Sheis 2 niepowodzenia 2 czerwca 2016, 20:37

Dzis znowu testowałam. Mam takie dziwne uczucie w brzuchu, jakby okres sie zblizal. Znowu rozczarowanie. Zaczynam sie obawiac, czy te skrobanki nie maja teraz negatywnego wplywu na zajscie w ciaze. Nie wiem. Jestem zdezorientowana. Ile mam jeszcze czekac. Kiedy isc do lekarza. Co robic? Zycie jest kurewskie.

Requiem Do czterech razy sztuka! 2 czerwca 2016, 20:54

21 dc lekarz mówi ze cos tam ruszyło, ciekawe czy owulacja ruszy i mamy szanse na Crio w tym cyklu. Kolejne podglądanie w poniedziałek. W tym miesiącu miałam chyba maksymalnie dużo kraczenia sie na fotelu, juz mam dość...

coffee Czekajac na Ciebie... 3 czerwca 2016, 05:48

no i spadek temp., czyli prawdopodobnie jutro masymalnie w niedziele zawita do mnie @ eh... wiedzialam, ze nie ma sie co nastawiac ale jednak mialam nadzieje. Nie wiem czy na nastepne cykle nie zrezygnowac z obserwacji, to chyba bedzie dobry pomysl i zajac sie czyms innym ;)

14 dc

Jajniki coraz śmielsze. Kłucie i pobolewanie coraz mocniejsze. No i wyprysk na twarzy, nie dają złudzeń, ovu blisko.
Karoluś, zalecałyście aby się afirmować i tak od dwóch dni robię. Powtarzam sobie, że jestem płodna i że będziemy mieć dziecko :-) czuję się lepiej jak to robię ;-) mówię też że jestem piękna i szczupła :-D
Mam ochotę na imprezę. Mam nadzieję że wybierzemy się z T. do klubu w sobotę :-)
Miłego piąteczeku kochane <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2016, 09:51

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 3 czerwca 2016, 09:59

No i wczoraj pękł :) endometrium też ładne ale nie pytałam ile ma. dobrze ze męża nakłonilam na przytulanki. Gdyby nie monitoring dopiero dzisiaj bym zaczela starania. W zeszłym roku właśnie po wizytach u Pani doktor byłam w ciązy może i teraz się uda :) oczywiście wieczorem powtórka jak tylko mąż wróci do domu.

Ciąża rozpoczęta 1 maja 2016

Chyba w dalszym ciągu nie wierzę w to, co się stało dwa dni temu...

Ten szczęśliwy cykl zaczął się 1 maja. Był to mój drugi cykl z lekiem na zbicie prolaktyny i miałam cichą nadzieję, że skoro to już drugi cykl, to powinien pomóc. Postanowiłam, że kilka dni po domniemanej owulacji wybiorę się na USG, żeby sprawdzić, czy była owulacja a konkretnie, czy pękł pęcherzyk, bo miałam z tym problemy.
Postanowiłam też w tym cyklu nie mierzyć temperatury - podjęłam taką decyzję, ponieważ w poprzednim cyklu strasznie się stresowałam każdego dnia mierząc temperaturę po owulacji, denerwowałam się, żeby nie spadła.. dodatkowo wyjątkowo 6 dni po skoku miałam na stałym poziomie wysoką temperaturę, jak nigdy (a mierzę już koło 2 lat), bo zawsze miałam taką sinusoidę i myślałam przez jakiś czas, że jestem w ciąży - gdy temperatura spadła dnia 7 było ciężko i jak zwykle rozczytywałam się na forach, czy jednak taki spadek nie wyklucza ciąży.. każdy kolejny dzień mierzenia to był stres, zupełnie bez sensu, ostatecznie 30 dc zrobiłam test i lipa. Nakręciłam się mimo woli, więc widok jednej kreski nie był przyjemny - biorąc test do ręki pomyślałam sobie, że to już jest mój ostatni negatyw, następny ma być pozytywny i kropka... Kto wiedział, że tak właśnie się stanie ;)
No więc do rzeczy - w majowym cyklu nie mierzyłam temperatury, a drugim postanowieniem było picie Inofemu - suplement diety, który poleciła mi ew_elinka. Zaczęłam go pić od 4 dnia cyklu, musiałam specjalnie zamówić, w aptece nie mieli od ręki. W okolicy domniemanej owulacji przez 2 dni piłam 2 saszetki - tak na dobicie ;) niestety śluzu jak nie było, tak nie było, trochę mnie to zmartwiło, ale ostatecznie uznałam, że nie ma co się stresować, bo w czerwcu mam wizytę w poradni endokrynologiczno-ginekologicznej i tam na pewno zrobią mi badania, dobiorą odpowiednie leki i przywrócą owulację.
13-15 dc mąż wyjechał na szkolenie - trochę się stresowałam, że może wtedy będzie owulacja i stracimy szansę, ale szybko sprowadziłam się na ziemię i uznałam, że jak ma się udać, to się uda i nie ma co się spinać, bo na siłę niczego nie dokonam ;) zresztą, wszystko w Rękach Boga.
15 dc były Zielone Świątki - Zesłanie Ducha Świętego. Byłam na Mszy i śpiewaliśmy pieśń do Ducha Świętego, w której były słowa "O niech Twa Moc Uzdrowienia dotknie uleczy mnie już". Śpiewając to z wilgotnymi oczami modliłam się do Ducha Świętego, by uzdrowił mnie z braku owulacji, by mi ją przywrócił. Potem powiedziałam Bogu, że powierzam Mu wszystko, że ufam Mu bezgranicznie i niech się spełni Jego Wola.
Tego dnia wrócił mąż, ale ponieważ jechał wiele kilometrów, był zmęczony. Nie denerwowałam się jednak, że stracimy szansę, ponieważ wszystko zawierzyłam w Ręce Boga.
Kolejne dni to były jedne z naszych najpiękniejszych dni. Nie kłóciliśmy się, spędzaliśmy miło czas, a każde <3 było wyjątkowe :)
18 dc, czyli w środę, poszłam na USG, tak, jak zaplanowałam żeby sprawdzić, czy miałam owulację. Na USG poszłam prywatnie, do lekarza, który nie prowadzi pacjentek, a robi tylko USG, ale jest w tym naprawdę dobry i mam do niego zaufanie. Lekarz powiedział, że znowu jest ta sama historia, że pęcherzyk nie pękł. Powiedział też, że jest jakiś polip, ale wynika to raczej z zaburzeń czynnościowych, czyli braku owulacji i że to nic poważnego, nawet nie napisał tego w opisie badania. Tylko ten niepęknięty pęcherzyk na prawym jajniku, na lewym natomiast kilka drobnych pęcherzyków. Powiedział, że najważniejsze, że pęcherzyki się tworzą, a teraz tylko kwestia dobrania leku, na który zareaguję i wszystko powinno wrócić do normy. Te słowa napełniły mnie nadzieją i w zasadzie po tej wizycie nie byłam jakoś załamana. Uznałam, że muszę cierpliwie poczekać na wizytę w poradni 30 czerwca i tam na pewno mi pomogą i lipiec, może sierpień, wrzesień się uda. Tego dnia przestałam też pić Inofem, bo skoro i tak nie było owu, to po co.
Porozmawialiśmy z mężem i uznaliśmy, że w takim razie do czasu wizyty pewnie raczej się nie uda, więc cierpliwie czekamy i mamy świadomość, że póki co raczej nie ma na co liczyć, ale godzimy się z tym, bo w niedalekiej perspektywie mamy wizytę w poradni, w której pokładamy nadzieję.
Od tego dnia, w którym byłam na USG (18 dc), zaczęły delikatnie boleć mnie piersi przy dotyku, jak na okres. Dość wcześnie, zazwyczaj bolą jakoś 4 dni przed @, ale zdarzyło m się już kiedyś, że było to 2 tygodnie przed, więc pomyślałam, że po prostu teraz znowu tak jest. Nie wzbudziło to zatem moich podejrzeń. Tym bardziej, że byłam przekonana, że nie było owulacji.
W dniu USG (tak mi się wydaje, że to było wtedy, a jeśli nie, to niedługo po) miałam też taką sytuację, że siedzieliśmy z mężem przed TV i w pewnym momencie zakłuło mnie coś chyba z lewej strony tak mocno w brzuchu, po kilku sekundach przeszło. Znów przemknęło coś przez głowę, ale to samo "przecież nie było owulacji" ;)

Dodam jeszcze, że w środku cyklu, czyli ok. 14-15 dnia nie miałam plamienia, które towarzyszyło mi przez ostatni rok. Ucieszyłam się, bo oznaczało to, że leki jednak trochę działają.
Przez kolejne dni czułam się całkowicie normalnie, piersi bolały trochę mocniej, ale tak normalnie, jak przed @.
W Boże Ciało pojechaliśmy do teściów. Wcześniej byłam w Kościele i na procesji i teraz pamiętam, że miałam metaliczny posmak w ustach.. wówczas pomyślałam sobie, że znów sobie wmawiam jakieś objawy i że wymyślam, więc zignorowałam to, zresztą wiedziałam, że to niemożliwe, bo "nie było" owulacji ;) jak wróciłam z Kościoła i witałam się z teściami, to teść powiedział mi, że coś słabo wyglądam i czy jestem zmęczona. Byłam wyspana i wg mnie wyglądałam normalnie, więc odpowiedziałam, że nie i że czuję się dobrze. Znów coś mi wtedy przemknęło przez myśl, ale szybko to odrzuciłam, bo przecież "nie było owulacji" :)

Gdy byłam już kilka dni przed @ zauważyłam, że nie mam plamień przed @, które miałam do tej pory za każdym razem - pomyślałam znowu - leki działają ;) i ucieszyłam się, że choć nie było owu to chociaż plamienia mi zniknęły.
Okresu spodziewałam się jakoś 30, 31 maja, może 1-2 czerwca. 29 i 30 maja miałam dziwny ból podbrzusza, którego nigdy przed @ nie miałam. Znowu pomyślałam, że pewnie te leki hormonalne zmieniły mi coś i stąd ten ból, który pewnie zwiastuje @. W kolejnych dniach ból prawie ustąpił, ale miałam co jakiś czas delikatne ukłucia z lewej strony w podbrzuszu. Jednak w dalszym ciągu czekałam na @. Kupiłam nawet podwójne opakowanie podpasek z myślą, by starczyło mi na cały okres. Wyczekiwałam go przy każdej toalecie i dziwiłam się, dlaczego jeszcze go nie ma. Żadnego plamienia, po prostu totalna susza przez cały czas. Pomyślałam, że to przez te leki @ się spóźnia. Ponadto cały czas miałam w głowie, że "nie było" owulacji ;) W międzyczasie 1 czerwca zadzwoniła pani z poradni i powiedziała, że zwolniły się terminy i mogę przyjść już 9 czerwca. Zapisałam się, choć było to trochę ryzykowne, bo nie wiedziałam, czy zdążę do tego czasu zakończyć @. Zaczęłam się denerwować, że @ jeszcze nie ma i będę miała na wizycie. Tego dnia piersi zaczęły boleć mnie już dużo mniej, co mnie uspokoiło, bo oznaczało, że lada moment dostanę okres. No ale przyszedł kolejny dzień (2 czerwca) i @ nie przyszła.. Byłam już kompletnie zdezorientowana. Przez głowę zaczęły przelatywać myśli o możliwej ciąży, jednak cały czas upierałam się, że to na pewno skutek tych leków i to one opóźniają mi @. Wyliczyłam sobie też, że w ostatnim roku zdarzył mi się jeden cykl 35 dniowy, więc ostatecznie @ może przyjść w niedzielę 5 czerwca. Bardzo nie chciałam robić testu. Nie chciałam znów oglądać tej jednej kreski, bałam się, że znów się nakręcę, a później rozczaruję i że będzie bolało. No ale w perspektywie miałam tą wizytę 9 czerwca. Doszłam do wniosku, że na wszelki wypadek zrobię test, i pewnie będzie negatywny, to wtedy będę robić brzuszki, żeby przyspieszyć @ :P żeby zakończyć ją do 9... Postanowiłam też nie mówić mężowi o zamiarze zrobienia testu, żeby, gdy będzie negatywny nie musiał przeżywać rozczarowania. Uznałam, że nie chcę go zadręczać i poradzę sobie z tym sama.
W czwartek 2 czerwca @ nie przyszła, więc po pracy poszłam do apteki kupić test. Włożyłam do szafki do łazienki z zamiarem zrobienia go w piątek rano.. Po pracy niby byłam zajęta obowiązkami domowymi, ale cały czas myślałam o teście, który miałam wykonać następnego dnia.. Denerwowałam się, ale cały czas wmawiałam sobie, że na pewno będzie negatywny i nie mam się co łudzić i nie warto się nakręcać, bo potem tylko się rozczaruję. Naprawdę byłam przekonana, że to będzie jedna kreska.
Wieczorem koło 23 położyłam się i jakoś w końcu zasnęłam. Obudziłam się o 3 cała zestresowana, jaki będzie wynik testu... Nie pamiętam, czy udało mi się jeszcze usnąć, czy nie, w każdym razie przed 5 uznałam, że pójdę i zrobię to, będę miała z głowy, na pewno zobaczę I , to spokojnie wrócę do łóżka i pójdę spać dalej, przynajmniej nie będę się już stresować wynikiem.
Poszłam do łazienki, nakropiłam 3 kropelki na test, prawie nie patrząc na niego położyłam na koszu do prania i wyszłam z łazienki. Szybko poszłam do kuchni i spojrzałam na zegarek na piekarniku - 4:56. Doliczyłam 5 minut - 5:01. Wpatrzona w cyfry na piekarniku stałam z walącym jak młot sercem. Mąż na szczęście spał i nic nie słyszał (do czasu ;))
Cyfry zmieniały się, a ja zastanawiałam się: "dlaczego się tak denerwuję? przecież jestem przygotowana i przekonana, że będzie I, po prostu chcę się upewnić, wykluczyć jedną z opcji a potem spokojnie czekać na spóźnioną @, więc czego się boję?". W myślach wizualizowałam sobie jedną kreskę, by przyzwyczaić się do jej widoku i bym nie przeżyła rozczarowania. Przez chwilę w myślach pojawiły się II, ale szybko skarciłam się przywołując z powrotem widok I. "Święty Antoni Padewski módl się za nami.." powtarzałam.
5:01... postałam jeszcze kilka sekund, następnie odwróciłam się i spokojnym krokiem poszłam do łazienki.. otworzyłam drzwi, spojrzałam na kosz do prania, na którym leżał test, a na nim widok, którego spodziewałam się najmniej na całym świecie... II !!!!!!!!!!!!!!! Zaczęłam się cała trząść, zapłakałam głośno, co obudziło mojego męża, po czym pobiegłam do sypialni i cała się trzęsąc łamiącym głosem powiedziałam do patrzącego na mnie pytająco męża "Pysiek, zrobiłam test ciążowy i jest pozytywny!" Nie pamiętam, co on powiedział, pamiętam tylko jego uśmiech, a za chwilę weszłam na łóżko i mnie przytulił... Nie zapomnę tej chwili do końca życia. Nie byliśmy w stanie zasnąć do rana. Test położyłam sobie na szafce nocnej (leży tak do tej pory) i czasami na niego zerkam z dumą i wciąż niedowierzaniem...
Tego dnia zmęczona, ale szczęśliwa poszłam do pracy, po południu poszłam na betę, której wyniki były następnego dnia o 10 i wykazały bardzo śmieszny wynik: 1234 :P

Po południu byłam w Kościele podziękować Bogu za ten CUD, jednak zdałam sobie sprawę, że nie będę w stanie nigdy podziękować za tak wielką Łaskę, którą otrzymałam. Był to 3 czerwca - Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Niesamowite jest to, że zawsze marzyłam o tym, by zajść w ciążę tak niespodziewanie, by było wtedy pięknie, by te dwie kreski mnie zaskoczyły. Myślałam, że to niemożliwe, przecież każdego miesiąca tak wyczekiwałam na objawy ciąży... A jednak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych! To On skierował moje kroki na USG, bym myślała, że nie było owulacji i nie podejrzewała ciąży... to On sprawił, że było między nami tak pięknie :)
W tym miejscu chciałabym podziękować Margemergi, która namówiła mnie do zrobienia testu ;) i która przeczuwała, że to mój szczęśliwy cykl. Nie wspomnę już o jej modlitwie za mnie, która na pewno była bardzo szczera, a także o tym, że poprosiła o pomoc swoje 3 Aniołki w Niebie. Wierzę, że to wszystko miało po trochu udział w tym CUDZIE :)
Teraz ja będę się modlić za Margemergi o cud dla niej i o to samo proszę Was Dziewczyny - bo bardzo dużo przeszła, a mimo to potrafi kibicować innym dziewczynom i modlić się za nie - myślę, że wiele z Was już się o tym przekonało :)

Wiem, że dużo napisałam, że zależało mi, aby możliwie szczegółowo opisać cały przebieg tych wydarzeń, które uważam za prawdziwy, najprawdziwszy CUD - od tej pory jeszcze bardziej niż wcześniej wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych! Chwała Tobie Panie, dziękuję CI!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2016, 09:41

@ jeszcze się nie rozkręciła jak już ma przyjść ta wredota to niech przychodzi ma czas do jutra. W tym miesiącu wyjeżdzam do siostry na wieś no i termin mojego wyjadu wypada po owulce jezeli @ przyjdzie do soboty jezeli sie opóźni to będzie kiepsko bo jadę bez męża:(
Wczoraj miałam taki śluz zabarwiony na różowo no i brzuch bolał. Dzisiaj jak narazie brzuch boli i jest takie brązowe raczej brudzenie.

@ się rozkręciła:( chociaż się nie opóźniała co jest jedyną dobrą sprawą jaką mogła dla mnie zrobić skoro i tak miała przyjść.

Tak więc dziś jest 1dc. To jest 8cs zawsze jakaś tam nadzieja że będzie ostatnim się tli ale coraz mniej w to wierzę:(Może kiedyś się uda najwyraźniej ktoś inny był bardziej potrzebujący w tym cyklu i to jemu dał Bóg maleństwo. Nie jestem zła wiem że niektóre dziewczyny naprawdę długo się starają no i należy się im przecież pierwszeństwo. Na mnie też przyjdzie pora wtedy kiedy Bóg tego zechce.

W tym cyklu postanawiam nie mierzyć temperatury coraz bardziej boję się że to wszystko moja wina że nam się nie udaje. Po prostu za bardzo chcę i to siedzi w mojej głowie i się blokuję. Tylko każda ze staraczek wie że nawet jak się nie chce myśleć o staraniach to i tak gdzieś z tyłu to jest. Wyjeżdzam na tydzień do siostry na wieś z synkiem może odpocznę będzie to po owulacji więc mąż mi nie będzie niezbędny:) W sumie szkoda że nie jedzie ale nie dostał urlopu.

Miesiąc maj myślałam że będzie dla nas szczęśliwy w końcu były urodziny męża oraz nasza 8 rocznica ślubu no ale stało się jak się stało.

Nie płaczę wczoraj byłam przybita . a jak byłam w kościele z synkiem na zakończenie oktawy Bożego Ciała to na litani o mało się nie popłakałam. Aż w końcu poszłam do spowiedzi wyspowiadałam się i tak mi się lekko na duszy zrobiło.

Łezka w oku jeszcze się czasem tli. Jutro pojadę na zakupy i kupię sobie coś fajnego no i winko też musi być...

Akinom59 Przedłużyć młodość 3 czerwca 2016, 11:59

Mam wyniki badań: progesteron 16,60 ,prolaktyna 9,12 TSH 1,916 co myślicie o tych wynikach kobietki??

Katjaa Że niby mi sie nie uda? 3 czerwca 2016, 12:13

Dziś test pokazał mocniejsze II kreski... ależ to przewrotny los....

5 tydzień <3 <3 <3
4t 3d

6zr2qb.jpg
Maleństwo jest wielkości pestki pomarańczy <3

W pracy tak gorąco, że nie wiem jak przetrwam to lato :/ mam nadzieję że nie wywołam wilka z lasu i obędzie się bez mdłości :)
Na razie żadnych specjalnych objawów oprócz senności to nie mam :) tak mi się chce spać wieczorem jak już usypiam Tomka, że nie raz przysypiam razem z nim :/ a potem niestety czeka mnie jeszcze kąpiel, robienie kanapek oraz przygotowanie ubrania do pracy :P
Tomuś teraz przeważnie zasypia już po 20 także jest znośnie :) przez ostatnie dwie noce jakoś się budził :/ wydaje mi się że to przez ten upał w naszym pokoju, strasznie duszno jest :( w końcu znieśliśmy sobie wiatrak, który chociaż trochę daje ulgę :) dziś w nocy właśnie musiałam też go włączyć bo Tomuś tak się wiercił i popłakiwał że nie mógł zasnąć :/ w zeszłym roku tego nie robił, zobaczymy co będzie dalej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2016, 21:18

Ciąża zakończona 3 czerwca 2016

W fatalnym nastroju... - to mógłby być dzisiejszy tytuł mojego pamiętnika.

@ jakaś dziwna - skąpa...nie wiem czy to po luteinie czy po prostu PESEL się przypomina... :(

Dziewczyny nie wiem jak wy to robicie, że dajecie radę, ja nie nadaję się do starań! :(

Pytania na dziś:

1. Jak przestać myśleć o czasie, który zmarnowałam?
2. Jak przestać myśleć, że już za późno?
3. Jak się zacząć cieszyć z tego co się ma?
4. Jak zajść w ciążę i nie zwariować?

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 3 czerwca 2016, 16:30

Małżonek zrobił dziś kolejne badania dla potwierdzenia naszego ogromnego sukcesu i tym razem okazało się, że jest d... :/ morfologia na poziomie 0%. Jak to jest możliwe ja się pytam? Tydzień temu 8% a dziś 0? O co tu chodzi? :(

aknis każdy doczeka swojego szczęścia 19 października 2016, 17:42

Długo nie pisałam, ale nie myślcie że to z powodu mojej radości z okazji ciąży. Nie nie nie, nie jestem w ciąży i mam wszystkiego dosyć. Brakuje mi już cierpliwości i czuje ze jak nie zacznę od nowa z innym lekarzem to będę dalej stała w miejscu. Do tego ta moja cholerna niesystematycznosc! Muszę zacząć walkę od spiecia swojego tyłka. A w tym cyklu chyba owulacji nie będzie. Już mi się nic nie chce :(

Dzisiaj ostatni dzień mojej ciąży. Przestała się rozwijać już w 6 tyg. Teraz jest skończony dziewiąty.

Byłam w szpitalu, dostałam tabletki na poronienie (tzn. oficjalnie zarejestrowane jako tabletki na zapalenie stawów...) i teraz czekam w domu na koniec.
Mam nadzieję, że obędzie się bez łyżeczkowania - na to liczą w szpitalu. Jeżeli po tej dawce jeszcze coś zostanie, to dadzą mi kolejną dawkę tabletek...

Boli bardzo...


Ciąża zakończona 3 czerwca 2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2016, 17:56

Dzisiaj ostatni dzień mojej ciąży. Przestała się rozwijać już w 6 tyg. Teraz jest skończony dziewiąty.

Byłam w szpitalu, dostałam tabletki na poronienie (tzn. oficjalnie zarejestrowane jako tabletki na zapalenie stawów...) i teraz czekam w domu na koniec.
Mam nadzieję, że obędzie się bez łyżeczkowania - na to liczą w szpitalu. Jeżeli po tej dawce jeszcze coś zostanie, to dadzą mi kolejną dawkę tabletek...

Boli bardzo...

39 dc... okresu nadal brak...


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2016, 06:56

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 3 czerwca 2016, 18:43

14dc
Wstałam z bólem głowy, po 2 kawach przeszło. Dzień w miarę spokojny chociaż zmienna pogoda daje się we znaki.
Nie wiem czym sobie zasłużyłam ale wczoraj mój mąż wyjątkowo gorliwie zapewniał mnie o swojej miłości. Aż odważyłam się powiedzieć to co gnębi mnie zawsze gdy hormony wojują na całego. Znamy się 27 miesięcy. Bardzo szybko podjęliśmy decyzję o dziecku i od tamtej pory cale nasze życie kręci się wokół tego tematu. Czasami czuję jakby dla wszystkich liczyła się tylko moja macica a nie ja jako JA. Powiedziałam to na głos. On chyba nie uświadamiał sobie że coś takiego w ogóle może mi przyjść na myśl... Zaprzeczył, zarzekał się, na swój sposób dał dowód miłości... Czasami coś co wydaje się takie oczywiste musi zostać wyartykułowane żeby do drugiej osoby dotarło. Takie proste a takie skomplikowane :)
Do IUI 3 dni. Czy zdążymy?

Wyczekująca Moja walka z PCOS 3 czerwca 2016, 18:58

36t 1d

Kochane moje potrzebuję porady! Od dwóch dni dzieje się coś dziwnego z moim brzuchem. Wystarczy, że zrobię kilkanaście kroków i brzuch robi się cały twardy i to nie na chwilę ale jeśli będę np. chodzić pół godziny to pół godziny będzie twardy. Wystarczy, że usiądę i po chwili przechodzi... Nie są to skurcze, no bo skurcz przecież trwa chwilę i puszcza, a tutaj brzuch będzie tak długo twardy, aż nie usiądę. Zaczyna mi to przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu. Czy Wy też tak miałyście?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)