Teść ostatnio czuję się całkiem nieźle jak na swój stan, ale nikt nie wie, co będzie dalej, jak będzie dalej przebiegać ta choroba. Mam nadzieję, że nie będzie cierpiał. Tak bardzo bym chciała, żeby doczekał jeszcze wnuka od nas, ale to raczej niemożliwe 
O ile teść jest dobrym człowiekiem to teściowa działa mi na nerwy. Czasem jest taka zimna i nieczuła. Mam wrażenie, że najchętniej to wywiozła by męża do hospicjum, żeby mieć problem z głowy. Niby się nim opiekuje, ale brak w tym empatii i takiego zwykłego ludzkiego ciepła i życzliwości. Jak tylko ma okazję to wypomina mu jaki to niby on był dla niej niedobry, a ona teraz musi się nim opiekować. Nie wiem jak można się tak zachowywać w obliczu choroby, normalnie nóż się w kieszeni otwiera. Pewnie jak w każdym małżeństwie to i u nich były wzloty, upadki, kłótnie, przykrości, ale teść generalnie był bardzo zaradny, teściową nie obchodziły rachunki, opłaty, naprawy, nawet zakupy robił, a ona jak coś chciała, to miała. Przykre, że nie potrafi tego docenić, ale to taki typ, który uważa, że wszystko jej się należy i koniec. Moja mama nie miała łatwego życia z ojcem, ale jak zachorował, to opiekowała się nim najlepiej, jak potrafiła, dlatego dla mnie niepojęte jest jak można się tak zachowywać. Ale my nie damy ojca skrzywdzić, codziennie zaglądamy w miarę możliwości i sprawdzamy, czy niczego mu nie brakuję i będziemy się nim opiekować najlepiej jak będziemy w stanie.
Ponieważ ostatni czas jest taki zabiegany, pełen zmartwień trochę mniej myślę o naszych nieudanych staraniach. W tym miesiącu starań nie było, jedno marne serduszko i to po owulacji, także nie będę rwać włosów z głowy jak się nie uda, bo nie ma prawa się udać. Generalnie trzymam się, ale miałam dziś mały kryzys jak zobaczyłam znajomą, która w wakacje brała ślub z takim ślicznym okrągłym brzuszkiem. Nie mogłam się napatrzeć na ten brzuszek, tak bardzo jej zazdroszczę tego szczęścia i nawet gdybym nie wiem jak bardzo się starała nie jestem w stanie pozbyć się tego uczucia, ono chyba już zawsze ze mną będzie. Nie zazdroszczę ludziom sukcesów w pracy, kasy, domów, samochodów, podróży. Zazdroszczę im tylko kilku milimetrów szczęścia, tupotu małych stópek, słodkiej roześmianej buzi i tych najpiękniejszych słów mamo, tato...
Ech, czy kiedykolwiek będzie mi dane tego doświadczyć???
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2015, 21:58
29dc
Ehh miałam się nie łamać prawda? Miałam być twarda prawda? I co z tego wyszło? Guzik z pentelką! Mam wrażenie że we mnie są dwie Magdy. Jedna ta rozsądna, która wie że na wszystko przyjdzie czas i pora. Na dziecko też. A druga taka, która w środku krzyczy z rozpaczy za każdym razem gdy się nie uda.
Dziś w pracy była koleżanka która jest w ciąży. Siedzę z nią przy jednym stoliku. I za każdym razem, przy każdej klientce ta sama gadka. A to że kopie, a to gdzie rodzić będzie, a to że ubranka, a to że wózek... Szlag mnie jasny trafia. Życzę jej najlepiej oczywiście, ale cholernie mi ciężko
dziś miałam taki moment że o mało się nie popłakałam. Tym bardziej że oni się nie starali wogóle... tak wyszło. .. Nawet teraz mam łzy w oczach. Koszmarną walkę wewnątrz toczę. Walczą dwie Magdy - ta rozsądna i ta która tak bardzo pragnie dziecka. Aż strach się bać która wygra... 
Brzuch ciągnie... @ za rogiem. Ehh... 
Ciąża rozpoczęta 29 października 2015
Ha ha ha, jaki ten los przewrotny. Starania o dziecko zawiesiliśmy z mężem do odwołania, a tu buuum-2 krechy. W najmniej spodziewanym momencie 
Na razie jestem w szoku, muszę się z tym przespać, chociaż przede mną chyba dłuuuga, bezsenna noc- z nadmiaru wrażeń oczywiście 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2015, 00:30
36T(35t0d)
Ciaza to zaprawde bardzo dziwny stan, wczoraj bylam w pracy do pozna- wrocilam do domu o 22, wiec teoretycznie powinnam padac na twarz. adas obudzil sie o 2 I tradycyjnie wolal mnie zebym do niego przyszla. Robi to ostatnio co noc od kiedy zaczela sie szkola. Zobaczymy jakie zmiany wprowadzi urodzenie dziecka. Tak czy inaczej...stwierdzilam ze jestem glodna wiec zrobilam sobie kanapke, jogurt..ogladam 50 shades of grey I tak sobie pisze. Zamiast spac??..Sama wszystkim ciezarnym radzilam ..spij bo potem to moze byc krucho ale jak tu spac, nie jestem nawet tyci spiaca. jednak z Adasiem ta ciaza inaczej przebiegala jakos tak latwiej wydaje mi sie. Postanowilam sobie ze rano po odwiezieniu potomka do szkoly wracam do domu na kanape do 14..hehe..nie ma co udawac boheterki. Poniedzialkowe sprzatanie prawie mnie wykonczylo. We wtorek bylam bez energii do tego wymiotowalam I nawet nie poszlam na joge. Czas odstawic sprzatanie I zaczac sie troche oszczedzac. Moj P. nie za bardzo chyba to rozumie w koncu jestem w domu a jest balagan.
Dziewczyny wybieraja sie rano na kawe, ja jednak stwierdzilam ze energie tego dnia przeznacze na popoludnie z Adasiem, moze pojdziemy do kina albo na spacer.
Praca mnie stresuje I nie mam juz za bardzo na nia ochoty..zostaly mi 2 tygodnie. Wiem sama ze nie jestem juz za bardzo zdolna ale chce jeszcze dobic do konca I tyle beda mnnie widzieli przez 6 miesiecy.
Strasznie meczy mnie zgaga I nudnosci, czasami nawet wymioty, rano budze sie zupelnie bez energii do tego moje stopy I rece sa smiesznie zdretwiale..buty zrobily sie przyciasne czyli ze co?? Pojawiaja sie obrzeki? A moze zamieniam sie w ogromnego jamochlona? Moj P. wczoraj uraczyl mnie zlota mysla..Alez ty jestes ogromna!!!! Ze co?? W ciazy jestem do cholery..hehe wiem ze nie mial nic zlego na mysli wiec nie przejmuje sie tym. Czasami to on zachowuje sie jak maly dzieciak. Boi sie dotykac brzucha bo twierdzi ze to dziwne. Zdziwil sie ostatnio bo za kazdym razem jak kladzie reke na brzuchu to mala sie uspokaja..mysle ze to dlatego ze go nie zna..hehe..powiedzialam mu to a on ze jak to ..pewnie ze go zna.
)
z kolejnej rzeczy odkrylam w sobie ze boje sie porodu, dziwne co w koncu juz przez to przechodzilam a jednak sie boje...martwie sie o dziecko zeby wszystko bylo ok I tak ogolnie jestem poddenerwowana... Troche duzo tego martwienia co? Chyba robie sie troche spiaca.
27dc - niby 10dpo
Czy ktos potrafi mi powiedziec co sie dzieje z moim wykresem???
Tempka znowu w gore!
Przeciez nie ma szans na ciaze,
Nie w tym cyklu!
Wiec o co chodzi - ja sie pytam
16 tydzień 6 dzień ciąży
4 miesiąc - II TRYMESTR 
42% ciąży 
Do badań połówkowych zostało: 6dni 
Do wizyty zostało: 25 dni 
Już się melduje dziewczyny, dziękuje za pamięć, wczorajsza wizyta udana, tzn. maluszek rośnie z OM miałam 16+5 a z USG 17+1 czyli znowu jest do przodu 3dni. Także jest ok. Waży ok.180g czyli chyba ok. Serdunio biło 150uderz/min czyli ustabilizowało sie troszkę. Więcej parametrów mi nie podał ale nie mówił że coś jest nie tak, to była taka rutynowa wizyta.
A i będę miała synusia
Jednak przeczucie mnie pomyliło
Jest siusiorek ehhehe był to dla mnie ogromny szok, bo nie wierzyłam, że uda mi się mieć synusia a teraz jestem wniebowzięta. Dopytywałam lekarza 3 razy ale powiedział na 100% Pan 
Oprócz tego mam infekcje drobną, dostała Nystatykę i leczyć się mam.
Za tydzień połówkowe przyspieszone, oczywiście zestrachana jestem ale wierzę że teraz może być już tylko dobrze 
Do końca jeszcze nie wierzę w synusia a mąż jaki dumny jak PAW
Zawsze chciał mieć syna, zwłaszcza że w jego rodzinie są same dziewczynki. Niech teraz syneczek zdrowo rośnie i za 5 miesięcy widzimy się na świeci 
A oto mój robaczek:

Nie wiem co sie dzieje...bol plecow minal na kilka dni po wyciagnieciu spirali...teraz jestjeszcze gorzej..nie moge nawet kichnac! bo az mnie wygina w pol
jestem bardzo odporna na bol, ale to juz przesada
w poniedzialek ide do lekarza, nie widze tego inaczej 
Zauważyłam ostatnio, że częściej kłamię. Np. jak ktoś mnie pyta, czy się już staramy o dziecko to zaprzeczam. Albo nawet czasem gadam, że nie przepadam za dziećmi
a jak ostatnio kolega z pracy powiedział, czy ja planuje dzieci bo już taka młoda nie jestem to myślałam, że go zabiję. Jest w moim wieku i nawet chyba stałej dziewczyny nie ma a takie teksty wali. Powiedziałam mu, że nie jestem jedyną w pracy dziewczyną, która jeszcze nie ma dzieci i że jak jeszcze którejś coś podobnego powie to go razem zlikwidujemy
no i chyba mu się głupio zrobiło I DOBRZE !
poza tym nudy... mąż wczoraj miał dużo pracy u rodziców i został u nich na noc i dobrze mi się bez niego spało, nikt mi nie chrapał w nocy, była cisza i spokój
tylko wieczór był trochę smutny bo nawet nie miałam z kim pogadać. Dziś popołudniu piekę ciasto bo jutro jest msza za mojego tatę i będzie trochę gości u mojej mamy a potem idziemy na 18.00 na mszę do kościoła.
pierwszy miesiąc starań mamy za sobą .Po odstawieniu plastrów , po kontroli u gina zaczęliśmy starania. Wiem pewnie moja psychika ale miałam wrażenie,że się udało...Miesiączka spóźniała się 6 dni co nigdy się nie zdarzało. Bolało mnie podbrzusze uczucie rozpierania... Robiłam testy i nic.. Udałam się na bete oczekując na wynik poczułam coś dziwnego to była ona @ 
ROZPOCZYNAMY 2 CYKL STARAŃ 
Dziś mamy 11 dc.
Cykl rozpoczęłam od mierzenia rano tempki, obserwacje śluzu itp.
Prawy jajnik boli pulsuje już od rana, jestem ciekawa czy już nadchodzi ovu. Wieczorkiem zrobię test owulacyjny .Wczoraj robiłam druga kreseczka widoczniejsza ale to jeszcze nie to 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2015, 09:21
Okazuje sie ze ten rezonans to z kontrastem, az sie zdenerwowalam. Ciagle tylko badania i kontrasty, mi nie jest a tylko sie badam. A te co pija I pals to tylko ze sznureczkiem dzieci. A ja tego nie, tamtego nie bo moze w ciazy. Zygac juz mi sie chce na to wszystko. A najlepsze porady to zeby sie odprezyc!
Postanowiłam po dwóch miesiącach nieobecności co sik naskrobać. Sytuacja wygląda podobnie jak we wrześniu. Fasolki jak nie było tak nie ma. Pracy mnóstwo, ale najważniejsze że nasza rodzinka jest szczęśliwa. Zbliżają się święta, które bardzo lubię i oczywiście co się z nimi wiąże to sporo roboty. Wczoraj sporządziłam listę zakupów, która zajęła mi dwie strony. Ciekawa jestem tylko skąd ja na to wezmę tyle kasy? Postanowiłam, że już zakupię jakieś mięsa i artykuły spożywcze które mogą długo stać. Chatkę zacznę ogarniać tak za dwa tygodnie, bo po co wcześniej jak i tak się nabrudzi 
Dzisiaj 23 dc i oczywiście czuję się @. Fajnie by było gdyby...? No jak by fasolka zawitała ale zupełnie się na nią nie nastawiam.Bo najgorsze są te rozczarowania i żal. A tak zajęta jestem pracą i zakupami przedświątecznymi.
W wigilię i pierwszy dzień świąt idziemy do moich rodziców, a w drugi dz. ś. przyjeżdża teściowa, siostra mojego męża z rodziną, więc będę miała ręce pełne roboty, ale ja lubię takie przedświąteczne zamieszanie
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2015, 13:58
Tak, temperatura ładna,ale ona nic nie znaczy bo zawsze taka jest i spada w drugim dniu @,natomiast wczorajszy test az mnie porazil bielą
ale nie dziwi mnie to bo czuje sie bardzo dobrze mimo,ze spodziewalam sie jakis zaklamanych objawow przez duphaston,a tu nic. W dupie z tym. Jutro ide na andrzejki. W zeszlym roku odmowilismy bo bylam w ciazy,a w tym mam zamiar pierwszy raz nie wziac bromka i sie napic ! A co ! W koncu jest okazja
troche sie obawiam bo zaprosil nas kolega meza ,a ja jego znajomych za bardzo nie znam i nie wiem czy sie odnajde,ale w koncu od czego jest alkohol
no, a ze nie mam co ubrac to chyba nikogo nie zdziwi:/moze uda sie cos dzisiaj kupic,bede miala na to pol godziny ...
Naprawdę .... czy to ten termometr jest do bani ??
1 pomiar: 37,23
Myślę sobie - niemożliwe.
2 pomiar: 37,09
3 pomiar: 37,15
4 pomiar: 37,17
Zgłupiałam.
Nie wiem, czy wierzyć temperaturze. W każdym razie jest powyżej 37 stopni, więc całkiem nieźle.
Jeżeli ten wykres nie jest dobry, to chyba w przyszłym cyklu po owulacji nie będę mierzyć.
Kusi mnie, żeby zrobić 1 test ... jutro? pojutrze? poniedziałek ...
Aj, cierpliwość nie jest mocną kobiecą stroną.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2015, 13:05
Żyję. Minął dzień o który martwiłam się od pół roku. Wczoraj były urodziny mojego M. i planowana data porodu naszego maleństwa. Maleństwa z nami nie ma, a my w tym roku nie życzyliśmy sobie żeby następne urodziny spędzić już z dzieciątkiem na ziemi. Nie tym razem. Życzenie z tamtego roku spełniło się, spędziliśmy urodziny we trójkę, tylko maleństwo jest gdzieś nad nami. 
Jeszcze cztery miesiące i ponawiamy naszą walkę o dzieciątko. 
Dzis taki wpis zobaczylam na Facebook profil 'Son of God':
'Give thanks in all circumstances; for this is the will of God in Christ Jesus for you.' -1 Thessalonians 5:8
I ja Ci Panie oddaje dzieki bez wzgledu na to co sie wydarzy lub nie wydarzy, bo wiem, ze Ty wlasnie jestes w tym wszystkim.
1dc
No i zaczynam nowy cykl. Wczoraj wygadałam się mężowi. Od razu mu wytłumaczyłam że to nie jest tak, że obsesyjnie pragnę dziecka. Że ja rozumiem że kiedy przyjdzie najodpowiedniejszy czas to i fasolka będzie. Ale w środku serce mi płacze za każdym razem gdy się nie uda. Przytulił mnie mocno, ugłaskał... Od razu mi się lżej na na duchu zrobiło. Troszkę, ale zawsze coś.
Dziś rano wstałam z @. Nowy cykl, nowe starania, nowe nadzieje...
Nabralam troche nadziei ze moze ten cykl nie jest stracony ale czas zejsc na ziemie i uswiadomic sobie ze ten cykl jest stracony. Nie bedzie z niego zielonego kropka. Jutro pewnie tempka spadnie i na tym sie skonczy, potem przyjdzie @ i zacznie sie nowy cykl...
Nie wiem dlaczego, ale zaczynam wątpić w to wszystko że nam się kiedyś uda....Jeszcze nie miałam pierwszego cyklu z Clo a już mam doła
Nawet nie nastawiam się, że cokolwiek może z tego wyjść ale pójdę na monitoring zobaczyć chociaż czy lek działa
Chyba ogólnie mam doła...nawet odechciało mi się mojego spotkania w sobotę i chyba odwołam
WSZYSTKO JEST TO BANI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
A do tego wszystkiego jest tak zimno na chacie, że chyba przeprowadzę się chyba już jutro:(
Ale mnie dziś dopadł PMS, czuję się od rana zła, wściekła i to zupełnie bez żadnego powodu. Do tego wysypało mi pełno pryszczy na twarzy, ramionach i plecach. Zaraz zbieram się do pracy i cały weekend pracujący, ale to dobrze, nie będę miała okazji pokłócić się mężem. Bardzo bym tego nie chciała, szczególnie teraz, a w obecnym stanie mogłabym wybuchnąć o jakąś pierdołę. Strasznie nie lubię tego stanu napięcia przedmiesiączkowego, nie do końca jestem wtedy sobą. Mam nadzieję, że szybko przejdzie, bo w tym miesiącu jest wyjątkowo intensywny.
Przed chwilą byłam w toalecie i zaobserwowałam, że śluz jest taki żółtawy, nawet lekko w kolorze kawy z mlekiem, chyba powoli zaczyna się plamienie. Nie jestem zdziwiona i rozczarowana, na nic nie liczyłam, ale miałam nadzieję, że po tym leczeniu utrzymają mi się cykle 27-28 dniowe, ale wszystko wskazuje na to, że wrócę do tych swoich 24 dniowych. Miałam nadzieję, że @ i to plamienie wstrzyma się do poniedziałku, że jeszcze dam radę radę skoczyć do lekarza, żeby móc zaplanować wspomagacze na następny cykl, ale wygląda, na to, że dupa blada, kolejny cykl będzie naturalny, czyli znów stracony, bo jakoś nie wierzę już w to, że tak po prostu się uda, skoro tyle ray się nie udawało i zawsze jest dokładnie taki sam scenariusz.
Ale dobra, koniec użalania nad sobą, trzeba wziąć się do roboty, może uda się zrobić coś dobrego dla innych.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.