@ 
Ale daje to nadzieje na kolejny pomyślny cykl
póki co ok, z dystansem :)Gorzej jak po paru dalej nic 
Od dziś nowe metody molestingowania 
Mam chaos w glowie. Chcialabym mieć satysfakcjonujaca prace i wlasnie ostro się wzielam za jej poszukiwania. Koniec czekania z miesiąca na miesiąc czy jestem już w ciąży. Jest mi wstyd kiedy ktoś się mnie pyta czy mam już prace!!! Przeciez jestem zdrowa wiec nic nie stoi na przeszkodzie.. Jest nadzieja na rozpoczęcie pracy początkiem lipca:-)) Przez znajomosci oczywiście. Boje się i nie wiem czy dobrze mysle. Co jeśli dostane te prace a później się okaze ze jestem w ciąży. A ja tej babce rylam beret jaka to jestem idealna żeby mogla mnie zaprezentować szefowi. Ale to chyba normalne ze malzenstwa chcą dzieci. Chyba nie powinnam się bac..
Wczoraj bylismy na wizycie dla par starajacych sie. Pan doktor poopowiadal nam wiele rzeczy, zweryfikowal nasze dotychczasowe badania,wyniki itp. i powiedzial ze wedlug niego leki ktore przyjmuje moj maz nie zdzialaja cudow abysmy mogli sami zadzialac 
Powiedzial ze mam zrobic badanie krwi a maz nasienia - wtedy przyjsc na wizyte i zobaczymy.
Zasugerowal ze w zwiazku z tym ze mialam operowany wyrostek ( wylany) na jajowodach moga byc zrosty
wiec to tez moze byc przeszkoda...
No to bedziemy sie decydowac co dalej narazie jeszcze walczymy
Kochamy sie a to najwazniejsze
...
W zeszlym cyklu zrobilam tylko 2 testy owulacyjne, bo byl to moj najnowszy pomysl. I pierwszy wyszedl negatywny, a drugi nastepnego dnia pozytywny. Wzielismy sie zatem do pracy, ale nie wyszlo. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia 2013, 11:37
I po wizycie u ginki:)
Niestety nic nie widziałam.. nie było USG, gdyż pani doktor stwierdziła, że jest za wcześnie, badała mnie tak tylko namacalnie i pobrała wymaz na cytologie.
Gdy zobaczyła wynik bety stwierdziła, że przy tym wyniku ciąża jest żywa prawie na 100%. Powiedziałam też o wszystkich problemach jakie mieliśmy z mężem, o nieregularnych cyklach, prolaktynie, wynikach męża...dostałam duphaston gdyż ciąże określiła jako podwyższonego ryzyka.
Dostałam skierowanie na różne badania, raczej ogólne no i toksoplazmoze i anty-HCV, mam kartę lux med ale niestety nie wiem które z tych badań mogę zrobić w ramach luxmedu, a za które powinnam zapłacić...
Za 2 tygodnie mam powtórzyć bete, a za 3 tygodnie kolejna wizyta:)

Myślę,że takie małe wiruski mogę Wam już po rozsyłać także łapcie i zarażajcie się !!!!
Kolejny miesiąc jak każdy... kolejny bolący, cierpiący okres... Co ze mną jest nie tak.. Zatracam się w tych myślach..
dlaczego muszę tak cierpieć
Moje pierwsze wrażenia po tygodniu bez mierzenia, obserwacji....
kochane dziewczyny uważam że każdy kto dużo myśli o ciąży, tak jak ja to robiłam i obserwowałam każdy objaw i wszystko co czulam przypisywałam że to może być jakiś objaw powinny spróbować nie mierzyć....
nie mierze temperatury nie obserwuję się od tygodnia, a jestem tak szcześliwa jak by najmniej coś wielkiego się wydarzyło w moim życiu!nie pilnuję nie myślę i nie zastanawiam się
uważam że ovufriend to super pomysł bo można poznac swoje ciało, można dużo się o sobie dowiedzieć, można poznac wspaniałe kobiety ale jeśli już dowiedziałaś się co i jak i kiedy następuję Twoja owulacja to odpuść sobie troszkę
mnie cięzko było namówić a jak ktoś mi coś mówił to myslałam co ty wiesz, są takie które mierzą i zachodza......więc i mnie zaskoczy, ale już troszkę za długo.
mierzenie nie pomaga a dodatkowo mnie stresowało, napawało do dobrego lub złego dnia, jak wiedziałam że zbliża się owulka to czasem na siłę próbowałam
choc nie bylo warunków i czasu, nie potrzebne stresy, kłótnie, teraz nie stresuję sie ani ja ani mój EM.
przestałam nalegac pilnować dni do serduszkowania, będzie to będzie i jeśli jestesmy abrdzo zmęczeni to nie robię tego na siłę.pije sobie te ziółka klmuszki rano i popołudniu natomiast przed samym spaniem ok 24 sroki przeciw poronieniom.
nie wiem co z tego wyjdzie i czy cos wyjdzie ale mam nadzieje modle sie czasem, choc nie powiem zawsze ta mysl ze sa te dni zostaje....
i choc czasem mowie jak bedzie to bedzie to gdzies w psychice to siedzi i wiem jednak ze moze nam sie nie udac wcale
ale wracajac do tematu jestem bardzo bardzo szczesliwa ze przestałam mierzyć jest mi naprawdę lepiej i polecam dziewczynom które nie umieją od tego odstapić a na siłę próbują zrobić wszystko żeby zajść, tak się nie uda....choć życzę Wam z całego serca i sobie też.
trzeba wyluzować to się sprawdza...
nieprzewidzimy tego nie przeskoczymy
ja tez dowiedziałam się że kolejna kolezanka zaszła z pracy 
ale cieszę się nabrałam innego celu, moja przyjaciółka jest w ciąży, bylismy na wycieczce, za 2 miesiące rodzi, i jest to dla mnie ciężkie i dołujące czasem ale nabrałam cel że jej córeczka będzie moją ukochaną maleńką dzidzią i będę sobie z nią chodzić na spacerki i bede jej najlepszą ciocią, i teraz czekam na tę dzidzie i taki mam cel, cel mam ćwicze, niedlugo weselicho sa wakacje i to sa moje cele
nic na sile nie zrobie.zrozumialam. uwielbiam Was i kazdej z Was zycze wszystkiego co zielone
Dziś 27dc. Nie nastawiam się na okres w tym tygodniu. Pewnie cykl się przedłuży. Moje piersi są pełniejsze, a jajniki czuję od czasu do czasu. Gdybym miała cykle regularne to policzyłabym już kiedy wypadnie cykl we wrześniu. A tak to muszę czekać. I tak ciągle tylko czekać i czekać. A ja taka niecierpliwa jestem.
Jutro czeka mnie wizyta u pani psycholog.
Ostatnio kupiłam troszkę pięknych ubranek dziecięcych. Nie mogę się na nie napatrzeć. Mam w domu ich tyle, że na początek dla maluszka na pewno wystarczy. Zastanawiam się czy ze mną wszystko w porządku?
Byłam dziś u mojej Gabrysi. Jak zwykle rozpłakałam się przy grobie. Tak mi ciężko jest się z tym pogodzić. Tym bardziej, że najprawdopodobniej w ten piątek miałabym cesarkę. Świadoma jestem, że już za dwa dni miałabym ją przy sobie. Dlaczego tak się stało? Dlaczego to życie jest takie niesprawiedliwe? Dlaczego ja mam zawsze pod górkę?
@ już daje o sobie znać..z jednej strony fajnie, że dzięki tabletkom wygląda na to, że wszystko działa jak w zegarku, jak przed rozpoczęciem starań, przed comiesięczną niespełnioną nadzieją...
Ale z drugiej strony jest mi tak przykro...to jest tak strasznie frustrujące. Mam już dość siebie i tego paskudnego uczucia rozczarowania. Coraz częściej zaczynam się czuć jak jakaś popsuta zabawka, jak jakiś wybrakowany towar.
Wiem, że frustracja dopada za każdym razem jak nadchodzi @, jak się okazuje że ZNOWU się nie udało a potem przechodzi, znowu rośnie nadzieja i pozytywne nastawienie, oczekiwanie na owulkę itp. Ale coraz gorzej mi przychodzi przyjmowanie na klatę kolejnego i kolejnego rozczarowania. Jestem raczej silną kobietą, nie lubię pokazywać swoich słabości. Ani męzowi, a zwłaszcza mamie...Mam kochaną mamę, wspaniałą ale jakoś nie potrafię z nią rozmawiac o ciężkich sprawach, praktycznie nie rozmawiam z nią o staraniach bo dla niej wszystko jest białe albo czarne. Smiejemy się z mężem że nie isteniej dla niej "kolor szary"
Czyli jakby tylo też się nakręciła na to, że my się tak intensywnie staramy to też by wpadła w taki kociol emocjonalny jak ja. A pozatym to nie wiem czy by wpadła, bo moze jakbym pokazała teraz jak strasznie mi jest smutno że znowu lipa to znowu by wyjechała z tekstem "ale po co się spieszyć, na kazdego przyjdzie czas, bawcie się, korzystajcie z zycia póki możecie"
Ale co? Jak będzie dziecko to nie będzie można już korzystać z życia? Bez sensu. Myśli pewnie kategoriami lat 80tych w których się urodziłam i wszystko bylo o wiele trudniejsze niż jest teraz. No ale to nei o mamę teraz mi chodzi..tylko o mnie...Nawet nie mogę się porządnie wyplakac bo ciągle robię dobrą minę do złej gry, wiem że takie tzrymanie w sobie nie jest dobre no ale co zrobić.
Puścić fontannę łez i uslyszec od mamy ale przecież spoko, luzik zaraz będzie kolejny cykl i jest kupa czasu ?
Mąż zauważył, ze jestem przybita ale powiedział, że przecież nie ma się czym martwić niedługo "all will be fixed" .
No ale jakie niedługo?! Ileż można! Kolejne 1,5 roku starań na marne? Ciekawe ile czasu czeka się na tą państwową inseminację, hah pewnie z rok.
Patrzyłam dziś w internecie i prywatna inseminacja w sumie nie jest taka droga. tzn jest...ale nie aż taka jak podejrzewałam. 555 euro
W tym jest właśnie monitoring, setki badań itp a na to wszystko trzeba będzie dojechać do City a to za każdym razem łącznie 160 km w dwie strony więc paliwo, czas, dni wolne w pracy.
Kurcze wszystko wygląda na to, że muszę być cierpliwa, silna , z dobrą miną do całej tej gry czekać na rozwój wydarzeń aż w końcu się uda. Musi się w końcu udac prawda? To nie tak, ze ja jestem w ogóle całkowicie popsuta..?
Nigdy o tym nie pisałam..jakoś nie mogłam wcześniej ale..nie mówiłam Wam, ze juz kiedyś przez chwilę byłam w ciąży. Nie było to zamierzone, ani chciane..Było to z moim ex..już po zerwaniu. W zasadzie to tak jakby zmusil mnie do tego ale patrząc prwadzie w oczy to po chwili "walki" stwierdziłam , że no dobra, po co walczyć jeszcze nei daj Boże pierwszy raz w życiu oberwę więc odpuści lam. Przeciez tyle razy wczesniej to robiliśmy ze jeden w tą czy w tamtą nie zaszkodzi..No i stało się. Pamiętam, ze już na drugi dzien ogarnęło mnie oczucie żę "O Boooze! A co to będzie jak zaszłam w ciążę! Przecież od kilku miesięcy nie jesteśmy razem, nie am nikogo nie biorę tabletek!" I ...tak...stało się. Robiłam test...i to bylo najgorsze do tego czasu przeżycie w moim życiu. 15.06.2007 Histeria, Panika, niedowierzanie.
Potem chwila akceptacji, wdech wydech jakoś sie uloży...Myślenie jak rozegrać sytuację, co powiedziec rodzicom (mama go nie znosiła, a tato...tatuś zawsze akceptował wszytskie moje wybory) czy jemu powiedziec...ale z tego calego stresu niestety doszło do poronienia i 27.06.2007 zostałam przyjęta do szpitala i niestety miałam łyżeczkowanie... Drugie najgorsze doświadczenie w moim życiu. Najgorsze ze nikt nei wiedzial co się ze mną dzieje..wieccie.. Moja dobra mina do złej gry 
No ale jakoś pozbierałam się po tym wszystkim i 7 lipca tego samego roku poznałam mojego Anioła , mojego kochanego męża dzięki któremu moje życie nabrało piękniejszych barw niż kiedykowliek wczesniej.
Ach..nie wiem dlaczego to piszę, to przecież blog o staraniach..ale to też moja historia. Która powraca do mnie co roku 15 i 27 czerwca. Od zawsze daty lubiły się ze mną bawić..wiec żeby było śmieszniej 14 czerwca sa urodziny mojego męża a 27.06 jego brata.
Nie dość , ze teraz następuje dla mnie cięzkie 2 tygodnie, to do tego wszystkiego kolejna deprecha, ze się nei udalo...jednak moja wcześniejsza historia pokazuje mi , ze nie jestem całkowicie wybrakowana. Cosś tam produkuję, nie strzelam ślepakami.
Ach..ok trzeba iść spać, przytulić się do męża i przygotowac na nowe, lepsze jutro.
Cieszęs ie, ze się z Wami podzieliłam ta historią. W zasadzie to lącznie o wszystkim wiedzą tylko 4, noi oczywiście mój mąż.
takie to groteskowe...ile razy robię test to pamiętam tą histerię i przerażenie jak zobaczylam wtedy te 2 kreski. A teraz...chciałoby się powiedziec coś niecenzuralnego ale powiem tylko no i... guzik.
Ale dzisiaj mialam dziwne sny, bylam gdzies w Bulgarii czy Rumunii
na ulicach same strzelaniny, bylam tam z mala i dwiema kolezankami. Nie moglysmy znalesc granicy zeby uciec. W miedzyczasie trafilam do jakiegos ginekologa gdzie pewna para miala robiona inseminacje. Na ulicy siedzac na ławce przyplatal sie do mnie jakis facet, chcial sie zamienic naszyjnikami bo moj mu sie spodobal to sie zamienilam zeby mi nic nie zrobil czasem i do tego chcial sie calowac fuj
Oberwalo mi sie ktos mnie strzelil w ramie ale nic mi nie bylo szlam dalej, zauwazylam kolezanke ktora niby tam mieszkala, pomogla nam uciec. Dobieglismy do domu a tam pelno prania wisialo cale mieszkanie w ubraniach. Tak mi sie dzis piepszylo 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2013, 12:52
Urlop sie wczoraj udal
Przytulanko bylo godzine i 16 godzin po zastrzyku. Dzisiaj rano (ok 34 godziny po zastrzyku) wzielam progesteron - tak jak kazala pani dr. Teraz oczywiscie bede przez 14 dni zastanawiac sie czy aby to przytulanko nie bylo za wczesnie (jajnik dalej mnie boli), no ale lekarz chyba wie co robi, w zasadzie "kazala" sie pryztulac tylko w dzien zastrzyku. No ale wiecie jak jest internet przegrzebany i wychodzi na to ze przytulac sie trzeba 24-48 godzin po zastrzyku. Ja juz jestem totalnie skolowana, do tego dzisiaj spadla mi jeszcze temperatura (srednia 36,6, dzisiaj 36,45).
Miesiac temu probowalismy 4 godziny po zastrzyku i 26 godzin po i nic z tego nie wyszlo, ale moze to zawsze jest za wczesnie....
no nic dowiemy sie za 2 tygodnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2013, 06:14
zasugerowal abym zrobila badanie krwi ( tarczyca i inne), a moj M aby zrobil raz jeszcze badanie nasienia.
Wtedy bedziemy myslec co dalej.. 
jak na osobę nie starającą się mój wykres wciąż mnie przeraża choć uspakajają mnie testy - w 9dpo i 11dpo wiem ze to za wsześnie moze być ale troche spokoju to wprowadza w moje zycie 
Właśnie znalazłam pracę normalną po roku szukania więc ciąża nie była by najszczęśliwszy momentem gdyż chce zapewnić dziecku najpierw warunki ale oczywiście cokolwiek by się kiedyś nie zdarzyło , mówa tu o ciąży oczywistym jest że będę się cieszyć to nie tak że teraz jak by coś bylo na rzeczy to się załamie czy coś.. nic w tych rzeczy 
Nic czas isc do pracy wczorjasza 12stka w pracy mnie wykonczyła dziś piękna pogoda a ja w pracy od 12 do 20 ;OO klękajcie narody
Szlag... napisałam mega długą notkę, wylewając z siebie wiele trudnych spraw a Ovu mnie wylogowało. Drugi raz mi się nie chce.. więc będzie już trochę inaczej... Jeszcze dwanaście dni do wyniku, świruję. Raz jestem dobrej myśli a drugi raz, serce mi trzepocze jak koliber ze strachu że wynik będzie tragiczny. Poprzednia notka była strasznie osobista i trochę smutna ale chyba nie warto jej powielać. Każda z nas tutaj pociesza inne , pisze w komentarzach " więcej luzu, wiary że sie uda" ale zastosować tego u siebie nie tak prosto..
Jestem głupia
czasami zachowuje się tak irracjonalnie że sama zaczynam siebie podejrzewać o pomieszanie zmysłów, dodam tylko że nie miałam w życiu faceta , który przez moje humorki , szczególnie przed @ nie nazwałby mnie wprost WARIATKĄ.Hormony rządzą moim życiem niestety. I D.. aż się boi co to będzie jak , będę w ciąży i całkiem zacznę świrować..Najgorsze są te moje w głowie rozmowy, układanie sytuacji które nie miały miejsca a w które ja czasem tak uwierzę że zaczynam przenosić na życie prawdziwe.. D.. jest kochany powiedział mi kiedyś że jak nie będziemy mieć dziecka to nic to nie zmieni a ja uparcie czuje że zmieni. Nie powiedziałam mu że dostałam okresu , nawet jak pytał czy zrobiłam test ciążowy powiedziałam że nie i wyszło że jest mi to obojętne , masakra. Jak czasem zwykłe niedomówienie potrafi skomplikować życie. Kiedy zebrałam się na odwagę to nie odbierał..to podłe pozwalać mu żyć nadzieją kiedy wiem już że jej nie ma.. to podłe bo odbieram mu szansę oczestniczenia w tym , a ma do tego prawo.. i mówił że chce wiedzieć .. jestem straszna i sama sobie robię pod górkę .. dzwonie do niego jeszcze raz bo mnie sumienie wykończy ..
powiedziałam i się zdenerwował, nie dziwie się.. a ja zaczynam być wściekła, na siebie oczywiście. Cały czas , tyle lat wmawiałam sobie że ze mną wszystko ok. Tabletki anty odłożyłam w 2007 roku, przed ślubem , teraz już jestem po rozwodzie i różnych perypetiach i uparcie dalej sobie wmawiałam że jest ok a nie jest bo wiele moich koleżanek zaszło po kilku miesiącach po odstawieniu a ja nie .. jak czytam o problemach z zajściem to wydaje mi się że mam wszystko , pcos, problemy z hormonami , niedrożność, i zwyczajnie jestem za stara.. a tak naprawdę to niewiele wiem.. systematycznie eliminuje pewne niewiadome , hormony ok , pcos wykluczone ale każde badanie kosztuje mnie tyle nerwów ..
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 czerwca 2013, 09:41
Dziękuję Kochane za miłe słowa. Pomimo faktu, że to wszystko działo się 6 lat temu to czasem wraca z taką intensywnością jakby to było wczoraj.
Maxi...
płaczek na potęgę, zatrudniać na pogrzebach,szpinak , zupa mleczna. HIhi ale mnie to rozbawiło! Chociaż wiem, że to nic śmiesznego i że czasem takie pokazywanie emocji możne być bardzo uciążliwe to dziękuję za poprawienie mi humoru. Przez najbliższe kilka dni jak złapie mnie jakiś kwasik emocjonalny będę przypominać sobie o tych kilku rzeczach.
Michaela...też czasem się zastanawiam czy to ja podświadomie nie blokuję naszych starań, jak tak dalej pójdzie to chyba jednak zdecyduję się na kilka sesji psycho. A jeżeli chodzi o mamę to ja absolutnie nie chcę widzieć innej, moja jest najcudowniejsza na świecie, od zawsze jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, dzielnie znosi moje huśtawki emocjonalne
.. bo jakoś tak wychodzi że zawsze jej się czepiam a nie męża. Biedna w żartach mówi że jest moim chłopcem do bicia.
Od zawsze wiedziała o różnych moich sekretach, miłościach wakacyjnych, przepisywała tabletki anty żebym przypadkiem nie "zmarnowała sobie życia z byle kim" - opłacało się czekać. Co do ex - miała rację, że to nie ma sensu, że jest przebiegły i złośliwy, że "chce mnie złapać na dziecko", ale tego już jej nie powiedziałam, bo to co się działo w okresie 'okolozerwaniowym' to w ogóle wszystko było jak jeden straszny sen.
A teraz..myślę, że po prostu na swój mamusiowy sposób cały czas starała się mnie chronić przed jeszcze bardziej dorosłym życiem. Jeszcze rok temu w ogóle nic nie mówiliśmy głośno o staraniach, a teraz pomimo braku jakiejś superotwartej rozmowy na ten temat to już zrozumiała, że bardzo bardzo bardzo chcę, że oboje bardzo chcemy mieć dzidzię i to jest już czas.
W sumie już dawno nie słyszałam tekstu w stylu, ależ przecież macie jeszcze dużo czasu, wybawcie się, nacieszcie się sobą. Kto wie..może bym taki usłyszała jakbym się rozpłakała, mówiąc że znowu się nie udało.
Teraz to w zasadzie od czasu do czasu jest tekst "Pracujcie, pracujcie, czekam na ten owoc pracy" 
albo bardziej poważnie "Ach, zanim umrę tak bardzo chciałabym trochę nacieszyć się wnusiem lub wnuczką" .. cała mama.
Także raczej znowu czepiam się.
Jesteście kochane, ale przyjazd @ jest nieodwołany. Mój mąz już nie może wytrzymać z moim PMS....już dawno nie pamiętam, żebym miała taki zły czas...wszystko mnie denerwuje...jestem strasznie ospała,zmęczona a w nocy nie mogę zasnąć...a tu tyle spraw na głowie 
Dzis bez nowosci - szara rzeczywistosc ale jedna rzecz mnie zastanawia...
bo w tym cyklu co zadkosc bolal mnie lewy jajnik ( a nie jak zwykle prawy - na ktorym mam potencjalne zrosty po wyrostku), wiec moze ten cykl bedzie szczesliwy.. zobaczymy
No i po braniu antybiotyku na bakterie przyplatal sie grzyb;/ tyle ze na jezyku mam drozdzaka i co z tym zrobic. Zakwaszac organizm pic duuuzo wody ale czy bez lekow zniknie? lekarz rodzinny na urlopie...
dziś przylazła @ ;/ zaczynam kolejny cykl starań. zastanawiam się jak długo jeszcze bedzie mi dane czekac... wyniki badań miały być dziś, pojechałam a sie okazalo ze nie ma jeszcze;/ eh zły dzień...
witam 
wyniki odebrane i tak:
progesteron 22,24 norma faza lutealna 1,7 - 27 to jest ok na szczescie ale
prolaktyna 48,91 norma 4,79 - 23,3
wydaje mi sie, ze dosc sporo jest norma przekroczona.
do lekarza pojde dopiero w lipcu i nie wiem co teraz robic, chyba zostaje mi czekac do wizyty
. kurcze zmartwiłam sie tym wynikiem. powiedzcie jest sie czym denerwowac czy jeszcze przyjac to na luzie i czekac ze spokojem?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.