Właśnie dobiega końca mój 3 cykl starań wspomagany podwójną dawką CLOstilbegytu i Estrofemem. Owulacji nie było, rano odebrałam wynik progesteronu i bHCG. Oba wyniki poniżej 1.
Ostawiłam Duphaston i okres powinien pojawić się za max. 2 dni.

W kolejnym cyklu planuję wspomagać się herbatką Fertil Tea, na którą za chwilę wymieszam zioła i będę popijać 3 razy dziennie.
Do tego dołączę Inofem 2 saszetki dziennie oraz witaminy dla staraczek i dodatkowo wit.D, której mam niedobór, a która podobno znacząco wpływa na płodność.
Oprócz tego min. 3 kapsułki oleju z wiesiołka Oeparol Femina, który wplywa nie tylko na śluz ale również na zmniejszenie cholesterolu, którego mam za dużo.
Jeszcze standardowo Euthyrox 50, aby trzymać moje TSH na poziomie do 1,5. Wyjściowo miałam 3,04.

Do rozważenia mam jeszcze Bromergon na hiperprolaktynemię czynnościową. Jednen lekarz mówi, że powinno pomóc a drugi stanowczo odradza.
Wyniki badań w 5 dc:
Prolaktyna 385,8 mU/l (norma 127-637)
Prolaktyna po obciążeniu po 1 h – 6188 mU/l (16krotny wrost- po obciążeniu ogromny ból głowy i senność))

I tak do 5 stycznia, bo wtedy mamy pierwszą wizytę niepłodnościową w Invimedzie. Boje się, że będą nas namawiali na invitro i będzie mi przykro jeśli usłyszę, że tylko to nam zostało..
Natomiast czytałam, że lekarze tam przepisują zamiast CLO lek Femara. Mam nadzieję, że dostanę receptę, ponieważ CLO raz działa u mnie a raz nie. Liczę też na przepisanie Metforminy, która podobno przyczynia się do zmniejszenia poziomu LH, który u mnie jest dużo wyższy od FSH. W 5 dc LH=17 a FSH=6. Oprócz tego Metformina pomaga jeśli ma się insulinooporność, której raczej nie mam bo insulina i glukoza na czczo są w dolnej normie, no ale nie wiadomo jak zachowują się po obciążeniu cukrem czy posiłkiem.
Dodatkowo zbadamy nasienie męża- chociaż sądzę, że to tylko proforma. Problem jest po mojej stronie.

W dalszym etapie pewnie czeka mnie badanie HSG - drożności jajowodów, laparoskopia i koagulacja jajników.

gosia89 udało się po 9 latach 30 grudnia 2015, 18:03

12 dc HISTEROSKOPIA

Jak wiecie wczoraj miałam mieć HSG... Pojechałam na 7 jak kazali...Przyjęli mnie na odzdział ginekologii, wszystko było tak jak miesiąc temu. Czekając już w pokoju usłyszałam na korytarzu rozmowy lekarzy i chyba położnych lub pielęgniarek. Słyszałam teksty że jak to HSG przecież nie ma lekarzy, szkoda że nie przyszła jutro, dzis nie damy rady... No to ja już w myślach ''o nie, powtórka z rozrywki'' Ale w końcu ktoś powiedział ''To jest Pani trzecie podejście, zbadajmy ją chociaz, obejrzyjmy'' No i zawołali mnie na badania...

Siadałam na fotel ginekologiczny, następnie zrobiono mi usg i stwierdzono polipa. Oczywiście ja wiedziałam ,że mam polipa bo moja gin powiedziała ze jest tylko ze malutki i raczej nie przeszkadza w zajsciu w ciąże. Jednak w szpitalu twierdzili inaczej. Nie robimy HSG, należy zacząć od histeroskopii... Oczywiście jeśli wyrażę zgodę... Zgodziłam się. Musiałam zostać na noc.

Rano o 9 miałam mieć zabieg, już szłam na blog operacyjny ale się okazało że tam nic nie wiedzieli o takim zabiegu więc spowrotem na górę do pokoku i kolejne czekanie. Za około 2 godz przyszła ponownie położna i mówi ''Zapraszam Pania, idziemy na zabieg'' No i udało się około 11 zrobili mi Histeroskopię. Usunięto polipa.

Nic nie czułam, bo miałam znieczulenie. Nie pamiętam nic z zabiegu. tylko jakieś prześwity ale to chyba przed samym zabiegiem. Pamiętam dopiero moment jak mnie wwieźli do pokoju. Ciekawe jak mnie na te łóżko przełożyli bo nic nie pamiętam ;) Zabieg miałam na stole ale nogi rozłożone jak na fotelu ginekologicznym. Po zabiegu ból brzucha niemiłosierny, jak podwójny okres. Podali ketonal.

Po 4 h wyszłam do domu czyli o 15.

Pytałam lekarza czy możemy się starać po zabiegu. Mówił śmiejąc się głupio że starać można się zawsze. Jednak w necie piszą że nie można, lepiej poczekac kilka tygodni. Pozatym i tak krwawie i brzuch pobolewa więc się wstrzymamy.

PS: Najgorsze było dla mnie zakładanie wenflona (pierwszy raz miałam)

Na wypisie kilka ciekawych informacji.
-macica w przodozgięciu
-Endometrium 6,5 mm (potem sprawdze w necie czy to dobre jak na 11 dc)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2015, 18:03

kasia03 Czy kiedyś się uda??? 30 grudnia 2015, 19:51

witam serdecznie poświątecznie:)
to będzie ostatni wpis w tym roku.Tak więc 23 grudnia,w 10 dc byłam na monitoringu.Na prawym jajniku dwa dominujące pęcherzyki po 19 mm.Druga iui nie odbyła się,24 grudnia byłoby za szybko.Doktorek przypisał ovitrelle(zastrzyk na peknięcie pęcherzyków) i nakazał zrobić go sobie(osobiście) 25 grudnia wieczorem.Wykupiłam grzecznie lek w Gamecie ale do końca nie byłam przekonana że w ogóle go zrobie(przestraszyłam się dwóch pęcherzyków).Niby gdzieś powyżej napisałam:jak to byłoby super gdyby były bliźniaki ale już najwyraźniej mi to przeszło.Wychodząc z Gamety dowiedziałam się jeszcze gdzie odpłatnie mogę wykonać ten zastrzyk w święta,bo ostatnią rzecza na jaką miałam ochotę było samodzielne kłucie.Okazało się że T może bez najmniejszego trudu zrobić mi taki zastrzyk poniweaż był przeszkolony na statku nawet do zszywania ran:).Położna w Gamecie także udzieliła mi instruktarzu co do wykonania zastrzyku i dowiedziałam się że niczego spaprac nie da rady:).Pierwszego dnia świąt godzinę przed godziną zero byłam przekonana że zastrzyku nie wykonam:po pierwsze nie chcę znowu czuć się tak mega paskudnie jak miesiąc temu po tym zastrzyku(naprawdę czułam się odrażająco) a po drugie na pewno jednak nie chcę bliźniaków.Doktorek co prawda mówił,że to mało prawdopodobne aby dwie komórki nadały się do zapłodnienia(mój wiek) a poza tym słabe nasienia.Ale zawsze może być przeciez innaczej.Tak więc nie wiem dlaczego o godzinie 18 weszłam tak po prostu do łazienki i zrobiłam sobie ten wspaniały zastrzyk.Ani bólu,ani sladu krwi,ani nic co mogłoby spowodować jakikolwiek dyskomfort.Byłam pewna że tak samo jak miesiąc wczesniej obudze się następnego dnia ledwo żywa.Dzisiaj mam 17 dc,5 dzień po zastrzyku.Czuję się idealnie.Zadnych skutków ubocznych,żadnych dolegliwości jak miesiąc wczesniej.W ogóle w tym cyklu po owulacji nie mam zadnych najmniejszych symptomów ciąży,implantacji.Jedynie od wczoraj trochę brzuch boli skurczowo jak na miesiączkę.Nie robię żadnych testów ciążowych żeby sprawdzać hcg w swoim organiźmie.Po ovitrelle powinnam je teraz mieć ale nic nie wyczuwam.Święta minęły bardzo miło,rodzinnie.Jutro Sylwester organizowany u nas w domu:).To był narazie nasz ostatni cykl starań.W styczniu T wyjeżdza na statek.2,5 miesiąca bez stymulacji,starań,sprawdzań.Chyba już tego potrzebuję.


Życzę Wam wszystkim spełnienia marzeń,wyczekanych ciąż,wspaniałych dzieci i szczęśliwych związków.Szczęśliwego Nowego Roku:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2015, 20:01

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 4 stycznia 2016, 08:53

39t1d wg owu - 6 dni do TP
39t6d wg OM - 1 dzień do TP


Wczoraj wieczorem kolejna akcja skurczowa (czyli wieczór jak co dzień od tygodnia - 2h regularnych skurczy, a potem cisza). Zatem moje apogeum wkurwa przemieniło się dziś w apatię i obojętność. Nawet M. jedzie dziś do pracy, bo to czekanie na bombie jest zupełnie bez sensu. Nie mam siły już. Chyba prześpię cały dzień, bo nie mam innego pomysłu na rzeczywistość ...

coliberek Działania..działania... 30 grudnia 2015, 23:25

Czesc kochane. Przepraszam, ze zaniedbuje pamietnik ale jak mozecie sobie wyobrazic....brakuje mi rak. hihi A kazdy dzien tak szybko leci , ze jak przychodzi wieczor to nie wiem czy spac, czy pracowac, czy chwile odpoczac czy wogole nic nie oplaca sie zaczynac bo zaraz i tak pieluszki i jedzonko. :D Pomimo tego intensywnego tempa jestem najszesliwsza na swiecie!
Jestesmy jeszcze w szpitalu i bedziemy tu min do 18.01 czyli do dnia planowych urodzin.
Christopher przed wczoraj wyszedl juz z CPAPU i dzielnie sobie radzi. Miodzio!!! Cudownie moc ziac na rece Bubusia bez nawalu kabelkow. A Sophie pomimo lagodnej wersji BPD czyli dysplazji oskrzelowo plucnej tez radzi sobie swietnie i jest bardzo dzielna. Juz idzie jej do noska tlenik 25-30% Dzieki Bogu jest coraz lepiej!

Jedyny MYK jest taki...ze przedwczoraj na cotygodniowej wizycie kontrolnej okulistce nie spodobaly sie do konca komorki w jednym oczku Christophera i cyk myk w srode rano przewiezli nas do.....KOPENHAGI bo tutaj specjalizuja sie w oczkach malutkich pacjentow. Pani dr obejrzala kamiera oczka i stwierdzila, ze nie jest idealnie bo sa jakies tam malenskie odchyly od normy ale tez nie jest tak zle zeby laserowac no i...zostalismy tutaj na obserwacji. W sobote kolejne badanie i okaze sie co bedzie robic.

Wczoraj byl stresujacy dzien bo pod znakiem zapytania stalo to czy przyjedzie do nas Sophie. Z jednej strony szkoda bylo ja stresowac i przewozic prawie 200km a z drugiej dla wszystkich rozstanie bylo bardzo stresujace. Na szczescie do 5.01 maz ma wolne weic zostal z Sophie a ja pojechalam z Christopherem. Jednak po kilkugodzinnych naradach pomiedzy szpitalami i rozmowami z nami ustalili ze najlepiej jak bedziemy wszyscy razem i...dzis przyjechal do nas maz z Sophie. Tak wiec...GRATIS SPEDZAMY NOWY ROK W KOPENCHADZE. hah Grunt to nie tracic poczucia humoru i pozytwynego pryzmatu na cala sytuacje.

Najgorszy byl moment jak sie dowiedzielismy ze musimy jechac do Kopenhagi bo caly dlugo budowany spokoj zostal zaburzoy...no i balam sie rozstania ze slodka Sophie ale...udalo sie opanowac sytuacje i mamy happy end calej akcji. teraz tylko byle nas w poniedzialek odeslali do domu... Nie wiem co lepsze. Czy siedziec tutaj we trojke w Kopenhadze na ciaglej obserwacji oczek Christophera czy byc blizej domu i blizej taty/meza. No logiczne ze lepiej dopilnowac oczek ale...ale moie Wam..nie wiem skad we mnie tyle sily. Mam chwile lekkiego zalamania bo pzreciez tyle czasu w szpitalu no ale jak tylko patrze na rosnace malenstwa to robi mi sie cieplutko na sercu i jestem wdzieczna losowi, ze tak dobrze wszytsko idzie do przodu. Bo przeciez mogloby byc o wiele gorzej. A pozatym przy 4 miesiacahc w szpuitalu patrzac wstecz - czym jest jeszcze jeden miesiac nie? A potem sweet home.

Wczoraj byla pierwsza noc bycia razem w pokoju. Tzn wczoraj bylismy sami z christopherem. Lozeczko w lozeczko. wrazenia spalam tylko 2 h :D A dzis mamy tutaj sophie oraz tatusia wiec jest jeszcze fajniej. Cala dobe co 3h jest jedzonko - na poczatek troche z piersi a potem dopelnienie sonda. Pewnie z atydzien lub dwa pozbedziemy siesondy i wtedy...ba ! Wtedy to juz chyba nigdy nei zasne. :D Bo ledwo skoncze cala akcje pozostaje tylko 1,5 do kolejnej akcji ....No ale pewnie z czasem nabiore szybkosci i sprawnosci.

Maluchy rosna i sa cudowne.

Chris wazy 3200 a Sophie 2800 :D

Nadal maja zupelnie inne charakterki. Sophie latwo sie denerwuje a jak sie wkurzy to glosno placze az jej widac malutki jezyczek na koncu podniebienia. :) A Chris jest spokojny i zrownowazony i placze tylko jak zostanie doprowadzony do ostatecznosci. :) Oby tak zostalo.

Ok...o 24 pieluszki oraz jedzonko. Przed tym musze wcisnac pompowanie mleczka. Z mleczkiem juz lepiej Sika po 70-80-100 ml Chyba ze sie czyms zdenerwuej lub wkurze...to wtedy na kilka pompowan spada do 40-50-60

Aktualnie Sophie wcina co posilek 49ml a Chris 60 wiec plus minus jestem blisko wyrabiania normy. Od 2 tyg trenujemy jedzonko prosto z fabryki czyt z piersi no i to tez ma wzmozyc produkcje wiec zobaczymy jak to bedzie ale oczywiscie optymistycznie patrze tez na ta kwestie.

Jak wrocimy do domu to planuje na zmiane karmic raz jedno raz drugie z piersu a w miedzy czasie maz lub mama beda karmili drugie mieszanka z butelki. Wiec wtedy nawet jak ktos nie doje wystarczajaco np o 12 to zje norme o 15 itp A ja nie bede sie zamartwiala sie ze nie jedza wystarczajaco.

Och..ok musze pedzic.

Dziekuje Wam za to ze jestescie, za cale wsparcie i dobre slowa!

Zycze Wam przecudownego Nowego Roku!

Buziaki

RofTW Przegrałam bitwę ale nie wojnę! 31 grudnia 2015, 00:14

21 tydz.

Im ciaza bardziej zaawansowana, tym wiecej stresów. Ostatnie dni wogole wyprowadziły mnie z równowagi: posprzeczałam sie z mamą, mieliśmy bardzo duzo pracy w pracy, wróciłam pozno wykończona i smutna i okazało sie,ze mąż postanowił zrobic mi niespodziankę i rozłożyć szafę ktora kupiliśmy jakis czas temu. Niestety nawkurzał sie tylko, przewrócił cały pokój do góry nogami, wymiatając wszystko ze starej szafy i w konsekwencji "pomagałam mu" ogarnąć ten bałagan prawie do północy. O drugiej w nocy zadzwonił telefon ze strasznymi wieściami: mała Noelle (ta malutka dziewczynka ktorą uczyłam sie karmić i odbijać) przestała oddychać i zabrali ja najpierw do jednego szpitala, a pozniej helikopterem przetransportowali do szpitala specialistycznego dla dzieci. To była noc pełna strachu i bezsenności... Rano musiałam jechac do pracy i tam znowu mnóstwo pracy i stresu i w konsekwencji dostałam dziwnych skurczy z jednej strony brzucha i zrobiło mi sie bardzo, ale to bardzo źle... Ktos z pracy zauważył,ze nie wyglądam za dobrze i kazali mi zostawić moje obowiązki i położyć sie, by odpocząć. Podczas drzemki nadal odczuwałam dyskomfort po tej jednej stronie i nagle "cos" w brzuchu zrobiło "chlup!" I bol minął jak ręką odjął! Podejrzewam,ze mały łobuziak wlazł gdzieś gdzie nie powinien i trochę mnie "uwierał".
Co do "małego łobuziaka" to bardzo aktywne dziecko :) czuje go juz nawet gdy stoję! Jednak prawdziwe kopniaki dostaje gdy siedzę lub leżę. Czasem żartuje, że zamiast być jak inne dzidziusie i siedzieć grzecznie w brzuchu, on próbuje zwiedzić mnie cała od środka! Ot ciekawski bobas! :)
Was tez tak wkurzają złote "rady" przyjaciół i znajomych? Mam w pracy panie z rożnych zakątków swiata i tak: panie z Dominikany radzą jeść duzo ananasa (ktory, z tego co wyczytałam, moze prowadzić do powstawania skurczy), oraz mandarynek po to by dziecko miało ładna cerę. Panie z Salwadoru radzą jeść w ciazy jak na mniej, za to w czasie karmienia odżywiać sie jak najlepiej w dużych ilościach. Natomiast panie z Etiopii uważają,ze pierwszy chłopiec to żadna radość, bo z chłopców nie ma żadnej kozysci :) uwielbiam te wszystkie rady i jak tylko usłyszę kolejna to odrazu ja tutaj zapisze! Tak żebyście i Wy były mądrzejsze - a co!

54f30ea0d44213e7med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2015, 00:26

Ezia90 Akcja bobas! 30 grudnia 2015, 22:02

Co to sie ze mną dzieje...coraz czesciej myśle o tym, że chciałabym zostac mamą... Chociaż głupie pytanie "co sie dzieje" ! natura sie dzieje! :) Tylko jeszcze nie tak dawno nie odczuwałam tego tak mocno, a teraz ...
Tylko ta beznadziejna sytuacja: beznadziejne warunki mieszkaniowe, gnieździmy sie z meżem w 1 pokoiku :( wieczne kłótnie z matką, brak decyzji o podjeciu starań (mimo ze jest coraz blizej)
Ale najgorsze jest to ze powstrzymuje nas to, że tu mieszkamy z moją matką! a wiem, że niepredko sie to zmieni:( i niepredko bedziemy sie starac :( i TO wszystko blokuje, stoi na drodze do szczescia!!! :(

Siostra miała podobnie, 5 lat mieszkała tutaj z mezem i tez gniezdziła sie w 1 pokoju i nie podjeli decyzji o dziecku bo powiedzieli ze póki tu mieszkają to nie beda miec dziecka bo nie mają warunków :( zdecydowali sie dopiero po tych 5 latach, jak siostra miała wowczas 30 lat! bo juz mieli zapewne dosc czekania. A ja nie chce zeby historia sie powtorzyła!!! :(

W chwili obecnej mamy czerwone światło :( żeby było co najmniej żółte musi nastąpic:
1. zmiana miejsca zamieszkania
2. lepsza stabilnosc finansowa
3. wspolne podjecie decyzji o staraniach

zielone światełko:
1. wizyta u ginekologa i przygotowywanie ciała i organizmu do starań przeze mnie i meża

Ciekawe kiedy coś ruszy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2015, 22:07

Udało mi się zdobyć wizytę w klinice. Wracamy do planu, którego nie zdążyliśmy wdrożyć, ponieważ pojawiła się ciąża. Czekamy na @ po zabiegu i w kolejnym cyklu stymulacja, punkcja i zamrożenie zarodków. Później szczepienia limfocytami partnera i przy dobrych wiatrach jesienią transfer. Pod żadnym pozorem nie wolno nam się starać bez leczenia immunologicznego. Tak bardzo stwarzam zagrożenie dla własnego dziecka, że muszę chronić go przed sobą 🙁
W piątek na szczęście wizyta u docenta i mam nadzieję, że ustalimy dalsze postępowanie.
Dobrze, niech zacznie się coś dziać, bo bezczynne czekanie doprowadza mnie do szału. Teraz najgorszy czas to oczekiwanie na nowy cykl. Niestety może to potrwać, bo beta była bardzo wysoka.
Jutro wizyta u psychologa. Popłaczę sobie swobodnie, bo to jedyna osoba, przed którą nie muszę udawać.

NOWY CYKL - 4
Dzisiaj rozpoczynam 2 dc, niestety pierwszy cykl z clo się nie udał. Ale za to @ mam taką dziwną jak nigdy, zobaczę jeszcze co przyniesie dzisiejszy dzień ale do tej pory takiej jeszcze nie miałam...

Bardzo się tylko cieszę, że dzisiaj pracuję tylko do 15 bo jakoś tak brak mi sił..a na ten cykl się chyba raczej nie nastawiam bo później znowu będę miała rozczarowanie
Oczywiście na monitoring już się umówiłam ale do innej Pani Doktor bo tej ostatnio tak do końca nie wierzę że była owulka. W niedzielę rozpoczynam clo a w następnym tygodniu działamy i zobaczymy co z tego wyjdzie:)
Może...wolę nie kończyć.....

Maaaniczka Bóg Nam da. Albo i nie. 31 grudnia 2015, 08:09

Bóg to mnie chyba nie lubi.

W dodatku, że temperatura spadła... Następny klasyczny cykl...

W dodatku, że śniły mi się głupoty i obudziłam się z migreną.

To jeszcze doskwiera mi znowu pęcherz moczowy, więc nawet nie miałabym czym nasikać na test.

Bóg naprawdę mnie nie lubi.

Ale ja Go ugadam.

Dobra... Przyłaź SUKO.

muminka83 My 31 grudnia 2015, 08:39

Kolejny rok się kończy. Ten rok składa się na mozaikę różnych zdarzeń jednak z perspektywy czasu myślę że radośniejszych niosących nadzieję na lepsze jutro.
Pomyśleć że dokładnie 31 grudnia 2014 roku błagałam z łzami w oczach by ten rok się skończył i zastąpił czymś lepszym, radośniejszym a przynajmniej niosącym spokój połamanemu sercu naszej rodziny.
Rok 2015 był rokiem leczenia ran po stracie nienarodzonego Gniewoszka. Gniewoszek był planowanym dzieckiem niestety :( musiałam pogodzić się z jego strata. Tylko ta strata boli - bardzo boli.
Ujmuje mnie mój synek który czasem wspomina nienarodzonego brata. Mówi iż Gniewoszek jest z dziadkiem Czesiem i Henryczkiem i patrzy na ten świat. Dziwne - dzieci mają mądrość której nam dorosłym brakuje.

25 stycznia złamałam nogę w czterech miejscach. Przeszłam dwie długie operacje. Mnóstwo leków w tym w brzuch zastrzyki ( aż 100 ich przyjęłam) Leczenie skończyłam końcem kwietnia. W maju niby było już zielone światło ale ani ja ani mąż chyba nie wierzyliśmy że uda się nam zajść w ciążę drugi raz. Końcem lipca przypadkowo dowiedziałam się że jestem w ciąży choć nie miałam żadnych objawów. Ten cud trwa do dzisiaj. W niedzielę 3 stycznia 2015 zaczynam 29 tydzień. Jestem coraz bliżej cudu i wierzę że będzie to przełomowy rok - uważam że rok 2015 też jest szczęśliwy. Chciałabym powiedzieć chwilo trwaj :-*

Teraz przed nami cudowne długie życie <3 w naszej małej czteroosobowej komunie :-*

Mam nadzieję, że ten zły dla nas rok odejdzie w niepamięć. Mam nadzieję, że wszyscy bliscy, którzy w tym roku usłyszeli straszną diagnozę, wyzdrowieją. Mam nadzieję, że 2015 to ostatni rok, kiedy jesteśmy z mężem we dwójkę. Mam nadzieję, że będę miała cierpliwość żeby czekać na spełnienie mojego największego marzenia i siłę do dalszej walki o spełnienie tego marzenia. Czy pragnę tak wiele?


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2015, 10:30

12 dc
który to cykl? nawet nie mam już rachuby :( chciałam różnicę wieku miedzy dziećmi dwa latka, a widzę że pewnie się nie uda. Zostało jeszcze trochę czasu ale czarno to widzę niestety... Niestety moje piękne endo nic nie zwiastowało ;/ a zapaliła się we mnie mała nadzieja :(
Oczywiście spełniły się moje największe obawy i Zośka ode mnie się zaraziła a zaraz po niej mąż. Dlatego tak długo nic nie pisałam. Leżeliśmy tak zdechlaki we trójkę, każdy na innym antybiotyku bo niestety się bez tego nie obyło. Mąż bo musiał iść do pracy w Święta, Zośka profilaktycznie w zasadzie żeby nie wdało się zapalenie osierdzia (ciągle nas straszą), a ja pomyślałam że jak nie zacznę się porządnie leczyć razem z nimi to nigdy z tego nie wyjdziemy i takim sposobem jest już po wszystkim. Nie ma śladu po kaszlach i gilach do pasa. Niestety święta całe w domu, byliśmy tylko na wigilii :( mąż dziś w pracy także na sylwestra jedziemy do teściów :)
dziewczyny, ponieważ przez te wstrętne choróbsko nie złożyłam Wam życzeń świątecznych, to składam te noworoczne :) mam nadzieję że nadchodzący rok będzie dla nas wszystkich lepszy i przyniesie nam upragnione fasolki i dzieci. Ściskam Was mocno i do zobaczenia "za rok" :)

Kupione nowe suple - moringa, triphala i ashwagandha. Endomendo odejdź precz!

No i dupa. Estradiol napisane tylko >3000 więc z tego co czytałam bardzo wysoki. Nie nastawiam się na transfer teraz. Ale jeżeli będzie co zamrozić i przetransferować kiedy organizm się uspokoi to jakoś cierpliwie poczekam. W zasadzie, i tak nie będę mieć wyboru.

EDIT
Zadzwoniłam do artvimedu z prośbą o przekazanie doktorkowi wyniku i jak coś jest nie tak to będą dzwonić. Pani mnie trochę uspokoiła bo estradiol z wczoraj to 1200 więc dzisiaj może nie jest bardzo źle. Szczególnie, że to już był ostatni puregon.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2015, 11:07

Koniec roku...no i dobrze...Zacznie sie nowy, może przyniesie pocieszenie, może ukojenie i...szczęście.. Wczoraj napisałam mojemu mężowi list, bo chciałam powiedziec mu co czuję, a za kazdym razem jak chce mu to powiedziec, glos mi gdzies scika w gardle, placze i nie potrafie poskladac zdan tak jakbym chciała.Oto on:

Mężu mój!

Dziękuję Ci, że walczyłeś ze mną, żeby nasz dzidziuś mógł się urodzić.. że przejąłeś obowiązki domowe kiedy musiałam leżeć i że tak dobrze dawałes sobie radę kiedy byłam w szpitalu.
Wiem, że chciałbyś żebym była radosna, uśmiechnięta jak kiedyś, ale ja już nigdy nie będę tą samą dziewczyną... To nie znaczy, że załamię się i będę siedzieć i płakać- ja po prostu już zawsze będę pamiętać, że był ktoś-taki maleńki człowiek, którego pokochałam całym sercem.
Na razie potrzebuję czasu-ile? Nie wiem, nie umiem określić. Staram się, naprawdę, żeby normalnie funkcjonować- dla Ciebie, dla naszej córeńki i przede wszystkim dla siebie. To, że straciłam nasze maleństwo to bardzo boli, nie umiem tego wyrazić słowami. Już zawsze będę pamiętać o terminie w którym miało przyjść na świat, o tym że nigdy nie kupię mu zabawki na Dzień Dziecka, nie zobaczę jego pierwszych kroków...
Bardzo chcę mieć kolejne dziecko, ale dużo we mnie strachu, może w końcu uda mi się go przełamać i spróbujemy postarać się o kolejne dziecko, które pokocham znów z całych sił i które mam nadzieję, że zostanie z nami tu na Ziemi, ale mimo wszystko ono nie zastąpi mi tego, które teraz straciliśmy, nie sprawi, że zapomnę, ze jest ktoś tam w Niebie-taka cząstka Nas.
Słuchałam pewnej piosenki, która jest piękna i bardzo smutna i która idealnie odzwierciedla naszą sytuację:
" Nie mieliśmy szansy na dotyk.
Nie mogliśmy spojrzeć sobie w oczy (...)
Tyle zmienił mały człowiek, niemal lżejszy od powietrza.
A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach ".

Kocham Cię bardzo mocno i gdyby nie Ty, nie dałabym sobie rady, żeby to wszystko przetrwać. Wierzę, że będzie dobrze, że oswoimy ten ból i nauczymy się z nim żyć bo: "Jest taka cierpienia granica, za którym uśmiech pogodny się zaczyna".

Podsumowując mijający okres płodny, które ładnie zbiega się z mijającym rokiem.

1. Testy owulacyjne były pozytywne.
2. Po pierwszym teście nastąpił skok temperatury w odstępie dwóch dni, czyli tak jak być powinno. Przed skokiem był delikatny spadek.
3. Śluz przez jeden dzień był mega świetny, i według męża wewnątrz było go sporo :)
4. Ból owulacyjny z prawej strony - wyczuwalny.
5. Piersi wrażliwe i bolące.
6. Seks był w odpowiednich momentach, z przerwami na nabranie mocy.

Teraz tylko nie zwariować przez te kilkanaście dni do okresu lub testu.


Od kilku dni mam bol plecow po jednej stronie- prawej. Na wysokosci tali mniej wiecej. Raczej nie nerka bo tez nie boli jakos okropnie. Ale ciezko sie poruszac i praktycznie leze. Niewiem co to;/ jakis miesien czy cos. Moze ktos tak mial? Nie boli przy kregoslupie tylko tak po prawej stronie.

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 31 grudnia 2015, 13:51

31.12.2015r. Dzień 58, czwartek, 13.07

I rok nam jak z bicza strzelił... Prawie cały z naszą Małą gwiazdą, bo już w lutym dała nam nadzieję, że rodzina nam się powiększy. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że to najlepszy rok w moim życiu. I wiem, że przede mną kolejny cudowny rok, mamy siebie, czego chcieć więcej?

Nie będę się tu rozpływać, bo i tak ciągle chodzę rozanielona tym moim szczęściem. Nadal nie mogę w to wszystko co się dzieje uwierzyć. Dzieje się codzienność, ale taka piękna, taka ciepła, radosna, że każdego dnia mam ochotę ten dzień przytulić :D Doceniam wszystko co mam, nawet te najmniejsze sprawy, staram się nie myśleć o tym czego mi brakuje. Ot taka moja recepta na szczęście.

Dziś po długich debatach postanowiliśmy zostać w domu. Znajomi ciągnęli nas aż do Wejherowa na Sylwestra, ale stwierdziliśmy że my się nie obrazimy jak oni do nas nie przyjdą jednak. W tamtym roku świetnie bawiliśmy się tylko we dwoje :) dobrze przeczuwaliśmy, że to nasz ostatni taki Sylwester i należy go spędzić inaczej niż zawsze. Rok wcześniej co prawda się pomyliliśmy, ale co tam, rok w tą czy w tamtą - ważne, że Anastazja jest już z nami :)

Kończy się rok, nie będę go podsumowywać skoro szczęśliwa jestem jak wariatka. Nowego planować również nie będę, bo wiem, że z planów to czasem nici wychodzą :) nie ma co się ograniczać, przyjmę na klatę wszystko, co nam los przyniesie. Poza tym bierna pozostawać nie będę (gdzież bym mogła?!) i na pewno pokieruję swoim i naszym życiem tak, że w przyszłym roku również będę zadowolona.

Z takich przyziemnych spraw. Położna informowała zaraz po porodzie, ginekolog edukował na poporodowej wizycie, a ja myślałam, że to mnie jeszcze nie będzie dotyczyć tak szybko. Przyszła do mnie pierwsza @. Co prawda jeszcze nie wyleczyłam się z seksofobii (chociaż łóżkowe poczynania są coraz odważniejsze :D ), tabletki wykupiłam, ale nie zaczęłam jeść (bo i po co? :P ), a tu mój organizm takie to cuda-wianki mi odstawia. Wczoraj średnio się czułam, nawrzeszczałam na męża i nie potrafiłam odpowiedzieć na proste pytanie "o co Ci chodzi?", bolał mnie brzuch, średnio mi się spało, dziś chodzę jakaś taka wymięta, znów mam typową dla moich @ sraczkę i zatwardzenie w jednym. A tu po spacerze "niespodzianka". Nie ma żartów, tabletki trzeba mi łykać co by więcej niespodzianek nie było :P

Tymczasem Wam drogie OvuKoleżanki życzę udanego sylwestrowego wieczoru, a w Nowym Roku spełnienia wszystkich marzeń, dużo radości i samych szczęśliwych momentów :)

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 31 grudnia 2015, 14:33

Tak jak przewidywałam przyszła @. Czy to znaczy, że jak w Nowy Rok wkroczę z @ to cały będzie krwisty? Tak wiem głupie mam pomysły :P.

Podsumowując ten rok 2015 stwierdzam, że nie należał on do najlepszych. Włamanie do nas, włamanie do mojego brata, moje poronienie, złamanie ręki przez mojego chrześniaka - tak, że była potrzebna operacja, problemy zdrowotne u mojej babci. Z pozytywów bardzo udany wyjazd na wakacje. Dobrze, że ten rok już się kończy, oby ten nadchodzący był pozytywniejszy i łaskawszy...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)