliźniaki 🤭 nie wiem na ile realne było to stwierdzenie, ale wyobraźnia zadziałała....
Po powrocie do domu czekała mnie rozmowa z mężem....
Czy to jest dobry czas na ciążę? Zmiana pracy męża i delegacje...
Tomiś to jeszcze maleństwo coraz bardziej samodzielna ale jednak maleństwo, czy jest gotowa na rodzeństwo?
Czy ja dam radę wychować 2 dzieci z małą różnicą wieku, ogarnąć dom, psiaki i gospodarstwo jak męża nie będzie?
Czy udźwigniemy to finansowo?
Im dłużej myślałam tym większy miałam mętlik w głowie...
Ale kiedy będzie ten odpowiedni czas?
Jak ja będę już staruszką?
Jak Tomi pójdzie na studia
Jak w domu zrobi się pusto i cicho?
Z mężem podjęliśmy decyzję że nie chcemy czekać... Dostaliśmy zielone światło na działanie
i tak na dzień dzisiejszy czekamy czy udało się zmajstrować bliźniaki 🤭
Na teście pokazał się cień... Znacie to doskonałe... Iskierka nadziei gila w serduszko ale jednak doświadczenie ściąga na ziemię... Czekam kilka dni i zrobię test jeszcze raz....
Nie chcę mi się wierzyć że tak szybko mogło by się udać, nieee nie jest to możliwe... Nie przy moim PCOS i jeszcze przy Karmieniu piersią....
No więc jak test będzie negatywny to plan jest taki:
Zaczynamy z antykoncepcją, żeby wyciszyć troszkę organizm, na minimum 3 miesiące (najlepiej na 6) a potem działamy pełną parą i jak po 2 cyklach nic nie zaskoczy to działamy że wspomagaczami 
Jak się wystrzelimy z mężem w dni płodne jak on będzie na wyjeździe? Nie mam pojęcia 🤷 jakoś to zorganizujemy 😊
Projekt Mniejszy MIŚ czas zacząć 😊
Przyszły wyniki krwi. Ryzyka niskie. Trisomia 21 najwyższe: 1:2800 ale przy córce miałam 1:2500 a to było 5 lat wcześniej więc uważam wynik za ok.
15dc
U mnie 15dc. Według moich obserwacji, to wszystko wskazuje na to, że owulka była wczoraj. Ale czy oby na 100% to mam nadzieję, że dowiem się na jutrzejszej wizycie ✊ Ogólnie przez to cienkie endo nie liczę na jakikolwiek cud, ale skoro wizytę mam umówioną to pojadę sprawdzić co i jak.
A tak pozatym to siedzę cały tydzień w domu z naszym pierworodnym przedszkolakiem bo przecież już za długo był zdrowy... 😢 No, ale do tego to już się zdążyłam przyzwyczaić przez te parę lat.
Także powiem tyle...
... Trzymajcie się zdrowo 😘
13+2
Wyników prenatalnych jeszcze nie ma niestety.
Ale dzieć wygląda dobrze i mamy się nie martwić.
Jedynie walczę z wysokim ciśnieniem i bólami głowy, więc muszę kupić ciśnieniomierz i robić dla doktorka tabelkę z wynikami.
Dzieciowi coś tam chyba dynda między nogami ale narazie kazał się nie nastawiać 🙈
Mężu będzie zadowolony, mi to od początku było obojętne. Teść od początku nam wmawiał że będzie chłopak bo u nich wszyscy pierworodni mają chłopaków i wkurza mnie że będzie się przechwalał, że miał rację 😂 no i mamy też problem z imieniem 🙈
Jestem w ciąży! To znów się dzieje 🥹!
Dziś wynik: 151,9 mIU/mL 🍀!
HCG podwaja się co 1 dni 6 godzin (30 godzin).
Średni dwudniowy przyrost to 85 mlU/ml (203.6%) (w normie).
Progesteron też pięknie odbił, bo mamy już wynik 32,21 mg/mL 🤞!
Maluszku, rośnij 🙏❤️!
Maj 2024
Badania u ginekologa w kierunku planowania ciąży. Badania z krwi i cytologia. Badania wyszło dobrze. Nadmiar żelaza i niedobór witaminy D. Ginekolog nie kazała brać witaminy D jednak przestraszył mnie jej niedobór bo moja siostra ma niedobór i problemy z kręgosłupem więc wolę być ostrożna. Zaczęłam brać też kwas foliowy od tego momentu. Z cytologii wyszła infekcja Candida. Wzięłam Clotidal i od tamtego momentu nie mam infekcji więc chyba pomogło. Jeśli przez najbliższy czas nie uda się zajść w ciążę udam się do ginekologa i wyjdzie czy dalej ta infekcja jest przy okazji.
5dpt...
Jutro badam pierwszy przyrost... Boże błagam, niech on będzie w normie...
Błagam, zostaw nam tego okruszka... Ty wiesz, że ja wcale nie chce tej drugiej procedury 😔
Hmmmm. Hmmmm. Hmm. Pamiętnik zawsze pomagał mi uporać się z emocjami, teraz też tak będzie. Choć w temacie dziecięcym, nie staraczkowym.
"Pani dziecko nie jest asertywne w grupie", "Pani dziecko nie nawiązuje relacji, nie wchodzi w kontakty", "Pani dziecko jest wycofane", "Pani dziecko potrzebuje pomocy w rozumieniu emocji", "Pani dziecko jest w przedszkolu w trybie przetrwania", "Jej rozwój nie przebiega harmonijnie, jest diablo inteligentna, rozmowy z nią są naprawdę interesujące, ale sfera społeczna leży", "Proszę udać się do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej celem uzyskania pomocy, diagnozy zaburzeń córki", "Proszę szukać, to zaburzenia spektralne", "Tak myślałam, ona jest liźnięta spektrum", "Po wywiadzie, obserwacji i teście diagnostycznym ADOS 2 diagnozujemy u Państwa córki Zespół Aspergera". Te ostatnie słowa padły 26 sierpnia. Wtedy mnie nie ruszyły, ale potem z każdym dniem coraz bardziej docierała do mnie świadomość tego, że nie jestem matką dziecka neurotypowego. Że będę mieć pod górę. Znowu. Zakichane znowu. Odrobiłam już tyle lekcji życiowych. Nie chcę kolejnych, ja ich nie potrzebuję. Cała ta niepłodność była chyba największą taką lekcją. Przecież świetnie się spisałam!!! Dzielę się swoją wiedzą z innymi, dzięki temu są szybciej u celu. Co jeszcze mam zrobić?!?!?! Chcę spokoju, świętego spokoju.
Okazuje się, że moje macierzyństwo, które traktuję w rodzaju "łatwizna", po pierwsze stanowi raczej powód pochlastania się i depresji innych rodziców, którzy nie mieliby takiej konstrukcji psychicznej jak ja; po drugie wcale nie jest łatwizną, tylko ciężką orką na ugorze; po trzecie i ostatnie - może być łatwiejsze. Zdecydowanie łatwiejsze. Okazuje się, że 4-latki myją zęby po zwykłym przypomnieniu, że dają sobie uczesać włosy i nie uciekają przed tą czynnością, nie muszą mieć przedstawianego planu dnia, jak im się powie "nie" to nie robią 40 minutowych awantur aż do zaśnięcia w ramionach rodzica, zasypiają same, nie budzą się w nocy kilkukrotnie, nawet raz się nie budzą w nocy, elastycznie podchodzą do zabawy i wymyślanych zasad, a nie trzymają się ich przez wiele tygodni, że dzieci jedzą przy stole (moja od 2-3 miesięcy je i biega, je i skacze, je i coś robi), a jak powie się, że jogurt będzie jutro, to nie wyciągają go same z lodówki z górnej półki wchodząc tam po konstrukcji złożonej z krzesła i podstawki.
Te wszystkie sytuacje, w których słyszałam mężowskie: "To Twoja wina", "Nie stawiasz jej granic", "Tu nie ma wychowania", "To przez Twój brak zasad", "Ah te Twoje nowomodne psychologiczne pomysły" to były sytuacje, w których ona nam pokazywała swoją inność, swoją trudność. A ja, jak to osoba, która na drugie imię ma "Determinacja", znajdowałam na nią sposoby. Siedziałam i czytałam. "Rodzicielstwo polega na tym, że powtarzasz coś 800 razy i liczysz, że za 801 będzie ok". "Dzieci tak mają", "Rodzicielstwo to kraina wiecznej deprywacji snu, przestajesz zmieniać pieluchę, dziecko wstaje na siku i picie (zabronisz mu???), potem do późna siedzi, potem są imprezy". Kary nie, nagrody nie. Być blisko. Gaszenie pożarów. Ok. Uczyłam się o tych emocjach. A moje dziecko: "Już mnie głowa boli od gadania o emocjach". Uczyłam się jak reagować. Tworzyłam nowy film, świadomie rezygnowałam z tego wgranego mi przez rodziców, ciotkę, dziadków (choć miał też swoje naprawdę dobre momenty - z nich nie zrezygnowałam), robiłam pauzę w tym wgranym filmie i włączałam inny. Uruchamiałam nową reakcję, jeszcze tak odtwarzaną podręcznikowo, nie naturalnie. Od zawsze jestem matką dziecka z zespołem Aspergera. Tylko nazwanie tego i uświadomienie sobie, że inni mają znacznie łatwiej jest... niefajne. Przecież to moje IDEALNE dziecko. Ona tak ma. Ok, ja mogę ją uczyć zachwytu, mogę ćwiczyć jej wyobraźnię, mogę ją nauczyć sportów, ale nie przekroczę pewnych granic, bo ona mi ich nie pozwoli przekroczyć. Teraz mam wrażenie (tak, uruchamiam generalizację, muszę jakoś przetrwać), że wszyscy wokół narzekają, a nie wiedzą jak można mieć ciężko, że przesadzają w ilości narzekania, że każdą najmniejszą draczkę na 3 minuty określają mianem draki miesiąca. A czy widzieli meltdown, w trakcie którego Twoje dziecko rozbiera się do naga, bo emocje powodują rozgrzanie ciała, trzeba się ochłodzić i wtedy emocje też zejdą niżej? A czy widzieli meltdown, w trakcie którego zakładasz zatyczki do uszu i po godzinie meltdownu, kiedy naprawdę jesteś bezsilna, po prostu płaczesz z tym dzieckiem? Z dzieckiem, które nie chce się przytulić, trzaska drzwiami, wyrzuca Cię z Twojego domu, które widzisz, jak bardzo nie potrafi sobie poradzić z tymi emocjami i sama nie masz zasobów (skończyły się jakieś 10 minut temu). Ale przecież czytasz, że mózg buduje się do 25 r.ż., że to dopiero rusztowanie jest, tam nie ma jeszcze fundamentów, one się dopiero tworzą, a Ty jako rodzic masz pomóc w tej budowie. Nie widzisz więc tego. Bo uczysz się od tego dziecka, jak być rodzicem tego właśnie dziecka. Dobrze, że poszła do przedszkola i panie w przedszkolu dość mocno cisnęły.
Nieświadomie i bardzo niechcący uzyskałam tytuł "Master Degree of ASD". Powoduje to, że wieczorami jeżdżę na rowerze, zakładam słuchawki, puszczam playlistę do płakania i krzyczę w niebogłosy. Niestety spowodowało to także bardzo słabą rzecz. Otóż bardzo często na placach zabaw, czy po prostu gdzieś poza domem, obce osoby pytały się mnie, czy i po jakich kursach NVC jestem (porozumienie bez przemocy). Tak bardzo to ze mnie wypływało. A teraz, jak wiem, że inni mają łatwiej, że po prostu przesadzają, albo po prostu każde dziecko ma ASD, to z zazdrości, reaguję na jej setne od 3 minut "A czemu?" brakiem cierpliwości, brakiem tłumaczenia, fochem i oburzeniem. Okropne to jest. Katastrofalne i nijak nie pasujące do mojego rodzicielskiego cv. A jednak jest.
Na koniec ku pamięci: "Mamo, a wiesz, że siła tak naprawdę bierze się z głowy? Krwinki biorą ją z głowy i przenoszą do innych części ciała, dlatego mam siłę w nogach, żeby jeździć na rowerze".
Do tego mąż, który twierdzi: "świetnie, że ma zespół Aspergera, nie wpadnie w złe towarzystwo. Słuchaj, jeśli ona jest słaba w kompetencjach społecznych, to ona nic nie zyska, jak będzie w nich średnia, a poziomu ponadprzeciętnego nie uzyska nigdy, więc lepiej, żeby miała zerowy, tak jak teraz".
7dpt
Beta 79... koniec, kolejny okruszek nie mógł zostać z mamusią...
Boże, znam Twoja wolę, teraz daj mi siłę na dalsze życie, ja już jej nie mam 😭
Dziś przyszedł okres, tak więc oficjalnie kończymy ten pechowy cykl i patrzymy w przyszłość z nadzieją
W poniedziałek kontrola USG i zobaczymy, co dalej.
30dc
Test negatywny.. mimo że naprawdę myślałam że tym razem się udało.. pozostaje mi czekać tylko na okres 😢
Ogarnął mnie smutek.
Niby życie toczy się dalej ale ciągle mi źle i smutno.
Byłam w klinice. Ustaliłam, że spróbuję zrobić konsultacje immuno, może jakaś modyfikacja leków coś pomoże. Ale to chyba dla mojego spokoju ducha.
Później spróbujemy jeszcze raz ale lekkiej stymulacji.
Może krótki protokół. Nie zależy mi na 30 komórkach i 5 zarodkach, zależy mi na tym jednym, który da mi upragnione, zdrowe dziecko.
No właśnie... Zdrowe.
Boje się chorób. Przekraczam właśnie 35 lat i włączył mi się strach jakiego wcześniej nie znałam.
Kolejny cykl zaczety 3.09 ale okres znowu był bolesny..
cykl na aromku przez 3 dni.
10 .09 miałam monitoring był pecherzyk 16 mm ake endometrium tragiczne 4.3 mm.. nie wiem co sie odjebało bo nigdy nie miałam z nim problemu..
w czwartek o 22 podałam ovitrelle wczoraj czułam owulacje myśle ze endometrium podrosło bo jednak śluz był . zobaczymy za 2 tygodnie czy coś z tego będzie 
9dpt
Beta znowu rośnie, dzisiaj 98...
Dziecka z tej ciąży kolejny raz nie będzie ...więc chciałabym żeby skończyła się jak najszybciej ... 🤯 znowu jestem w ciąży i wiem że dziecka z tego nie będzie ...
Ile jeszcze dam radę tak żyć? 😭
Wczoraj minęła kolejna granica, po której miałam mieć dziecko, potem przynajmniej być w ciąży... nadal nie jestem...
Czy potrafię przestać o tym myśleć? Może lepiej zapytać czy chce przestać?
W sumie to już taka godzina, że to już niedziela... dzień w którym powinni zadzwonić z kliniki 🙏 czy to będzie szansa na kolejne dziecko, czy koniec marzeń? 🙏🙏 Błagam... 🙏🙏
Piątek 13-go. Kiciulek kończy dzisiaj 3 miesiące 🥳
Zmienia się z dnia na dzień, rośnie, gaworzy, chodzi z mamą na fitness dla Mam z dziećmi, przesypia noce z jedną max dwiema pobudkami, od 5 nad ranem musi już być u rodziców w łóżku bo czujki są uruchomione, marudzi wieczorami, była już na basenie jako najmłodszy niemowlak w grupie i była w wodzie bardzo odważna, leciała z rodzicami na wakacje nad polskim morzem, dzielnie przemierza w wózku kolejne kilometry spacerów. Staram się być Mamą po mojemu, według swoich zasad, wyobrażeń i intuicji, co nie jest łatwe. Dużo presji, dużo krytyki, dużo mojej niepewności w nowej roli, płaczu i trudnych emocji. „Nie macie stałych godzin drzemek ?! Ma takie długie okna aktywności ?! To jest wbrew zaleceniom”. „Ja się długo starałam o synka, więc dużo czytam i robię według wytycznych bo chce dla niego jak najlepiej”. „Na basen z takim małym dzieckiem ? Jak będzie miała kilka lat to też się nauczy pływać?”. „Nie kapiecie jej codziennie ? Ja kąpałam codziennie bo chciałam żeby była czysta”. „Mój synek waży 6kg, jest zdrowy, kupuję mu już ubranka na 68/74, matko kochana 😅. A jak tam Twój Bąbelek ?”
Mój bąbelek jest dokładnie w tym samym wieku co „synek”, tylko że waży dużo mniej (5400), pediatra i położna środowiskowa się czepiają że za mało przybiera i jest za szczupła (obiektywnie jest szczupła), a ja przez to płaczę i się martwię. Natomiast ona tak ma od początku, długa i chuda, nie zmieniało się to mimo dokarmiana mm, mimo kpi i wyliczania ile zjada, bo na siłę jej do gardła nie wleje i nie utuczę przecież.
….
Miłości i szczęścia oczywiście też jest dużo, ale czysto cukierkowo oczywiście nie jest.
Wrócił mi dziś okres, szybko, zaskoczyło mnie to, ale natychmiast też poczułam się lepiej. Bardziej sobą. Hormony pociążowe ewidentnie mi nie służą, nie dla mnie aż taka labilność emocjonalna. A to jaki miałam pms w tym tygodniu to klękajcie narody … ryczałam do męża, że nie odnajduje się w środowisku matek i kobiet, bo nie umiem piec ciast, kisić ogórków, lepić pierogów. Że w sumie niewiele z takich czysto kobiecych rzeczy umiem, bo przecież ja przez ostatnie 15 lat głównie pracowałam, podróżowałam i miałam jakieś tam swoje pasje. I że przez to jestem złą matką. Zrobił wielkie oczy, nie wiedział co powiedzieć i palnął „ale w sumie to tych ogórków możemy się nauczyć razem, to zrobimy na zimę”. Do tego dawne traumy się odezwały, że nie potrafiłam donosić ciąży, że nie mogłam w nią zajść, problemy z porodem, problemy z karmieniem. Mąż dużo pracuje, baaardzo dużo jestem sama, upały, nie mam praktycznie żadnej pomocy mamy lub teściowej, mimo że obie nie pracują i daleko nie mają. Z tego że teściowa ma wywalone się cieszę, ale przez mamę mi przykro i jestem rozczarowana (kolejny raz). Mąż też mógłby się bardziej angażować, przyznał że się boi trochę dłużej z nią zostawać, bo tylko ja potrafię ją w razie płaczu uspokoić.
Tak więc dziecko obiektywnie mamy odkładalne i łatwe, większy problem widzę (lub mam nadzieję widziałam) w samej sobie. A może po prostu tak jest, że to macierzyństwo jest takie trudne.
2 lata minęły od ostatniego wpisu. Jakie to były lata ? Muszę powiedzieć że lepsze niz 2021 i 2022, mimo że nadal ani razu nie zobaczyłam II kresek na teście.
Jakoś tak w mojej głowie się poukładało. Tzn nadal niepłodność boli, ale próbuje sobie z nią radzić wychodząc z koleżankami czy biegając.
Te ciąże w rodzinie które tak bardzo mną wstrząsnęły i powodowały ataki paniki, okazały się plastrem na moje złamane serce. Dzieciaki z tych ciąż lgną do mnie tak jakby czuły, że nasze początki były fatalne. A ja przytulam je i oddaje im całą miłość jaką magazynuje dla kolejnego własnego dziecka ♥️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.