Zrobiłam bete wczoraj o 7 rano i morfologię. Morfologia przyszła wieczorem, a bety dalej nie ma. O 15 dostałam informację, że jeszcze próbka nie dotarła do laboratorium.
Masakra.
Już więcej ani na testy nie sikam ani do laboratorium na osiedlu nie idę...
Niby mam jeszcze test w domu ale dopóki nie zobaczę 0 to nadzieja wciąż się będzie tlić.
Beta z 8 dpt 112
Dzisiaj z 10 dpt 417
Wiedziałam już o 1 w nocy bo wyszedł mi bladzioch ale taki bladzioch, że jak przyszła pierwsza beta to byłam pewna, że to biochem.
Na żadne testy już nie sikam.
Jestem w szoku. Nie zmrużyłam oka, nie poszłam do pracy.
Mój mały cud!
Zostań ze mną błagam 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2025, 12:13
20+2 tc
Połowa za nami! 🤍
Wczoraj mieliśmy kolejną wizytę. Dni, w których się widzimy, są wyjątkowe - zawsze czekam na nie niecierpliwością, maluję się i ubieram szczególnie ładnie. To takie highlighty w trakcie miesiąca - w końcu idziemy spotkać się z najważniejszą osobą w naszym życiu.
Nasz synek mierzy już 22 cm i waży ok. 330 g 🩵 Jest zdrowy, silny i nic mu nie brakuje. Wymiarami pasuje idealnie do wieku ciąży, a od prawie 3 tygodni czuję jego ruchy.
Pierwsze kopnięcie zauważyłam dokładnie w 17+5 tc. Leżałam na prawym boku i, gdy mąż drapał mnie po plecach, poczułam zupełnie niespodziewanie dziwne dotknięcie w dolnej części macicy. Do tej pory tego nie znałam. Dwa dni później, leżąc, poczułam podobne 2 dotknięcia, tym razem po lewej stronie. Z biegiem czasu przybierały one na sile, jednak bywały doby, gdy nie pojawiały się w ogóle. Raz maluch nie dawał o sobie znać przez dobre 4-5 dni i nawet detektor nie pomógł mi się uspokoić - szukałam bez skutku tętna jakieś 15 minut. Dopiero po małej przerwie znalazłam je bardzo, bardzo nisko, tak jakby maluszek mocno wtulił się gdzieś w głąb brzucha. Płakałam jak bóbr, bo ulga mieszała się jeszcze z przeogromnym strachem, którego właśnie doświadczyłam.
Niedługo po tym wydarzeniu synek zrobił nam najpiękniejszy prezent - zaczął kopać tak mocno, że ruchy poczuł mój mąż przykładając rękę do brzucha. Dokładnie w 20+0 tc pierwszy raz udało mi się uchwycić kopniaczki na kamerze. Mimo wszystko nasze dziecko jest dość spokojne i śpi smacznie na prawie każdym usg 😀
Wybraliśmy już imię. Bardzo nam się podoba. Przyzwyczajamy się do niego, mówimy tak do synka. Dziadkowie sprawdzili znaczenie i stwierdzili, że będzie dobrze do niego pasować. Jestem zadowolona, że udało nam się z mężem dogadać i znaleźć coś tak pięknego 🤍 Kupiłam już też pierwsze ubranka, ale jeśli chodzi o takie większe zakupy, to na razie wpisuję wszystko na listę. Zobaczymy co dostaniemy po rodzince, a co trzeba będzie dokupić. Dziadkowie zrobili nam już niespodziankę w postaci suszarki (o której tyle czasu marzyłam), więc jeden większy wydatek mamy z głowy.
Intensywnie myślimy też o przeprowadzce z naszego mieszkania i interesujemy się zakupem domu. Jeden wyjątkowo wpadł nam w oko, codziennie o nim rozmawiamy, a ja wyobrażam sobie lato spędzone na własnym tarasie z maluszkiem przy piersi i dobrą książką. Mam nadzieję, że uda nam się w końcu zrealizować nasze plany. Teraz mamy wyjątkowy powód do szybszego podejmowania decyzji 🤍
Wczoraj, w dniu wizyty, gdy czułam ruchy, ciągle chciało mi się płakać ze wzruszenia. Wszystko inne stało się nieważne, a problemy tak jakby straciły na znaczeniu. Priorytety zupełnie zmieniły kolejność i teraz najważniejsze jest dobro tego małego człowieka, którego noszę pod sercem. Jestem niesamowicie wdzięczna za to, co dostałam od życia i wreszcie mogę powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwa 🩵
Mamy 22.04. Czas chyba coś napisać.
Jestem po pierwszym w życiu transferze mojego niedobitka 5BB. Transfer był 15.04 o 15:00.
Dzisiaj, 7dpt test pokazał oczywiście biel. Mój niedobitek, który tak dzielnie walczył, nie chciał zawalczyć do końca.

Co czuję? Co czujemy?
Ja znoszę to w miarę. Każdy biały test jest dla mnie jak plaskacz w twarz i nie chcę tego ukrywać. Ale świadomość, że ten zarodek realnie był i z jakiegoś powodu nie został, jest... specyficzna. To inny poziom myśli pt. "dlaczego tak się stało"?
Muszę zaczynać całą procedurę od nowa. Chcę to zrobić jak najszybciej. Po piątkowej becie (w sobotę nie działają laboratoria) będę pisała do koordynatora i lekarza, prosząc o jak najszybsze rozpoczęcie stymulacji i procedury nr 2. Chcę, żeby to było już w kolejnym cyklu. Nie chcę już czekać.
Mąż przeżył to bardziej. Zupełny brak nadziei miesza się w nim z próbami pocieszenia mnie. Nie potrafię mu pomóc, bo sama jestem mocno zagubiona w swoich odczuciach i mimowolnie dystansuję się od wszystkich, co może sprawiać wrażenie obojętnego chłodu. A wcale przecież tak nie jest.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2025, 19:08
Przyszła....🐒🙉🙈 po 2 latach i 2 miesiącach wolności😭 a było tak pięknie😎 chociaż poza czerwienią to nic mi nie dolega. Zero bolesnego brzucha, a nawet jakiegoś ciśnienia nerwowego nie czuję. Jedynie ta świadomość, że już będzie mu towarzyszyć do menopauzy jakoś mi doskwiera🫣
Mały Człowiek znowu chory. Zapalenie oskrzeli😳🥴 ale przechodzi dość lekko i liczę, że od wtorku wróci do klubiku a my do normalności. Oczywiście rozchorował się jak mąż był na spotkaniu w Brukseli, więc miałam na głowie dom, dzieci, w tym jednego chorego i pracę zdalną. Na piątek wzięłam już L4, bo bym nie wyrobiła🤭
Ludzik już całkiem sprawnie dreptać, chociaż jak mu bardzo śpieszno to jeszcze z automatu biega na kolanach😅❤️ Starszej dziubek się nie zamyka czy trzeba czy nie trzeba, ale jest w tym urocza ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2025, 00:20
Część badań zrobionych. Część badań wykupionych🫣🫣
Na dniach wizyta w jedynym laboratorium, a później w drugim. Najgorsze to jest te siedzenie w labo przy krzywej cukrowej + insulina.
Endokrynolog ogarnięty. Oczywiście do swojego dostać się to graniczy z cudem. Wizyta pod koniec roku. Na szybko prywata musi wlecieć niestety.
Chyba czeka mnie jeszcze ortopeda. Skręciłam kostkę i zamiast lepiej jest coraz gorzej. Maratony na nogach robią swoję.
Powoli z PLANEM do przodu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2025, 18:15
Dawno mnie tu nie było Pamiętniczku. Nie pisałam Ci, że byłam w ciąży w w zeszłym roku. Niestety kolejna stracona. Odpoczywalismy z mężem od tematu starań, ale nie unikalismy wybitnie zajścia. Jednak zapadła decyzja, że podchodzimy do IVF.... Dziś mam 3 dzień cyklu i wczoraj zrobiłam pierwsze zastrzyki z Menopuru oraz Rekovelle. Rano obudziłam obudziłam z mega mdlosciami, bólem głowy i zawrotami w głowie. Jakoś dzień przeżyłam, w pracy nie zwróciłam uwagi na to, że nie mam krwawienia. W domu się zorientowałam. Mam nadzieję, że to normalne? "Skonsultowałam się " z czatem gpt, napisał, że to normalne. Ale może lepiej zadzwonić do kliniki? 🤔
05.04. mam pierwszy podgląd 🥚, mam nadzieję, ze hodowla się powiedzie. Dam Ci znać Pamiętniczku co się dowiedziałam.
Nie wiem nawet od czego zacząć. Długi protokół, zmiana leków. Pęcherzyki rosły wolniej, co odebrałam za dobry znak. Cieszyłam się, że jest inaczej niż za pierwszym razem. Poza tym pęcherzyków było mniej niż ostatnio, więc wierzyłam, że będą lepsze jakościowo. Podeszłam do tej procedury na chłodno, nie chciałam o niej rozmawiać, chciałam ją po prostu przejść. W sobotę miałam punkcję. Znowu sobota, nawet godzina ta sama. Miałam traumę po tamtej sobocie, ale starałam się wierzyć, że w tamtej procedurze to naprawdę był "taki cykl". Nie mogę mieć przecież tak złych komórek, przy tak dobrych wynikach badań. Tym razem pobrano 15 kumulusów. Całą sobotę przesiedziałam z telefonem w dłoni, modląc się by nikt nie zadzwonił. Nie zadzwonili. Szok, niedowierzanie. Jestem już o krok dalej niż ostatnio - pomyślałam. Wczoraj zaczęłam przyjmować leki przygotowujące do transferu. Dalej byłam sceptyczna, ale tym razem przynajmniej czułam, że cały ten dyskomfort po punkcji, obolałe ciało, to nie jest na marne. Zastanawiałam się co tam się dzieje w laboratorium. Marzyłam. Snułam w głowie piękne scenariusze. Dzisiaj miałam dzwonić, by dowiedzieć się ile komórek się zapłodniło, a jednocześnie miało to być info z trzeciej doby. Pani doktor uprzedziła mnie, że często w poniedziałki sami dzwonią z informacją, bo mają dużo zabiegów, procedur i nie są w stanie odbierać telefonów w wyznaczonych godzinach. Wiedziałam więc, że telefon może zdzwonić, ale bardzo chciałam, żeby jednak nie dzwonił. Zadzwonił. Pani embriolog (?) do weryfikacji potrzebowała mój PESEL. Podałam go tak szybko, że ona chyba nawet nie zakodowała, spytała tylko ze zdziwieniem "to już?". Moje serce biło jak oszalałe. Czułam, że jest źle. Tym razem z 15 kumulusów (nie wiem jeszcze ile było komórek) tylko jedna komórka była prawidłowa, ale się nie zapłodniła. Tym samym zakończyła się procedura numer 2. Nie możemy już podejść do kolejnej procedury z dofinansowaniem, bo dwukrotnie nie udało się nam uzyskać minimum dwóch komórek nadających się do zapłodnienia. Gdy się rozłączyłam czułam tylko złość. Nie tyle smutek, co ogromną wściekłość na to wszystko. Mam wrażenie, że ja już przy pierwszej procedurze pogodziłam się z tym, że przyczyną niepłodności są moje komórki i kolejna procedura może się nie udać. Bardzo chciałam się mylić. Nawet Pani doktor była przekonana, że tym razem będzie inaczej.
Nie wiem co teraz. Gdzie szukać pomocy? Próbować jeszcze czy pogodzić się z tym, że nigdy nie zostanę biologiczną mamą? Nie wiem czy mam siłę dalej walczyć. Nie wiem czy bardziej mi zależy na tym, żeby mieć dziecko, czy żeby to dziecko było moje. Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Ta procedura trwała tak długo. Dziesiątki zastrzyków, dojazdy do kliniki, zwalnianie się z pracy, szukanie kolejnych wymówek. Naprawdę nie mam siły.
Umówiłam wizytę u Pani doktor na piątek. Muszę z nią porozmawiać. Wcześniej przedstawiała mi swój plan i mówiła, że na razie mam nie myśleć o komórce dawczyni, ale w tej sytuacji na pewno to zasugeruje. Dzięki pomocy jednej z dziewczyn z Ovu (dziękuję jeszcze raz 🤍) umówiłam się na bezpłatną konsultację z czeską kliniką. Nie wiem czy to ma sens w przypadku, gdy to moje komórki są problemem. Tam zazwyczaj trafiają dziewczyny z niskim AMH, albo w sytuacji, gdy jest problem z uzyskaniem zarodków. U mnie problem leży gdzieś indziej. Jeśli któraś z Was wie co mogłabym jeszcze zbadać, gdzie szukać pomocy to bardzo proszę o porady. Spełnienia się mój najczarniejszy scenariusz - nawet IVF nie jest w stanie nam pomóc. Nie znam drugiego tak beznadziejnego przypadku jak nasz. Ostatkiem sił zawalczę po raz kolejny, tylko niech ktoś tchnie we mnie nadzieję.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2025, 21:07
Owulacja była i jestem w 10-11 dpo. I to jest istna kolejka górska. Raz myślę że mi się udało żeby za chwilę się smucić że nie ma szans na powodzenie. Jednocześnie mówię do brzucha zostań fasolko żeby w kolejnym momencie mówić do siebie: głupia babo nie nastawiaj się. Do tego mam wrażenie że mam część objawów ciążowych ale jednocześnie sobie wmawiam że to pewnie skutki uboczne leków i przypominam że wcześniej przy staraniach każdy tydzień przed okresem wyglądał jakby mi się udało. 🫣🫣🫣
Weekendzie przybywaj bo ja tu zwariuję.
Plan od lekarki: jak 🐒 będzie to od razu zapisać się na USG (2-4dc) jak nie przyjdzie to czekamy tydzień robimy betę x2 i zapisujemy się na wizytę. 🍀
Marzę o cudzie...
Beta 13 dpt 1338
Rośnie ale przyrost się zmniejszył. Progesteron spadl z 60 na 20.
Jest radość i niepokój jednocześnie więc standard co przynosi nam każde podejście.
Ale teraz jest inaczej! One jest udane i tak ma pozostać. Wierzę w to, że musi być dobrze.
Estradiol 150, tsh 1,2, morfologia rozjechana na 45 tys leukocytów ale dzień po podaniu acofilu więc ok, miewałam już po 65 tys. Wcześniej raz zbadałam w 2 dobie i to skądś już na 20 tysięcy więc ok.
Mimo wszystko dzisiaj mam teleporade u immunologa. Chyba już będziemy rozmawiać o schodzeniu z leków.
17 kwietnia wizyta w klinice. To będzie 30 dpt.
Próbuje się gdzieś umówić koko 20 dpt żeby potwierdzić ciążę w macicy.
Cudzie trwaj!
Nerwy na wodzy!
Błagam niech to marzenie się spełni ❤️
Ledwo wczoraj miałam konsultacje z immuno, że jest ok i lecimy dalej to dzisiaj właśnie zaczęłam krwawić...
Nie wiem czemu już od 3 dni każda wizyta w toalecie to był taki nerw że coś zobaczę na majtkach. Pewnie nauczona poprzednimi doświadczeniami czułam że nie może być tak łatwo.
Nimi dzisiaj w pracy... Krew.
Czekam... Błagam...
Edit. Beta 2581 przyrost 87%
Nie wiem nic. Nic mi to nie daje... Albo to już równia pochyła albo po prostu zwolniło i jest dobrze.
Krwawienie się nie rozkręca ale siedzę na dupie i ani drgnę.
Proga wzięłam jak dla konia. Wieczorem powinien być wynik.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2025, 14:43
23.01.2025r.
Mamy już wszystkie wyniki, jakie mieć potrzebujemy na wizytę.
Z wymazów z szyjki ponoć zlecana była tylko chlamydia, nie potwierdzę, nie zaprzeczę.
Tak mówili to tak będzie. Jak coś to się dorobi.
I mamy wyniki MSOME. Błyskawicznie.
Ale tu nie jest kolorowo. Niemniej... Nie ma aż tak wielkiego dramatu. Chyba. Coś się da z tego ukręcić.
Plemniki I stopnia - 0%
Plemniki II stopnia - 1%
Plemniki III stopnia - 27%
Plemniki IV stopnia - 72%
Czuję w kościach, że bez wątpliwości wrzucą nas w IMSI. Pytanie, czy będzie to czyste IMSI, czy jednak wrzucą nas jeszcze w selekcję plemników pod HBA i FAMSI? Zobaczymy 28.01.2025r. 
28.01.2025r.
Mam 4cm torbieli krwotocznej na lewym jajniku. Procedura się obsuwa cały miesiąc. Mam tabletki antykoncepcyjne na 21 dni.
#nierodzew2025
Wyliczyłam, że żeby pojechać na te narty, zaplanowane pod punkcję, to muszę do końca tygodnia jechać na luteinie. Wtedy 5.01 dostanę miesiączkę, od 2dc mam brać tabletki i jakoś 1.03 dostanę krwawienie z odstawienia. I może ruszymy.
Do kliniki umówiłam się na 10.02. Nie wiem czy to wystarczający termin? Czy przełożyć na później? Wszak to będzie dopiero 4-5 dni na antykoncepcji.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2025, 15:54
I już po laparoskopi. Już w domu, pełna nadziei, że to kolejny krok do przodu. Jutro czas wrócić do pracy. A dzisiaj, dzisiaj pierwszy raz w tej walce i chyba ogólnie w życiu, czas podziękować mojemu ciału. Przez cały czas byłam na nie wściekła, zła, obrażona, ba nawet specjalnie katowałam je do granic wytrzymałości. I co, i zawsze wytrzymywało. Dzisiaj jednak jest czas by docenić to, że jednak wygrałam jakiś szczęśliwy los na loterii, w postaci takiego ciała jakie mam. 3 dzień po zabiegu ja już jestem w pełni sił. Wszyscy się dziwią, czemu tak szybko wracam do pracy, a ja już nie mogę siedzieć w domu. Moje ciało zregenerowało się w ekspresowym tempie. Nie wiem może przez te lata katowania go pracą na kilku etatach, do tego siłownią, spaniem po kilka godzin dziennie tak je zahartowałam. Ja jednak dzisiaj wolę myśleć, że moje ciało jednak daje radę. Może droga do macierzyństwa jest trochę wydłużona ale resztę znosi dzielnie. Nie protestuje, nie narzeka tylko znosi moje kolejne ciosy.
A więc dzisiaj jedyne o czym chce myśleć to to, że moje ciało wymiata i postaram się częściej je nagradzać zamiast karać, częściej myśleć o nim dobrze, że jest odpowiednie takie jakie jest. Niech zostanie takie dalej a damy sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami.
Dzisiaj chce zakończyć jedną walkę z pozytywną myślą, że się udało. Nie z myślą, że dużo jeszcze przede mną.
Tak dzisiaj jestem wdzięczna za siłę i wytrzymałość mojego ciała. Mimo, że ja zawodze, ono zawodzi mnie rzadko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2025, 19:27
20w5d
Wróciliśmy z badań połówkowych. Piękne masz te oczyska, a usta stworzone do całowania 🥰 Rośniesz jak na drożdżach. Ważysz już 376g
Wszystkie narządy sprawdzone, przepływy, kości, każda struktura wygląda pięknie, rozwijasz się prawidłowo 🐥 U mnie też nic nie odbiega od normy. Badania, ciśnienie, waga w porządku. Szyjka 4cm, zamknięta. Moglibyśmy patrzeć na Ciebie w nieskończoność. Za każdym razem jesteśmy bardzo wzruszeni 🥹 Lekarz dał kartkę z płcią bo podobno nie ma już wątpliwości. Ostatnio skłaniam się bardziej ku Dziewczynce. Dziś były przede mną dwie pacjentki z terminem na początek maja i obie rozmawiały o tym, że nadal nie mogą funkcjonować bez tabletek. Zupełnie jak ja... Obie też spodziewają się Dziewczynek 🩷 Czyżby to był kolejny znak? Dowiemy się niebawem 
Zmniejszamy luteinę do dwóch tabletek.
Waga +4kg.

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2025, 19:21
20+4
Jesteśmy po drugich badaniach prenatalnych, czekamy na córeczkę 🩷🥹 wszystkie wyniki są dobre, nie ma fizycznych wad, więc wyszliśmy znowu lżejsi o ogromny kamień z serca🥹 dla rodziny przygotowałam mini gender reveal w postaci ciasta Malinowej chmurki, większość stawiała na chłopaka więc było lekkie zaskoczenie, ale i wielka radość😊 po cieście sprzedała mi dwa mocne kopy po pęcherzu, chyba jej smakowało 😁 ruchy czuję raz mocniej, raz słabiej, jest to uspokajające uczucie😊
Nadal nie wierzę że jestem po „drugiej stronie”, nie wiem czy szybko w to uwierzę, że udało się wygrać tą wojnę, chyba tylko ciepło małego ciałka i jego płacz obwieszczą te zwycięstwo. Wcześniej nie mam zamiaru świętować wygranej. Jestem oczywiście szczęśliwa, planuje powoli wyprawkę, mniejsze i większe zakupy dla nas, ogarniam psa, ale nadal ta myśl, że nie ma się co cieszyć w stu procentach jest z tyłu głowy. I to jest ok, nie walczę z tym, ale też nie daje tej myśli zbyt dużej uwagi.
19.08.2025 godzina 13:15 siłami natury na świat przyszła Nasza wymarzona córka Hania 🥰😊
Jest idealna, a my zakochani po uszy!
Mamy rok ! Rok emocji za nami kolejne przed nami, a ja ? Ja nadal się boję ! W dniu w którym urodziłam Nelkę strach zawitał i od tamtej pory wciąż tu jest!
I proszę nie zrozum mnie źle ale dzień narodzin mojej córki nie jest piękny, nie lubię tego dnia, 25 czerwca czułam tylko strach nigdy nie zapomnę poczucia winny i strachu, moje życie tego dnia zatrzymało się na 92 dni, nie pamiętam tych dni, nie wiem jak funkcjonowałam, ale dziś już minął rok, naprawdę minął rok a mojej małej córeczki rączki po mnie sięgają i dzięki Ci Boże za ten cud, dziękuję !!!
Żal do samej siebie chyba już nigdy nie przeminie, bezradność gdy ona walczyła o życie a ja miałam się całkiem dobrze, to że była tam sama a ja ? Ja nie mogłam nic zrobić, czekałam, prosiłam każdego dnia jej mówiłam jak bardzo ją kocham jak bardzo jej chcę i opowiadałam „ bądź silna córeczko a cały świat będzie i twych stóp „ dziś jest!!
Kocham Was moje dzieci !

TO BYŁ UDANY DZIEŃ
Biorąc pod uwagę okres starań, to pewnie potencjalnie mogłabym się szykować do porodu w alternatywnej rzeczywistości.
Jakaś melancholia mnie naszła, owiła się wokół i puścić nie chce. Piękny dziś dzień, Słońce za oknem, śpiew ptaków od 6:30 słyszę, a w środku bardzo ciemno, zimno i ponuro. Za 19 dni skończę 29 lat, a w mojej idealnej wizji sprzed lat, ta wyczekana ciąża powinna być trzecią, co by do trzydziechy trójkę mieć. Jakże cierpkie są plany kogoś na górze. Nie ma żadnego dziecka, pokój w nowym mieszkaniu służy za graciarnię, a mnie powoli opuszczają nadzieje.
Kurde losie no, przecież fajni jesteśmy, te geny nie mogą się zmarnować.
Przeszłam immunosupresje. Nie miałam skutków ubocznych. Poza tym, że dostałam jakiejś alergii, pokrzywki, wysypki itd. nie kacze tego z leczeniem bo wysypkę na twarzy z bąbelkami z wodą miewałam już wczesniej i podejrzewałam, że to od jakiegoś jedzenia tylko nie mogę dojść od czego. Miałam jeden incydent, że zrobiłam się buraczana, skóra paliła jakbym zasnęła na solarium... Twarz i dekolt, kolana i łokcie, a później rozlało się wszędzie. Coś okropnego. Wzięłam leki na alergię i po godzinie zeszło. Próbuje trzymać się na diecie bez produktów mlecznych. Odstawiłam wszystko i narazie jest ok. Nie biorę nic na alergię, buzia czysta. Robiłam próbę i zjadłam kawałek sera albo jakiś baton z czekoladą i też mnie nie uczulilo. Możliwe że jak alergenu jest dużo to wtedy. Pokrzywka wyskoczyła mi po zjedzeniu 2 oscypków ale dzień wcześniej zjadłam camemberta, może to się skumulowało.
Muszę zrobić badania alergiczne ale czekam aż trochę minie od immunosupresji. Może w ten weekend już pójdę na badania.
Zastanawiam się wciąż czy ponawiać badania cross czy iść za ciosem i próbować transferować bez tej wiedzy. Właściwie innego leczenia nie mam.
Jestem znowu na hydroxychlorochine i sterydzie. Przed transferem zwiększę dawkę. Narazie nie szaleje że względu na tą alergię.
Boziu nigdy nie byłam alergikiem a tu takie cuda...
Córka przeszła grypę. Nie wiem czy to szczepienie czy leki na grypę które dostałam też profilaktycznie ale udało się nie zarazić.
Bardzo chciałabym już być w ciąży, znowu zostać mamą... Myślałam, że już nie trochę przechodzi ciśnienie ale są dni, że zaczynam dopuszczać, że córka będzie jedynaczką a za chwilę wiem, że nie umiem się z tym pogodzić. Teraz znowu mam parcie i jest mi trudniej.
W rodzinie dużo dzieje się niedobrego. To wszystko też odbija się na mnie bezpośrednio. Dużo stresu i niewiadomych. Człowiek próbuje się odciąć ale się nie da.
W pracy młyn i burdel na kółkach. Ogólnie ostatnio nie wyrabiam. Tak po prostu... Ciągnę ostatkiem sił. Przez to wszystko Ann wyrzuty sumienia, że córa ogląda bajki zamiast spędzać czas bardziej produkcyjnie ale naprawdę nie mam siły...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.