Porada dnia
Podczas starania się o dziecko szczególnie wartościowymi owocami są: maliny, morele, brzoskwinie i czerwony grejpfrut. Ciesz się nimi i jedz je do woli!
Mam opryszczke
zła!
Dziś wizyta u gina... może jest kropek? GŁUPIA GŁUPIA GŁUPIA!
serce ma nadzieję a rozum mu ją odbiera.... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2014, 08:04
41tyg 0dni
My się wciąż męczymy. Była mała przerwa w ciagu dnia ze skurczami - rozrzadzily się. Zdrzemnelam się na chwile i obudził mnie znowu skurcz o 16. I tak od tamtej pory mniej wiecej co 10 min tylko ze ze zdwojoną siła. Teraz juz nie moge przesiedzieć skurczu. Przez ostatnie kilka godzin grałam sobie na play station i tak co te 10min wstawalam, bujałam się, oddychałam. O wlasnie o wilku mowa! Uuuuuh. Na poczatku skurcze były jakbym miała dostać okres i rozwolnienie ale teraz mocny dosłownie skurcz macicy który rozchodzi się po udach. Dziwnie tak bo jakbym miała w nich stracić czucie a boli 
Teraz mam nadzieje ze skurcze nabiorą tempa i w nocy urodzi się nasz synek
no bo kurcze ile mozna! 
Biorę paracetamol i następnym krokiem bedzie gorący prysznic jeśli się sprawy rozkręca.
Plan jest
a tymczasem ide jesc bób i oglądać film.
14 dc i kolejna zabawa z testami owulacyjnymi. Dzisiejszy oczywiście negatywny, przypuszczalnie jeśli owu wystąpi to gdzieś w okolicy 17-18 dnia. Ale czy będzie to na razie nie wiem, ten cykl jest bez wspomagania.
Za tydzień wyprawiam młodemu roczek w domu, będzie dużo gości to i dużo roboty przede mną
Lista zakupów gotowa, porządki zaczęłam, chociaż chęci mam mało. Ale ze mną to tak zawsze że wszystko na ostatnią chwilę :p
Drugi tydzień w żłobku pomału się kończy, sama jestem zdziwiona że synek tak szybko się zaaklimatyzował i w zasadzie nie ma z nim problemu. Przy rozstaniu kilka razy popłakiwał, ale szybko mu przechodziło.
Dziś tak jak i wczoraj wariacja w pracy, cały tydzień po 9,5 godz blleee
jedyny pozytyw, że dużo klientów i dzień szybko leci. Muszę przyznać, iż czuję większy zasób energii, oby tak dalej.
Nadal jedyny objaw ciąży to ból pleców i wrażliwe przy dotyku piersi. Chyba przestanę mierzyć temperaturę, plata mi figle przy zmęczeniu i powoduje niepotrzebny stres. Czytałam na forach, że mało kto mierzy ją po zrobieniu testu. Zresztą w kalendarzu ciążowym nie podaje się temperatury. Jest ona tylko ważnsa w trakcie starania się o dziecko.
Dostałam wczoraj na urodziny piękne kwiaty i pachnie mi nimi w całym salonie
Kocham kwiaty, lubię mieć świeże cięte kwiaty i wazonie. Mój A stara się na bieżąco sprostać zadaniu;-)
Chciałabym pójść w poniedziałek do lekarza i powiedzieć o ciąży. Niestety tu wszystko wygląda inaczej. W Polsce wystarczy zadzwonić do swojego ginekologa i umówić się na wizytę by mieć kompleksowe badanie z usg oraz dostać wszelkie ważne skietowania na badania. Tutaj muszę przejść całą procedurę a i tak zapewne przez całą ciążę nawet nie zobaczę gina. Martwię się ciążą prowadzoną w Angii. Służba zdrowia jest tu koszmarem:-(
Od dwóch nocy mam straszliwy problem ze snem. Najpierw długo walczę by zasnąć, a później budzę się co chwila. Nie wiem czym to jest spowodowane, czyżby to przez hormony? Czy to normalne?
Dziś zrobiłam następny test i wyszedł taki ładniutki, podręcznikowy.
Nikomu na razie nic nie mowimy. Po wizycie u lekarza powiem Kubie. Naprawdę nie wiem jaka będzie jego reakcja. Niby mówię mu, że staramy się o dziecko ale on nie bierze chyba tego na serio. Czasami mi dokucza, że jestem za stara na dziecko. Wiem, że tak nie mysli. W tym wieku każdy powód by dokuczać matce jest dobry 
Rudosława dziękuję za ciepłe słowa:)
Wiem że powinnam myśleć pozytywnie ale po tylu rozczarowaniach ciężo to przychodzi
Wcześniej nigdy przed @ nie bolały mnie piersi, teraz jest to prawie codzienność... Wszystkie takie zmiany zaczęły się odkąd zaczęłam brać jakiekolwiek leki. Czekając na kolejne @ oczywiście doszukuję się objawów wczesnej ciąży ale spora część to jakies skutki po lekach i moja bujna wyobraźnia:( Cóż... starania o dzieciątko to porządna lekcja pokory.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 16:19
A Wy moje komentatorki Jesteście matkami?
Jaka piękna jesień za oknem, szłam dziś przed 7 do pracy przez park, słońce, które powoli wychodziło zza porannej mgły oświetlało przepiękne czerwone, rude i żółte liście. Pachniało mieszanką lata i jesieni, gdybym mogła usiadłabym na ławce i patrzyła 
Wczoraj połknęłam ostatni Ovulastan i super bo myślałam, że mnie wykończą te cholerne migreny. Teraz zostały 4 zastrzyki z Gonapeptylu i jedziemy dalej. Doszłam już do takiej perfekcji we wstrzykiwaniu, że zostaje malutki ślad
. Zobaczymy jak sobie poradzę z Menopurem ?
ojj te mdłości, męczą i dręczą mnie o każdej porze dnia i nocy, za każdym razem kaszle żeby odegnać to od siebie, ale wogóle byłam przeziebiona w tamtym tygodniu i kaszel mnie dalej trzyma.Straszne to juz wolałabym rzygnąć i miec spokój
no zaczynam 10 tydzień mam nadzieję że niedługo mi to ustapi bo źle się tak czuję... ostatnio jak widze nawet jakieś jedzenie o albo kosz na śmieci otwieram to mnie naciąga aż prawie na wymioty, brzydko mi pachnie pranie z ładnym płynem ahhh. Lubie kwaśne rzeczy i te ogórki kiszone
Mama mówi, że to będzie chłopiec
zobaczymy
)
Dziewczyny u mnie dziwna sprawa.. wczoraj mialam skurcze na @ i przez cala noc. rano wstalam robić test to dużo przezroczystego sluzu z domieszka brazowego mowie i znowu sie nie udalo;/.. ale zrobilam i tak test odrazu pokazala sie blada kreseczka i jak wysechl tez tam byla ciut mocniejsza.. jak ciota sie nie rozkreci zrobie drugi.. i nie wiem o co chodzi bo jak robilam 5 dni przed @ byla jedna krecha nawet zadnego przebarwienia nie bylo a tu jest kreseczka ale jak zawsze los tylko pewnie splatal mi figla.. test o czulosci 25 z allegro wiec chyba nie ma co sie cieszyc.. a bety zrobic nie moge bo mieszkam w Holandii i tu niestety nie robia.
No i nadchodzą kolejne dni płodne, kolejna szansa dla nas. Mamy nieco inny plan działania niż w zeszłym miesiącu. Jak to mówią poradniki, przy planowaniu chłopca należy współżyć tylko raz, w dniu owulacji. Przedtem i potem -post. Obalamy więc tą teorię, będziemy serduszkować najczęściej jak się da, aż tak bardzo na chłopcu nam nie zależy, poza tym gdzieś przeczytałam, że szanse i tak są 50 / 50, więc zaczynamy na nowo starania z nieco innymi założeniami, w tym cyklu już MUSI się udać. Dietę "na chłopca" trzymamy, inne zalecenia też wykonujemy, ale chcemy po prostu mieć już ten brzuszek, nawet z malutką córeczką w środku
Chcemy tego całym sercem! Zewsząd czuję presję. Wszyscy nas dopytują, podpuszczają, inni pytają wprost: "spodziewacie się już dziecka"? "jesteś już w ciąży?" Nawet moja mama wyciągnęła ostatnio jakiś likier, wszystkim nalała po kieliszeczku, a mi nie, bo stwierdziła, że ja jestem młoda mężatka, nie wiadomo czy tam pod sercem już kogoś nie noszę... JEJU!!!! LITOŚCI... Za dwa tygodnie wybieramy się na wesele, pewnie cała rodzina będzie wysuwać teksty typu: "nie wypijesz toastu? ooooo to na pewno jesteś w ciąży, który to tydzień? lekarz już potwierdził???" Przerabialiśmy to na weselu w zeszłym miesiącu
Taka lawina pytań na mnie spadła, że nawet nie miałam czasu odpowiedzieć NIE! Zaczynamy żałować, że przed ślubem przyznaliśmy się rodzinie, że chcemy dziecko od razu. Teraz każdy nam sekunduje, a mnie to wykańcza!!! Mój mąż podchodzi póki co do tego z uśmiechem, może ja jestem bardziej wrażliwa. Ale możliwe, ze już niedługo
jestem taka przepełniona nadzieją
Choć po ostatniej porażce mam w sobie więcej pokory i nie jestem już taka pewna, że będzie dobrze. Ale wiem, że prędzej czy później się uda.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 14:40
Takie myśli dzisiejsze... Pisz! Szybko pisz! Rób zdjęcia, spaceruj! Spotkaj się z tymi 5 koleżankami, póki czas... Czas ucieka... Za chwilę będziesz miala dziecko. Małe, bezbronne, nieodwołalne...
Tak dziś sama do siebie mówię w myślach. Przeraża mnie jak szybko czas ucieka!
............................
Mam skraje emocje. Cały wachlarz jednego dnia. W ciągu godziny potrafię 3 razy zmienić podejście i nastawienie. Jak ja mam się ogarnąć? Przychodzą mi do głowy tak absurdalne myśli... Np., że na dzień dzisiejszy czuję, że spanikuję przy porodzie, że się boję, że jeszcze chcę być w ciąży długo. Za 15 minut zmiana... I kolejna gonitwa myśli, tym razem jednak, że chcę już go mieć, zobaczyć, przytulić, ułożyć rzeczywistość i codzienność na nowo... Ale mija kolejny kwadrans i znowu zmiana! No przecież tak się nie da! Aaaaaaa zwariuję!
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 21:44
41tyg 1dzień
Kolejny dzień męczarni! To juz 33 godziny od pierwszego skurczu. Umrę chyba z braku snu, bo jak spać kiedy co 6-10min łapie skurcz taki że hoho? O 5 rano pojechaliśmy do szpitala. Zadzwoniłam prosząc o radę i położne powiedziały zeby przyjechać to sprawdza czy cos się dzieje.
Mały całkiem zadowolony że wciąż w brzuszku. Wsadziła łapkę i szyjka mięciutka i rozciągliwa, rozwarcie 3-4cm i udało jej się rozciągnąć do 5cm. Dostałam mocniejsze tabletki i spowrotem do domu. Położyliśmy się z mężem przytuleni razem na kanapie, tak że ja co skurcz mogłam się tylko stoczyć i na czworaka na podłodze przeczekać skurcz. Pomiędzy próbując cos pospać. Skurcze wtedy wciąż sobie robiły co chciały np 4x6min, 3x5min a nagle 10 min przerwy. Poszłam pod prysznic, umyłam włosy. Mężu posprzątał w kuchni, zrobił sniadanie którego ja niestety prawie nie tknęłam. Potem miałam moment gdzie się troche podłamałam nieregularnością moich skurczy i przestałam mierzyć. Znalazłam w miarę wygodna pozycje na leżenie i skurcze i znowu spałam budząc się co 6 min bo skurcze wreszcie zaczęły regularnie przychodzić!
niech teraz tak zostanie tylko niech nabiorą tempa i bedzie mozna dzwonić po położne
i moze wkoncu urodzę dzisiaj!
A tak teraz moja kochana kocia córka pomaga mi z bólem
przychodzi skurcz to ją głaszcze.

Ps- jak byliśmy w szpitalu na chwile bo wszystko zeszło moze 1,5 godziny to upewnilam się w decyzji o porodzie w domu
za nic w swiecie nie chciałabym rodzic na sali. Teraz mam wszystko pod ręką, szczególnie ze nie wiem czego bede chciała. Np teraz stoją na stole trzy rożne napoje bo nie moge zdecydować na co mam ochotę
no i moge sobie łazić po całej chałupie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 15:34
Ósmy dzień od owulacji a ja trzeci dzień robi test ciążowy... Obsesji dostaje i czuje, że przez to nic z tego nie będzie. Z drugim synem wogóle nie prowadziłam żadnych obserwacji tylko po prostu kochaliśmy się z mężem. Potem zupełnie zapomnieliśmy o sprawie i kilka dni od terminu miesiączki przypomniałam sobie, że miałam jej dostać trzy dni temu. Mąż przed pracą poleciał do apteki i pojawiły się piękne dwie kreski a teraz to już przesadzam i wiem, że przesadzam a nie potrafię przestać o tym myśleć. Nie wiem jak dziewczyny które starają się o dziecko wytrzymują ten stres i presję jaka towarzyszy przy każdym stosunku. Dziś jestem kłębkiem nerwów bez żadnych powodów bo przecież mam dwóch wspaniałych synków i kochającego męża. Mam wyrzuty sumienia i coś we mnie mi zarzuca, że ciągle mi mało. Inni nie mogą doczekać się pierwszego dzidziusia a ja się chcę zesrać za dwiema kreskami.... jestem zła na siebie i wkurzona że pozwoliłam się tak zaangażować w te testy na które przecież I TAK JEST ZA WCZEŚNIE!!!
Od kilku dni bolą mnie plecy.. Śluzu mam cale mnóstwo, lekko mleczny, później wodnisty i troche rozciagliwy...ale no jest go tak duzo, ze co pół godziny chodze i normalnie sie wycieram, szok.W poprzednich cyklach ciezko w ogole było o śluz, a teraz go az tyle że dla innych by starczyło hahaha
Jemu to sie podoba.. wie,ze mam ocean, i niespodziewanie wklada mi reke w majtki hahah 
no i co jeszcze ..przede wszystkim na prawdę bolą mnie sutki.Nie "rażą" mnie jak dotkne, tylko bola..sprawia mi to ból .
Dziwne to wszystko,nigdy tak nie mialam.
a moze jednak owulka bedzie ?
szyjka wysoko
!
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 16:50
Jakie to wszystko jest popieprzone....
niby Ci się po 3 poronienia co należą badania a nikt Ci ich nie chce dać. ..
jeszcze te ciągle pytania znajomych "i jak rośnie tam coś, udało się? "
Czasami mam ochotę krzyknąć " a czy kur*** widać mi szczęście na twarzy"
Ale to z reguły nic nie daje ; (
Dzisiaj czuje jakbym była coraz dej od celu. ....
Ajajaj... Coraz lepiej patrzę na otaczający mnie świat.
Mniej łez, mniej smucenia się. Już nie czuje tego żalu który do niedawna jeszcze ściskał mi gardło.
Może nie jest jeszcze w 100% dobrze ale jestem na bardzo dobrej drodze 
Wiem że czekają mnie przynajmniej dwa kryzysowe momenty.
19 września i koniec października - termin porodu bratowej. Przeraża mnie nadal płacz noworodka. Choć teraz pewnie będę podchodzić do tego łagodniej niż przy siostrzenicy.
Ostatnio stwierdziłam że ja dziecko pojawi się u nas za rok, czy nawet później to przecież nic się nie stanie... Nagle twierdze że przecież w dwójkę jest nam dobrze.
Nie chce mówić tego Łukaszowi, wiem jak on bardzo pragnie dziecka.
Ja też chce, ale już nie czuje takiej obsesji że MUSZĘ być w ciąży.
Jak będzie to super, jak nie to tak też jest chwilowo dobrze. Byle by nie trzeba było czekać na dziecko zbyt długo.
Czuje się jak wyrodna matka.
Od poniedziałku muszę zacząć pisać pracę. I wezmę się za siebie, zacznę w końcu ćwiczyć. Może nawet biegać?
Niestety nie czuje nadal dolnej wargi az do brody, nerw musial zostac uszkodzony. Nie wiem czy jakies zabiegi u fizjoterapeuty by pomogly zeby pobudzic go do dzialania spowrotem.Denerwuje mnie ten brak czucia, czuje sie spuchnieta a spuchniete nic nie mam. Dzis miala byc wizyta u gina ale jest na urlopie wiec dopiero za tydzien.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 17:20
Kurcze, siedze i lzy plyna mi po policzku....... przeczytalam rano jeden z wpisow do pamietnika.........kaaroli...... Nigdy nie pisalysmy ze soba, jednak po cichu kibicowalam tej ciazy, po czesci kibicuje wszystkim ciaza poczetym nienaturalnie , bo sama musze sie na to przygotowac jak wyzdrowieje....
Zycie jest takie okrutne czasami. Daje nam cos , a pozniej brutlnie zabiera albo probuje zabrac. Dlaczego...??? tysiace razy zadawalam sobie to pytanie, jednak oczywiscie odpowiedzi brak
Mam ogromna nadzieje, ze ta historia skonczy sie mimo wszystko dobrze. Medycyna jest juz tak posunieta,ze robia cuda, zeby uratowac wczesniaki a ja wierze,ze ten maly mezczyzna ma ogrona sile walki i nie podda sie.
Z moich codziennosci- wlazlam na wage
2 funty wiecej
chyba wyrzuce to dziadostwo , albo zaczne zywic sie woda.
Czy moj organizm zasysa kalorie z powietrza?? O co chodzi? W sumie 2 funty , to jeszcze nie tak straszne, jednak boje sie,ze teraz to juz jak po masle , waga bedzie leciala w gore , zauwazylam,ze moje cialo jest jakby bardziej rozane, wrecz nabrzmiale. Pocieszenie- dzis nie boli brzuch- przynajmnie na razie
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2014, 18:26
Dziś jest zły dzień. Martwię się... czy będę kiedyś mamą? Kiedy? Jak? Dlaczego to wszystko jest takie trudne? Dlaczego musiałam stracić dwoje dzieci? Które tak mocno kochałam ;( Dlaczego jest nas tu takich tak dużo?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.