Niestety, badania bety wskazały na kolejną ciążę biochemiczną. Nie mamy już zarodków. Czeka mnie ostatnia refundowana stymulacja. Jestem przerażona, bo dwie pierwsze stymulacje to była kompletna porażka i boję się powtórki. W poniedziałek idę na wizytę, chciałabym skorzystać z 3 miesięcy przerwy, żeby przygotować swoje komórki, bo ostatnie 2-3 miesiące to taka huśtawka hormonalna, że chciałabym wyciszyć organizm i oczyścić głowę.
Ah, drogi pamietniczku...
Mój ukochany synek niedługo kończy roczek... Kiedy to minęło? Mam wrażenie, że jak pstryknięcie palcem!
T. jest wspaniałym, bardzo pogodnym chłopcem. Co tu dużo gadać... Jest po prostu doskonały.
🩵🩵🩵
A my z mężem... chcemy jeszcze!
W tym tygodniu czeka nas wizyta w klinice 🤞
Jeszcze karmię piersią i najprawdopodobniej nie miałam owulacji, więc zobaczymy co dalej.
Kciuki na pokład!
Na prawym jajniku 8 pęcherzyków 15mm, na lewym lider 17mm, kolejny 15mm i kilka mniejszych 13/14mm.
Na szczęście migrena już nie wróciła, a mdłości są delikatne. Dyskomfort w podbrzuszu rośnie, ale nie jest źle. Pojutrze, w piątek, kontrola, a punkcja prawdopodobnie w poniedziałek
Szósty dzień stymulacji. Pierwsza kontrola była trochę za wcześnie, jeszcze dużo się nie działo.
Wczoraj obudziły mnie silny ból głowy i mdłości, tuż przed podaniem zastrzyków wymiotowałam jak kot. Trudny dzień na pierwsze zetknięcie z orgalutranem, ale poszło dobrze.
Mocno czuję jajniki, mam nadzieję, że nie każą nam zbyt długo czekać do punkcji. Jutro kontrola, pewnie wyznaczą nam termin
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia, 17:13
Czas zrobić aktualizacje bo latam do kliniki, a nawet nie ma czasu napisać.
Chic dobrych wieści nie mam żeby tu zostawić...
Jak jajniki doszły do siebie po punkcji i po 2 cyklach w końcu zeszły wszystkie nadprogramowe jajka lekarz wdrożył mi gonapeptyl żeby zacząć długi protokół.
Jakie było nasze zdziwienie, że zamiast wyciszenia jajników one są znowu pełne komórek. Zamiast się uśpić to wystartowały. Lekarz mówił, że robili punkcję takich pęcherzyków ale były puste lub zdegradowane więc nie warto.
Tak więc dalej brałam gonapeptyl, że to się wyciszy.
Kolejny podgląd, a tam coraz więcej i większe.
Tak więc 2x ovitrell i musi pęknąć. Część pękła ale zostały mi 4 wielkie torbiele 6-8 cm na jednym jajniku i jedna duża na drugim.
Masakra...
Jest źle.
Zamiast szybciej akcji z ivf na makuch dawkach stoję teraz przed wizja wycięcia tego z częścią jajnika.
Nie wiem ile to się będzie wchłaniać.
Od lutego nie mam miesiączki.
Za tydzień jadę do kontroli.
Biorę teraz regulon tabletki antykoncepcyjne i nie wiem jak długo to potrwa.
Tracę już siły naprawdę. Takie kłody pod nogi mi życie podkłada 😞
5 punkcji i stymulacji i dałam radę, a teraz hormony po prostu zwariowały.
Jestem znowu w czarnej d*upie.
Bardzo bym chciała żeby to się wyciszyło, wchłonęło ale nie wiem czy takie wielkie torbiele dają się usunąć w taki sposób. Zostaje mi czekać na cud. Jak zawsze.
A póki co każdy dzień to jak przedłużanie niekończącej się porażki.
Nawet suplementy odstawiłam bo już nie mam sił tego żreć. Tabletki mi kółkiem w gardle stają, a ból żołądka dokucza.
Dobry wieczór.
Mała aktualizacja:mąż zrobił badania nasienia. Nie jest źle nie jest też idealnie.
Byliśmy na wizycie w klinice leczenia niepłodności ale jakoś ten lekarz nie przekonał mnie do siebie - nie dowiedziałam się nic nowego.
Jutro jadę na drożność. Dobrze że mój mąż jedzie ze mną. Mam nadzieję że wszystko będzie drożne i będziemy mogli podejść do inseminacji.
Chociaż i tak podchodzili byśmy chyba jakoś po wakacjach bo w maju mój mąż będzie miał operację przegrody nosowej i trochę nas to wyłączy ze starań.
Ciąża zakończona 8 marca 2026
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja, 16:39
Kolejne USG pokazało 12 pęcherzyków na prawym jajniku i 5 na lewym, wszystkie 16-17mm. Jutro rano ostatnie zastrzyki bemfoli i orgalutrana, a wieczorem trigger: dwie ampułki gonadopeptylu. Wszystko wygląda naprawdę dobrze, w poniedziałek punkcja!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja, 09:57
11dc
Powróciłam.
Tego cyklu do starań nie zaliczam. Dopiero co podjęliśmy decyzję o rodzeństwie dla Syna, robimy badania, przygotowujemy się. Przy tym planowaniu myślę o rzeczach o których nie myślałam przed pierwszą ciążą. Do tego stopnia, że z "działaniami" spokojnie czekamy do sierpnia. Do tego czasu badania i suplementy. Wierzę, że będzie dobrze chociaż z tyłu głowy mam strach, że to nie będzie takie proste jak za pierwszym razem. Jesteśmy starsi, doszły różne choroby. No ale zobaczymy. Trzeba być dobrej myśli, prawda?
No I mamy ten 2026...
Jaki był 2025? Z jednej strony ch*wy, bo przecież miałam urodzić drugie żywe dziecko przed 40tka, drugi transfer dał mi nadzieję, przecież okruszek miał się urodzić tuż przed... dziecko z 3 transferu miało urodzić się koło dnia matki, też go nie ma...
Początek roku miał zacząć się od nowej procedury, przeciągnęło się do lutego, była szansa na zarodki przed 40tka, skoro nie dzieci, to chociaż, zarodki... był jeden, po PGTa kolejny cios od życia... w maju udało się, mamy 4 zarodki po PGTa, jest nadzieja, pierwszy raz od październikowego szpitala uwierzyłam że to może się udać...
Transfer miał być w czerwcu, zamiast tego był rosnący progesteron mimo estrofemu
W lipcu stan zapalny w zebie,
W sierpniu cykl był tak krótki że wpasował się w urlop...
We wrześniu w końcu się udało, był transfer... 4dpt wieczorem zobaczyłam wymarzony wynik testu...
Bałam się pozamacicznej, pęcherzyk był w macicy
Bałam pustego jaja, usłyszałam serduszko
Byly krwawienia, plamienia, L4....
Względny spokój był do I prenatalnych, Bałam się,przeplywow, były dobre... ale 😢 maluch przepuklinę pepowinowa z jelitem...
Stary rok skończył się amniopunkcja, która powiedzieć czy to tylko to, czy genetyka...
Od 2026 nie oczekuje za wiele, mam wrażenie że mnie już nic dobrego nie czeka w życiu... jedyne czego chce, to żeby maluch byk zdrowy genetycznie i zabieg był najgorszym co nas czeka w 2026..
Błagam, Boże, daj mi urodzić żywe dziecko... 🙏🙏
17+5 WG (07.01)
Dodatkowa wizyta po amniopunkcji, komplikacji brak
17+5 WS
Wieczorem jeszcze planowa wizyta i wielki szok - na usg nie widać tej przepukliny... 🤯
18+6 WG (15.01) - od 20.01 Odstawiamy po 1 cyclogescie na dzień co 3 dni, kończymy najgorsze leki, w końcu... ale czego to się nie robi dla Nunusia 🥹
19+0 genetyk
Genetyk stwierdziła, że amniopunkcja nie potwierdza sugerowanego wcześniej zespołu Beckwitha-Wiedemanna, ale nie jest w stanie GP wykluczyć... mamy 95% szans na zdrowego malucha...
20+3 II prenatalne (26.01)
21+4 SOR_1 (03.02) - białko w moczu, wiadomo co ja mogę myśleć... 🫣
22+2 SOR_2 (08.02) - 🤢
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 16:35
13 dc
Dziś mija 13. dzień mojego pierwszego cyklu starań o dziecko. To dopiero początek tej drogi, a już widzę, jak wiele emocji potrafi się w niej zmieścić. Z jednej strony staram się podchodzić do wszystkiego spokojnie i racjonalnie, obserwować organizm, poznawać swój cykl i dawać sobie czas. Z drugiej pojawia się ekscytacja, nadzieja i to charakterystyczne oczekiwanie na to, co przyniosą kolejne dni.
Na tym etapie nie ma jeszcze odpowiedzi ani pewności. Są za to małe kroki, uważność i wiara, że niezależnie od wyniku ten proces czegoś mnie nauczy. Staram się nie wybiegać myślami zbyt daleko, choć przyznaję, że czasem trudno nie wyobrażać sobie różnych scenariuszy.
Czy inaczej przeżywa się pierwszy cykl starań z pierwszą ciążą a inaczej z drugą? Zdecydowanie tak...
38+0 - 07.06.2026
Na razie zamieszczę bardzo ogólny wpis, bo wszystko dzieje się na bieżąco i to nie jest jeszcze moment na dokładne opisanie całej historii.
07.06.2026 o godz. 19:53 drogą cesarskiego cięcia przyszedł na świat mój synek Łukasz Jan. Jest cudowny 😍 Kocham całym sercem.
Bardziej szczegółowo opiszę całą historię, gdy będę miała więcej czasu i będę odczuwała mniej bólu. Najważniejsze jest to, że mimo tego, że wciąż jestem w szoku, jestem bardzo szczęśliwa 😊
Fakty
Mamy 6 zamrożonych zarodków ❄️🩷 Muszę dać jajnikom jeden cykl na regenerację zanim przystąpimy do transferu, bo stymulacja dała im trochę popalić. Wiem tylko, ze 3 z nich to top klasa, ale wciąż czekam aż klinika wrzuci dokumenty na portal.
Emocjonalne pierdu-pierdu (można pominąć)
Po pierwszym telefonie z kliniki rozbeczałam się jak dziecko i to wcale nie ze szczęścia. Czułam się wstrętnie sama ze sobą - przecież dziewczyny walczą o te zarodki, a ja beczę, bo mogę mieć ich 8. Zaczęłam podważać każdą decyzję, którą podjęłam, czułam, że nie zasługuje na bycie matką, że się nakręciłam, chciałam wszystko przyspieszyć, nie byłam wystarczająco cierpliwa, wciągnęłam w to męża. Czułam też, że wszyscy będą mnie obwiniać o to, że nie walczyłam dłużej tylko “zrobiłam sobie invitro”, że sobie wymyśliłam te niepłodność. I że może trzeba było nie brać tyle antykoncepcji, nie trzeba było się szczepić na covid, to nie byłoby problemu. Że ludzie to się starają [wpisz dowolna liczbe] lat.
Po prostu spadło to na mnie wszystko jak deszcz cegieł.
Dzisiaj jestem w zupełnie innym miejscu, oswojona już z sytuacją. Czuję radość i wdzięczność, bo wiem, że to maleństwo tam jest, że naprawdę mamy szansę. I pojawiła się u mnie w końcu ta ekscytacja, której do tej pory w ogóle u mnie nie było. To się dzieje, nie ważne jaki będzie wynik, ale teraz - to się dzieje 🩷
Oczywiście są wciąż ukłucia. Bardzo mnie dotykają wszystkie komentarze nt in vitro. Informacje, że komuś tam udało się naturalnie po długim czasie. Wtedy znowu zaczynam wątpić w siebie. Ale dziewczyno, czy to będzie mieć znaczenie, jak będziesz tulić to maleństwo? Przecież zrobisz dla niego wszystko. Już robisz co możesz.
To jest wszystko trudne. Ale opłaci się. Już niedługo, chce w to wierzyć 🌸
Edit, bo mnie naszło: A gdyby tak mówić do siebie jak do najlepszej przyjaciółki? Co by ode mnie usłyszała w takiej sytuacji?
Jesteś dzielna i wytrwała, masz prawo czuć niepewność i strach, ale dasz sobie radę i życzę Ci spełnienia marzeń.
I z tym nastawieniem chciałabym dotrwać do pierwszego transferu. 🌸
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia, 16:12
12dc
Czy długie staranie się o dziecko może być jeszcze przyjemne?
To pytanie zadałam sobie dzisiaj, kiedy wspominałam wczorajszy wieczór z Mężem. Jesteśmy dopiero na początku drogi o rodzeństwo dla Syna. Z pierwszą ciążą udało się w 1 cyklu więc problemów nie było. I nie doszliśmy do momentu, w którym myśli skupione są tylko na tym, żeby "zrobić swoje" i czekać czy się udało.
Teraz cieszymy się sobą, jest przyjemnie, starania idą z faktycznej namiętności...a co kiedy to już nie będzie pierwszy, drugi, trzeci...miesiąc? Kiedy przychodzi ten moment kiedy prawdziwa chęć do kochania się, zamienia się w tylko czysto biologiczną czynność? nie wiem...i muszę przyznać, że boje się tego momentu.
Wiem, że pewnie przesadzam, że po co mi o tym teraz myśleć. Ale czasami przychodzi taka chwila refleksji i niektóre myśli trzeba z głowy wyrzucić w przestrzeń.
5 dc ✨
Panel MUCHa od góry do dołu negatywny.
Zapisałam się na piątek na badanie drożności jajowodu – przy okazji będzie robiona biocenoza pochwy, z czego akurat się cieszę.
Od 30.04 jedziemy razem na majówkę, więc modlę się do mojej owulacji, żeby łaskawie przyszła chociaż dzień później 🙏
Rozpoczęłam subskrypcję Prenacaps I, bo poprzednie suplowe resztki już wyjedzone.
Nie zatrzymuję głowy na poprzednim cyklu – cisnę dalej w następny 💪
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia, 13:56
14+6 G 136g (16+0)
16+4 A 206g (17+4)
17+5 G 241g (18+5)
17+5 S 214g (18+3)
18+6 G 332g (20+1)
20+3 II 468g (21+5)
21+3 S 529g
22+6 G 674g (24+0)
23+5 S 720g (24+5)
24+5 G 884g (26+2)
25+5 S 1010g (27+0)
27+0 G 1198g (28+5)
27+5 S 1320g (29+5)
29+0 G 1500g (30+6)
29+4 III 1770g (31+4)
30+5 S 1927g (33+1)
31+4 G 2101g (33+5)
32+5 S 2313g (34+6)
33+4 G 2619g (36+0)
34+5 S 2728g (36+4)
35+3 G 3013 (37+4) - pierwsze KTG poza IP
36+5 S 3210 (38+3)
37+4 G 3719 (39+5) - KTG
38+3 G - KTG i ostatnia wizyta w tej ciąży 🤯🥹 nie wierzę ze to już...
38+6 przyjęcie na patologię - 3850g
39+0 - CC - 4080g i 58cm Nunusia 🩵
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 17:10
Oczywiście że się nie udało. Ale jak ialo się udać kiedy progesteron w 10 dni po owu wynosił 4.7. Mowilam lekarzowi ze z tym problem znowu bedzie. Ten cykl to powrót leków, etruzil, estrofem, broń i mam nadzieję dołączy progesteron. Jutro 12 dc, monitoring i czuje ze na zastrzyk bedzie juz za późno, od kilku h czuje klucoelewego jajnika, z niego na 100% bedzoe owu bo ostatnio byl prawy. Niestety meza nie ma od 14 do 16 dc wiec starania w ty miesiacu marne.
A jednak dostałam okres...po 4 dniach plamień przyszła @ ze zdwojoną mocą... Kompletnie nie rozumiem mojego organizmu. Podejrzewam, że mam niedomogę lutealną, mimo, iż progesteron w 7 dpo mam w normie to te plamienia mogą o tym świadczyć. Ostatnio lekarz przepisał mi luteinę i teoretycznie dopiero po wybraniu tabletek przez 12 dni miałam dostać okres. Niestety mino luteiny były plamienia... I jak tu trafić za moim organizmem.
Z rzeczy bardziej dołujących... moja własna dyrekcja dziś zaczęła namawiać mnie na dziecko, a w ogóle to super kiedy jest dwójeczka...Normalnie smutno mi się zrobiło. Odpowiedziałam, że chciałabym, żeby chociaż jedno było i wyszłam
Wcale się nie dziwię, że ludzie dopytują się o dzieci, skoro jesteśmy po ślubie, ustatkowani...buuuu! Szkoda słów. Żadne moje słowa nie opisałyby wewnętrznego krzyku.
27+3
W pierwszej ciąży już nie byłam... wieczorem powoli docierało co się właściwie wydarzyło...
Dzisiaj w 27+3 nadal jestem w ciąży, czuje ze mlody nadal tam jest.... 🙏
29+4 (31.03)
III prenatalne,
Coś tam widać, ale nie wiadomo do końca co...
Wygląda raczej na pusta przestrzeń, jelit najprawdopodobniej tam nie ma...a może to tylko galareta Whartona... wizją zabiegu Nunusia coraz bardziej sie oddala 🥹 ale... pierwszy raz padła sugestia SN... argument był słuszny, bo być może będę chciała wrócić po kolejne zarodki, nawet jeśli teraz o tym nie myślę teraz, starsze ode mnie wracają 🤯
30+3 SOR nr 4 (06.04) - na szczęście fałszywy alarm, ale wydawało mi się że odpływają wody... ponieważ odpłynęły wcześniej w pierwszej ciąży, spanikowałam, to tylko fałszywy alarm, przestałam liczyć który już w tej ciąży... przynajmniej zapisali na patologię na 39+0... wbrew pozorom to już niedaleko, 2.5mca😱
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 16:52
Skoro mam takie przemyślenia 5 dni po Cc zakończonej Nunusiem, to chyba zostaje psychiatra ... czy ja kiedyś będę umiała normalnie żyć? 😭
Mnie dojeżdża jeszcze co innego...
Zostały 3 zarodki i chyba źle mi z tym że muszę je oddać...
Z tym, że jestem za starą na myślenie o kolejnej ciąży, bo gdybym się zdecydowała za jakiś czas po Cc, to miałabym 43-44 i 3cia cesarkę...
Chyba też dociera, że żadne kolejne nie wypełni tej pustki... miałam 1, czułam że powinnam mieć 2, mam 2, czuje ze brakuje tego trzeciego... miałabym 10, czułabym że powinnam mieć 11...
Do tego gdzieś podświadomie czuje żal, że nie udało się mieć tej dziewczynki która straciłam...
Nie potrafię o tym nje myśleć, zamiast cieszyć się że po tym wszystkim mam Nunusia, czuje jakiś żal do życia że to już koniec... 6 lat starań po malej i chyba nje potrafię z tego wyjść... z drugiej strony, czas myśleć o tym co mam, dać trochę siebie dzieciom, a nie wieczna depresję, wizyty u lekarza, ciąże itp... wrócić do normalnego życia, bez klinik itp...
Wiem, że najlepiej byłoby oddać te zarodki jak najszybciej i "zamknąć ten rozdzial" ale boje się, że będę zalowac... jak każdej decyzji, która będzie "ostateczna". A co jeśli zajde w ciąże i ja stracę? I zamiast kończyć starania "sukcesem" jakim jest Nunus, będę je kończyć depresja po kolejnej stracie...
Czas też życia normalnie, "odchowac" te które mam, i po prostu żyć...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.