Przedstawiam Wam Kochane mojego ślicznego dzidziunia 
Ma 2,49 cm, serduszko pięknie bije i wczoraj ślicznie machał do mamusi rączkami i nóżkami 
Może to wynik tej czekolady którą jadłam przed wejściem 
Miałyście racje widok niesamowity...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2014, 08:56
nastepne artykuly:
http://www.livingwithout.com/blog/celiac_disease_fertility-3227-1.html
kurwa sprawdzilam strone internetowa mojego gp i wyslo ze mam jeszcze uczulenie na laktoze...to co ja kurwa bede teraz jesc? czyli gluten i laktoza...cholera jasna zostaje mieso i surowe warzywa i owce jedynie...chuj dam rade, jak trzeba to trzeba 
po polsku
http://www.instytut-mikroekologii.pl/wp-content/uploads/2012/10/ImuPro-a-nieplodnosc.pdf
dzien 4-5 diety bezglutenowej..waga znow ruszyla...73,2kg w ubraniu i po sniadaniu, wiec pewnie bedzie z 72kg
to 2-3kg mniej niz ostatnio...nie wazylam sie 2 tygodnie, wiec zdziwko mam niezle...a tak cos podejrzewalam bo nowe ciuchy, ktore ostatnio kupilam nr 14 lekko wisza juz...ludzie mnie nie poznaja w studiu
i dobrze...laska jak ta lala
hahaha nawet moj zaczal sie dobierac do mnie na spiocha, ale ja nie lubie tak
hahahaha
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 09:36
tylko jedna myśl chodzi mi po głowie -udało się czy nie . Ten cykl jest inny od tego z owu bez pomyślnego rezultatu. Podświadomie czuję ,że się udało ale pewnie to tylko pobożne życznie
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 09:59
Hmmm, przeglądam zdjęcia i filmy z wyjazdu. Coś wam pokażę...
Włączcie dźwięk i posłuchajcie co mówię na tym nagraniu...
View My Video
Sytuacja wyglądała następująco. Jedziemy przez Bośnię, jest noc. Kraj po powodzi, ale póki co wszystko wygląda normalnie. Jedziemy górską drogą, pojawiają się znaki, że droga zamknięta. Szukamy objazdu, pytamy miejscowych. Objazdu brak... Widzimy kilka bośniacki aut wjeżdżających na tą drogę mimo znaku. Jedziemy za nimi. Droga wygląda cały czas normalnie, może trochę więcej kamieni leży. Wszystkie auta pozjeżdżały do domów, zostaliśmy sami. Nagle przed nami śród skał w totalnej głuszy i ciemnicy widzimy kawał zalanej drogi. Okazuje się, że co gorsza jest to zalany most, a więc jego konstrukcja może być bardzo osłabiona... P. wyszedł z samochodu z latarką, wszedł w tą wodę. Sprawdził jak jest głęboko, jak daleko jest zalane i co to w ogóle za most. Byliśmy Mazdą 626, na szczęście ten samochód ma spory prześwit. Trzeba było przejechać. Zaczęłam to nagrywać. Kiedy wjeżdżaliśmy w wodę w niekontrolowany, spontaniczny sposób dość przerażonym głosem wydukałam: "Proszę Cię, pamiętaj o Stasiu". Nie wiem, co miałam na myśli. Co moja ciąża miałaby zmienić. Co mógłby zrobić inaczej. Ale mimo to odezwał się we mnie nagle opiekuńczy instynkt. Pierwsza myśl: "Jeśli most się urwie to my wyjdziemy z auta, ale co ze Stasiem, jeśli się uderzę w brzuch?!". Szyby mieliśmy otwarte na wypadek konieczności szybkiej ewakuacji, gdybyśmy znaleźli się w rzece pod nami... Ja nie bałam się nigdy o siebie w takich sytuacjach... I tym razem też nie chodziło o mnie. Ogarnął mnie wielki strach, bo myśli krążyły wokół Stasia... Chronienie go zaczyna być moim priorytetem...
Z kwestii wagowych- znowu za szybki przyrost... Znowu czas się opanować i zmienić wakacyjne przyzwyczajenia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 10:06
9+6
stuknelo mi juz 25% ciazy
teraz to szybko leci...
ogolnie objawow nadal malo...ani razu nie wymiotowalam
z czego bardzo sie ciesze, mdlosci policze na palcach jednej reki
dalej jem wszystko, chociaz 2 produkty sa bleeee gruszki i jajka (to po nich mam mdlosci)
pogoda piekna, ale co z tego kiedy wyjsc nie moge, bo mam zakaz to raz, a dwa jest mi slabo po prostu...najlepiej jest lezec w przeciagu, stosuje to juz 3 dzien 
jutro cotygodniowe mierzenie brzusia i wazenie...tydzien temu brzucho na wysokosci pepka mialo 78 cm a waga 59,4 kg i oczywiscie zdjecie dla porownania...moze wstawie jutro jak on wyglada
pozdrawiam i buziaki dla Okruszkow 
Wyniki odebrane ale bez rewelacji. Lekarz podczas wizyty zwiększył mi dawkę Duphastonu, mam go brać 2*1 od 16 do 25 dnia i czekamy. Na razie zajmiemy się hormonami może wrócą na dobra drogę
Jak wrócę z pracy zrobię szarlotkę będzie pyszna
Miłego dnia 
Jestem w 10 tygodniu ciąży
(9 tyg. i 3 dni)
Miesiąc: 3
Trymestr: 1
Wiek płodu: 7 tydzień -> guzik prawda 
Data porodu:
3 stycznia 2015
(pozostało 224 dni)
z tą datą porodu to ja się nie zgadzam
wstępnie jest zaplanowane na 24 grudnia
no i święta będą w szpitalu
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 10:43
23 dzień cyklu, 10 dzień po punkcji, 7 dzień po transferze, do bety pozostało 4 dni
Kruszynko jeśli nadal jesteś z nami to jesteśmy już razem tydzień

Beta coraz bliżej. Rozmawiałam wczoraj z mężem cały wieczór i oboje zgodnie stwierdziliśmy, że dopóki beta nie wyjdzie dodatnia to do wtedy nie dotrze do nas, że to może być ciąża. Nie czuję się inaczej, nie mam żadnych objawów poza tymi wywołanymi przez progesteron: wielkimi obolałymi piersiami, bólem sutków i częstym robieniem siku. Tak jak zakładałam udaje mi się nie doszukiwać innych objawów, bo wszystkie, łącznie z mdłościami już miałam, a w ciąży nigdy nie byłam.
Dziś nastrój raczej obojętny, jak się nie uda to po prostu będzie miesiąc 'jak każdy'. Szkoda mi będzie tylko tego wyczekiwania i kłucia, ale jak nie będzie innego wyjścia to będziemy musieli to powtarzać, choć nie wiem czy zdecyduję się od razu. Czy nie będę chciała ochłonąć i odpocząć od tego wszystkiego, bo właśnie minęło pół roku odkąd non stop, bez żadnej przerwy jestem na lekach i hormonach, najpierw na zmianę clo i tabletki anty, później lek na pozbycie się torbieli, potem znów anty, a na koniec zastrzyki. Chyba mój organizm zasługuje na odrobinę odpoczynku.
Może w tym czasie wyjedziemy na jakieś wakacje, zapomnimy o problemach, no i zregenerujemy siły w kwestii finansowej.
Smutno mi, że nie mamy żadnego mrozaczka, wtedy byłoby łatwiej, no ale niestety to było niezależne od nas. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.
A jak zmieniło się moje życie? Zauważyłam 2 istotne zmiany od transferu. Zaczęłam zdrowo się odżywiać, jeść regularne posiłki, a co najważniejsze w ogóle nie ciągnie mnie do słodyczy, choć wcześniej to był mój podstawowy składnik pożywienia. Ale nie wydaje mi się to zmianą smaków z powodu ciąży tylko raczej zdrowym rozsądkiem.
Druga zmiana to kąpiele. Uwielbiałam kąpać się wręcz we wrzątku. Więc jak pierwszy raz po transferze weszłam pod prysznic to zabrałam ze sobą termometr, żeby sprawdzić w jakiej temp. mogę się wykąpać, ustawiłam na 37 stopni i odkryłam, że musze się kąpać w zimnej wodzie. Przez pierwsze 3 dni wychodziłam z kąpieli prawie z płaczem, a teraz już powoli zaczynam odkrywać, że taki chłodniejszy prysznic jest nawet przyjemny.
Czekam cierpliwie do poniedziałku na pierwszy test sikany, choć zdaję sobie sprawę, że jeszcze może nic nie wyjść i postaram się go z tą świadomością zrobić, a w środę beta.
Miłego weekendu życzę wszystkim :*
23 dzień cyklu, 10 dzień po punkcji, 7 dzień po transferze, do bety pozostało 4 dni
Kruszynko jeśli nadal jesteś z nami to jesteśmy już razem tydzień

Beta coraz bliżej. Rozmawiałam wczoraj z mężem cały wieczór i oboje zgodnie stwierdziliśmy, że dopóki beta nie wyjdzie dodatnia to do wtedy nie dotrze do nas, że to może być ciąża. Nie czuję się inaczej, nie mam żadnych objawów poza tymi wywołanymi przez progesteron: wielkimi obolałymi piersiami, bólem sutków i częstym robieniem siku. Tak jak zakładałam udaje mi się nie doszukiwać innych objawów, bo wszystkie, łącznie z mdłościami już miałam, a w ciąży nigdy nie byłam.
Dziś nastrój raczej obojętny, jak się nie uda to po prostu będzie miesiąc 'jak każdy'. Szkoda mi będzie tylko tego wyczekiwania i kłucia, ale jak nie będzie innego wyjścia to będziemy musieli to powtarzać, choć nie wiem czy zdecyduję się od razu. Czy nie będę chciała ochłonąć i odpocząć od tego wszystkiego, bo właśnie minęło pół roku odkąd non stop, bez żadnej przerwy jestem na lekach i hormonach, najpierw na zmianę clo i tabletki anty, później lek na pozbycie się torbieli, potem znów anty, a na koniec zastrzyki. Chyba mój organizm zasługuje na odrobinę odpoczynku.
Może w tym czasie wyjedziemy na jakieś wakacje, zapomnimy o problemach, no i zregenerujemy siły w kwestii finansowej.
Smutno mi, że nie mamy żadnego mrozaczka, wtedy byłoby łatwiej, no ale niestety to było niezależne od nas. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.
A jak zmieniło się moje życie? Zauważyłam 2 istotne zmiany od transferu. Zaczęłam zdrowo się odżywiać, jeść regularne posiłki, a co najważniejsze w ogóle nie ciągnie mnie do słodyczy, choć wcześniej to był mój podstawowy składnik pożywienia. Ale nie wydaje mi się to zmianą smaków z powodu ciąży tylko raczej zdrowym rozsądkiem.
Druga zmiana to kąpiele. Uwielbiałam kąpać się wręcz we wrzątku. Więc jak pierwszy raz po transferze weszłam pod prysznic to zabrałam ze sobą termometr, żeby sprawdzić w jakiej temp. mogę się wykąpać, ustawiłam na 37 stopni i odkryłam, że musze się kąpać w zimnej wodzie. Przez pierwsze 3 dni wychodziłam z kąpieli prawie z płaczem, a teraz już powoli zaczynam odkrywać, że taki chłodniejszy prysznic jest nawet przyjemny.
Czekam cierpliwie do poniedziałku na pierwszy test sikany, choć zdaję sobie sprawę, że jeszcze może nic nie wyjść i postaram się go z tą świadomością zrobić, a w środę beta.
Miłego weekendu życzę wszystkim :*
Mam dopiero wynik jednego cyklu, z ktorego wynika ze do owulacji doszlo, lecz czy komorki jajowe zostaly wypuszczone tego nie wiem. Dopóki nie zaczniemy starac sie o dziecko nie bede wiedziala czy tak naprawde mam problemy z zajsciem w ciaze. Potrzebuje takich wynikow przynajmniej 6, aby mozna bylo cokolwiek wywnioskowac. Mysle, ze zaczniemy sie starac o dziecko pod koniec tego roku, albo na poczatku przyszlego.
Mieszkamy razem od 5 miesiecy i jak narazie urzadzamy sie jeszcze i planujemy przyszlosc, a wiekszosc czasu wykorzystujemy na interesy oraz realizacje planow.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 11:07
Dziś pierwszy raz wzięłam zapisane leki: Luteina, Inozytol, Glucophage, JuvitD
Jestem ciekawa, co z tego wyniknie. Jeszcze nie zadzwoniłam do mojego ginekologa. Jutro może zadzwonię lub w poniedziałek w "Nowym" mieście 
Trochę zaczęłam sprzątać i pakować niepotrzebne rzeczy i zrobiłam sobie teraz przerwę.
Dziś J. przyjechał z pracy. Zaczął go boleć ząb i głowa to niech się prześpi, a potem działamy 
Ależ jest ostatnio gorąco :} Trochę się sparzyłam jak latałam załatwiać sprawy, a później wszystko swędziało
Teraz jestem biała. Nic to słońce na mnie nie działa. Tylko skóra robi się czerwona.. piecze, swędzi, a na drugi dzień, nic nie widać 
Jem sobie truskawki
Mniam :>
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 14:27
Jak to bylo do przewidzenia, moje cialo plata mi figle. Temperatura w dol, no ale to w sumie tez standard w moich cyklach. Mysle o tym, zeby przestac mierzyc temperature. Czlowiek jest niewolnikiem termometru, sni mi sie on po nocach, wiecznie mysle o temperaturze w dniu nastepnym. Szok.Wydale mi sie ,ze przez kilka miesiecy mam troche wiadomosci jak funkcjonuje to wszystko u mnie. Na moje oko, wykresy sa ok, Temparatura ok, sluz ok, testy owulacyjne tez ok..... to co do cholery !!!!!!! moze to moja glowa nie jest ok ??!!
Ale jakby to powiedzial moj maz- "kon ma duza glowe , niech sie martwi "
Poczekam do zabiegu i dalismy sobie 3 miesiace po. Jak nic nie wyjdzie, plan - In-vitro . Troche mam przed tym stracha, bo jednak to nie jest naturalne poczecie, moje cialo robi wszystko na opak, wiec tez moze mu sie nie spodobac, ze na sile cos probujemy zrobic bez jego zgody
ale z drugiej strony...... lata leca.......
Ostatnio pisalam cos o starosci, prawda???.......hmmmm......porownuje sie czasem z moja mama w moim wieku........wydawala mi sie taka powazna, miala juz 3 prawie odchowanych dzieci.....byla taka dojrzala, a ja???????? Ja jestem postrzelona, nieprzewidywalna czasem, jeszcze czasem spontaniczna, z glowa w churach i czasem robie glupie rzeczy. ....czy taki jest czlowiek dojrzaly?
CZasem rzeczywiscie zrzedze , jak stara baba i mysle sobie, bo ja w tym wieku, tak, ale ogolnie to swiat moj gdzies stanal na etapie chyba wieku "28"
Oj, wlasnie sobie przypomnialam poczatki wyjsc z moim mezem. Czy to normalne, ze kobita 32 lata , tanczy na stole w krotkiej spodnicy?No nie wyobrazam sobie w takiej akcji np. mojej mamy, co tam mamy, mojej siostry rowniez . Nie oceniajcie mnie zle, to byla grecka knajpa i impreza, to obyczaj, obyczajem tez jest po dobrej imprezie tluczenie talerzy, na szczescie wlasciciele lokalu zamienili szklo na chusteczki
Jest jednak faktem, ze na stole tanczylam tylko ja ... i moj maz
Poziom alkoholu we krwi byl baardzo poprawny, wiec to nie odwaga poalkoholowa, tylko szalenstwo
ehh... wspomnienia
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 15:24
Głupia jestem bo znów się nakręcam. Po południami boli mnie brzuch takie rozciąganie i pojawił się kremowy śluz ...
witam dziewczyny!!
dawno mnie nie bylo, nie wiem nawet od czego zaczac...
wlasnie uswiadomilam sobie ze kiedy pierwszy raz dolaczylam do ovufriend (22 pazdziernika) wyglada na to ze juz fasolka sie tworzyla... kiedy sie zorientowalam i zrobilam test... wow, szalenstwo!! Tydzien zycia ze swiadomoscia ze bedziemy rodzicami - byl najszczesliwszym w moim zyciu, doslownie fruwalam nad ziemia..
28 listopada (w 6 tygodniu ciazy) poczulam bol brzucha (taki jak na miesiaczke) i zaczelam dziwnie plamic na brazowo,,, z neta wiedzialam ze prawdopodobnie nie wrozy to nic dobrego. Poszlam do szpitala, zrobiono mi skan wewnatrzpochwowy i badanie z krwi i moczu. I tu szok!! Lekarz na skanie nie zobaczyl zupelnie niczego, pomimo ze badania z krwi i moczu wskazywaly na ciaze... Lekarz wydal wyrok: ciaza pozamaciczna... Ryk i placz. Zapytalam go czy to powazne, na co odparl ze tak, i ze dodatkowo w ciazy pozamacicznej dochodzi czesto do uszkodzenia jajowodu i czesto jest konieczne jego usuniecie w kazdym razie powinnam przygotowac sie na operacje/zabieg... Zapytalam czy jest szansa ze sie myli na co odparl stanowczo i pewnie ze NIE, ale procedura szpitala wymaga opinii drugiego lekarza dlatego wysle zdjecia ze skanu do ordynatora. Czekalam w "pokoju ciszy" na mojego M oraz na opinie drugiego lekarza. To byly najdluzsze 2 godziny, i milion czarnych mysli. wyplakalam wszystkie lzy z rozpaczy ze moje szanse na dzidzie zmniejsza sie o 50% po usunieciu jajowodu.. Po dwoch godzinach przyszedl lekarz z kartka papieru - 3 razy czytalam i nie moglam uwierzyc: po konsultacji z ordynatorem (ktory jak sie dowiedzialam jest swiatowej slawy ginekologiem, dyrektorem oddzialu oraz pracownikiem szpitala prywatnego na Harley Street - dziewczyny z Londynu bede wiedziec co to za klinika: chyba najdrozsza w Londynie a doktor znany z roznych programow telewizyjnych... nie wiem czemu to pisze, moze dlatego ze to moj Aniol Stroz... jemu zawdzieczam wiele, ale do rzeczy: otoz na kartce papieru bylo napisane ze po konsultacji z ordynatorem postanawia sie ze to byla ciaza niezlokalizowana, ktora przestala sie rozwijac (to chyba oznacza to samo co ciaza biochemiczna?? )... na koncu jednak dodal: gdyby pojawil sie bol brzucha i silny krwotok prosze udac sie najszybciej do szpitala poniewaz nie wyklucza sie ciazy pozamacicznej... to ostatnie zdanie mogl sobie darowac ale chodzilo o to ze nie do konca przyznaje sie do swojego bledu, do zlej diagnozy.. ani slowa przepraszam NIC. Przez chwile chcialam napisac na niego skarge ale jakos olalam go, szkoda moich nerwow. Przez kolejne 3 tygodnie poziom hormonow ciazowych utrzymywal sie dodatnio dlatego chodzilam co tydzien na badanie z krwi, spotklam tego palanta na korytarzu, szlam prosto z uniesiona glowa patrzac mu w oczy.. zmieszal sie i szybko opuscil wzrok w swoje dokumenty (pamietal mnie, o tak, jestem pewna)... A ordynator?? Nie pozwolil mnie ciac, uratowal mnie od skalpela tego pseudolekarza...Nie zrozumcie mnie zle dziewczyny, nie mam pretensji o to ze sie pomyli (kazdy sie myli, on tez ma do tego prawo), mam zal do niego o to nadmuchane ego, brak delikatnosci, zbytnia pewnosc siebie i swoich diagnoz, nie powinien mowic mi slow brzmiacych jak wyrok bez czekania na opinie drugiego lekarza... a kiedy zapytalam go z blaganiem w oczach @czy jest szansa ze sie myli"... mogl odpowiedziec ze zawsze jest szansa, ze mylic sie jest rzecza ludzka, cokolwiek...
WIeczorem zaczelam sielnie krwawic i tak przez kolejne 12 dni...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2014, 20:29
Sobota- troche wiecej wolnego czasu przed powrotem z pracy
( sie nie napracowalam dzisiaj, ale co tam , sama sobie jestem szefem ) Od nastepnego tygodnia - gosc w domu, wiec moj czas wolny bedzie ograniczony. No ale nic, jeszcze miesiac i tydzien wakacji . Czas chyba poszukac hoteli. Plan naszej wyprawy jest calkiem niezly, najbardziej sie cieszy chyba moj maz . Robi kurs nurkwania- zawsze chcial. Super !! Szkoda tylko, ze ja jestem taka pietrucha, bo chialabym zobaczyc na wlasne oczy rafe koralowa. Niby mamy kawalek w domu, ale to nie jest stworzone w 100% przez nature i miesci sie w 300 litrach wody, wiec to nie to samo.
Strach jednak jest silniejszy 
Na szczescie nie jedziemy sami, wiec bede mogla sobie cos zaplanowac z siostra, plaza i lenistwo...... a moze wziasc rowery? byloby bardziej aktywnie ........ zobaczymy... bedzie dobrze..... musi byc 
Dzis mam dzien przemyslen i powrotu do wydarzen z przeszlosci.......nostalgia..........stwierdzilam ,ze powinnam zmienic moj tylul pamietnika i byc wieksza optymistka!!! Moje cale zycie to fala wzlotow i upadkow, znikomych szans z ktorych wychodza cuda. Mniejsze lub wieksze, ale wychodza.
Cudem jest ,ze zyje....
Cudem jest, ze mam tak wspanialego czlowieka przy swoim boku....
Cudem mieszkam w miejscu o ktorym nigdy nie myslalam.....
Cudem mam wszystkie narzady, mimo ,ze chcieli mnie jednego pozbawic....
Cudem zaszlam w ciaze, choc lekarz powiedzial, ze malo prawdopodobne.....
no i siostra- to tez taki maly cud, o ile to mozna zaliczyc do cudow.
.......... mimo,ze jako, jestem starsza, no przyznaje sie "troszke "jej dokuczalam za mlodu,
Pozniej przez ponad pol roku nie ozywalysmy sie do siebie, bo nie chciala posluchac rady starszej..... ehhh.... no ale nic, bolesnie doswiadczyla tego, ze starsza siostra ma racje.......
Mimo, ze mamy totalnie inne charaktery, temperamenty ( choc z tym temperamentem to moze nie do konca, kiedys mialysmy podobne, tylko jeden palant je przygasil. No wlasnie, nastepny cud rodzinny, ze sie obudzila w miare wczesniej)
mimo wszystkich przeciwnosci i okolicznosci. Mieszkamy z daleka od calej naszer rodziny ale obok siebie.........SIOSTRA - MOJ NAJLEPSZY PRZYJACIEL.
Zycze kazdej takiego przyjaciela jakim jest ONA.
c.d.
pod koniec grudnia trafilam do pani doktor z warszawy - bardzo milej pani i konkretnej. Wiecie co jest dziwne? Zawierzylam jej i zaufalam pomimo kompletnie roznych swiatopogladow... pani doktor jest osoba niezwykle wierzaca, do tego stopnia ze nie przepisuje swoim pacjentkom antykoncepcji. Poza tym jest najwieksza przeciwniczka invitro i inseminacji. Kaze obserwowac sluz i wyrownuje poziom hormonow. Zalecila mi uzupelnienie niedoboru wit d, olej z wiesiolka na poprawe sluzu oraz clo (ale biore bardzo mala dawke, po pol tabletki przez 5 dni). Wlasnie koncze 4 cykl z clo. Mialam niski progesteron ale po braniu clo sie podniosl i traz ponoc jest ok, nic zupelnie mi nie dolega wg mojej gin.
Staramy sie z M - ale cos nam nie wychodzi, to znaczy nie mamy za wiele mozliwosc do dzialania bo zawsze jest jakies "ale". W jednym cyklu nie bylo M bo standardowo delegacja, w kolejnym mial miec badanie nasienia (na ktore dostal skierowanie od lekarza) i tak niefortunnie go umowiono ze wypadlo w moich dniach plodnych... w Polsce takie badanie jest tanie (ok 180 zl z morfologia) natomiast w UK prywatnie to koszt min. 160 GBP (ok 800 zl).. Wyniki M wyszly srednie: niestety nie dostalismy ich do reki i pewnie bedziemy mogli jes zobaczyc dopiero za kilka tygodni na wizycie u konsultatna gin. Laborant zadzwonil jedynie do M z informacja ze trzeba powtorzyc bo wyszlo 7,8 mln a powinno byc min 15 mln (ruchliwosc za to jest dobra - 42%)... w kazdym razie nie do konca czulismy satysfakcje z tego badania i tego ze nawet nie mozemy zobaczyc wszystkich parametrow i morfologi nasienia dlatego moj M ktory obecnie jest w PL, ma umowione badanie nasienie w Warszawie, juz pojutrze... ale wracajac do tematu, w kwietniu mielismy szanse na starania bo wyechalismy na krotkie wakacje i tak kompletnie sie zrestartowalismy,, no ale nie udalo sie bo @ przyszla 5 dni temu... 30 maja mam miec badanie HSG wiec do tego czasu i tak nie mozemy sie serduszkowa a w dniu badania bedzie to moj 12 dc wiec nawet jesli tego samego dni bylyby barabaszki to pewnie i tak juz za pozno bedzie... oj i tak caly czas.... Bede nadal brac 25mg clo i w czerwcu mam zamiar "wykonczyc" mojego M, z lozka go nie wypuszcze!
Wszystko jest właściwie po staremu,dzień za dniem tylko ja jakaś inna,smutna ,zamyslona,niedostępna. Mnie właściwie nie ma,nie można przecież komuś zabrać powietrze i oczekiwać by ten oddychał i żył.
Lata starań o dziecko, masa badań , zabiegów , Klinika niepłodności-nic nie skutkowało , daliśmy sobie spokój .co mam być to będzie pomyślałam.
Po kilku miesiącach "bez starań " niespodziewanie zachodzę w ciąże -wielka radość i łzy szczęścia .Niestety idylla nie trwała długo. Druga wizyta i wyrok serduszka nie ma i raczej nie będzie-długie 2 tygodnie czekania .... i morze łez . Trzy dni prze wigilią Ronie w domu - zanim dojechaliśmy do szpitala nie było już nic.
Długie dochodzenie do siebie ... Pomyślałam wtedy każdej się może trafić..padło na mnie.Jest cień nadziei, że 2 razem się uda.
Kolejny rok bez dziecka .
Nowy lekarz -i podpowiedz abym schudła-dieta ,sport i jestem o ponad 20 kg.lżejsza i w październiku 2013 drugi raz widzę 2 tłuste krechy na teście - beta przyrasta prawidłowo
więc jest dobrze.
Ale się cieszę .. nie na długo,historia się powtarza.
Ronie w sylwestra rano z krwotokiem trafiam do szpitala.Tak jak i poprzednio nie ma co czyścic.
I znowu morze łez...wiele pytań ...
Nadzieji nie ma.
Ale jej mała iskierka znowu się pojawia.. 3 cpp- ponownie zaszłam w ciąże 3cią .
Strach ...wszechobecny strach
Jak mnie nic nie boli to się boje ,że coś nie tak
Jak mnie boli to strach ,że coś nie tak ............ i tak w kółko!
Przechodzę 1 trymestr , uspokajam się ,że wszystko idzie ok.Maluch się rozwija dobrze , nie ma większych dolegliwości. Powoli,cieszę się z ciąży .Strach odchodzi.
Ale pojawia się pod koniec 17 tygodnia- "czuję że jest mi za mokro"-pędem do szpitala a tam po raz trzeci słyszę Wyrok : pękł worek owodniowy , nie ma wód płodowych, dziecko żyje ale nie ma szans....................
Mój świat zawalił się jak domek z kart ........jest tylko pustka , ciemność.
Nadzieja Umarła.
8.07.rodzę Szymka ma 18 cm i 150 g.I jest piękny ,wymarzony ,wytęskniony.
Później 2 razy w wielkich bólach mam łyżeczkowanie .Krwotok.
cale dnie przesypiam jestem na silnych środkach uspakajających.
Maż załatwia wszystkie sprawy związane z pogrzebem.
Do mnie nie dociera ,że go już we mnie nie ma.
Maż prawie siła zabiera mnie na pogrzeb, kiedy widzę mała białą trumienkę..widzę całą trójkę.
I płacz mój ,męża , najbliższych...Niewiele z tego pamiętam.
Cały czas mam Szymka przed oczami...
Nie mam siły na nic , nie wiem co robić co myśleć.....
Tysiąc pytań ,czuję się jak jajko które nie wie w jaką stronę ma się potoczyć.
Jak dalej żyć?????, nie mam już łez.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2014, 14:48
Depresja...znowu mnie dopada, a było już lepiej, dużo lepiej. Dzisiaj oczy mokre, cały dzień próbowałam się czymś zająć ... niestety nawet słońce nie pomaga. Muszę wziąć się w garść ...
10+0
rozpoczelam 11 tyg
tak jak obiecalam wstawie zdjecie...brzucholek jest jeszcze malutki, dopiero lekko na dole sie odznacza...
waga 60,3 kg ????? ale wydaje mi sie chyba zawyzona, zobacze za tydzien ile bedzie, zmierzony brzuszek ma 80 cm, czyli + 2 cm...
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2017, 12:15
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.