Ralpina Matylda? 31 lipca 2015, 19:36

Zaaplikowałam sobie (i Wy mnie) sporą dawkę zdrowego rozsądku i już mi lepiej. Łykłam procha i niech się dzieje co chce... Jakoś tak mniej się boję leków uznawanych powszechnie za względnie bezpieczne w ciąży niż rozszalałej w mym ciele dzikiej infekcji. Kto wie, czy gdyby mi wtedy jakiś lekarz z mózgiem przepisał antybiotyk, to czy bym czasem w 24tc teraz nie była, zamiast w siódmym...

I prawdą jest, że mimo słabszych momentów, to jakaś taka spokojna jestem, że dobrze będzie... A kto mnie czyta, to wie, że z moją intuicją nie ma sie co sprzeczać :)

Tak więc - łykam i mam nadzieję, że do poniedziałku stanę na nogi i zacznę powoli zapominać o tej paskudzie, która mnie dopadła... I że zobaczę na oczy swe żywe, że młode ma się dobrze :)

Cholernie ciężko to uchwycić ale teraz nawet pod światło z aparatu widzę to wyraźnie, no i jakość
ale dzielę się z wami, najlepiej widać odchylając laptop od siebie, widzicie coś?

http://zapodaj.net/71234c5680794.jpg.html

http://zapodaj.net/0d8c4cdda20e6.jpg.html


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2015, 20:32

19,18 a więc poniżej 20 :P

po raz kolejny nic z tego

Jestem taka wzruszona!
Po 36! dniach raczyła pojawić się ta leniwa @

Musze zacząć zażywać dupka wieczorami. Kiedy zażywam rano to potem caly dzień liczę który to dc i ile jeszcze zostalo do @... Teraz juz powinnam dokończyć rano ale od następnego cyklu biorę wieczorem i zobaczę czy to pomoże, bo dopóki nie zaczelam go w tym cyklu zażywać to wszystko z głową bylo bardzo ok i nie myślałam o tym.

Jak na razie jest wszystko ok. Żadnych plamien, żadnego szczególnego bolu ani w ogóle żadnych szczególnych objawów ;) mam lekkie problemy ze strony układu pokarmowego które ciężko mi polaczyc z jedzeniem ale nie liczę ze to jakiś objaw. Juz sobie nawet uzupelnilam zapas tamponow i podpasek co by nie zostac zaskoczona. Ale dzisiaj dopiero 22dc. Mam nadzieje, ze jedli ten cykl nie jest ciążowy to będzie krotki.

M. rano wywiezie szafkę. Na wieczór kręcił już nosem. Dlatego jutro jak się tym nie zajmie, to sama wezmę dwie mniejsze szuflady i zaniosę do teściów. W cholerę, że to ok.1-1,5 km i będę szła z godzinę...

Wredna i uparta jestem.

A ta sesja zdjęciowa w niedzielę to ni cholery mi się nie podoba... Znowu szwagierka zarządziła, że ma być, a M. zamiast najpierw chociaż zapytać jak się czuje i czy dam radę na końcówce, to tylko mnie poinformował, że będzie.

Ciekawe co wymyśli jak mały będzie. Noż wqrw mnie złapał na koniec!!!

Skurcze co 50 min...
Do piątku daleko...

Byle godzinę jeszcze i będzie sierpień...

Weekend nad morzem spędzę w łóżku i nikt mnie z niego nie wyciągnie!!!

A bzykać to mi się tak chce, że po ścianach zacznę chodzić...


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2015, 23:00

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 2 sierpnia 2015, 12:04

No impreza i po imprezie :-) wczoraj moelismy trzydziestolecie firmy w której pracujemy razem z najdroższym ;-) było fajnie zreszto jak co roku ;-) w tym roku z okazji trzydziestolecia grało Kombi :-D ;-) troszkie potanczyłam i o 23.00 wróciliśmy do domciu a zabawa trwała do trzeciej w nocy ;-) my wróciliśmy wcześniej bo brzunio zrobił się trwardy i strasznie plecki mnie bolały :-( :-( myślę że za dużo od razu się natanczylam,powinnam częściej odpoczywać ale co ja poradzę że nogi same mnie ciagneły do tańca :-D ;-) teraz już wiem jak mam tańczyć żeby się nie zmeczyc i Zosi nie przemęczać ;-) 29sierpnia mamy weselicho więc wczoraj miałam małą rozgrzewkę przed weselem :-D później wpuszcze foteczki z imprezy i pokaże wam jaka sukienkę zakupiłam na wesele ;-) :-D w pułtusku upał, słońce parzy :-D ;-)

hmm na początek to może powiem, że ostatnie wyniki badań mnie zaniepokoiły i mieliśmy w poniedziałek mieć wizyte kolejną jednak lekarz poszedł na urlop i niestety cały miesiąc zmarnowany. Myślałam ze dowiem się jak leczyć moją podwyższona prolaktynę (40,51!!!! ng/ml) i M. będzie miał zrobione kolejne badanie ale jednak będziemy musieli przełożyć to wszystko na wrzesień, więc kolejny cykl pewnie pójdzie w zapomnienie.

Nie mam nawet kiedy zasiąść do kompa!
W skrócie i nie w skrócie :) :

Jutro kończymy kłaść panele i skręcamy meble ! Wreszcie się wyśpie na nowym (większym)łóżku!!!!!!!! Łazienka już gotowa na tip-top :) już kąpie się od 2 dni u siebie na górze :D a! i pralkę tylko trzeba jeszcze jutro podłączyć :) Szczerze mówiąc, marzę aby się wyspać, ale bardzo sporo pomagam, bo się zwyczajnie na tym wszystkim znam :D
Jutro mega ogarnianie chaty na błysk, przenoszenie ciuchów do nowej szafy, układanie, segregowanie, czyli to co lubię :)
Jednym słowem.. wszystko wygląda pięknie bo po prostu mam gust i idealnie jest wszystko dobrane :D Czekam na kasiorę z chorobowego, bo brakuje mi jeszcze narzuty na łóżko, nowe ręczniki i jakiś tam dodatków.

Byłam na krzywej cukrowej w środę i wynik wręcz idealny :) na czczo 80, po godzinie 150,5 a po dwóch 72,4 :) morfologia jakaś nie taka, bo coś tam wyżej, coś tam niżej ale ogarniam zbytnio :P We wtorek mam wizytę na 18.10 to coś się dowiem :)

A do porodu zostało 108 dni :)

Mam trochę stresa, bo Mały ułożony pośladkowo i nie czuję, żeby mi się obrócił główką do dołu od ostatniego usg. Mam nadzieję,że niedługo się przekręci, bo brzuch mam jakoś tak nisko i mi samej psychicznie nie fajnie, jak miałabym pomyśleć o cesarce :P Wiem, wiem, będziecie mi mówić, że ma jeszcze czas, żeby się ułożyć odpowiednio, no ale .. głowie siedzi mi to,że tak nie będzie :P

Dobra! zmykam spać, bo mózg odmawia posłuszeństwa :D miłego weekendu~!


Ciagle sie zbieram, aby napisac o moich przezyciach z poczatku lipca. Ale nie mam poki co weny.


W tym miesiacu niestety starania wygladaly bardzo "mechanicznie" i odbyly sie wylacznie w dzien poprzedzajacy, w dzien owulacji i dzien po. Niestety ze wzgledu na goscia w domu musielismy sie ograniczyc. A calkowicie odpuscic nie chcialam lipca.

Dzien testowania wypada w niedziele. Jednak chyba go nie bedzie, bo pojawilo sie popoludniu krwawe plamienie. Co prawda tylko chwilowe, ale bol jajnika raczej wskazuje na @.
Chwilami bol jest tak mocny, ze az podkulam noge, zeby zelzal. I tylko prawy daje o sobie znac. No nic. Podejrzewam, ze tej nocy, a najpozniej jutro, dowiem sie czy to ONA...

11cykl 34 dc
To mi się tasiemiec trafił jak na mnie:) Wczoraj nawet bete odebrałam bo wykres mam taki piekniusi, ze moglo być coś na rzeczy. Nie wierzyłam w to oczywiście ale trzeba to trzeba. Beta 0,1. Odczułam ulgę.
Tego samego dnia rozpoczęła sie akcja KARIOTYP.
Dziwnym trafem otrzymaliśmy telefon, że kariotyp jest gotowy . Minęło 7 dni od pobrania krwi. Jeszcze o tak szybkim wyniku to nie słyszałam. Było tylko jedno ale: nikt , ani Vitrolife ani Laboratorium nie chciał nam przekazać wyniku mimo, że składaliśmy stosowne oświadczenia i upowaznienia w tej kwestii. Był to wynik zrobiony prywatnie, papierki wypisaliśmy a napotkaliśmy na tak zwany MUR. Co gorsza Pani z Labo po wielu telefonach powiedziała męzowi ze nie tylko nie wyda mu wyniku ale otrzyma go dopiero po spotkaniu z gentykiem....
Nie musze pisać , jak się wściekłam.
Za chwile otrzymaliśmy maila z Vitrolife o treści : niestety nie możemy przekazać Pana wyniku , prosimy o kontakt z labo nr........
To już znowu się wściekłam i dzwonie jesZcze raz sądząc , ze mąż mi coś źle przekazał i na niego tez byłam zła , ze nie walczył o nasz prywatny wynik.
No bo jak to? Wyniki robiliśmy wszystkie prywatnie! Łącznie z Invicta w Gdańsku (cftr i azf czekamy na wynik). I wszystko załatwiane jest drogą mailową bo przeciez nie będziemy jeździć w tą i z powrotem...
a tu MUR.
No to za telefon i dzwonię grzecznie pytając dlaczego nasz prywatny wynik jest przed nami ukrywany i wszyscy łącznie z kliniką robią nam problem z jego odbiorem. Przecież jesteśmy zmuszani do wizyty u konkretnego genetyka a może my wcale nie chcemy z wynikiem nic robić????
Babka tłumaczy mi , że taka decyzja została podjęta przez lekarzy i Vitrolife jest o niej powiadomione, że to że tamto, że to dla naszego dobra i że przeprasza za takie działanie ale "po wizycie u genetyka zrozumiemy".
Ja jej dalej mówię, że wszystko ok ale ja dalej nie moge pojąć jakim cudem jesteśmy do tej wizyty WPROST ZMUSZANI! Przeciez to nasza sprawa do którego lekarza pójdziemy i czy w ogóle pójdziemy więc całe zachowanie lab i kliniki jest dla mnie niepojęte....
Ona znowu swoje, przeprasza za zaistniałą sytuację, że to pierwszy ich taki przypadek i taka decyzja jest podjęta itd itd że wizyte u genetyka mamy BEZPŁATNIE i musimy przyjechać.
Nosz cuda nad cudami, mówie Wam to ja.

Oczywiście już wtedy wiedziałam, ze kariotyp nie jest prawidłowy. No bo z prawidłowym raczej nikt na siłę by nas nie ściągał na bezpłatną wizyte u genetyka???? Ta babeczka jeszcze mi tłumaczyła , ze my się na wyniku nie znamy a ja cały czas jej tłumaczyłam , że to nie jest ważne. Chodzi mi o to, że mamy prawo z wynikiem zrobić co chcemy bo to nasz prywatny wynik!!!!!Ewentualnie powinni zadzwonić i powiedzieć, że zapraszają nas na wizytę taka i taką gdzie odbierzemy wynik kariotypu po rozmowie z lekarzem a nie nagle jest wielkie halo i problem i nikt nie chce nic powiedzieć.... Ze jak to wygląda od strony naszaej?????

Chodzi mi o formę załatwienia tej sprawy.....bez komentarza.

Po gadce z nią dzwonię do kliniki z głupim pytaniem, dlaczego nie mogą nam przekazac wyniku a babka mi mówi : poniewaz kariotyp jest nieprawidłowy, nie mogę nic wiecej powiedzieć. Dobrze , ze chociaż to!

Takim to sposobem moje drogie w piątek za tydzień zaraz po urlopie jedziemy do genetyka w Szczecinie , który nam ten wynik (po rozmowie) przeekaże. Bo inaczej się nie da.

Pytanie jest takie : co jest w kariotypie że taki cyrk zrobili???? Czy cackali by się z Zespołem Klinefeltera???? To raczej mało spotykane ale nie aż tak... Zresztą o ZK wiemy już bardzo dużo, nie będzie to dla nas niespodzianką.
I jescze ta wizyta " bezpłatna". Bardzo im zalezy, żebysmy pojechali akurat tam...
Dziwna sprawa. Za tydzień o tej porze będziemy znali dokładnie kariotyp i wiele się wyjaśni. Nie wiem co myślec na ten temat. Pauje bardzo wiele do Zespołu Klinefeltera ale czy podwójny chromosom to takie wielkie halo????? Nie wiem.

Działania nasze będa takie:
Odbieramy wynik u genetyka, jedziemy do androloga z Vitrolife jak sie uda tego samego dnia, mrozimy nasienie a mąż przechodzi natychmiastową sybstytucje testosteronem . On potrzebuje tego jak ryba wody. Dosłownie. Hormony ma tak rozwalone, że strach się bać. powtórzyliśmy jego wynik testosteronu i jest jescze gorszy niż pierwszy.1,2 przy normie w jego wieku 4-6.
Będziemy poprawiac jego komfort życia bo to jest konieczne. Jesli nie wyrównamy hormonów moga go spotkac różne nieciekawe sprawy a i tak juz jest późno bo ma 32 lata a tego testosteronu brakowało mu zawsze.
Zawodowo u mnie dalej nic nie wiadomo ( w sensie firma jescze przedłuzona o miesiąc innej pracy nie ma) wiec nie będziemy czekac na nic . Mrozimy co mamy, mąż zaczyna leczenie. Potem inne decyzje np. o in vitro na które nie jestem gotowa i i tak nie bede nic w tym kierunku robić.
Poza tym musimy poznac wszelkie "ryzyka" bo nie wiemy co jest w cftr i azf. Do tego czasu starania wstrzymane. Jakby one miały coś dac hahahahhahaha no ale odpoczniemy troche.
Teraz tydzień urlopu akurat nam sie idaelanie przyda.

Ostatnio naszła mnie myśl, że większość ciaż na tym portalu pchodzi od ogromenj siły wsparcia Wszystkich Was tutaj zgromadzonych. Powaznie.

Zegnam się na jakis tydzień. Odpoczywamy. Pa.


Dzisiejszy test dużo słabszy od poprzedniego, nawet nie jest zabarwiony na różowo, za to owulacyjny wyszedł pozytywny. Teraz nie wiem co o tym myśleć...
Przez to wszystko nie mogłam w nocy zasnąć, walałam się i konkretnie usnęłam dopiero przed 4, masakra.
Smutno mi, ja już się mega nastawiłam że dziś zobaczę wielkie WOW :(
A jeszcze wczoraj po tamtym późno w nocy zrobiłam drugi i tam też jest widoczna kreska gołym okiem ale cieńsza, bo na pierwszym są wyraźnie grube kontury.
Na pewno zrobię dziś jeszcze jeden...

_____________________________________________________________

No nie mogłam uwierzyć, że wczoraj tak obiecująco a dziś dupa, w dodatku ten test był cały w takich malutkich wgłębieniach.
Z resztek, które udało mi się jeszcze nasiusiać zrobiłam kolejny i jest taki sam jak wczoraj <3
chociaż nie wiem czy to dobrze, czy nie powinien być mocniejszy...

Powiedzcie mi może zawsze zostaje taki delikatnie różowy pasek na tych testach z allegro? Bo ja już sama nie wiem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2015, 09:42

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 1 sierpnia 2015, 09:48

21dc
Mam ładny wykres.. Cieszę się, że taki jest bo uświadamia mi ile razy sobie wkręcałam i na przyszłość będę mądrzejsza:)

Wczoraj trochę się wkurzyłam, nie ma mnie w domu.. G. miał ciężko pracować dlatego nie pojechał ze mną, a sprosił gości i balowali.. Oczywiście zjechało się więcej niż planował i impreza na maksa.. i przykro mi się zrobiło, bo on zawsze baluje jak mnie nie ma.. Ja wiem, że ja to jestem taka, że najpierw obowiązki, potem przyjemności i wiecznie go gnam, że to jeszcze, a tamto to by się przydało, a potem to jesteśmy tak zmęczeni, że na nic nie ma sił.. Ale uświadomiłam sobie wczoraj jeszcze coś.. Zawsze unikałam ludzi bo z nimi pracuje i kolejny gwar nie jest dla mnie relaksem.. Ale teraz unikam jeszcze bardziej.. Bo nie wiem o czym mam z nimi rozmawiać.. Na pytanie co u Was, nie mam co odpowiedzieć, bo ostatnio kręcę się wokół lekarzy, badań itd i innych zmartwień nie mam.. Miałam się umówić z kilkoma koleżankami w wakacje, bo każda ma trochę więcej czasu i się specjalnie nie odzywam bo boję się pytań.. Boję się mojej reakcji, więc nawet nie próbuje się z nikim umówić.. Spotykam się tylko z garstką, która coś tam wie.. Nie chce stać się w oczach znajomych z tej zwariowanej dziewczyny którą znali jakąś furaiatką, która ryczy nie wiadomo o co.. A ostatnio czasem tak mam.. I nigdy nie wiadomo kiedy się rozryczę i co będzie tego przyczyną.. Czasem wystarczy jakaś reklama w telewizji.. I wcale nie musi mieć bobasa pośrodku.. I G. mi wcale nie ułatwia.. Z nikim się nie spotkam, czuję się jakby specjalnie mnie odsunął.. Pewnie baw się a ja sobie poryczę w domu!

Asiulek Asiulkowy cud 1 sierpnia 2015, 10:13

Co jest?

Temperatura o 6:00 36,67 a godzinę później już 36,77.
Chyba coś jest z moim termometrem nie halo. Albo ze mną ;)
Dziś od rana piękne słonko u mnie świeci. Samopoczucie wspaniałe, świeżo zmielona kawa smakuje pysznie...:)
Chwila relaksu...i czytania pamiętników... :)

Smutno tak ze świadomością, że jestem sama, bez mojej kruszynki.. czasami głaszczę się po brzuchu i wspominam..




Czekamy na normalną @, w międzyczasie dochodzimy do siebie, zrobimy badania na bakterie i czystość pochwy i po drugiej @ liczę, że podejdziemy do krio.
Nie mogę się poddać, mam cudownego męża który mnie ciągle wspiera i z którym wiem, że sobie poradzimy w każdej sytuacji. Teraz odpoczniemy chwilkę a później walczymy dalej. Ja nie z tych co się poddają.

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 1 sierpnia 2015, 11:58

20 tc (19t1d)

Ostatnie dni wakacji, jutro lecimy do Luksemburga. Mamy dzis duzo do zalatwienia, moj S w pazdzierniku musi zwolnic wynajmowane w Sztokholmie mieszkanie i namowilam go, zeby sprobowal sprzedac troche rzeczy (przynajmniej takie bardziej cenne typu kanapa, lozka, stolik z krzeslami, stolik na balkonie, ekspres cisnieniowy...). Dzis zrobimy zdjecia tych rzeczy. Moje kochanie mialo w planach wystawic te rzeczy przed blok do zabrania przez ludzi (a w duzej mierze sa ta markowe rzeczy i wbrew pozorom marka nie byla Ikea ;) ). Z jednej strony go rozumiem, bo jest to czasochlonny proces, w ktory zaangazujemy jego ojca ;), ale z drugiej strony... mysle, ze te rzeczy sa sporo warte, prawie nie byly uzywane i u nas nikt by czegos takiego nie wyrzucil...

Wieczorem idziemy na kolacje do tesciow... A jutro... Koniec wakacji i powrot do szarej rzeczywistosci w pracy. Oby kolejne dwa miesiace minely jak najszybciej :)

Koszmarów ciąg dalszy... śniło mi się że byłam sobie na mieście i spotkałam "naszego" prezydenta Dude, jakiś taki "żulowaty" w podartych dresach, dziurawych butach. Pytam się go co on taki obdarty a on do mnie że on jest normalny i nie wywyższa się tym bardziej ciuchami, ze jest prezydentem wszystkich polaków; więc biorę go trochę pod włos trochę proszę... "to nie zakazuj in vitro, ja walczę już 7rok i może to będzie jedyna szansa, nie odbieraj marzeń takim jak ja!" a ten milusiński do mnie że nigdy w życiu, że to wielki przekręt, że kliniki tylko oszukują ludzi i on jak tylko będzie mógł to cofnie tą całą ustawę i zabroni wykonywanie tej nieludzkiej metody...
obudziłam się zaryczana... mimo że sama może z in vitro nie skorzystam bo na tym etapie już kończę tą nierówną walkę to bardzo bardzo pragnę by inni którzy walczą z niepłodnością mieli szansę na rodzicielstwo.

20 TYDZIEŃ (19t4d)

Z serii bliskie spotkanie z posadzką...

Zawsze myślałam, ze takie rzeczy dzieją się na filmach, gdzieś daleko, komuś innemu ale nie zdarzą się mnie. Aż tu pach. Zemdlałam w sklepie i to tak niefortunnie że wyryłam twarzą w podłogę... W efekcie rozcięta skóra na nosie ( na szczęście kości całe)i czole, limo pod okiem, obolałe biodro i kolano prawe a także taaaak wybity ząb. Koleżka był już martwy( leczony kanałowo) ale póki co wyglądał i się trzymał aż do felernej soboty. Obsługa Biedry wezwała pogotowie, nie powiem ludzie - OBCY - się zainteresowali, pomogli, wytarli krew... jestem IM bardzo wdzięczna. Karetka dotarła w jakieś 5 minut - kolejne zaskoczenie - Lekarz i sanitariusz obejrzeli mnie, zmierzyli ciśnienie, saturację, cukier , zakleili nosek, wypytali o to o tamto. Mąż już też ze mną był. Chcieli mnie zabrać na wszelki wypadek do szpitala ( miejskiego) bo urazu brzucha nie było a byłam przytomna ale tam nie ma ginekologii i nie obejrzeliby mojego maluszka czy wszystko ok nawet i po 4 godz czekania.Podziękowałam więc Panom na opiekę podpisałam dokumenty i udaliśmy się z M. do drugiego szpitala z IP gin-poł.

Lekarz po jakiś 30-40 min. zbadał mnie na fotelu i przez USG. Jaka była moja ulga jak oznajmił "jest nóżka, rączka, rusza się. Serduszko bije prawidłowo" Jeszcze dał małego obejrzeć mężowi. Kochany człowiek. Łożysko i wody też OK. Miałam szczęście że nie upadłam na brzuch, tylko jakoś bokiem na kolana i na twarz. Dziękuję Ci Boże za ochronę mojego Dziecka ♥♥♥

Od tego momentu mija właśnie dwa tyg, byłam jeszcze u ogólnego lekarza porobiłam wyniki i chyba jest ok. Zresztą mam w poniedziałek wizytę u mojego gina, pewnie dostanę OPR za to że w ogóle znalazłam się w tym sklepie... Buzia się zagoiła, będą małe blizny, ząb wstawiony, czuję się dobrze, Syncio dokazuje :)

Zaczynam powoli kompletować wyprawkę, ostatnio do ciuszków po siostrzeńcach, komplecie z Ewy Klucze, smoczkach, butelce i śliniaku z imieniem Maluszka kupiliśmy 5-paka bodziaków na dł. rękaw w F&F ( śliczna miękka bawełenka) i 2 bodziaki z Auchan po 6,99 a jakość super rozm. 62 na krotki rękaw z bombowymi nadrukami, będą pod pajacyki oraz skarpetki grubsze frotte biel-beż x2, i cieńsze bawełna błękit, smietanka x2. Cieszę się bardzo z zakupów a najbardziej z tego że udało mi się kupić skarpetusie takie maleńkie rozm. 13-15 na noworodka i Synek nie będzie miał podkolanówek:D Wstawię zdjęcie :):)

Ogólnie to czas jakoś tak w końcu się rozbujał, zaraz połowowa ciąży minie. Maksymilian dokazuje, puka, przemieszcza się po brzuszku, wypina to i tamto, tatę nawet 3 razy kopnął już w policzek. Na początku robił to tylko jak leżałam na płasko, z rana i wieczorem. Później zauważyłam jak na niego słodkie działa a teraz czuję mojego kochanego żuczka przez cały dzień oczywiście z przerwami :):) Zasypiamy i budzimy się " razem" przyjmujemy gości - jak np. wczoraj ciocię Z. albo wcześniej ciocię A. gotujemy obiad, albo spacerujemy z tatą tak jak wczoraj wieczorkiem i cały czas się poznajemy, rozmawiamy.

Słuchamy razem muzyki - najbardziej lubimy Vivaldiego, Mozarta i Bacha ale i czasem przeboje z młodzieńczych lat mamy :) oglądamy razem już 3 serię Przyjaciół. Nie mogę się nadziwić jakie mam mądre i silne dziecko - hehe np jak się zginam po coś albo siedzę dłużej to daje mi znaka-kopniaka " Mamo wyprostuj się, ciasno mi tu" albo jak do Niego mówimy ja czy Mąż - jak się wierci, kokosi :D:D

Na ostatnim badaniu USG pokazywało wagę 224 g obwód brzuszka 11,79 cm, wymiar dwuciemieniowy 4,41 cm a kosteczka udowa 2,5 cm. Długość do pupki myślę że jakieś 15 ( 17t4d ciążY)

A co u mnie ciążowego - a no nic maż wczoraj zrobił mi zapas leków i suplementów na następny mc - dwie stówki pękły. Wczoraj zauważyłam u siebie wyciek siary z lewego cycucha - przezroczysto-mętny płyn - dziś to samo bez ściskania a z prawego widziałam mały ślad w miseczce stanika. Wiem że to normalne. Mam tez nadzieje że to zwiastuje pokarm po porodzie i łatwiejsze karmienie.

Ostatnio nachodzą mnie jakieś straszliwe lęki, zamartwiam się całe dnie a to o poród :
- jak zniosę ból i czy go w ogóle zniosę...mimo że nie jestem jakaś specjalnie wrażliwa i nie mdleje na widok krwi,
- czy dobrze rozpoznam początek porodu, częstość skurczy, odejście wód ( oby same odeszły)tak aby na spokojnie jeszcze się wypróżnić w swoim wc, ogolić się, dopakować co tam trzeba i pojechać na porodówkę nie za szybko ( aby mnie nie odesłali bo brak rozwarcia) i nie za późno - stanie w korkach, stres że nie zdążymy....
- czy dobrze wybrałam lekarza ( zmieniamy ginekologa w niedługim czasie na takiego co pracuje w szpitalu też) - nie musi przy mnie być, ważne aby się interesował, wysłuchał i nadzorował poród chociażby przez tel, czy kolegów z pracy
- czy dobrze wybrałam szpital - Pracuje tam gin2, jest dobry oddział neonatologiczny, ZZO, mają piłki, worki, pozwalają rodzić w dowolnej pozycji( jak wszystko ok), jak coś się dzieje złego ( np. nie można wypchnąć dziecka czy spada tętno) to szybko robią cesarkę, mąż może ze mną przebywać w sali po porodzie, możliwość sali o podwyższonym standardzie ( jak będzie wolna i za dod. opłatą )a tak to sale 3-4 osób i łazienka 1 na 4 pokoje ( jeszcze nie najgorzej)z minusów to to że 1) nie mogę chodzić tam na szkołę rodzenia( prowadzi położna ze szpitala) i nie skorzystam w ramach niej z wejścia na trakt porodowy. Będę musiała dzwonić i sama prosić czy możemy obejrzeć salę porodową i po porodową. Mam nadzieje że mi pozwolą, jak nie będzie nawału rodzących. Jestem uparta nie dam się. Mam swoje prawa. 2) Szpital oddalony od nas jakieś 30 min drogi ( w zależności od godzin) ale tak jak każdy inny - trzeba dojechać, 3) nie znam położnych, 4) jeszcze w nim nie byłam. Opinie są wiadomo rożne - o tym że np. dzieci i mamy nabawiają się bakterii w czasie ale pobytu...Ale chyba najbardziej to boję się że nie będzie miejsc i mnie nie przyjmą rodzącą i odeślą do innego.... To mój lęk nr 1

Do tego martwię się:

- Czy będę umiała karmić i odpowiednio przystawiać mojego Malucha
- Czy wybrać wózek 3w1 ( z fotelikiem w komplecie ale brak informacji o homologacji, certyfikatach bezpieczeństwa samego fotelika na stronie producenta) czy wózek 2w1 do dokupywać fotelik np. BeSafe Izy Go ( naczytałam się dużo dobrych opinii) ale ta opcja wychodzi drożej - ok 1800 - 1900 zł razem
- Czy zdołam wrócić do pracy po rocznym macierzyńskim ( Czy stanowisko będzie na mnie czekać i czy mały troszkę się już uodporni na zarazki, jak zniesie rozstanie)
- Czy moja mama pomoże mi w opiece nad małym jak skończy rok a jak nie czy zdążymy z zaklepaniem msc w żłobku ( na nianię mnie nie stać, teściowa nie żyje a rodzice daleko i wiąrzę się to z jej przyjazdem do Nas)
- Czy podołamy finansowo ze wszystkim - Wyprawką, sprzętami, szczepieniami, chrzcinami, żłobkiem a marzy mi się jeszcze sesja brzuszkowa, baby shower, sesja noworodkowa. Te wszystkie rzeczy i " udogodnienia" strasznie dużo kosztują.... Odkładamy co miesiąc kasę, oboje mamy dochody ale prywatna opieka lekarska, badania, leki, akcesoria ciążowe tak wiele wynoszą że jakiegoś szału nie ma.....

Ot moje życiowe rozterki w 5mc ciąży.... Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam :):)

♥Boże Ty chronisz i kochasz Moje dziecko najlepiej, dziękuję Ci za twą dobroć z całego serca♥

Sanna Ja i On rowna sie moze jeszcze KTOS :) 11 listopada 2015, 06:55

11dpt NAJSZCZESLIWSZY DZIEN W NASZYM ZYCIU :)

image1.jpg
adult image host

image1.jpg

Mam nadzieję ze się udało beta już po jutrze :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)