Dzisiaj maja byc wyniki. W necie moge sprawdzix. Takze pozniej sprawdze. Ale nie licze na nic powyzej 5.
Kobietki kochane,na razie ciągle jestem w szpitalu i dochodzę do siebie. W weekend nadrobię wpisy,bo tu mam tylko telefon. Doświadczenie porodowe mam bogate,najpierw rodziłam naturalnie,przeszłam przez cały poród,po czym dziecko nie wstawiło się do kanału i konieczna była natychmiastowa cesarka. Szczegóły później
Zdjęcie Michaśka też
Nie wiedziałam,że można aż tak kochać dziecko....

....nawet nie wiem co napisac...jest mi smutno dzisiaj...nic mnie nie cieszy...wszytko doprowadza do mysli ze do niczego sie nie nadaje jest mi po prostu zle mimo ze piekna pogoda na dworze...
24 dc
smutny, deszczowy dzien...
wykupilam abonament premium. A dlaczego ? dla zludzen, ze moze of pokaze mi duzo objaw ciazowych, ze zaznaczy owulacje. Nie wiem dlaczego ciagle sie oszukuje. Taka karuzela emocji.. Brzuch dalej boli okresowo. A piersi tak, ze po schodach nie zejde normalnie. A jak zdejme stanik.. to dopiero szal. Kogos kogo nie bolaly piersi to nie ma pojecia, co to grawitacja
Tak sie zastanawiam, czy ja tutaj kiedykolwiek zrobilam pozytywny wpis ? eh.. Mimo wszystko ciesze sie, ze znalazlam to miejsce..
a i przypomnialo mi sie.. ogladalam ostatni jakis serial i zapadlo mi jedno zdanie w pamieci
>zycie w ciaglym poczuciu braku moze sprawic, ze przestajesz dostrzegac, to co masz<
to moje zycie w jednym zdaniu
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2015, 19:47
32,34 mlU/ml !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 08:25
Rozpocznij sprawdzanie śluzu pierwszego dnia po zakończeniu miesiączki. Podczas obserwacji zwróć uwagę czy śluz jest w ogóle obecny, jeśli tak jakie masz ogólne uczucie w pochwie (suchość, lepkość, wilgotność). Jaką konsystencję ma śluz (czy jest śliski, czy się rozciąga, a może jest suchy, lepki bądź białawy przypominający balsam do ciała).
Śniło mi się dzisiaj, że mam dziecko i ma na imię Kuba 
Nie pamiętam tylko czy byłam w ciąży czy już urodziłam. Pamiętam tylko, że był Kuba 
W piątek wizyta i wyznaczenie terminu inseminacji. Jestem trochę przeziębiona ale mam nadzieję, że to nie wpłynie na stymulację i będzie chociaż jeden pęcherzyk. Tymczasem zajadam się orzechami na piękne endo- ostatnio nie było za dobre. Zaczęłam też mierzyć temperaturę. Zupełnie nie znam się jeszcze interpretacji ale jak coś będę prosić o pomoc na forum 
Tyle cierpliwości potrzeba w tych naszych staraniach. Ciągle na coś czekamy- na nowy cykl, na działanie stymulacji, na zabiegi, na testowanie... I tak cały czas- co miesiąc od nowa...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2015, 20:42
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2015, 20:48
10 dzień Cyklu.
Jestem po wszystkim 
Wróżka dużo rzeczy mi powedziała 
Nie mogę wam za dużo zdradzić ale jedno wam powiem 
Powiedziała mi ze widzi ze jedna rzecz mnie bardzo męczy i to sie wkoncu spełni..
A za chwile powiedziała ze widzi Dziecko w najbliższym czasie 
Także byłam miło zaskoczona

Dużo innych sprawdzonych rzeczy mi też powiedziała ..
ogień, dym poprostu!
Ciąża zakończona 23 października 2015
Prowadzenie tego kalendarza było jedynym z najprzyjemniejszych czynności w życiu.
Pora na mnie, lecę. Do szpitala.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2015, 22:36
Byłam dziś odebrać wyniki badania jakości nasienia mojego męża. Skomentowała mi je laborantka i powiedziała, że są ok i nie widzi powodów by umawiać się do androloga. Że jeśli nie możemy zajść w ciążę, to raczej nie jest problem po stronie mojego męża. Więc teraz możemy się w 100% skupić na leczeniu mnie. Zabiorę jeszcze wyniki do mojej gin jak będę szła następnym razem, niech rzuci na nie okiem.
Jak jechałam je odebrać, to pomyślałam sobie że "kocham" Warszawę w godzinach szczytu. To była masakra... Moja podróż zaczęła się od tego, że ja i jeszcze kilka osób z przystanku nie zmieściło się do autobusu i musiałam czekać na następny. A ci co się zmieścili to prezentowali się nieźle, jako sardynki w puszce... Potem jak już się udało i pokonałam pierwszą część trasy, to musiałam się przesiąść. Na szczęście było to na pętli autobusowej, więc autobus tylko w połowie się zapełnił ludźmi. Dwa przystanki później było znowu pełno. Do tego kierowca z którym jechałam był jakiś strasznie narwany. Nie dość, że na cały autobus zwyzywał biednego kierowcę osobówki, która stała na światłach przed nami, bo nie ruszył na zielonym przez 2 sekundy, to potem jeszcze opierdzielił jakiegoś pasażera, że zaraz mu wejdzie do kabiny chyba (oczywiście też zrobił to tak, że wszyscy go słyszeli). Zaczęli się wykłócać. Pasażer, że to nie jego wina że autobus jest pełny i nie ma gdzie stanąć, a kierowca, że on ogranicza mu widoczność i że on chyba nie umie czytać, bo przecież jest napisane, żeby nie ograniczać widoczności kierowcy... Tu po części miał rację, ale nie musiał się wydzierać na bogu ducha winnego pasażera za to, że ten po pracy chciał o normalnej porze wrócić do domu... Wreszcie gdy wysiadłam mogłam odetchnąć świeżym powietrzem. Odebrałam wyniki, wyszłam i na szczęście przestało padać.
Wsiadłam w autobus powrotny, dojechałam do pętli i stamtąd już podreptałam na piechotę do domu, bo w moją stronę był taki korek, że spokojnie czekało mnie ok 40-50 minut stania. A ja na spokojnie w 20 min dotarłam do domu. Podsumowując, zaznaczę jeszcze raz jak bardzo "kocham" Warszawę w godzinach szczytu...
Jeszcze chwila refleksji... Jak wracałam do domu, to tak sobie myślałam, że jednak ja to mam szczęście. Co prawda mamy problemy z zajściem w ciążę, ale przynajmniej oboje tego chcemy i czujemy się gotowi. Jak opowiedziałam o naszych problemach mojej koleżance, to ona opowiedziała mi o swojej, której mąż nie chce na razie dzieci. Zabezpieczają się cały czas a ona też ma zdiagnozowane PCO. Jest w moim wieku. Kurczę w końcu człowiek nie robi się coraz młodszy i z wiekiem coraz trudniej będzie jej mieć dzieci. Jak ja się cieszę, że mój J. też tak bardzo jak ja pragnie małego Bąbelka...
Codziennie się modlę o ten Cud. Może wreszcie Pan Bóg mnie wysłucha i pomoże nam. Tak bardzo chciałabym już zostać mamą...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 października 2015, 21:58
No i się zaczęło. Wielkie dyskusje, problemy jednym słowem nadchodzi owulacja!
Jakoś nie dogadujemy się ale pomału zaczynamy znowu się docieramy. Mój M. miał małe problemy ale dajemy radę. ]]Ja popadłam w lekki stan załamania... Mam ochotę płakać, mam doła, nie mam chęci do czegokolwiek.
Moje nastawienie i tak jest takie że się nie uda... Nie będę się tym przejmować może da radę.
Oczywiście odwołano mi wizytę na której miałam mieć USG by zobaczyć czy jest pęcherzyk... Jestem mega zła, do chrznau to wszystko... Wszystko pod górę! Mam dość!
Czas odpuścić i to na serio!
Ciąża rozpoczęta 23 września 2015
Wczoraj wieczorem pogodziłam się z mężem. Porozmawialiśmy sobie i jest już ok. Chociaż muszę powiedzieć, że trochę wkurza mnie fakt, że to zazwyczaj ja muszę pierwsza wyciągać rękę i dążyć do zakończenia konfliktu. On jak się obrazi to potrafi parę dni się nie odzywać. Dla mnie te ciche dni są bez sensu, bo tylko oddalają, ale on twierdzi, że potrzebuje czasu, by pozbyć się negatywnych emocji. Czasem myślę, że zamieniamy się rolami, on ma focha jak baba, a ja z kolei jak facet dążę do rozmowy i rzeczowego wyjaśnienia dzielącego nas konfliktu. No cóż nie pierwsza i nie ostatnia kłótnia za nami, taka uroda życia małżeńskiego. Ale godzenie się było przyjemne 
Po ostatnim zawieszeniu, dziś przełamałam się i wróciłam do modlitwy. Zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską po raz drugi. Staram się odmawiać ją w skupieniu i zawierzeniu. Nie jest to łatwe, w trakcie modlitwy moje myśli często próbują uciekać gdzieś w bok, ale staram się je odrzucać, chciałabym żeby ta godzinna mojej modlitwy była poświęcona tylko i wyłącznie Maryi. Tak sobie myślę, że moja mama zawsze mi pomaga jak ją o coś proszę, zawsze jest przy mnie. Wierzę, że Matka Boża jest równie kochająca i jak matka przytuli mnie do swojego serca, obejmie mnie matczyna miłością, wysłucha moich gorących próśb i wyprosi mi u Boga łaskę macierzyństwa. Ja muszę tylko wierzyć i ufać w jej matczyną dobroć

Tak się tez zastanawiam nad zaufaniem. Czy zaufać Bogu to znaczy porzucić wszelkie leczenia, badania, zabiegi i wierzyć w cud. Czy tez zaufać to wierzyć, że Bóg pomoże nam właśnie przez te zabiegi, postawi na naszej drodze właściwych lekarzy, właściwe diagnozy, właściwe leki. Co wy o tym myślicie dziewczyny?
Prawie miesiąc nie pisałam.. Ale szczerze powiedziawszy nie mam za bardzo co opisywać. Z frontu staraniowego = nic nowego- biorę Euthyrox, muszę się umówić na kontrolę do endokrynologa i sprawdzić, czy ta dawka leku nie powoduje przypadkiem moich częstych biegunek?
A samo obniżenie TSH na pewno pozytywnie wpłynie na organizm i starania. 
Poza tym wyluzowałam. Stwierdziłam, że jeszcze ten cykl staramy się bez większej pomocy medycznej, a potem zobaczymy. Muszę się na przyszły miesiąc umówić do mojego ginekologa. Wstyd się przyznać, ale od momentu poronienia nie byłam na żadnej wizycie- zawsze coś mi wypadało... Z drugiej strony myślę sobie, że takie odcięcie było mi potrzebne.
Może i bez dziecka pod sercem nie jestem w milionie procent szczęśliwa, lecz narzekać nie mogę. Od kiedy w naszym domu mieszka dużo osób (oprócz mojej szwagierki jest jeszcze moja przyjaciółka z synkiem dwuletnim) to naprawdę nie narzekam na nudę i brak pozytywnych emocji
babskie wieczory też czynią cuda 
W tym cyklu nie mam pewności, że była owulacja, jednak zaznaczyłam ją na wykresie (of bez wpisywania temperatur i innych parametrów nie chciało mi wyznaczyć owulki). Temperatury są wyższe, wiec raczej się nie myliłam, a przyjmowanie Duphastonu z tego co zauważyłam nie podwyższa mi tempki, więc liczę że wynik jest jednak miarodajny 
W ogóle to nawet nie wiem czy to wszystko co piszę to ma sens. Szwagierka uraczyła mnie winem domowej roboty, które dostała od ojca swojej koleżanki i czuję się jakby mi świat wirował
Męża nie ma to używam 
Czas położyć się spać, bo jestem przeokrutnie zmęczona- cały czas bujam się z remontem i porządkowaniem naszego dobytku, ale o tym może kiedy indziej 
Cały czas pamiętam o wszystkich Staraczkach, wyczekujących dwóch tłustych kreseczek na teście, jak i o tych Kobietkach, którym już się udało. Trzymam za nas Wszystkie kciuki!
Dobrej nocy! :*
Jutro rano test, na samą myśl przewraca mi się w żołądku!! Staram nie robić sobie nadziei ale gdzieś tam w serduchu jakaś iskierka się tli, że zobaczę dwie kreseczki (czasem sobie to nawet wizualizuje, według niektórych podobno pomaga
). Chciała bym się przenieść w przyszłość, żeby upewnić się, że czy na pewno spełni się Nasze marzenie,nieważne czy miała by się to stać za miesiąc czy za 5 lata, ale żeby się zdarzyło. Była bym spokojniejsza, a tak bardziej wierzę w to że się nie uda. Dosyć, że słabo ostatnio u mnie z pozytywnym nastawieniem i dobrym samopoczuciem to jeszcze mam jakieś żołądkowe rewolucje od tygodnia. Niby chce mi się jeść a jak się najem to mnie mdli i wymiotować się chce, później na samą myśl o jedzeniu mam odruch wymiotny. Może to z nerwów albo przez leki...
Okresu (jeszcze) brak, test negatywny, temperatura leci na łeb i szyje
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 06:33
OF zmienił zdanie i owulacja była 3 dni temu. Tak więc, 3 dpo (18dc) 11 cyklu starań. Testowanie w okolicach przyszłego weekendu :)Tymczasem czeka mnie ciężki weekend spędzony nad nauką ech, zaczynam mieć stres przed obroną. Proszę wszystkich o trzymanie kciuki za mnie we wtorek i oczywiście w okolicach weekendu. Czas uciekać, muszę jechać do urzędu skarbowego zawieźć rozliczenie męża a potem do pracy. Strasznie mi się nie chce. A tak w ogóle, to zauważyłam wczoraj, że od owulacji zaczynają mi się problemy trawienne, mianowicie do owu nie mam żadnych problemów, wzdęć itd a od owu jest masakra i wszystko przechodzi jak nadchodzi @. To chyba tyle na dziś
Dziewczyny chyba nadzieja mnie opuszcza. Beta w poniedziałek była 97,7 wczoraj po 48 h tylko 132,6. Lekarz kazał brać dalej leki, powtórzyć betę jutro i cierpliwie czekać. Obawiam się jednak ciąży pozamacicznej. Kluje mnie podbrzusze z prawej strony. Dziś idę na usg nie wiem czy warto ale może coś da się powiedzieć. Na pierwszej wizycie lekarz mówił ze w moim wieku powinnam zaskoczyć za pierwszym razem a tu takie rewelacje... wiem ze niektóre z Was starają się dłużej ale jak już dwie pierwsze ciąże są patologiczne to znaczy ze coś jest chyba ze mną nie tak:(
Mam dzisiaj zły dzień jakiś
robię porządki w papierach i postanowiłam , że spalę wszystkie badania ( HCG, USG )z okresu ciąży!! Zostawiłam sobie tylko jedno zdjęcie maleństwa♥♥♥ nie chce żeby mi się to przewracało po domu...
Ostatnio przeczytałam o ,, Opryszczka wargowa,, w czasie ciąży i dowiedziałam się , że może doprowadzić do obumarcia płodu:-( Niby piszą , że grożna jest jak pojawiła się pierwszy raz bo organizm się nie uodpornił.Wywołuje ją wirus Herpes simplex typ 1 - HSV1.
Ja miałam opryszczkę na ustach i to nawet dużą ale nie wiedziałam , że jestem jeszcze w ciąży.Posmarowałam Trybiotykiem i znikła. Nie miałam pojęcia , że to może być grożne w ciąży:-( Na wizycie u lekarza od razu zapytam się o jego zdanie na ten temat.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.