Udało się! Oczyściłam się i nie potrzeba zabiegu
przestałam też krwawić!
Wróciłam z powrotem do domku do mojej cyciusiowej kruszynki
To się nazywa happy end 
Ciąża rozpoczęta 25 maja 2015
Tym razem musi sie udać....
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2015, 13:49
Nowy 15 cykl ale bez starań przed laparo...
Nowy tydzień z nowymi sprawami. We wtorek odebraliśmy obrączki. Są cudowne. Ja już się do swojej przyzwyczajam
Wieczorkiem urządziliśmy sobie z A. wspominki naszych początków itp. Pogadaliśmy od serducha a już dawno tak nie było. On to mnie jednak kocha, jeśli wytrzymuje te moje humorki. Dziś pojechaliśmy do naszej ulubionej restauracji i zarezerwowaliśmy miejsca na obiad po ślubie. Będzie po ukraińsku bo knajpa ukraińska. Jedzonko pyszne więc będzie fajnie. A jutro tłusty czwartek i postanowiliśmy zaprosić kilkoro znajomych do siebie. Posiedzimy, pogadamy, trochę oderwiemy się od rzeczywistości. W piątek luz a w sobotę na Grey'a 

Dziewczyny na film a chłopców zostawiamy w domku. Niech się sobą zajmą 
Tak więc tydzień pracowity ale mam nadzieję, że udany.
Myślenie życzeniowe: moje ciało i psychika jest gotowe na dzidziusia...
Leżę i napycham się galaretkami w cukrze. Hmm... uwielbiam! Chciało mi się spać, już mi się nie chce! Dotarł dziś do apteki mój nowy termometr. Fajnie, jeszcze go nie odpakowałam, ale ten cykl zakończę starym. Kupiłam sobie dziś nowe witaminy. A co! Dziecko będzie ich potrzebować. Tak sobie myślałam, że może czas zacząć jeździć na rolkach. Uwielbiam to, wiosna idzie. Muszę kupić rolki. Byłam dziś ma usg jamy brzusznej, zbadać moją wątrobę i już wiem nigdy żadnych proszków anty. To zabija. W opisie umiarkowane stłuszczenie wątroby. No jasna cholerę! Alkoholikiem nie jestem ani otyła. Tylko 100 lat brałam leki, które jak twierdziłam dawały mi swobodę. I tak sobie myślę. Kur... mać dlaczego ani jednemu lekarzowi przez te wszystkie lata nie przyszło do głowy by mnie zbadać. Tyle się mówi o efektach ubocznych. Ale nie po co? Tym czasem mam chorą wątrobę, podwyższoną przez to prolaktynę. I to właśnie wtedy, gdy powinnam być zdrowa.
"Aaaa no bez nacięcia to co to za rodzenie... No i Twój to malutki był, nie to co moja 3kg." "Ja nie chciałam znieczulenie, poród trzeba poczuć..."
"Fajny ten Twój, ale córcia Dorotki jest boska! No anioł! Po Twoim widać, że coś nie gra."
Miło, naprawdę miło... Spotkanie z "koleżankami" z pracy. I takie niewinne, lekko rzucane teksty. A ja je gdzieś tam wyławiam i analizuję.
1. Bez nacięcia to najprawdziwsze rodzenie. Poród to poród- nad czym tu debatować.
2. Poczułam! I jeśli będzie następny raz to wołam znieczulenie zaraz po przekroczeniu progu szpitala.
3. Coś nie gra? Niegrzeczny? A od kiedy to 3-4 miesięczne niemowlęta są grzeczne lub niegrzeczne? Może są zdrowe lub nie? Może mają różny temperament? Ale gdzie tu miejsce na mówienie o "grzeczności"? Jeśli mnie rozboli brzuch i nie będę się uśmiechać to znaczy że jestem niegrzeczna?
W dupie z takimi spotkaniami, z takimi koleżankami...
Byliśmy dziś u lekarza rehabilitacji. Miałam nadzieję, że nas wyśle do domu i powie, że się czepiam, że jest ok. Ale... znowu miałam nosa. Jednak z tym trzymaniem główki jest coś nie tak. Przemuś jest nieskoordynowany, nie kontroluje swojego napięcia mięśniowego. Próbuje coś robić, ale zupełnie nie wie jak, nie ma prawidłowych ruchów np. przy przewracaniu na bok. A więc jednak rehabilitacja. Zostałam kilkakrotnie wychwalona przez lekarki za odkrycie klebsielli i gronkowca u małego. Podobno te bakterie powodują taki dyskomfort, że dziecko zbyt mocno się spina. A to przyczynia się do pogłębiania złych nawyków i błędnych ruchów.
Jutro dzwonię zapisać moje "niegrzeczne" dziecko na rehabilitację...
Co mnie zaskoczyło to informacja, że on jest mały. Powiedziały, że ma świetny kontakt z ludźmi, że rozwój umysłowy super, wyprzedza wiek. Natomiast fizycznie jest mały. Hmmm to już mnie zdziwiło. Ubranka na 68 i 6700g wagi. Serio mały?
Dzisiaj oczywiście okres rozkręcił się na dobre.Chciałam zacząć zaznaczać temperaturę na wykresie ale za nic nie mogę ustawić tam odpowiednio daty.Cały czas zapisuje mi się cykl z data ponad 300 dni do tyłu.Nie wiecie co mogę robić tam nie tak?
Melduję się po kolejnym badaniu!
Dzidziuś zdrowy, rośnie nam mały książę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2015, 15:23
Co za tempo! Dawno mnie tu nie bylo ale ostatnio bardzo dużo się dzieje
zgodnie z założeniem nowy rok rozpoczął sie z werwą. O szpitalu juz zapomniałam-zrobili co mieli zrobic i odeslali mnie z przykazaniem aby jak najszybciej zajść w ciaze. A wiec szybka rekonwalescencja i działamy
i tak jestem juz trzy dni po pierwszej inseminacji
mówiłam ze będzie tempo?
balam sie okropnie czy po zabiegu nie będzie problemów z owulacja,czy nie będziemy musieli odłożyć tej decyzji na kolejny cykl...ale na szczęście wszystko poszlo po naszej myśli.
Przezywamy kolejne cudowne chwile,mąż nie może się doczekać kiedy miną te dwa tygodnie do testowania,od razu jak przychodzi po pracy to pyta czy aby nie mam ochoty na ogórka z bita śmietana lub czy nie chce mi się wymiotować. A kiedy mowie ze nie,to słyszę "szkoda" Uff.az sie boje co to będzie jak poniesiemy klęskę. Troche go ganię żeby nie wyszukiwal ale sama wsluchuje sie w swoje cialo. Oczywiscie objawów nie mam żadnych,wręcz czuje sie jak na @ jestem wybuchowa i nawet wieczorami tak mnie pobolewa brzuch jak na @ a to stanowczo za wcześnie jak na objawy napięcia przedmiesiączkowego.
Okres mam mieć 24, ale bardzo chcialabym żeby cos się zadzialo do 20 bo wtedy mąż ma urodziny i bardzo chetnie dałabym mu pozytywny test... Ale boje sie go zrobic przed terminem. Oby zlecialo szybko.
Po wizycie u gina- w posiewie przed hsg wyszły mi jakieś bakterie, nie dał mi antybiotyku bo tydzień temu skończyłam brać, a on też działał na tą bakterie, dostałam tylko jakieś globulki, które mam brać po okresie, a mąż nadal ma brać profertil, do tego dostał undestor i tamoxifen, które ma brac przez miesiąc.
A myślałam ze gorzej nie bedzie... A tu prosze - ciaza biurko obok... Ile jeszcze muszę wytrzymać??
13+5
Po wczorajszych zakupach luteina znowu w dawce 2x1. Dzisiaj było trochę lepiej.
Po powrocie M. pojechaliśmy na zakupy. Kupiłam sobie trampki hi hi hi, skusiliśmy się na gorącą czekoladę z kulką lodów pistacjowych z posypka pistacjową i czekoladową. Chorujemy i cierpimy od paru godzin.
Niestety, ale prawda jest taka, że razem zaszliśmy w ciążę i razem odczuwamy dolegliwości.
Depilacja i zabiegi kosmetyczne zrobione.
Jest tylko jeden problem - z jednego hemoroidu zrobiły się dwa i to dość spore. Dziwne, bo jakoś nie cierpię na zaparcia. Owszem jest problem, ale tylko taki, że na kibelek ide co drugi dzień a nie jak było wcześniej - codziennie.... Teraz wiem, że mogłam go usunąć jak był na to czas, ale strach przed oglądaniem mojej szanownej był większy. Teraz pozostało mi czekać i błagać żeby nie krwawiły, nie bolały i nie przeszkadzały.
Z dobrych rzeczy jest to, że mój mąż dostanie nowy samochód służbowy. Szef sam zadzwonił i to zaproponował. Będzie to prawdopodobnie normalne auto osobowe, z możliwością odkupienia po skończeniu rat kredytu czy leasingu. Taka forma premii. Auto będzie do całkowitej dyspozycji. Nie wiedziałam, że są na tym świecie jeszcze takie osoby... Oczywiście nie jest to tak, że on będzie spłacał auto, a my będziemy korzystać bez skrupułów... Nie,nie... Najważniejsze, że będzie bezpieczne i te km które robi codziennie M. były w dobrym aucie, a nie padlinie...
Dzisiaj mam pierwszy dzień nowego cyklu.W każdym poprzednim oczekiwałam miesiączki w napięciu.Staraliśmy się o dziecko ale kiedy nadchodził termin spodziewanego okresu byłam przerażona.Z jednej strony chciałam ujrzeć dwie kreski na teście,z drugiej bałam się sytuacji że klamka już zapadła i ciąża jest.Biorąc test do ręki i widząc jego negatywny wynik czułam mimo wszystko ulgę,"wolność",ufff.W tym cyklu było nieco innaczej.Pieć dni przed spodziewaną miesiączką zaczęłam mieć mdłości,wstręt do jedzenia i ból dolnej części kręgosłupa.Przypadłości były na tyle dokuczliwe,że postanowiłam wykonać test.23 dzień cyklu,wynik negatywny.Cykle mam 26-28 dniowe.Po 4 dniu jadłowstrętu powtórzyłam test.Widoczna jasna kreska.Byłam akurat sama w domu,partner(będę go nazywać T:)) wyjechał z córką na narty w związku z zimowymi feriami.Test oczywiście wykonany rano.Przed zrobieniem oczywiście stres,pół nocy nie spałam.Po zrobieniu brak zasięgu w telefonie T,później poszli na basen bez telefonu i zadzwonili dopiero popołudniu po wyjściu na stok.Cały dzień miałam czas na samotne przemyślenia w związku z pozytywnym testem.Ułożyłam sobie wszystko w głowie,sprawdziałam nawet termin porodu w kalkulatorze i uspokoiłam się wewnętrznie.Wieczorem już nawet byłam bardzo zadowolona:).Kupiłam nowy test aby rano ujrzeć ciemniejszą kreskę.W nocy dostałam swoich typowych przedmiesiączkowych objawów tzn.najpierw zimno,później poty.Mimo wszystko rano zrobiłam test w oczekiwaniu(znowu w napieciu) na pozytywny wynik.Kreska ledwo,ledwo widoczna.W połowie dnia rozpoczął się okres.Nie wiem skąd ta jasna kreska wczoraj i ta mega jasna dzisiaj rano.Może ciąża miała być ale się nie zagnieździła.Takie problemy mogą u mnie występować(niski progesteron/krótka druga faza).Dało mi to wszystko do myślenia.Prawie dobę czułąm się jakbym znowu była w ciąży i mimo tego strachu przed zrobieniem testu później nadeszło miłe uczucie spełnienia.Dużo myśli w głowie,planów,chęci życia,sensu,motywacji do działania.Szukałam nawet wątków ciąża a miesiączka myśląc że może się nie rozkręci i jednak będzie……Muszę pogodzić się z faktem,że to nowy cykl i nowe szanse na spełnienie marzeń.Wieczorem wzięłam pierwszą tabletkę Castagnusa,mam nadzieję że pomoże w staraniach.Będę brała po dwie na dobę(ważę ponad 60 kg).Mam nadzieję,że w związku z moją dużą wiarą w powodzenie w tym cyklu będę mogła opisać swoją ciążę w tym pamiętniku.Może przyda się którejś z Was mój wpis,może mi samej w czymś ułatwi,może będzie pamiątką dla nowo narodzonego dziecka………...
Nareszcie, koniec suszy. Test owulacyjny wyszedł pozytywny. Czuję przypływ energii. Szkoda, że maż w delegacji.
2cs
27dc

Takie małe a cieszy. Prawie nie zrobiłam, ale jednak coś mnie tkneło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2015, 02:53
Mój wynik 7dpt
Beta-HCG całkowite
< 2.30
Progesteron 40,94 ng/mL
Byłam na to przygotowana. Tak przynajmniej myślałam. Że mnie to nie złamie, że będzie mi obojętne. Że nie pozwolę sobie znów przeżywać porażki tak emocjonalnie.
Nawet nie wiem kiedy uleciała pierwsza łza. Za nią kilkadziesiąt kolejnych.
Dziś rano miałam spotkanie trzeciego stopnia z muszlą klozetową, a moje ryki zranionego lwa słychać było w całym domu
Wczoraj udało mi się zrobić kanapki do pracy i w nie nie narzygać, a dziś już nie... Cóż będę trenowała dalej.
Bolą mnie piersi i ROSNĄ
co w moim przypadku oznacza, że zaczynają być w ogóle widoczne. Widok więc jest dla mnie znakomity, od razu staniki inaczej leżą
wczoraj prezentuję się Mężowi, mówię zobacz jakie fajne, a on, no nie widzę różnicy. Osz ty dziadu...
Poza tym jestem zmęczonaaa, w weekend dużo spałam w dzień, ale w tygodniu już nie mam tego luksusu. Mąż ma drugą zmianę, więc muszę Małą sama ogarniać. Ale teraz chociaż mam argumenty i Mąż inaczej na mnie patrzy, jak muszę się na chwilę położyć w ciągu dnia, czy nawet zdrzemnąć. To nie tylko przez ciążę, ale i przez moją tarczycę. Mam potwierdzenie, że nie jestem leniwa, to moja tarczyca od lat wciąż mnie pcha do łóżka... Mam nadzieję, że leki wszystko ustabilizują i w końcu zacznę normalnie funkcjonować...
Po dwóch godzinach walki z wykresem ovu wreszcie się udało:).Ile to człowiek musi się nastarać zeby zwiększyć sobie szanse:)coś tam miałam źle ustawione w początkowym zapisie.Jest pamiętnik,castagnus,wykres-musi się udać
.Dopijam kawę,spadam pod prysznic i do pracy.Dzisiaj będzie więcej klientek-upiększanie przed walentynkami:).Dziecko i T wracają z nart.Koniec mojego błogiego lenistwa poza pracą.Przez ostatnie 1,5 tygodnia czułam się jak singielka:).Miło tak czasami odpocząć nawet od rodziny.Większość wieczorów,jeżeli nawet nie wszystkie spędziłam na tym forum.Postanowienie na dziś:nie objadać sie pączkami:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2015, 09:48
Im dluzej sie staram - tym mniej ogarniam to wszystko. Tak sie cieszylam, ze poprawily mi sie wyniki - myslalam, ze teraz to juz musi byc lepiej. I co? I cykl bezowulacyjny (?) Nie wiem juz co jeszcze jestem w stanie zrobic, zeby sie udalo. Tak sie skupilam na tym TSH i prolaktynie jako powodach moich niepowodzen, ze teraz po prostu nie wiem co robic. Co powoduje u mnie tyle problemow? Czemu, no czemu sie nie udaje? 
Pozostawie moje samopoczucie bez komentarza.
Rozbeczalam sie jak glupia, jak mala dziewczynka, rano przy termometrze. S polozyl sie ze mna i mnie przytulal, pocieszal, mowil ze czy nam sie uda czy nie, ja jestem kobieta jego zycia. Polecialo mu kilka lez tez, ale powiedzial, ze to nie dlatego, ze kolejny miesiac nieudany, tylko dlatego, ze nie moze zniesc widoku jak ja jestem taka smutna. A ja caly czas myslalam o tym, jak wszystkim komplikuje zycie...
Teraz, jak juz sie ogranelam fizycznie i psychicznie i dotarlam do pracy, mysle, ze powinny byc jakies darmowe konsultacje psychiatryczne dla kobiet w traumie staraniowej. Tyle sie mowi o zalobie po bliskich, a nikt nie wspomina o tym, ze kobiety czesto co miesiac popadaja w podobny rodzaj depresji. U mnie co miesiac wlacza sie taka mysl, co jesli tamto dziecko to byl nasz jedyny cud? Co jesli cos zrobilam, co sprawilo, ze te moje jajowody byly do niczego? Moze gdy przespalam sie z X kilka lat do tylu, nieswiadomie zabilam wlasne dziecko otrzymujac w pakiecie jakas nigdy nie wykryta infekcje? A moze zabilam je gdy ze smiechem olalam slowa babci, ze trzeba nosic dluzsze bluzki i zakryte plecy?
Ale wiecie co, ja jestem silna. Poplacze, poplacze, wykrzycze sie na ten los zly, na wszystko co mi sie nie udaje - a potem ze spokojem to przyjme i postaram sie zmienic ten zly los. Odkrylam w sobie, ze niewiele rzeczy moze mnie zlamac - odkrylam niezwykla sile i hart ducha, ktory rosnie przez te wszystkie niepowodzenia. Moze tak wlasnie ma byc? Moze dziecko ma miec silna, dojrzala i madra mame?
A moze sie jednak nigdy nie pojawi, moze to taki moj krzyz tutaj na ziemi? Dostalam od losu najcudowniejszego faceta - jest dla mnie bardzo atrakcyjny, ale jest tez najlepszym przyjacielem i towarzyszem zycia na dobre i na zle. Dostalam moja mame, dla ktorej jestem wszystkim. Ja i S mamy w miare stabilna prace. Mamy wystarczajaco pieniedzy, zeby utrzymac nasza rodzine, zeby spelniac wspolne i wlasne marzenia i zeby jeszcze starczylo na kredyt na nasz wlasny dom
Nie poddam sie dla nich - dla mojej mamy i S. Warto walczyc, i tak nie mam nic do stracenia.
Bardzo tu dziwnie jest.... mam nadzieję ze to nie jest tylko chwilową wizyta czekam teraz na pobranie krwi na drugą betę mam nadzieje ze wzrośnie ale mam też do tego duży dystans wszystko jest w rękach Boga i mam nadzieje ze moją babcia walczy tam u niego o tego mojego kropka... z pokora przyjme kazda jego decyzje
Z planów na dzisiaj nici. Dopada mnie jakieś choróbsko, więc dzień spędzę w łóżku pod kołdrą.
Właśnie oglądałam 4 minutowy film, jak wygląda cięcie cesarskie. Już od dzisiaj będę się modlić, żeby mój 40 km maraton pod górkę (tak mniej więcej określa się wysiłek podczas porodu siłami natury) był prawdziwym wyczynem, a nagrodą za niego będzie moje długo wyczekiwane maleństwo. Jeśli będą musieli mnie kroić, to przynajmniej wiem, jak będzie wyglądała ta operacja, bo to przecież operacja, a nie jakiś tam 10 minutowy zabieg upiększający.
http://youtu.be/2k0PcUtQUKY
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.