Jestem w Warszawie. Porobili badania wszystkie dobre więc jutro powinni podać prowastatyny. Dzisiaj lekarka ktora byla na dyzurze powiedziala ze jestem w dobrych rekach i sprobuja nam pomoc jak tylko sie da... jutro konsylium...podobno wszystcy lekarze w szpitalu znaja moj przypadek i maja jutro debatowac... boje sie ze dzisiaj dostalam malenka iskierke nadziei a jutro mi ja zgasza...
7 tydzień 6 dzień ciąży 
19% ciąży 
Do drugiej wizyty zostało: 13 dni 
W środę byłam na działce i ugryzła mnie meszka. Na początku myślałam że może gdzieś się przetarłam i krew mi leci, ale niestety wczoraj wieczorem spuchła mi noga przy kostce i mamy klopsa. Wypiłam wapno zapobiegawczo i zrobiłam okłady z cebuli na noc. Pomogło troszkę bo rano noga była mniej spuchła. Strasznie boję się o moje dziecko. Czytałam niby że meszki nie przenoszą żadnych chorób ale ja nie chce go stracić. Mam nadzieję, że to ugryzienie nie jest dla niego zagrożeniem, będę próbowała wszelkich domowych sposobów żeby pozbyć się tego dziadostwa i proszę o to żeby Bóg nad moim dzieckiem czuwał i nie pozwolił mu odejść 
Ja mam ten problem że na mnie meszki lecą, na działce nigdy nikt nie jest pogryziony tylko oczywiście zawsze ja. Tylko w takiej sytuacji jadę na pogotowie i dostaje zastrzyk i tabletki, a ze względu na ciąże nic nie dostanę i nie ma sensu wogóle jechać na pogotowie. Czasem lepiej nic nie brać nic wziąć i zaszkodzić maleństwu 
Także humor mam dzisiaj do dupy. Siedzę w tej pracy bo siedzę ale chęcie wogóle nie mam. Oby szybko mi to zeszło a za 13 dni chce zobaczyć ślicznie bijące serduszko mojego dziecka i wierzę że Bóg nie pozwoli go skrzywdzić 
Miłego dnia 
Wczoraj dzwonili po mnie ze szpitala. O 14 byłam na oddziale. O 18:30 dostałam pierwszą dawkę leków. Druga miałam dostać po 3-4 godz. A nadal nie dostałam. Lekarza u mnie nie było. Od 21 mam bóle ale umiarkowane ale takie ze nie spałam.
Wszystko jest nie tak.
Miałam być taka szczęśliwa. A nie mam siły zyc
Witajcie kochanie ciocie. U nas wszystko ok, dziś 23+4 ...powoli ale zdecydowanym krokiem zbliżamy się do magicznej granicy bezpieczeństwa czyli 24-25 tyg. Od pn leżę na dwuosobowe sali a przedwczoraj wsadzili mi tu taka dziwna dziewczynę. Dziwna...bo początkowo mało kontaktowa, niesympatyczny i nie odpowiadającą na moje uśmiechy!!! Skandal nie? Więc usilam siebie do bycia niesympatyczny i zaczęłam ja ignorować przechodząc do toalety hihi i wieczorem sama zagadala. Hm..a wczoraj to tak się rozgadala ze aż do przesady i nie mogę oglądać bev Hills bo ciągle gada. Haha no ale ok..znajdziemy wspólny rytm.
5 lat temu w tym szpitalu urodziła synka w 24+3 ! Jest z miejscowości odległej o 80km, w której też jest szpital ale woli być tutaj bo tutaj są najlepsi specjaliści. Ma ten sam problem z szyjka tylko ze założony szew i jednego bąbelki w środku. No i w końcu ja jestem od kogoś starsza ciążą. Równo o tydzień. Teraz jej synek jest normalnym wesołym Chłopczyk em i nie ma żadnych problemów. Miał wylew..transfused i problemy z oczkami tuż po porodzie ale tak go ustabilizować ze po 5 tyg od porodu wyszła do domu z maleństwem. Fajna wspierająca historia. No i tak leży my i marzymy o wyjściu do parku..sklepu lub chociaż na dwór.
A u mnie w brzuszku szaleństwo. Towarzystwo kopie, rozpychają się i robi co jakiś czas imprezę. Dopóki malutka nie grzebie przy szyjce jest wszystko ok...ale jak czuje konkretnego kopniaka w okolicach szyjki to martwię się czy nie wyskoczy pessar. Heh
Dziś dowiem się kiedy to kontrolne usg - myślałam że będzie wczoraj ale przypadkowo przespalam od 12 do 15.30 wiec juz nie było sensu pytać. Bo wydaje mi się ze takie planowe a nie awaryjne usg robią do 15..na dole w przychodni szpitalnej. Zapytam tez co ze sterydy mi
Moja współlokatorka mówi ze jej podawali od 23+5 wiec pewnie ze mną będzie tak samo.
W między czasie oglądam i śpię...tez trochę pracuje zbierając na bieżące płatności kart i ostatni kredyt w pl no i oczywiście na zaaaakkuuupy z dostawą do danii. Wstrzymam sie jeszcze ale nie wiem jak długo wytrzymam. Hihi postaram się jeszcze 2 tyg no albo chociaż 1.5. W pn zacznie się week 25. Juppi
Wiec niedługo juz światło zakupowe z czerwono zoltego zmieni się na żółto zielone. Chiang Mai...trzymasz jeszcze naze wymarzone body - pierwszy zakup prawda? Jakbyś któregoś dnia przechodziła obok poczty please popytaj ile kostet wysyłka do danii Oki?
Idę na sniadanko.
Buziaki
jutro testuje... jejku już się tak niecierpliwie... chce jutro świętować, chce być mamą!
Bardzo wam dziewczyny dziękuję za wsparcie i pocieszenie!
Tova - to samo co ty powiedziała lekarka. Zarodek musiał być "niekompletny" skoro organizm go odrzucił. Nie ma w tym niczyjej winy, tak musiało się stać. I nie pomogłoby tu przyjmowanie żadnych leków ani leżenie plackiem w łóżku.
Maua - ja czekać nie muszę, dzięki temu że obyło się bez zabiegu. Już ten cykl jest staraniowy. Będzie monitoring, mam przepisaną luteinę i nawet skierowanie na bete w 14 dcpo. Musi być dobrze!!
Matylda - dziękuję 
Khalan - u mojego męża wycofanie trwało 3 dni, dla mnie najgorsze bo wszystko było w moim sercu jak siekane mięso i posypane solą. Potem stopniowo doszliśmy do siebie, popłakaliśmy sobie w ramiona i wróciliśmy do normy. Tobie również dziękuję za wsparcie!!
Wracając do tematu zachodzenie w ciążę - jestem po środowej wizycie. No nie powiem że było w 100% przyjemnie i miło bo nie było. Zaś się poryczałam, ale odrobinę. Jednak moja lekarka jest tak bezpośrednia, że szybko się opamiętałam i ustaliłyśmy dalszy plan działania.
Na pierwszy rzut poszły wyniki badań
Glukoza - wszystko w normie! Bałam się ja cholera, bo u mnie w rodzinie cukrzyca jest popularna bardzo
No ale na razie trzyma się ode mnie z daleka.
Hormony robiłam nie w tym czasie kiedy powinnam, bo miał być początek cyklu, a ja nie wiedząc o ciąży zrobiłam podczas krwawienia ciążowego. No ale nawet to dało się przeanalizować . I co?? I też wszystko w normie!! Zdradziła mi że obawiała się u mnie zbyt wysokiego testosteronu ale oczywiście jest książkowo. Ulga jaką poczułam po oczekiwaniu na te wyniki - ogromna!
Ustalenie czy się staramy czy odpuszczamy. Spytała jak się czuję, czy robię miesiąc przerwy czy jednak idziemy z prądem. Z mężem ustaliliśmy że robimy co w naszej mocy dalej - więc tak jej mówię. Ucieszyła się i na poniedziałek jesteśmy umówione na podglądanie pęcherzyka. To już będzie 17 dc więc jeśli będzie to cykl owulacyjny pęcherzyk będzie tuż przed pęknięciem.
Jeśli dojdzie do pęknięcia pęcherzyka, przez 12 dni mam przyjmować luteinę. Jeśli nie pęknie - to nie... Proste.
O dalszej przyszłości na razie nie mówimy. Według lekarki zajście w ciąże i donoszenie jej jest w moim przypadku tylko kwestią czasu. To ze w ciążę zajść mogę jest pewne w 100 %, jajowód mam drożny - a tego też się spodziewałyśmy że może się zdarzyć. Omija mnie więc wizja HSG i laparoskopii.
Pozbierana do kupy i z nowymi nadziejami czekam na dalszy rozwój sytuacji 
4 dni do TP! 40 tydzień ciąży (39 i 4 dni)
99% za nami!!!
Miałam pisać codziennie przez te ostatnie dni, taaa właśnie widać jak mi się to udaje
Za dużo się dzieje, żeby nadążyć. Wczoraj miałam tą kontrolę z ZUSu. Było stresująco, ale jakoś przebrnęłam. Moje świadkowe dopisały razem z pieskami i nie dały się złapać na podchwytliwych pytaniach, które miały mnie wkopać
Jeśi decyzja będzie pozytywna, to napewno każdej kupię wielki bukiet kwiatów 
Co do nas, to czujemy się świetnie. Nawet Pani z ZUSu zdziwiła się, że tak "brykam" po schodach na kilka dni przed porodem, zamiast ledwo się kulać
Wczoraj nawet obcięłam psiaka jednej z moich świadków 
Poza tym to sprzątam, sprzątam i przestać nie potrafię
Torby do szpitala czekają w sypialni, a lista rzeczy do włożenia na ostatnią chwilę czeka na stoliku nocnym obok łóżka
Wczoraj wydawało mi się, że widzę mikro smużkę krwi w śluzie, ale pewnie sobie wmówiłam, że to czop odchodzi 
Kamilku no dalej, hop do rodziców! Czekamy 

Dopadł mnie dół..termin porodu szwagierki zbliża się nie ublaganie,już jutro mogę zostać ciocia..a tymczasem czym bliżej tego dnia to w moim sercu czuję większy ból...Czasem myślę że to miało być moje dziecko..to ja pragnęłam,to ja się cieszyłam z dwóch kresek...ona nie chciała, to był płacz i nerwy...miałybyśmy podobny termin.. To u niej się udało.. A mi nie było dane dłużej niż tydzień nacieszyć się tym szczęściem...dlaczego? Dlaczego osoba która nie chce od losu dostaję taki prezent?...
Zaczynam mierzyć dobytek w garażach. Garaż spakowany, około 1,5 garażu rozdana lub wyrzucona, około 1/4 garażu wciąż czeka na spakowanie.
A ja poziom energii mam na minusie. Jak ja to ogarnę?! Tomek od niedzieli w Gda, a ja tu, w Lbn, usiłuję ogarnąć Basię, przeprowadzkę oraz regularne przyjmowanie suplementów i progesteronu. Masakra, jakie to trudne! Nie powiem, Tomek przed wyjazdem biegał i nosił, ja właściwie robiłam niewiele i zostałam z, naprawdę, niewielką częścią do zrobienia, bo, jak to stwierdził mój mąż "ja już słyszę, jak to małe Pufmię w twoim brzuszku woła do mnie >>tato, tato, pomóż mamie!<<". Taki to jest mój Tom.
Tymczasem: spać mi się chce, w końcu od 7.15 minęła już kupa czasu!
Od wizyty u gina chodzę trochę osowiała, nawet jedna koleżanka w pracy zauważyła i spytała. Jako że jestem z nią dosyć blisko i ona wie, że staram się o dziecko, to powiedziałam jej, ze niestety może z tym nie być tak łatwo i przyjemnie , oczywiście oczy od razu zaszły mi łzami.
Mąż już się umówił na badanie nasionek na przyszłą środę. Chciał żebym z nim pojechała, ale niestety mam już umówionego fryzjera więc odpada. Może to i dobrze bo bym się denerwowała, on powiedział że się w ogóle nie stresuje i nie ma z tym żadnego problemu. Cieszę się że ma takie podejście.
Z pocieszających wiadomości to dziś matki boskiej pieniężnej więc chyba połażę w weekend trochę po sklepach a nóż widelec coś ładnego kupię
No i dziś czeka nas domóeczka u mojego kolegi z pracy, zbierze się nas ładna gromadka, bo przychodzimy z naszymi połóweczkami, zatem będzie kilka osób do poznania
Długo pewnie nie posiedzimy, bo jutro rano wcześnie pobudka i akcja las i grzyby. Może wyłączę na chwilę myślenie o problemach, przyda mi się to. Dziś znowu poczytałam kilka pamiętników ( tak jestem w pracy...
ale cicho sza...), oczywiście sprawdzałam na końcu każdego czy jest przeprowadzka na fioletową stronę i w większości przypadkach była, więc trochę mnie to podbudowało.
początek 8 tygodnia ciąży
7t0d

wczorajsza wizyta przebiegła pomyślnie chociaż przed wizytą stres okropny związany z nią i podróżą 40 km w jedną stronę w burzy ...
kiedy już dotarłam serce mi waliło jak opętane lekarz mnie przywitał bardzo ciepło zresztą jak zawsze
no i mówi to co ? podglądamy ? no a ja tak oczywiście ! ręce mokre ze stresu odwraca monitor i pokazuje a na ekranie pęcherzyk jeden z maluszkiem i w powiększeniu z pulsującym maleńkim punkcikiem i przesuwa kolejny pęcherzyk z maluszkiem i pulsującym punkcikiem który stoi mi przed oczami i dziś kiedy zamykam oczy widzę ten fenomen natury który jest we mnie ! trzy serca w jednym ciele ! to tylko kobiety mogą tego doświadczyć !
Jestem dziś zmęczona pogoda deszczowa a ja padam już na twarz do tego mdłości i ból głowy ... mam niskie ciśnienie ale nie dam rady napić się kawy tak mi śmierdzi jak zmieszane błoto z trawą bleee...

mam wypisany prevomit na mdłości kupię po południu i lekarz bił się w głowę czy wypisać mi duphaston i stwierdził że nie będzie wypisywał bo czasami coś co pomaga może zaszkodzić nie mam plamień ani krwawień więc powiedział, że nie potrzebuje bo mam ładny progesteron a teraz na pewno jest dużo większy bo skoro w 19dpo był ponad 45 to znaczy że produkuje się prawidłowo i wystarczająco sama dynamika bety powiedział,że jest zachwycający !
i dodał że jest moją ciąża zachwycony tak jak by to jego ciąża była he he zaśmiałam się w głos a co do badania usg był bardziej chyba ciekawy niż ja ! 
na koniec zapytał mnie co jest dla mnie ważniejsze ciąża ? czy praca ? odpowiedziałam że w tej chwili ciąża więc powiedział że wypisuje L4 bo ciąża bliźniacza , praca na noc nie jest wskazana więc przytaknęłam bo sama chciałąm o to poprosić , powiedziałąmże wolę chuchać na zimne niż bić się później w głowe że coś jest nie tak .
więc sobie teraz odpoczywam w domu mam bałagan
i dobrze mi z tym .. chyba ..
nie lubie bałaganu ale dziś nie mam siły na jego ogarnięcie może później 
dwa ! siala lala la la la 


W czwartek rozpoczęłam stymulację Menopurem. Miałam chwilę zawahania, czy wogóle jest sens. Całe popołudnie przepłakałam, nie wiedziałam co mam robić. Ogarnął mnie taki cholerny strach, boję się, że znowu się nie uda
Dzisiaj już jest trochę lepiej, ale taki wewnętrzny lęk cały czas czuję. Nie umiem powiedzieć, że co ma być to będzie...
Być może mogłabym już pisać ten pamiętnik na fioletowej stronie, ale po pierwsze nie mogę w to uwierzyć, po drugie, mam nadzieję, że moja historia okażę się dla kogokolwiek otuchą. Dla kogoś kto tak jak ja przerobił i przeczytał już zbyt wiele czarnych scenariuszy.
Zacznę od początku.
W maju 2014 wyszłam za mąż za najfajniejszego człowieka na ziemi. Piękny dzień i piękne plany na piękne życie. Po paru miesiącach małżeństwa zaczęliśmy starania o dziecko. Jak pewnie wiele z Was, od zawsze chciałam być mamą i miałam szczęście trafić na faceta, który też bardzo chciał być ojcem. Kiedy tylko nasza sytuacja zawodowo-mieszkaniowa się ustabilizowała, z radością odrzuciliśmy antykoncepcję. Starania rozpoczęłam już z pewnym niepokojem, bo niestety zamartwianie się na zapas mam wkodowane w swój twardy dysk. PCOS, nadwaga, nieregularne miesiączki, cykle bezowulacyjne, niedoczynność tarczycy, już wtedy leczona. Wiedziałam, że to mogą być poważne przeszkody, ale wiedziałam też, że jedna owulacja wystarczy. Po paru miesiącach intensywnych starań z pomiarami temperatury, testami owulacyjnymi, trzymaniem nóg w górze po stosunku i z masą stresu poszłam do lekarza. Przed rozpoczęciem indukcji jajeczkowania lekarz zalecił spadek wagi i badanie męża, który "kiedyś miał jakiś zabieg", ale w przeszłości wykonywał już seminogram z tego względu właśnie. Rewelacji nie było, wyniki w dolnej granicy normy, ale ciągle w normie. W sierpniu 2015 pojechaliśmy z mężem na seminogram, pokręciliśmy się po mieście, odebraliśmy wyniki i...świat się zawalił. 0. Wszędzie 0. W każdej jednej rubryczce 0. Pojedyncze plemniki w polu widzenia.
Robiłam wszystko, żeby tylko się nie załamać (a raczej nie dopuszczać do siebie swojego załamania) i żeby jakoś wspólnie znaleźć wyjście z tej sytuacji. Szybko dowiedziałam się o aktywnym wtedy rządowym programie leczenia IVF. Seria telefonów po okolicznych klinikach i TAK, JEST MIEJSCE. W międzyczasie wizyta u androloga przed którą okazało się, że mąż w wieku 6 lat miał obustronne wnętrostwo. Androlog zbadał, obejrzał badania hormonalne które były w porządku, obejrzał USG jąder i orzekł, że nie da się nic naprawić. Hormony w normie, nie ma czego leczyć. Chirurgicznie nie ma czego leczyć. Mąż mógłby na wadze trochę stracić ale umówmy się -"operacja wnętrostwa 5 lat za późno". Żadne suplementy tego nie naprawią. Wszystko to podczas wyścigu z czasem, żeby zdążyć z masą badań do IVF, z wizytami u lekarza, z tym, z tamtym...Nie pamiętam wiele z tamtego okresu.
Grudzień 2015 rozpoczynam pierwszą stymulację do IVF. Krótki protokół z antagonistą. W tym momencie jestem już ekspertem, mam przeczytany cały internet, mam konto na ovufriend (dzisiaj nawet nie pamiętam nicku), znam wszystkie statystyki, wiem już wszystko. Nie wiem tylko jak się wszystko od tej chwili potoczy. Żyję jak we mgle, nie dopuszczam do siebie żadnych uczuć, bo to wszystko za bardzo boli. Cierpi na tym nasze małżeństwo. To wielki ból, który spada na nas oboje i z którym nie potrafimy sobie poradzić. Pobrano kilka jajeczek, kilka z nich zapłodniono, rozwinęło się jedno. JEDNO. Wyniki moich hormonów wysoko ponad normę, hiperstymulacja jajników. W sylwestra 2015/16 lekarz podejmuje decyzję o odroczeniu transferu o dwa cykle. Kolejny cios. Jak to w ogóle jest możliwe. A wtedy jeszcze nie wiedziałam o wielu rzeczach, że są możliwe. W pierwszym cyklu po IVF scratching, w drugim już wszystko dobrze i robimy transfer na sztucznym cyklu. Dwa tygodnie L4, 10dtp beta niziutka, 12dpt beta 23. Dalej niziutka, ale nie odstawiam progesteronu. Wracam na chwilę do pracy, do szkoły, gdzie większość moich koleżanek to młode mamy. W końcu dzieje się to, co dziać się musi - zaczynam plamić. Ale nie dopuszczam do siebie myśli, że to poronienie. Ląduję znowu na L4, dzięki niekompetencji mojej ówczesnej przełożonej CAŁA szkoła, personel i uczniowie, jakoś się o tym dowiedzieli, że jestem na L4 i "pewnie w tym roku już nie wrócę". No cóż, zaczęło się krwawienie a ja do pracy wróciłam.
Program refundacji IVF miał dwa limity - trzy próby lub czerwiec 2015 jak się okazało. Zdążyliśmy jeszcze zrobić jedną próbę. Schemat podobny, powtórzyć badania, które stracił ważność, znowu stymulacja, znowu jeden zarodek, znowu hiperstymulacja, znowu scratching... Tylko ja byłam inna, jeszcze bardziej odległa. Odcięta od tego wszystkiego. Nieszczęśliwa. Oddalona od męża, który przecież był i jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Tym razem i wynik bety był inny - od początku 0. Na szczęście, stało się to zaraz przed wakacjami, jeszcze tylko rady, rekrutacja i będę mogła uciec z tego miejsca gdzie wszyscy wbrew mojej wiedzy wiedzą o moim nieszczęściu. Tutaj kończy się pierwszy rozdział mojej, naszej historii. Kiedy patrzę na niego z perspektywy czasu to wiem, że bolał tak bardzo, że nie byłam w stanie nawet tego bólu w pełni odczuć. Myślałam, że jestem silna i zdeterminowana a wiem, że wiele z tego wyparłam, żeby przetrwać. Ale przetrwać miałam, i przetrwałam.
Dawno mnie nie było co ja mam pisać jak nic się nie dzieje...
Mój strach coraz bardziej daje o sobie znać mdłości minęły ból piersi od spodu jest niewielki piersi miekkie czasem brzuch zaboli rany martwi mnie to belly wskazuję 12tc a jak ja liczę z ostatniego usg to 10 tc przecież jest ciążą młodsza o 2 tyg minimum...
Strach mnie paraliżuje ze cos jest nie tak nie chce latać jak głupek po innych lekarzach by zrobić usg czekam cierpliwie do 2.10 by moja dr coś mi powiedziała... Tak bardzo się martwię marzę żeby bylo ok.... Czekam tylko przyszłego piątku bym zobaczyła moją kropeczke... Na 13.10 umowilam się do dr Kozarzewskiego do diasonu w Łodzi na badania prenatalne ....
Dziś jestem smutna chodzę poplakuje ..
Mam głupie myśli....
Marcel śpi a ja piszę tu bo mi ciężko mąż nic nie rozumie tylko mówi że sprowadzam zle myśli... Porażka totalna nie mogę się z nim dogadać czyżby hormony:-( 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 12:04
Ciąża rozpoczęta 21 sierpnia 2015
A więc moje przeczucie się sprawdziło i zaczynam nowy cykl. Dziś rano miałam zrobić test, ale zmierzyłam temperaturę i okazało się, że znacznie spadła. Darowałam sobie test... Jak tylko dotarłam do pracy czułam, że okres się zbliża i oto jest.
Wobec tego moja faza lutealna w tym cyklu się wydłużyła do 16 dni. Mam nadzieję, że to nie będzie teraz reguła, bo mimo wszystko wolałam te krótsze cykle. 28 dni czekania to nie 33 
Pocieszam się tym, że dziś piątek, widzę się z moimi koleżankami na piwie (nie muszę się już zastanawiać, czy mogę je wypić?) i postaram się zrelaksować.
Z resztą zawszze jak przychodzi okres to moja podświadomość automatycznie przestawia się na "stand bye" czyli czeka mnie spokojny weekend, najlepiej pod kocykiem z książką i czysty umysł. Zacznie się dopiero za jakieś 2 tygodnie, ale mój mąż będzie już uprzedzony i może będzie z jego strony większe zaangażowanie.
Udanego weekendu 
13+3
Objawy mnie wykończą, wczoraj wymiotowałam 5 razy. Chyba nic z całego dnia w żołądku nie zostało:( Czy objawy nie powinny się zmniejszać? Bo jest na odwrót 
W konsekwencji o 13 zrywam się z pracy bo nie wysiedzę, odbiorę przy okazji wyniki testu PAPPA, bo już powinny być i do domku...
Sprzedałam dziecko teściowej na spacer, mam chwilę na sprzątanie, więc piszę 
Strasznie nie lubię jej z nikim zostawiać, jedyną dopuszczalną opcją dla mnie jest mój mąż, eeeewentualnie moja matka, choć jeszcze ani razu Zosia z nią nie została. I na nic autotłumaczenie, że więzi buduje Zosia, że nic jej się złego nie dzieje, że dla mnie łatwiej. Serce wie swoje. Moja Zosia, nie oddam nikomu!!!
Miałam mieć dzisiaj usuwane ósemki, ćpam przeciwbóle już ponad dwa tygodnie teraz, i co?? Jak to co? Pan doktor MUSIAŁ akurat wziąć WOLNE.DZISIAJ. Więc będę się męczyć jeszcze do wtorku
Już mnie nawet zęby nie bolą, tylko kości całe o ile to w ogóle możliwe. Tragedia. Zosia miała właśnie z babcią zostać od rana bo na 8:45. Misja na marsa, wszystko dopinam na ostatni guzik, karmię, usypiam żeby pospała jak najdłużej i nie obudziła się głodna, wystawiam słoiczek, miseczkę, łyżeczkę, instrukcje szczegółowe, stres jak przed maturą i wszystko na nic. We wtorek od nowa...
Musiałam kupić większe pieluchy, bo 3 nie wytrzymywały presji i każda kupa jakimś cudem zdołała uciec. 4 wydają się takie wielkie. I nagle zdaję sobie sprawę. Moje dziecko JEST wielkie. Jak? Kiedy? Gdzie? Rewind please!! Dopiero co trzymałam w ramionach 2300g świeżo wyciśniętego noworodka. Dopiero co latałam z brzuchem (głównie do kibla). Dopiero co panikowałam na każdym kroku czy wszystko u niej w porządku. Dopiero przekonywałam komóreczki które ledwo zaczynały przypominać człowieczka, że są dziewczynką. Dopiero co martwiłam się, że znowu nie wyszło. Dopiero co przekonywałam siebie, że in vitro będzie najlepszą opcją, jeśli te trzy cykle będą bezowocne.
Ciążę wspominam w 60% do kitu w 40% cudownie. Przewaga kitu, bo co to za stan "błogosławiony" gdzie nie dość, że nic nie możesz, wszystko cię boli, strzyka, rzygasz jak kot, poznajesz nowy wymiar słowa "mdłości" to jeszcze każda najmniejsza rzecz wywołuje natychmiast panikę. 7 miesięcy strachu czy wszystko będzie z nią w porządku i świadomość, że nie jesteś w stanie zrobić nic więcej... A 40%? Kto widział bijące serduszko na monitorze i czuł rozpychającą się gadzinę w swoich wnętrznościach to wie 
Poród wspominam bardzo dobrze. Chętnie podejmę się jeszcze raz :)Chociaż teraz już mi wszystko jedno. Sn, cc, chłopiec czy dziewczynka, wcześniej czy później, ten czy tamten szpital. Przy Zosi latałam jak kot z pęcherzem, wszystko musiało być idealnie i zaplanowane i w ogóle. Następne ciąże na pewno takie nie będą. Co by się nie działo, poczęcie, noszenie pod sercem i urodzenie Zosi zawsze będzie wyjątkowe w ten magiczny i niepowtarzalny sposób. (Sorry przyszłe Zosiowe rodzeństwo :* )
Zosia próbuje i próbuje, ale jeszcze siadanie jej nie idzie tak jakby chciała. Za to nauczyła się stękać. Było już eeeeeeee, eeeeeeee, warczenie, piski. Teraz jest stękanie. Nie ma gu, gao, ba, ghi, ge, gle, au. Stęki. Turla się coraz sprawniej. Szczerze się przyznam, że w moich myślach miała być super zdolnym i inteligentnym dzieckiem. A wydaje mi się, że jest po prostu przeciętna póki co. Rozwija się ładnie, co chwila jest coś nowego, ciągle mnie zaskakuje, ale taki wewnętrzy głos gdzieś głęboko i tak marudzi... Psychol. Ale z drugiej strony, nawet jakby była najgorszym nieogarem to i tak kochałabym ją dokładnie tak samo. Bo przecież bardziej się już nie da, a nie ma możliwości kochać swojego dziecka mniej niż całym swoim sercem i nad życie, prawda? :*
Jesteśmy po wizycie u androloga w novum. Generalnie dziwna to była wizyta. Androlog trochę skrytykował naszego poprzedniego lekarza. Nazwał go "złośliwcem". Powiedzieliśmy na koniec spotkania, że poprzedni lekarz zaproponował nam biopsję. Androlog, jak to usłyszał, to najpierw się wyprostował, potem opadł na krzesło i powiedział, że przecież Mąż nie ma azoospermii... No więc, raczej biopsji nie będzie.
Androloga interesowały tylko dwie rzeczy. Przeglądnął wszystkie seminogramy i wypytał jakie były zarodki podczas dwóch naszych ICSI. Oczywiście zbadał też Męża i nic złego nie zaobserwował. Nie interesowało go, jakie Mąż ma hormony, jak chromatyna, nic z tych rzeczy. To właśnie było dziwne. Pytał też, czy u mnie coś nie wykryto. Stwierdził, że zarodki się źle rozwijały podczas naszych IVF i trzeba szukać przyczyny. Na pierwszy ogień idzie genetyka, bo dla niego to, co mamy już w genetyce zbadane, jest niewystarczające. Polecił nam gabinet w Krakowie. Okazało się, że to ten, w którym robiliśmy kariotypy. Jak genetyka wyjdzie ok, to mam zająć się swoją immunologią.
Przemyślałam potem sprawę. Już chyba wiem, dlaczego androlog nie pytał o hormony. Miał przed oczami świeże wyniki seminogramu, zrobione u nich, więc wiedział, że nasienie jest i nie ma co zagłębiać się w hormony. Tak to sobie tłumaczę.
Plan mamy taki, że idziemy za cztery dni na wizytę do genetyka i robimy potrzebne badania. Następnie znów mamy się umówić na wizytę do androloga z wynikami. Pójdziemy do niego niezależnie od wyników genetyki. Jeśli będzie zła, to pozostaje dawca, a jeśli dobra, to i tak pójdziemy na konsultację. Będę chciała Go wypytać, jaki protokół zapłodnienia rekomenduje, jakie dodatki wziąć i takie tam.
Mąż chce zrobić tak, jak powiedział androlog. Nie chce podchodzić do in vitro, dopóki ta genetyka nie będzie wyjaśniona. Muszę to uszanować. Poza tym, zgadzam się z andrologiem, że nasze zarodki były kiepskie. Mam tylko nadzieję, że to była wina przepracowania Męża, no ale wiadomo, że równie dobrze może być to coś innego.
Czyli zaczyna się szukanie przysłowiowej igły w stogu. Trochę mnie to wkurzyło. Najgorsze jest to, że znów wszystko się przesunie. Mam nadzieje, że nie dłużej, niż o miesiąc. Boję się podchodzić do kolejnego in vitro bez rozszerzonej genetyki.
Jedyna dobra informacja była taka, że morfologia nasienia w końcu nie była na poziomie 0% tylko 1%.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.