Zmieniłam lekarza rodzinnego, wybrałam diabetologa i specjalistę chorób wewnętrznych, bo uznałam, że przy mojej insulinooporności będzie to słuszna decyzja. Wyniki moich hormonów wskazywały na jakieś problemy z nadnerczami, PCOS ginekolog wykluczył. Nowy lekarz okazał się... delikatnie mówiąc dziwny. Począwszy od tego, że nie miał pojęcia o czym świadczą te wyniki, dopiero po moich podpowiedziach uznał, że mam rację z tymi nadnerczami po półgodzinnym przekopywaniu encyklopedii. Ale to nie było jeszcze takie złe, dobrze, że w ogóle starał się coś z tym zrobić. Kazał mi się rozebrać i usiąść na kozetce, ściągnęłam więc bluzkę i czekam. On kazał mi ściągnąć też stanik, po czym zmierzył mi ciśnienie i kazał się ubrać. Dał mi skierowanie do poradni endokrynologicznej, na usg brzucha i muszę się położyć do szpitala oraz czekać na tomografię komputerową, na którą czeka się na nfz koło roku. Ciekawe, co na to wszystko powie mój ginekolog... Marzenia o dziecku coraz bardziej rozciągają się w czasie. A miało być szybko i przyjemnie.

To potwierdzanie ciąży - to były dla mnie takie magiczne dni. Czułam się wyjątkowo. Masz pod sercem wielki dar, cud, ale nikt dookoła przez pewien czas nie będzie w stanie nic po Tobie zauważyć. To Twoja tajemnica, słodki sekret.
Potem rośnie brzuszek i te bardziej spostrzegawcze ekspedientki w sklepie proszą byś usiadła jak mierzysz buty;)
Ale magiczne są też ruchy. Takie delikatne bąbelki. No chyba, że akurat na drodze staje pęcherz moczowy, to wtedy trzeba lecieć do toalety, ale magia dalej nie pryska.

33dc 12dpo

Temperatura znacznie spadla. Dzis zadnych objawow przedokresowych nie zanotowalam. Mimo to wyczekuje @.
Zaczynam urlop. Odpoczne od ovu.

11 dzień cyklu
Kilka ostatnich dni upłynęło mi na rozmyślaniach, planowaniu, rozpatrywaniu różnych rozwiązań. No i wstępny plan jest taki żeby pracę zmienić. Od dawna o tym myślałam, ale dopiero otrzymanie wypowiedzenia zmobilizowało mnie do szukania nowej (wcześniej też nie chciałam robić rewolucji w swoim życiu zawodowym bo chciałam urodzić dziecko). No i znalazłam. Taką, jaką chciałam. Finansowo jest taka sama jak ta co mam teraz, ale jest biurowa, bez narażania się na chemię, z którą teraz pracuję. To duża zaleta. Po pierwsze sam fakt, że przestanę narażać swoje zdrowie a po drugie, że pracując biurowo nie będę musiała w ciąży (jak kiedyś w końcu w nią zajdę) rezygnować z pracy. Na razie oferują umowę na 3 miesiące. Standard. Potem też raczej na czas określony, ale na pewno dłuży. A potem może już nieokreślony.
Wygląda więc na to, że na najbliższe miesiące będziemy musieli zrezygnować ze starań. Co najmniej do jesieni. Mąż mnie pociesza, mówi, że będę mogła bezpiecznie wyleczyć trądzik, intensywniej ćwiczyć, opalać się, że znów będę mogła decydować o tym kiedy będę mieć okres (bo planuję wrócić do tabletek). Kochany jest. Wiem, że dam radę, że przetrzymam. Że wykorzystamy ten czas, nie pozostanie on zmarnowany. Smutno mi się robi tylko jak myślę o zeszłym lecie, jak zaczynaliśmy starania. Jak uświadamiam sobie, że to już tyle czasu minęło i nie dość, że się nie udało, to jeszcze nie uda się co najmniej kilka miesięcy. I bardzo boję się tego co będzie potem. Ile potem zajmą nam starania. Chciałabym żeby udało się do końca roku. Żeby tegoroczne święta były lepsze od poprzednich...

20 kwietnia przyszedł na świat nasz synuś ---> Kacperek <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 17:36

Powrót do pracy wyglądał dokładnie tak jak przypuszczałam. Plotka o mojej ciąży rozeszła się po wszystkich, na szczęście szybko udało mi się ją wyprostować i całą sytuację obrócić w żart. W sumie samo tak wyszło. Niektóre osoby nawet się same zdziwiły jaką wielką siłę ma plotka i jak potrafi żyć swoim życiem. Oczywiście na moje żartobliwe pytania od kogo to wyszło nikt nie potrafił mi udzielić odpowiedzi. Cóż, zdecydowana większość personelu ma dzieci, średnio po dwa, i pewnie dla większości tych ludzi posiadanie dziecka, ciąża są czymś normalnym i nawet by im do głowy nie przyszło, że to może być dla kogoś problem albo bolesny temat. Czułam się jak idiotka i było mi w środku niesamowicie przykro mówiąc "Nie jestem w ciąży", ale pewnie nawet nikt nie przypuszczał co mogę czuć. Przynajmniej teraz jest jasna sytuacja, wiadomo że w ciąży nie jestem więc ten temat zostanie na pewno szybko poniechany i na tapetę trafi coś innego.
Czasem się zastanawiam co nas to jeszcze w życiu czeka, co jeśli ja nigdy nie pójdę na urlop macierzyński? Chciałabym już mieć te wyniki genetyki, przynajmniej człowiek wiedziałby mniej więcej na czym stoi. Chciałabym żeby to co ma się okazać okazało się jak najszybciej i żeby przynajmniej ta niepewność została nam darowana. Człowiek jest głupi, można to było zrobić od razu przed pierwszym ivf. Teraz jestem przynajmniej o tyle mądrzejsza że wiem, że nic nie można w życiu na pewno zaplanować i na szczególną losu przychylność liczyć nie warto, a tak naprawdę każdą dobrą rzecz należy potraktować jak dar.

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 26 kwietnia 2016, 18:08

Już mi trochę opadły emocje, już mogę normalnie myśleć. Dzięki małaU, za Twoją sugestią zamówiłam właśnie profertil przez internet, wychodzi 100 zł taniej :* Marusa31 masz rację, nie ma sensu się przepychać, emocje nie są dobrym doradcą. O dziwo, dużo mi dała rozmowa z teściową, poparła mnie całkowicie w kwestii planowanych wydatków i - mój mąż dzisiaj ustąpił. Widać nie był w stanie znieść batalii z dwóch stron. Tylko ja musiałam dzwonić do podwykonawcy odwoływać wszystko, to pikuś w porównaniu z tym co jeszcze przed nami.
MarzusiuX dziękuję za ciepłe słowa. Jak się masz kochana? <3 Czy to wariatkowo kiedyś się skończy??
Wczoraj opiekowałam się 8-miesiecznym bratankiem, to był jego pierwszy wieczór bez mamy. Myślę że wszyscy sąsiedzi usłyszeli jakie silne płuca mają moi krewni, odebrałam to jako przestrogę przed tym co mnie czeka - też nie byłam pokornym dzieckiem. Ech, te geny...
Alergii ciąg dalszy. Byłam w aptece a zapomniałam tabletek na alergię. Więc umieram, kaszlę i prycham.

Dzisiaj to już 7. dzień z życia naszego synusia :-D Ale opowiem jak to się wszystko wydarzyło ;-)

Termin miałam na 19.04 i wtedy też wybrałam się na wizytę do ginki. Poinformowałam ją o tym, że mam skurcze, brzuch mi twardnieje, ale to wszystko jest bezbolesne. Po badaniu okazało się że rozwarcia brak, ale kazała mi jechać do szpitala z powodu tego twardnienia brzucha. Tak też zrobiłam. Od razu skierowano mnie na porodówkę i zrobiono ktg, na którym wyszły jakieś skurcze, ale rozwarcie zostawiało wiele do życzenia... Na drugi dzień znowu sprawdzono rozwarcie, które nie postępowało. Jeden z lekarzy kazał zrobić USG i dziwił się, że nikt wcześniej tego nie zrobił. Powiedział, że u pierworódki brzuch nie powinien się tak stawiać i stwierdził że wygląda jak Kasprowy Wierch ;-) Na USG lekarz sprawdzał 3 razy i nie mógł się nadziwić tego, co mu na tym USG wychodzi. Poinformowałam wcześniej lekarzy, że 2 tyg temu miałam wizytę i dziecko ważyło ok 3kg. Na USG w szpitalu waga jednak była zupełnie inna... Lekarz powiedział, że nie urodzę dziecka naturalnie bo mogłoby się zaklinować i tragedia gotowa. Zapytałam ile w takim razie waży na co lekarz odpowiedział: o dużo za dużo i jedzie Pani na cesarkę. Byłam w szoku i popłakałam się... Nie tego chciałam no, ale życie... Po tych "uroczych i przyjemnych" przygotowaniach do zabiegu, gdy już jechałam na sale operacyjną jeden z lekarzy mówi: tu będzie cesarka ok 5kg płodu. Myślałam, że zemdleję... jak to w ogóle możliwe? Sam zabieg w odczuciu był dziwny. Wyrwali ze mnie mojego "okruszka". Pod koniec zabiegu bardzo spadło mi ciśnienie, ale potem wszystko się unormowało. Mały urodził się z wagą 4460g i mierzy 58cm :-) Potem nie było lekko. Szybko trzeba było dojść do siebie i zajmować się maluchem, mimo strasznego bólu. Dla mnie to był i nadal jest niezły szok... Ja nigdy nie zajmowałam się takim maleństwem. Początki były trudne, ale teraz jest już trochę lepiej. Nie obyło się też bez małego załamania, ale wzięłam się w garść. Teraz już będzie tylko lepiej :-) Dzisiaj właśnie wróciłam ze szpitala i czuję się dużo bardziej spokojna ;-) Jedyne co budzi mój niepokój to czy dam radę z dzieckiem, domem i szkołą... Praca magisterska jest prawie nie ruszona... koszmar. Trzeba spiąć tyłek i do roboty!

Całuski od mamuśki :-*

14dc
jestesmy po inseminacji

ana7722 Nie jest łatwo... 26 kwietnia 2016, 19:06

27dc, 15dpo - zrobiłam bętę. mój wynik to -662,4 mlU/ml. Według mojego laboratorium wskazuje na 4 tydzień. Wszystko by się zatem zgadzało? :)

Kocia kociowy pamiętnik 26 kwietnia 2016, 19:11

24 dni do terminu porodu. 2800 :)

inzynierka 1 26 kwietnia 2016, 19:13

aaaa!!! ale mnie mąż wkurzył!
No normalnie jestem bliska spakowania mu walizek!
Od miesiąca siedzę w domu, gotuję obiadki, sprzątam, piorę, prasuję. Obsługa fulserwis.
Nie tylko jego, ale i księżny X czyli mojej młodszej siostry, która z racji tego, że jest najmłodsza to jej ręce wykręciło na lewą stronę i niestety nie potrafi nawet sobie w pokoju posprzątać.
Od 13 wypatruję męża, czy już nie jedzie, nie mogę się odczekać aż wróci, zje obiad, a ja zrobię kawę i w końcu będę miała się do kogo odezwać, w końcu ze mną porozmawia. Na pewno wiele z Was wie co się dzieje na l4 po miesiącu... Ile można patrzeć w komputer, telewizor czy gary! Mieszkam na wsi tak ograniczonej brakiem komunikacji, że wyjazd do miasteczka wiąże się z wycieczką na pół dnia (autobusy co 3 godziny, chyba, że kogoś interesuje piesza wycieczka z innego przystanku- 3 kilometry- oczywiście, pod górę. Dziękuję.) Wiadomo wszyscy znajomi do tej 13 są w pracy, po za tym też nie chcę się plątać, bo kontrole z Zusu raczej wolałyby mnie zastać w domu.

No właśnie, po prostu brakuje mi towarzystwa, jakiegokolwiek, rozmowy, godzinki w ciągu całego dnia... czy wiele wymagam? Według mojego męża za dużo, bo on woli sobie pograć czy mecz obejrzeć, a najlepiej to, żebym podała jedzenie i żebym nie przeszkadzała.

Jego ojciec taki jest. A mąż robi się taki zawsze wtedy, kiedy jestem w domu- jak nie pracowałam w zeszłym roku, bo szukałam pracy, teraz jak jestem na zwolnieniu, czy jak bywałam na urlopie. Wtedy, kiedy go potrzebuję, bo jest moją odskocznią.
I dziś kolejny raz poprosiłam o chwilę dla mnie... Żeby nie włączał gry, żeby przyszedł się przytulić, żeby poświęcił mi chwilę. A on?
Popatrzył i włączył grę.
Amen.

Wyczekująca Moja walka z PCOS 26 kwietnia 2016, 19:22

30t 5d

Hurra! Jesteśmy już w domku :-) Tutaj jest nam od razu lepiej. Rano miałam zrobione jeszcze ktg i wszystko wyszło dobrze dlatego pozwolili nam wyjść do domu.
Jestem bardzo zadowolona z opieki jaką miałam zapewnioną w szpitalu ale powiem Wam szczerze, że przeraziła mnie wczorajsza sytuacja, gdy rodzących kobiet było tak dużo, że brakowało miejsc i czasami kobiety musiały czekać na swoją "kolejke"... Mam nadzieję, że mnie to nie spotka gdy nadejdzie mój czas :-)

Triste i Etuś dziękuję za wsparcie <3 Miło było przeczytać, że ktoś o mnie myślał :-)

Haana Hashi, MTHFR, Aniołki.. 26 kwietnia 2016, 19:42

Dzisiaj dosyć aktywny dzień. Zaliczyłam wizytę kontrolną u ginekologa i odbiór wyników.
Wynik histopatologiczny nic nie stwierdził, wynika z niego, że płód był w stanie rozkładu itp.
Wyniki na zespół antyfosfolipidowy ujemne, toczeń w normie.
Zaciekawił mnie wynik na przeciwciała przeciwjądrowe ANA1, mam dodatnie miano 1:100, typ świecenia ziarnisty z dodatnimi strefami chromosomów. O co z tym chodzi? Choruję na Hashimoto, bo to też choroba z autoagresji. Ginekolog też mało mi mówił o tych przeciwciałach. Która mnie poratuje i bardziej oświeci?

Oprócz tego ginekologicznie dobrze, wszystko się samo wyczyściło. Dostałam skierowanie do Poznania do poradni niepłodności i endokrynologi rozrodczej. Ponoć długie terminy są. :( i kolejna ciąża na pewno z acardem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 17:41

MatyldaG Przeżyć to co jest nam niepisane 26 kwietnia 2016, 19:46

21 dc

*edit
Mamy 6 zamrożonych blastek! :)
dwa spóźnialskie zaradeczki pięknie doszły :)

2+... Nadzieja nie umiera! 26 kwietnia 2016, 20:02

Ostatnio nie mam zbytnio ochoty tu pisać. Po co ciągle wylewać te same żale..? Dziś jednak czuję potrzebę, bo chyba zdałam sobie tak na prawdę sprawę, że do tej pory mimo wszystko łudziłam się, że uda nam się zajść w ciążę naturalnie. Niestety tak nie będzie. Poczytałam trochę o naszym problemie. Wszędzie traktowane jest to jako duża przeszkoda w zajściu. Chyba się załamałam. Po połowie maja powtórzymy badanie nasienia, zobaczymy, czy wyjdzie to samo. Z kolei na początku czerwca idziemy na pierwszą wizytę do kliniki leczenia niepłodności. Tak mi jest z tym ciężko, tak źle. Tak bardzo chciałabym zajść w ciążę naturalnie. Jestem osobą wierzącą, od zawsze chodzę do kościoła i nigdy nie miałam żadnych wątpliwości w istnienie Boga. Niestety moje życie ułożyło się bardziej skomplikowanie i inaczej niż pewnie chce Bóg. Jednak wierzę, że to właśnie On pokierował tym wszystkim w ten sposób, że moje życie wygląda, jak wygląda. I nie ma mi tego za złe. I nieustannie staram się wierzyć, że jednak obdarzy nas dzieciątkiem...

Sroczki dziś świętują drugą rocznicę ślubu :D a bobasek fika w dzień i w nocy, póki co nie dokucza mamie tylko sprawia radochę ;)

Kocham najmocniej moje skarby ;***

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 26 kwietnia 2016, 21:34

Chyba naprawdę hormony mi szaleją albo jestem na granicy załamania nerwowego. Cały czas płaczę, łzy w oczach przy byle czym, jakieś dziwne uczucie żeby stąd uciec...
Idę się kąpać i spać. No może jeszcze trochę popłaczę, a co mi tam :/

Kuba12 Życie cudem jest... 26 kwietnia 2016, 21:49

Dzisiaj dotarło do mnie,ze już przestałam każdy dzień podporzadkowywac staraniu się. Teraz cała nadzieja w operacji. Dopiero ona otworzy mi furtkę.
Etap goraczkowego czekania na pozytywny test za mną. Nawet nie mam zamiaru go robić. Tyle razy się nie udało, ze nie myślę już kategoriami : uda się. Po laparoskopii to co innego. Wtedy znowu zacznę żyć nadzieją.
A teraz...wrzucam na luz. Czas pokaże.

Do operacji zostało 28 dni.

#/!~~¤¡¿}×€÷¿}{》₩¥<=\_[} ₩÷^/#?

Te znaczki to moje emocje. Okropne uczucie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2016, 21:45

Kate1124 Po prostu chciałabym być Mamą 26 kwietnia 2016, 22:15

Przyszedł chyba w końcu czas, żebym i ja opisała swoją historię. Stwierdziłam, że tak będzie mi może lżej... Czytam Wasze pamiętniki i czuję, jakbym je sama pisała... Kiedyś myślałam, że ja jestem nienormalna, mąż mi mówił nawet, że mam jakąś obsesję, do czasu, gdy nie zaczęłam zaglądać na fora czy właśnie ovufriend i okazało się, że wszystkie kobiety starające się o dziecko czują dokładnie to samo, tak samo dłuży im się czas w każdym cyklu, tak samo czekają na objawy ciążowe, tak samo się ich doszukują, tak samo modlą się, by @ tym razem nie nadeszła... Tak samo serce im się kraja na widok kobiet w ciąży czy z maluszkami w wózkach... :(( ale do rzeczy. Tak jak już pisałam, instynkt macierzyński poczułam już dość dawno... I właściwie gdyby nie to, że ślub wzięłam dopiero w wieku 26 lat to chętnie zdecydowałabym się na dziecko wcześniej. I może wówczas byłoby łatwiej? Kto to wie, bez sensu takie gdybanie.

Już przed ślubem zaczęłam marudzić mojemu jeszcze wtedy chłopakowi, że obawiam się, czy tak łatwo będzie mi zajść w ciążę, bo mam Hashimoto, w wieku 24 lat miałam usuwanego mięśniaka macicy, może nie jakieś straszne schorzenia, ale wskazuje to na to, że jakieś tam większe mniejsze komplikacje mogą wystąpić. Niestety nie rozumiał mnie i uważał, że na pewno wszystko będzie ok. Niestety (!) moje obawy potwierdziły się, choć jeszcze wtedy nie sądziłam (mimo że tak mówiłam), że tak może się naprawdę stać :(

Wzięliśmy ślub, na początku myśleliśmy, że może chwilę poczekamy, ale po dwóch miesiącach uznaliśmy, że w sumie fajnie by było mieć dzieciątko :) to i zaczęliśmy się starać. I wtedy zaczęły się problemy. Problemy z moimi cyklami. Wcześniej oczywiście miałam troszkę nieregularne (ale bez przesady), ale odkąd wyregulowałam tarczycę to się ładnie uregulowały do 30-33 dni. Mierzyłam temperaturę (zaczęłam jeszcze przed ślubem dla własnej samoświadomości) i co miesiąc obserwowałam ładny skok temperatury, żadnych plamień itp. czyli wszystko gra. Mniej więcej w momencie, gdy zaczęliśmy się starać zaczęły się dziwne objawy, takie jak plamienia w środku cyklu i przed miesiączkami (których nigdy, jak miesiączkuję już tyle lat, nie miałam - poza owulacyjnymi). Te w środku cyklu nie były owulacyjne, ponieważ trwały ok. 4 dni i niekiedy były "krwawe", przed miesiączką tak samo, nawet do tygodnia. Okazało się, że mam nadżerkę, więc ginekolog zalecił mi globulki. Po nich plamienia mi się zmniejszyły, ale nie ustały.
Drugim objawem, który mnie zaniepokoił był brak śluzu płodnego. Zawsze miałam go dużo, a w dniach niepłodnych też miałam zawsze "jakiś tam" śluz, nigdy zupełnie sucho. Mniej więcej od czasu, kiedy zaczęliśmy starać się o dziecko, ten śluz zaczął stopniowo zanikać.. Najpierw zauważyłam, że nie mam śluzu płodnego, a z czasem zanikł mi jakikolwiek śluz. Co się stało?? Do dziś nie mogę znaleźć odpowiedzi :( ginekolog jak usłyszał, że nie mam śluzu odpowiedział "może nie było owulacji"... "Proszę kupić sobie w aptece testy owulacyjne i robić od 15 do 19 dnia cyklu". "OK", pomyślałam, może tak się zdarzyło, kupiłam więc testy i zaczęłam je robić. Pierwszy, drugi cykl, wychodziły mi pozytywne mniej więcej przez 3 dni, czyli super, owulacja jest, ale niestety cały czas ciąży brak. Poszłam więc na USG kilka dni "po owulacji", po czym okazało się, że owszem, pęcherzyk był, ale nie pękł :( Ginekolog zalecił mi badanie prolaktyny i progesteronu, po czym okazało się, że mam wysoką prolaktynę, która może blokować owulację, otrzymałam więc Parlodel na obniżenie jej stężenia. Biorę go 1 cykl, akurat w tym cyklu mam urodziny i głupiutka myślałam sobie, że może będę miała prezent w postaci II kresek... Jak łatwo ulegamy złudzeniom. Ale to dopiero pierwszy cykl z nowym lekiem, na ulotce napisane jest, że czas terapii 6-8 tygodni, więc liczę na ten kolejny, majowy cykl.. Dziś 27 dzień cyklu, jutro moje urodziny, niby cykle 30-33 dni, ale już dziś wiem, że nic z tego, nawet testu nie zamierzam robić. Wolę się wcześniej pogodzić z porażką i zbierać siłę i nadzieję na nowy cykl. A więc do dzieła!


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2016, 09:56

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)