Moje samopoczucie do najlepszych nie należy... Podczas tej @ jestem wyjątkowo drażliwa, a i ona mnie nie oszczędza- juz 3 dzień boli jak cholera i wciąż dość intensywna...Może to przez to hsg?
No cóż- przede mną 25 dni nadziei.
Zastosowałam kilka prostych trików Nadii i mam piękny efekt
1,1 kg w dół! Czyli sytuacja opanowana
Jestem najedzona, czuję się lepiej, a metabolizm się chyba wyregulował. No zaczęłam pić duuuużo wody oraz regularnie się ruszać. Nie chodzi o odchudzanie, ale o powstrzymanie nadmiernego przyrostu wagi. Jestem bardzo zadowolona.
Okazało się, ze w naszym bloku 2 piętra wyżej mieszka znajomy mojego męża z pracy. Jego żona jest w ciąży i pod koniec lipca urodzi. Przemili ludzie, a ja się dodatkowo cieszę, że będę miała koleżankę do spacerów z wózkiem
Na pewno będzie nam łatwiej, raźniej. Byliśmy wczoraj u nich i pogadałam sobie z nową koleżanką. Oni pochodzą z Wrocławia i tam jest cała rodzina. Co w sytuacji narodzin dziecka? Aga powiedziała krótko: "Cieszę się ogromnie, że nikt mi się nie będzie wtrącał". No i to jest całe podsumowanie. Chyba każda przyszła mama chce mieć święty spokój i czas dla siebie, dziecka i męża. Czas na zapoznanie się i nauczenie życia w trójkę bez ingerencji osób z zewnątrz. Poza tym... ciężko mi sobie wyobrazić, że przychodzi np. teściowa i wyjmuje mojego synka z łóżeczka, że go nosi, że on nie jest na moich rękach tylko jej. W ogóle oczami wyobraźni widzę to tak, że to ja i maż jesteśmy od tulenia dziecka. Nie mogę przełknąć myśli, że ktoś mi go będzie zabierał z rąk, jakiś lęk mnie ogarnia. A to chyba kolejny symptom dość często spotykany. Tylko jak sobie z tym radzić????
dzisiaj po raz pierwszy maz sam z siepie wspomnial, ze moze jednak powinnismy zaczac powoli rozwazac mozliwosc adopcji. Wczesniej nie chcial nawet na ten temat myslec. To daje mi troche nadziei, ze moze nasze zycie nie bedzie takie puste. Oczywiscie dajemy sobie czas na zastanowienie sie, przetrawienie tego w myslach, bo to jest bardzo powazna decyzja. Oczywiscie staramy sie nadal i jeszcze jakies 6 miesiecy leczenia przed nami, ale jesli nic z tego nie bedzie, to trzeba zaczac myslec inaczej.
Nie lubie tego czasu przed @. Nadzieje wszystkie juz odebrane i wiadomo, ze @ badzie, a trzeba czekac do terminu.
umowilam sie na wizyte do naprotechnologa jak bardzimy w Polsce. Tu , gdzie jestem mam tylko jedna lekarke ginekolog, ktora zajmuje sie nieplodnoscia. Nie szuka przyczyny, tylko wszystkim daje dokladnie to samo leczenie w postaci zastrzykow na wywolanie owulacji. U mnie niby owulacje sa, maz ok, zaszlam po 2,5 latach w ciaze i poronilam. Nawet nie zadawala sopie pytan, czemu tak jest, ze tak dlugo sie staramy i gdy sie udaje, to wszystka sie konczy. Ponadto ta lekarka bardzo nie lubi, jak jej sie zadaje jakies pytania o rozmiar endometrium, czy pecherzyka. Powtarza, zeby nie obserwowac swego ciala tylko kochac sie conajmniej 2-3 razy w tygodniu. Nie patrzec czy jest sluz, kiedy owulacja bo to nie wazne. Tylko, ze przez trzy lata jakos nam sie nie udaje i czuje, ze gdzies jest powazniejszy problem, moze bardzo prosty do wyeliminowania. Badan hormonalnych tez nie zleca. ostatnio wywalczylam skierowanie na badania, ale i tak nie na wszystkie. Ona uwaza, ze nie ma potrzeby, bo przeciez jest owulacja. Chetnie bym zmienila lekarza, ale po prostu nie mam wyboru, musze brac to, co jest.
No wiec jak teraz pojedziemy do Polski, to wybiore sie do tego lekarza naprotechnologa, chociaz zastanawiam sie jaki sens ma jedna wizyta. Na wiecej nie bedziemy mogli przyjsc, bo wracamy tu... ech... czy to wszystko nie moglo by byc bardziej proste?
Dziękuję dziewczyny za wsparcie
trochę mi lepiej. Psychicznie, bo fizycznie już gorzej.
Strasznie się czuję, jak zombi. Źle śpię,głowa mnie boli, czuję się jak by mnie choroba pobierała...cudownie. Zawsze o tym marzyłam, żeby się rozchorować
Wparłam z głowy myślenie o ciąży....nie chcę, wiem, że się staraliśmy, ale co ja teraz mogę? Nie poprawiam swojego samopoczucia. Wczoraj miałam cały dzień pracy i aż tyłek mnie boli
mąż postanowił zakupić mi fotel do pracy
bo na razie mam taborecik, taki twardy i bez oparcia.
Na razie skupiam się na pracy... mam jej dużo. A dziś o 20.10 mam wizytę u lekarza gin-endo. Zobaczymy co powie, muszę przygotować swoje wyniki. Muszę pamiętać aby zapytać o te plamienia w dniu owulacji i dzień po. Mam nadzieję, że będzie to tylko dobry znak. Wczoraj koleżanka zasugerowała, że to może wynik zagnieżdzenia(???) jak to? Przecież owulkę miałam w poniedziałek. Cholera wie... zobaczymy. Nrazie uciekam do pracy. Dziś trochę dużo jej mam 
Dziękuję kochane!!! Nie zapomnę Wam tego! :* dałyście mi emocjonalnego kopa.
:*:*:*:**:*:*:*:*:*:*:*:*
"(...)
Przysięgam wam, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam wam, przysięgam wam,
Przysiegam wam, że płynie czas!
Że zabija rany - przysięgam wam!
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas.
(Zwólcie czarnym potoczyc się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,
Bo bardzo, bardzo,
Bardzo szkoda
Byłoby nas!"
Moja ciąża się zakończyła ;((( (obumarcie płodu) dlatego lekarz nic nie widział, lub widział bardzo niewiele. Byłam w 10 tc a w szpitalu lekarka stwierdziła, że płód jest rozwinięty na 4-5 tydzień, bijącego serduszka brak, ciałka żółtkowego- brak.
Cała ciąża była dla mnie kłębkiem niepokoju i obaw, czułam, że coś się dzieje, ale nie wiedziałam wciąż co.... terminy do gina były odległe, mój gin "niedostępny".... Dobrze, że o ciąży wiedzieli tylko najbliżsi, że w pracy nikt nie wiedział. dzięki temu nikomunie muszę tłumaczyć, opowiadać. To wciąż boli i pewnie boleć nie przestanie.
Zastanawiam się czy była jakakolwiek możliwość żeby pomóc w rozwoju płodu (kiedy byłam w 7 tc u gina?
W dzień poronienia miałam swojego Aniołka w dłoni, szkoda tylko, że nie wiem czy było dziewczyką, czy chłopczykiem. Kocham je i tęsknię za nim bardzoooo!
24 listopada 2014
Nie mogę inaczej dodawać wpisów do swojego pamiętnika więc spróbuję w ten sposób!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2014, 09:57
Kochane moje wyniki ze wczoraj
Beta 290,90
Tsh 0,936 normy 0,270-4,200
Ft3 - 3,74 normy 2,00-4,40
Ft4 - 1,72 normy 0,93-1,70
AntyTPO - 484,80 norma do 34,00
AntyTpo to zawsze miałam wysokie bo mam Hashimoto. Zmartwilam się trochę tym Ft 4
Co o tym myślicie?
Poddaje się.
Teraz tyle osób zaszło w ciążę... Strasznie się cieszę razem z nimi, bo ciąża każdej z nas, zwłaszcza tych dłużej starających się i po stracie dzidziusia jest ogromnym szczęściem, sukcesem i cudem. Ale jak zwykle przyplątuje się to zasrane pytanie: Czemu ja nie? Czemu zamiast zielonej kropeczki, dwóch upragnionych kreseczek, artykułów o ciąży i dziecku, kupowania ciuszków i planowania jak będzie wyglądał dziecięcy pokoik, czeka mnie kolejna droga przez mękę. Kolejna operacja i miliony badań. Chcę, bardzo chcę, żeby sprawdzili, czy wszystko jest w porządku, oczywiście, że tak. I męża też wyganiam na badania. Boję się, że to coś poważnego, coś immunologicznego i nic nie da operacja ani pozytywne nastawienie. Albo zatkane jajowody (tfu tfu na to wszystko) i wtedy jedyną szansą będzie in vitro... A ostatnio koleżanka z innego forum zaszła
dzięki temu w strasznie długo wyczekiwaną ciążę. Jak się wszyscy ucieszyli... i co? I już jest po zabiegu, a jej kropeczka dołączyła do naszych aniołków. Nie wiem jak bym to przeżyła na jej miejscu. Nie potrafię odnaleźć spokoju ducha... Od wczoraj płaczę. A najśmieszniejsze jest to, że poszłam wczoraj z rana na betę. Tak, właśnie. Żeby zdążyć przed @ ohydną. Bo zawsze przychodzi 28 dnia. Wyniki do odebrania dzisiaj, więc spokojnie zdążyłabym chociaż przez chwilę się łudzić, że może wyszło. I co?? I dupa blada! Ta wstrętna picza wzięła i przylazła 1,5 dnia wcześniej! Ja to już nic nie mogę sobie zaplanować, bo moje ciało ma własne pomysły na moje życie. Czasem mam tego serdecznie dość. I dzisiaj właśnie jest to "czasem"... 
Aha i zapomniałam dodać, że przychodzą dzisiaj znajomi, ona jest w 7 miesiącu ciąży, zaszła ok 3 miesiące po mnie i miały byśmy maluszki w jednym wieku. Kiedy ja jeszcze opłakiwałam stratę ona widziała mocne serduszko i 7mm zarodeczek. No i ja powinnam była pierwsza rodzić. Za mniej niż miesiąc powinnam trzymać swoje dziecko. No i dzisiaj siedziałybyśmy obie w zaawansowanej ciąży i rozmawiały radośnie i kopnięciach i pierdnięciach. A tak, będę siedzieć i odgryzać sobie wargę, żeby nie ryczeć. Pozytywnie w ch**
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2014, 11:49
I znów ten pieprzony hemoroid. Teraz walczę juz z nim od tygodnia i mam problem, bo nie bardzo chce się wchłonąć, a we wtorek idę do gina. Juz nie wspomnę o przytulaniu, a wlasciwie jego braku. Nie moge sie przełamać jakos. To po co biore te tabsy ? Oczywiscie nie udalo sie zaskoczyć w poprzednim cyklu. Jeszcze dwa przede mna i koniec starań. Wole byc zdrowa niz na siłę zajść w ciążę. Nie łapię doła na szczęście i to najważniejsze. Jutro powrót z wakacji. Szara rzeczywistość .....
Przepraszam za wszystkie błędy ale ciezko pisac gdy oczy zalane łzami, zawsze już będa zalane łzami gdy tylko o tym wspomne....
Czekając na wynik bety...
Fajnie będzie, jeśli się udało, ale jeśli się nie udało to nie będzie źle
. Trochę się za bardzo wkręciłam, mój błąd
no to się troszkę odkręcę. Jeżeli dzidzia każe mi czekać to świat się nie zawali
a urodzinki w kwietniu czy maju będą suuuuuper
więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
Ciąża zakończona 27 czerwca 2014
I jak ja mam się smucić?? Z Wami nie da rady ;P DZIĘKUJĘ!!!!!! :*
Od teraz będą same pozytywne wpisy! 
Już oficjalnie na urlopie...prawie 2m-ce wypoczywania, nieleniuchowania i jakby nie patrzeć- nudy 
Wczoraj cały dzień przespałam...dosłownie. Od powrotu do domu (13:30) spałam do dzisiejszego ranka (6:00)-z małą przerwą na ciepłą kąpiel. Nawet głowy nie wysuszyłam przed powrotem w objęcia Mofeusza i dzisiaj rano dodatkowe 30min zmarnowałam na poskromienie kudłów.
Tak czy siak teraz jest czas tylko dla mnie
i ewentualnie mojego męża. Już obiecałam, że nadrobię kulinarne zaległości, tak więc w pon. pieroży 
Patrząc dzisiaj na listę moich przyjaciółek z ovu, to znacznie większą ich część stanowią już ciężaróweczki. Mi jak na razie zdecydowane lepiej wychodzi zaciskanie kciuków i modlitwa za innych niż za siebie. A za siebie już się nie modlę...przestałam, bo takie codzienne proszenie o ciążę (zdrową) powodowało, że cały czas o niej myślałam. A w tym cyklu-mimo iż mierzę temp. regularnie i robię masę innych pierdół związanych z obserwacją cyklu-to jakoś tak mi lekko.
Nie jest dobrze. Wczorajsza noc tez kiepska. Uświadamiam sobie ze chyba nie będę mama. Ta cala procedura mnie przeraża, badania wizyty,no i zero gwarancji ze sie uda. Uff... Jaśnie mąż dalej obrażony ALE postanowilam przypomnieć sobie ze kazdy czlowiek ma swoja wartość,ja także. Uświadamiam sobie tez ze osoba która kocha sie tak nie zachowuje. Czasem myślę ze to jest celowe dzialanie zebym go znienawidzila? Sama nie wiem. Ale postanowilam sobie ze póki nie przeprosi będziemy tak żyć. Poza tym, mąż sobie chyba zapomina ze ja mogę sie spodobać komus innemu. Dzis Np mialam tego dowód. I ostatnio w pracy bardzo milo mi sie rozmawialo z innym panem... Powinien sie bac:) Dlatego dzis tez po pracy pochodziłam sobie po sklepach, zrobilam zakupy na niedzielne ciasto, oraz zafundowalam sobie hybrydę-odrazu czlowiek inaczej sie czuje. Fuksja i kropki rządzą 
Wczoraj chyba nie tyle potrzebowalam męża,co mamy. Najbardziej rozczulilo mnie gdy przypomniałam sobie o moim zdjeciu z dziecinstwa-ja trzymajaca sie plastikowego pajaca i moja mama patrząca na mnie jak na ósmy cud swiata. Przypomniały mi sie pierwsze wizyty u dentysty, zawsze kupowała mi kinderke, pierwszy samotny pobyt w szpitalu-mama siedząca ze mną przez caly dzien odwiedzin(wtedy byly od 12 do 16) wizyta z rozcięta noga u chirurga-i mama dająca mi swój zloty pierścionek "na szczęście", mama szukajaca mi szkoly,i mama kupujaca ze mna suknię ślubna. A teraz ta mama nie wie, ze jej dziecko placze pietro wyżej,bo samo nie moze mieć dzieci a na dodatek musi liczyć sama na siebie.
Hm moze to przygnebienie to rzeczywiscie przez hurmony, bo od wczoraj jak reka odeszly . Oby juz te czarne chmury nie wracaly, chce sie cieszyc i niczym nie martwic
Tez uwarzam ze z drugim dzieckiem jest latwiej i nie boje sie ze sobie nie poradze. Wiem ze lekko nie bedzie, zwlaszcza na poczadku ale damy rade
Przy pierwszym dziecku czlowiek jest troche naiwny, pragnie dziecka i wyobraza sobie jak to cudownie tulic takiego oseska, jak sie bedziemy bawic i cieszyc soba jak w reklamie ale zycie to nie reklama i przy drugim dziecku jestem juz tego swiadoma. Dziecko to nie tylko radosci chociaz nie powiem jest ich mnostwo ale tez troski ktore napewno beda i bez ktorych nie da sie wychowac dziecka.
Moj synek ma atopowe zapalenie skory. Latem plamy glownie na pleckach i brzuszku sa niemalze niewidoczne ale zima daja nam ostro w kosc. Masci na sterydach nieco pomagaja ( bez nich byloby duzo gorzej) chociaz ńie do konca bo plamy ńie znikaja. Wczoraj brzydka plamka wyszla synkowi zaraz przy oczku i rozszerza sie coraz bardziej a ja nie moge nic z tym robic bo tam nie moge smarowac sterydem...I juz sie martwie zeby to sie nie rozaszlo do oka, takie wlasnie jest macierzynstwo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2014, 11:03
Jestem po wizycie
mój groszek ma 6 mm i pięknie bije mu serduszko to nie 5t6d a już 6t5d jesteśmy o6 dni do przodu, kolejna wizyta za 4 tyg no chyba oszaleje w tym czasie moralnie..
Termin 16 luty 
Jestem strasznie szczęśliwa :-* nie wyobrażacie sobie jak bardzo 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2014, 08:26
37+6
Byłam dziś na ostatniej wizycie u ginekologa.
Z malutką jest wszystko dobrze i w końcu tętno było w normie, serduszko pięknie biło (145).
Uspokoiłam się.

U mnie też wszystko ok! Jeszcze nie rodzę. Choć 1 cm rozwarcia już jest 
Ale jak to Pani doktor powiedziała: "szyjka zamknięta, macica miękka, wody się nie sączą 
Urodzić oczywiście mogę już w każdej chwili i wg. niej będzie to raczej przed terminem.
Dwa razy tygodniowo mam robić zapis KTG.
Z tym spojeniem łonowym to jednak ciężka sprawa. Najlepiej by było jakbym zrobiła sobie przed porodem jeszcze jedno USG, żeby zobaczyć czy się bardziej nie rozeszło, ale jej zdaniem dam radę urodzić naturalnie - ja też zaczynam w to wierzyć i tego się będę trzymać!
Z chorobą walczę jak tylko mogę! Jest dużo lepiej. Myślę, że po weekendzie dojdę do siebie całkowicie: )
A jutro już 38 tc i 14 dni do porodu!
NIE WIERZE! 
Ciąża zakończona 27 czerwca 2014
i po wszystkim
14 dni w szpitalu .. ciąża pozamaciczna 24.06 laparoskopia usuniecie ciąży na szczęście przydatki całe .. wiec teraz przerwa
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.