Ja nie wierzę co się dzieje w tej ciazy dziś znów krwawie lekko ginka kazała mi leżeć i jak coś jechać do szpitala co mnie przeraża najbardziej na świecie ..... W piatek mam ginke a 1.12 badania pokowkowe tak się martwię o moją niunie oszaleje chyba:-( 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 14:15
Sprawdź swoje kosmetyki. Pożegnaj się z kosmetykami, które zawierają składnik zwany Butyl Benzyl Phthalates obecny w niektórych lakierach, pomadkach, błyszczykach oraz perfumach. Może on negatywnie wpływać na funkcjonowanie niektórych hormonów odpowiedzialnych za płodność.
Ciąża rozpoczęta 26 października 2015
Dziś zrobiłam test ciążowy, który zresztą wyszedł pozytywnie. Szczęście i niepewność jednocześnie 
11 dzień ciąży i test owu dodatni, poprzednie nie do końca były
nie mam planu
może teraz poczekam po prostu do stycznia i znowu podejmę temat
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada 2015, 06:29
Jest sukces ! 
Dziś ważyłam się po prawie 2 tygodniach przerwy i waga mówi- schudłaś prosiaczku 
Nie dużo, ale wystarczająco by uznać to za schudnięcie a nie coś innego (np założenie lżejszych ubrań czy pusty żołądek).
Z 82,3 na 78,4 
I w końcu pojawiła się nieśmiała nadzieja, że osobnik który podprowadził mi książki je odda!
Dobrze się składa bo dostałam wczoraj pismo z biblioteki powiadamiające mnie o moim rychłym spotkaniu z komornikiem 
W pracy super, pierwszy dzień gdzie wszystko mi wychodziło bez stresu 
Wieczorem spotkanie ze znajomymi.
Chyba zaczynam powoli wyłazić ze swojej skorupy...
Jestem aktualnie w Sanatorium. Przez dwa tygodnie będę mieć wykonywane zabiegi borowinowe i solankowe. Pokładam duże nadzieje w tym wszystkim, może się uda?
Moje zabiegi to tampony borowinowe, majtki borowinowe, kąpiele solankowe oraz kąpiele perełkowe
Panie opowiadały jak to jedna babka przez 13 lat nic, miała 4 in vitro i nic a po sanatorium zaszła
Zobaczymy zobaczymy. Pewnie ten cykl i tak jest stracony bo owu będę mieć w trakcie pobytu ale w grudniu działamy
Trzymajcie kciuki
Zaczynam się ponownie wciągać w rutynę obserwacji.
Mniej więcej rok temu po raz pierwszy trafiłam na ovufriend i dołączyłam do staraczek. Tak jak w zeszłym roku nastrój świąteczny przeplata mi się z nastrojem oczekiwania na owulkę. I tak sobie myślę, że tak jak niektóre osoby kojarzą mi się z jakąś piosenką albo miejscem, tak bardzo że jak słyszę tą piosenkę albo jestem w jakimś miejscu, przed oczami zawsze pojawia mi się ta konkretna osoba, to tak samo mam z owu, po pół roku nieużytku wracam, włączam i czuję święta
I nawet jak będę logować się w lipcu(oby już na ciążowy) to dalej będę czuła atmosferę świąt.
25dc
Dzisiejszy dzień dołożył kolejne rozczarowanie. Nowy cykl to chyba dobry moment na rozpoczęcie pamiętnika. Ciągle dużo myślenia, emocji, nadziei, obaw, stresu. Zdecydowanie za dużo. To na pewno nie pomaga, wiem. Wiem, że powinnam się uspokoić, wyluzować, przestać myśleć. Ja to wszystko wiem, ale tak ciężko, kiedy do głowy same przychodzą czarne scenariusze...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2015, 20:40
dziś rano zrobilam pierwszy zastrzyk gonaeptyl i tu szok - malo nie fikłam
przy wpuszczaniu leku bardzo szczypał mnie brzuch a po chwili mialam slodko w ustach i jakoś glucho w uszach
po minucie przeszlo, teraz nie wiem czy to ze stresu czy tak podzialal zastrzyk
dziś rano zrobilam pierwszy zastrzyk gonapeptyl i tu szok - malo nie fikłam
przy wpuszczaniu leku bardzo szczypał mnie brzuch a po chwili mialam slodko w ustach i jakoś glucho w uszach
po minucie przeszlo, teraz nie wiem czy to ze stresu czy tak podzialal zastrzyk
przez to boje sie jutrzejszego zastrzyku 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 18:40
Co ja dziś przeżyłam....
Miałam umówione ktg na 12. Wstałam, poszłam do łazienki na siusiu i nagle masakra taki skurcz, a nawet bardziej ból z całego brzucha aż do podbrzusza i aż piekło no jakby ktoś wnętrzności rozrywał. Ja wisk i płacz, łzy same mi leciały. Minęły jakieś 3 min i to samo, znowu krzyczę z bólu, przyleciał maż, już chcieliśmy jechać rodzić. Ale jak jak mnie tak boli, i tak co kilka minut znowu takie samo coś. Ogólnie z 6-7 razy poczułam to i byłam przerażona bo ból okropny, nie byłabym w stanie nawet do samochodu zejść, aż modlić się zaczęłam, żeby to nie było to. Przy każdym ruchu ból jeszcze mocniejszy był. W końcu przeszło ale byłam mega wystraszona.
Na ktg za to skurcze max na poziomie 60, ale nie były jakoś specjalnie bolesne. Skoro takie malutkie skurcze są na poziomie 60 to to co miałam rano to chyba 1000 albo 1000000 !!! Odporna jestem na ból, ale jakby miało mnie tak bolec kilka godzin przy porodzie to bym chyba umarła...
Tak czy siak byłam na ktg, potem chwilę w firmie i potem w Lidlu na zakupach i ledwo żyję. Ciągle miałam bóle i skurcze... Nie nadaję się do wyjść z domu
Na szczęście upolowałam piżamę dla męża, obrus świąteczny, dekoracje do stroiku świątecznego i byłam promocja na ciuszki Lupilu i za 2 bluzeczki dla małej zapłaciłam tylko dyszkę !!! Aaaa i jest promocja, dostaliśmy książkę z przepisami rybnymi za 1 grosz 
Właściwie za 2 dni poród !!! Czuję strach i ekscytację. Jestem rozchwiana emocjonalnie. To ciągle szok dla mnie, że Nelka zaraz będzie z nami. Czuję, ze w dniu porodu ze stresu chyba zemdleję... Ciekawa jestem jak będzie bolała rana... oby było dobrze.
15 tydz.,6 dz.
Podobno w mózgu ciężarnej kobiety zachodzą rożne reakcje chemiczne, przez co zmienia sie jej sposób myślenia i spojrzenie na świat. Ja osobiście sie czuje jak gdyby ktos wyjął moj stary mózg, rozjechał go walcem, pomalował go na różowo i wrzucił spowrotem do głowy. Ciąża zmieniła mnie totalnie, okradła mnie z nerwowości i wypełniła kolorowymi motylkami. Biorąc pod uwagę te wszystkie problemy z którymi obecnie sie zmagamy powinnam być w głebokiej depresji, powinnam miec ochotę rozerwać mojego ukochanego gołymi rękoma a jednak... szkoda mi go! Mało tego! Czuje sie szczesliwa! Szczesliwa mimo tych wszystkich zer na koncie (i tylko zer...), depresyjnej teściowej i przytłaczającej pracy... Ciąża zmienia naprawde duzo w naszym sposobie myślenia...
Pare dni temu zadzwoniłam do kliniki. Z trzęsącymi sie łapkami wystukałam numer na klawiaturze, po dwóch sygnałach głos miłej pani poprosił by poczekać. W koncu głos powrócił.
- Klinika MOORE OBGYN w czym mogę służyć?-
- D....dzien dobry... Dzwonię by dowiedzieć sie czy otrzymali Państwo wyniki z mojego testu z krwi... (Tutaj podałam moje dane)-
- Tak, otrzymaliśmy Pani wyniki i wszystko jak narazie wyglada bardzo dobrze. I...siedzi pani? Jest pani gotowa?-
- Tak, tak...- odpadłam niepewnie, walcząc ze swoim galopującym sercem
- To chłopiec!!!-
O rany! O rany! O rany! Bede mamą małego łobuziaka!!! Małego urwisa!!! Wiercipędka!!! Poczułam prawdziwe szczescie! Myślałam,ze bede zawiedziona bo przeciez miał być dziewczynką, ale nic z tego! Jestem najszczęśliwsza na świecie!!! Swoją drogą Zelmo nie mam pojecia jakim sposobem wiedziałam,ze to chłopiec... Ale w głębi duszy czułam ze to "on" a nie "ona". To była taka niesprecyzowana pewność
czasami tak mniewam odnośnie wielu rzeczy w moim zyciu.
Postanowiłam zaskoczyć meża dobra nowina. Kupiłam najbardziej chłopięce ubranko jakie znalazłam, zapakowałem w piękne pudełeczko i je mu wręczyłam.

Reakcja oczywiście była skrajnie rożna od tej, której sie spodziewałam."nie uwierzę póki nie zobaczę." Czyli czekami na usg ktore potwierdzą to co juz wiadome.
A co do pozostałych spraw to rośniemy jak szaleni
i chyba poczułam pierwszy dotyk (bo to kopniakiem nazwać nie mozna). Aż sie popłakałam ze wzruszenia. Było tak delikatne jak dotyk dłonią ale tak jakby od środka. Juz sie nie mogę doczekać by poczuć te prawdziwe, pożądane kopnięcia!
Jest brzuszek:

Nie ma brzuszka:

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 18:58
19 listopada 2015- dzień, w którym miałam wszystkiego dość. To był jeden z tych dni, kiedy chciałam zamknąć się w czterech ścianach i nigdzie nie wychodzić. Mąż bardzo chciał, byśmy wieczorem udali się na mszę i adorację Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Cały dzień zastanawiałam się, jakby się z tego wymigać. Stwierdziłam w pewnym momencie, że powiem zwyczajnie, że nie idę. Pomyślałam, że sprawię jednak tym mężowi przykrość. Wiedziałam, jak bardzo chce, byśmy poszli tam razem. Po dłuższym namyśle podjęłam decyzję- idę. Msza przebiegła dość szybko, a ja nawet nie zauważyłam kiedy lepiej się poczułam psychicznie. Po mszy ksiądz modlił się do Ducha Świętego. Do modlitwy włączyli się wszyscy- każdy na głos uwielbiał Boga w swoim życiu. W pewnym momencie padły słowa, które mocno mnie później wzruszyły. Ksiądz powiedział, że Pan przychodzi teraz do 3 małżeństw z ... darem potomstwa. Boże. Tak bardzo, baaardzo pragnę, by te słowa były wtedy do nas. A jeśli nie były to postaram się dalej tak gorąco i mocno prosić o ten jeden wyjątkowy dar dla nas. Poprzez to zdarzenie - słowa, które nie wiem, do kogo były kierowane pokazałeś mi Boże, że warto wierzyć i cuda zdarzają sie często. Trzeba tylko w nie wierzyć. I ja wierzę, My wierzymy...
Wzloty, upadki, wzloty, upadki...
Lepiej, gorzej, lepiej, gorzej...
Wesoło, smutno, wesoło, smutno...
Tęsknota, tęsknota, tęsknota i tak będzie do końca...
Czyli nic nowego... nawet nie ma co tu komentować... psychicznie myślałam, że jestem silniejsza, a tu taka dupa wołowa.
Wszystkie dziewczyny opuszczają mój pokój tylko ja tu zalegam.
Jak lekarz wspomniał na obchodzie o cesarce, to nawet tego się boję.
Dydol i panikarz, a 35 lat na karku, wstyd!
Hej Dziewczynki! Malenstwa dzis wyszly z inkubatorow do wspolnego ogrzewanego lozeczka. Pierwszy raz maja tez na sobie ubranka oraz pierwszy raz zaliczyly kapiel w wanience. Uuf co za dzien!!
Na szczescie wszystko idzie w dobrym kierunku i jest coraz mniej stresujacych dni (w zeszlym tygodniu Sophie szalala z saturacja i poziomem co2, byla kilka dni podlaczona do BIPapa, dostala tez sterydy na wzmocnienie plucek no i juz jest po wsyztskim). Zblizamy sie duzymi krokami do styczniowego wyjscia do domuuuuu :*
Nie licze na swieta w domu, mam maluuutka nadzieje na sylwestra w domu ale najwazniejsze ze jestesmy juz blizej niz dalej.
Pierwsze duze zakupy tez juz zrobione. Oszalelismy zmezem na punkcie ubranek i musimy zrobic liste co juz tutaj w sklepach nakupowalismy a co trzeba kupic wysylkowo w polsce. Juz kurierem leci do nas karuzela do lozeczka, plac zabaw dla niemowlaka i peeelno roznych innych rzeczy na czele z lozeczkami, ktore w Polsce wyszly o wiele taniej. Poki co jedno bedzie na gorze a drugie na dole w salonie, a jak podrosna to wtedy beda mialy osobne lozeczka.
Smieszne jest to ze wygladaja jak nasze miniaturki. Sophie jest jasniejsza i bardziej rozowa a Chris ma nieco ciemniejsa karnacje. Do tego zachowuja sie tez tak jak my. Sophie ma czesto humory = zupelnie jak ja. Czasem jak jest glodna krzyczy na cale gardziolko z jezyczkiem na wierzchu az dostanie mleczko..a w miedzy czasie Christopher niewzruszony spi sobie w najlepsze
- zupelnie jak jego tatus.
Mleczka juz mam nieco wiecej i bardzo dobrze bo w sumie potrzebne jest ok 500ml na dobe. No i poki co pokrywam zapotrzebowanie towarzystwa na mleczko. Zwlaszcza sika wiecej w weekendy jak jest z nami tatus. Chyba wtedy odprezaja mi si ewszytskie kanaliki i mleczko leci jak z odkreconego kranu.
Nie moge sie doczekac przystawiania do piersi!!!! Poki co jedza jeszcze przez sonde ale codziennie dostaja troszke mleczka do buzi podczas ssania smoczka.
OOO.. juz czas na kolejna zmiane pieluszek. Buziaki Lleeeeeceeee :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 20:56
Sophie


Christopher


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 20:56
W wielkim skrócie - mój mąż umówił mnie na wizytę u pani ginekolog
tej, z którą cały czas się konsultuję i z którą miałam się już nie kontaktować 
W niedzielę wieczorem powiedziałam mu, że już mi się nie chce i jak chce, żebym do niej poszła, to niech sam załatwi. No i załatwił. Wizytę mam jutro po pracy.
Z moich obserwacji wynika, że dziś powinniśmy poserduchować, ale gdzieś wyczytałam, że lepiej dzień przed badaniem się wstrzymać. Trudno, najwyżej będzie kolejny cykl na straty, ale może się w końcu czegoś dowiem.
Dawno tu nie zaglądałam, ale ostatnio brak mi czasu na wszystko, dużo kłopotów i zmartwień.
19 cykl starań został całkowicie odpuszczony, nie było ani siły ani chęci na serduszkowanie. Wspominałam wcześniej, że teść jest bardzo chory, od czterech lat dzielnie walczył z nowotworem, ale leczenie już nie działa
Dwa tygodnie temu tak nam zasłabł, że pogotowie zabrało go szpitala, teraz jest już w domu, trochę go postawili na nogi. Ale lekarz prowadzący powiedział, że już nic nie może dla niego zrobić, zostało leczenie paliatywne:( Tak strasznie mi go szkoda, teść zawsze był dla mnie bardzo dobry, zawsze traktował mnie jak córkę, a ja traktuję go jak ojca. Do tej pory był bardzo zaradny, samodzielny, twardy, ale teraz kiepsko z nim psychicznie, jest w pełni świadomy swego stanu i ciężko to wszystko znosi. Staramy się spędzać z nim jak najwięcej czasu, wspierać tak jak potrafimy. Teraz on jest najważniejszy.
Mąż jest bardzo zapracowany, do tej pory pomagał ojcu, a teraz musiał całkiem przejąć obowiązki ojca w jego firemce, bo szkoda tego wszystkiego zaprzepaścić.
Jakoś tak naturalnie się stało, że te nasze plany zeszły na bok, jakoś się z tym pogodziłam. Życie czasem jest bardzo ciężkie i smutne 
W tym tygodniu powinnam pojechać na wizytę kontrolną do Warszawy po tym moim leczeniu hormonalnym, ale nie wiem czy mi się to uda, czy mąż będzie mógł mnie zawieźć, sama nie czuję się jeszcze na siłach by pojechać do Warszawy. Pojechać bym pojechała, ale jeżdżenie po Warszawie jest dla mnie wyczynem, a prawo jazdy mam stosunkowo niedługo.
Ech wszystko pod górę same problemy, troski, zmartwienia...
Czekam kiedy dla mnie zaświeci słońce a tu ciągle same ciemne chmury...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.