jutro nasz wielki dzień, dziś po obchodzie lekarze podjęli decyzję że nasza córka przyjdzie na świat 26 czerwca :) już nie boję się tego kroku , jak 20 dni temu gdy umieszczałam ostatni wpis, wierzę że mała będzie silna i zdrowa i damy radę

Odpuściłam. Wiem, że tak każda mówi, a prawda jest całkiem inna. Nie u mnie. Nie teraz. Miesiąc temu? Oj tak, byłabym hipokrytką. Teraz nie jestem.

Czy chcę dziecka? Chcę. Bardzo.

Odpuściłam z wielu powodów. Bo się nie udaje, bo póki co mam brzydkiego towarzysza w organiźmie, bo przyszła myśl, że może nie dam rady utrzymać tak dużej rodziny finansowo.

Dużej? Tak. Nas dwoje oraz przynajmniej 2 fasolki. Chciałabym mieć trójkę dzieci, ale w życiu różnie bywa.

Ktoś powie, że nie ma co się martwić o pieniądze. No nie ma, ale za coś trzeba żyć.

Tak. Czas bez pierwszej fasolki będzie na pełnych obrotach. Czas by firma się rozwinęła i zaczęła przynosić zyski. Spore zyski.

Tak. Teraz więcej pracuję.

Materialistka? Może. Wolę o sobie myśleć jako o osobie, która ma na wszystko plan, by nie musieć się martwić o tak prozaiczne rzeczy jak pieniądze.

ANAPOP LISTOPAD - Inseminacja EVIE 25 czerwca 2013, 11:43

Kochani żeby Was zachęcić do konkursu postanowiłam nagrodzić największą ilość serduszek....tak tak ....będzie nagroda...jaka??? ciiii to niespodzianka...dodam tylko, że nagrod jest zrobiona przeze mnie własnoręcznie.

Endokobietka Starania Endokobietki 25 czerwca 2013, 11:51

wtorek 28 dzien cyklu, 13 dzien po owulacji, 1 dzien bez progesteronu za 2 dni w czwartek powinna byc @ (zawsze jest bardzo punktualnie po odstawieniu progesteronu).....czekamy.....w piatek wizyta u ginekologa

Dream Chce zostac mamusią;) 13 lipca 2013, 11:45

dwie kreseczki na tescie cizowym;)

Endokobietka Starania Endokobietki 25 czerwca 2013, 13:27

Czytalam ostatnio w internecie, ze mozna troche wspomoc zaniezdzenie zarodka swoim sposobem zycia. Po zabiegach inseminacji (czyli prawie jak po stosunku naturalnym) zaleca sie prowadzenie spokojniejszego trybu zycia, bezstesu i bez wiekszych aktywnosci fizycznych, na niektorych portalach po zabiegu in vitro lub inseminacji jest napisane, ze nie wolno chodzic po schodach i w zadnym wypadku niczego ciezszego niz 2-3 kg podnosic, czytalam tez ze nie wolno zmuszac sie na toalecie do wyproznienia i w zadnym wypadku nie uprawiac w okresie juz nieplodnym seksu, bo to wszystko moze spowodowac "wyrzucenie" zarodka.
Nalezy oczywiscie rowniez zrezygnowac z alkoholu, papierosow, ograniczyc kawe, wszelkie sporty (spacery wskazane), unikac cieplych kapieli i wylegiwania sie w wannie, nalezy sie wysypiac.
Czyli jednym slowem od owulacji do nastepnego okresu nalezy dbac o siebie, nie lezec non stop, ale trzeba zwolnic i sie oszczedzac.
Jesli takie cos zalecaja przy cyklach wspomaganych lub in vitro, to chyba warto zwrocic uwage na takie zachowania rowniez w naturalnych cyklach, zwlaszcza gdy cos nie wychodzi. Wiem ze ciaza to nie choroba, ale moze warto sprobowac.

Zapomnialam: podobno nalezy pic ok 2 litrow wody w czasie calego cyklu staran.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2013, 10:21

gosia89 udało się po 9 latach 25 czerwca 2013, 14:01

jestem po wizycie.
z gabinetu wyszłam zła. u tej gin byłam poraz drugi. pierwszy raz rok temu. w między czasie chodziłam do kilku innych.
Dostałam Bromergon na zbicie prolaktyny ale już myślałan że mi nie da bo powiedziała że to nic nie znaczy, że ok. Ze dopóki mój nie zbada nasienia to ona nic nie może zrobić. Byłam w szoku jak powiedziała ''Jesteś jeszcze młoda, masz 24 lata, nie masz ślubu, daj sobie czas, najpierw uporządkuj sprawy z partnerem'' no masakra co jej do tego.
Jeszcze mi dała ochrzan że powinnam się trzymać jednego lekarza.
Dodakowo się okazało że mamm jakieś zapalenie i dała mi na to Gynalgin na 10 dni.

Moi rodzice w co tygodniowej gazecie wpatrują się w noworodki urodzone w naszym regionie. Tak mi przykro ze nie mogą się cieszyc nadejściem własnego wnuka. Ile jeszcze będą musieli czekac, czy uda im się doczekać! A ja tak bardzo bym chciała widzieć ich radość i dume.. Powiem szczerze ze po moich teściach az tak tego nie widać być może dlatego ze już maja 2 wnukow. W końcu moja mama będzie mogla kupować swojemu wnukowi a nie całej reszcie od sasiadow. Mysle ze jeśli kiedyś tam zobaczę test z 2 kreskami to choćbym nie chciała to od razu będzie po mnie widać ze cos nie tak. Ja nie umie klamac. A już sobie postanowiłam ze nie chciałabym min do 6 tyg mowic ze jestem w ciąży. Bo wiecie ze to najtrudniejszy okres ciąży. Ale czy mi się uda- watpie!!!
P.S Ale mam dziś duże piersi:-)))

dunia1287 Będzie co ma być. 25 czerwca 2013, 16:11

Mam już wyniki badań. Z 15 parametrów morfologii tylko żelazo jest nieco poniżej normy (to pewnie przez częste miesiączki. TSH trzeciej generacji w normie. Cholesterol wyższy od maksymalnej normy o 25,6 mg/dl.Najgorsze na koniec...Krew pobrana z żyły na czczo wskazuje na stan przedcukrzycowy...

ANAPOP LISTOPAD - Inseminacja EVIE 25 czerwca 2013, 16:17

Dodam że konkurs trwa do konca lipca... :)

Czasami odnoszę wrażenie, że tylko mnie prześladuje taki "pechostan" - tak nazywam kilka dni co jakiś czas , kiedy wszystko sprzysięga się przeciwko mnie. I właśnie teraz mam taki stan. Zaczeło się wczoraj , nie mogłam się dodzwonić do laboratorium , w którtym robiłam to moje nieszczęsne badanie. Mimo że wyraźnie pisze, że czynne jest do 19.00, nic, głucho. Jeszcze nie mając pojęcia co się święci , zjadłam pyszny obiadek ,po którym , nagle ktoś odciął mi zasilanie ;) padłam. Obudziłam się z tej przyjemnej drzemki o 23.00 i za cholercie nie mogłam już zasnąć. Próbowałam wszystkiego , z poduszką i bez, odkryta, zakryta, okno otwarte , zamknięte. Liczyłam nawet barany, gdzieś blisko 1.30 zaczęłam powoli wpadać w sen , to mojemu psu przypomniało się o jedzieniu- koszmar. Chrupał i mlaskał, co w czasie ciszy nocnej , brzmiało jak wystrzały z armaty, kiedy się zmęczył jedzeniem , zaczął pić i tym razem chlipanie,trwające w moim wyobrażeniu wieczność głośne jak szum wodospadu Niagara. Na sam koniec wskoczył do łóżeczka obok mnie i w sposób zupełnie nieskrępowany bekał- zabić takiego to mało :P w końcu na niego warknęłam i zasnął w sekundę a ja dalej nic. Przed 3.00 ostatecznie się poddałam, wstaję do pracy o 4.20 i wiedziałam że jak teraz zasnę , to strasznie ciężko będzie mi się dobudzić. Złapałam za ksiażkę i to nawet było fajne. W pracy kocioł, gonili nas i pędzili jak dzikie świnie, nie mogłam oddechu złapać, cudem na przerwie udało mi się zadzwonić ponownie do laboratorium w sprawie wyników. Są .. co za ulga , nie trzeba więcej czekać, dopytałam jeszcze czy muszę odebrać je w punkcie gdzie krew została pobrana , ale pani grzecznie mi powiedziała że nie , bo ten punkt czynny jest tylko do 14.00 więc jeśli będę później to mogę je odebrać w innym miejscu. I tu zaczynają się schody. Od długiego czasu w Gdyni nie spadła ani kropla deszczu , już wszyscy mówili że susza nam grozi, tymczasem dzisiaj ulewa, ba oberwanie chmury , kiedy ja wybrałam się do pracy w sandałkach i białych spodniach. Musiałam więc iść najpierw do domu, przy okazji wyprowadzić psa, bo nie przeżyłby tego , że jego pani wraca i go nie wyprowadza ( czasem mam wrażenie że on świadomie mną manipuluje ;).Przed samym wyjściem z pracy, kierownik mówi że mam zostać po godzinach, dlaczego akurat dzisiaj? Why???Odmówiłam mu a jakże , czym pewnie naraziłam się na dłuższy czas. Biegiem do domu , ubrałam ciemne spodnie, kaloszki moje kwieciste i w drogę.Niby twierdziłam że mogę poczekać na te wyniki , ale jednak chciałam wiedzieć , całą drogę huśtawka może będą dobre , może nie ..A na miejscu okazuje się że wyników nie ma!! Zostały zabrane przez kuriera do punktu w którym zostało pobrane. Myślałam że mnie szlag trafi, i powiedziałam co o tym myśle , grzecznie ale stanowczo. Co mi jednak po tym skoro teraz wynik odbiorę dopiero w poniedziałek , kiedy będę miała na 14.00 do pracy. Nigdy więcej nie zrobię żadnych badań w tym miejscu, i od razu podarłam wręczony mi wcześniej formularz karty stałego klienta. Po wyjściu z tego piekielnego laboratorium byłam i wściekła, bo mogłam po nieprzespanej nocy siedzieć z dupą w domu albo nawet zostać w pracy zamiast w ulewie tułać się do centrum. I smutna bo to było dla mnie ważne , chciałam wiedzieć ehh mało się nie poryczałam. Zadzwoniłam do mojego D.. żeby mu się wyżalić i trochę ulżyć sobie wypluwająć cały jad jaki we mnie siedział a tu niespodzianka, zamiast zrozumienia albo przynajmniej wymownego milczenia usłyszałam że co on może mi na to poradzić , przecież nic nie wyczaruje , zaczął gadać abrakadabra nic sie nie dzieje .. a ja się rozłączyłam , ku...a - najmocniej przepraszam ale nadal budzi to we mnie silne emocje mógł to sobie darować . Niczego od niego nie oczekiwałam po za wysłuchaniem mnie , widać zbyt wiele .. jestem zła i rozżalona jego podejściem .. po czasie dopiero przyszło mi do głowy że mogłam mu powiedzieć , przepraszam pomyliłam numery , myślałam że dzwonię do swojego faceta , którego takie sprawy interesują.. ale jeszcze wieczorem będę miała szansę .. wrr temperatury też dzisiaj nie mierzyłam bo jak , skoro nie spałam. Ciekawe czy jutro już koniec pechostanu , czy zaczynamy kolejną rundę :/

Dziś odpoczywam, wolny dzień, obiadek w domu. Znalazł się czas na farbowanie włosów i lenistwo przed tv. Wróciłam do czytania wszystkich dostępnych informacji o szyjce macicy bo martwi mnie, czy na pewno kiedy się już obniży staję się niepłodna ale według powszechnych założeń na to wygląda wiec nie muszę się tym martwić. Trafiłam na zagraniczną stronkę gdzie można kupić zestaw do obserwacji szyjki składający się z wziernika, latarki i lusterka zapewne powiększającego. U nas takich zestawów nie widziałam a myślałam, że na allegro jest wszystko. Polkom najwyraźniej takie nie potrzebna. W sumie badanie palcem jest dosyć precyzyjne i nie wymaga dodatkowych przyrządów. Zastanawiam się dlaczego nadal boli mnie brzuch kiedy już po owu, ale już się nauczyłam, że każdy cykl jest inny i inaczej zachowuje się mój organizm co nie oznacza ciąży. Mimo wszystko, nadzieja w każdym cyklu umiera ostatnia często negatywne testy nie potrafią jej zlikwidować. Ja nigdy nie potrafię wytrzymać do końca cyklu i robię test wcześniej bo może się jednak coś pojawi. W tym cyklu obiecuję sobie wytrzymać chociaż do 5 lipca ale pewnie jak tylko zacznie się lipiec to nie wytrzymam. Podziwiam dziewczyny które czekają i robią test np. po tygodniu nie pojawiania się @.

ale po popołudniu siekło mnie spanie a teraz dobudzić nie mogę. Może spałam bym dużej ale siostrzenica przyszła z dworu i mnie obudziła...teraz jestem taka przymulona...;(

coliberek Działania..działania... 25 czerwca 2013, 18:01

.... 3 tableteczka Clo łyknięta, mąż obiecał ze zmusi panią gin do przeglądu sytuacji w 14 dniu cyklu. Ogólnie to zdecydowanie wyleciało ze mnie całe powietrze, całe napięcie, cały wkręt. Koncentruję się na zdowym odżywianiu, basenie oraz pracy - w między czasie wkrada się kilka rozjazdów więc ten cykl podejrzewam, ze będzie zupełnie na luzie. Choć jak mąż zobaczył, że ja zdaję się na los i nie mam raczej zamiaru pilnowac dni płodnych, regularnego przytulanka w określonych dniach itp to sam sobie ustawił sieć alarmów i przypominajek w komórce. :)
Nie wiem co się stało, że tak przeczyściłam umysł ale też jestem już pogodzona z faktem, że zapewne wszystko będzie działo się przy przeprowadzce na drugi koniec kraju, co gorsza moze zamiast tutaj w znajomym środowisku, jak już sie w ogóle uda...dzidziuś urodzi się na Ibizie :D No i będzie to znaczna kombinacja bo nie jedziemy tam żeby się byczyć i leżakowac w szpitalach tylko zeby zarabiac kasiorę...ale ok. LUZ. Jakby tak się zdarzyło to przynajmniej dziecko miałoby przecudowne miejsce urodzenia, a nie jakieś tam byle jakie miasteczko za siedmioma górami. hih
A poza tym superastym luzem, codziennie uderzają mnie fale żalu, jak taka lodowata ściana na którą nic nie mogę poradzić...bo 27 już za dwa dni. Dobrze dla męża że akurat ma wtedy dyżur, no i dobrze dla mnie bo tą z tą raną wolę sobie sama radzić. Tym bardziej, że przecież Go praktycznie nie dotyczy. Nie wiem co to się stało...co roku 27.06 to dla mnie czarny dzień ale w tym roku przeżywam to jeszcze bardziej. Wcześniej nigdy nie miałam takich myśli, że teraz miałoby 5 latek, że ciekawe czy byłby to chłopczyk czy dziewczynka. Nigdy też wcześniej nie czułam się winna, że wtedy jak się wszystko działo, to ten smutny finał stanowił dla mnie pewnego rodzaju ulgę.Rozwiązanie problemu. Nie mogę zrozumieć jak ja wtedy w ogóle mogłam tak czuć. Wtedy chyba nie zdawałam sobie sprawy, ze to przeciez umiera cząstka mnie. :/

Ach..skomplikowane jest to wszystko.

Ale jak zawsze...życie toczy się dalej, każdemu pisany jest określony los i nic nie dzieje się bez przyczyny. Trzeba się poddać rytmowi i czekać na to co przyniesie czas.

Juz dawno obserwuję wykresy i Wasze pamiętniki. Nie mogę uwierzyć, że aż tyle z Was ma te same problemy co ja. Tylko tutaj mogę napisać to co czuje. Staram się udawać przed światem, że tak na prawdę mi nie zależy, bo boję się, że kiedy się otworzę, to się jak zwykle nie uda.

Zaczęłam zaznaczać temp. na ovu, ale coś mi nie idzie, muszę zamówić termometr owulacyjny, bo mam tylko taki zwykły, elektroniczny, ale z jednym miejscem po przecinku. Czekam na testy owulacyjne i ciążowe, oby pomogło.

Obiecałam sobie, że bo obronie (mam 2.07) idę do lekarza i się w końcu badam!!
Zawsze to odwlekałam bo myslałam; "Ja, ze mną cos nie tak? niby dlaczego? cykle w miarę regularne, czułam zawsze odpowiedni śluz podczas ovu, itd, no ale jednak nic z tego, więc koniec, idę i już!! ot co!

Witajcie kochane przyszłe mamusie, podjelismy z mezem decyzje ze to juz czas, jestem bardzo podekscyrowana ,szczesliwa a z drugiej strony bardzo sie boje, moze dlatego ze tak bardzo chcemy tego malenstwa, zreszta nie tylko my ale cala rodzinka czeka na "szczesliwa nowine" co troszke mnie stresuje. Jak narazie jestem pelna nadzieji i radosci i mam nadzieje ze mnie ten optymizm nie opuści. Zaczelam przyjmowac kwas foliowy zmienilam diete i rozpoczelam kontrole mojego ciala , mam nadzieje ze ide w dobrym kierunku...:-)

Byłam u swojego gina. Dostałam leki na swojego ulubionego paciorkowca i zobaczymy co dalej będzie. Nie robiliśmy usg bo i tak by nic nam ono nie wniosło. U nas szans na naturalną ciąże nie ma. Zaczynam odliczać dni do urlopu. Bo po urlopie to już szybciutko czas upłynie do transferu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2013, 22:57

Caroline Czekam na dwie kreski 25 września 2013, 23:14

jak ja bym chciała dzidziusia..... Taką małą kruszynkę, tylko moją...

Dziś już późno więc napiszę tylko ,że kolejna @ za mną ,jutro rano mój mężuś oddaje swoje nasienie do badania .. Namówiłam go ,żeby go wykluczyć bo to raczej ze mną jest coś nie tak .poza tym wszyscy pytają czy mąż też się badał, więc dla świętego spokoju ,niech się przebada. Jutro idę też do gina po kolejny " Duphaston ". Mam je brać od 16-25 dnia cyklu .. i pewnie znów czekać na miesiączkę .. Troszkę nie jestem dumna z tego mojego pesymistycznego nastawienia ale tyle już przeszłam tych emocji negatywnych .. że z drugiej strony nie dziwię się sobie.

Catherine 🩷 Zdążyć przed 40 🩷 26 czerwca 2013, 00:11

Kiedyś małe szczęście przydrepcze do Nas małymi kroczkami teraz jednak nie pora ...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)