Dziś przeżyłam chyba najgorsze chwile jak dotąd. Złośliwość losu. Chciałam mieć objawy to miałam. Może to nawet nie objawy, tylko już za dużo soków wypiłam. Sama nie wiem! Pojechaliśmy na zakupy i nagle słabo, kręci się w głowie, kręci w brzuchu. Twarda byłam przecież przeżyje! Jednak nie! Jak dochodziliśmy do kasy rzuciłam Mu portfel i poleciałam do toalety. Już myślałam, że nikt już nigdy nie odnajdzie mnie w tej supermarketowej toalecie. Kiedy już cała zla na potem i słaba dotarłam do samochodu, zaczęło się od nowa i tylko na Niego krzyczałam " zawieź mnie do domu!". Po ciężkich chwilach myślałam, że ostatnie minuty życia spędzę w toalecie. Teraz czuję się obolała i zmęczona, ale żyję! Odwołuje to co mówiłam wcześniej! Nie chcę objawów. Zgadzam się jedynie na zgagę i ból piersi. Chociaż cały dzisiejszy ambaras zaczął się od zgagi.
6 dzień Nowenny Pompejańskiej 
Im blizej @ tym wieksza mam nadzieje, ze jej nie bedzie jednak, przez to sie stresuje. Trzeba sie zajac czymkolwiek by zajac mysli. Pozytywne myslenie z cyklu na cykl jest trudniejsze. Dzis jeden z gorszych dni, zle mysli klebia sie w mojej glowie. Wokol mnie rozwija sie szczescie innych, wierze w to, ze i na mnie przyjdzie pora.
17 dzień cyklu - 2 dpo
50,2 kg
obwód brzucha na wysokości pępka 67 cm
obwód uda 49 cm
Niedawno dopiero wróciliśmy od moich rodziców. Spędziliśmy bardzo miły dzień, ale niestety jutro już poniedziałek i trzeba wracać do pracy.
Chyba uzgodniliśmy z M. szczegóły dotyczące naszego mini-remontu
Cieszę się!
Mam mega trądzik!! A do tego cały dzień piersi były jakby ciężkie (przy dotyku niebolesne) - wieczorem zaczynają lekko pobolewać. To pewnie wszystko przez pregnyl...
____________
1 śniadanie: jajecznica ze szczypiorkiem i sok wyciskany z pomarańczy
2 śniadanie: banan
Obiad: kurczak z grilla z pieczonymi ziemniakami i sałatą lodową z pomidorami
Podwieczorek: Koktajl truskawkowy
Kolacja: Grzanki z żółtym serem
no i dowiedziałam się że straciłam prace ahh.. jakies fatum na mnie wisi , mam wszystkiego dość 
A myślałam że limit pecha już wykorzystałam !
Za co to wszystko co złe mnie spotyka ...
Nie wierzę...Nie wierzę....
Boję się to napisać...
Zrobiłam test...
Blada krecha, ale krecha. I to chyba znaczy.... Boże, Boże...
Jutro powtórzę rano, ale już nie mogłam wytrzymać. Ręce mi się trzęsą, boję się cieszyć
Aaaaaaaa! Ale jednak się cieszę!!!!!!!!!!!!!!!
Weekend u mamy- bezcenny!
Wyspana, zrelaksowana... A Przemuś zakochany w babci po uszy! Mój tata był w delegacji i bardzo żałował, że nie może spędzić czasu z wnuczkiem. Oszaleli na jego punkcie! Zajęłam się też psem- ukochany, wierny psiak się kończy
Rodzice mają z nim urwanie głowy. Załatwia wszelkie potrzeby gdzie popadnie, nie widzi, nie słyszy, ledwo chodzi. Nie dalibyśmy rady w bloku z małym dzieckiem i psem w tym stanie. Jest więc u nich. To duże poświęcenie z ich strony. Wykąpałam go, wyczesałam, wygłaskałam i poszłam na spacer tyle ile dał radę. Był szczęśliwy, nadal poznaje mój zapach. Serce mi pęka...
A co do refluksu... zrobię badania. Coś jest nie tak... Bardzo go to męczy ostatnio. Non stop czkawka, ogromne problemy z odbijaniem, krzyk przy jedzeniu... A było już dobrze. Niestety choroba refluksowa ma częste reemisje 
Fotorelacja:
Prababcia mnie uwielbia i ja ją też 

Popływałem w dużej wannie

Pospałem w ogrodzie


A mama poczytała na świeżym powietrzu 

Babcia się mną zajmowała, a ja byłem cały szczęśliwy! Najbardziej lubię zabawę w wilka. Zjadam babci brodę a ona woła "wilku, wilku nie zjadaj babci, oszczędź babcię!" Wtedy śmieję się na cały głos!

Mama mi kupiła fajną zabawkę

I powoli zbieram dupkę do raczkowania!

A mama pospała pół dnia, a później miała czas na swoje moto-przyjemności

I nawet poszła do SPA

Kochamy takie weekedy i kochamy babcię, bo jest wspaniała! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2015, 23:04
31dc 14 dnpo brzuch mnie nie boli mam brune plamienia i to tyle
Of znowu wyznaczył mi owu tylko później. Więc dzisiaj jest 8dpo.
Nie wstrzeliliśmy się bo nawet się nie spodziewaliśmy. No ale nic przytulanko było dzień po owu a dokładnie rano więc może jeszcze jakieś nikłe szanse są...
Ostatnio jestem strasznie znerwicowana. To jest straszne. Sprawa na zakładzie u mnie przeniosła się na zakład obok przez co mój M. może cierpieć. Ogólnie oskarża się mnie o chodzenie z innym kierowcą bo zazdrośniki nie mają co robić i chyba szukają sensacji. Ja sobie powiedziałam jeśli sprawa się nie wyciszy każdy podejrzany będzie szedł do kierownika w tej sprawie na dywanik! Już jeden kolega był. Moja koleżanka też ma problem więc we wtorek idziemy razem do kiera pogadać. Niech coś z tym zrobi! A nie każe mi czekać aż to się wyciszy!
Przez to mój M. ma problem na zakładzie obok bo tam pracuje żona kierowcy z którym podobno chodzę i rzuciłam dla niego mojego M. paranoja!!!!!!!!! Pracuje z idiotami. mój M. przez to że ona mu wyskoczyła z jakimś tekstem ostatnio miał pretensje do mnie tak na prawdę o nic. Boli mnie to i to bardzo. Jak mi o tym powiedział to nie wyrobiłam i napisałam koledze trochę za dużo niechcący ze złości i żeśmy się ostatnio pokłócili i dzisiaj nie mogliśmy się dogadać totalnie. to pokazuje że ja jako młoda osoba nie mogę się zadawać z kolegami na zakładzie bo zaraz jakieś ploty są... Kużwa....Banda idiotów!
I tak ciągle tylko nerwy nerwy nerwy! I jak ja mam zajść w ciążę jak nawet nie mogę spokojnie przeżyć jednego dnia przez tą całą atmosferę!
W piątek zwiedzaliśmy sobie porodówkę. Jedyna, którą do tej pory widziałam (4 lata temu) wyglądała jak sala tortur albo jak u rzeźnika. Samolot, kawałek zasłonki, leżanka, wszystko w zimnych kaflach, na środku odpływ, uh. Ta którą widziałam w piątek przy tamtej to 5 gwiazdkowy kurort porodowy
Ładne łóżko z granatowym materacem, żółta wanna z hydromasażem na środku, toaleta z prysznicem w osobnym pomieszczonku, drabinki, materac, lina, piłka, full wypas. I tak chciałam tam rodzić, ale teraz już żadna siła mnie nie zmusi żebym poszła gdzie indziej.
Mój lekarz jest cudowny, oprowadził nas po całym oddziale, jakbyśmy miały zamiar tam mieszkanie wynająć
(ja i jeszcze jedna jego pacjentka). Sale poporodowe są w większości pojedyncze. Śmiał się, że coś cichutko specjalnie dla nas, bo zazwyczaj panie taaaaak straaaaasznie krzyczą
(4 z 5 sali porodowych były zajęte). No i oczywiście nie pamiętał, że mu mówiłam, że będziemy robić usg 3 trymestru i pomierzył mi malutką jeszcze raz. Najpierw ją zmacał przez brzuch i stwierdził zmartwiony, że coś malutka ta moja córeczka
Po czym zrobił pomiary i mówi do mnie: nie wiem jak to pani dziecko to robi, ale ma pani taki mały brzuszek, ona się wydaje taka mała przy dotykaniu, a tu wszystkie pomiary w normie. Hehe, mój mały ninja 
No i na tym moje radości się kończą. Czuję się wyprana. Depresja mnie bierze chyba. Pieniędzy jak nie było tak nie ma. Mąż znów przywlókł jakieś choróbsko do domu. Z rana idę do dentysty znów borować bez znieczulenia, a dopiero przestał mnie boleć ząb po poprzednim
Obniżyłam swoje wymagania do minimum, chciałam kupić używane łóżeczko byle by już było gotowe. Najpierw jednego wieczoru znalazłam idealne za 60zł, a gdy zadzwoniłam na drugi dzień okazało się, że oferta od wczoraj nieważna
Ale potem znalazłam jeszcze dwa. Jedno za 50zł, drugie za 70zł. Do tego za 50 kazałam zadzwonić mężowi, twierdząc, że będzie miał więcej szczęścia. Odebrał facet, stwierdził, że on nic nie wie i żeby zadzwonić za godzinę jak żona wróci. Już więcej od nas telefonu nie odebrali. Z babką od tego za 70 skontaktowałam się mailowo. Ustaliłyśmy cenę na 60zł, dzień i godzinę odbioru. Poprosiłam o adres szczęśliwa, że już dzisiaj będę mieć łóżeczko w stanie prawie idealnym i.... już mi nie odpisała. A przeczytała obie wiadomości które zostawiłam
Czasem nienawidzę ludzi
Mogła chociaż napisać, że jednak rezygnuje z transakcji ze mną. W związku z tym wszystkim chodziłam przygnębiona, a mój mąż jeszcze na mnie nakrzyczał. Więc znów pół dnia przeryczałam. I tak w kółko. Czemu choć raz nie może być poprostu dobrze? Że już nie wspomnę o tym nieszczęsnym licencjacie który nade mną wisi. Już dawno powinnam była do niego podejść, ale zupełnie nie mam do tego głowy. Wyć do księżyca chyba zacznę, może pomoże?
No i jednak nie. 30 dzień cyklu, @ nie ma, najwyraźniej przywidziałam sobie plamienie.
Zaklinam sobie rzeczywistość. Punków ciążowych nie zaznaczam, nawet na wykres nie patrzę (w zasadzie to żaden wykres, bo nic nie mierzę...), zapominam który dzień cyklu. Żeby się znów boleśnie nie rozczarowywać.
Ale. Moja głowa działa niezależnie ode mnie. Bo w tym cyklu mam więcej śluzu. Tzn tak dokładnie nie jestem pewna czy więcej, bo przecież nie ważyłam, ale wrażenie takie. No więc oczywiście nadzieja, której chciałam sobie oszczędzić znów się pojawia. Szkoda, że to tak nie można wiedzieć od początku. Zapłodniło się albo nie.
Bo jakieś czarne wizje mam. Że nie, że jest gdzieś ukryty jakiś problem (dotąd nie zdiagnozowany) i choćbyśmy na rzęsach stawali nic z tego nie będzie. I że czeka nas in vitro. Wcześniej się tym nie przejmowałam, nawet perspektywa in vitro dawała trochę otuchy - że jak wszystko zawiedzie, to może pomoże. Ale jak poczytałam jak to się odbywa...i że to nie jest tak, że sobie w jeden dzień idę do kliniki, a w drugi oni mi wstrzykują dziecko i jest szczęście....tylko te wszystkie stymulacje, punkcje, leki...Yhh... no i nie wiem. Okazuje się, że wbrew deklaracjom własnym jakiś konflikt moralny mi się pojawia. Że te inne zarodki... Myślę jednak, że jakby co do czego przyszło to pragnienie posiadania dziecka byłoby większe niż sprzeciw moralny, ale wolałabym tego uniknąć.
No i te leki. Bo ja generalnie nigdy nie chorowałam. W życiu nie miałam anginy. Antybiotyk ostatnio brałam 5 lat temu. Grypa raz w życiu, zapalenie płuc raz w życiu. Jedna tylko choroba zakaźna wieku dziecięcego. Mąż ostatni tydzień leżał pod gorączką, kichał na mnie. A ja nic. Lekko tylko mi się temperatura podniosła przez dwa dni. Do 37. Bo gorączki też nie mam. Miałam może kilka razy w życiu.
W związku z tym leków generalnie nie przyjmuje. Poza przeciwbólami na miesiączkę. No i teraz kwas foliowy i witaminę D. Antykoncepcję stosowałam bardzo krótko, bo mnie ingerencja w organizm za bardzo wkurzała. Ta stałość i niezmienność - ciała, nastroju... Hormony zawsze miałam w normie, to po w tym grzebać. Więc bardzo się boję, że nie uda się zajść naturalnie i trzeba będzie grzebać. We wszystkim 
Z pozytywów - dziś mój pierwszy dzień bez pracy. Tzn z pracą, bo na popołudnie już jest umówiona grupka pacjentów, ale prywatnych. Poranek wolny
Cudo.
Hmm...i jeszcze się zastanawiam. Gdybym jednak...była w ciąży...to czy moje fitnesowe aktywności mogą w tym jakoś przeszkodzić? Jakoś baaardzo się tam nie przemęczam, ale jednak mięśnie brzucha poruszam. Hmm. Hmm. Za tydzień powinno się rozstrzygnąć. No w sobotę. Heheh i tym samym właśnie sobie zaprzeczyłam, jakobym nie wiedziała, który to dzień cyklu!
Miłego dnia!
Mam nadzieję, że dziś ostatnia wizyta podglądowa bo brzuch wzdęty jak puzon to pewnie dlatego że tych jajców jest dużo
już mój brzuch się buntuje przeciw zazastrzykom bo nawet mam trudności z wbiciem igły jakbym jakąś błonę miała na brzuchu
a może któraś z was będzie dziś w novum w wawie? Ja będę o 12.30.
Chcesz człowieku być piękny i zdrowy to cierp. Na basenie nabawiłam się kataru, leje mi się z nosa, glut wisi do pasa, o różnorodności dźwięków przez mnie wydawanych nawet nie wspomnę (kto wie jak sapie bokser/buldog ten sobie wyobrazi), nosa w kolorze czerwień-jak-rudolf-renifer nie chce zamaskować nawet dobry puder ehhh. Cierp ciało jakżeś chciało. Także jogi jutro nie będzie znów
. Chyba do porodu tam nie dotrę.....
Z miłych informacji wraca TŻ, nie było go od soboty rano. No nie narzekam odpoczęłam sobie ale już za nim tęsknię, także niedługo ruszam odebrać go z pociągu 
Małymi krokami idzie wiosna yupi yupi!!! Kocham wiosnę, kocham przyrodę budzącą się z zimowego snu
u mnie w Pułtusku (60km od wawy)piękne słońce i na termometrze prawi 10 stopni na plusie
Dzień dobry Wam! Tydzień uśmiecha się do nas i wita słońcem! To będzie dobry dzień 
Powiało optymizmem co? A wiecie, że tak powinnyśmy zaczynać każdy dzień? Podobno to, w jaki sposób minie nam dzień, w jakim będziemy nastroju, w największej mierze zależy od nas? W sumie nic dziwnego - przecież to my przeżywamy, stresujemy się wszystkim, ale też uśmiechamy się, pomagamy innym, tworzymy własny dzień. Może zatem warto pracować nad sobą - nad swoim podejściem. Ja zawsze odnoszę się do ludzi w USA - którzy nie, wcale nie mają lekkiego życia - wręcz przeciwnie, ciężko pracują, płacą wysokie ubezpieczenie zdrowotne (kocham naszą darmową służbę zdrowia), płacą za naukę (jak się cieszę, że nasz kraj dał mi bezpłatne wykształcenie)itp.itd. Ale mimo wszystkich niedogodności, nie spotkamy tam człowieka, który odpowie na pytanie "co u Ciebie" - "słuchaj stary - jest do dupy, jest fatalnie, tak mi źle!"
Radość to stan umysłu. To my decydujemy o tym, kiedy się uśmiechamy i jak odbieramy świat - warto zatem w każdym zdarzeniu szukać pozytywów. Warto stanąć rano przed lustrem i powiedzieć sobie - jestem piękna i to będzie miły dzień

Zatem dziewczynki! Uśmiech proszę!
Może być w komentarzu
Miłego dnia! :*
Dzisiaj od rana piękne słoneczko za oknem 
Chce się żyć , tym bardziej , że dzisiaj dzień wolny od pracy! Jestem już tydzień na zastrzykach, nic strasznego! Mąż pomylił się z zawodem , zamiast informatykiem powinien zostać pielęgniarzem! Fajnie mieć w domu swoją osobistą pielęgniareczkę
Jak on się w to wszystko wczuwa..... miło popatrzeć !
Dzisiaj jadę do Wrocławia na podgląd jajeczek , ciekawe co tam urosło po tych zastrzykach?!
Sprawy w mieście załatwione, jesteśmy teraz u męża kuzynki chłopakA. Zamowi lam właśnie żarło
pysznego kebsona najlepszego w mieście ..A ja bez śniadania taka głodna!! Ajjj:)
dziś 5dpo.. służy się jak nie wiem, buuuu

Dzisiaj kupię test. A niech będzie, niech sobie leży 
Truskavva,czekam na wieści, jeszcze godzina!
Beta HCG 0,10 ;( powtorka w czwartek (10dpt)....
wszystko ok. wiem będzie synek
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.