Dziekuje za te miłe komentarze!!
Mamy sie dobrze dzis troche mnie brzuch pobolewa tym razem prawy jajnik ..takie ciągnięcie wiec leżę ...
A moja psina spi caly czas kolo mnie!!

Rotenkopf Walka. 28 lutego 2015, 20:31

Zgłupiałam ;]
Właściwie obserwacje o których Wam teraz opowiem prowadzę dopiero od października bo wcześniej z powodu zaistniałej sytuacji nie zważałam na to.
Jakoś w październiku właśnie zauważyłam, że tak jak by w ogóle nie miałam śluzu, ale zawsze się orientowałam dopiero w trakcie okresu. W listopadzie i grudniu zaczęłam powoli obserwować i rzeczywiście było go o wiele za mało niż przed ciążą. Potem był okres na początku stycznia to wzięłam się za ciut lepszą obserwację. Pojawił się ! Ale raczej nie w tych dniach w których raczej powinien być. Mianowicie pojawiał się kilka dni po okresie. Dziś też go zauważyłam a jest 8dc, na dodatek jest rozciągliwy, przejrzysty itd czyli taki jak być powinien w dniach płodnych. Mało tego - zauważyłam u siebie 'chcice' właśnie wtedy.
Czy to jest normalne albo jeszcze w granicach normalności ? Co o tym sądzicie?
Dziś rozmawiałam z mężem, że za 2-3 cykle zacznę dodatkowo robić testy owulacyjne, żeby już wiedzieć kiedy mam te dni jak zaczniemy się znów starać.


Byłam dziś na kilka godzin na tej stacji na autostradzie (jutro mam już pełną nockę). Właściwie nie trafiłam na żadną wycieczkę, ale póki co jest tak jak na innych. Raz spokój a a raz rzeczywiście sajgon, ale jestem przyzwyczajona ;) zobaczymy co będzie jak rzeczywiście te wycieczki będą się zjawiać na moich zmianach :D

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 28 lutego 2015, 22:09

Może coś z tego cyklu jeszcze będzie :) Dzisiaj powinna być owulacja - wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują - a i męża pociągnęłam zaraz po powrocie do domu na sex <3 Praca nie wybiera, i nic nie poradzę na to że mam męża przez kilka godzin w tygodniu ... Trzeba wykorzystywać to co jest nam dane :)

Slędzę ten portal od jakiegoś czasu...
Dużo czytam forum, pamiętników...
Zastanawiam się po co zakładam ten pamiętnik, byc może będzie prościej? Lżej? Wypisać wszystkie złe emocje żeby poszły w niepamięć i cieszyć sie dniem? Ponoć pomaga, spróbuje i ja.
NIENAWIDZĘ takich dni jak dzisiejszy, mężulek w pracy cały dzień, a ja sama ze sobą i swoimi myślami. Mam najlepsza siostrę na świecie mimo że zuuupełnie inna to jedyną! To dzięki niej zapominam często o złych emocjach. W dni takie jak ten gdy mężulek daleko w pracy wstaję rano i od razu do niej pędzę. Ma wspaniałego dwuletniego syna, on daje takiego kopa do życia! Wchodzę do nich do domu, 9 rano a on na twój widok cieszy się jak szalony! Od razu chcę się żyć! Zabawa, tańce wygłupy! No cóż nagle czas do domu, bo ileż można im zajmować czasu? POWRÓT i znowu to samo: leżysz, siedzisz, myślisz. Po co? Nico to nie daje, kompletnie NIC! Najgorsza jest niepewność i te głupia NADZIEJA! Jak ja nie cierpię tego uczucia oczekiwania na gorsze jutro! MĘŻULKU wracaj do domu! BRAKUJE MI CIEBIE! Przyjdź przytul i pocałuj!

Marta-K Marzymy o Tobie Cukiereczku 28 lutego 2015, 21:07

Justa1234 lekarz do którego chodzę to jednocześnie endokrynolog, ma duże doświadczenie w leczeniu niepłodności. Ufam mu. Wiem że kolejnym krokiem w moim leczeniu pewnie byłaby inseminacja ale my jej nie chcemy. Dlatego stosuje tylko leki hormonalne.

Linaewen Kociakowo 28 lutego 2015, 21:19

W oczekiwaniu na owulację... Zaczynam się martwić, szereg moich do tej pory "pewniakowych" objawów pracy jajników (tylko nigdy nie potwierdzane u gina czy wykresem) już było, łącznie z wczoraj (najmocniejsze), a tu ovu nic nie pokazuje...

Nie udzielałam się tutaj ostatnio za bardzo. To już 4 rok od kiedy staramy się o dziecko, powoli próbowałam zaakceptować to, że być może nie uda nam się zostać rodzicami. Za nami 7 transferów, do 8 nie doszło. Decydujemy się na ostatnią procedurę w Niemczech, planujemy ewentualnie później gdyby się nie udało spróbować w Czechach, aczkolwiek na chwilę obecną logistycznie niewyobrażalne. Tym razem lekarz przepisuje mniejsze dawki leków do stymulacji, poprzednio za każdym razem ocierałam się o hiperkę. Pierwszy podgląd tylko sześć dużych pęcherzyków na drugim jajniku spora cysta ogranicza wzrost - tylko 4 małe pęcherzyki. Podczas punkcji pobrano 10 komórek, tylko 5 dojrzałych. Tak mało nie miałam jeszcze przy żadnej procedurze. Wszystkie 5 się zapładniają, hodujemy do blastocysty. Mamy dwie blastki, jedna wczesna - embriolodzy nacinają jej otoczkę tzw. assisted hatching, druga wylęgająca się z otoczki. Lekarz zgadza się na transfer dwóch, ale tylko dla tego, że to już ósma próba i nigdy nie doszło do implantacji. W dzień punkcji dostaję intralipid. Od punkcji biorę encorton, heparynę, progesteron i estrofem. Po transferze dostaję immunoglobuliny, prosto z kliniki jedziemy na akupunkturę. Dość szybko po transferzę zaczynają dokuczać mi mdłości. 7 dpt robię pierwszy test z moczu. Po raz pierwszy w życiu lekka kreska na teście ciążowym. Mdłości się nasilają, powtórzyłam test jeszcze dwa razy, kreska za każdym razem wyraźniejsza. Jestem w ciąży! Po raz pierwszy w życiu przy ósmy podejściu transfer w końcu się udał. Nie sadziłam, że to się kiedykolwiek wydarzy. To dopiero 11 dpt, w środę pierwsza beta. Na dzień dzisiejszy myślę, że trzeba trafić na właściwego lekarza, być może jakość komórek była lepszą bo po raz pierwszy nie było hiperki, immunoglobuliny i być może w jakimś stopniu akupunktura.
Wiem, że są tutaj jeszcze dziewczyny które nadal walczą, trzymam z całej siły kciuki, wszystkie zasługujemy na to żeby się udało.

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 28 lutego 2015, 21:22

Sobotnie, trochę leniwie, trochę kłótliwie, ale tylko troszeczkę i przez chwilę, zakupowo i odwiedzinowo u brata.

Dzień mogłabym rzec bardzo udany. W domu luz, bo mieszkanko ogarnięte wczoraj, tylko obiad trzeba było zrobić. Po obiedzie wybór okularów, bo od jakiegoś czasu rozmazują mi się literki na telewizorze i podczas oglądania filmów z napisami. Strasznie szybko mi wzrok poleciał, ostatnia wizyta u okulisty w listopadzie i wszystko było ok, także wzrok poleciał w niecałe 4 miesiące. Bałam się, że nie znajdę okularów, bo po wczorajszej wizycie u optyka byłam załamana. A jednak dzisiaj się udało, najzabawniejsze jest to, że wybrałam oprawki z "działu" dziecięcego, ale cóż poradzić, że jestem drobna i mam niedużą głowę, a duże okulary mi nie pasują. Najważniejsze, że już wybrane i że w końcu będę widzieć normalnie :). Po zakupach odwiedziny u brata i jego rodzinki - i tego bałam się najbardziej. Brat ma dwóch synów - kocham i uwielbiam chłopaków, ale po ostatniej niedzieli bałam się jak zareaguję na dzieci. Całe szczęście było spoko, bez żadnych głupich myśli i zazdroszczenia. I tak sobie pomyślałam, że jak nam się nie uda to przecież mam ich. Dwa kochane szkraby, które można wyprzytulać, wyłaskotać i spędzić z nimi fajnie czas :).

Takie małe podsumowanie miesiąca...

Był on inny niż zwykle bo zazwyczaj zawsze sobie wmawiałam że nie ma sensu w siebie inwestować, że lepiej odłożyć te pieniądze w dom, przyszłość etc...

Nie poznaję siebie w porównaniu do poprzednich miesięcy ;D

Ścięłam włosy, zainwestowałam w zabiegi u kosmetyczki, kupiłam parę ciuszków a dzisiaj dwa cyckonosze za bagatela 3 stówy ;p jak nie ja normalnie...
Do tego cera mi się totalnie zmieniła. Wcześniej przetłuszczała się tak, że mogłabym na niej frytki smażyć a teraz muszę ją nawilżać kremem (nivea, tylko taki posiadam bo wcześniej nie musiałam o takich kremach myśleć) i nie wiem czy to zasługa tych dziwaczych ziółek czy może usunięcia torbieli które podobno też wpływają na gospodarkę hormonalną...

Ze złych wiadomości jest to że wczoraj oglądałam moje papiery dotyczące starań, leczenia i wyczytałam w opisie zabiegu laparoskopowego że mają podejrzenia adenomiozy (???) wcześniej myślałam że jest to literówka i chodzi o endometriozę ale jednak to nie to samo...fuck ;l

Ktoś, coś...?

16+1

Tekst dnia po obserwacji piesy jak się myję: dupi ci pysk hahaha hahaha hahaha hahaha

Brzuch dziwnie trochę boli. Nie na owulacje

16 dzień cyklu - 1 dpo
50,6 kg

Jest skok temperatury!! o 0,32 stopnia! (chyba mój rekord ;) ). Teraz pozostaje czekać. Rano delikatnie bolały mnie piersi i sutki - więc już była radość. No ale w ciągu dnia osłabło. Zobaczymy co przyniosą kolejne dni. Temperaturę mierzę tym razem tylko do wyznaczenia owulacji na wykresie, żeby ograniczyć stres.

____________
1 śniadanie: czekoladowe pancakes z pomarańczą
2 śniadanie: koktajl bananowy z karobem
Obiad: Polędwica z dorsza zapiekana pod śmietaną, ryż brązowy i marchewka gotowana z miodem
Podwieczorek: Ciasto z orzechami włoskimi
Kolacja: Gotowana szynka i jajko na twardo

Jednak nie obejdzie sie bez no-spy nie jest to straszny ból ale ciągnie...nie będę czekac..ide spac moze mi przejdzie do rana...;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego 2015, 22:56

Marta-K Marzymy o Tobie Cukiereczku 28 lutego 2015, 23:22

Pewnie masz rację. Tylko u mnie bez leków nie ma ani okresu ani owulacji :( Zobaczymy co czas pokaże. A Tobie Kochana udało się zajść w ciążę?

Spotkanie z rodzina można uznac za udane i nawet widok siostry z brzuszkiem był nawet przyjemny:-) Nawet pozwoliła mi go dotknąć i jak mała kopnela to się wystraszylam.Dziwne to było uczucie:-) ciekawa jestem czy jak siostra urodzi to nasze relacje się zmienia bo jak naradzie to sa kiepskie. Odkąd pamiętam to takie byly hmmm ciekawe.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego 2015, 23:51

Podgląd po 5 dniach stymulacji.

Pęcherzyki maławe, średnio ok 10mm. No u mnie widać rosną wolno, bo rok temu było tak samo na podglądzie w 8ds, wtedy największe miały tylko 14mm.
dziś kontynuujemy puregonem 300, a od jutra 4 dni menopur 300jm. W poniedziałek kolejna wizyta, dr zrezygnował z piątku, bo i tak niewiele by to wniosło, że byśmy zobaczyli jajka 3mm większe.
W aptece zamiast niewiele ponad 100zł za Puregon zostawiłam ponad 400zł.
Dostałam dodatkowo steryd Medrol od jutra.

Troszkę, ociupinkę niepocieszona jestem, ale przecież tu nie może być pośpiechu, wszystko swoim tempem.. Moje jajka potrzebują więcej czasu to go dostaną :)


oby tylko takie duże dawki menopuru nie zaowocowały hiperką. No chyba, że to będzie hiperka nakręcana przez ciążę jak rok temu tylko tym razem prawidłowo się rozwijającą, to wtedy biorę w ciemno :)

MamaM Aby zostać znowu mamą 28 lutego 2015, 23:59

Dziś wizyta w klinice niepłodności. Wszystkie hormony w normie. Pan doktor zebrał wywiad, posłuchał o moich wcześniejszych operacjach (w 2003 roku miałam wycinane torbiele na jajnikach, a potem kolejną operację, bo jeden z tych jajników pękł, a pół roku później wcieli mi wyrostek) i powiedział, że cudem zaszłam wtedy w ciążę.
Okazuje się, że jednak moje endometrium nie jest takie piękne i równe jak mówił gin w luxmedzie. Mam polipy w macicy, mięśniaka, endometrium policystyczne. Czeka mnie histeroskopia w celu usunięcia polipów. Mam nadzieję, że to jest przyczyna braku ciąży.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2015, 19:27

Lollis Ja + On + Ona ...i ? 1 marca 2015, 01:20

Szósta doba życia Lili <3

Dzisiaj niezaprzeczalnie dopadł mnie „bejbi blus”. Płakałam jak karmiłam małą - ze szczęścia, płakałam jak dostała czkawki i nie mogłam nic na nią zaradzić, płaczę za każdym razem, gdy ktoś powie o Lili, że jest śliczna, cudowna itd...
ech :-)
zapomniałam, że hormony buszują po ciąży w najlepsze.
Zdołowała mnie dzisiaj też wizyta w sklepie w poszukiwaniu czegoś w czym mogłabym wyglądać jak człowiek, bo figura została mi hmmm jednym słowem straszna :-P
Brzuch po cięciu nie obkurcza się tak szybko jak po porodzie naturalnym, chociaż mam i tak sporą szansę na to, że pozbędę go się szybciej, bo mała od piersi mi nie odchodzi.
Muszę zaopatrzyć się też w pas na brzuch, bo w poniedziałek już mogę zdjąć szew :-)

No dobra, a jak to było z tą moją cesarką ? :-)

Zacznijmy od tego, że noc poprzedzającą cięcie nie spałam chyba w ogóle. Byłam przejęta, zaniepokojona i chyba snułam z milion (głównie czarnych) scenariuszy.
Na parkingu przed szpitalem, gdy zaparkowaliśmy auto musiałam być zielona na twarzy.
Mój Misiek zaproponował nawet, że możemy jeszcze uciec :-P
W szpitalu byliśmy już o 7:30, no i czekaliśmy na IP z pół godzinki na swoją kolej.
Przy przyjęciu standard – kupa papierów, wywiad …
I cały czas ta myśl, że to wszystko wydarzy się za chwilę !
Po całej papierologii przyszła po nas położna, kazała mi się przebrać w koszulę, założyć pończochy uciskowe na nogi i zabrać rzeczy.
Gdy prowadziła nas na trakt porodowy, czułam, że miękną mi nogi z każdym krokiem.
Przed salą do cięcia cesarskiego był przygotowany specjalny kącik – łóżko, fotel, biurko i dwa krzesła. Kazano mi wskoczyć na łóżko, położna założyła wenflon i zleciały się pielęgniarki z oddziału noworodkowego. Dostałam antybiotyk i kroplówkę nawadniającą, a w tym czasie pielęgniarki wypełniały książeczkę zdrowia dziecka, no i podsuwały mi papiery do podpisywania z różnymi zgodami, między innymi na szczepienia.
Cały czas na fotelu siedział mój Misiek, uśmiechając się do mnie kompletował kilka niezbędnych rzeczy dla Lilki zaraz po wyjściu z brzuszka.
Po kroplówkach przyszła moja lekarz prowadząca wypytała jak tam nastrój i powiadomiła, że anestezjolodzy zejdą na trakt ok 9:45 i będziemy wtedy zaczynać.
Zaraz po tym wszystko działo się według mnie strasznie szybko. Podłączono mi cewnik, podano jeszcze ze dwie kroplówki i zaraz zaczęli schodzić się lekarze i położne.
Pielęgniarka z oddziału noworodkowego zaprowadziła mojego męża do sali obok operacyjnej, mieliśmy chwilę na buziaka przed moim wielkim wejściem na salę operacyjną.
Kazali usiąść mi na stole, rozebrać się z koszuli i położyć. Dostałam dożylnie oksytocynę, podpięli monitor tętna. Zaraz na salę wkroczyły dwie panie anestezjolog i zaczęło się.
Byłam kuta z 8-9 razy w kręgosłup, bo było ciężko mi się wygiąć tak, żeby mogły trafić w odpowiedni kręg. Załączył mi się stres, który zaraz wykrył monitor tętna. Jedna z pań zaczęła mnie uspokajać, żeby się nie denerwowała... gdy w końcu im się udało odetchnęłam z ulgą, bo wisiało już nade mną widmo znieczulenia ogólnego.
Nagle poczułam ciepło w pośladkach, wędrujące do udach do kostek. W tym momencie straciłam czucie od piersi w dół.
To uczucie było okropne! Czułam się jakby ktoś nakładł mi na nogi i brzuch kamieni, mogę to porównać do zabawy w zakopywanie nóg w piasku nad morzem. Byłam cała zdrętwiała.
Pod maskami lekarzy rozpoznałam moją lekarz prowadzącą i lekarza, którego znałam jeszcze z moich wizyt na patologi ciąży. Uf. Byłam w naprawdę dobrych rękach, którym ufałam.
Rozstawiono przede mną parawanik i dostałam maskę tlenową do momentu wyciągnięcia dziecka.
Pomimo znieczulenia, czułam wyczystko (oprócz bólu oczywiście). Dotyk narzędzi, gmeranie w brzuchu i opadającą skórę po wyciągnięciu mojej ślicznotki.
Lilka przyszła na świat o 10:20, słyszałam tylko jej płacz, została szybko zabrana z sali.
Przez chwilę zastanawiałam się czy wszystko gra...
Ale za moment przyszła położna i powiedziała, że mała dostała 10/10 i jest właśnie już myta przy tatusiu.
Powstrzymywałam się żeby nie zalać się łzami ze szczęścia, nie mogłam się doczekać aż skończą mnie szyć i będę mogła zobaczyć swój skarb.
Gdy wieźli mnie na salę pooperacyjną widziałam siedzącego mojego męża z zawiniątkiem w fotelu, uśmiechającym się do mnie – to był jeden z najlepszych momentów mojego życia. Widzieć szczęście na twarzy osoby, którą tak bardzo się kocha.
W tym momencie poczułam się spełniona jako kobieta – dotarło do mnie, że zostałam mamą :-)
Dostałam najodpowiedzialniejszą funkcję jaka tylko istnieje na tym świecie.
W sali pooperacyjnej zrobiło się tłoczno – panie salowe znosiły nasze rzeczy, ja dostawałam chyba milionową kroplówkę. Opieka na 6+, bez wykupowania kogokolwiek i czegokolwiek.
Położna wzięła od męża naszą córę i położyła mi ją do piersi. Była taka malutka... taka cudowna i niewinna. Od razu złapała za moją pierś i jadła chyba bez końca.
Po około 2 godzinach znieczulenie zaczęło odpuszczać. Zaczęły się dreszcze ale nie trwały długo.
Pani salowa w międzyczasie zmieniała mi podkład poporodowy i mnie myła.
Po 6 godzinach zaczął się ból. I to taki konkretny. Czułam skurcze macicy, bolał mnie cały dół brzucha. Ból uniemożliwiał mi momentami myślenie, chociaż cały czas dostawałam coś przeciwbólowego. Pomogła mi dopiero najwyższa półka z rodziny leków morfinowych, pewnie tylko dzięki temu o 23:00 podniosłam się z łóżka.
Pierwsze wstawanie... okropne. Ale trzeba zrobić to za jednym razem i się nie patyczkować ze sobą, nie przymierzać. Zacisnęłam zęby i usiadłam, od razu włączyła mi się karuzela w głowie.
Później musiałam wstać i iść na salę ogólną po porodową, gdzie czekała na mnie już pani od laktacji, by pokazać co i jak.
Te kilka kroków było bardzo ciężkie – szłam zgięta w pół. Ale gdy dotarłam do łóżeczka z moją Lili od razu poczułam się lepiej. Wiedziałam, że muszę się nią zająć i to dało mi dużą motywację do działania, pomimo bólu.
Przyznam się, że sama siebie podziwiam. Większość dziewczyn rezygnowała z opieki nad maluchami i oddawały dzieciaki na oddział noworodkowy. Ja nie miałabym serca.
Chociaż każda zmiana jej pieluchy, czy karmienie było koszmarnie ciężkie, to nie było niewykonalne.
W sumie w szpitalu spędziliśmy 3 doby – śmiałam się do męża, że to był mój najkrótszy pobyt w szpitalu w moim życiu :-P
Mała jest okazem zdrowia, dzisiaj dopiero nasiliła jej się żółtaczka i czekam żeby to dziadostwo zeszło.
Nie mam porównania co jest lepsze, czy poród naturalny, czy cięcie. Wolałabym urodzić naturalnie, bo wiem jak ciężko było mi zająć się małą, a jak dziewczyny z sali ze mną śmigały przy swoich dzieciach. Oba sposoby porodu bolą, ale kończą się happy endem :-)

Lili w pierwszej dobie życia <3

8e5f6b4d882083f9med.jpg

16+2
Zbieram się na zajęcia.
Oby do 18!
Jeszcze 4 dni do wizyty. Mam nadzieję, że wszystko jest ok.
Musi być!

Od wczoraj jakoś spokojniej :) Brzuch boli trochę mniej od wczoraj, momentami ciut się wzmaga,ale generalnie odpuszcza. Wczoraj piersi też do wieczora były mniej wrażliwe, już nawet zaczęłam się martwić,ale podeszłam do tematu na zasadzie: dopóki nie ma plamienia czy krwawienia,to różne rzeczy mogą się dziać,a objawy mogą ustępować i wzmagać się w zależności od dnia :) Taka jest moja filozofia :) A dziś objawy trochę wróciły,więc tym bardziej spokojniej. :)

Moja koleżanka, Basia, też jest w ciąży,a że też jest po poronieniu,to obaw ma tak jak ja milion. Stwierdziła ostatnio,że nasze niepokoje to dzieciom bardziej szkodzą niż te "anomalie",które u siebie dostrzegamy. Myślę,że to święta racja. Postaram się więc wyluzować do 16 marca,choć wiadomo, łatwe to nie będzie. :/

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)