Dzisiaj postanowiłam ponownie wyruszyć na łów i złowić doktorka który zechciałby łaskawie zrobić mi monitoring... i oczywiście (nie mogę napisać ku mojemu wielkiemu zdziwieniu) okazało się że, jak nie znam nikogo kto mógłby pchnąć sprawę dalej to nici z monitoringu. W szpitalu z wielką łaską pani wogóle ze mną rozmawiała a jak powiedziałam że nie sądziłam że to jest taki problem żeby usg zrobić to stwierdziła: " no wie pani to jest duży problem..." Szlag by ich trafił wszystkich. W końcu moja szwagierka zadzwoniła do ciotki która zna dobrze tych wszystkich konowałów i oczywiście z polecenia to odrazu nie było problemu. Szlag....
Teraz jutro mam wizytę z dr żeby ustalić co i jak. Naturalnie gdyby miało wszystko pójść gładko to byłby cód bo jutro od 13 pracuję a na 14 mam do lekarza i jak koleżanka nie zgodzi się 30 min zostać dłużej to znowu dupa z tego. Jeszcze ta cholerna @ się opóźnia jak zwykle. A ja tak na nią czekam, jak nigdy...
Dobrze że choć tu mogę się wygadać...
wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
17 dzień cyklu.
Dzisiaj OWULACJA !

A już się bałam że będę miała cykl bezowulacyjny. 
Swietnie,cieszę się 
Jutro jedziemy nad Jeziorko ..
Nie chce mi sie za bardzo, ale Miśkowi bardzo zależy więc pojade....

Do lekarki jade dopiero na początku Lipca..
Z wszystkimi wynikami i wykresami 
KoChaaam Mojego Miśka aaa coo !

Witamy sie.
Czy u Was tez ma czym oddychac na dworzu?
Masakra jakas,pada deszczyk a jest tak parno ,ze mozna sie udusic. Chyba da konkretna burze,obawiam sie ze wtedy wskocze do piwnicy (brrr).
My dzisiaj z Antkiem i Ł.wymeczeni od samego ranka.
Nic nie robilismy,a przed sama praca Ł. poszlismy jeszcze spac..Jestem wypompowana,jakbym pole wlasnymi rekami orała,a oprocz obiadu nie zrobilam jeszcze nic. Biedny Ł. jeszcze trafil na taki dzien mojej dekoncentracji,ze chyba dwa razy posolilam ziemniaki i smakowaly tak jakby sie jadlo sol prosto z torebki bleee.
Wiecie co,jak pojechal ode mnie w srode ze spitala to pisalismy na fb i czulam sie tak jak kiedys. Zaczelam sie zastanawiac czy to czasem ja sie od niego nie odsunelam i przestalam byc wobec niego czula.
Napisalam mu,ze nie lubie gdy go obok nie ma i ze plakalam strasznie bo nie chcialam zeby odjezdzal.
Cieszyl sie,widac to po nim do teraz. Przyznal,ze za nami teskni (juz nie za mna a za nami) i ze chcialby zebysmy z tego szpitala wrocili juz w komplecie,ze jestesmy dla niego wszystkim...
Wczoraj jak po mnie przyjechal byl mega czuly i troskliwy,czulam sie naprawde kochana i bezpieczna. Noc tez przespalismy przytuleni i przywital sie gdy wrocil z pracy.
Moze naprawde nie zauwazalam swojej winy?
Co myslicie?
Comiesięczna wizyta u pani ginekolog za mną 
Waga- 70 kg (czyli plus 2 kg od początku ciąży) pocieszyła, że na diecie cukrzycowej to jeszcze mogę schudnąć
. Ważne, że Mała Alka-Fikalka rośnie (tego dowiemy się 18.06 bo wtedy będzie USG) dziś miałam tylko takie króciutkie na podejrzenie. No i oczywiście dziecię moje musiało odstawiać tai-chi. Ale za to widziałam piękną stopę idealnie przyłożoną tam gdzie głowica od USG. Tętno- 144/min, położenie główkowe, ilość płynu owodniowego w idealnej normie, szyjka długa, zamknięta, macica rośnie. Gdyby nie zastój w nerce i cukrzyca (a wcześniej rzyganie, migreny itp.) ciąża byłaby książkowa. No i dostałam na swojej karcie wozu wpis DMG na czerwono, na szczęście dieta powinna wystarczyć i widmo insuliny odsuwa się gdzieś daleko
. Rośnij Alka rośnij (nie za bardzo), dojrzewaj sobie a potem wyłaź ładnie bo mama ma ochotę na lody z bitą śmietaną i chce je zjeść przed wrześniem 
A juz myslalam ,ze wszystko co zle i stresujace mamy za soba.........
21 tydzien czyli 20+1
Po wtorkowej wizycie, ktora za duzo nie wniosla i dala troche spokoju, ze Mateuszek siedzi sobie u mamy w brzuchu spokojnie, przyszla czwartkowa.....
Mlody ulozyl sie w taki sposob, ze usg trwalo dlugo i bylo bardzo nieprzyjemne. Po prawej stronie brzucha mam blizne po 3 operacjach, ktora wyglada jak lej po bombie i to tam wlasnie najbardziej jezdzila tym narzedziem. Do tego stopnia, ze uszkodzila mi naskorek. Nie wiem jak ta kobita to zrobila.
No ale do rzeczy, po badaniu przez powloki i pozniej dopochwowym, zapytalam sie czy wszystko jest na swoim miejscu , po czym ona stwierdzila ze zaraz przyjdzie pani doktor. Jak zobaczylam je we dwie , juz wiedzialam, ze cos sie swieci
kazaly znow rozwalic sie na lezance i powtorka
Okazalo sie , ze wykryto u nas wade pepowiny. Chyba to sie w Polsce nazywa pepowina dwunaczyniowa. Pani doktor pocieszyla mnie, ze 75% dzieci rodzi sie zdrowych, no ale nastepne 25% ma wady serca, nerek i rozne inne
Jak narazie nasz maluszek rozwija sie prawidlowo i nie znalezli zadnych problemow z sercem i nerkami ale od wczoraj przeszlam pod opieke specjalistow no i co wizyta bedziemy sie podgladac i sprawdzac, pozniej juz co tydzien. Rozwazam tez kupno doplera, mimo iz zrezygnowalam z tego pomyslu wczesniej. Teraz jednak to juz nie moje widzi mi sie tylko troska i kontrola naszego dzieciatka. Musimy tez chyba przyspieszyc plany remontowe, ale na razie musimy ochlonac i wbic sobie do glow ,ze moze bedzie wszystko dobrze.
Drazni mnie ,ze nie dostalam zadnego opisu tego usg. Maja dziwny tu zwyczaj nie informowania o wszystkim pacjeta, no chyba,ze cos jest nie tak, jak w naszym przypadku. Sama zapytalam o szyjke, ale po pomiarach widocznych na monitorze, wiedzialam, ze jest ok, nie wiem jednak jakie sa szczegolowe pomiary naszego dzidziusia , tylko tyle, ze jak narazie wszystko miesci sie w normie, cholera.... jakiej normie ??!!
ehhh.... zawsze pod gorke.......
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2015, 18:47
Wiem, wiem powinnam pójść na Bhcg ale niestety nie pójdę... po prostu się boję 
Mogłabym jutro ale nie mam odwagi. Jeszcze nie teraz...
Podsumowując ostatnie wydarzenia...
Dziś 12dpo, 13 po inseminacji.
Od poprzedniej środy faszeruję się sztucznym progesteronem w formie dwóch tabletek dopochwowo, nie chce mi się tego już tam wpychać
Chcąc z tym skończyć postanowiłam, że tylko i wyłącznie dziś zatestuję. Wg zaleceń lekarki tą luteinę miałam brać do niedzieli i wtedy test. Ale oczywiście wydawało mi się to za długo, bo po co tak się faszerować tym i owym. Chciałam skończyć aplikowanie wcześniej.
A było to tak...
Za 15 piąta mąż mnie obudził na przytulanie, nic nie było, bo mi się nie chciało ale jak się już przebudziłam zmierzyłam tą szczęsną nieszczęsną temperaturę pokazało 36,77... usnęłam... budzik zadzwonił o 5.30 z ciekawości zmierzyłam jeszcze raz wskazało 36,80.
Wstałam, poszłam zrobić tego sikańca, pokazała się od razu jedna kreska, wtedy drugiej nie widziałam, po pół minucie, góra po minucie zeszłam na dół. Powiedziałam mężowi, że jedna kreska, przytulił powiedział, że kiedyś się uda, w płacz nie wpadłam, ostatnie 3 dni mnie już oswoiły z porażką. Wzięłam prysznic, zjedliśmy śniadanie, pogadaliśmy, postanowiłam się ubrać. Stwierdziłam, że po drodze wyrzucę ten test coby mi oczu nie drażnił. Ale tak zerknęłam, nie musiałam aż tak bardzo się wpatrywać, czy brać pod światło. No coś tam widać. Po prostu to widać gołym okiem ale nie jest wyraźne, czy też mocne. Krzyknęłam na męża... mówi, że widzi i to bez okularów. Cholera jasna... ale ja już oczywiście pomyślałam, że po godzinie to pewnie jakiś błąd. I do tej pory nie wiem czy to błąd, czy nie. Wiem jedno... bardzo często pobolewa, a nawet dosyć mocno boli mnie brzuch, jajniki... tak jakbym za chwilę miała dostać okresu. Może ta kreska pojawiła się po 2-3 czy 5 minutach ale ja z tej łazienki wyszłam, więc nie wiem.
Nie nastawiam się optymistycznie, jednak jakaś minimalna iskierka nadziei się tli, dlatego jeśli okaże się to błędem, wkurzę się, bo lepiej zobaczyć jedną kreskę od razu.
Z tych dzisiejszych porannych newsów aż mi się zrobiło dziś niedobrze, ale to stres. Kilka dni temu też mi się tak zrobiło. Stwierdziłam i stwierdzam też dziś, że to moje urojenia.
Jedyne to co wydaje mi się inne od kilku dni, to bardzo często miewam jakieś dreszcze, jest mi po prostu zimno. Ale czy jedno z drugim ma jakiś związek nie mam pojęcia. Może to kolejny mój wymysł.
Oczywiście... na samą myśl o mierzeniu temperatury rano robi mi się niedobrze, o teście nie wspominając.
Chciałabym ale się boję...
Przywiozłam dziennik na weekend, już dziś miałam zacząć go uzupełniać. Nie wiem czy się nad tym będę potrafiła skupić.
ps Dwa wpisy jednego dnia... oj nigdy tak nie było 
Dziękuję dziewczyny
Właśnie rozpoczynam nowy cykl
2 dni za wcześnie, ale to przez ogromny stres w pracy... Na szczęście już weekend 
Dzisiaj pierwszy dzień picia ziółek
Uffff nareszcie @ przyszła...
20+1
Kochane dziękuję za waszą pomoc. Dzięki wam, zaufałam szałwi, że nie połykana nie zrobi krzywdy mojemu dziecku. Kupiłam też w rosmannie Colgate plax różowy sensitive. Podobno pomaga na dziąsła. Dziś jest lepiej. Zobaczymy co będzie dalej.
Cieszę się, że mogłam na was liczyć. Dziękuję mamuśki!
13 TC (12t3d)
Jupiiii, wygląda na to ze mamy Synka
:D:D:D Syneczka, Synusia mego kochanego:)


Ale od początku. Wczoraj mieliśmy genetyczne. Lekarz miły, sympatyczny i baaardzo skupiony na badaniu, momentami strasznie milczał a te milczenie mnie przerażało okrutnie. W ogóle strasznie się badaniem denerwowałam, mój P. zresztą też. Nie obyło się bez wizyty w wc przed i to aż 5 razy z nerwów. Zawsze tak mam jak się denerwuje....
W badaniu oczywiście wszystko w jak najlepszym porządku i na test PAPA już się nie zdecydowaliśmy, szkoda nerwów. Kilka jakże ważnych informacji o Naszej Pierdółce Małej :
- Widoczna piękna kość nosowa
- Niedomykalność zastawki trójdzielnej - prawidłowa
- Przepływy w przewodzie żylnym - w normie
- Pępowina trójnaczyniowa - prawidłowa
- Płyn owodniowy - w normie
- NT 1,7 mm , BDP 21,4 mm, FHR 164
- Cała reszta narządów kochanego ciałka też widoczna i prawidłowa
Maluszek ma całe 6,6 cm i dumnie prezentował sterczącego siusiaczka 



Bardzo chciałam mieć dziewuszkę ale jeszcze przed gabinetem zaczęliśmy rozmowę o imieniu dla chłopca, jakoś tak spontanicznie, że jednak Aleks nam się najbardziej nie podoba. Zaproponowałam mężowi Maksymiliana i się spodobało 
Myślałam, ze będę zasmucona wiadomością o synku ale jestem zachwycona i od wczoraj chodzę z bananem na ustach:D:D:D.
Przybyło mi póki co 3 cm w cycuchach ( było 84 a jest 87 ) i ok 3 cm w biodrach/brzuchu ( z 86 na 89) także rośniemy tylko waga nadal stoi - chyba 
Miłego weekendu mamuśki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 16:43
Mam jakies takie dziwne piersi. Jakby mieciutkie;) takie delikatne mi sie zrobily. Zauwazylam to wczoraj ale od kiedy to jest to niewiem. Moze jakos leki na to wplywaja.
Ale jestem niedobra. Jak można pisać z takimi przerwami? Poprawy nie obiecuje, gdyż ponieważ w niedziele o 5:15 mamy samolot. Jestem w trakcie pakowania, bardzo tego nie lubię, ale cóż poradzić. Trzeba.
U nas katastrofa. Mąż (chyba) zepsuł laptopa. Jasne, zupełnie nie mamy co zrobić z kasą i kupimy nowego. Bo i czemu nie.
M. doprowadza mnie do szału, zachowuje się jak baba z menopauzą. Raz kochany raz okropny. Shit! Ale odstresowuje się na zakupach. Także nie jest źle;)
Jestem totalnie nakręcona wakacjami. Nie mogę się doczekać, musze naładować się pozytywną energią. Będzie bosko!
09.06.2015
Byłam na wizycie u mojego ginekologa, okazało się że muszę monitorować cykl, ale u mnie w mieście bo nie będe przyjeżdżać do niego tak daleko.
Dowiedziałam się jeszcze że ze względu na mój problem <to że nie mam bez tabletek okresu> to baaardzo dobrze że przychodze tak w wczesnym wieku.
I że będzie baaardzo trudno zajść mi w ciąże, ale "będziemy próbować"
Pan doktor zapytał się mnie też czy ze względu na trzy miesiące bezowocnych starań z clostilbegyt'em myślałam o inseminacji, i czy bym chciała się jej podjąć, owszem myślałam i z chęcią podejmę się ale muszę najpierw przez dwa miesiące monitorować cykl, a potem jeżeli w ciągu tych dwóch miesięcy nic nie wskóramy podchodzimy do inseminacji , o ile owulacja będzie sie u mnie pojawiać
Sądzę że owulacja w tamtych cyklach bez monitoringu była 2 razy na 3 cykle. Sądzę tak ze względu na piękny śluz jaki miałam w tamtym czasie ostry ból jajnika ból w podbrzuszu i krew w śluzie w środku cyklu przy ostrym bólu jajnika.
Dzisiaj juz brak rewolucji po koktajlu;)
No i dzisiaj był ten dzień....dzień inseminacji:) przed troszkę się stresowałam, ale jak na mnie to i tak mało....aż się sobie dziwię....w międzyczasie odwiedziłam Dyrektora kliniki, który zajmuje się in vitro, więc na in vitro szans nie mamy żadnych zbyt dużo mają ludzi, a kwalifikacje wstrzymane:(ale po co mi in vitro jak 26 robię betę i wynik będzie pozytywny:) dziewczyny nie wiem ale chyba dostałam obuchem jakimś w głowę
normalnie jestem mega pozytywnie nastawiona:)
Przed wyjazdem do kliniki poszłam do Kościoła:) tam się totalnie wyciszam:)
We wtorek jadę na usg:)oby wszystko ładnie pękło:) i miało trafić tam gdzie powinno:) trzymajcie kciuki, miłego weekendu
15cs
26dc
11dpo
piątek
Odblokowałam pamiętnik. Pomyje wylane. Już mi lepiej. Generalnie najgorszą gehennę przechodzę zawsze nie 1-2 dni przed kolejnym cyklem, ale około tygodnia przed. Wtedy nadzieja, która jeszcze gdzieś tam siedzi zderza się z przekonaniem, że będzie jak co miesiąc i jest MASAKRA.
1-2 dni przed kolejnym cyklem, nie wierzgam nogami, nie jęczę, nie bluźnię. Jestem pogodzona z tym, że znów trzeba zacząć wszystko od początku.
Dzisiejsza poranna temperatura obudziła we mnie na krótko nadzieję. Mierzyłam o 6:00 było 36,70, potem spałam prawie do 9:00 - było 37,0. Jednak nadzieja poszła sobie już do następnego cyklu, bo po pierwsze test ciążowy wyszedł negatywny (to białe pole w miejscu, gdzie powinna stać kreska testowa aż raziło po oczach swoją bielą), a po drugie zaczęłam plamić. Jajnik prawy mnie pobolewa.
Jutro idę na badanie krwi. Muszę zrobić tę mutację genu MTHFR C677T. Przy okazji zastanawiam się, czy nie zrobić bHCG. Nie dlatego, że mam nadzieję, że jednak jestem w ciąży, ale po to, aby sprawdzić, czy "byłam" w ciąży w tym cyklu. Boże jak ja bym chciała choć raz zajść w ciążę tylko po to, aby się upewnić, że ja w ogóle mogę zajść w ciążę. Na razie czuję się taka jałowa, zbędna, zbrakowana.
Cały czas jestem niezdiagnozowana. Nie wiadomo, co mi jest. Mąż ma nasienie super, ja drożna, owulacja jest, cykle regularne, temperatura wzrasta, hormony ok. No to ja się pytam: gdzie jest przyczyna?
Sosenko, ja też wzięłam dziennik na weekend. Kupa roboty mnie czeka.
A tymczasem kot usnął na swoim foteliku, ulewa i grzmoty za oknem, mąż właśnie wraca z pracy do domu, a ja siedzę i smęcę, wylewając przed sobą i Wami moje serce.
Bylismy u lekarza z dziecmi. Maximilianek od wtorku ma wysoka goraczke. Okazalo sie ze to infekcja trzydniowa ale po za nurofenem nie mamy innych lekow. Na szczescie dzisiaj goraczka spadla bez zbijania jej lekami wiec chyba bedzie juz dobrze. Przy okazji pokazalismy mu te suche plamy na skorze Juliana i niestety ale lekarz stwierdzil u niego AZS. A wiec i Julianek nam sie przed tym paskudztwem nie uchowal
Mowilismy tez lekarzowi ze maly malo sie rusza i nie potrafi sie jeszcze obracac czy sprezynowac ale ten nawet go nie ogladajac stwierdzil ze to nie problem i ze moze tego nie umiec do 10 miesieca. I co ja mam teraz robic,co myslec
Czekac na rozwoj sytuacji czy szukac jakiegos rehabilitanta prywatnie. Magda oczywiscie jak jej powiedzialam o lekarzu powiedziala ze Jak chce to moge poczekac ale pozniej jak nic sie ńie posunie w rozwoju malego bedzie jeszcze trudniej mu pomoc no i maly bedzie bardziej opozniony rozwojowo
Z drugiej strony widze te jego male postepy wiec moze bedzie dobrze i nie potrzebnie robie problem. Moze Julianek naprawde jest leniuszkiem i jeszcze nas zaskoczy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2015, 22:45
W chacie panuje zaraza. Teść miał grype zoladkową, szwagra wzięło już wczoraj w nocy, a mnie wczoraj nad ranem..
mialam isc na morfologie..owszem, poszlam.4 podejścia i z zadnego wkłucia nie chciala leciec krew.. ja po kazdym ukluciu blada, zimne poty, dretwe rece ..dałam sobie spokój pojechalam z mamą zrobic zakupy i do domu.
Oczywiście zdążyłam im tak cały kibel obsrać za przeproszeniem
Zadzwonilam do gin.okolo 8 rano, kazal jesc suchary i duzo pić.
Po powrocie zjadlam kawalek hulki suchej, wode i dwa biszkopty juz na siłę.
Zaczelam pisac o 22.30 wczoraj, ale za chiny strona nie chgiala sie zaladowac :
Pojechalam juz do szpitala po intensywnym rzyganiu, o 17.30, dopiero tereaz jest dobrze, moge wstac i nic mnie nie wykręca. . skręty takie mialam, ze juz mysleli, ze to skurcze porodowe .
Mam podwyzszone crp, dostalam antybiotyk, w kroplowce ranigast, nospe, pyralgine .
Jutro tylko na samej wodzie moge byc, a od wczoraj nic nie jadlam, bo bylam przygotowana na dzis rano na morgologie i mocz, ktorej nie zrobilam, bo krew nie chciala leciec i tylko mnie pokuła wszedzie a mi slabo sie robilo.
I to tyle w sumie.. na szczescie juz jest lepiej. Malutki moj wazy 3000g (38 t + 0 d) . Mój gin martwil sie ze przez intensywne wymioty , moze lozysko sie odkleic, ale ktg wyszlo na 5kę i wszystko w brzuszku gra.Szyjka zamknięta. Badala mnie jakaś baba i myślałam ze wyskocze z orbity ..nie mogla znalezc szyjki , ale znalazła 
Tak; znalazła szyjkę, ale teraz po wyjsciu z ubikacji coś mi sie brudzi na rozowo , ale ruchy czuje;takze powiem jak juz wstaną,nie bede tam nikogo budzic.
Mam osobną sale 2 osobową ze swoją łazienką,bo musieli mnie odizolowac 
cisza i spokoj chociaz 
Mąż moj wczoraj patrzec nie mogl jak sie zwijam z bólu jelit ..bidny sam do domku pojechał,ciekawe jak mu sie spi beze mnie, bo mowil ze sobie jeszcze cottonballe wlaczy nad lozeczkiem,zeby mial jasno.
Dobrze ze przyjechalam do szpitala,bo tak mnie serce bolalo,pękało wręcz, jak brzuch sie spinal do wymiotów..Mysle sobie "boze moje biedne dziecko..
" a tak mnie rwało od środka, że nie wiem ..
Po obchodzie dam znać na czym stoimy.
pierwsza wizyta na IP ... twardość brzucha dlugo nie znika i zdarza się coraz częściej... lekarz bez badania chciał mnie zostawić w szpitalu... ale Pani na IP polecila jeszcze konsultację z lekarzen w przychodni przyszpitalnej... zbadali mnie - z szyjką sie nic nie dzieje i jest zamknieta wiec nie jest źle... mam brac luteine, magnez i czopki spasticol... ograniczyć równiez słodkie owoce, slodycze i produkty wzdymajace... jesli nei pomoze to we wtorek jak pojde do swojego lekarza to bedzie mi musial dac skierowanie na szpital...
Witam sie.
Wczoraj dałam sobie samej wycisk z nadzieja ze cos sie ruszy,juz juz bylam pelna nadziei a tu bu! dupa pobolala i przestala,ja juz nie wiem noo!
Posprzatałam wszystko co sie da i nic!
ide do tego gina,niech on mi pomoze,bo czuje ze w ktoryms momencie peknie mi ten wielki brzuch!
milego dnia.
Ja to jestem jednak walnięta, budziłam się pół nocy, w końcu o 2.30 się przebudziłam na dobre, zmierzyłam tę cholerną temperaturę - 36,74. Stwierdziłam, że nie będę dłużej czekać pójdę zrobię ten test. Siku mi chciało do tego tak bardzo... więc po co się męczyć do rana. Jeju puls to miałam ze 130 na minutę, żeby tylko. SZOK.... w szybkim tempie pokazała się II kreska, zdecydowanie mocniejsza od wczorajszej. Jezu, myślałam, że na zawał zejdę. Z tego wszystkiego wyszłam na balkon pooddychać świeżym powietrzem (ciepło noc). Cieszę się ale tak jak się cieszę, tak samo jestem przerażona... Jak to się stało???
Jakie emocje od rana!!!
Obudziłam szybko męża, żeby zobaczył, chyba jest w takim samym szoku jak ja, tzn on już to wiedział wczoraj, że się udało. Ja tej pewności nie miałam.
Zacznę ten dziennik jednak uzupełniać, już sobie zniosłam na dół, przecież już nie zasnę.
Serce nadal szybciej bije ale nie tak jak 20 min temu...BUM BUM, BUM BUM

Nadal w to nie dowierzam, jeśli to jest tylko prawda, jestem przeszczęśliwa.
Najbardziej mnie martwi ten bolący brzuch. Jakbym za chwilę miała dostać miesiączki. NIE. NIE, NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!!
EDIT
Nie ma co się cieszyć za bardzo pojechałam na HCG, zaczęły się plamienia. Niestety!
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2015, 11:16
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.