Jestem juz w domu, do pracy wracam w przyszlym tygodniu, po zdjeciu szwow. Juz nie moge sie doczekac powrotu do mojego zwyklego, "nudnego" zycia 
Zycie toczy sie nadal. Czekaja mnie naswietlania, a po nich terapia hormonalna, ktora bedzie trwala pewnie ze dwa lata... no chyba ze 5, sama jeszcze nie wiem. Co do chemii to sie okaze za jakies dwa tygodnie czy jej potrzebuje, gdy przyjda wyniki mojego guza ze Stanow po tescie zwanym Oncotype. Oncotype test sprawdza 21 genow guza i pokazuje prawdopodobienstwo nawrotu choroby w ciagu 10 lat. Jesli okaze sie, ze prawdopodobienstwo nawrotu istnieje, czeka mnie chemia... jesli jakims cudem test pokaze male prawdopodobienstwo, to wiadomo, unikne chemii. Pozyjemy zobaczymy.
Ogolnie wyniki nie sa zle, tumor byl maly, ogolna jego charakterystyka jest tez w miare dla mnie przychylna.
Na poczatku bardzo trudno bylo mi sie pogodzic, ze moze nigdy nie bede miala jednak swojego dziecka. To mi tez w pewnym sensie pomagalo i odrywalo od mysli wirujacych gdzies w tematach zycie-smierc, wieczny strach przed nawrotem choroby. Teraz juz sie w miare z tym pogodzilam, dziecko nie jest wykluczone, adopcja raczej tez nie. Ale o tym bede myslala, gdy przyjdzie na to czas. A teraz staram sie raczej koncetrowac na tym co jest, i cieszyc tym co mam. A mam przeciez bardzo wiele, chociazby wspanialego meza, ktory nie opuszczal mnie na krok, gdy bylam w szpitalu, ktory wspiera mnie niesamowicie, dzieki ktoremu moja choroba nie przybiera jakiegos kolosalnego monstrum, z ktorym przegram.
Ale o smierci mysle. Staram sie pogodzic z mysla, ze moze nie beda mi dane kolejne 35 lata, tak jak mialam nadzieje w tegoroczne urodziny. Ludzie boja sie o tym myslec, odsuwaja takie mysli na bok, gdy zaczynam o tym mowic staraja sie mnie zagluszyc, bym "nie gadala glupstw", ale mi osobiscie to bardzo pomaga, bo jak ja mam teraz zyc z wiecznym strachem? Jak moge byc szczesliwa, majac caly czas swiadomosc, ze moze to sie skonczy za chwile. A gdy czlowiek sie pogodzi z tym, to strach mija... i wtedy mozna sie cieszyc po prostu tym, co jest tu i teraz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2012, 16:09
Męczy mnie jakiś kaszel- czosnkiem znowu się szpikuję, może przejdzie? Muszę więcej odpoczywać, tylko jak skoro w pracy cały czas czegoś chcą " na wczoraj"?
Męczy mnie jakiś kaszel- czosnkiem znowu się szpikuję, może przejdzie? Muszę więcej odpoczywać, tylko jak skoro w pracy cały czas czegoś chcą " na wczoraj"?
Ale pogoda, nie znoszę zimy. Zawsze w drugiej fazie cyklu łapie doła i wkurzenie na cały świat, do tego nie znosze zimy! dziś 27 dc i czuje ze niedlugo zjawi sie franca i znowu nici...jutro ostatni dzien Duphastonu, zobaczymy.
33 dzien cyklu,@ nie ma.
dzięki marto i ask:) z tym, że lekarze się mylą zgadzam się- dostałam też przepisany syrop elofen, gdzie w ulotce napisane jest jak byk- niezalecany w ciąży i w karmieniu piersią.... zamówiłam ten bioparox w aptece w ... PRADZE czeskiej, czekam na przesyłkę .Czytałam o duomoxie i trochę się uspokoiłam...
No i po monitoringu nic szczegulnego sie nie dowiedzialam tyle ze owulacja byla. Zastanawia mnie jedno tylko bo jak patrzalam na monitoringu to na obu jajnikach byly czarne plamy. Boje sie ze to jakies cysty lub cos takiego , a co najgorsze ze zapomnialam sie zapytac lekarki czy wszystok jest ok. Co za zemnie ciamajda no coz zapytam sie w poniedzialek jak do niej bede dzwonila zeby dowiedziec sie wyniki badan , bo bede miala sprawdzane z krwi czy w danym dniu byla owulacja. Oby bylo wszystko wporzadku i jesli cos tam mialo byc to niech to sie wchlonie. Teraz czeka nas czekanie czy sie uda czy nie. Bardzo bysmy chcieli zeby w tym cyklu sie udalo i na swieta miec wspanialy prezencik
.Czas pokarze.
w przyszły czwartek mam wizyte u lekarza ciekawa jestem czy juz bedzie cos widac:]
Rozsądek nigdy nie był moją mocną stroną. Przy wyborach życiowych zawsze górę brało serce/pragnienie.
Teraz jest tak samo...
Pragnienie stworzenia nowego życia było we mnie od zawsze. W okolicach 18 roku życia, gdy myślałam, że znalazłam tego jedynego, wymarzonego partnera postanowiliśmy starać się o dziecko. Nie wyszło - nici ze starań, a i związek potem się rozpadł. Potem zwalczyłam w sobie ten instynkt powtarzając, że to nie rozsądne*.
I oto w momencie, gdy stoję na rozdrożu i mam wybrać między sercem a rozumem, znów słucham serca.
Jest we mnie spory chaos myśli. Przecież jest tyle argumentów przeciw. Zdrowie w kiepskim stanie. Aktualnie jestem bezrobotna. Szanse na prace są marne. Mieszkanie wynajmujemy. I tylko jeden cichy głosik w tym całym hałasie, delikatnie szepcze "zróbcie to, dacie radę". I ten głosik pomimo iż najcichszy, najwięcej ma mojej aprobaty.
Dla mnie to ten sam głosik, który mówił, żebym zaryzykowała związek z tym człowiekiem, żebym zaledwie po dwóch miesiącach znajomości wyprowadziła się ze swojego miasta i zamieszkała z nim. Dziś jesteśmy ponad dwa lata po ślubie. Nie żałuję tamtej decyzji. Może i teraz ten głosik ma racje?
A potem przychodzi moment, gdy zapala się zielone światło - teoretycznie najlepszy czas na poczęcie. I wszelkie glosy milkną, nie liczy się nic prócz buzujących hormonów. "Co ma być to będzie" i dajemy się ponieść chwili namiętności. A przecież mieliśmy poczekać...
Od owulacji minął teoretycznie tydzień. Czas oczekiwania na efekty, z nadzieją, że już nie będę musiała się zastanawiać czy powinnam, czy może lepiej zrezygnować... 17.12 powinnam teoretycznie dostać okres... Jeszcze 6 dni do chwili prawdy... 6 koszmarnie dłużących się dni...
Trzeba przyznać, że Natura złośliwie nas uformowała. Skazała na okres długiego wyczekiwania na wymarzony rezultat. Jakby nie można było inaczej tego zorganizować. Trzeba czekać.
---
* Jestem osobą niepełnosprawną, choruję na wrodzoną łamliwość kości, ostatnio pojawiły się u mnie drobne problemy (no dobra, nie takie drobne) z kręgosłupem. Istnieje 50% szans, że dziecko odziedziczy po mnie chorobę, mój typ (I), ale nie wiadomo z jakim nasileniem objawów.
Już niedługo święta.Mikołaj minął i nie dostałam to czego tak bardzo pragnę.Może pod choinkę się uda...
Dziś miałam umówioną wizytę u ginekologa ale nie poszłam.Dlaczego?Sama nie wiem,chyba powoli tracę nadzieję i poprostu odpuszczam.Będzie co będzie.Spróbuję sama się obserwować chociaż nie wiem czy jest sens bo i tak męża mam tylko w weekendy a nie da się ustawić owulacji właśnie na te dni.
32 dzień cyklu czekam na @,dziwne powinna być,znowu cos się poprzestawiało.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2012, 21:36
No i minął 46 dzień cyklu, @ nadal nie ma i oby tak było (ale tylko z jednego powodu! ciąży!) Moje sutki wciąż się zmieniają.A to je obwódka przykrywa,a to są sterczące,lub jedna taka,druga inna i tak na przemian.Nigdy chyba tak nie miałam (chyba że nie pamiętam,lub po prostu nie zwracałam na to uwagi?)Zdarzają mi się lekkie i krótkotrwałe boleści pochwy,pobolewanie jajników i chwilowe skurcze macicy.Jeśli drugi test wyjdzie negatywny to się załamię, z dwóch powodów.Pierwszy to brak ciąży,drugi to znak zapytania nad tak długim cyklem.Mam tylko nadzieję że to nie objawy po LAPAROTOMII,kora odbyła się 17 października.
Nie poszłam zapisać się do ginki.. po prostu nie dałam rady 
W nocy dokładnie coś o 1 możne po 1 w nocy obudził mnie ból.. taki kujący (nawet troszkę parzący) był dość silny
ból oscylował nie na jajnikach co na macicy jakby z tyłu... ;/ najwięcej na środku ale też czasem raz z 1 raz z 2 strony , ale częściej z lewej;/ nie wiem czy to przez wczorajsze ćwiczenie .. czy co...
Nie wiem co się dzieje....
Jutro pójdę do ginki.
Wiem, ze to śmieszne ale w nocy usłyszałam ,że coś spadło trochę przed tym jak zaczęło mnie kłuć w macicy.. Właśnie się obróciłam i patrze a tu takie wiszące coś nie wiem jak to nazwać.. ale moja św.p. mama zrobiła hmm.. no właśnie takie "coś" duze i wiszące co jest znakiem macierzyństwa i płodności i to właśnie wisi nad moim łóżkiem i to właśnie to spadło w nocy.. trochę dziwnie się poczułam jak się zorientowałam że to "to" , bo raczej nie wierze w jakieś zbieżności losu i znaki.. 
Dziś ledwo się ruszam zakwasy tragiczne.. 
ale ciesze się, że zaczynam robić coś w tym kierunku 
Dziś ogłaszam wszechobecny LEŻING
bo z tymi zakwasami mało co zrobię
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2012, 08:57
Nic nie szkodzi
Pozdrawiam i dziękuje wszystkim za słowa otuchy i wsparcie 
Czekam...
12.12. a ja czekam, aż nadejdzie ten wstrętny 17.12 i pokaże prawdę.
Moje ciało czuje się okresowo, ale już mu nie ufam. Przecież w październiku też czułam się okresowo, a okres nie nadszedł. No może jednak źle kojarzę objawy? Wtedy ból pojawił się wcześniej, bałam się, jak bardzo ten okres będzie bolesny. A teraz nie ma bólu, jest tylko to dziwne poczucie "pełności" w macicy, jakby zgromadziły mi się tam hektolitry krwi i tylko czekają, aż "zawór" zostanie odkręcony.
Po zabiegu nie miałam typowych objawów okresowych. Nie było charakterystycznego bólu, nie musiałam posiłkować się przeciwbólowymi lekami, bez których wcześniej nie było mowy o funkcjonowaniu. Po prostu nagle przyszedł okres i był - bardziej krwisty niż zawsze, ale jego widok ucieszył mnie. O gdyby każdy okres był taki niebolesny byłabym szczęśliwa.
Wtedy też było to uczucie pełności, ukrwienia... Ale w ciąży przecież też je miałam.
Nie ufam już własnemu ciału. Wysyła sprzeczne sygnały.
Czekam...
Czas oczekiwania umilam sobie przygotowaniami świątecznymi. Wczoraj robiliśmy z mężem pierniki, a dziś robić będę łańcuchy. Właściwie na święta nie jesteśmy przygotowani jeśli chodzi o ozdoby, więc muszę je porobić.
I wyobrażam sobie, jak w przyszłości szykujemy ozdoby wraz z dzieckiem/dziećmi...
Tak bardzo bym chciała...
Wczorajszy test owu był wątpliwy, ale dzisiejszy nie pozostawia żadnych wątpliwości
tempka też spadła. Czekam na owu. jutro jeszcze poserduszkujemy i może, może.....
dzis kolejny dzien na pełnych obrotach, a ja czuję że nie mam już siły na takie tempo. Dziś dyrektor zaprosił mnie na rozmowę o projekcie, który planuje na maj i chce abym przygotowała mu to pod względem artystycznym, teatralnym, a ja siedziałam przed nim i już miałam na czubku języka żeby powiedzieć, że wątpię żebym w maju była jeszcze czynna w pracy... po świętach zanoszę zaświadczenie o ciąży - niech się nastawia dyrekcja, że będzie potrzebne zastępstwo...A jutro rano idę do lekarza rodzinnego - kaszel mnie wykańcza
47 dzień cyklu i @ nadal nie zawitała.Nie wiem czy się cieszyć,czy się martwić.Moje sutki są cały czas takie same jak pisałam wcześniej.Dziś dodatkowo miałam bóle w pochwie.Tym razem były dużo częstsze i intensywniejsze niż wcześniej.Czułam też kłucia w podbrzuszu.Oby to były oznaki ciąży,chociaż nie mam takich objawów,jak te,które zaciążyły...Testowanie dopiero w sobotę z pierwszego rannego moczu.Boję się jednej kreseczki...
Dni mijają...jak to dobrze...W tym grudniowym rozgardiaszu czas może faktycznie płynie szybciej.Wszystko zmierza do Świąt, których nie potrafię sobie wyobrazić...Chciałabym mieć w sobie tyle siły, by móc uśmiechać się przy wigilijnym stole, by bez łez wysłuchać życzeń, które będą składać mi najbliżsi-już dziś wiem jak będą brzmiały "...i żeby wreszcie powiększyła się wasza rodzina...", by ze spokojem patrzeć jak dzieci rozpakowują swoje prezenty...Gdyby Adaś się urodził miałby teraz 10 miesięcy, gdyby Ewa nie odeszła miałaby teraz 5 miesięcy, gdybym nie straciła Róży, wiadomość o niej byłaby najlepszym prezentem dla całej naszej rodziny na tą Wigilię...Gdyby....
Jak to dobrze, że mam pracę...leczy mnie z chorych myśli...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2012, 23:19
Dziś wizyta u ginki na 11.00 
póki co nie dostałam @ od luteiny na pewno dostane jak tylko ją odstawię..
Zrobiłam test bo wiem że i tak kazałaby mi go zrobić ... niestety w aptece był tylko bobo-test z czułością 25mlU/ml ;/ moze zanim wyjdę do lekarza zapuka do mnie listonosz z testami z allegro o czułości 10mlU/ml i wtedy zrobie jeszcze raz żeby się upewnić i być spokojną 
Ovu niby wyznaczyło ovulke na 3grudnia ale w prognozie cykli wyznaczony jest 5 grudnia wiec sama nie wiem już nic bo to nawet nie jest pewne czy ovu miała miejsce
No nic może ginka powie coś wiecej.. Czas pokaże
Dziś na siłownie znowu mam takie zakwasy że klękajcie narody.. dziś biore te 2h na siłowni na spokojnie 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.