Jesteś we mnie
zdany na każdy mój oddech
łapczywy na kolejną kroplę
rozdygotanej krwi
czujny na moje łzy
We mnie tak cieleśnie
że niepewna swej tożsamości
błądzę dłonią po brzuchu
w poszukiwaniu
mrugających lusterek
Cieleśnie do tego stopnia
że budzę się razem z tobą
w niejasnym przeczuciu
że pukasz
chcąc wyraźniej wejść
w moje życie
Już nie mój płód
ale mój ból
Moje wszystko
Dzisiaj zaczynam 9 tydz ciąży. Jestem taka szczęśliwa, bo wiem że jesteś tam bąbelku. Pokochałam cię od samego początku odkąd dowiedziałam się o twoim istnieniu. Jesteś urzeczywistnieniem moich marzeń, marzyłam o tobie już od dawna. Jesteś tam moja kruszyno i wiem, że rozumiesz wszystko co do ciebie mówie. Kochamy cię z tatusiem całym sercem, czekamy na twoje przyjście. Już za niedługo zobacze ciebie mój bąbelku na usg na wizycie u pana dr. Jestem ciekawa jak wyglądasz i czy dobrze się miewasz. Tak sie cieszę że Bóg się nad nami ulitował i zesłał nam ciebie. Moje największe marzenie w końcu się spełnia.
No i mamy powtorke z rozrywki.
Wrocilam od gina i mam zalamke, pierwszy cykl z clo niestety nieudany, pecherzyk urosl, ale tylko w lewym jajniku, wiec juz nie wazne czy peknie czy nie, bo i tak mam lewy jajowod niedrozny
(( wiec znow w 11 dc wiem, ze nici z cyklu... Ehhh.. plakalam cala droge od gina
((
Nastepna owulacja dopiero w okolicach swiat, a ewentualne testowanie w nowym roku. Moze 2014 przyniesie mi w koncu radosna nowine ;(((
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2013, 14:22
16dcpo - dzień sądu ostatecznego.
Wczoraj podjełam decyzję że jak tempka będzie dzisiaj ładna i @ nie przyjdzię lecę zrobić betę. Temperatura 37 @ nie ma i nic nie wskazuje na to że będzie więc z wielką nadzieją pojechałam na badania
Wybrałam się z siostrą też miała coś do załatwienia więc pomyślałam i ja przy okazji załatwię. Nie przyznałam się siostrze co to za badanie więc nie było rozmów i zastanawiania się nad wynikiem. Czas dość szybko i bezstresowo zleciał ale gdy podjechałam pod szpital po wyniki cała się trzęsłam.. Oczywiście nie dałam po sobie poznać zdenerwowania. Przy okienku było jeszcze gorzej ale coś czułam że się nie uda. Chwilę przed tym w wc zauważyłam szyjka się lekko otwarła. Dostałam wyniki stoję i czytam.. wynik poniżej 0,1mlU/ml. Niemożliwe patrze jeszcze raz, no tak niestety.. siostra pyta i co tam? " No nic są wyniki wszysko ok" Ehh no przykro mi się zrobiło, jak bym była sama to pewnie wybuchłabym płaczem ale nie mogłam.. Teraz tak myśle co mi to da? Nic.. Przecież misiu bierze dobre witaminy na nasionka. Jak tylko je podreperuję napewno się nam uda..! Niewiem już czy oszukuję sama siebie czy naprawdę tak spokojnie to wszystko odebrałam.. Ale wiem że nie tym razem to następnym! Apropo witaminek właśnie się skończyły i misiu ma kikudniową przerwę przez nasze problemy finansowe ale już pod koniec tyg jak wróci z pracy bedą mam nadzieję czekały już na niego..
Zaraz pewnie zadzwoni jak tam wyniki.. Trudno nie usłyszy tego co by chciał..
Ehh no i dzwonił.. niestety gdy musiałam mu to powiedziec to aż łzy poleciały ale tylko kilka kropli
A teraz koniec szlochania!! @ znowu wygrała walkę ale wojnę wygram JA!! Nie poddam się tak łatwo, będe walczyła do skutku!! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2013, 20:57
No to mamy wyniki nasienia i jestesmy zadowoleni, widocznie poprzednio musialo cos byc nie tak moze przeziebienie wplynelo na kiepskie wyniki, no ale wazne co jest teraz 
koncentracja 50mln/ml
ruch postepowy 36%
ruch calkowity 56%
brak ruchu 44%
calkowita liczba plemnikow 200mln
wbc 0
morfologia 5%
zywe plemniki 85%
aglutynacja 0
komorki okragle 0
nic dodac nic ujac :)czas zbadac droznosc tylko czy mi lekarz pozwoli? oto jest pytanie, nie robilam posiewu od wrzesnia ale przypuszczac mozna ze same bakterie nie zniknely, chociaz kto wie...
niechciana jędza zbliża sie powoli do mojego domu różowy śluz to już początek udręki i od nowa polsko ludowa
Dlugo nie pisalam. Okazalo sie ze pecherzyk urosl sobie ladnie
we wt mial 17mm a w pt juz go nie bylo. Gin stwierdzila, ze owu byla w sr wieczorem czw rano. Plyn juz sie wchlonal. Jutro pobiegne na progesteron.
Poki co mam troche wolnego od pracy:)
Dzis super spacer zaliczylam z mezulkiem. Zmarzlismy ale sie nachodzilismy po lesie, nawdychalismy swiezego powietrza. Pogadalismy o tym co dalej gdyby sie nie udalo. Przeloze hsg na styczen. Zaraz po badaniu wezme urlop i siup do wyrka bedziemy dzialac w tym samym cyklu:)
Ponoc wtedy jesli bylo cos nie tak najwiekszę szanse:)teraz czas odkurzyc w domku a Wieczorkiem kino:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2013, 16:02
A co najlepsze testu na wrogosc sluzu nie robia juz prawie nigdzie, bo to badanie malo wnosi....hmmm ciekawe
Dziś odbiór wyników... denerwuję się troszkę. Chciałabym strasznie, żeby wszystko już wróciło do normy. Muszę się zająć pracą żeby o tym nie myśleć. Byle do 15.30 jak już dojadę do domku...
99 dni do porodu.
Ovu pokazuje, że jutro zaczynamy III trymestr.
na razie jestem nastawiona pozytywnie, oprócz tego, że za zwiedzanie szpitali dalej się nie zabrałam. eh. nie mam na nic siły, ani ochoty...
w dodatku mąż w poniedziałek kwiaty przynosi z okazji moich imienin...

a od wczoraj mamy ciche dni...
dobrze, że chociaż Michaś wariuje na cały brzuch, nie zwracając uwagi na nic. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2013, 10:33
Tysiąc myśli na minutę krążących w mojej głowie, setki scenariuszy (a w zasadzie chyba tylko jeden). Znowu się zacznie, kolejny miesiąc.
Wczoraj otrzymaliśmy radosną nowinę. Szwagierka w ciąży. a ja nawet nie potrafię się z tego cieszyć.
Cały dzień zastanawiałam się nad tym dlaczego nie umiem??
Gdyby tą wiadomość oznajmiła mi koleżanka z pracy, to skakałabym z radości mimo mojej dzisiejszej @. Dlaczego więc nie umiem (mimo, że bardzo lubię szwagierkę)??
Już chyba wiem, ślub mieli w licu, teraz ciąża - a my? 3 lata po ślubie i co?? cisza, nawet "pan z poradni" nie pomógł 
No ale przecież byłam w szpitalu, miałam mięśniaka więc to pewnie moja wina.
Na dodatek nasza niedawna wizyta w wioskach dziecięcych (akurat po moim szpitalu) więc teściowa pewnie postawiła diagnozę:
NIE MAJĄ DZIECI, NIE MOGĄ MIEĆ DZIECI, wcześniej facet ją zostawił,bo ONA NIE MOŻE - NA PEWNO.
Nigdy mój mąż nie usłyszał uwag na temat posiadania potomstwa, zawsze były skierowane w moją stronę ...
więc jak mam się cieszyć??
Na dodatek dzisiaj czuję się okropnie....
1 dzień @
ciężko zebrać myśli
i jeszcze trzeba będzie udawać radość, bo zapowiedzieli się z wizytą
dziś mam ochotę powiedzieć:
BOŻE, zatrzymaj ten świat, ja już wysiadam.
Muszę powiedzieć,że mam już dość czekania że w końcu coś ruszy. Postanowiłam iść do przodu i coś podziałać, a więc
1. Umówić m na posiew nasienia a po nowym roku może powtórka badań nasienia.
2. Iść na wspólną konsultacje do dobrego lekarza w klinice. Niech w końcu zajmie się nami jakiś fachowiec
bo mam już dość słuchania tekstów typu: proszę nie myśleć o zachodzeniu w ciążę i zając się czymś innym ! Nie ma nic bardziej frustrującego!!! BRRrrr

jestem zadowolona z wizyty siedzialam godzine . zrobil mi badanie chlamudia , rzezaczke , LH, FSH,E,PRL,TST,SHBG,TSH,FT4,GLUKOZA i cos tam jeszcze czyli badanie hormonalne mam zrobione juz . jest pecherzyk 9mm albo sie cykl wyduzy i bedzie owulka albo jej nie bedzie przez te leki co bralam w tamtym cyklu .
to sa pecherzyki torbielowe . nie pco
ale mam sie nie martwic pytal mnie czy w wczesniejszych cyklach byla owulacja pow mu ze tak normalnie to mam sie nie martwic na zapas bo w nastempnym tyg ide znow w sobote sprawdzic ten pecherzyk i odrazu da mi tabletki na nastempny cykl na wywolanie owulki . Ale pow ze w tym tyg owulki napewno nie bedzie i mamy serduszkowac jak nam sie bedzie chcialo a od poniedzialku ogen
ten gin jest zajebisty !!!
polipa nie ma torbiela tez to ja niewiem gdzie tamten gin widzial polip
moglam cos zle napisac jakie badanie bo mam na kartce zapisane a pisze jak kura pazuraz
Nadeszły dni płodne więc zaczynamy działać ... 
jutro rano idę na pomiar a-tpo na bank będzie dodatni no ale cóż takie życie .... szkoda tylko że tyle czasu straciłam i żyłam w niewiedzy tracąc ciążę za ciążą .... teraz też gdyby nie internet to bym była w czarnej dupie .....więc tak endokrynologa mam super ginekologa też bardzo dobrego ale cholernie drogiego i zalatanego i wciąż mam wrażenie że mnie od niego odpycha nie wiem jak to opisać nawet bo jest bardzo dobrym specjalistą chyba najlepszym na śląsku grzecznym i miłym człowiekiem ale nie czuje się u niego tak swojo może przez to że ma setki pacjentek i pracuje do 23 nawet przez to ciągle zapomina kto jest kim i nigdy go nie ma w szpitalu (ja bynajmniej tak trafiłam) byłam 3 razy na Ligocie i 3 razy jakiś jego kolega mnie badał no i ten szpital hmmmm jest nie fajny ogromny i ciągle ma się wrażenie że wszyscy mają Cię gdzieś... nie wiem czy pamiętacie ale jakiś czas temu była taka afera z pielęgniarkami co robiły sobie fotki z wcześniakami w kieszeni ... to było właśnie tam....mam też 2 lekarkę ginekolog bliżej domu i taką bardziej domową ale nie jest ona taką dobrą specjalistką jak Magnucki z Katowic i nie wiem czy umiałaby prowadzić ciążę przy Hashimoto... nie wiem co robić... Wy jak radzicie? co byście zrobiły na moim miejscu?
Dziś miałam sen:) Śniła mi się ta wymarzona córusia:) Może się spełni!
Dziś 19 dzień cyklu. Jakoś mi temperatura podskoczyła.. Sama nie wiem.
Mąż śmiał się ze mnie bo mówie mu że czuje się jakbym miała dwa wrażliwe, ciężkie odważniki zamiast piersi;p Piersi zrobiły się twardsze i bardziej czułe..
Na razie na nic się nie nastawiam.
"Nic nie goi ran na duszy lepiej niż gorąca czekolada. (...)
Po prostu uwielbiam czekoladę.
Czasem myślę, że Bóg stworzył ją w ramach przeprosin za to, że wcześniej dał nam brokuły." - więc dziś na pocieszenie czekolada..
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2013, 09:21
Ok, stanęłam już na nogi, a przynajmniej tak mi się wydaje. ALE ...... zawsze musi być jakieś ale, cholender. Jak już się w sobie spięłam i zawzięłam się na staranek ciąg dalszy, to oczywiście moja podświadomość się stawia (co to za twór w mojej głowie ?) i zaczęły się odzywać moje bolączki. Rwa kulszowa po całości, boli już ponad tydzień i cały czas wmimalam tabsy, infekcji intymnej ciąg dalszy (z przerwą na czas wizyty wrednej @ ) - mam nadzieję, że jednak się z tym uporam. Do tego serducho boli, bo nasi przyjaciele się właśnie rozstali w bardzo niesympatycznych okolicznościach i pewnie czseka nas bieganie po sądach (po prostu uwielbiam) i kolega ze szkolnych lat ogólniaka właśnie przegrał walkę z nowotworem. W pracy ktoś napisał skargę, atmosfera ogólnie jakaś nie taka, matko święta, mam dosyć już na samym początku .... A wszystko oczywiście składa się na to, że nerwy puszczają i u nas (mea culpa). Takie sytuacje odbierają chęci i motywacja mocno spada. Na poprawę humoru kupiłam sobie buty do biegania - szkoda tylko, że użyję ich dopiero na wiosnę, bo teraz już u nas śniegi, ale humor poprawiony choć na chwilę. Dla podniesienia sił w "walce" o CUD, poczytałam na fejsie o invitro i historiach innych staraczek i ...... wkurzyłam się tylko. Historie ściskają za serce, szczególnie jak poczytałam o starającej się 14 lat. Ogromny sukces, fakt. Ale 90 % przypadków to zła diagnoza, jakieś przeoczenia lekarzy, a ja mam wszystkie badania ok, nie ma mowy o przeoczeniu. Więc - załamka. No więc czekam do piątku na wyniki badania ANA i idę pocieszyć przyjaciela, bo ma jeszcze gorzej ode mnie. Jakie to życie jest kapryśne ....... Jedyne, co miłe ostatnio, to wsparcie dziewczyn z Ovu, naprawdę bezcenne, Dzięki !
Dziękujemy :*
zrobiłam dziś prolaktynę i jest w normie 18,55, bardzo się cieszę, bo na w sierpniu i wrześniu było ponad 30, no i udało się bez leków, czyli chyba stres grał tu kluczową rolę
Od wczoraj biję się z myślami - co zrobić po Nowym Roku? Czy spróbować jeszcze jeden cykl ze staraniami, czy może dać sobie całkiem spokój na te kilka miesięcy, zrobić HSG, zacząć się leczyć, badać i dręczyć, że do tej pory nie udało się? Strach potęguje we mnie tym bardziej świadomość, że jeśli zacznę brać lek teratogenny, to nie będzie odwrotu - 3-4 miesiące jak nic przerwy od starań, nawet jeśli nasza rozłąka nie będzie taka długa. Boję się takiej świadomości, że tyle miesięcy mam siedzieć bezczynnie, marnować czas. I tak wiele go już zmarnowaliśmy... Boję się tego, co zostawi we mnie ten lek, może 3 miesiące to będzie za mało żeby z czystym sumieniem móc znowu się starać? Znowu z drugiej strony myśl, że Mąż wyjedzie i zostawi we mnie nasze szczęście, choć jest raczej nierealna i graniczy z cudem, jest co najmniej kusząca. Bardzo kusząca. Cholera, głupieję.
Od grudnia przerywam przyjmowanie magnezu i wiesiołka. Nie chcę szprycować się tymi głupimi witaminami i nakręcać, że może dzięki nim tym razem się uda. Zostanę przy kwasie foliowym, lampce wina i może parę razy w tygodniu wypiję siemię lniane (niestety zostało mi gdzieś głęboko w sercu, że cykl, w którym się udało, to był cykl z siemieniem... niestety wiesiołek pomimo 3 miesięcy przyjmowania nic a nic mi nie pomaga, wręcz przeciwnie - w tym cyklu śluzu było 0, słownie: ZERO).
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.