Spuromix A może to już czas? 27 lutego 2025, 14:46

Czas leci zdecydowanie za szybko 🥺 czuję w sobie tykający zegar tik tak tik tak.... Każdy kolejny cykl działa jak pasek głośności w zegarze...
Kolejny cykl który trwa już 50 dzień @nie widać nic jej nie zapowiada 🙄
Miałam sie nie przejmować kolejnymi niepowodzeniami, miałam się cieszyć z tego co mam... Jednak instynktu nie oszukam... Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę i chcąc nie chcąc to pragnienie się we mnie odezwało.

Z tych lepszych wieści? Zaczęłam pracę na weekendy :) sporo mi dała ta odskocznia od codzienności, wracam do domu z przewietrzonym umysłem, wypoczęta od codziennych obowiązków i naładowana kontaktem z ludźmi 😊 mąż radzi sobie świetnie z małą i choć bałam się że coś będzie niedopilnowane, że coś mu umknie tak widzę że Tomisi czas spędzony tylko z tatą bardzo służy :)

Na szczęście choroby nas omijają, czasami jakiś tam katarek lub mały kaszel się pojawi ale mamy na to domowe sposoby i wszystko szybko idzie w zapomnienie. Tomi rozwija się bardzo szybko ostatnio złapała zajawkę na ubieranie się. Próbuje założyć wszystko co tylko wpadnie jej w ręce :) nie tylko siebie ubiera ale i próbuje też ubrać psa 🤣 dalej nie mówi, dużo ma swoich gęgów jęków i pisków ale nic konkretnego się nie pojawia, choć mam wrażenie że powoli już próbuje :)
Ma sporo książeczek które cały czas przegląda ale nie bardzo daje sobie poczytać bo za szybko przerzuca kartki 🤭 ale super też się sprawdza kolekcja z wesołej farmy uwielbia te zwierzątka i słuchać nagrań z nich :) no i trafiło mi się maleństwo z apetytem po tacie 🤭 we dwoje jak siądą do talerza z naleśnikami to nie mogę wyjść z kuchni 🥹 zjada ze smakiem wszystko co jej podamy 😋

Zobaczymy co przyniesie los 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2025, 14:55

Kolejny transfer za nami. Znowu jesteśmy we trójkę 🥰

Zaroduś rozmroził się pięknie i zaczął nawet wychodzić z otoczki! Śmialiśmy się, że wybiera się już do domu 😃

Transfer pozostanie w mojej pamięci miłym wspomnieniem - pielęgniarki rozluźniały atmosferę, żartowały, zagadywały. Momentu podania Zarodka nawet nie poczułam - w kilka sekund było po wszystkim. Później mogliśmy zostać sami jeszcze przez 10 minut, popatrzeć na ekran i pomarzyć.

IMG-0688.jpg
IMG-4247.jpg

Kolejna dobra informacja jest taka, że zostałam dopuszczona do transferu z endometrium o grubości 7 mm w dniu owulacji. Dziś okazało się natomiast, że podrosło do 8,7 mm!

Tyle rzeczy mogło pójść nie tak, ale wszystko ułożyło się po naszej myśli. I jestem za to bardzo wdzięczna, bo przecież nikt nie dawał nam chociażby gwarancji, że Zarodek się rozmrozi. Dalej - no cóż - będzie co ma być. W najgorszym przypadku transfer się nie powiedzie, a to już przechodziłam. W najlepszym natomiast Dzidziuś zostanie z nami i będzie to początek nowej, pięknej historii.

Dziś się cieszę, bo jest nam dane być razem 🤍 Cholera, ale mam szczęście! 🤍

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 16 listopada 2024, 08:41

21+0

Dziękuję dziewczyny, że śledzicie naszą drogę - mam nadzieję, że będzie ona kiedyś dla kogoś pomocna.
Jesteśmy po badaniu połówkowym - i będziemy mieli zdrowego, już na 100% synka 🩵💙🩵🥹

Waży już 404 g - no i przepięknie nam pozował na USG. Pani się śmiała, że nie może przestać robić mu zdjęć, bo tak ładnie prosi. Dostaliśmy mnóstwo zdjęć i filmik. To będzie piękna pamiątka.

Na usg mały ziewał i to był tak rozczulający widok... 🥹
Jeśli chodzi o ruchy - to są to już zdecydowanie mini kopniaczki :)

Wczoraj zrobiliśmy pierwsze ciuszkowe zakupy - i czuję, że to dla mnie jakiś kamień milowy.
Nadal ciężko mi uwierzyć i cieszyć się z tego wszystkiego, ale powoli naprawdę to robię.

Cześć forumowe ciocie!

usg.png

Zostań z Nami 🙏🙏🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2024, 08:43

Miwka Notatnik 11 grudnia 2024, 11:50

Bocian Białystok

📅 17.06.2024 wizyta kwalifikacyjna

📅 27.06 histeroskopia polipa

📅 09.07 początek stymulacji
Mensinorm 150+75, Ganirelix 0,25

📅18.07 punkcja
pobrano 13 jajeczek, zapłodnili wszystkie: 3 się nie zapłodniły w ogóle, 6 odpadło po 3 dobie, 1 po kolejnej
dotrwało 3 ❄️❄️❄️

📅 23.07 transfer świeży ❌

📅 18.09 transfer ❌ (ciążą biochemiczna)

📅 25.10 transfer ❌

Do transferów: duphaston 2x1
Cykle naturalne, bez ovitrelle


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2024, 11:50

Grudzień 2024
W tym miesiącu zaczęłam brać probiotyk. Mama poleciła mi bo jestem po mocnym przeziębieniu i został mi mocny kaszel. Lekarz jej mówił że biorąc probiotyki zwiększa się odporność. Zamówiłam probiotyk z 7 milionami bakterii jednak mi on zaszkodził. Cały miesiąc źle się czułam że myślałam że to ciąża i miałam nadzieję jednak to były złudne nadzieję i mimo spóźniającego się dwa dni okresu przyszedł i on. Był jednak całkiem inny niż zwykle bo było to w większości plamienie więc myślałam że to implantacyjne jednak trwało to 4 dni. Był dość skąpy ale dużo mniej bolesny niż typowy mój okres . Test zrobiony jeden jednak był negatywny. Zaczęłam brać witaminy od Phyto z cynkiem i innymi dodatkami. Mam nadzieję że pomoże mi.

Rok 2023 był jednym z najlepszych w moim życiu. Ślub, rozpoczęcie super pracy, wreszcie poczułam, że wszystko jest na miejscu, że mogę oddychać spokojnie.
Od zawsze chcieliśmy mieć dzieci, zdecydowaliśmy jednak poczekać do ślubu. Po ślubie, zdecydowaliśmy poczekać do podróży poślubnej do Azji. Dodatkowo byłam po agresywnej kuracji antytrądzikowej, więc rozsądnie było odłożyć starania. Lecz w końcu dotarliśmy - kwiecień 2024.

Pierwsza wizyta u ginekologa pod kątem przygotowań skończyła się u mnie przepłakanym wieczorem. USG oraz długie cykle wskazują na PCOS, dodatkowo mięśniak wykryty kilka miesięcy temu (który miał nie sprawiać żadnych kłopotów) może uciskać jajowód.
Kolejna wizyta - badania potwierdziły PCOS, podwyższone AMH oraz testosteron, progesteron praktycznie równy 0, a więc potwierdzony brak owulacji. Na tej wizycie dodatkowo znajdujemy polip. „Może utrudniać zapłodnienie” - usłyszałam. „Trzeba wykonać histeroskopię”. Kolejne łzy i załamanie, pomimo słów lekarki „Ciąża jest możliwa, tylko trzeba zrobić porządek”. Czy wtedy przesadzałam? Być może.
Jednocześnie zaczynamy stymulację letrozolem i monitorowanie cykli.

Stymulacja wydaje się działać, pojawia się pęcherzyk, endometrium w porządku, moja ekscytacja sięga zenitu. „To na pewno teraz, zostanę mamą! To w końcu się dzieje!” - myślę. Nie trwa to długo, negatywny test sprowadza mnie mocno na ziemię. Mąż wydaje się twardy, mówi, że dramatyzuję, że staramy się dosłownie chwilkę, że na pewno następnym razem się uda. Ufam mu. To maj 2024.

Czerwiec przynosi kolejne rozczarowanie, stymulacja działa, ale ciąży brak.

Po wykonaniu dodatkowych badań, w lipcu przechodzę zabieg histeroskopii operacyjnej, dlatego starania w tym miesiącu zostały zawieszone. Wycięty polip, dodatkowo sprawdzona drożność jajowodów. 3,5 tysiąca znika z mojego konta, co później mocno odczuwam, szczególnie, że w związku z kłótnią z mężem biorę wszystkie koszty na siebie - nie chce niczyjej litości. Z perspektywy czasu już wiem jak głupie to było zachowanie. Po zabiegu jestem pełna nadziei. „Zaraz zabronią mi wykonywać ten zabieg, bo ostatnio panie od razu zachodzą po nim w ciążę” żartuje lekarz wykonujący zabieg z kliniki leczenia niepłodności. Jak nie zatracić się w takich słowach?

Sierpień to rozczarowanie. Powrót do stymulacji i kolejny negatywny test. Wykonujemy badania nasienia, a wyniki wbijają nas w krzesło. Każdy parametr mocno zaniżony, w tym morfologia - jedynie 2%. Ginekolog prosi, aby powtórzyć badania za 2 tygodnie, jednocześnie informując, że one nie mają wartości prognostycznej, wciąż są szanse na naturalne poczęcie. Po dwóch tygodniach (w trakcie których mąż przyjmuje suplementy) robimy powtórkę. Wyniki takie same. „Spróbujmy się suplementować i powalczyć o lepsze wyniki nasienia, a także rozważcie inseminacje”. - słyszymy. „Przy okazji sprawdźcie też fragmentację DNA plemników”.

Ta końcówka wakacji to burzliwy okres w naszym małżeństwie - mąż uważa, że „świruje”, że te wszystkie badania są niepotrzebne, że tylko go stresują. Czuję się winna, ale też mam do niego żal.

A przed nami kolejny miesiąc i kolejny dół. Wrześniowa stymulacja nie poszła jak powinna - nie ma pęcherza dominującego. Usłyszałam, że na letrozol można się uodpornić, dlatego będziemy musieli zwiększyć dawkę. Decydujemy się na ratowanie cyklu poprzez zażycie szokowej dawki letrozolu. Dosyć długo nic nie rusza, jestem bardzo przybita. Jednak po tygodniu mamy efekt, rośnie pęcherzyk. Finalnie w 28 dc ma 24 mm, wtedy też po raz pierwszy wstrzykuje Ovitrelle (to pierwszy samodzielny zastrzyk w moim życiu, ręce trzęsą się jak oszalałe). „To musi być to, musi się udać, wszystko jest dograne” - myślę. Mąż też powtarza, że czuję, że to to. Wyjeżdżamy na krótkie wakacje, wciąż żartując że pewnie jestem już w ciąży. Wspaniałe kilka dni. Po powrocie jednak test - negatywny. Wspaniałe dni idą w zapomnienie, zostaje przygnębienie i brak sił by wstać z łóżka. Jak szalona oglądam zdjęcia psów na stronach schronisk, tak bardzo pragnę jakieś radości w naszym domu, kogoś, na kogo będę mogła przelać miłość.

Niedługo później otrzymujemy wyniki fragmentacji DNA i serce staje mi w gardle - fragmentacja na poziomie 40%. Pierwsze googlowanie i już wiadomo, że szanse na naturalną ciążę są znikome. Muszę przekazać te wieści mężowi. Najpierw złość, kłótnia… A potem płakaliśmy. Tym razem we dwoje, płakaliśmy z bezsilności, ze strachu, że nigdy nie będziemy mieć dzieci, że wielki dom, który niedawno kupiliśmy już zawsze będzie pusty. To był jeden z najtrudniejszych dni naszego wspólnego życia.

Konsultujemy wyniki z moją ginekolog - po raz pierwszy na wizytę idziemy razem, nie chce być już posłańcem złych wieści, sama ledwo wytrzymuję wszystkie wiadomości związane z moim stanem zdrowia. Od razu widzę zmianę na twarzy pani doktor, zmarszczone czoło, zakłopotanie. Jednak ustalamy plan - moje stymulacje wstrzymujemy („bo i tak raczej nic się tam nie zadzieje” - słyszę), natomiast walczymy o lepsze wyniki męża. Jeśli do końca roku fragmentacja się nie poprawi, będziemy kwalifikować się do invitro. Invitro, o którym do tej pory nie rozmawialiśmy, które tak naprawdę wyrzuciliśmy z naszych głów wierząc, że na pewno „zrobimy sobie dzieciaka bez problemu”.
Tego wieczoru prawie nie rozmawiamy ze sobą. Czuję tak wiele, martwię się o męża, nie chcę żeby się winił. Zaczynam myśleć, że ja prędzej poradzę sobie bez dziecka w naszym życiu niż on, ale zaraz ganie się za te myśli. Boję się, że przywołam nieszczęście myśląc o życiu bez dziecka czy adopcji. Zaczynają się też u mnie problemy ze snem.

Mąż robi jeszcze jedno badanie - badanie mikrobiomu nasienia. Modlimy się aby coś wykazało, by znaleźć przyczynę wysokiej fragmentacji, która można leczyć. Jest, wiele bakterii wykrytych. To musi być to! Lecę jak na skrzydłach do ginekolog, wierzę, że tydzień antybiotykoterapii i wracamy do gry. Rzeczywiście, wychodzę z receptą na dwa antybiotyki i zaleceniem powtórzenia badań za jakieś dwa miesiące.

Mąż jednak decyduje się na konsultację u urologa. Według lekarza badanie mikrobiomu to ściema, bo bakterie mogły się przedostać do próbki nawet z rąk. Zaleca nie brać na razie antybiotyków, które mogą pomóc ale mogą też zaszkodzić.
Przepisuje lek poprawiający krążenie i zaleca trzymania się suplementacji tak, jak zalecała moja ginekolog. Mąż wraca z tej wizyty szczęśliwy - dużo nadziei mu dała. Szybko wraca do narracji „te wszystkie badania są o dupe rozbić, staramy się za krótko, świrujesz”, co trochę mnie cieszy ale trochę też boli. Postanawiamy zapomnieć o staraniach na jakiś czas. Skupiamy się na diecie, odrzucam cukier, kupuje „płodne ebooki” dla inspiracji, codziennie staram się wymyślać zdrowe posiłki. Co drugi dzień jestem na siłowni, oboje bierzemy wiadro suplementów, odrzucamy całkowicie alkohol. I tak mijają nam już prawie 3 tygodnie.

Dziś zrobiłam test, tak o, bo już z 10 dni po owulacji. Niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził. Negatywny.
I oto jestem - siedzę i pisze.
Mam wrażenie, że gubię siebie w tym wszystkim. Moje myśli krążą wokół tego co jeść, czego nie jeść, gdzie wcisnąć aktywność fizyczną, jakie jeszcze suplementy mogę brać, by przywrócić owulację naturalnie. Studiuję cały internet w poszukiwaniu wskazówek na poprawę fragmentacji, opinie są tak skrajne, że boli mnie od tego głowa. Czuję się wobec tego wszystkiego taka mała. Czuję, jak moje życie wymyka mi się z rąk. Czasami wydaje mi się, że to wszystko na nic i te dni są najgorsze.

To chyba 3 faza cyklu tak na mnie wpłynęła, że postanowiłam się tu tak uzewnętrznić. Obiecuję, że kolejne wpisy nie będą już tak długie.

Marzę o czekoladzie. Całej, wielkiej, mlecznej, słodkiej jak cholera czekoladzie.

Maya 2 latka, 4 miesiące i 20 dni

Nie spodziewałam się że tak szybko pojawi się tu nowy wpisz ale proszę - jest :)

Przedwczoraj wróciliśmy z Polski, 2 tyg z rodzinką to z jednej strony super okazja dla Mai na spędzenie czasu z dziadkami, z drugiej wielka próba mojej cierpliwości do teściowej ;) ale nie o tym tu przyszłam pisać.

Cały pobyt w Polsce w mojej głowie siedziało tylko jedno hasło - drugie dziecko - to już jak obsesja, nie było dnia żebym o tym nie myślała ale odwagi na rozmowę z mężem mi zabrakło... Liczyłam..trochę że może ktoś z rodziny go delikatnie w tym temacie zagadac (wtajemniczylam kilka osób w mój problem) ale inni też nie zebrali się na odwagę. Na terapię również nie udało mi się nas zapisać - zabrakło czasu i odwagi...
No i co? I wróciliśmy z Polski, od 2 dni jestesmy jeszcze w hotelu w Dubaju - zrobiliśmy sobie małe staycation w Atlantisie na Palmie przed powrotem do domu. Jest na prawdę fajnie, hotel to raj dla dzieci a my cieszymy się szczęściem Mai.

Moje baby fever w Polsce jeszcze bardziej urosło - nie tylko serce mi się topiło za każdym razem jak spotkaliśmy się z rodziną czy znajomymi którzy mają więcej nic jedno dziecko to jeszcze spotkałam się z dwiema przyjaciółkami które były na końcówce ciąży (obydiwe z drugim dzieckiem) i śmiesznie bo obydwie urodziły 2-3 dni po naszym spotkaniu 💛

Jak już pisałam, podczas całego wyjazdu ani trochę nie udało mi się poruszuc tematu drugiego dziecka, ale ku mojemu zaskoczeniu temat sam poruszył mój mąż wczoraj po obiedzie...

CDN...


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 sierpnia 2024, 06:55

snieżka Czekamy na Ciebie Słoneczko 23 listopada 2025, 18:38

Kochane Słoneczko,
nie mogę pozwolić sobie na to, by znów Cię stracić. Dlatego chcę wreszcie przyjrzeć się głębiej moim problemom immunologicznym i zrobić wszystko, co trzeba.

Na ten moment wyniki wyglądają tak (niektóre wykraczają poza immunologię):

11.2025
Panel Trombofilia:
Mutacja G20210A genu protrombiny – brak mutacji (G/G)☀️
Czynnik V Leiden (G1691A) – brak mutacji (G/G)☀️
Czynnik V R2 (H1299R) – brak mutacji (A/A)☀️
MTHFR C677T – mutacja obecna, heterozygota (C/T)❗️
MTHFR A1298C – mutacja obecna, heterozygota (A/C)❗️
PAI‑1 4G/4G – mutacja obecna (4G/4G)❗️
Co to oznacza? Nie mam pojęcia...

10.2025
Ferrytyna - 38,2 ng/ml (po prawie roku suplementacji wzrosła z 17) ❓
Witamina D-25(OH) - 30,8 ng/ml (ciekawe, bo pół roku wcześniej było 135) ❓
Witamina B12 - 533 pg/ml☀️
Toxoplazma gondi - p/c IgG + igA - nieobecne☀️
MUCH - czysto☀️

07.2025
Badania w kierunku zespołu antyfosfolipidowego:
Przeciwciała antykardiolipinowe IgG - ujemny☀️
Przeciwciała antykardiolipinowe IgM - ujemny☀️
Przeciwciała przeciwko beta2-glikoproteinie IgG - ujemny☀️
Przeciwciała przeciwko beta2-glikoproteinie IgM - ujemny☀️

Antykoagulant toczniowy - ujemny☀️
ANA1 - stwierdzono obecność przeciwciał:
- ziarniste (AC-4) – 1:1280❗️
- centromerowe (AC-3) – 1:1280❗️
- typu „nuclear dots” (AC-6) – 1:1280❗️
- przeciw błonie jądrowej (AC-11,12) – 1:160❗️

Morfologia z rozmazem - odchylenia od normy:
Krwinki białe (WBC) - 3,66🔻
Liczba limfocytów - 0,95🔻
Liczba eozynocytów - 0,3🔻

03.2025
ANA3 - Centromer B ++, DFS70 +++ ❗️
Lekarz uważa, że mogę mieć uśpioną twardzinę ograniczoną - na ten moment jedynym objawem, który u mnie występuje jest objaw Raynauda. Jest szansa, że choroba nigdy się nie obudzi. Ale co, jeśli słyszę już jej pomruki? 🥺

02.2025 (2 dc)
Prolaktyna 125,9 --> 13,53 ng/ml☀️
Prolaktyna (po metoclopramidzie po 1h) 394,62 ng/ml❗️
Estradiol 19,0 pg/ml☀️
FSH 3,3 mUI/ml☀️
LH 3,3 mUI/ml☀️

01.2025
LDH 208 U/I [135 - 214]☀️
Immunoglobulina E -IgE całkowite 17.2 IU/ml [< 100,0]☀️
Immunoglobulina G3 (podklasa) 0.26 g/L [0,11 - 0,85]☀️
Immunoglobulina G4 (podklasa) 0.42 g/L [0,03 - 2,01]☀️
Immunoglobulina G1 (podklasa) 4.54 g/L [4,05 - 10,11]☀️
Immunoglobulina G2 (podklasa) 3.81 g/L [1,69 - 7,86]☀️
Podstawowe zaburzenia odporności humoralnej zostały wykluczone.
DIAGNOZA OD IMMUNOLOGA: D89.9 – Zaburzenie przebiegające z udziałem mechanizmów immunologicznych, nieokreślone (ze względu na bardzo częste infekcje górnych dróg oddechowych, dodatnie ANA)❗️

11.2024
Badania w kierunku celiaki:
P/c. p. endomysium (EmA) IgA - ujemny☀️
P/c. p. transglutaminazie tkankowej (anty-tGT) w kl. IgA - negatywny☀️

07.2024 -->11.2025 (okres ciąży)
TSH 1,61 uUI/ml --> 3,20❗️
FT3 4,1 pmol/l☀️
FT4 17,2 pmol/l --> 14,4☀️
Anty TG < 6,4 IU/ml ☀️
Anty TPO < 0,8 IU/ml ☀️

Jaki mam plan na najbliższy czas? 📆
27 listopada - tatuś sprawdzi jak się mają jego plemniki (mam nadzieję, że będzie postęp🤞)
1 grudnia - idziemy z tatusiem do androloga
9 grudnia - moja wizyta u ginekologa
11 grudnia - wizyta u immunologa (mam nadzieję, że dostanę skierowanie na istotne badania)
16 grudnia - wizyta u endokrynologa
Na razie to wszystko ☀️

Do zobaczenia niedługo
Mama


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2025, 14:11

21+ 0 i drugie badania prenatalne za nami. Maluch waży 468g 🙈 Emocje już mi opadły i nadal nie wierzę, że to wszystko się dzieje. Drugi trymestr dał mi więcej siły, nie muszę już robić drzemek w ciągu dnia, ale zdecydowanie gorzej mi się śpi. Moje przepływy w tętnicach macicznych są jeszcze gorsze niż podczas badania 1 trymestru, ale lekarz nie kazał się martwić. Maluch rośnie sobie zdrowo ❤️

17 dc.
Po wizycie... Pęcherzyk pęknięty, endo 7,5mm, owulacja wg niego była albo wczoraj rano, albo w pon wieczorem...A u nas ❤️ było w niedzielę wieczorem...🙄 Czyli raczej nic z tego nie będzie.. Choć wg Doktora wszytko elegancko i nic tylko zachodzić w ciążę.... I tyle się dowiedziałam.
Tyle czyli nic. Tyle ile wiem z obserwacji swojego organzimu przez dwa lata.. 😢
Zrobię jeszcze dla pewności proga bo w którymś cyklu baradzo bardzo słaby..
Tyle że nie wiem kiedy go zrobić... Ze względu że 7dpo wychodzi w niedzielę, a w poniedziałek jest święto więc wiadomo, że laby nieczynne... Natomiast 21-23 dc wychodzi od niedzieli do wtorku... 😭
Czyli standardowo wszystko idzie nie tak jak powinno. Normalne. Zdążyłam się już chyba do tego przyzwyczaić.... 😢
Po raz kolejny mogę śmiało powiedzieć... Nie mam już do tego siły..
Co ma być to będzie...
Także niech się dzieje wola nieba... 🙏

Miwka Notatnik 11 grudnia 2024, 11:53

Diagnostyka po 3 nieudanych transferach

📅22.11.2024 biopsja endometrium

📅 17.12.2024 teleporada z dr Jarosz

📅27.12.2024 wizyta stacjonarna immunolog dr Marianowska

Wykonane badania:
- morfologia
- TSH, FT3, FT4, , anty-TPO, anty-TG
- białko c, s
- cytokiny
- żelazo, wit. B12, wit. D
- homocysteina
- profil limfocytarny
- antykoagulant toczniowy
- ANA4
- kariotypy
- HLAC
- KIR
- trombofilia


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2024, 11:59

Jestem po kolejnej wizycie, chociaż badanie trwało dość krótko to z małym wszystko okej. Szyjka też jest w porządku, ma 4cm. Dostałam tylko zdjęcia 3d więc nie ma tam pomiarów, ale lekarz sprawdził że od główki do pupy ma 10 cm. Nie dociera do mnie to wszystko mimo, że brzuszka już nie ukryje 😅 Kupiłam symbolicznie dwupak bodów. Prenatalne 2 trymestru umówiłam pod koniec października, w międzyczasie mam jeszcze standardową wizytę. Odstawiłam acard i redukuje progesteron dopochwowy, bo łapie infekcje.

Czekam na ruchy 🍀 Pojutrze zaczynam 17tydzień 🥹🍀


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2024, 07:50

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 19 listopada 2024, 01:38

Bujam się ze sprzedażą koni. Chętnych dużo, ale nie czytają opisu ogłoszenia i nie rozumieją późniejszych rozmów na Whatsapp czy innych tego typu. Poza zmarnowanym czasem to nie ja tracę paliwo czy pieniądze na dojazd, więc ujdzie w tłoku - z mojej perspektywy. Ja sobie nie mam nic do zarzucenia.
Plus w tym taki że ponownie zajęłam się końmi i wdrażamy się do pracy. :) Nawet dwa razy jeździłam! Pierwszy raz od dwóch lat! I bardzo mi się podobało, mimo że to było po 5 minut. ;)
IMG-20241118-101321.jpg

Dzisiaj śniło mi się stado ropuch. Ponoć oznacza to, że zarobię dużo pieniędzy. Czyżby miały się jednak sprzedać? ;) Aktualnie czekam na dostawę nowego siana za które będę musiała zapłacić kilka stówek, więc nie ukrywam, że byłoby jak znalazł.

Dodatkowo moja relacja z osami dalej nie chce się poprawić - jak założyłam but do jazdy konnej, chwilę w nim podchodziłam i dopiero zapięłam, to zostałam użądlona. Drugi dzień chodzę że stopą dwa razy większą niż normalnie. Mężu do mnie mówił "następnym razem sprawdzaj ręką". Ja do niego, że chyba wolę mieć użądloną stopę niż prawą rękę. 🙈

W pracy miało być spokojniej, nie do końca jest. Ale nie ma takiej tragedii jak była. Mam zbyt dużo dni urlopu, muszę to wybrać a nie ma kiedy, bo osoba która mnie może zastąpić jest kolejny miesiąc na L4 a ją przejęłam jej obowiązki. Najważniejsze dla mnie, że sobie z nimi poradziłam. 💪🏻 Ponoć przewidują dla mnie jakiś awans, ale tak czekam... I czekam... W sumie od dwóch lat czekam. 🤡

Na razie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jednak zowulowałam.
Pęcherzyk na lewym jajniku w piątek wieczorem miał ponad 24mm. W czwartek podawałam zastrzyk. O dziwo pik LH wychwyciłam zupełnie niezależnie w sobotę! A ból owulacyjny był w nocy z soboty na niedzielę. W poniedziałek wzrosła temperatura i to szybko, sprawnie, dużo. Pęcherzyk miał wtedy zapewne ok 28mm! Moje pęcherzyki jakoś tak pękają z tego co przeanalizowałam inne cykle... Chociaż po podaniu zastrzyku w jednym cyklu w ogóle nie rosły - jak były 20mm w jeden dzień, tak na kolejnym monicie dalej miały 20mm... Ciekawe. Ale nie chcę tego głębiej roztrząsać.
Za to interesuje mnie, czy ja w ogóle potrzebuję zastrzyku, skoro on sobie a mój organizm i tak sobie? Być może nie? Być może ja go podaję a on i tak nie działa?

Nie mam w ogóle wiary w ten cykl. Chciałabym, ale nie wierzę... I pewnie długo nie uwierzę nawet jeśli mi się kiedyś tam powiedzie. Kilkuletnie starania pod tym kątem ryją banię. Człowiek za dużo naoglądał się nieszczęścia i to nie tylko swojego. Przyznam, że na myśl o testowaniu zwyczajnie się boję. No ale albo wóz, albo przewóz. Sprawdzić trzeba...

Wyliczyłam, że do IVF mam jeszcze 2,5 cyklu "planowo". Miesiączka wypadnie mi chwilę przed Sylwestrem, więc styczeń będzie stał pod znakiem kwalifikacji i badań. Mam nadzieję, że od lutego - w miesiąc mojego terminu porodu, ruszymy z procedurą. Ale na razie to tylko pobożne życzenia i najbliższy czas nas zweryfikuje.

Ostatnio na forum dołączyło wiele nowych dziewczyn, które bardzo przeżywają proces starań - tzn. niecierpliwią się, gdy muszą czekać, jest im źle kiedy się nie udaje. Każdy ma prawo do swoich emocji. Fajnie, że o tym mówią i się wspierają. Podczytuję to z boku. Ale bardzo mi nieprzyjemnie, kiedy piszą, że "podziwiają kobiety starające się latami". Wiecie... Ja bym wolała nie być podziwiana. Tak po prostu i po ludzku. Wolałabym nie być "fajterką" czy "silną babką". Wolałabym zajść bez trosk w pierwszym roku starań i nie musieć wiedzieć tego co wiem, przeżyć tego co się udało. Ja nie chcę być podziwianą. To dla mnie żaden powód do dumy... Tylko kompleks. Nikt mnie nie podziwia za rozstępy na udach czy obwisłe piersi, dlaczego więc podziwiają mnie za walkę z niepłodnością? :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2024, 02:39

4cs... Kpi sobie ze mnie czy coś z tego będzie?

Ovu nie potrafi mi wyznaczyć owulacji na podstawie mojego wykresu co jest frustrujące bo gołym okiem widać że była... Dzisiaj jestem w 15-17dpo/30dc.

*temp mierze tylko dlatego że mam nowy apple watch z którym śpię i on mi mierzy

Jak na razie śladu po @ nie ma. Jeśli nie przyjdzie do rana to jutro "muszę" testować.

NIENAWIDZĘ testować - serio! Nie jestem w stanie postawić się w miejscu dziewczyn, które to robią dla sportu od 9dpo w każdym miesiącu - dla mnie to okropny stres i wolę po prostu czekać.

Dodsm też że na prawdę nie jestem zadowolona ze "muszę" testować jutro. Wolałbym czekać nawet do piątku, ale sąsiadka zaprosiła mnie na wino, a skoro okres i tak już mi się potencjalnie spóźnia to jednak wypada nasikac na ten plastik zanim wypije kieliszek 🥴

Do jutra

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 9 grudnia 2024, 13:32

24+2 - 60,7% ciąży.

W zeszłym tygodniu (23+3), byliśmy na wizycie - mały ważył już 581g - wszystko u niego dobrze.
Moje przepływy są takie sobie, PI nadal ponad normą (mimo, że super spadło od pierwszych prenatalnych). Obserwujemy, bo nic innego już zrobić nie mogę - biorę acard, heparynę, piję sok z aronii.

Od tygodnia jestem już na L4. Ruszamy powoli z wyprawką - aczkolwiek nadal gdzieś mocno się boję. Mam wrażenie, że chyba nigdy nie będę w momencie, w którym w 100% będę się tą ciążą cieszyć. Nadal nie mamy wózka, fotelika, łóżeczka. Wzięłam się za tekstylia na pierwszy ogień. W weekend będziemy malować pokój, a po świętach chcemy kupić fotel, komodę i przewijak.

Mały mnie kopie, ale są dni gdzie jest super aktywny - ale i takie, gdzie jest aktywny bardzo mało - bardzo się wtedy boję. Dobrze, że mam detektor i mogę go podsłuchać.

Kolejna wizyta w wigilię, a 23 będę robić krzywą cukrową - mam nadzieję, że tu będzie wszystko ok.
Do tej pory na plusie mam 2,5 kg.

Walcz dzielnie i zostań z Nami 🙏🙏🙏

Nie jestem w tym dobra. Minęło tyle czasu a ja tu nic nie napisałam...
Chłopcy są fajni, pogodni, rozolutni i przekochani.
Obaj już chodzą. Na codzien kłócą się, gryzą ale wiem że jak siebie dłuższy czas nie widzą to tęsknią za sobą.
Ale ja tu nie o tym.
Kocham być mamą ale.... No właśnie. Mam poczucie ogromnej samotności. Czuję się jakbym nagle została sama. Ze nic poza dziećmi nie mam. Kontakty z innymi jakoś się rozleciały. Może to moja wina?
Po drugie. Wiem, że to nie czas na trzecie dziecko ale gdzieś tam w głowie siedzi mi druga ciąża.
Dziwne uczucie kiedy rozum nie chce a serce owszem. Czasami mi z tym ciężko. Szczególnie, gdy dowiaduje się że ktoś jest w ciąży. To ukłucie zazdrości nadal towarzyszy. Pomimo, że dwójkę dzieci już mam. Nawet nie mam z kim o tym porozmawiać.... Boli mnie to, że nie mogę liczyć na spontaniczna ciążę. Że jeśli sie zdecydujemy to czeka nas klinika, lekarze, tony leków. Ale czy ja w ogóle powinnam narzekać? Trudne to.....

20241209-110030.jpg

Nasze szczęście trwa nadal ✨️
Nasza kruszynka rośnie 🫶🏻

8dpt betaHCG 158 mIU/ml ( przyrost 195.9%)
10dpt betaHCG 385 mIU/ml (przyrost 143.7%), prog 22.80 ng/ml

Jeszcze nie byłam tak daleko, chociaż wiem, że to dopiero początek.
Wierzę w tego maluszka 💕

Moje samopoczucie jest dobre.
Co jakiś czas czuje rozpieranie w podbrzuszu i czasem czuje lewy jajnik. Piersi są troszkę większe, mąż się cieszy 🤪 i bolą przy dotyku.
Czy co chwilę macam się po cyckach, żeby sprawdzić czy na pewno nadal bolą? Być może 🤔😅
Codziennie mam drzemkę w ciągu dnia i straciłam ochotę na słodycze 😱 a ja jestem ciasteczkowym potworem, dzień bez słodycza to dzień stracony, a teraz mogłyby nie istnieć, a jak już coś skubne to czuje słodycz w ustach przez kilka godzin 🤣 i jestem co chwilę głodna ale za bardzo nie mam ochoty na jedzenie.
7 i 8dpt na wkładce pojawiła się malutka niteczka jasnej krwi pomiędzy wypływającym cyclogestem. Kruszynka zakopała się w endometrium na dobre 😍

Strach jest cały czas, boję się że bańka pęknie ale z nadzieją patrzę w przyszłość 💕

Rośnij moja Gwiazdeczko ⭐️


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2024, 11:32

Kontynuacja...

Wczoraj jedliśmy obiad rodzinnie w restauracji hotelowej. Było bardzo fajnie, Maya miała cudowny nastrój, było dużo śmiechów i wygłupów. Jak już wyszliśmy z restauracji, Oskar z Maya na rękach to zauważyłam jakieś trochę dziwne zachowanie u Oskara, ciężko mi nawet opisać co to dokładnie było. Zapytałam o co chodzi a on taki zakłopotany ale w drobnym nastroju powiedział że później o tym pogadamy i był taki jakby zawstydzony. Ja jak to ja oczywiście nie odpuściłam i nalegałam żebym mi powiedział o co chodzi i ten nagle wypalił że w sumie to już "nie jesy tak przeciwny posiadaniu drugiego dziecka jak jeszcze kilka miesięcy temu" 🤯 łącząc to z tym jaki był szczęśliwy jak to mówił i jak się zachowywał to było to stwierdzenie równoznaczne z tym jakby powiedział że chce mieć drugie dziecko. Był później bardzo czuły, przytulał mnie dużo, łapał za rękę i ogólnie... Totalnie nie wiem co się stało i skąd nastąpiła taka zmiana ale oczywiście te słowa z jego strony sprawiły że zalała mnie ogromną fala ulgi i radości i aż mi łzy ze szczęścia w oczach stanęły!
Nie ciagnelismy dalej tematu bo nie był to ani odpowiedni czas ani miejsce na taką rozmowę ale jak tylko wrócimy dzisiaj do domu to mam nadzieję że uda nam się na dniach o tym porozmawiać.

Wczoraj tematu już więcej nie poruszaliśmy ale dzisiaj rano przy śniadaniu O. Znowu sam z siebie pwoeidzial coś w kontekście dalekiej przyszłości że będziemy mieli "wtedy" 2 dzieci.

Ja nadal się czuje jakbym stąpała po cienkim lodzie bo to jest aż niemożliwe że w tak którym czasie z osoby dla której posiadanie drugiego dziecka to był najgorszy koszmar nagle zmienił się z osobę która sama chce i sama mówi o drugim dziecku jakby to był już fakt dokonany. Szok!

9.11.24- nowy cykl (w moje urodziny)
20.11.24 wizyta i 2 jajeczka w prawym 12mm i lewy 9 mm 🤞🏼 czuję, że w końcu się uda będę brać dodatkowy progesteron 🤞🏼🍀
Niestety próby nie udane😔
Koniec prób naturalnych 😔 pozostaje nam invitro


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2025, 16:38

🌸 Ciąża rozpoczęta 21.10.2024 🌸


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2024, 04:23

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)