25 tyg. +6 dni, zostało 100 dni do porodu!
Byłam w poniedziałek u ginekologa i niestety znowu nie wróciłam pocieszona. Szyjka w ciągu 2,5 tygodnia skróciła się z 39 mm do 34 mm. Niby nie ma tragedii, ale jednak skraca się i martwi mnie to. Tym bardziej, że za tydzień (!) czeka mnie cholernie długi, 8-9 godzinny lot
Lekarz zalecił mi luteinę i mało ruchu, mam przede wszystkim leżeć, akurat teraz, kiedy trzeba tyle załatwić przed wyjazdem, tu pójść, tam pojechać, pożegnać się z rodziną. Wiecznie do licha mamy pod górkę! Już nie mam do tego siły. Najbardziej martwi mnie to, że nie wiem dlaczego ta szyjka się skraca. Przecież oszczędzałam się, to że czasem poszłam gdzieś pieszo, to chyba nic takiego ? No kurczę, skąd to skracanie ?
Nie odczuwam skurczy, przynajmniej tak mi się wydaje. Jedyne co czuję, to czasami takie jakby ciągnięcie brzucha gdy stoję/idę noi pokłuwanie, to od tego mi się skraca ? Pojęcia nie mam. Jeszcze ten lot, boję się, że jak będę tyle siedzieć i mnie wytrzęsie, to dobrze to nie wpłynie na szyjkę
Mąż się martwi, ja się martwię, normalnie kicha. Ręce opadają. Brat leci ze mną jako "opiekun". Tak się cieszyłam, że będziemy mogli spacerować po pięknych, kanadyjskich parkach, że pójdę z bratem tu, tam, pokażemy mu piękno kraju, że pojedziemy wszyscy razem na Niagarę, a tu dupa. Wychodzi na to, że Mąż z bratem pojeżdżą, a ja będę leżeć. Chciałam dobrze, a wyszło do kitu.
No nic, praktycznie całymi dniami leżę, wstaję tylko do łazienki, ewentualnie przyszykować sobie coś do jedzenia, czuję się jak pasożyt, kiedy mama mi usługuje i modlę się do Boga, żeby ta szyjka jednak się wydłużyła. Ech 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2014, 16:06
Niech ta cholena @ juz przyjdzie bo to czekanie mnie dobija
Wróciliśmy od lekarza i wszystko jest ok
... Miki rośnie sobie pięknie
machał do Nas rączką i pokazał pięknie buźkę ale na normalnym usg to wyglądał jak ufo hahhah same kosteczki widać
no ale za 2 tyg mamy połówkowe i będzie w 4d 
A Oto jak wyglądamy

A to Miki jak macha do nas 

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2014, 17:06
Jajniki mnie bola, zwlaszcza prawy, z ktorego byla owulacja... Oczywicie juz mam durnowatenadzieje w glowie..przestan aska!!!!! Przeciez wiadomo ze to @@@@!!!!!!co z tym moim mozgiem sie porobilo przez testarania to glowa boli, M jedzie z pracy...trzeba mi sie przytulic troche
zobaczymy co jutrzejsza temp pokarze ale nadzieja umiera po malu x
34+4
Nic więcej mi dzisiaj do szczęścia nie jest potrzebne...


A jutro?
Strasznie się stresuje wizyta u ginekologa.
Bardzo się boje, że znów dostane skierowanie do szpitala.
Tak bardzo nie chcę tam iść!!!
Mam ochotę uciec - schować się po kołdrą i nie wychodzić.
Chcę mi się płakać 
Ale muszę być silna dla Ciebie moja córeczko 
Robie takie bledy ze jak siebie czytam potem tp az mi rece opadaja...przepraszam z gory jak ktos to bedzie czytal, ale szybko pisze i bez zastanowienia
Ależ mam nerwy!!
Moje hormony to pewnie teraz mają imprezę mocno zakrapianą skoro tak szaleją. A mój mąż uciekł biegać. Poszłabym spać, żeby nie denerwować siebie i jego, ale już wczoraj nadrobiłam zaległości w spaniu, bo położyłam się przed 17, a obudziłam przed 21.
Mój mąż jeszcze stwierdził, że pracował z kobietami i nie miały aż takich humorów. To mu powiedziałam, że od dziś też zacznę udawać, że jest wszystko ok i przestanę być sobą nawet w domu. Po obcych to też się raczej nie wyżywam.
No i teściowa i jej najmłodszy synuś. Wiem jaki jest, bo miałam (nie)przyjemność spędzić z nim ponad 2 miesiące. Wiem, że jego żona jest zazwyczaj wredna i ma paskudny charakter, ale jak usłyszałam jakie argumenty ma teściowa przeciwko niej, to mi ręce opadły. Synalek się oburzył, bo nie wyprała jego rzeczy roboczych. No ok, skoro ona się zajmuje praniem, to rozumiem, ale nie jak te rzeczy leżały gdzieś w przedpokoju! Ja to bym najzwyczajniej w świecie uznała, że skoro są w przedpokoju, to ma zamiar je jeszcze założyć. Co innego jak są w koszu na pranie albo chociaż się odezwie, że to są rzecz do prania... Kolejny argument to taki, że jej mama przyszła jej pomóc posprzątać, pomyć okna i wyprać firanki. Nie wspomniałam, że dziewczyna jest w 6 miesiącu ciąży.... To powinien być wdzięczny teściowej, że GO wyręczyła, bo takie zajęcia raczej nie są wskazane dla kobiet w ciąży. Czasami się czepia, że tylko coś na szybko ugotuje. Normalnie taki niezadowolony z życia, że szok (u mnie też czasami narzekał na jedzenie i powiedziałam mężowi, że jakby jeszcze raz była taka sytuacja, to ja wracam do Polski i przeczekam ten czas). A siostra mojego to sama bardzo rzadko gotuje, ale tego teściowa nie widzi, że córeczka wcale idealna nie jest.
Wkurza mnie to i póki co gryzę się w język, żeby mężowi nie walnąć jakimś chamskim tekstem na temat jego rodzinki.
Mam nadzieję, że z siebie wyrzuciłam trochę negatywnych emocji...
Za 4 tygodnie będę już w moim kochanym domku!!
CDN...
Tak mi się wydawało, że to ciąża. Byliśmy na weselu mojego męża znajomych i odrzuciło mnie od kwiatów na stole, potem zwymiotowałam po flakach i schabowym...myślę:
-Na bank jestem w ciąży, bo przecież się staraliśmy.. Super
)
Miałam mega stres i pokłóciłam się ze szwagierką, bo ona też zna młodych. MEGA stres... ręce mi się trzęsły a miałam prowadzić samochód.
Po dwóch tygodniach czekałam na @, bo dzień wcześniej zrobiłam test i wyszedł negatywny
buuu... ale ona nie nadeszła... spóźnia mi się już 5 dzień.. JESTEM W CIĄŻY!
radości nie było końca, kiedy powiedziałam mężowi popłakał się ze szczęścia, ale i był strach- za tydzień mieliśmy jechać w podróż poślubną ( co prawda po 3 mscach od naszego ślubu ale co tam;)) strach czy mogę latać? Teneryfa na nas czekała.. na zajutrz umówiłam się go gin, żeby potwierdzić to co my już zdążyliśmy zaakceptować i... pokochać? Czekałam poza kolejką więc siedziałam 40 min pod gabinetem. Weszłam. Usiadła. Opowiedziałam z czym przychodzę. Kazała się rozebrać i usiąść na fotelu. Badała mnie dłuuuuugo. Potem usg. Również długo.. po chwili ciszy oznajmiła :
" Nie widzę pecherzyka w jamie macicy" i ten jej smutny wzrok.
Umarłam. Poczułam wypieki na policzkach. Zapytałam jak to możliwe? Ona, że widzi coś w jajowodzie i na jajniku... popłakałam się. Uspokoiła mnie, zaleciła badanie jak najszybciej beta HCG i znwou się pokazać. Zadzwoniłam do męża. Jeździliśmy do 20 po szpitalach gdzie mi zrobią to badanie. Musiałam czekać do następnego dnia. Nie miałam problemu ze wstaniem o 6.30 a jestem mega śpiochem, żeby jechać do Warszawy do szpitala św. Zofii gdzie w godzinę robią badania. Pojechałam, lecz okazało się, że Panie mnie źle zrozumiały i za 30zł zrobiły mi zwykły test ciążowy, którego wynik był "średniododatni" zadzwoniłam do mojej gin i przekazuję jej info. Ona że potrzebuje liczby a ja, że tu nie ma nic o liczbach. Okazało się, że beta hcg są dwa... ilościowe i jakościowe, które właśnie zostało mi zrobione. Kurde test ciążowy najdroższy w moim życiu!! Potem juz poszło szybciej, kolejne bety wychodziły straszne - 147, kolejna 208, następna 297... w ciągu tygodnia urosła mi dwukrotnie.
Nasza Teneryfa poszła w nie pamięć. Nie pojechaliśmy - przepadło nam 6100zł! Całośc była juz opłacona. Ale moje życie i zdrowie było ważniejsze. Dwa dni po tym, jak powinniśmy grzać tyłki na plaży, dostałam w domu plamień i brzuch mnie bolał. Przestraszyłam się, że byc może zaraz umrę, bo pewnie mi to cholerstwo rozerwało jajowód! Zadzowniłam do gin, powiedziała, że jeśli plamienia się nasilą to ona ma dyżur w szpitalu i mnie od razu przyjmie. Nasiliły się juz następnego dnia. Biegiem do szpitala, na oddział, byłam juz spakowana... badało mnie 3 lekarzy, po naradzie oznajmili, że muszą mnie operować, bo nie wiadomo co się tam dzieje. OK. Skoro trzeba
Zoperowali mnie 13.09.2013 roku
najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Po operacji jak przez mgłe, bo miałam narkozę pamiętam moją mamę zapłakaną jak mnie widziała, ojca również w łzach i mojego męża... który cały czas był przy mnie. Lekarz, który mnie operował powiedział, że wszystko poszło gładko, lecz ciąży nie znaleźli. Czyli jej nie było
ale beta spadła bardzo szybko w ciągu tyg juz nie było śladu po niej.
Dopiero w grudniu po wizycie u innego gin dostaliśmy zezwolenie na starania. Akurat byłam po @, więc cykl stał przed nami otworem
zalecenia lekarza -
co dwa dni
, w grudniu się nie udało BO owulka z lewego jajnika, który jak domniemam jest lekko "upośledzony"
, więc styczeń 2014
13 miałam nowy cykl, bo rozkręciła mi się @
i znowu zalecenia poszły w ruch.. i 12 lutego @ nie przyszła. Miałam w zapasie jeden test, więc rano wymknęłam się z łóżka i go zrobiłam. Nie zdążyłam się obrać a już był wynik...II!
radości co nie miara, nie myślałam, że ujrzę kiedykolwiek dwie kreski
mąż bardzo się ucieszył
pojechaliśmy na walentynki do Wrocławia i tam powiedzieliśmy K siostrze i jej facetowi, że jestem w ciąży
po powrocie umówiłam sie do gin, którego poleciła mi znajoma, która poroniła i zaszła bardzo szybko w zdrową ciążę. Wizyta nie tania, bo 250zł, ale sprzęt - pierwsza klasa.
Chodziliśmy do doktora i bylismy pewni, że tym razem będzie wszystko ok. Ale, poszliśmy za wcześnie i lekarz nie widział nic w macicy... strach powrócił, że znowu... nakazał zrobić bete w odstępach dwóch dni i przyjść ponownie. Tak zrobiliśmy. Beta piekna, 89% przyrost, lekarz - "No to jest dobrze", zbadał mnie i zobaczyłam nasze maleństwo w monitorze... łzy mi stanęły w oczach... piekny widok
ubierałam się, kiedy lekarz zaprosił męża i opisał mu obraz na usg
widziałam jego szczęście, wypisane miał w oczach
lekarz nakazał zrobić badania dla młodych ciąż i wrócić za 3 tyg. I tak co 3 tyg 250zł plus badania płatne 100%- 380zł, po 3 tyg wracamy z badaniami i okazuję się, że mam za wysokie THS, bo 4,29... przepisał leki i ponownie nakazał zbadać tarczycę...na tej wizycie lekarz opisał, że ciąża o 16 dni młodsza wg OM(wg OM powinien być 9 tydzień, a wg usg był 6t5d), przepisał również wiele innych leków. Kazał wrócić za 3 tyg. Nie poszliśmy już do niego, bo strasznie drogo brał i chcieliśmy mieć lekarza już takiego, który jest też w szpitalu. Znaleźliśmy. Brał tylko 100 zł. Wizyta bardzo przyjemna, lekarz dociekliwi, dokładnie opisał mi każdy wynik i powiedział co mogło by byc lepsze.. przebadał mnie i przeszliśmy na usg - pierwsze na którym był obecny mój K. Lekarz znalazł bez problemu pecherzyk z maleństwem, lecz jego słowa mnie zadusiły." Nie mam dla Państwa dobrych wieści...moim zdaniem ciąża zatrzymała się w rozwoju na etapie 6 tyg.". Znowu umarła, wypieki mi wyszły, płakałam. Widział mojego męża, który powstrzymywał się od płaczu. lekarz uprzedził, że on nie wyrokuje, nakazał skonsultować się z innym lekarzem. Niestety w szpitalu potwierdzili, pojechaliśmy ostatecznie do pierwszego lekarza(250zł za wizytę) aby potwierdził na 100%. Niestety... potwierdził. Zatrzymanie rozwoju na etapie 6 tygodnia a był już 10. Ten sam lekarz nakazał mi brać końską dawkę luteiny bo 400mg dziennie! Przez 7 tygodni miałam w sobie martwy płód! który co najlepsze już był w fazie rozkładu, bo jak to szanowny lekarz nam opisał "zatartym echem zarodka". JAK MOZNA BYŁO NAS TYLE ZWODZIĆ?Że jest dobrze??! Doprowadzić mnie do stanu zapalnego i rozkładu dziecka we mnie! Mam ochotę go pozwać za to co robił, bezczelnie nas naciągał na kase! Koniec końców powiedział na zakończenie wizyty, że proszę czekać na poronienie w domu (???) byłam w szkou by cokolwiek mu powiedzieć mądrego. Wyszliśmy od niego, wsiedliśmy do auta ja się rozpłakałam... on też. mówi, że teraz musimy to przejść. Po 4 dniach zaczęłam krwaiwić i mocno bolał mnie brzuch, pojechałam wbrew zalecenim lekarza, aby samo sie oczyścioło, do szpitala. Podali mi tabletki i czekałam. Mąż był przy mnie kiedy to przyszło.Płakałam, że tak moja ciąża się skończyła. Ale świadomośc tego, że juz jest po wszystkim była lepsza, przyjemniejsza. Niestey bez zabiegu się nie obeszło, bo dostała krwotoku i musieli mi go zrobić bo bym nie przeżyła tego..cdn.
Byłam u dziwnego człowieka...jest fizjoterapeutą i leczy ludzi. Cholera nie wierzę w takie rzeczy ale tyle ludzi było,każdy mówił że mu pomógł... też poszłam,mam problem z kręgosłupem,pytał ile mam dzieci?bo coś czuje że troje...powiedziałam mu o poronieniu... wyprzyciskał mnie poprzekrecał,wyklepał... nie wiem co czuję. Powiedział że będzie lepiej... a wy co myślicie o ludziach którzy leczą? Siłą własnych rąk?
Teraz, już półtora miesiąca po zabiegu, jestem zdrowa
i szczęśliwa, że mam wielkie wsparcie męża i wielu koleżanek,które mają i tych,które nie mają,dzieci. Badania tarczycy już są w normie, ale dodatkowo biorę acard, bo z wyniku histopat wyszło, że nie było naczyń krwionosnych. Zostałam przy Pani Kasi, ginekolog, która w zeszłym roku podejrzewała u mnie ciąże pozamaciczną. Jest cudowną kobietą, pozwoliła już nam starać się od dziecko
teraz czekam na drugą @ po zabiegu, ale może nie przyjdzie? Ciężko pracowaliśmy na szczęśliwy finał tego cyklu
) może się udało? Szanse są, ale ja już ie doszukuję się objawów, bo i po co? @ powinnam mieć już w sobotę-niedzielę i czekam może nie przyjdzie
) ale były by jaja
;( beta spada z 166,6 na 137,4.. wizyta dopiero w piątek, znów ból brzucha okolica lewego jajnika masakra ..coś czuje ze nic z tego
smutno
Dziś byliśmy w Klinice, pierwszy z resztą raz. Nie powiem, atmosferę to tam zrobili taką sprzyjającą do sytuacji. W tle cicha, spokojna muzyka, za oknem las i śpiew ptaków.
Dobra co do samej wizyty to jestem jakoś spokojna wraz z M. Lekarz stwierdził, że wcale wyniki nasienia nie są takie złe. Zapewniał, że większość par, które zachodzą w ciążę mają takie albo i gorsze !! Zbadał mnie, zrobił usg i jak na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Mam zrobić badania hormonalne a mężuś ma łykać witaminki i póki co to jak on powiedział ''mamy zachodzić w ciążę''
W sierpniu kolejne badanie nasienia i na wszelki wypadek mamy oddać kilka depozytów nasienia aby mieć na zaś.
Od dziś słucham wnikliwie swego ciała i oczekuję owulacji 
Rozmawialiśmy z doktorem jak to jest z kochaniem się codziennie podczas owulacji. Większość poradników mówi o tym aby nie kochać się codziennie bo nasienie jest wtedy za słabe. Lekarz to obalił, podobno badali nasienie po 2h przerwie i jest o takich samych parametrach albo i silniejsze. Jedyna różnica jest tylko w jego ilości.
Więc co drogie staraczki ?! Nie oszczędzajmy się 
Ostatni wieczór u siebie jutro do Wrocławia aby w piątek na spokojnie na 8.30 dojechać do szpitala na HSC. Chyba coraz bardziej się stresuję ale już nie tym jak to będzie wyglądało ale wynikiem. Jestem chyba największą pesymistką na świecie - czuje, że wynik nie będzie dobry. Boję się... boję się, że wynik odbierze mi resztkę nadziei... boję się swoich reakcji, tego jak ja... jak my sobie z tym poradzimy? Czy mi nie odbije? Czy nie zaczniemy żyć obok siebie zamiast razem?
Im dalej jesteśmy na tej drodze tym więcej mam żalu, że nie zaczęliśmy wcześniej, że dałam się oszukiwać lekarzom; mam żal sama do siebie, że nie tupnęłam nogą i nie powiedziałam "dłużej czekać nie będę".
W stode 28 po usg okazalo sie ze mam pecherzyk 24mm i gin podal mi zastrzyk na pekniecia pecherzyka, mielismy sie starac od piatku, dwa dni po podaniu, pierwszy raz wg temperatur na wykresie zobaczylam linie owulaci jupii, mam nadzieje ze to bedzie ten szczesliwy cykl 
28tyg 0dni
7 miesiecy dziś nam mija!
jak cudownie 
Łapie mnie zmęczenie juz
dzisiaj poprostu padam na twarz
całkiem inne zmęczenie niż w pierwszym trymestrze. Wtedy byłam śpiąca, a teraz fizycznie wymęczona normalnie. Cieżko w pracy sie siedzi już, ale jeszcze tylko 2 miesiące! Damy radę!
Tatuś zrobił obiad, ja leżę, a Karolek szaleje w brzuchu - mały siłacz kochany :-*
Wczoraj byłam na monitoringu..no i nie ma rewelacji
11dc- 1 pęcherzyk 14mm..czyli tak samo jak bez clo..
Jutro kolejny monitoring, więc zobaczę co i jak.. mam nadzieję, że podrośnie i, że pęknie..
A jeśli nie udałoby się znów w tym cyklu..to chyba spróbuję jeszcze raz z clo..ale tym razem po 2 tabletki..
https://lh5.googleusercontent.com/-T7J7IIEnHUg/U49xbym_7LI/AAAAAAAAA-Q/2o_TnhOkEq0/w997-h748-no/IMG_0458.jpg
Czy to jest test? Tak
Czy jest on pozytywny? Tak
Czy powinien być pozytywny? Nie! Bo to jaja są!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2014, 21:16
OSIEM. Jak to 8. Chwilę temu było 28, a teraz 8? To co jak zrobię sobie teraz po raz kolejny badania to TSH będzie w normie? Świetnie, znalazłam nową metodę leczenia, wystarczy raz w tygodniu wyniki sobie robić...
Wcisnęłam się do endo cudem, bo przecież przy tym wyniku nie wiem jak ja mam te leki dawkować. W sumie Doktorka ucieszyła się tym i powiedziała, że może uda się aby już przy następnej wizycie, czyli za półtorej miesiąca, TSH było w normie
Oznacza to, że już niedługo będę mogła się starać tak naprawdę
Już nie tylko planować od x czasu, ale będę mogła wprowadzać mój plan w życie.
Tak, dziś jest naprawdę dobry dzień 
Mam dwie przyjaciolki - takie naj naj, jedna jest w Polsce a druga tu ze mna, w UK. Ta z UK wlasnie jest w 10 tygodniu ciazy (to jej druga dzidzia) i bardzo sie ciesze ze ponownie zostane ciocia
)) yupiiii... Zawsze tez marzylam aby nasze dzieci bawily sie razem w piaskownicy i biegaly w parku z latawcem na sznurku... Czy bedzie mi to dane??
Tak w ogole to moja przyjaciolka jest kolejnym przykladem ze wszystko zalezy od tego tam Gosia na gorze
) DLugo starala sie z mezem o dziecko, badania wykazywaly jednak wszystko ok, wszystko w normie (zarowno ona jak i maz), jedna inseminacja nie udana. In-vitro sie udalo i ma dzis cudna corcie... Podejrzewamy ze wczesniej blokowala jakas bariera psychiczna. Teraz kiedy w ogole nie mysleli o drugim dziecku, udalo sie!!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.