9+2 tydzień ciąży. Żegnaj kochanie [*]

To koniec 😔 straciłam je, serduszko przestało bić.
Dziś znowu zaczełam krwawić, bez skrzepów ale coś mnie tknęło żeby jednak jechać na sor. Krwawilam już tak nie raz ale w głowie zaczęły mi dźwięczyć słowa lekarza "z krwawieniem na sor". Uznałam, że może dadzą jeszcze receptę na jakieś inne leki na krwawienie. Jechałam spokojna, pełna nadziei, że nie boli więc musi być dobrze.

Już jak robił usg i nie puścił mi bicia serca od razu to wiedziałam, że jest złe. Później usłyszałam tylko szum dopplera, że szuka i już wiedziałam, że go tam nie ma...

Dziecko miało 2,5 cm. W środę na wizycie 1,9 więc musiało się zatrzymać teraz. Dosłownie przed chwilą. Czy w nocy?
Kiedy mi ulecialo moje życie?
A wczoraj się cieszyłam, że tylko na brązowo plamie 😔
Już nawet nifty kupowałam.

Boże dlaczego mnie to znowu spotkało...

Teraz jeszcze muszę przejść przez poronienie, a ostatnio ciągnęło się to za mną miesiącami.

Narazie wróciłam do domu. Jest święto więc tylko jeden lekarz, a poronienie musi potwierdzić dwóch. Więc albo stawiam się jutro ale lekarz też sugerował, że szyjka długa i zamknięta i że jeśli nie będę mieć krwotoku ze skrzepami to spróbować wytrzymać do poniedziałku.

Mówił, że mam marne szanse na samoistne poronienie przy takiej szyjce ale lepiej żeby się chciiaz trochę rozwarła.
Pewnie znowu łyżeczkowanie...
Nie wiem czy lepszy koszmar poronienia i bólu ale mniejsze komplikacje niż szybki zabieg w narkozie.
Wtedy wybrałam to drugie ale do dziś się zastanawiam czy to nie przez to teraz jest tak źle...

Nie wiem czy się jeszcze pozbieram.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2025, 16:48

Jabłkowesny Ile uniesiemy? 5 maja 2025, 18:58

Brak polipów, jednolite endometrium, jego grubość taka jaka powinna być. A jajniki? Proszę państwa, pęcherzykowate, policystyczne!

U ilu lekarzy byłam w zeszłym roku? A w życiu? Wręcz mówiono mi, że jajniki ładne, niepolicystyczne. A teraz sama widziałam na obrazie usg, jak to wygląda, mimo, że się nie znam. Naprawdę lekarze mają tak ch*jowy sprzęt? Że jak się nie zapłaci 500 zł za wizytę, to nic się człowiek nie dowie?

Brak widocznych ognisk endometriozy, choć wiadomo, że usg nie jest w tej sprawie wyrocznią. Bolesne miesiączki płatają mi figle - raz są, raz nie ma. Podczas tej miesiączki w ogóle nie czułam, że miesiączkuję, a miesiąc temu myślałam, że się przekręcę.

Według lekarza poziom metali ciężkich jest nieco podwyższony, ale co zrobię oprócz suplementacji? Z miasta na ten moment się nie wyprowadzę, o dietę dbam.

No i skierowanie na 4-dniowie badania na oddział endokrynologiczny.

Powtórka badań nasienia i badanie metali ciężkich we krwi u męża, choć moim zdaniem to ślepa uliczka, te metale ciężkie. Zatruci nie jesteśmy, nie wydaje mi się, czy możemy z ewentualnym zbyt wysokim wynikiem zdziałać coś spektakularnego (zwłaszcza, że zlecona suplementacja niemal w stu procentach pokrywa się z tą, którą aktualnie stosuję).

Miałam teraz 4 dni wolnego i w końcu poczułam, że odpoczywam. Na samą myśl o jutrzejszym powrocie do pracy mam ochotę zakopać się pod kołdrą. Stresuje mnie środowisko, w którym pracuje, wymagania, które czasem nie są nawet jasno nakreślone, jakieś wywracanie oczami, gdy potrzebuję wolnego lub zwykłego dostosowania grafiku do moich potrzeb... tak bardzo chciałabym zajść w ciążę, przynieść zwolnienie lekarskie i nie wracać tam nigdy. Nawet niekoniecznie zależy mi na zwolnieniu lekarskim - chętnie przynioslabym nawet wypowiedzenie. Gdybym straciła kolejną ciążę przecież i tak nie miałabym siły, by tam wracać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2025, 19:03

Rozpoczynam nowy cykl.
Teraz wjeżdżają sterydy.
Dziś ogarnia się niepokój podskakujący do poziomu strachu.
Ala ostatnio mówi, że chce siostrzyczkę... Czy dam radę spełnić jej marzenie? I swoje?

Phiczek Przeterminowana ... 14 maja 2025, 15:57

Wizyta u endokrynologa.
Nie rozumiem u jednego mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto, a według niej nie mam tego.
Tarczyca bardzo ładna, a u poprzedniego z zapaleniem.
Byłam jakoś niedawno na kontroli więc trochę to nie zrozumiałe. Bo na każdej wizycie było podobna diagnoza. Hasi i niedoczynność.

Na dodatek Pani powiedziała mi o niedrożnych jajowodach spowodowane zapaleniem i zrostami, że te zrosty można lekiem rozpuścić trochę.
Przez X lat była ginekologiem. Zaszokowało mnie to wszystko bo lekarz, który mi robił drożność powiedział, że nie dało się udrożnić. Nie wspomniał nic o jakimś leku.

Mam tak totalny mętlik w głowie, że już nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Dziwna ta wizyta była .


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2025, 17:56

Chyba wciąż nie mogę uwierzyć, że już nie jestem w ciąży. Czasami głaskam się instynktowne po brzuchu i wciąż na niego uważam i zasłaniam ręką przy wygłupach z Izunią.
Iza... Tylko ona trzyma mnie na powierzchni.
Ona bardzo pragnie rodzeństwa, ciągnie do wszystkich małych dzieci, mówi o dzidziusiach itd.
Wczoraj leży mi na kolanach i mówi, że jest dzidziusiem, żebym jej dała smoczuś i tak się wygłupiamy. Oczy mi zaszły łzami, a ona pyta:
I: mamusiu boli Cie jeszcze brzuszek?
Ja: tak, troszkę mnie boli.
I: przyniosę Ci chusteczkę.
Przynosi chusteczkę, misia do przytulenia i ściska mnie i głaszcze, a ją rozklejam się jeszcze bardziej. Zaciskam zęby żeby nie płakać ale już ledwo nad sobą panuję.
I: mamusiu przyszły do Ciebie smutki?
Ja: tak, takie małe. Ale tak się mną opiekujesz, że już sobie idą. Już mi lepiej.
I: a czemu masz smutki?
Ja: wiesz bo chciałam mieć jeszcze dzidziusia ale już chyba nie mogę mieć.
I: ALE MASZ MNIE MAMUSIU.
I ten przytulas z głębi serca ❤️

Boże mam takie mądre dziecko.
To było najważniejsze co mogłam usłyszeć. Gdy usłyszałam to z jej ust to świat wydał się inny. Gdy ja na głos powiedziałam jej, że nie mogę to też jest inaczej. Lżej.
Jakbym zrzuciła jakiś ciężar i presję, że muszę jej dać rodzeństwo.

Oczywiście nie jest mi łatwo, a pragnienie wcale się nie zmniejsza.
Jedynie podczas poronienia mówiłam sobie, że dość,że nigdy więcej. Że to już za dużo. Ale jak było po wszystkim to już myślałam inaczej.

Wiem, że jeszcze się podniosę i pod Jose też rękawice.
Tylko nie od razu...
Muszę dać sobie czas. Po łyżeczkowaniu trzeba odczekać 3 miesiące. To u mnie najszybciej sierpień/wrzesień. A wtedy mam urlop. Chce gdzieś to moje ukochane dziecko zabrać. Pokazać, że jest najważniejsza, a nie że ciągle z czegoś rezygnujemy bo "może ciąża". Dlatego najbliżej w grę wchodzi październik.
Boje się, że w klinice braknie hajsu i przyjdzie czekać aż do stycznia... Ale już będę musiała to znieść. Oby udało się w październiku.
A tu czasem gdy podniosę się z dna będę uczyć się cieszyć życiem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2025, 18:39

Dziewczyny !!
Mamy 516 dni szczęścia !
73 tydzień moje cudu !
12,800g miłości 😍

Tak Nelcia jest piękną dużą i cudowną damą! Tyle miłości do pieszczot ! 83,3cm długości! Wstaje przy wszystkim a najbardziej lubi moje nogi 🦵 wydaje mi się że generalnie najbardziej lubi moje towarzystwo 🫣 przyklejona jak naklejka, już nawet w nocy jęczy żeby ją wziąć do łóżka 😉 fajnie ! Jest fajnie ! Czuję się kochana i potrzebna, czuję że mi wybacza, wybacza to szybie rozstanie, myślę że może teraz próbuje nadrobić to co było nam przerwane.

Mamy pierwsze słowo, w sumie już nawet dwa 2️⃣ co mnie zadziwiło w tej kwesti to słowo mojej córki nie było standardowym pierwszym słowem „mama” czy „tata” moja córka pierwsze co powiedziała to „idź” 😂 często to mówię mojemu psu gdy przychodzi na całuski do Nelci 🫣 Nelcia załapała ciągle mówi „idź” a drugie co dziwne bo nikt nie uczył z myślą że może za trudne „dziadzia” dziadek pęka z dumy, a mama jeszcze bardziej !

Dziękuję Ci życzę za te cuda dwa 2️⃣ za to że są i przytulają i tak bardzo kochają ! Miłość jest piękna wszystko może naprawić ❤️‍🔥

IMG-7837.jpg IMG-7798.jpg IMG-7754.jpg IMG-7730.jpg IMG-7652.jpg IMG-7829.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2025, 13:30

Jabłkowesny Ile uniesiemy? 14 maja 2025, 18:07

Śluz płodny tak, że hoho. Aż się nie mogę doczekać kolejnego tygodnia, żeby sprawdzić progesteron, który wskaże jakość owulacji. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie występują u mnie owulacje. Testety owulacyjne ciemnieją, objawy płodności są, raz progesteron 7dpo wskazywał prawie 20, no i dwa razy miałam pozytywny test ciążowy. W przyszłym miesiącu mamy monitorować owulację na usg, a w tym robić testy owulacyjne, progesteron, powtórzyć badania nasienia i tych nieszczęsnych metali.

Staram się robić coś dla siebie - ruch, wykupiona dieta, umówione konsultacje kosmetologiczne. Remontuję rower. Spełniam się w kuchni. Staram się czytać i dokarmiać nie tylko ciało, ale i umysł. Być może za mało dbam o ducha, ale jestem w kolejnym dołku, z którego ciężko mi się modlić, wiec staram się z niego wyczołgać.

Najgorzej było, gdy na poczatku maja zdałam sobie sprawę, że minął rok odkąd byłam w ciąży. Odkąd zobaczyłam dwie kreski, pojechałam do lekarza w tajemnicy przed mężem, odkąd mu powiedziałam, odkąd piłam kawę i jadłam bezę myśląc, jak bardzo za chwilę zmieni się moje życie... no i zmieniło się, choć wedle moich najczarniejszych scenariuszy.

Przygnębiającym było zorientować się, że minął rok, a ja mam wrażenie, jakby to wszystko było zaledwie tydzień temu, tak świeża jest ta rana, tak dojmujaca ta pustka. To tak bolesne; zdać sobie sprawę, że minął rok, a my wciąż jakby w tym samym punkcie. Oczywiście kroki zostały poczynione, oczywiście trochę w naszym życiu się zmieniło, ale to najważniejsze wciąż nie miało miejsca. Wciąż jesteśmy tak samo smutni, samotni, osieroceni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2025, 18:17

Morgo Odmierzając czas cyklami 11 października 2025, 12:03

Już jesień. U nas 9 cs. Wciąż bez dwóch kresek. Pierwsze frustracje przetrawione. Prawda jest taka, że nawet te pierwsze niepowodzenia bolą. 9-te boli inaczej. Mniej w tym bólu złości, więcej smutku. A smutek można wypłakać w poduszkę lub ramię męża. Nie trzeba się tłumaczyć, że ja wiem, że to krótko, że mamy czas. Generalnie mniej się chce mówić o tym innym ludziom. Szuka się "swoich" - tych, którzy idą albo szli podobną drogą. Okazuje się, że trochę ich jest. "Też macie psa? No tak". Coraz więcej myślę o tym, co jeszcze chce robić w życiu poza byciem mamą. Nie chcę pogrzebać mojej żywotności. Po prostu teraz jest tak, że czasem trzeba będzie popłakać. Nie chcę w nic uciekać, chce zrobić w swoim życiu porządne miejsce dla siebie. Ta umiejętność nie-zatracania siebie przyda się też w przyszłym rodzicielstwie.

Październik, miesiąc którego chyba najmniej lubię.

Miesiąc pierwszego poronienia, nigdy nie zapomnę dźwięku płaczu syna, który tak się cieszył na myśl bycia starszym bratem, nigdy nie zapomnę dźwięku rozpaczy który przeżył gdy mu powiedziałam że się nie udało… to był miesiąc upadku, pierwszy miesiąc który zmienił wszystko.. miesiąc w którym miała narodzić się Nela.. miesiąc który daje tak wiele nadzieji po to by zaraz ją stracić ..

Co mnie nie zabije z pewnością uczyni mnie silniejszą.

Cbag Trudna przeprawa, która trwa i trwa.... 6 października 2025, 16:40

Dziś 6 października 2025 roku byliśmy umówieni na konsultację do lekarza na kwalifikację do rządowego programu in vitro, dostaliśmy się i podczas badania okazało się, że mam owulację, czy to niepiękny początek 😂.

Do tej rozmowy bardzo szczegółowo się przygotowałam, porobiliśmy z mężem badania, zaległe badania też wzięłam i inne, które pomogły lekarzowi w ocenie tego wszystkiego i ustaliliśmy plan działania, następną wizytę mam 20 października i lekarz kazał się teraz starać może naturalnie się uda, jeśli nie to od przyszłego cyklu będziemy zaczynać stymulację jajników. Lekarz przypisał mi Ovitralle (dziś musiałam zrobić zastrzyk – o dziwo nie było tak strasznie 😉) oraz luteinę na wywołanie miesiączki lub podtrzymać ewentualną ciążę, czas pokaże 🤞🏼.

Przypisanie badania, które mają być ujemne i są oraz które mają być dodatnie są, powoli idzie w dobrym kierunku został tylko jeden wymaz i mam komplet tych badań, na kolejnej wizycie kolejne badania. Oby to był nasz szczęśliwy początek 🤞🏼.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2025, 15:46

Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 października 2025, 17:29

Moja druga córka ma 9 tygodni. Czas się wziąć za spisanie wspomnień okołoporodowych.
Jak ja się bałam tej cesarki. Zupełnie inaczej niż przy pierwszej. Wtedy szłam na żywioł. Teraz jakoś oblatywał mnie strach. Drugi raz ciecie, drugi raz grzebanie w brzuchu. A co jeśli znów żebra pójdą? Ok, o żebrach wiedział już cały szpital, ale mimo to się bałam. Wieczorem przed operacją przyszedł anestezjolog i zebrał wywiad. Powiedział, że będzie operatorem będzie pani ordynator. Podskoczyłam z radości, dało mi to spokój. Anestezjolog życzył dobrej nocy, po czym zajrzał jeszcze: choć i tak wiem, że nie będzie pani spala.
Miał chłop rację. Nie zmrużyłam oka ani przed pierwszą, ani przed druga CC, mimo hydroksyzyny.
Operacje miałam z samego rana. Zdziwiła mnie sala, to znaczy łóżko. Była to po prostu kozetka, kładłam się na niej krzyżem. W poprzednim szpitalu było po prostu łóżko.
Ta pozycja była dziwna. Po wkłuciu spadło mi ciśnienie tak jak wtedy. Okropne uczucie. Taka słabość. Koło mnie cały czas siedzial anestezjolog. Mówię mu że odlatuje. Ciśnienie było 60/40 czy coś w tym stylu. Uspokajał mnie za zaraz będzie lepiej, ladowal jakieś leki. Ok, wróciłam. Przyszła pani ordynator, przywitała się, mówi: znane twarze, prawda?
Uśmiechnęłam się. Spokój. Poszło bardzo szybko. Czułam tylko leciutkie ciągnięcie,myslam że to mała wyciągają, potem się dowiedziałam że to ciągnięcie rozcinanej skóry. Skórę się rozcina, a resztę szarpie żeby zrobic otwór. Potem był już płacz małej. I moje łzy. Pokazali mi ją, fioletowa j malenka. Byłam nastawiona na większe dziecko, jak siostra. Lekarz też mówił że będzie spora. Ale ważyła 3500 g, 56 cm. Potem przyłożyli ja do twarzy. Poczułam takie cudowne ciepło. Pierwsza córke czułam tylko przez covidowa maseczkę. Covid wiele nam zabrał... Ordynatorka spytała jak ma na imię. Przez łzy powiedziałam, że Łucja. Stwierdziła, że oryginalnie. Ja wiem? Ostatnio często słyszę. Ale ona chyba nie, bo jak odchodziła nawet gadała z pielęgniarka że rzadkie imię.
Pani ordynator powiedziała, że wycięły mi jeszcze skupiska endometriozy. Nie wiedziałam nawet że mam. Mówiła że nie były rozległe no ale były.
Potem sala pooperacyjna. Leżałam z dwoma dziewczynami. To było niesamowite braterstwo. Czemu? Okazało sie, że byłyśmy w podobnym wieku, wszystkie urodzilysmy drugie dziecko, każda z nas miała okropne obie ciąże. Obie z nas wymioty do połowy, trzecia nawet do końca. Wszystkie czulysmy się tragicznie przez całą ciążę. Człowiekowi się lżej robi. Bo tylko słyszy jak się babki dobrze w ciąży czują. I najbardziej niesamowita rzecz. Jedna z nich miała córke z 9 grudnia. Jak ja! Za chwilę mówię do niej: ej, ale przecież drugie dziecko mamy też z tego samego dnia!
No ale moje towarzyszki bardzo ale się czuły po Cc. Jedna z bólu dostała morfinę, druga- wymiotowała cały dzień. A ja sobie szczęsliwa leżałam. Mąż kangurowal, potem przyszedł do nas. Szczęśliwy, że mógł pierwsze chwile życia spędzić z córką. To nam covid też odebrał...
Pionizacja odbyla się całkiem spoko. Mniej bolało niż za pierwszym razem. Pielęgniarka czuwała pod prysznicem. Nie tak jak 5 lat temu, prysznic brałam rano, nikt się nie interesował jak się czuje i czy przypadkiem nie jebnę w kabinie. Opieka była naprawdę fajna po operacji, panie często pytały czy nie zabrać dziecko, poprawiały podkład. Przede wszystkim podkład już był na łóżku. Nie tak jak przedtem, leżałam we własnej krwi nawet o tym nie wiedząc. Wieczor był błogo. Oddalysmy dzieci, dziewczyny się czuły lepiej i gadalysmy jakieś 2 h. Jakoś mi szczególnie mile to zostało w pamięci. Czułam się też bardzo bardzo dobrze.
Cdn.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2025, 17:40

Cbag Trudna przeprawa, która trwa i trwa.... 28 października 2025, 11:21

Dzisiaj odbyła się wizyta koło 11:00 kolejna wizyta odbędzie się w piątek, i to będzie już taka końcowa, której już będę miała mniej więcej objaśnione, na którą godzinę mam się wstawić nie więcej położna mi powiedziała, co mam ze sobą zabrać, ale jeszcze muszę napisać do mojej koordynatorki, żeby mi to napisała, żebym to widziała, bo zapomnę oczywiście, no i będziemy czekać.
Punkcja odbędzie się poniedziałek lub wtorek, bo jajeczka mają wielkość 12-16 mm, a najlepiej jest jak będą mieć 18 -20 mm. A dzisiaj Nicki to mnie rozpierają jeszcze tak w poniedziałek było okej niedziela też ale dzisiaj już takie czuję pulsowanie nigdzie dzisiaj nie zamierzam się ruszać leżę odpoczywam

NovaStaraJa Marzenie o drugim dziecku 28 października 2025, 12:05

Po falstarcie w zeszlym miesiacu jestesmy na dobrej drodze, zeby w czwartek zabrac nasz zarodek do domu. Tak bardzo bym chciala, zeby sie udalo. Zrobilam juz chyba wszystko co moglam, ale moja glowa jakos nie dopuszcza ze mogloby sie skonczyc dobrze… nie wiem skad brac sile do dalszej walki

Ciąża zakończona 2 listopada 2025

Martinasek Gdzie jest buba? 2 września 2025, 10:45

Oj bardzo dawno nie zaglądałam w to miejsce ale dziś czuje ogromną potrzebę przelania to na papier. Nie dlatego, że nie mam z kim o tym porozmawiać tylko dlatego, że nie chcę. Potrzebuję dziś popłakać i pobyć sama + ewentualnie z moim psem, który właśnie teraz zaczepia mnie łapą :-)
Mam wrażenie, że robimy wszystko co się da aby zajść w ciąże ale jestem już tym zmęczona...
Histeroskopia była, stan zapalny przeleczony, testosteron w normie, nie ma już przewagi estrogenowej, chodzimy do osteopaty jak zalecił dietetyk, stary sam z siebie zaczął biegać i nasz relacja jest o wiele fajniejsza.
Ale czuje taką ogromną niesprawiedliwość i żal do Boga, że tak długo nas testuję.
Daję sobie czas na płacz, smutek i żal aby później być zmotywowaną i dalej działać i nie poddawać się ale czasami mam wrażenie że to dla mnie za dużo.
Wczoraj byłam pełna nadzieji, że to pewnie ten cykl bo wyluzowaliśmy.
Sierpień to był czas spotkań z rodziną i znajomymi. Zmieniłam lekarkę, która żartowała:" czy wy się jeszcze ruchacie?".
Zaproponowała inseminację w październiku a wcześniej drożność jajowodów.

29.08.2025 Godzina 1.35 obudziło mnie lekkie sączenie wód.
Godzina 4 weszliśmy na salę porodową do godziny 7 słabo rozkręcony poród, wody nie odpływały. O godzinie 7 podłączyli oksytocynę, którą podawali mi do godziny 14. Malutka nie mogła zejść w kanał przez co zapadła decyzja o cesarskim cięciu.🥺
Z jednej strony byłam załamana, bo nie byłam nastawiona na taką opcję, lecz z drugiej strony byłam wdzięczna- starałam się jak mogłam by w końcu zobaczyć moje wymarzone dziecko🌈- ale nie miałam już sił męczyć się z tym bólem po tylu godzinach😭.
O godzinie 14:36 na świat przyszła moja córeczka.
Moja M jak miłość o dziwo była pokaźnych rozmiarów 3750gram i 57cm♥️♥️♥️
Jestem w niej zakochana do granic możliwości😍
Jestem wdzięczna, że mogę ją tulić do serduszka bez ograniczeń💞💞💞
Jestem wdzięczna, że mam swoją rodzinę, kochanego męża i wyczekane dziecko😍😍😍
Kocham♥️

Phiczek Przeterminowana ... 19 września 2025, 16:58

Jesteśmy po wizycie.
Czekamy na 🐒 i zaczynamy drugie podejście.
Dostałam inny lek (Puregon).
Odstawić suple koksujące komórki. Reszta bez zmian.

Czekamy ✊🏼✊🏼


Co u mnie? Aktualizacja działań w walce o dziecko.

Zrobiłam cross match 3 miesiące po poronieniu, wyszedł 39%. Mniej niż poprzednio jednakże wciąż za wysoko.
Zalecenia od immunolog to duża dawka immunosupresji na prawie 2 miesiące. Później kolejne leki już w trakcie przygotowań do transferu.
No i konsultacja z gin odnośnie sztucznej menopauzy.
No i właśnie wracam z wizyty.
W macicy zalega mi jakiś płyn, może krew i, może płyn ale ogólnie jest sporo. Także wszystko narazie w dupe poszło się...
Nadzieja w kolejnej miesiączce i że to po prostu zejdzie z krwią, jeśli nie to chyba zabieg.
Narazie więc czekam że wszystkim bo nie wiem czy zaczynać immunosupresję gdy transfer może mi się odroczyć na długi czas.
Czekam więc na kolejną miesiączkę i wizytę w 10 DC.
Jak już człowiek coś sobie poukłada to zawsze jakieś kłody pod nogi.
Póki co od jutra zaczynam urlop. Wylatujemy.
Ostanie takie wakacje rzutem na taśmie za ostatnie grosiki kupiliśmy w 2019 po pierwszej nieudanej procedurze.
Żeby się przygotować na kolejną. Rok po tych wakacjach miałam mój szczęśliwy transfer.
Gdyby teraz ktoś dal mi gwarancję, że za rok będę w szczęśliwej i zdrowi ciąży, z której urodze żywe i zdrowe dziecko to z miłą chęcią bym czekała... Tylko że gwarancji nie ma... A ja po 10 latach ciągłych starań naprawdę zaczynam mieć dość. Moje ciało zaczyna mieć dość, moja głowa również.

maybenow Może właśnie teraz 3 września 2025, 15:17

Dziwnie się czuję z tym, że nie mam z kim porozmawiać o tak ważnej i wielkiej części mojego życia. Tylko ja i mąż wiemy, że się staramy i że w ogóle chcemy mieć dziecko. Chyba nie mogłabym mówić o tym tak otwarcie, jak niektórzy dookoła mnie. Mam wrażenie, że te diagnozy wiszą mi nad głową niczym burzowe chmury. Za każdym razem myśli się "no, to na pewno ostatnia", a potem dochodzi coś, coś coś...

W niedzielę popłakałam się po raz pierwszy nad kolejnym negatywnym testem owulacyjnym. Cóż, trochę też wściekałam się na los, bo miałam dwa idealne cykle, a gdy przyszła pora, to pojawił się kolejny nieudany. A teraz, znając mój organizm, pewnie kolejne dwa też takie będą. Łapię się na to, że wracam do tego tematu myślami, chociaż przecież tyle innych rzeczy mogłoby mnie zająć. Awans, możliwa obrona pracy, rozwijanie się zawodowe, ale to już nawet mnie nie cieszy. Kocham swoją pracę, ale w tej chwili jakoś mi wszystko jedno.


Może chociaż moim bohaterom dam miłe zakończenie, a przynajmniej takie, jakiego sama bym chciała. To są plusy pisania: namiastka wymarzonego ,,długo i szczęśliwie". Dla zasady zrobię test za dwa tygodnie, ale już czuję, że tym razem nic z tego nie będzie.

Ciąża zakończona 2 września 2025

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)