zapłodniło się 6 komórek, 4 zostały zamrożone. teraz czekanie czy dojdzie do transferu czy nie. wczoraj wracając z pracy uświadomiłam sobie, że te 6 zarodków to już są nasze dzieci. teraz muszą okazać się silne, wytrwać do soboty dopołudnia i zagościć się u mamusi w macicy. niech to się stanie...
Jutro trzecie spotkanie z Tobą słoneczko. Twoje bijące serduszko juz widziałam 12 maja to było takie piekne! Tym razem może juz będę mogła zobaczyć kim jesteś ale nawet jeśli nie to i tak nie ważne, ważne byś został/a z nami! Pysia wciąż powtarza ze chce siostrzyczko Olę, ale wiem ze bardzo pokocha Cię nawet jak będziesz jej braciszkiem.
Do zobaczenia jutro Lulusiu!
70 dzień Okruszka

Dziś Maluszek kończy 10 tygodni - myślałam, że ten czas będzie się dłużył a jakoś tak w miarę szybko mijają te tygodnie.
Teraz "siedzę jak na szpilkach" i oczekuję chwili po 12stej i dzwonię dowiedzieć się czy wypis aktualny. Jeśli tak to zabieram cały "majdan" i do szpitala. Tam poczekam na męża (dziś ma rozmowę w sprawie pracy) i zabieramy Małego do domu. Ostatnio myślałam, że ten dzień wyjścia będzie inny bardziej optymistyczny i radosny ale ciągle przed oczyma mam te bezdechy...pora się otrząsnąć i wierzyć, że to już nie będzie miało miejsca!!!
A tak wygląda kącik Naszego Księciunia w salonie:

A tak prezentuje się kącik sypialniany Bąbelka:

No i czekam dalej - Boże dopomóż by Nasza Kruszynka była z Nami bezpieczna

Co wybieram nr to informacja że połączenie zakończone. Napisałam wiec do koleżanki (mama dziewczynki co leży z Dominikiem na sali) i okazało się że wypis jest gotowy. Czekam na męża i jedziemy bo sama nie dam rady zabrać tego wszystkiego. Strach jest coraz większy. A do tego ta koleżanka była zapisać druga córcie do poradni patologii noworodka bo na wpisie ma że wizyta za 2/3tyg a tam najbliższy termin na 13.07 dopiero. Ciekawe co Nam powiedzą. Oby udało się pozapisywac. Trzymajcie za Nas kciuki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2015, 12:42
Dzis rozpoczynam 9 miesiac!!!!!!!
waga : 72,4 kg 35t0d
Mala kopie , a raczej sie przepycha swoimi nozkami
Kochane dziewcze juz nie moge sie doczekac , zeby ja poznac 
Staram sie pic duzo wody, cwiczyc i jesc zdrowo. NIestety nie zawsze sie udaje, zwlaszcza , ze ja w ogole nie mam apetytu!!!! i musze pamietac zeby cos zjesc... nie wiem czy to takie normalne.
Rozstepow jak na razie na brzuchu nie mam, pojawily sie tylko na piersiach ale sa malutkie( w sumie moje piersi tez sa male
)
Piekna pogoda jest wiec pewnie wybiore sie dzisiaj na jakis spacer , zeby nie zalednac w domu 
Coraz czesciej nie chce mi sie cwiczyc... tak to jest jak karnet na silownie sie skonczyl
KUpowac teraz mi sie nie oplaca. Wiec mam karnet na basen ale widze ,ze ten basen omijam szerokim lukiem.
Moj maz teraz wyjezdza na wesele do Polski wiec bede miala troche czasu dla siebie. Moze jakies male spa??
Zobaczymy... 
Dziewczyny milego dnia 
Pozdrawiam 
16 TC (15+2)
Od ostatniego wpisu minęły 3 tygodnie! Ależ ten czas leci!!! Szybko, strasznie szybko, za szybko, zaraz się nie obejrzę a na porodówce będę leżeć...
Kolejna comiesięczna wizyta za mną, wcześniej było USG genetyczne, w międzyczasie zaczęłam II trymestr ciąży, a już jestem umówiona nawet na USG połówkowe, ale to dopiero w lipcu 
Póki co jestem bardzo szczęśliwa, mega szczęśliwa
Humor od dłuższego czasu mam rewelacyjny, za niektórymi przykrymi momentami, ale ogólnie nie narzekam. Bardziej spokojna zrobiłam się po USG genetycznym kiedy pani doktor dokładnie oglądała moje maleństwo, ja razem z nią
Wszystko było w jak najlepszym porządku
Ja oczywiście cały czas wierzyłam, że tak jest, ale jak już dostałam potwierdzenie od specjalisty, to jakoś tak spokojniej
maluch rośnie zdrowo
Jest bardzo aktywny, szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, że to małe stworzenie tak już fika! Zdecydowanie nie lubi jak się je podgląda, kręci rączkami wtedy przy główce jakby się chciał zasłonić
ostatnio nawet drapał się po główce czemu z kolei lekarz nie mógł się nadziwić
Tak czy inaczej bardzo wierzga, każde moje usg trwa dosyć długo, bo maluch nie współpracuje
Ale najważniejsze, że wszystko jest dobrze
Do zrobienia kolejne badania, łącznie z TSH FT4, bo jeszcze w czerwcu endokrynolog do kontroli.
Nadal czuję się bardzo dobrze, totalnie nieciążowo
Momentami pobolewa mnie brzuch, ale rzadko, no i jest to raczej w normie, w końcu dzieciaczek rośnie
macica nadal się powiększa, więzadła się naciągają. Mocnych bóli nie mam, innych dolegliwości również nie 
W pracy jest dobrze, nawet lepiej niż wcześniej, jak się okazuje doceniają mnie jako pracownika i moje słowo ma jakiś wpływ, to bardzo pocieszające
Żaliłam się ostatnio, że ma być kolejna redukcja etatów. Rzeczywiście brzmiało to wówczas groźnie, ale pogadałam, namarudziłam, przekonałam i jest decyzja, póki jestem firmie nikogo mi nie zabiorą
Wystarczyło powiedzieć, że idę na natychmiastowe zwolnienie, a wy sobie teraz z tym bałaganem poradźcie sami
Problem jest tylko taki, że jak już faktycznie na to zwolnienie pójdę, to nie będą nikogo dotrudniać, by uzupełnić zespół
ale też nikogo nie trzeba zwalniać... Moja firma była ostatnio w okresie można powiedzieć wegetacji, udało mi się dotrzeć do prezesa i nawet u nas się ruszyło, a to dobrze, bo lato się zbliża, ludzie więcej pieniędzy wydają
cieszę się bardzo, bo nawet zaczęłam myśleć, że może będę miała do czego wrócić, może przetrwamy. W zasadzie ogarniałam już myśl, że jak będę na macierzyńskim firma się rozpadnie, ale pożyjemy, zobaczymy, trzeba wierzyć, że się pozbieramy i znowu wyjdziemy na prostą
Hahah, teraz to tylko wszyscy się dopytują do kiedy będę w pracy, bo większość tych którzy powinni wiedzą o ciąży. myślę, że dziewczyna, która mnie zastąpi też się nie może już doczekać, w końcu cały czas czekała na ten moment
No i się niedługo doczeka
Wiem, że zostawię swoje obowiązki odpowiedniej osobie i tez mnie to cieszy 
Zaczęliśmy już z mężem zastanawiać się nad pokojem dla maleństwa, mamy jeden wolny specjalnie dla niego
Jakieś wyposażenie musimy nabyć. Kompletujemy już pozostałą wyprawkę, hmmm tzn nic nie kupujemy, mamy w rodzinie kilka małych szkrabów, od ich rodziców dostajemy prezenciki w postaci ubranek, akcesoriów różnych. Cieszę się, bo to duża oszczędność na początek, będzie można te pieniądze przeznaczyć np na dodatkowe szczepionki dla malucha
Mamy też dostać łóżeczko i wózek, kolejne koszty mnie ominą. Chociaż jeżeli chodzi o łóżeczko to zaczęłam się zastanawiać, bo jest w moim rodzinnym domu jeszcze łóżeczko mojego dzieciństwa....chciałabym je zabrać, odmalować, może trochę unowocześnić, a na pewno odświeżyć...tak pomyślałam sobie, że byłoby super gdyby moje dzieciątko spało w tym samym łóżeczku w którym spała jego mama będąc malutkim dzieckiem...taki sentymencik 
No a teraz muszę zająć się domem, ogarnęłam już piwnicę z rana, ogólnie jest ogarnięte, ale jeszcze trochę do zrobienia mi zostało
No i jeszcze obiad, grrrr nie lubię tego robić
No to nic, do dzieła 
dzis dopadlo mnie totalne zwatpienie detektor ciazy perzyznal mi dwa punkty i to moim zdaniem bardzo naciagane bo raczej w 6 dniu po owu nie czuje sie jakos inaczej i nie mam zadnych obiawów .... smutek mnie ogarnął ekscytacja opadła i ciagle sobie powtarzam nie nastawiaj sie na + bo jesli się nastawisz bardzo to rozczarowanie bedzie wielkie i bardzo bolesne a jeśli już teraz sie pogodzisz to bolesne bedzie troche mniej i płakać też będziesz krócej gdy przyjdzie okres..... mimo wszystko ja wiem ze niezależnie od tego jak bede cierpiec za 7 dni i jak bardzo bedzie mi przykro to itak musze się podneść i mieć nadzieje że po wakacjach inseminacja będzie udana
nie mam siły, kolejny dzień plamień. Nie są intensywne, bardziej sporadyczne, co nie zmienia faktu że są. Cały dzień leżę, wstaję tylko do toalety, już nie wiem co jeszcze mogę zrobić.
wysiadam psychicznie...
IRYTACJI ciag dalszy.
Wczoraj zirytowala mnie moja przyszla szwagierka - siostra S, ta ktora ma 1,5 rocznego synka. Najpierw bardzo nas namiawiali, zebysmy pojechali z nimi (ona, jej facet i dziecko) i ich rodzicami na cztery dni na wies do wynajetego przez nich domku. Nie bylo nam to zbytnio na reke, bo S wynajmuje mieszkanie w Sztokholmie, ktore bedzie musial zwolnic z koncem roku - wiec jeszcze w tym roku mamy okazje skorzystac z darmowego noclegu... No ale skoro to przyszla rodzina, w koncu stwierdzilam, ze ok - dolaczymy na te 4 dni i dorzucimy sie do wynajmu. Wybrali sobie (nie uzgadniajac z nami) domek z "podjazdem dla dziecka", przewijalnia i jakimis tam innymi "udogodnieniami", z dala od miasta, w lesie - po czym przyslali nam rachunek na 300 EUR od osoby. Domek bez udogodnien kosztowalby 150 EUR (no ok, niewazne, pieniadze rzecz nabyta - choc wkurza mnie takie podejscie, bo sama w mieszkaniu jakos nie ma przewijalni, a dziecko zyje). Kwestia druga - rodzice S obiecali, ze odbiora nas z lotniska i zawioza do tej wioski, bo ciezko tam sie dostac. Wczoraj siostra S pisze sms, ze dostala urlop wczesniej i ZADECYDOWALI, ze ona z synkiem pojedzie autem z ich bagazami, i ze sorry, ale musimy dojechac pociagiem, potem autobusem, a potem 5 km przez lasek na piechote (z naszymi bagazami na dwa tygodnie)... I ze ona moze nam te bilety zakupic i wyslac mailem. Po prostu nie moglam uwierzyc wlasnym oczom. Samochod nalezy do rodzicow S, wiec pytam sie S, jak to jego siostra zadecydowala - a rodzice?? Rozumiem, ze ma male dziecko, ale ja tez jestem w ciazy i nie usmiecha mi sie spedzic pol dnia w srodkach transportu, po czym przedzierac do jakiejs chatki przez las. Do tego dochodzi znow kwestia finansowa, bo ten domek jest usytuowany 300km na polnoc od Sztokholmu. Nie wiem jeszcze ile kosztuja bilety, ale raczej do najtanszych nie naleza. Zalezy mi na spokojnym wydawaniu pieniedzy, bo po slubie chcielismy choc na 4 dni poleciec na Majorke, do Lizbony itp., a nie chce przeginac z wydatkami w tym roku (planujemy kupic dom). Jeszcze ta moja sytuacja z niepewna praca. Cala ta sytuacja mnie zdenerwowala, bo nie tak sie umawialismy. Gdybym wiedziala, ze tak to bedzie wygladac, to w ogole bym sie nie pisala na taka wycieczke - nie mam juz na nia zupelnie ochoty. Posiedzielibysmy w Sztokholmie, pozwiedzalibysmy - moze wybralibysmy sie we dwoje statkiem na wycieczke na wyspy Archipelagu... A tak jestesmy skazani na przymusowe towarzystwo w lesie w drewnianym domku dwojki starszych ludzi, matki-egoistki z malym dzieckiem i jej faceta. Super.
Moj S byl w tym wszystkim miedzy mlotem a kowadlem. Z jednej strony siostra z dzieckiem, z drugiej ciezarna kobieta - a posrodku on i wymiana pogladow przez sms. Podsunelam mu nawet pomysl, zeby jej wyslac kase za ten dom i podziekowac za wspolna wycieczke
Sama nie wiem, musze to jeszcze przemyslec, nie chce dzialac pod wplywem ciazowych hormonow - a to przeciez w koncu jego rodzina
Przez to wszystko sie biedny S nie wyspal do pracy, krecil w lozku do 6 nad ranem... A ja z nim.
Pocieszajace jest jedynie, ze jutro mamy USG pierwszego trymestru
Juz nie moge sie doczekac
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2015, 13:47
Dziękuję Dorcia za wsparcie 
Wcześniej oczywiście mi nie zapisało całości tekstu:/
Pisałam o tym, że decyzja zapadła. Skorzystamy z banku nasienia. Już postanowione. Widziałam wielką radość w oczach M
Ja też nie zamierzam ukrywać że się ogromnie cieszę
już niedługo zostaniemy rodzicami
(bo te parę miesięcy nie robi nam już różnicy, czekaliśmy tyle więc jeszcze troszkę poczekamy) Czeka mnie jeszcze badanie hsg ale jeszcze wcześniej muszę mieć pozytywny wynik z posiewu i cytologii:) Jakoś się to ogarnie, to już nie jest problem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2015, 16:22
No dziś nasz wielki dzień zobaczymy naszego szkrabusia

Byłam dziś w rossmanie i mam tam kartę rossnet i tak kupiłam krem dla kobiet w ciąży na rozstępy w promocji a do tego dostałam za darmo krem do twarzy dla kobiet w ciąży na popękane naczynka
normalnie się uradowałam hihi
a i kupiłam dwie butelusie dla bobasa
jedna do kaszki a druga do herbatki
i w Tesco jest promocja na pampersy nie pamiętam firmy ale się opłaca kupić,jak zjem obiadek to polecę kupić
Od dzis duphaston 2x1 az do pojawienia sie @. Czy ktos tak bral? A nie przez 10dni?
23 dc. @ powinna przyjsc za 2 dni ten cykl jakoś szybko zleciał. Obudziałm się rano z bólem okresowym. Tak któtkich cyklów nie mam i się przestraszyłam, że wszystko się popieprzyło zupełnie. Na szczęście @ nadal brak. Na ciąze sie nie nastawiam. Już myślę o następnym cyklu. Jedziemy na urop, moze sie uda w ciepłe kraje, i z tym wiąże spore nadzieje (ah te historie o ciązach z wakacji). Rok starań minoł, wiele dziewczyn po takim czasie mysli o in vitro. Nie wykluczam, że po kolejmym roku starań tez się zdecyduję, ale narazie chcę jeszcze próbować natrualnie. Do tego pewnie nie zakwalifikujemy się na NFZ, bo moj mąż nie jest obywatelem polskim i trzba bedzie kombinować z kasą. Bardzo nie lubię zabiegów medycznych, chyba nie jestem jeszcze w stanie poświęcić się tak dla przyszłego potomka, właściwie to podziwiem dziewczyny, któłre sa na to gotowe.
Wielkimi krokami zbliżyliśmy się w końcu do jutrzejszego USG.
Mam chwilami lekkie nudności, ochoty na dziwne rzeczy których zwykle nie jadałam. 
Piersi bolą, swędzą i na twarzy oraz na piersiach mam gromadę pryszczyków.
Ciągle sikam, nawet w nocy wstaję po 3-4 razy.
Jest wiec chyba dobrze.
Musi być dobrze, ale tu i ówdzie przypadkowo gdzieś tam poczytałam o braku bicia serduszka, czy o pustym jaju no i...oczywiście przeżywam stresy z nadzieją, ze jednak wszystko jest w porządku i to tylko moja chora, nazbyt rozwinięta wyobraźnia.
Mąż cieszy się jak dziecko. Codziennie rano wychodząc do pracy (ma teraz 2 tyg zastępstwa na pediatrii - heh niech się wprawia
) całuje mnie i całuje brzuch a na końcu kota.
Cały czas mu opowiada, że niedługo będzie miał ludzkiego braciszka lub siostrzyczkę a jak mu się nie spodoba to kupimy kotu pieska do zabawy.
Oszalał ten mój mężu. hihi
Pamiętacie, że byliśmy na wyjeździe w sprawie pracy, prawda? To była rekurutacja do południowej Danii.
Na przestrzeni roku i kilku rozmów kwalifikacyjnych przesiali z ok 3000 lekarzy z Hiszpanii, Francji i Polski 12 lekarzy. Z tych 12 po teście angielskiego odpadło 3 i zostało 9. Wszystkich 9 wraz z żonami/mężami zaprosili na info weekend.
Było do obsadzenia 6 miejsc pracy.
I wyobraźcie sobie... w końcu uśmiechnęło się do nas szczęście i wczoraj dostaliśmy maila, ze nas przyjmują!!! JUUPII
Kocham Hiszpanię, ale niestety nie ma tutaj wystarczających możliwości w kwestii pracy. Połowa kraju to jeden wielki kryzys a druga połowa - high life i happy sjesta cały czas. A lekarze na stałe stanowisko pracy czekają ok 10 -15 lat na długiej liscie rezerwowych. A my mamy już dość niekończących się problemów finansowo-mieszkaniowych i rzucamy się wiec na głęboką wodę.
Bardzo nam się w tej Danii podobało. Spokój, luz, 37h pracy tygodniowo, domki z ogródkiem, uśmiechnięci ludzie, dobre wędlinki , BLISKO POLSKI.
Ok - drożej niż wszędzie indziej ze wzgledu na wysokie podatki, ale zarabiając więcej niż wszędzie indziej wychodzi na to samo. A podatki idą na darmowe żłobki, przedszkola, szkołę, studia i inne przywileje więc nie jest źle. LUBIĘ TO.
Teraz tylko zorganizować sie porządnie i jakoś przenieść cały rajban z naszym brzuszkiem, moją mamą oraz kotem na czele.
Damy jakoś radę. Tylko nie wiem jak to będzie bo teraz ja nic nie mogę nosić a....mąż pomimo solidnej budowy jest raczej słaby do takich działań. 
No ale jakoś zakombinujemy. W sumie najcięższe będą nasze telewizory (nasz i mamy) + 2 pamiątkowe szafeczki . 
Mówię Wam...tak się cieszę. Taaak bardzo się cieszę. Bo nie wyobrażałam sobie żebyśmy mogli zostać tutaj, z niczym pewnych z upierdliwym rodzeństwem męża, którzy ciągle tylko syfią w domu.
A tak..oni niech sobie zostaną i syfią sobie do woli a my będziemy sobie mieszkac w czystości i spokoju.
Odwiedziny - OK - zapraszamy . Ale nie daj Boże jeszcze raz mieszkać razem. Zwłaszcza jak będzie bobasek, który pewnie z czasem będzie raczkował po całym mieszkaniu i musi być czysto i apetycznie a nie ponawalane wszędzie brudne ciuchy, poprzewracane rzeczy w salonie, wszędzie ślady brudnych buciorów. Normalnie przy nich stałam się chyba pedantką. A najbardziej to zaskakuje mnie mój mąż, codziennie rano sprzątający kuchnię po porannym tornado wychodzącym do pracy i szkoły. 
Oki .. zmykam do work.
Buuuziaaaki!!!!
No więc po wizycie i mam bardzo mieszane uczucia. Nie do samej wizyty i lekarki - zdecydowałam, zostaję u niej. Jest kompetentna, przyjazna, ma świetny sprzęt i jeszcze lepszą reputację w mieście. Chodzi mi bardziej o to, czego się dowiedziałam.
Na jej USG, naprawdę o niebo lepszym niż jakiekolwiek inne które miałam do tej pory (a trochę ich już było), stwierdziła, że mogę mieć macicę dwurożną. Prawdopodobnie tylko lekko dwurożną i powiedziała, że ma pacjentki z taką macicą, które bez problemu donosiły i urodziły dzieci, ale może też być, że mam przegrodę której na USG nie widać i która może być przyczyną moich strat. Więc dostałam skierowanie na histeroskopię i póki jej nie będę miała, nie powinnam się starać, bo jeżeli to jest przyczyna moich problemów, to rezultat będzie taki sam jak poprzednio...
Powiedziała, że w kolejnej ciąży od pozytywnego testu wprowadzamy profilaktycznie acard, zastanawia się jeszcze nad clexane, bo na razie z badań nie wynika, że jest niezbędny, a jak stwierdziła, "umęczę się z nim". Ale na razie clexane pozostaje otwartą kwestią, zobaczymy jak reszta wyników. No i czekamy na kariotypy, ale tu ani ona ani ja nie spodziewamy się szczególnych rezultatów.
Na początku załamałam sie, że starania będę mogła wznowić nie wiadomo kiedy, a przez sytuację z pracą nie mam czasu na ich odkładanie - pomijając już to, ze nie wiem, jak bym psychicznie zniosła to ciągłe czekania, po zwolnieniu lekarskim raczej nie mam dokąd wracać... Więc muszę zajść w ciążę w ciągu najbliższych 6 miesięcy. Ale zadzwoniłam do szpitala i okazało się, że mam zadzwonić jak dostanę @ i powinni umówić mnie od razu na zabieg
Więc jeżeli dobrze pójdzie, straciłabym tylko ten bieżący cykl i następny, a w końcu lipca wróciłabym do starań. Oby! Bo oszaleję.
Dzisiaj jedziemy na transfer. Niektórzy odbierają swoje dzieci z przedszkola, szkoły, od babci itp. A my dzisiaj po raz pierwszy odbieramy nasz z kliniki
Jestem spokojna i wyluzowana i bardzo bardzo szczęśliwa
Nie mogę uwierzyć że będę miała małą istotkę w brzuszku oby chciała zostać tam jak najdłużej. I jak całej procedurze towarzyszy straszny bagaż emocjonalny, to te wszystkie złe rzeczy już ze mnie wyparowały. Została ogromna nadzieja na cud! A ja nadal nie wierzę że moje ciało jest w stanie wyprodukować coś z czego powstało nowe życie.
Na zakończenie negatywnych wpisów dwa słowa o karmieniu.
Potem, obiecuję, zaleję Was morzem pozytywnych aspektów ostatnich dni:)
Wszędzie trąbi się, że sednem sprawy jaką jest karmienie, jest prawidłowe przystawienie dziecka.
Jak będzie źle ssało, będzie bolało.
Jak wspominałam Zosię położna przystawiła tuż po porodzie. Na początku Mała była spięta i nie wiedziała czego się od niej oczekuje, ale Pani cierpliwie przykładała, tłumacząc mi co i jak, aż w końcu Zosia "zaskoczyła".I od razu ssała dobrze.
Na sali potem jak już leżałam przyszła kolejna pani, i znów na spokojnie tłumaczyła, pokazywała i wpychała Zośce pierś do buzi, mimo że Mała ewidentnie nie była głodna, a i ze mnie niewiele leciało. Pojedyncze krople. Ale wiadomo - siara najcenniejsza dla dziecka, no i pokarmu nie będzie dopóki nie będzie ssania, więc przystawiać trzeba. Więc jak tylko Mała się budziła (bo głównie spała) podstawiałam jej cyca.
I wiecie co? szło nam ekstra! Mała naprawdę od początku przystawia się prawidłowo. Usteczka wywinięte, brodawka złapana z otoczką itp. itd.
I kupy robiła, położne zadowolone że widocznie coś tam ze mnie leci.
A jednak, do domu wróciłam ze zmasakrowanymi piersiami. Dlaczego? Bo nikt mi nie wytłumaczył że pierś też trzeba przygotować. Usłyszałam tylko żeby przed karmieniem wycisnąć kroplę mleka i posmarować brodawkę, co czyniłam, po karmieniu zaś wszystko zasychało samo. Tylko coraz bardziej i bardziej bolało. Myślałam że tak musi być i trzeba zacisnąć zęby.
Ale jak mnie położna środowiskowa na wizycie patronażowej już w domu zobaczyła to załamała ręce.
Piersi płonęły, paliły, bolały, były nabrzmiałe, myślałam że to nawał i już chciałam wysyłać Męża po kapustę. Pani wytłumaczyła że same piersi mają się świetnie, problemem są brodawki. One zasychały, robiły się takie skorupkowate, i jak przystawiałam Małą z tą jedną kroplą mleka, to one i tak były suche i twarde, i Ona ssąc (owszem, prawidłowo, i co z tego) maltretowała je i one pękały. Zaczęły mi się robić strupy, leciała krew. Mała te suche brodawki i strupy w czasie jedzenia namakała, częściowo odrywała, i potem one zasychały na nowo, i Ona przy następnym gwałtownym ssaniu rozrywała wszystko na nowo. I wszystko pękało, coraz bardziej w głąb brodawki. Ból nie do opisania. A zaciskanie zębów to nie sposób.
Dopiero więc położna w domu wytłumaczyła, że to trzeba niemal non stop w tych pierwszych dniach trzymać w mleku, i namaczać, porządnie namaczać. Nie tylko smarować, ale moczyć i masować brodawkę przed samym karmieniem. I całą pierś delikatnie rozmasować żeby pobudzić wypływ. A samą brodawkę, tego dzyndzla, tak pouciskać, jakby "złamać", zmiękczyć, i dopiero taką rozmemłaną podać dziecku. Wtedy Mała siłą swych żelaznych szczęk już mi krzywdy nie zrobi.
A tymczasem, niestety, póki się nie zagoi, będzie bolało. Smarować smarować i jeszcze raz smarować własnym mlekiem. Żadne lanoliny tak nie pomogą jak mleko. No i uparcie rozmemływać przed karmieniem , choć to boli, to lepiej rozmemłać samemu niż żeby robiła to Mała.
Miała rację, po kilku dniach strupy zaczęły odpadać, a pod nimi ukazały się już zaleczone brodawki. Strupy też kazała usuwać, jak już się będzie dało, delikatnie na mokro, czyli za pomocą mleka:)
To tylko jeden z problemów przy karmieniu. Inne to zastoje, nawały, zapchane kanaliki, zapalenia... mnie to ominęło, i miałam tylko swój mały wielki dramat z brodawkami. Mały, bo inne mają gorzej, wielki, bo wyłam z bólu nad tym biednym dzieckiem i łzy na nią kapały jak ssała. Bałam się karmienia, jak przychodził czas na jedzenie aż mnie w środku skręcało, bałam się Małej i jej szczęk. W momencie jak chwytała byłam cała spięta i spanikowana, bo to był tak przeszywający ból że aż mną wyginało, pierś podawać jej musieliśmy z Mężem we dwoje, bo Mała naturalnie też się denerwowała i to był cyrk. Po każdym karmieniu byłam spocona jak mysz.
No ale się zagoiłam i jest lepiej.
Karmienie nadal mnie boli. Brodawki mimo przygotowań czasem bolą, bo kurczę, ale to jest mega delikatna część ciała! A Malutką guzik to obchodzi:P Jak mnie jeszcze czasem ugryzie (co się zdarza jak już się naje, zwalnia prawidłowy chwyt i nagle łapie tak płytko żeby sobie tylko rekreacyjnie pociumkać, a ja nie zdążę uciec) i ból jest nie do zniesienia, odciągam laktatorem i podaję mleko butelką, dając piersi parę godzin chociaż na zagojenie. I smaruję mlekiem.
Ale nie cierpię butli używać, bo nawet z tych z najwolniejszym przepływem za szybko leci i Mała się krztusi, doprowadzając nas do zawału.
No to tyle:)
Apeluję! Kobiety! przygotowujcie piersi przed podaniem dziecku! 
Życzę każdej karmiącej udanej i bezbolesnej przygody z karmieniem!
Wyściskam dziś mojego jak wróci z pracy
Tak wymyśliłam.
Wprawdzie dziś rano obudził się z pięknym wzwodem i w sumie lepiej by było gdybym zajęła się jego "spuchniętym sprzętem" ale narazie mi się nie chce
hihihi
W końcu ja też mam celibat 
Jakos nic nowego sie nie dzieje.Sama w domu siedze bo Fum na egzaminach zawodowych urzeduje.Na szczescie wieczorem wroci.
Niedlugo znowu do kliniki ciekawe co moj naprodoktorek powie.Moja bratowa tez sie chce zapisac to moze razem pojdziemy, zawsze razniej.
Chyba czuje nadchodzaca @ ale i tak sie niczego nie spodziewam no jak mialam ovu to Fum matury sprawdzal i nie bylo go w domciu.Powinna malpica przyjsc w piatek i mam nadzieje, ze sie nie spozni bo na sobote mamy duzo zaplanowane.Najpierw mam egzamin, potem idziemy na turniej rycerski a pod wieczor do bratowej na imieniny.Nie mysle wiec zdychac jak to mam w zwyczaju pierwszego dnia.Chociaz ostatnio nawet lekko to przechodzilam moze po luteinie.
Musze sie ruszyc i wyjsc po moj bezglutenowy chlebek kukurydziany.I pomyslec co na kolacje, raczej cos cieplego bo Fum zapewne glodny wroci.Zaloze sie,ze tylko sie kanapkami zywil.
Wszystko mnie boli nie wkrecam sobie ze to z powodu ewentualnej ciąży po prostu boli mnie ciało i duszą smutek mnie ogarnął cycki mnie bolą ale nie ciazowo po prostu boli mnie klatka piersiowa w miejscu gdzie są cycki i tyle jestem rozdrazniona ale też nie ciążowo bo to przecież niemożliwe po prostu jestem już zmęczona ciągłym myślenierm o ciąży czy jestem nie jestem i czy wogole będę to jest autentycznie bardzo trudne dla mnie
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2015, 17:33
15cs
27dc
12dpo
sobota
prawdopodobnie ostatni dzień cyklu
Drugi dzień plamię. Nie byłam na badaniach, bo dzwoniłam i okazało się, że pani jest mało zorientowana i kazała zadzwonić w poniedziałek w sprawie tego genu.
Ogólnie nastrój podły. Nie mam już siły.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.