mysiulek Małymi kroczkami:) 2 kwietnia 2014, 22:29

Odliczanie do przyjazdu M....ciasto jego ulubione upieczone jeszcze tylko polewa czekoladowa i będzie gotowe:) Ostatnio nie znoszę samotności, na domiar złego dzisiaj dostałam @......opętał mnie znowu szał zakupowy i wchodząc do sklepu wiedziałam....totalnie mnie zalało....i d do jakiegoś czasu się trzymałam...pojechałam do Rodziców, a tam maluchu mojego brata....no to się ubraliśmy i poszliśmy na ogród, zamieszkała tam jakaś mała jaszczurka więc były poszukiwania....Rodzice mają świetną ogromną działkę z kawałkiem lasu więc się zmęczyliśmy spacerowaniem...dzieciaki biegały jak oszalałe z dziadkami, a ja patrzyłam na ten przyjemny obrazek i w pewnym momencie MUSIAŁAM jechać do domu....weszłam do domu i jeden wielki ryk......pomyślałam sobi,że dobrze, że są te dwa brzdące, bo raczej więcej ich nie będzie....Nie wiem dlaczego znowu mnie tak dzisiaj "trafiło" przecież nie nastawiałam się, ale chyba jednak nadzieja taka malutka była.....Jestem rozgoryczona, smutna i z zerową nadzieją na coś pozytywnego....Eavonne masz rację powoli nie radzę sobie z tym wszystkim,a wszyscy wokoło myślą, że jestem silna... okazuje się, że nie jestem...Jakoś nie mam siły nawet się podnosić...mamy przyjaciół, dziewczyna z niedrożnym jajowodem i komplikacjami jest drugi raz w ciaży, w tym roku kończy 35 lat, stwierdzili, że będę zaliczała doł za dołem i jak juz będzie bardzo źle to zapomnę odpuszczę i będzie ok....Większego doła chyba już zaliczyć nie można.....może nie dół,ale zwątpienie, no i niestety wiara jest na poziomie zerowym......tak sobie myślałam, czy to nie jest jakaś kara za coś ???? Kilka lat temu byłam na mega zakręcie życiowym i wtedy znajomi zabrali mnie do Częstochowy...a wcześniej wogóle byłam obrażona na wszystko i na wszystkich, Kościół odpuściłam totalnie, ale po tej wycieczce zaczęłam chodzić w niedzielę do Koscioła i jak mówią "jak trwoga to do Boga" no niestety tak jest....Przeszło mi obrażanie się i było mi lepiej i jakaś spokojniejsza byłam.....Aktualnie staramy się chodzić reguralnie do Kościoła,ale jedynie co odpuszczę to Msze dla dzieci to na razie nie dla mnie:) Na razie wiem, że brzdące mojego brata kochają mmnie nad życie, a ja zwraiowałam na ich punkcie:)

M dzwonił i już po moim głosnie wyczuł, że coś jest nie tak więc popłakałam w słuchawkę i nie wiem czy on tak fakatycznie wierzy, że będzie wszystko ok czy tylko mnie pociesza? zapytał mnie ostatnio czy któryś z lekarzy mi powiedział, że nie mogę mieć dzieci? no nie, więc cały czas utwierdza mnie w przekonaniu że będziemy mieli dzieci, że będzie dobrze bo sie kochamy.....ile facet może znieśc humorów i być tak wierzącym????Oby jak najdłużej:)

:)

Mega Moje marzenie 2 kwietnia 2014, 23:33

<3 udane bardzo :D, cieszyłam się z tych 2kresek na teście owu, ale to przecież nie oznacza że jajeczko się uwolni :(. Mam nadzieję że tak. Znowu dopadły mnie czarne myśli - że znając moje szczęście to nic z tego nie będzie... Kurczę a gdzie moje pozytywne myślenie znikło?

HSG (badanie drożności jajowodów) /
Jutro o 7.30 muszę być już na izbie przyjęć .
Jestem już spakowana . Myślałam że zmieszczę się w małą torbę, ale okazało się,że sam szlafrok się do niej zmieści ..więc nie miałam wyjścia i spakowałam się w dużą.

Boję się . Nie badania - a samego wyniku. Jestem osrana po pachy .



Pani Gajowa od wczoraj jest już z Chiang Mai ! Gratuluję Ci Marysiu !
Teraz to dopiero będziesz zakochana! :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2014, 23:42

Vixen Alexander. 3 kwietnia 2014, 00:45

19tyg 0dni

Takie golaskowe, bo się rozbieralam do kąpieli i jak zwykle stałam przed lustrem :D Nie wierze jaki mój brzusio wielki! <3 mam nadzieje tylko, że to nie oznacza ogromnego dziecka!
Dzisiaj plecy bolały cały dzień. Poduszka do spania zamówiona wiec moze ona coś pomoże. I sikanie się rozkręca. W pracy staram się nie wstawać zbyt często, bo jak wrócę z ubikacji i wstane po coś to znowu muszę sikać :< maluszek się rozpycha.
Spać i niech te dni do przyszłej środy szybko przelecą.

k068tc.jpg

256s96g.jpg

Żabciu, już Ci mówię :)
Ponieważ jestem jeszcze zielona jeśli chodzi o pieczenie chleba i sama nie umiem jeszcze mieszać w dobrych proporcjach mąk, kupiłam w realu mix mąk bezglutenowych (tu na stronie producenta -> http://www.balviten.com/produkt,28,935-royal_baker_mix_350g_produkt_bezglutenowy.html) i... zrobiłam zgodnie z instrukcją na opakowaniu :P Czyli do miski wsypałam całą te mąkę + 3 gramy suchy drożdży; około 35 ml ciepłej, przegotowanej wody; 15 ml oliwy (w przepisie był olej, ale ja wole oliwę); nieco bardziej czubatą łyżeczkę cukru (ja dodałam brązowego) i łyżeczkę soli (u mnie sól morska). Potem mikserem jakieś 5 minutek mieszania i... najgorsza część. Ciasto jest meeeeega kleiste. A trzeba je przełożyć do wysmarowanej oliwą formy, przykryć szmatką i odstawić w ciepłe miejsce na jakieś 40 minut - ciasto powinno podwoić swoją objętość, więc jak widzisz, że po np. 30 minutach już podwoiło to wstawiasz od razu do piekarnika, bo... jeśli za bardzo wyrośnie to będzie puste w środku.
Po wyrośnięciu wstawiasz foremkę do piekarnika nagrzanego do 220 stopni i pieczesz około 40-45 minut - wiadomo wszystko zależy od piekarnika, w moim (elektrycznym) wystarczyło 35 minut, ogólnie patrzysz na wierch, żeby nie był zbyt spalony :P
Potem chleb wyciągasz i np. na deskę z foremki wyjmujesz, czekasz aż ostygnie i... gotowe :D
Chleb z tej mieszanki mąk smakuje trochę jak bułeczki maślane :)

Może kiedyś jak dojdę do większej wprawy sama zacznę mieszać mąki :) Na razie muszę młynek do kawy kupić aby... mielić ziarna ryżu :P Dlaczego? Cóż kilo mąki ryżowej w sklepie kosztuje około 7-8 zł, kilogram ryżu ze 2-3 zł, a mąka ryżowa to nic innego jak drobno zmielone ziarna ryżu :P Podobnie robi się mąkę jaglaną (z kaszy jaglanej) i gryczaną (z kaszy gryczanej) :) W sklepach te rodzaje mąk są raz trudno dostępne, a dwa... bardzo drogie, podczas gdy kilogram ryżu czy kaszy kosztuje niewiele :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 08:45

cukierek93 dzieciątko przybywaj ;D 3 kwietnia 2014, 08:52

20130831310113.png



20141128734353.png

<3


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 08:50

Karen Stwarzam Swój Mały Cud 3 kwietnia 2014, 09:03

Wczoraj przez cały dzień mordowałam się z bólami "podwozia". Myślałam, że oszaleję! Po głowie zatelepała mi się myśl, że może zaczęłam rodzić, ale ból był wyraźnie w okolicy bioder i kości ogonowej. Jakby mnie coś od środka rozdzierało. Nawet jak głupia się poryczałam ze świadomości, że skoro taki dyskomfort mnie boli, drażni i rozbija psychicznie, to porodu nie przetrwam. Nie mam co liczyć na jakiekolwiek znieczulenie, więc z pewnością wykituję albo co najmniej zemdleję z bólu...
Takie mam obawy.
Zaczynam się bać porodu.
Jestem nieodporna na ból i niewygody.
Czuję się słaba.
I nawet nie mam komu o tym powiedzieć, bo większość kobiet pokolenia mojej mamy rodziła w gorszych warunkach od tych obecnie panujących i dla nich to jak puszczenie bąka. Zatem dla nich moje obawy są co najmniej śmieszne i niedorzeczne.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 10:09

Dziś mój 20 dzień cyklu. OF nadal nie wyznczył mi owulacji...
wiem że to tylko maszyna ale martwię się że nie widzi dostatecznie dużo szczegółów które wpisałam oraz objawów i nadal nie może jej wyznaczyć... zaczynam się martwić czy owu w tym miesiącu w ogóle była...
Skoku tutaj nie widzę, owu tym batdziej chyba nie widzi...
No nic jak nie było to d... i cały cykl po prostu do kosza na smieci ... i wszystkie nadzieje na ten miesiąc prysły... :(

MoNa_2603 Walka o Cud 3 kwietnia 2014, 09:16

Marronek --> powiem Ci szczerze, że jak dowiedziałam się pierwszy raz o moich problemach z tarczycą, to fakt załamałam się, ale o dziwo gdy dowiedziałam się o tym PCOS, to zamiast załamania poczułam się tak jakby zdjęto ze mnie ogromny ciężar, taki błogi spokój, którego od dawna nie czułam. Od tamtego roku ciągle w środku czułam jak we mnie wszystko drży z nerwów. Pierw przygotowania do ślubu, do tego znowu zaczęła mi się pieprzyć miesiączka i to akurat przy staraniach o dziecko, mąż się zmienił jakoś po ślubie, zaczął więcej pić, a przy staraniach o dziecko stał się jakiś oziębły. Jego podejście "uda się to się uda, nie to nie" było dla mnie strasznie denerwujące, bo ja chciałam, latałam po lekarzach, a on potrafił mnie tak zdenerwować, że jak mieliśmy się kochać, to mi się odechciewało, do tego ciągłe negatywne testy, stres związany z przeprowadzką i nowymi obowiązkami, a do tego jeszcze praca magisterska, już nie wspomnę o tych ciągłych pytaniach "kiedy będziemy mieli wnuka?" Najlepsza była moja teściowa jak kupiła laptopa i powiedziała, że to po to, żeby mogła sobie oglądać swojego wnuka...bo ona mieszka nad morzem, a my na śląsku. Ta ciągła presja i ciągłe nieudolne starania o dziecko oraz to, że nie wiedziałam dlaczego nam nie wychodzi - miałam dość - ta diagnoza mnie bardzo uspokoiła, bo teraz wiem przynajmniej, dlaczego tak się działo.

EDIT

Od paru dni zastanawiam się nad własną egzystencją. Po głębszym zastanowieniu postanowiłam cieszyć się tym co mam, a nie smucić, że znowu coś straciłam, bo wtedy traci się to co najcenniejsze - czas i szansę na szczęście! Ja postanowiłam po wypłacie wziąć się na poważnie za dietę przy swoim PCOS, bo czytałam trochę o tym, ale nie wiem jak to przeżyję :( od dziecka muszę rezygnować ze wszystkiego co kocham...Pierw astma i uczulenie na sierść - a ja tak kocham futrzaki :( później tarczyca i rezygnacja z jodu (czyli morza też) i słońca - kiedy ja tak lubię się opalać i wygrzewać na słoneczku :( teraz to cholerne PCOS i rezygnacja z jedzenia które uwielbiam :(, ale postanowiłam się nie poddawać. Ostatnio tak myślałam nad swoim życiem i powiedziałam stanowcze NIE rezygnacji z tego co kocham, bo to tak jakbym zrezygnowała z samej siebie. Lekarzowi przedstawiłam swoje zdanie, jak tylko usłyszałam o tym pomyśle, że nie wolno mi nad morze. Powiedziałam mu wtedy, że ok mogę zrezygnować ze słońca, mogę zrezygnować z jedzenia które zawiera jod, mogę zrezygnować z kosmetyków, które zawierają jod, ale z morza w życiu nie zrezygnuje, bo tylko tam czuję się dobrze! Marzyłam zawsze o ptakach, ale rodzice zawsze bali się mi je kupić ze względu na astmę i alergię, nawet obecny alergolog był przeciwny - przeprowadziłam się na swoje, w styczniu kupiłam kanarki - o dziwo NIC mi nie jest! Postanowiłam pójść o krok dalej - kupiłam chomika, którego nie da się nie kochać - mam go już 2 tygodnie i CUD też mi nic nie jest! a co za tym idzie? Moje samopoczucie diametralnie się poprawiło, uwielbiam obserwować moje zwierzaki, co mnie odstresowuje i pozwala cieszyć się życiem! Zamiast mi szkodzić to mi pomogło! Tak samo na podróż poślubną pojechałam z mężem do Grecji, bo kocham ten kraj i jego historię, jestem zakochana w mitologii greckiej - jadłam tam owoce morza, które są pełne jodu, kąpałam się w morzu bardziej zasolonym od naszego i co? i nic mi nie było! Wręcz przeciwnie, czułam się wyśmienicie! To wszystko utwierdza mnie w tym, że mimo chorób i przeciwności losu nie można zrezygnować ze wszystkiego co się kocha, bo popadnie się w depresję i nic człowieka nie będzie cieszyło, a wtedy kolejne choroby mogą się pojawiać lawinowo. To tak jakby zamiast egzystencji zacząć wegetować!

Motto na dziś - "Ciesz się życiem - masz je tylko jedno!"


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 21:21

Od samego rana mdłości :< przed <3 było ok, ale teraz jest okropnie. Czuję się słabo, jakoś tak nie do życia zupełnie! Nie lubię takich dni :<

Dziwnie się czuję.. tak jak przed okresem. Boli mnie podbrzusze, bolą mnie piersi.
@ wg. mnie ma przyjść za jakiś tydzień, więc pasowałoby.
Z tego cyklu już nici, spisałam go na straty, nie sądzę, że coś magicznego się wydarzy, a chciałoby się zakiełkować, jak te wszystkie drzewa, kwiaty.. na wiosnę :)
Nie poddaję się, czekam już teraz tylko na @ i zaczynamy 2 cs po poronieniu..
Czasem myślę..że może byłoby już widać mój brzuszek..;(

U mnie nadal dupa, podbrzusze boli, krzyze rowniez. Mam nadzieje, ze chociaz @ przyjdzie bez owulacji..tylko dziwi mnie non stop otwarta szyjka, non stop. Dzisiaj na basen, sobota basen. Musze ruszyc dupsko bo waga juz stoi pomimo diety i znow zaczynam sie rozleniwiac i jesc slodkie. Nie chce zmarnowac 4 miesiecy diety. Zaczynam dzis z szalwia na 2 tygodnie bo mi prolaktyna skoczyla i 2 tygodnie herbatek z lukrecji na zbicie testosteronu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 11:26

Ciche dni... Nie tylko w pamiętniku, ale i w łóżku. Ostatnio coś mnie wszystko denerwuje. Dzieci mnie denerwują, praca mnie wkurza, stary mi na nerwy działa, koty ciągle miauczą, nawet samochód mi problemy stwarza. Do Polski lecieć muszę już dzisiaj załatwiać interesy szefa, a tu w jednym banku ciągle brakuje jakiegoś papierku, w innym jak mówie że dzwonie z Cypru to pani odpowiada: „oooo z cypru... no takimi rzeczami to ja się jeszcze nie zajmowałam, oddzwonie do pani jutro.” Eeee? Ja tylko potrzebuję odpowiedź: tak czy nie? Mogę u was otworzyć konto dla firmy czy nie??? No i czekam dzień drugi i nikt nie dzwoni... Przynajmniej w 3 banku z góry mi powiedzieli WON. Cypru nie przyjmujemy. I dobrze, jedno z głowy. Pójde i nawpieprzam się schabowych z kapustą zasmażaną. Popije se maślanką i zagryzę gruszką. I pierdnę sobie we własnym domy i własny narzeczony nie będzie mi o to fochów robił, bo lecę do Polski sama!

Panicz mi ciśnienie podnosi, bo na rozmowy kalibru powagi najwyższej go zbiera zawsze po północy. Dziś w nocy zarzucił mi, że mamy problem bo:
- śpię w majtkach
- zmieniłam pierścionek zaręczynowy na urodziowy (też piękny i też od niego)
- unikam tulań
- nie mam dla nień czasu
- i nie chcę zasnąć na jego klatce!!!

No proszę ja was... Powiedziałam, że śpię i niech się odpierdoli. Jest po północy a ja rano do pracy, w nocy lot, w dzień znowu praca, nie będę dyskutować dlaczego nie zdjęłam majtek przed spaniem!

Ok, rano go przeprosiłam i wyjaśniłam że ja nigdy nie byłam skora do rozmów na zmęczonego i po północy i on dobrze o tym wie. Od zeszłego tygodnia cała firma jest na mojej tylko głowie (Lissa urodziła pięknego Ryana). Pracuję od 9 do 9tej, nie jem, nie piję a chodzę i nie wiem jeszcze jak żyję! W międzyczasie poleciałam Lissie po podpaski poporodowe i poznałam jej księcia i załogę szpitala w którym ja też najprawdopodbniej urodzę – Ryan jest przecudowny!!!! Szybko też załatwiłam swoja wizytę kontrolną, ale to było tak na chybcika, że nawet nie miałam czasu się zestresować „przed”. A po jest świetnie. Koczkodan ma się super, ale zdjęcia nie wstawiam. Na zdjęciu wyszedł tak, jakby mój nastrój udzielił mu się w całości – ma focha, usta w podkowę, zmarszczone brwi i duże uszy. Wiadomo – to moja wyobraźnia, ale tak to na tym zdjęciu widać. Aaaa no i ma łeb jak sklep. Jak jego tato. Ha ha ha. No ale przepraszam dalej tego tatę i tłumaczę. Mówię, że stres – w polsce stres, w biurze stres, brak kasy stres, chodzę głodna to i zła i co on się dziwi?? Narzeka na seks? Jak ja patrzę na nasz wykres to my się bzyknęliśmy więcej razy niż ja się kąpałam w ostatnich 2 tygodniach! Dzięki Bogu takich info nie trzeba wrzucać na Ovu bo by mi tło zmieniło na kolor zgniłego kasztana!!!

Plan na dzisiaj: spakować siebie, wszystkie niezbędne dokumenty, wystawić pare faktur, podbić kilkadziesiąt dokumentów, wysłać. Posprzątać chałupę, naładować telefony i komputery, zrobić szybkie pranie, zjeść coś. O matko i zapomniałabym... WYKĄPAĆ SIĘ !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 11:12

coliberek Działania..działania... 3 kwietnia 2014, 19:17

...kurcze, no niestety PMS jak malowane. Od poniedziału jestem tak niesamowicie wściekła na wszystko, poirytowana i zniecierpliwona a do tego śpiąca, że niech już ta @ przyjdzie skoro ma przyjść i niech mnie te nerwy odpuszczą. :D

Dzisiaj nawet zegarkowi się oberwało bo nie chciał na silowni pokazać tętna wystarczajaco wysokiego, aby zaczeć spalac tluszcz (tzw strefa kardio).

Pan doktor dowcipny (czyli Gin rzecz jasna) powiedział, ze będzie stymulacja i inseminacj a w przysżlym cyklu jak w tym się nie uda i jeśli ida mi się zrzucić jeszcze kilo lub dwa to będzie super. Ja na to z radosnym uśmiechem na twaryz , że aboslutnie! Nie da rady! Minimalnie mogę 3 lub 4....no ale od poniedziałku nie klei mi się ani zdrowa dieta ani zapał do ćwiczeń. Wkradła się już na dobre myśl , że a moze się udało no i .... są tego efekty. :/

No nic, Trzeba się wziąć w garść i dumnie doczekać do soboty/niedzieli. Nie przyjdzie małpiszon - to nie. Zrobię test i będzie juz wiadomo na czym stoimy. Lekkim miodzikiem na moje dzisiejsze apogeum zszarganych irytacją nerwów...jest to, ze zrobimy test RAZEM z mężem. Wiec tym razem to On będzie podniecony wpatrywał się w test i to on się skwasi widząc jedna kreskę. Ja juz jestem zahartowana. haahahaaaa Tyle razy czułam juz ten kwas rozczarowania jedną kreską, ze tak strasznie nie piecze jak na początku. Zawsze pokrywa sie z myślami - no tak, a czego się spodziewałaś. Wiadomo, ze znowu się nie udało. :/

Przykre to, bo ja naprawdę jestem chodzacym optymizmem. Ale pokłady nadziei w kwestii tego , że się udalo..niestety już się wyczerpały. Może powrócą po inseminacji, ale tak brdzo nie chcę czuc tego smutku i tej pustki, tego niespełnienia...że wolę wogole nie liczyc że to już teraz.

Przyznam Wam się, ze ja. taka "stara" wyjadaczka testowa, taka doświadczona staraczka, zrobiłam wczoraj test. No i co? No i oczywiście negatywny. :D No ale nie wiem na co liczyłam w 25 dniu cyklu. Chyba na łut szczęścia.

Ok, ok. Koniec tych smutków i tej auto-zgryźliwości.

Zmiana tematu:

Caly czas nie mogę wyjść jeszcze ze stanu podekscytowania tym że nasza kochana Chiang Mai już ma w objęciach swoją piękną królewnę. :) Dziękuję Ci za ten szczegółowy opis jak to wszystko wyglądało, jak przebiegało, co czułaś, czego nie czułaś.

Ja jeszcze nawet nie jestem w ciąży ale ze względu na fakt, ze jestem straszna panikarą juz czasami dopadają mnie myśli jak to będzie. Jeżeli stan drowia nie zadecyduje za mnie to czy lepiej naciskać na poród naturalny czy na cesarkę. Do dziś zawsze jakoś tak przeważały wszystkie "za" na cesarkę...ale z Twojego opisu nie wydaje mi się, zeby to bylo takie proste jak zawsze myślałam, ze jest. Mój mężuś, z racji swojego zawodu wstępnie mi naświetlał sytuację, ze własnie cesarka na życzenie nie jest zbyt dobrym posunięciem, bo potem dłużej dochodzi się do sibie niż po porodzie naturalnym ale....no spójrzmy prawdzie w oczy. Jak to poród naturalny? :o Na samą myśl już mi się robi słabo. :/ No ale pewnie to będzie inaczej..bo będzie chodzilo o nasze wyczekiwane maleństwo, o sprowadzenie go na swiat itp..ale nie wiem. Ach...no po prostu nie wiem.

Ale co tam. Póki co..moim największym zmartwieniem jest jak w końcu zajśc w tą upragnioną ciążę a nie w jaki sposób urodzić nasze dziecko. :D

wczorajszy wypad do kina - bomba <3 świetny film i wgl to, co lubię 8) jednak powrót masakra, tak mnie w autobusie rozbolał brzuch, że :( ale dałam radę w domku NOSPA myjku i do wyrka <3 dziś już trochę lepiej może to bóle na @ czas pokaże, choć temp dziś wskoczyła na poziom 37,1C :D no ale pozostało uzbroić się w cierpliwość przez jeszcze 4 długie dni :)
a jednak korci mnie test korci ale nie dam się :P żeby nie myśleć biorę się za porządki :D 1134123ayfjpcpywq.gif
no to pora zacząć loty na miotle, ze ścierą itp :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2014, 10:50

macadamia Czekając na cud 3 kwietnia 2014, 11:06

DOCEŃ TO CO MASZ!
Zastanawiałyście się kiedyś czy potraficie docenić to co macie? Rodzina, przyjaciele, praca, dom? Czy ciągle chcecie więcej w imię zasady, że w miarę jedzenia apetyt rośnie? Ja kiedyś byłam osobą, która ciągle chciała więcej i więcej, ciężko było mnie usatysfakcjonować, stawiałam sobie i innym wysoko poprzeczkę. Dziś z perspektywy czasu patrzę na wszystko inaczej. Dzisiaj wiem, że piękne, zaplanowane i uporządkowane życie może zmienić jedna chwila. Dostałam niesamowitą lekcje pokory, ale jestem poniekąd wdzięczna Bogu i ludziom za moje doświadczenia, ponieważ dzisiaj potrafię cieszyć się z drobnostek. Zrozumiałam, że w gruncie rzeczy poza kochającą rodziną, szczerą przyjaźnią i zdrowiem człowiekowi wcale tak wiele nie potrzeba, aby osiągnąć szczęście ;) Może warto przestać grymasić, narzekać i tylko mieć oczekiwania?
"Dalajlama zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości odpowiedział: Człowiek, ponieważ poświęca swoje zdrowie by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca swoje pieniądze by odzyskać zdrowie. Oprócz tego jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera tak na prawdę nie żyjąc."
Ja już potrafię ŻYĆ ;) Potrafię DOCENIAĆ TO CO MAM ;)

Mega Moje marzenie 3 kwietnia 2014, 11:13

Chyba mnie łapie przeziębienie :( katar, kaszel i bolące gardło to nie jest to o czym w tej chwili marzę. Przemarzłam w pracy i teraz wszystko wychodzi :(

Dziś w Krakowie prawdziwe eldorado i wiosna w pełni. Kwiaty na drzewach, trawa się zieleni! Słońce nie przestaje świecić!!! 21 C ! szkoda że muszę siedzieć w pracy ... :(
Poszłabym na rower, nad Wisłę... może na rolki!
Czuję się świetnie naprawdę mam taki power że czuję że mogę góry przenosić!!!
Wczoraj właśnie zaplanowaliśmy nasz weekend majowy :) wyjazd za miasto na Mazowsze ! Super !

Co do samego wykresu, owulacji, ciąży, pomiarów etc to daję na luz...temp wciąż nie potwierdziła owulacji, ale już się nie przejmuję- będzie co ma być! Staramy się dalej!
nie przestajemy i nie poddajemy się! będzie co ma byc :)

Jestem spokojna i bardzo pozytywnie nastawiona, wit D (słonce) SKUTECZNIE WLEWA WE MNIE
OPTYMIZM SPOKÓJ I RADOŚĆ! Cieszę się że już wiosna!!!!

Neyla Pokój z widokiem na morze. 4 kwietnia 2014, 06:21

No dobra...zaczynam od nowa. Termometr schowałam, niech se biedak odpocznie. Powinnam napisać, że w tym cyklu pełen luz, ale na mnie to tak nie działa. Nadal muszę wykonywać testy owulacyjne, by zaobserwować owulację. Tak więc, testy i śluz. No i seks (czasami jakieś piwko).
Ach i ten olej z wiesiołka...kolejny specyfik na szafce nocnej. Powoli robi się tam mały kącik medyczny...

Karen Stwarzam Swój Mały Cud 4 kwietnia 2014, 09:02

Bóle minęły. Od razu zrobiło się spokojniej: mąż oddycha, ja łapię zakręty. Zastanawiam się, co będzie, jak prawdziwy poród się zacznie. Chyba wpadniemy w nieziemską panikę. Nie umiem sobie tego nawet wyobrazić!
Ciągle też zastanawiam się, czy jestem odpowiednio skonstruowana do wytrzymania takiego bólu! Skoro rozciąganie się "podwozia", przygotowujące do porodu, powoduje u mnie taką nienawiść do bólu, to co dopiero przeciskanie się przeze mnie trzykilowego "Klocka"???

Stanęłam na wadze i to był błąd: przybrałam od początku ciąży 16,5 kilo. Według kalkulatora wagi ciąży to za dużo. Jestem o 3,5 kilo ponad górna granicą!
2hcomft.png
Zazdroszczę tym wszystkim, które mają tylko 10 kilo na plusie...Dobrze, że przynajmniej wizualnie mi się te "zapasy" gubią, bo mam 175 cm wzrostu.
mlj9sp.jpg

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)