9 dni do spotkania z moim maluszkiem.
Wiecie co ja to chyba calkiem nienormalna jestem. Jak mnie nic nie boli to sie martwie ze cos nie tak jak mnie boli to tez sie martwie. Kurcze czy nie da sie poprostu nie myslec o niczym i w spokoju przezyc te 9 miesiecy. Jeszcze jutro do pracy na 6 i ide na urlop i mam nadzieje ze pan doktor mi zwolnienie wypisze. Tym bardziej ze po przejsciach jestem a tu nie ma dla mnie pracy...bede go prosic i blagac az sie zlituje. Musi byc dobrze tym razem. Nie ma innej opcji. Modle sie do Matki Bozej codziennie o łaski dla nas i malego skarba w brzuszku i prosze ja zeby pozwolila mi sie cieszyc maciezynstwem... niczego nie pragne bardziej w tej chwili...
mam nadzieje ze do 3 października szybko czas minie...

Dzisiaj powtórzyłam test owu, dalej dwie grube krechy więc pewnie żadnej owulki nie będzie
serducho oczywiście było bo grzechem by było nie zawalczyć
Libido dalej mega w górze więc na pewno dalsze próby zostaną podjęte 
Rozmawiałam wczoraj z mężem na temat następnej wizyty u androloga. Trochę się stresuję, bo on na in vitro jest zdecydowanie bardziej otwarty niż ja. Wiem, że w tej chwili takie rozważania mogą się wydać daleko idące, ale skoro nie ma żadnej niedrożności to nie wiem co nam następnym razem zaproponuje lekarz. Pocieszające jest to, że ostatnio powiedział, że te plemniki które są w stanie przetrwać do momentu wytrysku są najmocniejsze z najmocniejszych. Chociaż pewnie i tak w ogólnym rozumowaniu są słabe
We wtorek na kolejną wizytę jedziemy razem i będziemy rozmawiać z tym lekarzem.
Dzisiaj i jutro jestem w domku na l4
ogromny ból gardła, gorączka, rozbicie
więc nawet jeśli jakieś jajo coś tam chciało działać to mu pewnie i tak nie wyjdzie. Trochę mi to wolne nie na rękę, bo muszę złożyć prośbę o bezpłatny urlop we wtorek na tego androloga. Ale co zrobię. Cały rok chodzę do pracy, nie będzie mnie 3 dni to się nic nie stanie. Zresztą wolę się teraz wykurować solidnie te dwa dni i wrócić do siebie niż przechodzić to i się bardziej pochorować. A widzę, że dzisiaj jest gorzej niż wczoraj i przedwczoraj, pomimo, że działam już od 2,3 dni z tym gardłem. Budzę się o 3,4 w nocy i nie mogę spać do rana bo tak mnie boli i nic nie pomaga.
W niedziele są imieniny teściowej. Jakoś wybitnie nie mam ochoty jechać. Oni są sympatyczni i w ogóle ale zawsze sobie "żartują" na temat naszego samochodu, mieszkania w bloku, nawet kota
czasem mi się nudzi już. Teściowi się wydaje że mój mąż pracując już przecież tyle lat (ma 28) to powinien mieć tyle kasy żeby latać do pracy prywatnym helikopterem. Wcale nie takie złe to nasze auto. Jeździ, nie sypie się i to mi wystarcza. Poza tym i tak za jakiś czas chcemy kupić nowe ale im nie powiemy póki nie kupimy, bo jak coś pójdzie nie tak to znowu będą "żarty". Szczęśliwie nigdy nie poruszali tematu "kiedy dziecko?", ani oni ani szwagierki. Może coś podejrzewają i chcą być dyskretni. Na pewno gdybyśmy ich wtajemniczyli zachowali by się taktowanie, ale nie mam parcia ich wtajemniczać.
Wczoraj dostałam też okropny telefon
Moja ledwo co 15-letnia kuzynka trafiła nagle do szpitala i miała usuwany jajnik
Początkowo lekarze podejrzewali że w jajniku mogą być komórki nowotworowe
na szczęście po operacji powiedzieli, że jajnik wyglądał "ładnie" ale trzeba czekać na wyniki histopatologiczne. Modlę się za nią gorąco.
9 dc, 8 ds (dzień stymulacji).
Od dziś przyjmuje dodatkowy zastrzyk - Cetrotide. Myślałam, że Menopur jest okropny (zawsze mnie po nim nieźle piecze, szczypie i boli), ale teraz zmieniam zdanie. Ten nowy jest jeszcze gorszy... W miejscu wstrzyknięcia mam wielki, swędzący, czerwony rumień.
Do tego wczoraj na obowiązkowym pobraniu krwi moje żyły odmówiły posłuszeństwa... Prawa ręka ma dość - tyle pobrań w ostatnim czasie, dodatkowo wenflony. Położna nie dała rady się wbić, żyła ma (podobno) zrosty... A igła trafiła w nerw... Mam straszne problemy z prawą ręką teraz. Czuje takie dziwne prądy jak zginam czy ogólnie ruszam. No i cały czas mnie ta ręka boli...
Jestem na skraju załamania psychicznego. Dziś, pół godziny próbowałam sobie wstrzyknąć pierwszy lek... Mam blokadę, bo wiem jak to boli... Myślenie o celu tego wszystkiego już nie pomaga. Mam po prostu dość... Wczoraj wieczorem jak pomyślałam, o tycz 3 zastrzykach co mam brać, o bolącej ręce, o kolejnych pobraniach krwi i wenflonach... Ryczałam, a raczej wyłam przez prawie dwie godziny, aż w końcu usnęłam ze zmęczenia w ramionach męża...
Mam po prostu dość...
I ponownie dopadają mnie koszmarne myśli. Czemu innym przychodzi to wszystko tak łatwo. Dlaczego ja muszę tak cierpieć? I nie chodzi mi o to, żeby wszystkie tak cierpiały, tylko... by nikt nie musiał przechodzić przez ten koszmar. Bo tak, to jest dla mnie koszmar.
Jeśli ktoś zapyta się mnie kiedyś jak wspominam in-vitro, odpowiem krótko - największy koszmar jaki w życiu przeszłam.
Gdybym wiedziała, że to tak będzie wyglądać... chyba bym się nie zdecydowała...
Jeszcze mi sie cos przypomnialo w sprawie wizyt u gina. Moje libido jesr zerowe. Wiec starania sa zeby sie starac w danych dniach. Moja gin stwierdzila, ze nie moze mi nix przepisac zeby mnie nie faszerowac. Dala jakis sumplement ktory .... No. Nasuwa mi sie kur.. Pytanie jak mam zajsc w ciaze przy zerowym libido? To chyba by wypadalo jakies badania zrobic pod tym katem? I wyregulowac to jednak lekami.
Dowiedziałam się, że moja kolejna znajoma jest w ciąży nawet nie wiedziałam że się starają a tu proszę. Z mojej grupy przyjaciół wszystkie już urodziły dzieci lub są w ciąży oprócz mnie. Domyślacie jak się czuję. Jakby przejechał po mnie czołg i po moim sercu. Nie mam ochoty na sprzątanie, gotowanie, chodzenie do pracy, na wszystko dosłownie. Nie wiem czy ja dalej udźwignę ten ciężar. Mąż mówi że nic na siłę musimy starać się i czekać nie zwracając uwagi na innych bo to nie wyścigi. Ale mój instynkt macierzyński chyba tego nie rozumie. Chce być w ciąży tu i teraz inaczej rozpacza..
(
Ciąża zakończona 18 września 2015
Artur urodził się o godz. 10.06 przez poród naturalny (z oksytocyną). Ważył 2590 g i mierzył 51 cm
Od wczoraj jesteśmy w domu. Więcej napiszę w wolnym czasie, bo wiadomo, jak jest w te pierwsze dni 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 09:45
Melduje się już z domku.
Kilka dni temu wypuścili nas do domku.
Szyjka bez zmian, krótka z lejkiem ale szew dobrze trzyma a dodatkowo założyli mi pessar(podobno zmienia kąt szyjki )Także jestem szczęśliwą posiadaczką i szwu i pessara.
Co do samopoczucia to jest jak na karuzeli -raz dobrze raz na dnie. Raz pełna nadziei a później wchodzi strach .
Ale nie dam się musi być dobrze!!!
Mały jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi sytacji i obdarza matkę soczystymi kopniakami 
jeszcze długa droga przed nami (długie leżenieee)bo przecież to dopiero 23 tydz.
Ale staram się myśleć pozytywnie.
DZIEWCZYNY BARDZO DZIEKUJE ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE ,DOBRE SŁOWA I WSZYSTKIE KCIUKI.
POZDRAWIAMY
No takiego spadku to ja jeszcze nie widzialam. Z grubej rury.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 10:09
Niby tak ale moja kolezanka jak w ubieglym roku zaszla w ciaze to nie chcial jej dac tak wczesnie. Ale mysle ze ja mam ku temu konkretne przesanki. Moj lekarz raczej jest w porzadku i mysle ze nie bedzie mnie narazal na stres i dzwiganie.
Rozpoczęłam dziś 4 cykl starań / 2 cykl po poronieniu.
Czekamy na Ciebie Kochanie :*
Zostań z nami do 28 czerwca :*
Moja beta 269, 4(15dpo) wczoraj był 4 tydzień i 6 dzień...
jutro powtórzę betę, oby był ładny przyrost..
Wciąż nie mogę uwierzyć, że będziemy rodzicami, tak bardzo się cieszę..
9 października jestem umówiona do ginekologa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 14:15
13t6d
Wtorek
Szczęśliwie powróciłam na Ojczyzny łono... Ale zanim o wakacjach, trzy słowa nt. USG genetycznego z 4.09. Cudem niemalże udało się je zrobić tuż przed wyjazdem. Dzidziuś zdrowy, dorodny, prawidłowo wyrośnięty. A prezentował się następująco:

A teraz nieco o urlopie. Było cudnie! Pogoda wakacyjna. Ciepłe noce, gorące dnie... Albania, kraj bunkrów, mercedesów i ... marihuany
Ludzie życzliwi, krajobraz przepiękny a wszędzie pachnie trawką
Majka wymoczyła pupę w morzu, aż usta siniały i pojawiały się "żabie łapy". Czarnogóra, a dokłanie zatoka Kotorska to wyjątkowo magiczne miejsce. Morze zaprasza łagodnym lazurem, a góry budzą respekt swoją surowością. Do tego wszystkiego smakowita bałkańska kuchnia... Ech... Żal było wracać... Droga zmęczyła. Łącznie przejechaliśmy ponad 4,5 tys km. W międzyczasie dopadł nas jakiś wirus żołądkowy i każdy miał z nim swoją indywidualną przygodę. Moje mdłości ciążowe niestety się nasiliły. Nie wiem, czy przez zmianę diety, czy klimatu... Wieczorami wyraźnie dawały o sobie znać. Na szczście przeminęły magicznie wraz z nastaniem II trymestru.
Brzuch coraz wyraźniej ciążowy. W głowie coraz częściej pojawia się wizja niemowlaka w domu... Wczoraj w Tesco przemknęłam przez dział a ciuchami dla niemowlaków i uświadomiłam sobie, że już całkiem niedługo trzeba będzie tam przystanąć na dłużej... 
Kończę tym czasem... Wracam do pracy... I do rzeczywistości...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2015, 13:14
7 tydzień 3 dzień ciąży 
18% ciąży 
Do drugiej wizyty zostało: 16 dni 
Kurcze jak ten czas leci
Niedawno dowiedziałam się, że jestem w ciąży a dzisiaj mój maluszek ma już 5 tygodni. Oby wszystko tak dalej spokojnie bez problemów leciało.
Mam nadzieję, moje kochane maleństwo że u Ciebie wszystko dobrze, że fajnie Ci się siedzi w tym moim wielkim brzuszku
Wszyscy bardzo Cię kruszynko kochamy, bardzo mocno 
Twoja siostrzyczka Klaudia jak tylko dowie się, że jesteś w moim brzuszeczku to ucieszy się ogromnie, bo wiesz ona na Ciebie czeka. Czekała na Wiktorię ale nie udało się i teraz Wikunia patrzy na Nas z Nieba i pomaga by Tobie i Nam wszystkim nic złego się nie stało. To jest nasz osobisty ANIOŁEK STRÓŻ
Nasz promyczek maluśki 
Za 15dni już się znowu zobaczymy, nie mogę doczekać się naszego spotkania, rośnij maluszku zdrowo 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 10:24
Dziś jest 17t i 1d nie czuje jeszcze jej ruchów choć być moze nie jestem świadoma że akurat to co czasem odczuwam to jej sprawka po prostu musze czekać cierpliwie na dzien w którym będę już pewna że to Alicja daje o sobie znać.
Dni mam rózne czasem czuje się kwitnąco a czasem tragicznie dziś wymiotowałam mdłości czasem mnie jeszcze nawiedzają znikają i wracaja wiec nie mogę być pewna co czeka mnie jutro bo nie wiem .Wczoraj cały dzień czułam się żle bolała mnie głowa brzuch ...cały dzień spędziłam w łóżku II trymestr być moze jest lepszy niż I ale dla mnie niestety nie każdego dnia.
Lekarz kazał mi odstawić duphaston bo powiedział że nie jest mi już potrzebny łozysko sobie poradzi ale przyznam że czasem jeszce biore jedną tabletke po prostu czuje sie bezpieczniej nie chialam tak od razu przestać wolałam stopniowo.
Dziś idziemy na warsztaty Mamo to ja od 16;30 do 20;30 nie wiem jak ja dam rade wysiedzieć tak długo mam nadzieje że się nie rozczaruje i będzie warto na nie iść
Pozdrawiam was dziewczyny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 11:36
29t5dz
Jesteśmy po usg
malutka waży 1344g i jest ułożona główkowo. A ja mam już 6,5kg na plusie 
Zamówiłam pościel minky
Za kocyk, poduszkę, ochraniacz do łóżeczka i rogal do karmienia zapłacę 180zł. Świetna cena a i wykonanie super 
Jeszcze trochę i pokoik zacznie wyglądać tak jak powinien:P
Powoli robi się chłodno. Muszę zainwestować w kurtkę ciążową i buty. Nawet moje ciążowe spodnie mnie już cisną
A moje samopoczucie hmmm... Nie jestem w firmie tak potrzebna jak kiedyś. Mąż super wszystko ogarnia i bywa, że zostaję w domu. W domu oczywiście jest co robić (jak to na 270m). Ale mimo to czuję się z tym kiepsko. Chciałabym czuć, że robię coś ważnego, że jestem potrzebna i doceniana. Wiem mam chorą głowę;( ale to ta moja chora ambicja nie pozwala mi się uwolnić od głupich myśli. Fakt kocham tu odpoczywać i cieszę się tym bo ostatnio non stop mieliśmy gości ale jednak czegoś mi brakuje...
11 dni i znowu zobaczę moją fasolkę...
Chyba mi się rozkręcają mdłości... aż odruch wymiotny mam buuuu
Zapach zmywacza do paznokci też mi nie przeszkadzał a teraz wykręcam głowę w drugą stronę jak pazurki zmywam masakra ale zniosę wszystko dla mojej fasolki.
9 cs
8dc
Dzień dobry mam na imie Matylda, mam 28 lat i chcę powiedzieć, że się poddaje.
Pierwszy raz od prawie dwóch lat starań, właśnie dziś poczułam, że ja naprawdę moge nigdy nie miec tego dziecka. Nigdy.
Chce mi się tylko wyć.
Musze odpoczac od zycia, od siebie,od meza, od lekarzy, zostac sama, zeby po dzisiejszej wizycie w klinice pozbierac sie do kupy bo jestem emocjonalnie rozpierdzielona. Nie potrafię NIC wiecej udzwignac.
Moze za jakis czas bede umiala znowu udawac jak to mi sie super zyje, chociaz w srodku placze i krzycze codziennie. W tym momencie nawet tego nie potrafie. Kończe się całą sobą.
I moge przezyc kazde rozczarowanie w zyciu, ale jesli na starosc nie bede mogla wyciagnac zdjecia mojego dziecka z portwela i powiedziec innym, ze wszystko mi sie spiepszylo, ale tak jedna rzecz mi wyszla, to juz w tym momencie nie mam po co zyc.
Ide wyć dalej.
Może kiedys tu wroce i cos jeszcze napisze, a moze nigdy.
24t2d
Postanowiłam sobie wczoraj wieczorem, że wstanę dziś w dobrym humorze. Dość tego mazania się, pojękiwania i marudzenia. Nie może tak być, żeby to hormony rządziły mną i całym moim życiem - muszę przejąć nad nimi kontrolę.
W dobrym humorze zdecydowanie pomogło słońce, które już od bladego świtu postanowiło zapukać w okno. I dobrze
Zebrałam d. w troki, wyszykowałam się i pojechałam na TSH (w czwartek mam wizytę u endo). Te pół godziny w samochodzie (przed 8 w Krakowie mega-korki), Radio Złote Przeboje na tapecie i słońce wypalające mi oczy - zdecydowanie nastroiły mnie pozytywnie.
Wracając wstąpiłam więc po tonę mięcha i warzyw i po powrocie wzięłam się za pichcenie! Rety, jak mi tego brakowało. Przez ostatnie dni czułam się taka bezużyteczna. Wyjadałyśmy z S. resztki z zamrażalnika, które kurczyły się w zatrważającym tempie. Teraz nowe zapasy zrobione. Kolejna fala depresji mi nie straszna
Chociaż po cichu mam nadzieję, że nie wróci.
Do końca dnia zamierzam leżeć z nogami w górze i pachnieć.
A co u Was? 
W tym miesiacu bardzo wierzylam w to ze sie uda. Testy ovu wskazaly dzien, lekarz potwierdzil, kochalismy sie a jedbak znow nie wiem juz po raz ktory nie udalo sie... Nawet dzisiaj nie plakalam z zalu. Juz chyba nwet nie mam sily plakac. Coz zegnam sie z ovufriend na pol roku. Nie wiem jak przezyje 26 listopada dzien urodzin mojego meza i dzien w ktorym urodzilabym nasze malenstwo. Spij Aniolku :-*
2 dpt (dzień po transferze).
Punkcja byłą w sobotę - pobrano 7 jajeczek, z czego 5 udało się zapłodnić, a dwa z nich już są w mojej macicy 
Sam zabieg punkcji... Cóż ponownie były problem z wenflonem. Pierwsza próba w prawą dłoń - pielęgniarka trafiła w zastawkę
Próba druga w lewy łokieć, na szczęście udana, chodź bolesna (ta żyła już też swoje przeszła). Najgorzej było jednak po punkcji - przez 3-4 dni czułam się jak po laparoskopii, czyli okropne bóle jajników i krzyża, mdłości, problemy ze schylaniem (powodowało ból), ze snem na boku. Na szczęście minęło dużo szybciej niż po lapie 
Po punkcji oczywiście dostałam nowy zestaw leków z wielką rozpiską jak je zażywać (kolejny tym razem ponad tysiąc w aptece zostawiony). Antybiotyk, lutinus dopochwowo 3 razy dziennie po 2 tabletki, kwas foliowy, dupek (też 3 razy dziennie po 2 tabletki, ale brać go miałam dopiero dzień po transferze) i mój ulubiony rodzaj leku - zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch
I te są zdecydowanie najgorsze. Zastrzyki przy stymulacji miały jakieś fajniejsze igły - wbijały się bez problemu i szczypały tylko podczas wprowadzania substancji. Te przeciwzakrzepowe mają chyba jakieś tępe igły... W ogóle nie chcą wchodzić
A do tego szczypią jak cholera i... w każdym miejscu ukłucia pojawia się ładna czerwona kropka a dzień później... siniak... Masakra...
W poniedziałek miałam transfer - dwa zarodki
Sam transfer był trochę nieprzyjemny - szczypało i piekło, ale do zniesienia. Najlepiej było po transferze jak mnie na łóżko przenieśli, kołderką przykryli i kazali leżeć 30 minut
Podrzemałam se trochę 
Najgorsze nastąpiło później. Wróciłam do pracy i wszystko było niby ok, ale... nagrzewnica w sali chodzi, temperatura rośnie a mnie coraz zimniej. Do tego tak strasznie śpiąca się zrobiłam, że nawet na biurku przysnęłam. Jak po 17 wróciłam do domu to od razu poszłam sprać. Około 20:30 obudził mnie mąż na kolację, wtedy zmierzyłam temperaturę - 38,6... Byłam przerażona. Dodzwoniłam się do gina i za jej radą wzięłam jeden paracetamol i mąż mi okłady zimne robił.
We wtorek rano po gorączce ani śladu. Dziś też - czuję się bardzo dobrze, a wszelkie bóle ustępują.
I teraz sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć...
Czy ten napad gorączki to normalna reakcja po transferze? Czy nie zaszkodził on zarodkom? Czy są jeszcze jakiekolwiek szanse, że ten cykl będzie szczęśliwy?
Tak bardzo bym chciała, aby wszystko zakończyło się szczęśliwie...
Mam już dość łez...
EDIT:
mrth666 - faktycznie przeciwzakrzepowe, nie przeciwzapalne... Dzięki za zwrócenie uwagi na błąd 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2015, 08:45
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.