Niekończące się czekanie na wyniki bety...
Ciąża rozpoczęta 8 października 2015
Wyniki posiewu - stwierdzono Ureaplasmę spp - buuu No ale przynajmniej wiem dlaczego ciągle mnie brzuch boli i sikam jak powalona 
Teraz się zastanawiam czy rejestrować sie do lekarki na poniedziałek ( powinnam mieć @) ...no ale im wcześniej tym lepiej - dostanę antybiotyki i szybciej zacznę leczenie.
Drugie pytanie co z małżonem?? Jego też leczyć ? Wysłać na posiew nasienia? A może od razu zbadać całość...ale czy nie za szybko?? (mieliśmy to robić w grudniu)
Przeczytałam że Urea może powodować mniejszą ruchomość plemiorów...może tu jest pogrzebane nasze poczęcie?! 
Wyszły też paciorkowce i inne bakterie - ogólnie brudno tam bo stopień czystości w skali 1-4 mam 4 
Edit: Zapisałam się na jutro - im szybciej tym lepiej a mój niech idzie na te posiewy - a co tam i tak już zbankrutowaliśmy....
Strasznie mi dzisiaj niedobrze ....mdli mnie - może to nerwy , może wczorajszy alkohol
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2015, 19:53
13 tydz.
WITAMY W DRUGIM TRYMESTRZE!!! 
W koncu sie doczekałam
co prawda mdlosci nadal są obecne, ale to juz wcale nie pierwszy trymestr a drugi! Juz nie jestem "mdłodziakem" czy "kotem", jestem całkiem poważnym "straszakiem"! Wczoraj nawet (chyba z tego powodu) zostałam wymacana przez niezajomą - swoją drogą, nie dziwie że niektóre stany wprowadziły dotykanie ciężarnych brzuchów bez pozwolenia za nielegalne.
Zdarzyło mi się ze dwa razy poczuć takie baaaaaaardzo delikatne muśńięcie pod pępkiem - raz gdy na leżąco zgiełam nogę, a drugi gdy oparłam sie brzuchem o poręcz krzesła. Neeeeee to napewno jeszcze nie maluchowe ruchy, przecież jeszcze za wczesnie
ale fajnie sobie powmawiać.
Ostatnio podczas moich i mężowych poduszkowych rozmów nasuną się dosyć fajny temat: jak będzie wyglądało nasze dziecię. Jako, ze jak juz pisałam wczesniej, zostałam ciocią to nie mogłam zrozumieć dlaczego maleństwo jest rózowe skoro rodzice są brązowi... No i mąż mi wszystko wytłumaczył: jeśli oboje rodzicow maja bardzo ciemną karnację (np. Afrykanie), maleństwo przyjdzie na świat z brązowym kolorem skóry. Jesli rodzice mają mieszane korzenie (tak jak rodzice maleństwa, którzy mają jasną skórę, ale nadal są Afroamerykanami), maleństwo przyjdzie na świat rózowe. W takim razie moje pytanie: czy skóra niemowlecia ściemnieje? Czy juz zostanie "biala"? Otóż prawdopodobnie ściemnieje, bo ciemny kolor skory to cecha dominująca, a jak bardzo ściemnieje mozna poznac po... kolorze skory na łokciach i kolankach
tak wiec skoro ja jestem skrajnie "biała" a mąż jest brązowy, to 75% na to, że siedzi we mnie mały aniołek o tropikalnym kolorze skóry
Już sie nie mogę doczekać kiedy je zobaczę 
I dalej bez zmian... Już nawet nie wiem który to cykl starań. Pomału nie mam już na nic ochoty, a w szczególności nie mam ochoty patrzeć na małe dzieci i szczęśliwe kobiety w ciąży. Tak, tak - wiem! Jestem egoistką, ale po prostu nie mam już siły!!! Te starania serio, ale to serio dały mi w kość. Szkoda, że mam takie podejście, ale jestem zmęczona. Ciągle to samo rozczarowanie. Głupia-jeszcze nie przyzwyczaiłam się, że co miesiąc przychodzi @. Z nadzieją biegnę do apteki i kupuję test ciążowy. Nie mogę się doczekać, żeby tylko go zrobić i co ?! Pfffff, jak to co?! Głupio pytam sama siebie! NIC!!! WYNIK NEGATYWNY! I tak było znowu tym razem. Piersi mnie bolą, mam widoczne żyłki na piersiach, chodzę siku często-nie to niemożliwe, żebym kolejny raz miała zapalenie pęcherza- i tak sobie wmawiam cały czas! Przecież za szybko na objawy. Ale niestety jak to się mówi: Nadzieja matką głupich! I tak sobie żyję od @ do @. No niestety muszę nauczyć się z tym żyć. Tylko, że ja nie chcę takiego życia. Jutro jadę zrobić cały pakiet badania tarczycowych i jadę od razu umówić się na wizytę do ginekologa. Jak sobie pomyślę, że mój Aniołek miał by już 27 miesięcy to płakać mi się chce. Jak tak sobie siedzimy niekiedy z tym moim Małżem wieczorkiem i rozmawiamy to zawsze jakoś nasza rozmowa schodzi na ten temat. Źle Nam z tym, że tak się stało, ale nie jesteśmy jedynymi osobami, które muszą żyć z takim bólem. Wszystko robimy, kupujemy, planujemy z myślą o dziecku. Niestety nie da się tak życ i to Nas pomału wykańcza. Małż i tak nie myśli o tym tak często jak ja! Ja to chyba mam już obsesję. Ostatnio miałam sen, że niestety bez INVITO się nie obejdzie. No zobaczymy jak to będzie. W każdy bądź razie na razie mój plan wygląda tak : jutro badania i umówienie wizyty u ginekologa. Muszę zaczekać, aż skończy się ten nasz fatalny remont łazienki i będę planować wszystko dalej (chociaż nie oszukujmy się! Ja już mam wszystko zaplanowane).
24 dzień Cyklu.
Znowu dzisiaj dłużej w pracy musiałam być no!
Nie wyrobiłam się! Ale przeżyłam, także jest dobrze!
Coś czuję że nas związek ma się ku końcowi..
Widzę, czuję i wiem .. !
............................ 
Nie wiem co robić ze swoim życiem...
Brak pomysłu na życie, na cokolwiek...
Koszmar!
No i weź tu człowieku bądź mądry... Szukam swojej teczki już od tygodnia i znaleźć nie mogę. A w środku wyniki badań. Dzwonię do mojego i pytam, czy nie widział pomarańczowej teczki. A on, że coś kojarzy. I że chyba wziął, bo mu na jakieś papiery potrzebna była. No to ja pytam gdzie zawartość. A on, że nie pamięta... Ech... No to mam całe mieszkanie do przekopania... Faceci...
21 cs
15 dc
środa
Po wizycie u androloga.
Panie w rejestracji na Pl. Starynkiewicza w Warszawie chyba siedzą tam za karę. Są tak niemiłe, a wręcz chamskie, że człowiek jak z nimi rozmawia to ma wrażenie, że cofnął się w czasie o 30 lat.
Mąż miał badanie nasienia (bo okazuje się, że poprzednie, które robiliśmy w grudniu zaraz się przeterminuje). Na szczęście nie paradował z pojemniczkiem po korytarzu, wszystko załatwił w gabinecie. Gabinet androloga zawiera w sobie "pokoik" do "pobrania" materiału.
Jutro musimy jechać jeszcze raz, bo mąż musi zrobić badania z krwi, a dziś już laboratorium było zamknięte.
Potem jedziemy 10.11. na naszą wspólną wizytę. I zobaczymy co dalej.
.Piszę szczerze. Dzisiejszy dzień jest do dupy. Tak ! Nie będę dziś cenzurować tego słowa! Do DUPY.
Jestem typową kobietą, dziś objaw 'typowości" mam taki- niezdecydowanie. Czego ja właściwie chcę?
Przez ponad 2 miesiące czekałam na okres a jak już się łaskawie zaczął to narzekam. Nadejście @ zwiastowały, niczym makabryczne fanfary, trzydniowe plamienia oraz nieznośny ból kręgosłupa. Jak mamę kocham, miałam się nie skarżyć ale już nie wytrzymie 
Od wczoraj normalny (jak na mnie) okres ale bóle się nasiliły.
A może nie jest tak źle, a ja się po prostu "odzwyczaiłam" i niepotrzebnie marudzę ?
I mam męczący katar i nie mogę zjeść ciasta, które jest w lodówce bo jestem na "diecie".
Bmi 27, już jestem za szeroka żeby się oszukiwać że ta waga jest prawidłowa.
A może to dobrze? Może to ma na celu zmobilizowanie mnie do walki?
Tylko czemu ja muszę walczyć... Nie jestem inna niż reszta staraczek. Każda chciałaby zajść w ciążę bez większych kłopotów i nie musieć walczyć.
Gdzieś kiedyś przeczytałam że człowiek czeka na coś całe życie. Pamiętam jak czekałam kilkanaście miesięcy na ślub, teraz na ciążę. Ciekawe co wymyśli dla mnie Wszechmogący, na co będę czekać po tym magicznym PÓŹNIEJ...
Edit:
A nie pisałam na wstępie że u mnie raz zawiewa optymizmem a za chwilę dół i odwrotnie? Pisałam.
No to teraz jest mi trochę lepiej. Od jakiegoś czasu chciałam żebyśmy przygarnęli zwierzątko, koteczka. Mąż się nie zgadzał...
No i dziś powiedział TAK !
Pod warunkiem że kot będzie się nazywał Azor.
Chyba on śmieszkuje sobie ze mnie...
Na Reksia mogę się najwyżej zgodzić, o.

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2015, 19:22
Dziewczyny, tak w ogóle to spójrzcie na moje wyniki i powiedzcie co o nich sądzicie? Wiem, że mam za wysokie TSH i z tym będę walczyć, a co powiecie np. o LH, ESTRADIOL? Są trochę za niskie, czym to grozi? Mają jakieś duże znaczenie? Ogólnie co o nich myślicie? Mam jakieś powody do niepokoju?
PROGESTERON (24 D.C) - 7,7 ng/mL (norma: 1,2 - 15,9 ng/mL)
LH (3 D.C )- 2,21 mIU/mL (norma: 2,4 - 6,6 mIU/mL)
TESTOSTERON (3 D.C) - 0,36 ng/mL (norma: 0,13 – 1,1 ng/mL)
TSH - 2,6347 µIU/mL (norma: 0,490 – 4,670 µIU/mL)
ESTRADIOL (3 D.C ) - 27 pg/ml (norma: 39 – 189 pg/ml)
FSH (3 D.C ) - 5,70 mIU/ml (norma: 4 – 13 mIU/ml)
PROLAKTYNA - 9,14 ng/mL (norma: 1,39 – 24,2 ng/mL)
FT3 - 3,18 pg/mL (norma: 1,45 – 3,48 pg/mL)
FT4 - 0,86 ng/dl (norma: 0,71 – 1,85 ng/dl)
p/ciała anty TG - 1,69 IU/ml (norma: 0 – 4,1 IU/ml)
p/ciała anty TPO - 0,44 IU/ml (norma: 0 – 5,6 IU/ml)
Może i powiecie, że świruję ale im bliżej wizyty (a do wtorku jeszcze trochę czasu zostało...) tym jestem bardziej niespokojna... Poleciałam więc dziś na betę żeby sprawdzić czy wszystko nadal jest prawidłowo, a teraz martwię się czy wynik nie jest za niski...
27.10.2015 godz. 8:00 beta - 3159
04.11.2015 godz. 13:30 beta - 24449
HCG podwaja się co 2 dni 19 godzin (67 godzin).
Średni dwudniowy przyrost to 5188 mlU/ml (64.2%) (w normie).
Czy jednak przyrost nie powinien być większy?
Zaczynam chyba panikować...
No cóż właśnie odebrałam wynik HCG i co ? <0,1 - nie jestem zdziwiona, ani już chyba zawiedziona, czego mogłam się spodziewać? Że jednak będzie brzuszek ? Nie, ja jestem pechowa - to jest dla innych nie dla mnie, mnie nie może spotkać takie szczęście....@ dalej nie ma ale jest brudny śluz stąd wiem że @ to kwestia godzin. Ja już nie wiem co robić, nie mam pojęcia... w naszym mieszkaniu stoi nadal pusty pokój przeznaczony dla dziecka, mam ochotę wszystkie ściany obsmarować czarnym sprayem i zabić ten pokój dechami, ile on będzie jeszcze stał pusty ? Nie mogę tego pojąć jak to jest możliwe że jedne zachodzą w ciąże od tak a inne takie jak ja nie mogą zajść miesiącami, boje się że nigdy nie będę miała dziecka... czuję to, to że mogłabym je mieć wydaje mi się takie nierzeczywiste, takie surrealistyczne, jak zobaczyć ducha.
Czemu nie może we mnie wykiełkować nowe życie ?
11dc
Dzieki dziewczyny za słowa wsparcia . 
Niestety jest jeszcze gorzej . Czuje sie jakbym poślubiła człowieka ktorego nie znam . Nie wiem o co chodzi . On nie jest soba . Nie uwierzycie co mi powiedzial .. Ze specjalnie chodze do lekarzy zeby cos na niego znaleźli . I specjalnie to zrobilam zeby go obarczać wina . Ze to moja wina . Ze sobie wymyśliłam zeby zwalić na niego wszystko . Powiedzial ze nie pojdzie do lekarza ani nie powtórzy badań . Krzyczał strasznie i byl agresywny . Ja nie potrafiłam z siebie za duzo wykrztusic. Powiedzial ze ma dosc lekarzy, mojego wiecznego marudzenia ze boli .ze siedzimy w domu bo ciagle cos jest nie tak . Do tego powiedzial ze mi nie bedzie dawał żadnych pieniedzy na lekarzy i moje wymysły . Co za baran ! Nie mam pojęcia co dalej , co mam robic .. Wylam cala noc . W pracy tez Wylam . Przyszłam do domu i dalej rycze . Boli mnie brzuch i glowa od tego ryku . Gdyby on wiedzial jak tor jest byc w mojej skórze , kiedy boli, kiedy sie jest po laparo, kiedy rozkłada sie nogi przed setnym lekarzem z rzędu, kiedy czeka sie na wyniki na markery nowotworowe i wiele innych wyników ..zeby wiedzial , co sie czuje widząc kobiety e ciazy i male dzieci . Zeby wiedzial ile przeszlam w srodku przez te 3 lata zeby sie nie załamać . A on sobie kurwa nie zwali do butelki . Sorry za słownictwo ale mnie chu* strzeli . Nie mam siły zeby zyc , zeby z nim rozmawiac i tłumaczyć . Chyba zadzwonie do teściowej porozmawiać ..
Dzis dzień minął bardzo szybko i miło. Przyjechała siostra z Niemiec wiec po pracy pojechalam do nich posiedzieć. Pobawilam sie z dzieciakami i tak czas zleciał ze trzeba było wracać do domu. Wszystko bylo ok do momentu gdy szlam pod prysznic. Zauwazylam brudna wkładkę ale pomyślałam "zle sie podtarłam po grubszej sprawie". I zaczekam się kąpać. Niw dało mi to spokoju i się przyjrzałam i był to śluz z krwią. Od razu wpadło do głowy implantacja ale nie możliwe bo za szybko. Niby zagnieżdża sie po ok 7 dniach od ovu. Znów myśli krążą wokół tematu dziecka. Czy sie udało ehh...
Czytam o plamieniu okoloowulacyjnym czy to to?
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2015, 21:55
26 cs......Nigdy nie sądziłam, że tu dobrnę, ale jeśli ktoś by mnie zapewnił, że choćby za kolejnych 12 cykli będę na pewno w ciąży i szczęśliwie urodzę, jestem w stanie stać na głowie tydzień, robić sobie codziennie po 10 zastrzyków albo 20, pójść na kolanach do Częstochowy, zjeść kilo soli, wszystko zrobić.....Tymczasem te 2 kreski są dla mnie tak odległe, jak gwiazdy na niebie, chyba prędzej spotkam kosmitę niż je ujrzę....Staram się trzymać, ale jest coraz ciężej. Nie ma już wokół bezdzietnych albo "nie w ciąży"...Jestem alienem albo jakaś przeklęta jestem, czy co?
8dc
Normalnie tylko bym jadła! Co jest? Jakoś się powstrzymuję ale gdybym mogła to bym nie przestawała. Niech ten apetyt mi minie bo mi dupsko urośnie tak że się w nic nie zmieszczę!
Siedzę w pracy i właśnie zamówiłam obiad. Nie mogę się doczekać :p
A poza tym? Jutro na szczęście wolne ale mam dentystę
tylko wypełnienie ale i tak nie lubię dentystów... Gdybym mogła to jeździła bym do mojej do Kielc ale nie bardzo mam na to czas.
---
W trakcie pisania musiałam odejść do klientki a i obiad przyjechał więc smacznego 
4dpt po pierwszym dniu w pracy bylo troche stresu ale tez czas szybko zlecial
04.11.2015
Być może powinnam zacząć... mój drogi pamiętniczku... Ostatni pamiętnik prowadziłam w dzieciństwie, i to przez niedługi czas. Gdyby ktoś rok temu mi powiedział, że znowu zacznę to bym się uśmiała. Nie tylko jeśli chodzi o pisanie pamiętnika, (bo to w sumie fajna sprawa, na stare lata robię się sentymentalna) ale o to jak zmieniło się moje podejście do pewnych spraw: czytanie "bzdetnych" postów na forum, i nie tylko czytanie ale chęć sprawdzenia czy to i tamto zadziała? skoro innym pomaga to może mnie też pomoże? Mówię tu o ziółkach, różnorodnych suplementach, jedzeniu ananasa w taki a taki dzień cyklu, picie winka i jedzenie migdałów, i robienie świecy po stosunku... Ja, człowiek małej wiary, o podejściu bardzo racjonalnym do życia.
Teraz jednak etap mojego życia można byłoby nazwać pod tym względem KRYZYS ŚWIATOPOGLĄDOWY...
Dzisiejszy dzień, w szczególności wieczór dosyć trudny. Co poskutkowało nawet nerwami na pierworodnego.. Jutro prawdopodobnie dostanę okresu, a to dzień od kilku mieś najtrudniejszy dla mnie ( i myśl ZNOWU???BUUU). Męża nie ma, więc przeczytałam, mam wrażenie większość wątków na tym forum... I dostałam totalnego mętlika w głowie, a gdyby tego było mało to poczucie wielkiej niepewności mnie ogarnęło. Niepewność jeśli chodzi o działanie mojej gin, czy leczenie okaże się skuteczne, czy w ogóle jest prowadzone prawidłowo... I z tyłu głowy ostatnie jej słowa po mojej ostatniej u niej wizycie "Bardzo bym chciała Pani pomóc"... Też bym chciała, żeby mi pomogła... a przynajmniej, żeby nie zaszkodziła, bo już takie myśli mi chodzą po głowie... Jedno wiem, 13 listopada idę na cytologię, w tym mies też zrobię u niej monitoring a z wynikami udam się do poleconego przez koleżankę lekarza... Jest bardziej doświadczony, potrzebuję konsultacji z kimś innym... W tym momencie bardziej boję się o moje zdrowie - czy problemy z szyjką są wynikiem jej uszkodzenia podczas pierwszego porodu? czy płyn w zatoce Douglasa widoczny od kilku mies to jakaś infekcja? Czy zrobiła mi wszystkie potrzebne badania, żeby stwierdzić przyczynę moich porażek??Kurcze, jak to możliwe, że chodząc regularnie do gin, dopiero takie problemy wyniknęły podczas starań??? I dlaczego stwierdza, że jeżeli pierwsze dziecko mam z tym samym partnerem to nie powinniśmy tak panikować? Mam wrażenie, że wykłady o niepłodności wtórnej chyba przegapiła na studiach... I oczywiście co mnie przeraża, to myśl, że w większości przypadków lekarzy pogrąża rutyna...A indywidualne podejście??? FUCK!!!
I powtarzające się dialogi z synem:
- Mamusiu, a masz już dzidka w brzuszku?
- Nie
- Ja chcę...
- Ja też chcę kochanie...
Też chciałabym kolejnym potomkom do snu opowiadać bajeczki... Bo dobraNoc to taka, gdy kołderką jesteś TY>>>
13dc, dziś piękny skok na 36.7 czyli owulacja była wczoraj. W piątek do gina, zobaczymy co powie na wyniki bo coś mi sie ta insulina nie podoba.
Fasolko przyjdź i do mnie 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.