21 dc poranek - bol brzucha dolem, wzdęty i czuje się gruba, pewnie puchne przed @ :(

Bergo Bergo - nowa ja 19 marca 2015, 11:11

Ptysiek mój słodki ma dziś gorszy dzień, marudzi od rana. Cholera, akurat dziś jak teściowa przychodzi... Jeszcze gorzej będzie znosił jej zachowanie. Najważniejsza sprawa- ja w 100% jestem świadoma, że ona nie robi tego złośliwie, raczej nieświadomie. Wiem, że go kocha. To co mnie irytuje najbardziej to jej kompletne ogłuchnięcie na moje uwagi. Za każdym razem mówię spokojnie i z usmiechem, żeby wątów nie robić, co jest nie tak, czego nie robić, a co młody lubi. Ale ona mnie nie słucha. Jeśli pozwolę sobie na ostrzejszy ton to możecie sobie wyobrazić jakie będą relacje. Do tego mąż między młotem a kowadłem. Jedynak- duma mamusi, a taką zołzowatą żonę ma? No nie do pomyślenia! Z drugiej strony w imię dobrych relacji nie dam dziecka stresować i tresować. Jestem naprawdę podminowana. Mąż to trochę wyczuł i niestety jednak zasugerował że się czepiam... No ale on nigdy nie był podczas wizyty swojej mamy. Wraca z pracy, ma godzinkę z dzieckiem i czas kąpać i kłaść spać. A ona przychodzi w ciągu dnia. Na jego prośbę zgodziłam się na pewną rzecz jutro. Sama nie wierzę, że naprawdę dałam się namówić. Jestem tym mega zestresowana. Otóż mamy pójść do sąsiadów dwa piętra wyżej. Po 20, kiedy młody już będzie spał. Ze spaniem nie mamy problemów. Od dawna nie ma sytuacji, żeby się obudził wcześniej niż około 5 rano. Od tej 20 do 5 to co najwyżej stęknie i się inaczej ułoży, śpi mocno. Zadaniem teściowej ma więc być oglądanie tv i tylko bycie w domu u nas- to wszystko. Ma do niego nie wchodzić, nie lecieć jak tylko usłyszy szmer. Boję się, że nie posłucha. Że będzie stała nad łóżeczkiem, głaskała go itd, a to już nie taki dzidziuś- jak śpi w nocy to w ciszy i po ciemku, a podłoga w jego pokoju skrzypi, więc łażenie tam zwykle go budzi. Wiem, że to baaardzo w jej stylu. No nic... Powiem, że jeśli będzie miała wątpliwości czy do niego iść to jestem 2 piętra wyżej- niech zadzwoni, zejdę i sama ocenię sytuację. Niech to będzie taka próba. Jeśli nas posłucha i zachowa się tak jak prosimy to będzie krok w przód.

Przyjmuję strategię, żeby serduszkować co 2 dni, ale przed pierwszym serduchem tym najbliżej owulki wstrzymać się ok 3-4dni, żeby żołnierze podrosły i nabrały sił. W końcu na badaniu nasienia taki właśnie zalecają okres wstrzemięźliwości, a u nas do tej pory przed owulką serducha jedno za drugim przez kilka dni a na ten ostatni dzień najbliżej owulki albo już nie było siły, albo jak była, to podejrzewam, że żołnierze były marniutkie i niedojrzałe jeszcze.
Śmiać mi się chce, jak sobie myślę, że dziś gin może potwierdzi owulkę wczorajszą. Bo z serduchem było zabawnie, miało go nie być, już się zaczynałam zasypiać, kiedy jedno zdanie męża spowodowało szybką, spontaniczną akcję :)
jeśli więc owulka się potwierdzi, to cień cienia nadziei na powodzenie w cyklu będziemy zawdzięczać małżowi :)

34 Tydzień (33+1)
+5kg
8 miesiąc
47 dni do spotkania <3
83% na wykresie.

Wczoraj zaczęliśmy 34 tydzien ciąży a w prezencie szpital-plamienia no ogółem szyjka...na szczescie jest ok, tylko musieli nam dać zastrzyk dla małego na rozwinięcie płucek . dziś drugi i zobaczymy co dalej. małemu troszkę się do nas spieszy a dobrze żeby jeszcze chociaż trzy tygodnie posiedzial ;) trzymajcie kciuki za nas a my cieplutko Was pozdrawiamy z Wojtusiem. ;)

A i mieliśmy ktg :) uwielbiam Cię słuchać maluszku <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 16:33

I znowu nadzieja zmalała do 0.. A już tak ładnie się zapowiadało. Ładna tempka a tu nagle przed terminem z temp 37 przyszła @. Załamka, aż płakać się chce.. Rozum mówi odpuść sobie nic z tego nie wyjdzie nie przy takich wynikach nasienia. Lecz serce podpowiada dla dzieciątka nie można się poddawać. Przecież kiedyś się uda. Może nie w tym miesiącu, nie za pół roku ale może za rok. Bóg przecież ma plan dla nas wszystkich, wie ile kto jest w stanie unieść na swoich barkach.

Przypominając wyniki z stycznia;
Wysłany: 24 stycznia, 19:22
Edytuj | Zgłoś
Objętość;5,0ml
Lepkość; prawidłowa
Upłynnienie;prawidłowe
pH; 7,0
Aglutynacja; brak
Kolor; żółty
Leukocyty; 0-1wpw
KONCENTRACJA;
liczba badanych 99 100,0 %
3,0mln/ml w całym ejakulacie14,9

KLASYFIKACJA wg WHO
Szybki ruchpostępowy A Liczba badanych 0 0,0% 0,0mln/ml 0,0 w całym ejakulacie
Wolny ruch postępowy B Liczba badanych 10 10,1 % 0,3mln/ml 1,5 w całym ejakulacie
Ruch w miejscu C Liczba badanych 1 1,0% 0,0mln/ml 0,2 w całym ejakulacie
Brak ruchu D Liczba badanych 88 88,9% 2,6mln/ml 13,2 w całym ejakulacie


VCL ogólniec43,0 ruchniepostępowy1,7 ruch postępowy wolny5,8 ruch post. szybki 35,4 jesdnostki um/s

VSL ogólnie 14,4 ruch niepostępowy 1,5 ruch postępowy wolny 4,9 ruch post. szybki 8,0 jednostki um/s

VAP ogólnie 30,4 ruch niepostępowy 1,6 ruch postępowy wolny 5,2 ruch post. szybki 23,7 jednostki um/s

LIN ogólnie 33,4 ruch niepostępowy 87,0 ruch postępowy wolny 84,4 ruch postępowy szybki 22,5 jednostki %

STR ogólnie 47,2 ruch niepostępowy 95,2 ruchpostępowy wolny 94,4 ruch post.szybki 33,6 jednostki %

ALH ogólnie 0,2 r.niepost. nie dotyczy ruch postępowy wolny 0,2 ruch post.szybki 0,0 jednostki um

BCF ogólnie 1,5 ruch niepostępowy nie dotyczy ruch postępowy wolny 1,5 ruch postępowy szybki 0,0 jednostki Hz

W tym miesiącu powtórka wyników , kolejna w maju gdy skończy sie Proxeed Plus.

18 + 0. czyli zaczynamy 19 tydzień... jakiś czas temu chciałam już mieć 2 z przodu no to zostały dwa tygodni :) przez ostatnie dni ruszył mi brzuch i to bardzo. Jestem zaskoczona bo ubrania ciążowe nagle zaczęły na mnie fajnie leżeć, brzuch zrobił się na dole twardy i ciężko spać mi jest na brzuchu.
d18ea2c39caa2878med.jpg

c696c7501712e389med.jpg

Piersi zrobili się ogromne! poszłam wczoraj z D kupić biustonosz.... ku naszemu wielkiemu zdziwieniu z miski C (przed ciążą) jest już F! Byłam w ciężkim szoku! biustonosz kupiłam porządny... z grubymi ramiączkami, z miską bardziej zakrywającą pierś, z szerokim zapięciem cena też piękna 80zł... no cóż chcę czuć się komfortowo. W przyszłym miesiącu kupię drugi.

Przygotowania do ślubu trwają pełną parą, sukienka się już szyję będzie identyczna jak na zdjęciu tylko z tyłu zamiast zamku będzie wiązanie, buty kupione, czerwone na zdjęciu są ciemniejsze w rzeczywistości to ładny jasny intensywny czerwony :) nie chcę być cała na biało więc stwierdziłam że buty i kwiaty będą czerwone.
3a81b610cd5fa266med.jpg
5f0d6ebec9b61626med.jpg
1d4e4062b621d441med.png

obrączki są do odbioru w poniedziałek :)nie mogę się już doczekać efektu końcowego :) wrzucę w poniedziałek ich zdjęcie, obrączki w ogóle w śmiesznej cenie bo 1200zł za parę złotych obrączek o wyższej próbie 585 z grawerem. Chcieliśmy zwykłe klasyczne półokrągłe a akurat D był u mnie w Wiśle na dzień kobiet to poszliśmy przymierzyć i okazało się że strzał w dziesiątkę :) za takie same w Krakowie zapłacilibyśmy zdecydowanie więcej
f813afad5398ba69med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 13:15

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 24 sierpnia 2015, 19:23

Tova raczej nie, 13-14 dni zazwyczaj.
Na bete nie mam czasu bo zlobek mi zamkneli na tydzien i musze godzic prace z opieka nad mlodym. A z nim jechac nie chce.

11t2d


Już 3 osoby (Tatuś, Ciocia i Małgorzatka) i ja dostrzegły na filmie z prenatalnych "coś" między nogami Dzidziusia... Ciekawe, czy rzeczywiście wg przeczuć będzie to chłopiec, czy okaże się, że to jednak dziewczynka... liczę, że 14 kwietnia gin mi powie na wizycie :)



Dziś mi się śniło, ze urodziłam już dziecko i miałam w piersiach tak dużo mleka, że ciekło jak "z prysznica" i nie mogłam tak karmić, bo by się Maleństwo zachłysnęło... musiałam najpierw odciągnąć do butelki, a potem karmić smoczkiem ;) Mam nadzieję, że dla mojego dziecka właśnie życie będzie mlekiem i miodem płynące :D w końcu prawie codziennie piję mleko z miodem :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 13:37

Będzie smutno na wskroś..

Praktycznie połowę swojego życia poświęciłam i zużylam zdrowie na swoją rodzinę. Czy żałuję? Nie, bo miałam w tym swoją misję. Kiedy tylko była potrzeba byłam w gotowości, byłam dla nich, pomagałam i przeżywałam wszystkie ich porażki kosztem siebie swojego zdrowia.

Teraz próbuje to wszystko posklejać u boku męża. Obecnie mija kolejny "pusty" rok, w którym mogłabym cieszyć się ciążą gdyby nie decyzje pewnych lekarzy, rok zmarnowany, nijaki. W tych dążeniach byłam bardzo cierpliwa, czekałam, czekałam i czekam dalej, ale już bez sił.

Na ten cykl liczyłam bardzo, och jaki był on piękny. Idąc na pierwszy monitoring miałam już prawie wszystko zaplanowane. W sobotę zobaczymy pęcherzyk jeden, bo jeden ale zobaczymy. Lewy jajnik niestety nie pracuje a w prawym zawsze tylko jeden niepekajacy sam pęcherzyk. Potem naturalnie kolejny moni w poniedziałek z podaniem zastrzyku. I jakie było moje zaskoczenie, kiedy dr powiedział, że jest pecherzyk i pyta się czy damy radę przyjechać jeszcze raz wieczorem, żeby podać zastrzyk. To już gotowy na pęknięcie? No tak :-) i tyle z moich planów. Pan dr powiedział tylko ze coś jestem smutna na to wszystko... Ruszyliśmy z mężem na poszukiwanie po aptekach zastrzyku. W jednej nie było, w drugiej nie było, w trzeciej nie było, w końcu mówią, że jest dostępna w innej aptece Ziko. Tyle ile potrzebowaliśmy 2 ampułki jakby dla nas przygotowane. No więc szru znowu na nogach. Znak krzyża przed kościołem i prośby, żeby nam nikt nie wykupił. W aptece chwila niepewności, szuka i szuka i przynosi ;-) uff. Pan Bóg pomaga. Do domu znowu na nogach, wymęczeni odpoczywamy na chwilę. Robie obiad i idziemy do kościoła na Mszę Św wieczorną, bo w niedzielę pracowałam. Dostałam też dobra wiadomość od znajomej, która tak jak ja ma problemy zdrowotne i mówię do męża, że chce jeszcze iść do spowiedzi, czuje taka potrzebę, żeby przyjąć komunie, on ze on nie idzie. To nie... Wychodzę z konfesjonalu a mąż wchodzi po mnie. Myślę sobie nie no - działasz Panie Boże, działasz :-) podczas Mszy Św tak bardzo trzymałam torebkę z zastrzykami blisko siebie z przodu i tak bardzo prosiłam, żeby się udało. Przed kościołem rozeslalam jeszcze wici, z prośbą o modlitwę za mnie wieczorem w wiadomej dla Pana Boga sprawie. Po kościele do szpitala znowu na nogach.. Czekamy, czekamy, w końcu dostałam. Zmęczeni, czekając w holu szpitala na autobus, jeden pan mówi nam dobranoc po czym cofa się i przeprasza, bo widzi, że mamy problem. Bo tam na dole jest kaplica, możemy tam pokomplementować. Dziękujemy, dziękujemy. Patrzymy się na siebie z mężem, uśmiechamy się, jejku jak my musimy już wyglądać tragicznie po dzisiejszym dniu ;-) Mogłam poprosić Pana, żeby zdrowaske za nas odmówił w wiadomej sprawie, kto wie może i myślał o nas jeszcze tego wieczora :-) my wykończeni a tu przecież trzeba działać fizycznie ;-) pomijam już fakt, że był to miesiąc endometriozy, że minął rok od operacji, że się przeprowadzamy na jakiś czas do teściów, że czuje się tak sobie. Mogłabym jeszcze tak tworzyć i tworzyć zdania, że mąż ma urodziny, ale niestety.. Zadowolona po wizycie, kiedy okazało się ze pękł.. Trwało to krótko. Doszło do mnie, że to nie dla mnie taki cud. Było miło wiedzieć 2 kreseczki, chociaż na chwilę. Nie wierzę juz w nic, nie wierzę w siebie.

I nawet z takimi "nie przypadkami" i mocą Bożą oraz modlitwami się nie udaje. Mi już nic nie pomoże, tak musi być i tyle.

Piękny ten cykl, piękny.. Pozwól mi chociaż mieć marzenia.. i płakać <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 13:31

DZIEWCZYNY - MAM DYLEMAT.

* Iść na wizytę we wtorek za 5 dni, aby upewnić się czy wszystko okej ?

* Czy czekać jeszcze 13 dni i będzie na 100% widoczne serduszko ??

Doradźcie, bo sama już nie wiem :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 14:27

Ayayanee Hurricanes and Suns 31 grudnia 2022, 14:56

Boję się, 2023... Bądź dobry, proszę.

2022 miał być piękny a przetyrał nas twarzami po błocie i wycisnął tyle łez co żaden...
A mimo to trzymam się go i nie chce by minął chodź przyszłość wzywa niemiłosiernie...

Zapytałam męża, jakie ma marzenie na kolejny rok. Powiedział że żadne, bo marzenia się nie spełniają.

Życze sobie i wam, kolejnych pokładów siły na nowy rok.



Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2022, 17:01


LECZENIE ZACHOWAWCZE

Leczenie zachowawcze kierowane jest do Par płodnych, u których występują jedynie pewne odchylenia w badaniach przedmiotowych płodności. Parom tym zaleca się współżycie naturalne. Decydujące znaczenie w tej terapii ma obserwacja i ocena cyklu miesięcznego, celem określenia dni płodnych, a wśród nich dnia spodziewanej owulacji. U płodnych Partnerów czas, w którym może dojść do zapłodnienia, może obejmować okres kliku dni, zwykle 2-3 przed owulacją oraz jednej doby po owulacji.

W przypadkach ograniczonej, ale nie bezwzględnej niepłodności (występującej np. przy niedrożnych jajowodach czy azoospermii), szczególnie przy słabszych parametrach nasienia, „okienko płodnościowe” zawęża się do 2 dni, następnie 1 dnia, a ostatecznie do godzin lub minut w bliskości momentu owulacji. Dlatego niezwykle istotne jest takie monitorowanie cyklu miesięcznego, aby jak najdokładniej przewidzieć ten moment. Tego, jak obserwować swoje ciało, uczy lekarz prowadzący w VITROLIVE.

Ciekawa jestem jak to u nas będzie. Wizyta u gin 15.05, do tego czasu i tak się nie uda moje drogie -to nie jest tak, ze odpuszczam bo "a nuż się uda". Nie uda się bo odpuszczałam dwa lata , teraz 7 miesięcy z ovu i też brak efektu.
Co jest nie tak? Nie wiem, ale mam nadzieję że się dowiem.
Ty chyba oczywieste, że jak byśmy byli płodni to już bym w ciąży była ze trzy razy... A nie jestem.
Czy będę ? Któż to wie???
Tak czy siak obserwować cykl muszę dalej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 13:42

Obecne wartości referencyjne dla poszczególnych parametrów nasienia wg WHO z 2010 roku kształtują się następująco:
• objętość ejakulatu: > 1,5 mL
• koncentracja plemników: ≥ 15 mln/mL
• całkowita liczebność plemników w ejakulacie: ≥ 39 mln
• ruchliwość plemników: ≥ 32% plemników o ruchu postępowym lub ≥ 40% plemników o ruchu postępowym i niepostępowym
• żywotność plemników: ≥ 58% żywych plemników
• morfologia plemników: ≥4% plemników o prawidłowej budowie.

33t3d
Być może ostatnia wizyta u lekarza :)
Rozwarcie - postępów brak :) Ale mała jest już na tyle rozwinięta, że nie będziemy nic hamować jak zacznie się akcja porodowa. Wiadomo, teraz każdy dzień się liczy, ale powiedział, że już nie muszę leżeć. A mała tak napiera na szyjkę, że czuł ją przy badaniu i stwierdził, że mój poród zacznie się od spektakularnego odejścia wód ;) Za długo ponosić bym jej też nie chciała, bo łożysko też już jest gotowe do porodu i ma drobne zwapnienia, więc bałabym się, że nie dostaje ode mnie wszystkiego co trzeba :/ Następną wizytę ustalił na 16 kwietnia, ale powiedział, że nie sądzi żebym dotrwała. Cóż, miałam mieć małego byczka, będzie mały baranek :P (po dziadku).
Pobrał wymaz na paciorkowca, wyniki w przyszłym tygodniu, więc wcześniej nie rodzimy :P Ale na wszelki wypadek chyba wsadzę podkład pod prześcieradło, bo jak mi chluśnie w nocy na materac...
No i straszył mnie cesarką. Bo ponoć wąska jestem. Ale ja wierzę, że nie aż tak i że Zosia jest na tyle nieduża, że damy radę. Zwłaszcza jeśli urodzi się troszkę wcześniej. W sumie ucieszył się, jak mu powiedziałam, że bardzo nie chcę cesarki, stwierdził, że jestem wyjątkowa, bo większość pacjentek chce i że z takim podejściem pewnie damy radę. Jak dla mnie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ma być naturalnie :) Mała ułożona główką, nie za duża, pcha się wcześniej, łożysko też daje znać, że już powoli czas. I żeby nie było, że demonizuję cesarkę, po prostu moja endometrioza jest tak rozsiana, że każde grzebanie w środku zmniejsza drastycznie szansę na kolejne dziecko, a zwiększa ból i prawdopodobieństwo kolejnych operacji :/ Wiadomo, jak będzie trzeba, to wszystko dla dobra dziecka. Ale jeśli mam szansę dać radę sama, to jak to Magic napisała, choćbym się miała zesrać na złoto, urodzę naturalnie ;) Ostateczna decyzja zapadnie w szpitalu jak przyjadę rodzić. Zmierzą mnie, małą, zobaczą jak poród przebiega i podejmą decyzję.
Czasami dalej nie mogę uwierzyć, że znalazłam takiego lekarza. Jest taki kochany ;) Pytał mnie czy będziemy mieć jakąś pomoc przy dziecku na początku, czy już wszystko gotowe w domu. Zawsze czuję, że życzy mi jak najlepiej i że jest całkowicie szczery.
Zosiu, kochanie, mamusia czeka na Ciebie z niecierpliwością. Byłoby super jakbyś posiedziała w środku jeszcze ze trzy tygodnie, albo chociaż dwa i pół. Błagam, tylko nie decyduj się wychodzić w Wielkanoc!

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 19 marca 2015, 15:32

Dzisiejsza moja beta to 446 :-D
Dostałam skierowanie na różne badania ciążowe typu toxplazmoza,hiv,mocz,i tam jeszcze inne ;-) jutro polecę z rańca i zrobię ;-)

Magic Niemożliwe 19 marca 2015, 15:46

Jestem zła...myślałam, że jak odsapnę jeden dzień to mi przejdzie, ale nie. I przez to wyżyłam się rano na mężusiu kochanym...ehhh..
Wczoraj moja mama zaproponowała zakupy na naszym pobliskim bazarku. Trochę źle się czułam rano. Siedziałam i było mi słabo, ale pojechałam z nią. Chodziłyśmy 3 godziny :) ale kupiłam sobie narzutę-płaszczyk, idealny na wiosnę,dwie tuniki i jedną bluzkę oraz dwie pary butów. Po czym mama stwierdziła, że zadzwoni po ojca by po nas przyjechał. A wiedziałam, że nie odmówi bo byłyśmy razem. Pewnie jakby była sama to by powiedział, że nie da rady. Oczywiście przyjechał. Atmosfera w aucie była tak gęsta, że można by siekierę powiesić. Próbowałam jakoś zagadywać a to mamę a to ojca. Staliśmy na światłach, ojca telefon dzwoni, jak zawsze rozmawiał głośny,bysmy przypadkiem niczego nie pomineły. Rozmawiał z kolegą z pracy, mówił coś w stylu " no wiesz, jakieś tam papierki były...No ale Dorotki nie było dzisiaj, a ta nowa, no wiesz ta młoda, ładna, miła...no no Jowita", zagotowałam się, że chyba mi para szła z uszu...I po co te teksty? Żeby co? Mama była zazdrosna? Dobrze wie, że nawet NAWET jakby kogoś znalazł to po 3 dniach ta baba by go oddała na reklamację... to jeszcze nic. Wróciliśmy do domu i z mamą tylko zostawiłyśmy torby, ja poszłam siku i poleciałyśmy jeszcze do Stonki(czyt. Biedronka ;)). Pyta sie tego capa(czyt. mojego ojca) czy kupił bułki bo do sklepu idziemy. A ten nic. A słyszał na pewno...i wiecie co? Mi łzy w oczach stanęły. Taki kurewski brak jakiegokolwiek szacunku!!!! Strasznie mi sie przykro zrobiło...mama mi na bazarku mówiła, że nie wiem czy ojciec w ogóle odbierze od niej telefon, bo jest OBRAŻONY. Powiedziałam jej, że żalił mi się i żałuję, cholernie żałuję, że się nie dopytałam jak to wygląda z jej strony. Bo wersję ojca znam. Ale nie znam jej wersji. A chciałabym, w razie czego móc się wypowiedzieć lub zareagować, a nie chciałabym być stronnicza. I przypomniało mi się jak cudownie zachował się na swoich urodzinach w niedzielę...częstował czekoladkami od nas, nam podał i był skierowany w naszą stronę a mamie?? Ręka poszła w jej stronę a jego wzrok....w ścianę! No żenada! I co on chce takim zachowaniem udowodnić? No kurde co?! Siedzę i mimo iz miałam przemiłą wizytę - koleżanki ze studiów z córką prawie 3letnią - zastanawiam się co ja mogę zrobić? Jest mi tak szkoda mamy, bo ja nie wyobrażam sobie, żeby mnie tak ktoś traktował po tylu latach!Ale wiem, gdzie tkwi problem - oni nie umieją ze sobą rozmawiać. W ogóle. A to podstawa! Ja się wychowałam z ludźmi, którzy całe życie chyba udawali tylko szczęśliwą rodzinę, bo dzieci...ale dzieci widzą i czują to kiedy rodzice są na prawdę szczęśliwi i pełni szacunku do siebie, tego nie da się udawać! Ja przechwyciłam te "umiejętności" po rodzicach. Nie umiałam rozmawiać kiedy był problem, a jak sie cos nie układało po mojej myśli to milczałam. Nie odzywałam się nawet kiedy Konrad pytał co mi jest, bo widzi, że coś jest nie tak. To akurat umiejętność po mamie. Ale oduczyłam się tego. Bo kocham swojego męża i chcę byśmy byli szczęśliwi i nasze dziecko też.
Zamiast cieszyć się ciążą to ja muszę naprawiać coś co inni sami sobie popsuli...ehh...

Pozostało 12 dni do naszego kolejnego spotkania :* kochanie mamusia obiecuje, że już przestaje się przejmować cudzymi problemami :* rośnij zdrowo dla nas :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2015, 15:50

Aurore Wyboje mojego życia. 30 grudnia 2022, 18:44

Krótkie podsumowanie cyklu listopadowego:
Trwał 51 dni i jak o tym myślę to cisną mi się same niecenzuralne słowa na język.
+16 dni więcej niż zwykle. Ostatnie 5 dni dało mi w kość psychicznie i fizycznie - dziwne plamienia, brązowo zabarwiony śluz tylko w niektórych momentach, wkręcanie sobie filmów pt. na pewno coś ze mną jest nie tak, itd.

Dziś już nie mam wątpliwości co do krwawienia. Dodatkowo pojawiły się wymioty (nie jest to u mnie nowość, ale zdarza się przy wydłużających się cyklach, które są bardzo rzadko).

Wykorzystałam 20 testów do monitora płodności, wszystkie wskazały odczyt niski. Nie było owulacji.
Monitor płodności w podsumowaniu cyklu był w stanie wskazać tylko 45 dni. Wyświetlił informację, że nie jest przeznaczony dla kobiet, których cykle trwają powyżej 42 dni i odesłał do instrukcji.
W nowym cyklu nadal będę się nim posługiwać.
______
Zaczynam dziś 6 cykl starań.
Jestem gotowa na nowy cykl. Niezmiernie cieszę się z tego resetu, który nie jest zbyt łaskawy w dolegliwościach, ale daje wytchnienie i rozładowanie napięcia tych ostatnich kilku dni.

Święta okazały się być dla nas dobrym czasem w tym roku. Wszyscy bliscy po raz pierwszy od kilku lat uszanowali naszą największą prośbę - nie chcemy prezentów.
Z mężem tego nie praktykujemy, nie gonimy za upominkami, nie dajemy prezentów ani nie chcemy być nimi obdarowywani. Nie jest to dla nas miłe nawet gdy ma być to tylko czekolada (to samo jest z innymi świętami czy urodzinami - nie istnieją dla nas).
Jesteśmy ogromnie wdzięczni, bo zrozumieli że dla nas wyrażą swoją troskę i sprawią nam największą przyjemność jeżeli nic nam nie sprezentują. Już nie walczymy z innymi tradycjami, po prostu nie bierzemy w tym udziału. Bóg jest z nami na co dzień, żywy w naszych sercach od pewnego czasu.

Piszę o tym, bo to dla mnie jest duża rzecz. Mogliśmy dzięki temu spokojnie cieszyć się obecnością bliskich, ich zdrowiem i tym że są z nami. No i oczywiście napchaliśmy nasze brzuchy przepysznym świątecznym jedzeniem.

Nie myślałam o macierzyństwie w te święta. Przestałam o tym myśleć jak o "dodatku do okazji". Wiecie, te dziwne wymówki w stylu "na święta /urodziny męża /rocznicę ślubu byłby świetny prezent". Trudno, życie to nie są moje zachciewajki i muszę to zaakceptować.

Autentycznie cieszyłam się w tym czasie, że mimo skręconej nogi byłam w stanie (na rękach męża) przyjechać do teściowej i ją uszczęśliwić naszą obecnością.
Cieszyłam się bo moja mama już wie, że jest mi ciężko. Nie powiedziałam jej wprost. Nie miałam odwagi, chociaż kilka razy wyobrażałam sobie jak piję z nią kawę i proszę o wsparcie. Zamiast tego, przy lepieniu pierogów wymamrotałam tylko coś o badaniach krwi, ale domyśliła się w moment o co chodzi.
To było dla mnie wspaniałe uczucie, kiedy dotarło do mnie, że ona po prostu to rozumie. Nie ocenia mnie czy męża, tylko jest i wspiera. Nie doradza, nie ma dla mnie mądrości i złotych rad. Jej serce po prostu to rozumie. Ona wie jakim cudem jestem ja (jako dziecko) dla niej.
A ja potrafiłam być dla niej taką okropną nastolatką. Aż mi wstyd.

Dotarło do mnie zdanie, które ostatnio mi mignęło w odmętach internetu.
Ta cała magia świat, którą czułam za dziecka to była miłość i troska nie tylko mojej mamy, ale wszystkich moich bliskich.
W tym roku też to czuję.

Dziękuję Wam, że jesteście.
Naprawdę widzę jak dużo w Was wrażliwości.
Bądźcie szczęśliwe 🤍 życzę Wam tego z całego serca.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2022, 18:54

Hach Być dobrej myśli? 11 stycznia 2023, 18:38

11.01.2023
3 dc. Jestem po pierwszym miesiącu starań. Wiecie, że ja naiwna i głupia myślałam, że od razu, po pierwszym miesiącu nam się uda? 🤣
Nigdy dotąd nie chciałam, nie pragnęłam mieć dzieci. Uważałam, że pojawienie się dziecka zniszczy mi małżeństwo (prawdopodobnie moje zle postrzeganie małżeństwa rodziców tak wpłynęło na moje wnioski wzgledem posiadania dziecka). Odkąd pamiętam, bawiłam się lalkami jako moje "siostry", nie dzieci. Zawsze pragnęłam rodzeństwo, ale nigdy nie dziecka.
Mój mąż to akceptował, wiedzial od samego początku. Bardzo w nim doceniam, że nigdy mnie do niczego nie zmuszał. Sam przez jakiś czas nie mógł uwierzyć, że w ogóle zmieniłam zdanie i uznał to za zart z mojej strony 😅.
Rodzice już od dawna mi "truja", kiedy dziecko, kiedy ich wnuk... Zawsze mnie drażniło. Zwłaszcza, kiedy mama powtarzała, że jedynym sensem życia kobiety jest właśnie... dziecko. Kiedy ciągle się coś takiego słyszy i widzi całe życie, jak wszystkie obowiązki domowe spadają niemalże na kobietę, to naprawdę nie ciężko myśleć, że to dziecko powoduje taki stan rzeczy. Jakby kobieta tylko mogła zajmować się domem, mężem, dzieci, sprzątaniem, gotowaniem i wieloma innymi rzeczami.
To aż smutne.
Ale moje małżeństwo jest tak inne od małżeństwa moich rodziców, że zaczęłam zmieniać swoje podejście do dziecka. Poza tym... siostrze męża urodziło się dziecko I więcie co? Wzięło mnie tak nagle, że myslalam nawet że mam jakiś problem z hormonami! Byłam tak mocno nagle nastawiona na dziecko, że niemal byłam gotowa zakochać męża na śmierć 🤣. Myślałam, że to tylko przejściowe, że minie, że to hormony, że zaraz mi się unormuje. Nie unormowało.
W grudniu postanowiliśmy zacząć starać się o dziecko. I ja naiwna... o ja głupia! Myślałam że uda nam się od razu. Że to przecież takie proste! Tyle wpadek mają mlodzi ludzi, tyle niechcianych ciąż skądś się bierze. Taa... Ubzdurałam sobie, że skoro nigdy nie chciałam dzieci, to nie będę mieć problemu z ciaza i uda się od razu! 😁 Wiem, pokrętne myślenie. Mam znajomych, którzy od wielu lat chcieli dziecko, a od 3 lat się starają... Wiec Myślałam, że pewnie mi się uda od razu i aż byłoby mi przykro że względu na nich.
Oczywiście nie jestem w ciąży. Zrobilam 2 testy. Wmawiałam sobie wszystkie objawy, jakie tylko można mieć na samym początku 🤣
Pozostaję pełna nadziei, uczę się swojego ciała, obserwuje swój cykl i zobaczymy! Na razie nie mam czarnych myśli, choć patrząc na Wasze pamiętniki można naprawdę pomyśleć, że zajście w ciążę jest bardzo trudno...

lussy ♡100% bezpłodni♡ 19 marca 2015, 21:53

Jest Marzec Misio ma swoje sprawy za sobą i czuje sie nareszcie lekko wolny :)


Pracujemy w tym samym miejscu i praca nas robi w h**a zarząd robi co chce kase płacą jak dla zebraków a roczne dochody w granicach kilkudziesięciu milionów mają...


Ciąża? niestety nie i nigdy jej nie będzie to koniec nadziei teraz tylko sex dla przyjemności i musze wyłączyc myślenie związane z owulacją i innymi bzdetami. Cięzko bedzie się oduczyc nie obserwowac siebie...

Szukamy jakiegoś kociaka do adopcji :) jak ma się powiększyć rodzina to się powiększy niewazne w jaki rodzaj istotek :)

Powodzenia KOCHANE STRACZKI

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)