siesiepy Niepłodna niemama 🥀 27 maja 2025, 15:17

Kolejny dzień matki, w którym cię nie ma, choć miałeś być. Kolejny rok, w którym zastanawiam się, czy kiedykolwiek będziesz. Kolejny miesiąc, który nie tak miał teraz wyglądać. I kolejny dzień, w którym próbuję po prostu przetrwać.

Walczę z niezrozumieniem najbliższych i złotymi radami w dobrej wierze.
Walczę z codziennością, gdzie dzieci pojawiają się tylko dlatego, że "chcesz" lub pojawiają się gdy nawet ich nie chcesz.
Walczę z tym, by nie nienawidzić samej siebie za to co nas spotyka. Wciąż wmawiam sobie, że moje istnienie ma wartość.

Żyję, ale co to jest za życie. Od tragedii do smutku. Boję się cieszyć tym, że na razie druga procedura ZAPOWIADA lepsze wyniki z hodowli, bo za każdym razem jak tylko w coś uwierzyłam, los dobitnie mi sprzedawał plaskacza w twarz. Boję się cieszyć, bo zaraz się to rozpadnie...

Czy ten rok przyniesie mi ukojenie lub realną radość? Chciałabym. Ale wolę być pesymistką.
Od 3 lat mówią mi, że już zaraz za chwilkę zajdę w ciążę i będę mamą. I ja dalej w niej nie jestem. I ja dalej nie jestem mamą.

Ale wciąż próbuję o to walczyć. Bo naprawdę chcę nią być.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2025, 15:48

Czy sam pomysł testowania 4dpt to już przypadek dla psychiatry? 🤯

W szpitalu przebadali mnie bardzo kompleksowo, wcześniejsze krwiaki się wchłonęły a nowych nie było więc to nie było przyczyną krwawienia. Lekarz wpadł na pomysł, że może to konflikt grupowy AB0, ponieważ ja mam grupę krwi 0 w mąż A i przy płodzie męskim (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy) często się tak zdarza. Dostałam immunoglobuliny i stopniowo krwawienie zmieniało się w plamienie aż w końcu w 15 tc całkowicie ustało ♥️ W międzyczasie mieliśmy test Nipt i prenatalne. Okazało się, że noszę pod sercem zdrowego chłopca. Później rozpoczął się najpiękniejszy okres mojego życia, dobre samopoczucie, rosnący brzuszek, kompletowanie wyprawki to coś o czym marzyłam 😍 w tym roku nasza rocznica ślubu była wyjątkowa, moje urodziny i wreszcie cudowne święta Bożego Narodzenia z radością, że niebawem przywitamy na świecie nasze wyczekiwane maleństwo. W styczniu zaczęły puchnąć mi bardzo nogi. Termin miałam na 21.02 więc jeszcze troszkę trzeba wytrzymać. Bardzo męczyły mnie skurcze przepowiadające i straszyły, że urodzę przedwcześnie. Nawet miałam jeden "poród fałszywy" bo skurcze się kręciły i stawały regularne a jak dojechałam do szpitala to ustały 🤡 byłam na wizycie 38+4. Lekarz zmierzył ciśnienie i wyszło bardzo wysokie. Zbadał mnie i mówi, że jeszcze raz zmierzymy. Znów wysokie. Powiedział, że jadę na wywołanie. Powiedziałam, że nie jestem gotowa i że w tym dniu muszę jeszcze coś załatwić. Miałam więc mierzyć ciśnienie i wieczorem miała zapaść decyzja co z indukcją. Poszliśmy z mężem na randkę ostatnią we dwoje, zawieźliśmy psa do psiego fryzjera i wieczorem wysłałam pomiary ciśnienia i lekarz zadecydował, że w środę 12.02 mam się stawić w szpitalu na wywołanie. Tak też było. W następnym wpisie opiszę przebieg mojego porodu i co się działo po


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia, 23:28

Emka06 Nasza historia 27 maja 2025, 19:05

Wczorajszy dzień był dla mnie trudny - wdzięczność za to, że mogę spędzić ten dzień z moją kochaną mamą, mieszała się z uczuciem żalu, że być może nigdy nie będzie to moje święto.

Wczoraj trochę popłakałam, a dziś znowu podjęłam rękawice. Wczesnym rankiem pojechaliśmy z mężem do kliniki, gdzie miałam wykonaną mezoterapię jajników. Wszystko odbyło się bezboleśnie, personel był przemiły, a ja czułam się zaopiekowana. Wprawdzie jestem lżejsza o kilka tysięcy, ale jeśli to na mnie przybliżyć do zostania mamą, to nie żałuję ani złotówki. Zabieg przeprowadzała ta sama Pani doktor, która wykonywała mi USG pod kątem endometriozy, bo to ona jako pierwsza zasugerowała, że warto rozważyć mezoterapię jajników. Niestety nie miałam możliwości, by porozmawiać z Panią doktor, ponieważ przyszła chwilę przed zabiegiem, a ja chwilę później odpłynęłam w narkozie. We wtorki Pani doktor nie przyjmuje w klinice i była tam tylko po to, by wykonać mi zabieg. Doceniam bardzo. Pani rejestratorka przekazała mi, że za sześć tygodni mam zbadać AMH i umówić się na wizytę. Wynik AMH nigdy nie był moim problemem, ale trochę się stresuję, jak wygląda po dwóch punkcjach. W moim przypadku mezoterapia ma podnieść jakość oocytów. Nie sprawdzimy tego inaczej, niż podchodząc do kolejnej procedury. Jestem w 90% przekonana, że odbędzie się ona w Czechach. Nie dam rady próbować kolejny raz w tym samym miejscu. Potrzebuję świeżego spojrzenia na nasz przypadek.

A tak wyglądała sala, na której dziś leżałam 🍍
Air-Brush-20250527145012.jpg

Phiczek Przeterminowana ... 6 listopada 2025, 12:43

Kropek na pokładzie 🥹

Efekt na USG mega 🤩🤩

Kolejny krok bliżej... mamy 4 zamrożone, zdrowe genetycznie blastocysty 🥹

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 6 listopada 2025, 13:33

Trochę wow i trochę nie wow, bo powoli zaczyna załączać się panika.

17+6 dzisiaj...
Tak, miałam dzisiaj wizytę, po cichu liczyłam, że kolejny wpis do pamiętnika będzie już z pewną płcią dziecka, ale niestety tak się nie stało. 😅 Ale po kolei.

Dzień po urodzinach miałam prenatalne. Wszystkie ryzyka bardzo niskie lub niskie jeśli chodzi o porody przedwczesne i preeklampsje. :)
Minus? Łożysko częściowo przodujące, ale na przedniej ścianie. Uprzedzę - nie, do tej pory się nie podniosło.
Także tuż po powrocie z wymarzonych wakacji dostałam L4 i grzecznie na nim siedzę. Nie będę ukrywać, ale jak z początku miałam wyrzuty sumienia, tak teraz nie mam żadnych i tak sobie bimbam szczęśliwa.

Dzieciak miał dzisiaj 250g i rozwija się tydzień/ponad tydzień (w zależności od sprzętu) szybciej niż wiek ciąży z owulacji by wskazywał. Ja sobie godnie tyję. To znaczy mniej lub bardziej godnie, bo jak puchnęłam tak puchnę sobie nadal mniej lub bardziej i godzę się z tym stanem rzeczy. Dzisiaj jest jeden z troszkę gorszych dni, bo od rana widać było opuchliznę na ciele, czuję ją na dłoniach i twarzy. Ale nie mam na co narzekać, to mój jedyny w sumie objaw, na jaki zwracam uwagę.
Brzuszek już widać - rano może bardziej wygląda po prostu jakbym przytyła, ale wieczorem dumnie się wypina sam z siebie. W związku z tym jakiś czas temu na Vinted obkupiłam się w ciążowe spodnie i krótkie sweterki, i sobie śmigam w wygodzie.

Dwóch lekarzy próbowało ocenić płeć na przestrzeni ostatnich 3 tygodni. Oboje powiedzieli tylko "chyba widać siusiaka/jajeczka i to chyba nie jest pępowina, ale nie wiadomo". Także mamy chyba-chłopaka a ja coraz bardziej przyzwyczajam się do tej myśli i z nią oswajam. 💙Mam też wrażenie, że od kilku dni zdarza mi się poczuć ruchy, ale pewności nie mam żadnej.

Pogoda w końcu jest piękna i w końcu chce się żyć, a nie tylko egzystować w czterech ścianach. Nie będę ukrywać, ale po ciepłym klimacie Teneryfy, skąd przywiozłam tonę wspaniałych wspomnień, doznaliśmy lekkiego szoku i to nie temperaturowego! Przez bite tygodnie padało, a dni kiedy nie padało można było policzyć na palcach jednej ręki!

Oprócz tego co z nowości? Wykastrowaliśmy psa, postawiliśmy ogrodzenie dookoła domu, padł nam ekspres do kawy (serwis już zamówiony) i podjęliśmy decyzję o tym, jakie nowe auto będziemy kupować w przyszłym roku. Odważnie, ale do odważnych świat należy, prawda?

I tak sobie żyjemy, wciąż spokojnie, ale powoli dociera do mnie, że zaraz będę w połowie ciąży, a ja dalej sobie po prostu żyję i nic z tym fantem nie robię. 👀
24.11 mam połówkowe
25.11 wizyta
27.11 wizyta NFZ

4risu Co przyniesie los.. 27 maja 2025, 21:07

Cykl 4
1 maja.
To miał być wyjątkowy moment.
Taki, który się wyczekuje, do którego się przygotowuje. Ale ja... zaprzepaściłam go.
Tak to wtedy czułam.
Bo choć ciało było gotowe, serce gdzieś się pogubiło w nerwach i kłótniach.
Za dużo emocji, za mało czułości.

A jednak - nie chcąc zmarnować cyklu - 10 maja sięgnęłam po testy owulacyjne.
12 maja - pik.
Bez namysłu, bez głębszej bliskości, bez radości. Tylko próba.
Jedna.
Czasem to wystarcza. Ale nie wtedy, gdy brakuje miłości.

Ten cykl był mechaniczny. Pusty.
Nie wiem, czy można to nazwać „staranie się”.
Raczej.. obowiązek.

Potem przyszedł tydzień nocnych zmian.
Starałam się dbać o siebie. Żadnych gorących kąpieli, minimum wysiłku.
W głowie kołatało: „A może…?”

Cztery dni po owulacji – plamienie.
Zaniepokoiło mnie, ale też dało cień nadziei. Implantacja?
Później – osłabienie, biegunka, brak energii.
A potem – nic.
Żadnych objawów PMS. Żadnych plamień. Za to.. mdłości.
Czułam, że może tym razem. Że może mimo wszystko.

24 maja – zwykle wtedy zaczynało się plamienie i PMS rosło w siłę.
A tu… cisza.
Czekałam, z testem w dłoni.
Biało.
Serce zamarło. Ale jeszcze nie wszystko było przesądzone.

25, 26 maja – brązowe plamienia, bóle podbrzusza. Typowe dla okresu, ale też… typowe dla ciąży.
Czytałam, analizowałam, porównywałam. Nadzieja gasła i zapalała się co godzinę.

27 rano – kolejny test.
Zobaczyłam cień kreski, chyba każda z Nas przechodzi coś takiego, że bardzo usilnie chce to zobaczyć i to widzi.
Zabiło mi serce.
Może jednak…?

A potem, 3h później – fala.
Krew, która zmyła wszystko.
Nadzieję. Emocje. Tę iluzję.

I zostawiła tylko znajomą pustkę, którą zna każda kobieta, która czeka na „tak”.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 maja 2025, 21:09

4risu Co przyniesie los.. 27 maja 2025, 21:14

Poprzedni cykl był trudny. Nie dlatego, że coś się wydarzyło. Ale właśnie dlatego, że wszystko się działo – nieustannie. Praca na zmiany, rozregulowany rytm dnia i nocy, chwile snu na raty.

Pracuję na trzy zmiany. On - na jedną. Zawsze się widzimy, choćby na dziesięć minut.
Czeka na mnie nocą, chociaż dobrze wiem, że powinien spać. Mówię mu, że to nieodpowiedzialne, że się zamęczy. Ale on tylko się uśmiecha i mówi, że przecież nigdy nie wiadomo, kiedy może być ostatni raz.
Czułość bywa cichym bohaterem.

Ale taki styl życia nie sprzyja staraniom o Cud.
Bywam zmęczona. Moje ciało tęskni za spokojem bardziej niż za czułością.
Coraz częściej bliskość przestaje przynosić radość – a zaczyna przynosić presję.
I chociaż wiem, że to nie jego wina, zaczynam zamykać się w sobie.

W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że coś jest ze mną nie tak.
Że może nie potrafię, nie umiem, nie jestem wystarczająco kobieca.
Że wszystko się we mnie psuje, że zamiast miłości jest tylko napięcie.

W domu byłam nerwowa.
Dużo krzyczałam. I często było mi smutno – tak zwyczajnie, głęboko, bezgłośnie.
Smutno, bo ja.
I smutno, bo widziałam, że ranię Jego. Że moje zmęczenie staje się dla niego zagadką. Że mój smutek staje się murem, przez który nie potrafi przejść.

Zaczęłam gubić siebie.
Zamiast zbliżenia - dystans.
Zamiast nadziei - pustka.
Zamiast radości z bycia razem - niepokój, że coś we mnie zgasło.

Nie wiem, kiedy to minie.
Ale wiem, że muszę znów odnaleźć siebie - nie tylko jako kobietę, która się stara, ale jako kobietę, która czuje.

Bo czasem starania to nie tylko wykresy i daty.
Czasem to cicha walka o to, by znów poczuć miłość - nie jako zadanie, ale jako dar.

Jest wcześnie i boje się że za chwilę będę żałować tego wpisu...
Ale musze...

Na dzisiaj jestem w 5tej ciąży.... - błagam o drugie dziecko 🙏

33+0 tc

Ciężko w to uwierzyć, ale pozostało nam jakieś 7 tygodni. Jeśli malutki zechce pojawić się wcześniej, to może już tylko 5 lub nawet 4.

Dziś dostałam pismo z ubezpieczalni, które zaczynało się słowami „Już niedługo Wasze dziecko przyjdzie na świat”. Miałam przez chwilę wrażenie, że piszą o kimś innym, a jednak list zaadresowany był do mnie. Abstrakcja!

Dawno nie czułam takiego spokoju w sercu. Nie boję się tego, co nadejdzie – czuję tylko przeogromną radość i błogość. Tyle czasu czekaliśmy na nasz cud, tyle zakrętów pokonaliśmy – czego mamy się bać? Nasza rodzina nareszcie stanie się pełna, dołączy do niej ktoś, kto mieszkał w naszych sercach od tylu lat. Nie mogę się doczekać porodu, jestem gotowa na wszelki ból z nim związany i świadoma wszystkich wyzwań, które będą stały na naszej drodze. Chcę tego doświadczyć i będę starać się, by być najlepszą mamą dla naszego synka 🤍

Przyznam, że słuchając o kompletowaniu wyprawki w 12 tygodniu ciąży czułam się lekko nieswojo. Ba, ja nawet w 30 tygodniu wiele nie miałam. Jednak w tym samym dniu, w którym wróciłam z pierwszej lekcji szkoły rodzenia poczułam taki przypływ weny, że zamówiłam wszystko z listy i tym sposobem skompletowałam już prawie pełną wyprawkę 😊 Do dokupienia zostały mi tylko biustonosze do karmienia (nie umiem trafić w rozmiar przez internet), paczuszka pieluch (mam już na oku pieluszki ekologiczne), mleko modyfikowane w razie „W”, torba do wózka i lek przeciwgorączkowy w płynie. Wszystko inne już mamy. Wczoraj poczułam kolejny przypływ sił i poprałam wszystkie ubranka. Nigdy w życiu tak chętnie nie robiłam prania! A co lepsze nie mogę doczekać się prasowania i układania ich w komodzie. Pomyłam też okna i przypatruję się z niesmakiem naszym zasłonom – długo brudne nie pobędą 😛

Nasz synek ma w brzuszku coraz mniej miejsca, stale się przekręca, wypina stópki, kopie mnie pod żebra. Kocham to uczucie. Od kiedy przyjmuję żelazo nie mam już omdleń i czuję się świetnie. Już kilka starszych obcych kobiet mnie zapytało, czy spodziewam się chłopca, bo widać to ponoć po kształcie mojego brzucha i cerze. Wszystkie miały rację, że to chłopczyk, więc może jest jakaś nutka prawdy w tych całych zabobonach.

W poniedziałek (32+4 tc) byłam na wizycie, dzidziuś ważył 1834 g i mierzył ponad 43 cm. Teraz widzę się z lekarzem co 2 tygodnie i za każdym razem odpoczywam przy KTG – to 20 minut słuchania bicia serduszka i leżenia na wygodnej podusi 😇 Do synka nie ma zastrzeżeń, chociaż widzę, że spadł troszkę z 50 centyla.

Kolejna wizyta 7 lipca, 10 lipca natomiast umówiliśmy się na wiążące spotkanie w wybranym przez nas szpitalu. Podpiszemy tam dokumenty, przedstawimy plan porodu itd. 19 lipca ostatnie zajęcia w szkole rodzenia. A na sierpień już brak planów, czekamy tylko na Niego 🤍


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2025, 15:23

AnMiPe Moje historie ♡ 28 maja 2025, 12:43

Dziś znowu czuję, jakbym balansowała na cienkiej granicy między nadzieją a rozczarowaniem. Mam wrażenie, że moje ciało mówi do mnie jakimś własnym językiem — pełnym niedopowiedzeń, znaków, które trudno zrozumieć. Staram się je odczytać, każdego dnia, z każdej strony, ale w środku jest też zmęczenie. I złość. Że znowu coś jest „nie tak”. Że znowu muszę czekać.

Jest we mnie ogromne pragnienie — takie, które nie słucha rozsądku, kalendarzy, zaleceń. Chciałabym już, natychmiast. Bo czuję, że moje serce jest gotowe, nawet jeśli ciało jeszcze nie. Ale czasem nawet to serce się buntuje. I wtedy łzy cisną się do oczu bez ostrzeżenia.

Nie chcę panikować. Nie chcę dramatyzować. Chcę tylko wierzyć, że może to wszystko — nawet ten chaos, nawet ten brak odpowiedzi — do czegoś mnie prowadzi.

Dziś czuję smutek, trochę frustracji, ale i cień ulgi, że mogę to po prostu napisać. Że nie muszę być silna cały czas. Że wystarczy być. Przeżyć ten dzień. I zobaczyć, co przyniesie jutro.

Nie publikuję już tutaj wyników badań krwi, bo robię je średnio co 3 tygodnie. Od marca "zdążyłam" już przejść przez tragiczne wyniki wątrobowe, zdążyliśmy dowiedzieć się o zerowej morfologii nasienia, zdążyłam stracić nadzieję z 50 razy, a jakieś 49 dać sobie kopa do działania.

I szczerze? Tak po prostu nie chcę być cierpliwa i nie mam najmniejszej ochoty czekać. Dlaczego moje koleżanki mogą przeżyć fajną noc z mężem i być w ciąży, a ja muszę liczyć, dodawać, odejmować, wspomagać, czekać, czasem odkładać?

5w0d - 14 dpt

Progesteron 13. Beta 5396 💕 Rośnij Nasz Żuczku słodki 👶🍀🥰

Aktualizacja:

Mdłości jako tako nie ma, wymiotów również brak. Czwarty dzień pobolewa mnie głowa. Piersi swędzą, ciut pobolewają. Nie ma co marudzić, trzeba żyć ☺️


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2025, 23:06

Jestem po pierwszej alloimunizacji od męża.
We wtorek mam kolejne szczepienie.
Strasznie słabo się czuje od dwóch tygodni. Nie wiem czy to wynik tego szczepienia czy moze jakaś infekcja.

Bardzo boję się,że te starania odbiją się na moim zdrowiu...

Emka06 Nasza historia 6 czerwca 2025, 19:25

Dwa dni po mezoterapii naszły mnie nagle myśli, które zamąciły mi w głowie. Czy na pewno to był dobry moment na zabieg? Przecież dopiero co stwierdzono u mnie przeciwciała przeciw antygenom jajnika. Czy to nie wpłynie na skuteczność zabiegu? I tu wchodzi mój główny lekarz prowadzący (z przymrużeniem oka oczywiście) - Chat GPT. Według niego 18 dni od rozpoczęcia leczenia do zabiegu to za krótki czas, by lek zaczął działać, bo Hydroxychloroquine działa powoli. Eh, no skąd miałam wiedzieć. Skoro immunolog, widząc moje wyniki, pyta mnie czy, nie myślałam o mezoterapii jajników, to nie wpadłam na to, że może lepiej byłoby jeszcze zaczekać. Pani doktor chyba o tym nie wspominała, bo raczej bym zapamiętała. Nie chciałam dłużej odwlekać tej decyzji, ponieważ mezoterapia też potrzebuje czasu - pierwsze efekty są widoczne zazwyczaj po 6 tygodniach. Może za bardzo się nakręcam. Nie mogę przecież przekreślać swoich szans na podstawie opinii wyrażonej przez sztuczną inteligencję. Zapytam o to Panią doktor, ale wizytę mam dopiero w lipcu.

Od dziś włączyłam Encorton. Pani doktor wspominała o nim podczas telekonsultacji, ale potem stwierdziła, że Hydroxychloroquine powinno wystarczyć. Zostawiła mi jednak otwartą furtkę i postanowiłam z niej skorzystać, by jak najbardziej ogarnąć mój układ immunologiczny przed kolejną stymulacją. Boję się, że to leczenie nie pomoże i znowu będę musiała przechodzić przez piekło. Jak pięknie byłoby zajść w ciążę naturalnie. To sfera marzeń nie do spełnienia, ale o ile prościej byłoby dowiedzieć się o ciąży, bo spóźniałby się okres. Nie musieć pakować w siebie hormonów, podchodzić do punkcji i czekać z przerażeniem czy telefon nie zadzwoni znowu przedwcześnie. Gdyby tylko ktoś mi obiecał, że to wszystko ma sens..

Jestem ostatnio zagubiona i przygnębiona. Myślę, że duży wpływ na moje samopoczucie miały niedawne święta - Dzień Matki i Dzień Dziecka. Jest we mnie mnóstwo żalu do losu, poczucie niesprawiedliwości, złość i bezsilność. Czasem mam ochotę się poddać, ale nadal nie potrafię sobie wyobrazić życia bez dziecka. Czasem chciałabym po prostu zniknąć – by nie musieć już udawać, że wszystko gra, gratulować kolejnych ciąż i szukać wymówek, by nie uczestniczyć w kolejnym baby shower. Nie mam ochoty odpowiadać na pytania "co u Was?". Już od dawna nie odpowiadam na nie szczerze. Jak wytłumaczyć w kilku zdaniach, co się dzieje w naszym życiu od trzech lat? Czuję też dziwną niechęć do rozmów z osobami, które są świeżo po ślubie. Boję się tego, co mogę od nich usłyszeć. Wiem, że pojawienie się dziecka to naturalna kolej rzeczy i to nie jest niczyja wina, że to akurat nas dotknęła niepłodność. Po prostu nie mieści mi się w głowie, że wystaczy uprawiać seks, by zajść w ciążę. Szczęściarze. Jak dobrze byłoby nie wiedzieć tego wszystkiego, co już wiemy i żyć beztrosko, jak kiedyś.

33+1
Szybki update z życia przed wizytą za 2 dni we wtorek.

Co do Lei to wiadomo nie mam jeszcze żadnych wieści. Jedyne co mogę napisać to to że udało mi się po trudach zdobyć że szpitala gdzie rodziłam i prowadziłam ciążę z Mayą, raporty z jej pranatalnych i porównując pomiary z 3 prenatalnego USG z Leą w 31+4 a tego samego badania z Maya w 34+ to pomiary Lei wypadają duuuzo gorzej (mowa o obwodzie brzuszka [AC].

W skrócie dla siebie na "pamiątkę"
- pierwsze wątpliwości co do obwodu Mai brzuszka pojawiły się w 34+ tc, ale przepływy wtedy były jeszcze dobre.
- kolejna kontrolę miałam w 36+ - AC nadal spadało i kolejna kontrola zalecona w 38+0.
- zatrzymany przyrost, słabe przepływy i indukcja w 38+1
(tak w skrócie o Mai)

Z Leą obecnie:
- drugie prenatalne 2 mies temu AC na 78 centylu, wizyta miesiąc temu w 28+ AC na 30 centylu i na koniec trzecie prenatalne w 31+4 AC na 2,7 centylu... Idąc tym tempem spodziewam się że na wizycie za dwa dni Lei obwód brzuszka będzie poniżej siatki centylowej.

Oczywiście w międzyczasie zrobiłam "doktorat" z tego co spadający pomiar AC (obwód brzuszka) oznacza, przeczytałam dość obszerny artykuł naukowy na ten temat i w skrócie to właśnie najczęściej po spadającym AC rozpoznaje się problemy z przyrostem które ostatecznie mogą kończyć się zatrzymaniem przyrostu maleństwa, mimo prawidłowych pozostałych pomiarów

Dobra to tyle jeśli chodzi o moje wymądrzanie się - zobaczymy co powie lekarka za 2 dni.

Teraz szybki update co do MOJEGO samopoczucia fizycznego (psychicznie wszysyko jest dobrze :))

W zeszłym tyg byłam na 3 dniowej podróży służbowej w Rzymie. Było świetnie! Czułam się bardzo dobrze, czyli tak jak ogólnie ostatnio się czuje. Przed lotem poszłam sobie jeszcze rano na trening na basenie, po przylocie poszłam na spacer i kolację ze znajomymi (na liczniku na koniec dnia 12 tys kroków). Podobnie wyglądał pod względem spacerów drugi dzień a trzeci to był już powrót do Abu. Ogólnie czułam się super.
Po powrocie nast dnia poszłam standardowo zrobić trening na basenie. Wszysyko poszło sprawnie jak zawsze, aż tu nagle podczas suszenia włosów coś mnie zabolało i long story short z sekundy na sekundę dopadł mnie taki ból spojenia że bez wyolbrzymiania ABSOLUTNIE nie mogłam chodzić. Poskładało mnie totalnie! Bałam się bardzo że jakimś cudem doszło do rozejścia spojenia, ale na szczęście to chyba nie to.

Od 3 dni prowadzę dość oszczędny (tyle na ile się da z 3 latką w domu) tryb życia. Staram się więcej odpoczywać, choć weekendy temu nie służą... Ból zmalał ale nie zniknął. Mogę chodzić ale czuję że to jest wszyatko na granicy i jeden zły ruch i może mnie znowu położyć na łopatki.
Wczoraj np było całkiem nieźle ale dzisiaj znowu gorzej...
Ogólnie mam też wrażenie że Lea ułożyła się glowkowo tak że może to co się dzieje to po prostu połączenie mojego przeforsowania się oraz główki Lei która bardzo pcha na moją szyjke i dolne części ciała... Tak to przynajmniej odczuwam.

No nic tak jak już pisałam zobaczymy za 2 dni co powie pani doktor i jakie będę dalsze zalecenia. Po wizycie u dr mam też od razu wizytę u mojej fizjo.

Najbardziej w tej chwili po ludzku mi smutno że nie mogę pływać na razie bo na prawdę dawało mi to ogromny power do życia i sprawiało mi duuuzą przyjemność... No ale cóż zrobić 🤷‍♀️

32w6d

Torba spakowana w 90% 🥹 Mrożon zabrał się za to wczoraj. Kochany 😍 Super, że zrobił to sam, będzie wiedział gdzie co jest kiedy ja nie będę w stanie się ruszyć :) Jakoś tak pewniej. Odebraliśmy też wózek więc Nasza Księżniczka ma już swoją pierwszą karocę 😅 Zostaje pranie i meblowanie, krok po kroku do przodu 💕


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2025, 09:01

Przyszły mi badania genetyczne. Ignaś był chory 😔miał trisomie 21 czyli zespół downa.
Co czuje? Mieszanka emocji. One wszystkie są razem. Jedno nie wyklucza drugiego.
Śmierć i ból. Te uczucia nie zmalały, poczucie straty, śmierci mojego ukochanego dziecka. Bo tak kocham go tak samo mocno. Ta strata boli tak samo.
Jednak mimo wszystko czuć jakaś ulgę. Ulgę, że ta ciąża skończyła się sama, że nie musiałam przechodzić przez koszmar aborcji.
Bo zawsze byłam zdecydowana, że ją zrobię w razie gdybym musiała, a jednak teraz gdy o tym myślę to... to cieszę się, że nie musiałam podejmować tej decyzji.
No i spadł mi z ramion największy ciężar czyli pytanie DLACZEGO. Wiem dlaczego, jest to dla mnie zrozumiałe i logiczne. Wiem, że gdy modliłam się, że pragnę urodzić zdrowe dziecko to Bóg mnie wysłuchał, a nie opuścił. Wiem, że to nie dlatego, że jechałam autobusem i mnie wytrzeslo i nie dlatego, że wieczór przed zatrzymaniem akcji serca wkurwił mnie mąż i zaczęłam go obwiniac. Czuję też ulgę, że to nie mój organizm zawiódł. Będę rozmawiać o tym z lekarzem czy te krwawienia oprócz krwiaków mogły być też efektem odrzucania macicy chorego dziecka. Nie będę robić żadnych komicznych badań, szukać cudów i specjalistów.
W USG moja macica jest już krzywa, widać gołym okiem adenomioze. Wcześniej jej nie było. Są zwapnienie po wszystkich zabiegach i cięciach, skrobaniach. Nie chcę chyba już tam grzebać. Mam nadzieję, że nie będę musiała.

Co czuje jeszcze? Strach. Że reszta zarodków jest chora, że wiek już nie ten, i że ryzyko było zawsze ale teraz ogromne. Że może mnie to spotkać ponownie, a może być gorzej.

Teraz w badaniach genetycznych metoda MLPA wykryto błędy w 21 chromosomie ale niediagnostyczna. Musiano wykonać badanie inne metodą żeby potwierdzić i tam już wyszło jednoznacznie.
Ale pytanie czy testy NiPT wykryłyby wtedy wadę jeśli zmiana w chromosomie była niewielka?
Zakładając, że znowu będę mieć krwiaki i będę krwawić czy amniopunkcja nie zabije mi dziecka które może być zdrowe?

Boje się... Pragnę być w ciąży i jednocześnie boje się okropnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2025, 08:09

Phiczek Przeterminowana ... 6 czerwca 2025, 19:28

Drugi podgląd 12dc.

Na prawym jajniku pęcherzyki 16mm, 13mm, 13mm.
Na lewym 12mm, 10mm, 9mm.

W kolejny wtorek trzeci podgląd. Jak wszystko pójdzie okej to punkcja czwartek, piątek.

Leki dalej ciągniemy tak jak ostatnio.

Szczerze się spodziewałam, że początek tygodnia. No nic. Trzeba dalej czekać i liczyć, że wszystko pójdzie dobrze.

Trzymajcie kciuki ✊🏼


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2025, 19:30

Lea 24+2 / Maya 3l 22 dni 😉

Od wczoraj jesteśmy w Polsce na 2,5 tyg urlopie, przez jetlag i przeziębienie Mai która kaszle mi w twarz nie mogę spać pod 4 tak że postanowiłam coś napisać :)

Mam do nadrobienia ostatnia wizytę 2/04 w 23+4
Lea pięknie rośnie i jak na razie w przeciwieństwie do swojej siostry nie daje w tym temacie żadnego powodu do zmartwień 🙏 oby tak zostało!
Obecnie 585g i serduszko 159 bpm 🩷
Jedyne co na razie pozostaje do obserwacji do położenie łożyska. Nadal jest nisko na granicy bycia przodujacym ale przodujace niby nie jest i powinno pójść jeszcze do góry - oby! 🙏 na prawdę bardzo bardzo bardzo nie chce CC!

Na ostatniej wizycie miałam też badanie krzywej i wyniki mnie lekko zaskoczyły bo wszystkie wyniki wyszły dość niskie 83-89-95. Noszę sensor więc sama już zauważyłam że w ciąży mam dużo niższe cukry niż przed ciążą ale i tak mnie to fascynuje (nie martwi)

Następna wizyta 30/04 i tego dnia ustaliłyśmy z lekarka że przyjmę też szczepionkę na RSV a po 2 tyg na krztusiec (albo na odwrót nie pamiętam ;))

U Mai wszyatko dobrze :) na sam wyjazd do Polski (dosłownie na lotnisku) zaczęło ja brać przeziębienie i leje jej się z noska jak z kranu 🥴 poza tym nastrój dobry tak że oby na katarze się skończyło 🤞

Ok, spróbuję się jeszcze zdrzemnąć. Może jakimś cudem jeszcze usnę choć wątpię bo Maya leży na mojej poduszce a ja tak blisko spać nie mogę


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2025, 04:54

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)