Na wizytę w klinice jestem umówiona na 29czerwca - od 16-23 będzie na urlopie a po urlopie pierwsza dni to będzie tłok tych co muszą na szybko.
Na szczęście po znajomości udało mi się umówić na NFZ na 20czerwca do na prawdę dobrej gin.
W tym kraju to tylko po znajomości - nawet w ciąży!
wczoraj poszłam do siebie do przychodni i usłyszałam coś co mnie zatkało!
"do końca lipca brak terminów a my nie mamy obowiązku umawiania ciężarnych pierwszorazowych" normalnie jakieś jaja. Dowiadujesz się o ciąży ok 5tc a na gin czekasz 7tyg. To ja się pytam jak później dostać becikowe jak do gin nawet przed 10tc się nie dostaniesz... jesteś w ciąży więc się nie stresuj, nie denerwuj itp ale jak tu żyć spokojnie jak nerwy tracisz na poszukiwaniu ginekologa?
Objawów brak jedynie piersi wrażliwe na dotyk i siusiu to ja biegam co chwilę.
W pierwszej ciąży miałam nadzieję że to będzie dziewczynka a teraz chciałabym chłopca
ale szczególnie bardzo pragnę zdrowego dziecka 
Już trochę planuję dzień ojca dla G
fajnie byłoby już mieć jakieś ładne zdjęcie USG na tą okazję
to będzie początek 7tc więc może może...
Jestem nadal na L4 ale od internisty bo gin nie ma podstaw do wypisania zwolnienia. Na szczęście mój internista to kochany człowiek - będę musiała mu jakoś podziękować za to.
6 DC
Chyba trzeba od dziś zacząć serduszkować.
W sumie nie wiem kiedy mam tą owulację, w dni teoretycznie płodne z dużą ilością śluzu nic się nie udało to czas spróbować w inne dni.
Dzisiaj zauważyłam że moje zmagania są widoczne dla innych. Niby o tym nie mówię, ale zdradzają mnie widocznie niektóre komentarze albo półsłówka które kolka razy rzuciłam. Mało tego - mój brzuch przyciąga wzrok. Może dlatego że urósł po tych stymulacjach.
Niby jest mi to obojętne, ale widocznie nie do końca.
Wczoraj rozmawiałam ze znajomą, zna trochę temat naszych zmagań, powiedziałam jej o odwołanym drugim IUI. I ona nagle zaczęła na głos zastanawiać się co powoduje że ludzie trwają przy sobie pomkmo tegoż że jedno z nich jest niepłodne. Słów mi zabrakło...
Czekam na @ france
Dawno, dawno temu.......
Oj dawno tutaj pisałam. Ponad dwa miesiące minęło od ostatniego wpisu. Zostaliśmy już formalnie rodziną zastępczą i oczekujemy obecnie na jakiegoś malucha któremu będziemy mogli chodź trochę pomóc i otoczyć miłością.
W pracy nastał spokój, po ponad 2 miesiącach stresu i nerwów. Myślę że teraz będzie W miarę mniej nerwowo i ja będę bardziej spokojniejsza, uśmiechnięta i wybudowana.
Dziewczynki a mam jeszcze takie pytanie... Bo zastanawiam się czy tylko ja tak mam, a może jeszcze nie jestem gotowa ?
Chce być w ciąży i mieć dzidziusia i to chyba coraz bardziej ale z drugej strony mam też pełno obaw i strachu. Co to będzie jak to będzie, co z pracą, jak sobie poradzę z macierzyństwem, a poród ??? a moja nerwica w tym wszystkim ??
Ale zbliżam się już do 30, kiedyś mówiłam sobie że w wieku 26lat będę miała już jedno dziecko to napewno jak nie dwójkę a tu co ??.....
Kiedy patrzę na zdjęcia moje i męża z córeczkami jego brata i widzę jak pięknie wyglądamy z dzieckiem na rękach to bardzo pragnę takiego zdjęcia z naszym dzieckiem...
Dziewczynki a mam jeszcze takie pytanie... Bo zastanawiam się czy tylko ja tak mam, a może jeszcze nie jestem gotowa ?
Chce być w ciąży i mieć dzidziusia i to chyba coraz bardziej ale z drugej strony mam też pełno obaw i strachu. Co to będzie jak to będzie, co z pracą, jak sobie poradzę z macierzyństwem, a poród ??? a moja nerwica w tym wszystkim ??
Ale zbliżam się już do 30, kiedyś mówiłam sobie że w wieku 26lat będę miała już jedno dziecko to napewno jak nie dwójkę a tu co ??.....
Kiedy patrzę na zdjęcia moje i męża z córeczkami jego brata i widzę jak pięknie wyglądamy z dzieckiem na rękach to bardzo pragnę takiego zdjęcia z naszym dzieckiem...
zapisałam się do szkoły rodzenia przy naszym szpitalu. Trochę to trwało zanim się zdecydowałam bo u nas to kosztuje 300 zł i trochę bolało, no ale cóż... nie mogę się doczekać 
Dzis o godz 17 wizyta u lekarza. boje sie co on powie....przez meia kazal mi zbadac TSH i FT4 i kazał odstawić wszystkie leki oprócz letroxu na tarczyce..
temp przestalam mierzyc..co ma byc to bedzie...
3dc.
Pojechałam sobie dziś rano zrobić badania fsh lh,estradiol i prolaktyne wybulilam 83zl ale to nic chcę wiedzieć czy coś jest nie tak i nie będę czekać bezczynnie. Idąc za ciosem pomyślałam o tym ze mój mąż musi zbadać swoje plemniczki więc weszłam na stronę kliniki U nas w mieście i ta dam promocja z okazji dnia ojca od 1 do 15 czerwca można się umówić na darmowe badanie nasienia wystarczy powiedzieć hasło "nasz bocian" więc od razu zadzwoniłam do mojego lubego że ma tam dzwonić i się umówić i ze jak to zrobi to ja od dziś zaczynam ćwiczyć z chodakowska;) (płyta leży od pół roku) no i udało sie we wtorek idziemy na 18 na badanie;) a ja od dziś sie musze wziąść za siebie teraz to mi już mąż nie odpuści:P ale najważniejsze że pójdzie na to badanie i to w dodatku za darmo. Gdyby kogoś to interesowało to klinika która ma teraz ta promocję nazywa się gyncentrum i wiem ze jest w paru miastach w Polsce także jeszcze do 15tego można skorzystać
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2016, 14:32
Ciąża zakończona 8 marca 2021
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2021, 14:14
PCOS a matematyka.
Dziś zdałam sobie sprawę, że mój organizm wspaniale potrafi stosować się do zasad matematyki jeśli chodzi o okres
(Przy pcosie to nie jest takie oczywiste- moje jajniki zazwyczaj w dupie mają matematykę)
2 x 28 = 56
To teza. A teraz przykład zadania:
Cykl zaczął się 16 kwietnia, trwał 56 dni. Zazwyczaj grzecznie trwa 28 dni, o ile
Arturowa je grzecznie dozwolone produkty. W dzień przewidywanej miesiączki, 28 dnia cyklu, (tj. 13 maja) zaczęły się bóle brzucha i pleców które zawsze sygnalizują rychłe nadejście @. Na tym się okres zakończył, Arturowa na weselu (tj 29 dc) zeżarła wiele niezdrowych rzeczy
Na szczęście organizm jest mądrzejszy, on nie zrobi okresu byle kiedy. Zrobi okres za następne 28 dni. 2 x 28=56 Tadaam !
Teraz jeszcze niech się plemniki cudownie naprawią i przestanę jojczyć że nie mogę mieć dzieci.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2016, 18:27
Wczoraj wieczorem mialam ze 2 brazowe plamki, myslalam ze to poczatek okresu. Przeryczalam pol nocy. Ale dzisiaj juz nic. Kurcze nie wiem, moze to ciaza? W poniedzialek ide do gina, bo co mam zrobic
3 dni spoznienia to nie az tak duzo, ale nigdy mi sie okres tyle nie spoznial. No nic, zobaczymy co przyniesie jutro. Moze jeszcze dzisiaj zatestuje?
Jesteśmy po rozmowach z Krankenkasse, przechodzimy z Techniker do DAK, zgodzili się pokryć 100 % 3 prób inseminacji
. W poniedziałek mamy się jeszcze wstawić na rozmowę z szefem filii i podpisać papiery
. Mam jeszcze malutką obawę żeby się nie wycofali, byłaby to olbrzymia ulga i bez stresu podchodziłabym do zabiegów, na każdy kolejny musielibyśmy wydać ponad 2000 zł...
Dr W wyjaśnił nam czemu wyniki tak się różnią. Te z novum robione są przez człowieka, który ogląda całą próbkę, te drugie z bociana i w zasadzie wszystkie do tej pory są robione komputerowo, czyli przychodzi pan/pani z laba, ustawia komputer nad jakimś obszarem badanej próbki, skanuje i na tej podstawie stwierdza jak może wyglądać całe nasienie. Takie oszukaństwo.
Dr zalecił nam inseminację.
Wczorajsza wizyta w bocianie nie wypaliła. Miała być w 2 dniu cyklu, a tu d-day'a ani widu ani słychu...
Jak tylko w moim planie na cokolwiek, cokolwiek może się zepsuć, to na pewno tak się stanie.
polecam blog http://www.towsrodku.pl/ trafiłam na niego gdy kilka tygodni temu szukałam pocieszenia ze jak zmienię styl życia to w końcu zacznę chudnąc ,miesiączką wróci i owulacja.Na facebooku znalazłam kilka grup gdzie dziewczyny wymieniaj się swoimi doświadczeniami na tema Pcos i dieta i przepisami...
żałuje że dopiero teraz się ogarnełam ,że trzeba coś zmienić w swoim stylu życia... a nie rok temu .... eh lepiej pożno niź wcale..
mam wrażenie ze kiedyś życie było zdrowsze. Był mniejszy wybór w sklepach jedzenie nie zwierało aż tyle chemii. Było biedniej ale zdrowiej...
z pokolenia na pokolenie jesteśmy coraz słabsi mimo że dłużej człowiek żyje.
dzieci mojego brata i szwagra maja jakieś skazy białkowe ,alergie pokarmowe np. na czekoladę.
a my z moim bratem a także rodzeństwo cioteczne czy też mąż w dzieciństwie nigdy nie mieliśmy żadnej alergii a teraz to są jakieś epidemie...
PORÓD
Na porodówkę weszłam ok. 9.00. Przywitała mnie położna Ela - fajna, młodziutka, sympatyczna babka. Chwilę porozmawiałyśmy, chwilę posłuchała KTG i podczas zapisu, punkt 9.30 podała mi kroplówkę z oxy. Wszyscy zakładali, że pójdzie ekspresem skoro pierwszy poród trwał 1,5h od podania oxy, to teraz kiedy jestem wieloródką to już w ogóle pójdzie sprawnie. Ale kroplówka nie chciała zbyt sprawnie lecieć. Zapomniałam napisać, że dzień wcześniej pielęgniarka na noc wbiła mi wenflon (ulubiony doktorek przed snem zlecił mi dwie torby r-ru glukozy dla nawodnienia) i za pierwszym razem (koło blizny po króliku) przebiła mi żyłę bo zrobiła się buła, a za drugim (na grzbiecie dłoni) też zrobiła się lekka bułka ale jakoś szło, z tym że bolało. No więc ten drugi wenflon chyba się oparł na zastawce czy coś bo kroplówka leciała jak krew z nosa. Położna naciskała mi na tą dłoń ciągle co było oczywiście bardzo przyjemne... Z biegiem czasu sama zacisnęłam sobie na dłoni pas od KTG, żeby dociskał tę igłę o żeby szło sprawniej. I tak przez cały dzień. No więc oxy o 9.30 a skurczy brak. Tzn. jakieś tam nieregularne i słabe. Bite 2h leżałam na KTG bo położna chciała idealny zapis przed wyłączeniem sprzętu. W końcu o 11.30 mogłam wstać. Zaczęłam chodzić, skakać na piłce, kręcić biodrami, generalnie kolejne 2h byłam w ciągłym ruchu. Bez zmian. O 13.30 podeszła lekarka sprawdzić rozwarcie, jak już wsadziła te palce to powiedziała "Wybacz mi ale to by było na tyle uprzejmości." I zaczęła naparzać mi tam w środku. Łzy leciały a ja dziękowałam, bo chciałam żeby coś ruszyło. Rękawiczkę miała całą z krwi, aż podłogę pochlapała. Zapytałam "to był ten magiczny masaż szyjki o którym wszyscy mówią?". "Tak, to był ten paskudny masaż szyjki". Dostałam też Scopolan głęęęboo do szyjki, żeby ją rozluźnić. Skurcze się nasiliły, występowały równiutko co 2 min ale nie były jakieś strasznie silne. I tak zleciały kolejne 2h. Słyszałam już dwa noworodki, które się urodziły i to też trochę podcięło mi skrzydła. Bałam się, że to wszystko na marne i że i tak skończę na CC. Bardzo tego nie chciałam. Po 15 znów przyszła lekarka i przecięła mi pęcherz płodowy. Byłam już zmęczona, spocona, mokra, pokrwawiona i miałam wszystkiego dość. Położna widziała, że siada mi duch walki. A wcześniej tak mnie chwaliła, że mam dobre podejście i że tak pracuję nad skurczami i że moje podejście jest ekstra. No ale. Zaczynałam już płakać. Skurcze po przebiciu pęcherza zrobiły się naprawdę wredne. Chodziłam z nimi jakoś ponad godzinę i zapytałam czy mogę męża w końcu zawołać bo chcę iść pod prysznic bo mam dość. Jestem o kromce chleba i kilku ciastkach, cały dzień skaczę na piłce i znoszę skurcze. Te ostatnie zrobiły się kur6#$&o bolące. Co z tego skoro rozwarcie na 4 palce. Położna zaczęła się martwić czy się wyrobię na jej zmianie a bardzo by chciała. Miała pracować do 19. Przyszedł D. Wreszcie! Siedziałam pod prysznicem i było troszkę lepiej ale skurcze łamały mnie w kolanach z bólu. Ja i tak kucalam i się podczas nich kręciłam, żeby pchać małą w dół. Starałam się rozluźniać, oddychać do brzucha, robiłam kuźwa wszystko i nic! Powiedziałam, że mam dość i chcę znieczulenie pomimo, że to wydłuży akcję. Nie chcę tego znosić na marne, poza tym było już mi niedobrze. Nie wiedziałam czy z głodu czy może szyjka puszczała. Położna zadzwoniła po zgodę ale najpierw chciałam się zbadać, żeby się upewnić czy na bank nic nie ruszyło. Ja już nawet parcie na kupę czasem czułam, kompletnie sobie nie ufałam.. Rozwarcie na 7 palców. Dobra, to nie chcę tego znieczulenia, dam radę. Położna zasugerowała pozycję łokciowo-kolankową. Miałam już wszystko gdzieś, spróbowałam. Poczułam okropny skurcz. Chciałam wyjść z tej pozycji jak najszybciej ale na skurczu nie umiałam. A ten skurczysyn nie chciał się skończyć. Tylko zelżał i przyszedł kolejny. Nie umiałam wstać, to było okropne. Wspólnymi siłami podniósł mnie D i położna. Pełne rozwarcie. To były minuty. I wtedy poczułam panikę. Zeszło się ok. 5-6 babek. Część z nich to położne, ta lekarka, reszta nie wiem kim była. Zaczęłam płakać, że nie dam rady. Poczułam się jak zwierzę w potrzasku. Skurcze bolały jak skur#7$7n i nie było już odwrotu. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Okropne uczucie. Zaczęłam kląć, błagać je o nacięcie, o uśpienie, marzyłam o cesarce albo żeby po prostu zemdleć i się wymiksować z tej sytuacji. Położne były nieugięte. Czułam, że moje parcie jest o kant dupy. Wiedziałam, że robię to źle i że stoimy w miejscu. Próbowałam się zmotywować, że małej jest ciężko i chciałam jej pomóc ale czułam, że nie umiem. Położne cały czas mówiły, że mam inaczej przeć. Nie wiedziałam co mam ze sobą począć. "Powiedzcie mi szczerze - ja nie prę, nie? Ja pierdolę, a nie prę?". Śmiały się "No pierdolisz" powiedziała któraś. "Błagam Was dziewczyny no... Zróbcie coś. Jaką mam alternatywę, no?! Nie mam żadnej, nie?" Co chwilę się śmiały ze mnie. Damian też. Co skurcz błagałam je o nacięcie, mówiłam im, że nie dam rady. Pytam:
- Ile jeszcze?!
- Zależy jak będziesz parła.
- No ale ponoć 2 faza zawsze trwa 20 min max u wieloródki!
Mega śmiech
- Kto tak Pani powiedział?!
- Położna..
A w sumie dwie.. No ale dupa.
Bardziej mnie posadziły. Jedna ciągnęła mnie za ręce, druga naciskała brzuch, trzecia odginała nogi, czwarta mówiła co robić. No cyrk. Czułam że nic się nie rusza, aż w końcu przy którymś parciu poczułam pieczenie. Było okropne! Wiedziałam, że musiało się ruszyć ale z drugiej strony ból był jeszcze gorszy i już kompletnie nie umiałam się zmusić do efektywnego parcia. Zobaczyłam po chwili, że położna trzyma w rękach jakąś kulkę. Jakby ją przede mną zasłaniała. Zapytałam czy to główka. Powiedziała, że mam nie przeć teraz. Jest!!! Czyli to główka, a ona czeka na rotację barków, które rodzi się w kilka sekund. Ona chroni moje krocze i barki małej. Jakoś tak. Oddychałam na "zziajanego pieska" i przeczekałam to. Mój kurczaczek ze mnie wreszcie wyszedł! Byłam w szoku, że jest aż tak mała. Ta główka była niewyobrażalnie malutka. Zaczęłam dopytywać czy wszystko ok bo ona jest dziwnie mała. I cała z mazi jak wczesniak. Okazało się, że ma tylko 2580g! Ja nie wiem jak kobiety rodzą większe dzieci?! Tuliłam ją, miałam wrażenie, że się uspokaja. Łożysko urodziłam nawet nie wiem kiedy. Po prostu zobaczyłam, że leży na stole. Oczywiście znów nabroiłam bo okrwawiłam wszystko wkoło, razem ze ścianą, swoją torbą i kilkoma innymi rzeczami. Położna przepraszała salowe 🙈
Pękłam bardzo skromnie i znów tylko skóra. Generalnie jestem bardziej mobilna niż za pierwszym razem. Czyli coś za coś.
No ale to wszystko już jest nieważne. Ważne, że w Dzień Kobiet, 08 marca 2021 roku o godzinie 18:00 do świętowania dołączyła malutka kobietka o imieniu Zoja 💚 Mały kurczaczek o czarnych włoskach, 50cm długości i 2580g wagi. Moje kolejne małe cudo!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2021, 14:09
Dzis wg obliczen bb 141 dni za mna i 141 przede mna.
Tak symbolicznie.
Podzielilam sie z rodzina info o synku... matka nie zareagowala tzn nie wg moich potrzeb.
Jest mi z tego powodu smutno i zla jestem na nia a poteguje te uczucia moj poziom hormonow.
Ona nie lubi mezczyzn oraz moze przejawia jakas zazdrosc? Nie wiem
Mam bardzo silne poczucie niezdawania sobie sprawy z sytuacji w krorej jestem.
Jestem w wymarzonej ciazy a czuje ze nieswiadomie to przezywam, chyba to jakies mechanizmy obronne.
Zostawiam to.
W czwartek jedziemy do pl. Nie dali mi neszcze pieniedzy z barseldagpende i w zwiazku z tym nie moge planowac swiat, wyjazdu, wycieczki grrr.
Nie lubie jak cos idzie nie po mojej mysli.
Dzis jakas rozdrazniona, jutro bedzie lepiej.
Mlody sie rusza 
No to wracam do zywych, czas refleksji i uzalania sie nad soba zakonczony.
Zaliczylam:
- nieudana powtorke badan meza, na szczegoly potrzebny oddzielny wpis
- decyzja ze idziemy na invitro
- wizyta w prywatnej klinice w tej sprawie - spodziewany koszt £15k (wiedzialam ze drogo ale nie wiedzialam ze az tak) poradzili zebysmy wykorzystali jedno podejscie panstwowo
- bardzo udana wizyta w panstwowym szpitalu gdzie tez proponuja nam invitro (mamy przyniesc sprawozdanie z prywatnej wizyty u androloga, mamy tez skierowanie na dodatkowe badania meza, kardiotypy, powtorke badan nasienia i usg zeby zdecydowac czy musze miec histero), lekarz fajny polecil tez zrobic immunologie jak mozemy prywatnie bo panstwowo IVF tylko raz mozna robic, moze nam by sie udalo rozpoczac we wrzesniu
- wizyta u androloga 23 czerwca ale chociaz wiemy ze idziemy do jednego z najlepszych wiec musimy poczekac, bedzie to prawdopodobnie kosztowalo £1k z badaniami (miejmy nadzieje ze troche jednak mniej)
- wizyta w Novum jakbysmy sie zdecydowali robic IVF w Polsce (1 lipca)
Jutro wyjezdzamy na urlop, dopoki nas jeszcze na niego stac...pogodzilam sie tez w mysla ze dzieci przed 35 rokiem zycia miec nie bede
cdn
w koncu waga spała poniżej 62 (61,7) bo tak to stała w miejscu na 62,2
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.